poniedziałek, 10 listopada 2014

Pozdrowienia z pola walki!

Zazwyczaj nie zabieram Was na prywatne wycieczki do mojego życia, ale tym razem czuję się w obowiązku się wytłumaczyć. Przyczyna braku aktywności (i, niestety, efektywności) jest zwykła, choć niezmiernie frustrująca – remont. Już od siedmiu tygodni walczę z mieszkaniem, które miało stanowić zacisze pełne książek, a stało się placem budowy…

fot.J.Gul

To, jak na razie jedyne pomieszczenie, gdzie widać postępu. W rogu, wbudowany regał na te książki, po które sięgać będę najczęściej.

fot.J.Gul

Tu, niestety, dwie artystyczne dziury na środku ściany, wybite przez elektryków (w skończonym już pokoju) podczas robienia kuchni. Nieudolnie próbują udawać, że ich nie ma. Ćwiczą moją cierpliwość, bo ślad po nich miał zniknąć już tydzień temu.

fot. J.Gul

Widok na salon – to tam stanąć ma biblioteka. Na razie „jest ściernisko” …. Za hipotetycznymi drzwiami znajduje się ściana, na której nareszcie zmieszczą się (przynajmniej na dzień dzisiejszy), wszystkie książki. Koniec z pudłami w szafach, koniec z przechowywaniem książek u osób, które nie zdążyły zaprotestować nieświadome, ile ich jest.


fot. J.Gul

A to kącik kuchenny, gdzie stanie stół i wygodne krzesła. Kawa, gazeta i książka sa już wpisane w wystrój tego wnętrza. 


Pozdrowienia z pola walki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz