▼

poniedziałek, 12 października 2026

Tomasz J. Nowak „Dom smutku”

Tytuł: „Dom smutku” 
Autor: Tomasz J. Nowak
Wydawnictwo: WasPos


Urbex, czyli eksploracja opuszczonych budynków i miejsc, które z różnych powodów zostały zapomniane, zyskuje w ostatnich latach coraz większą popularność. Przyciąga nie tylko miłośników fotografii i poszukiwaczy niezwykłych przestrzeni, lecz także tych, którzy próbują odkryć historie ukryte za zniszczonymi murami. A takich miejsc nie brakuje. Wiele domów stoi dziś pustych, naznaczonych upływem czasu, ludzkimi tragediami i wydarzeniami, o których ich ściany zdają się pamiętać znacznie dłużej niż żyjący świadkowie. Są budynki smutne, opuszczone, a niekiedy skrywające mroczną przeszłość. To właśnie w takich przestrzeniach wyobraźnia zaczyna pracować najmocniej, a zwyczajny dom może stać się czymś znacznie więcej niż tylko miejscem do życia.

Już sam tytuł „Dom smutku” autorstwa Tomasza J. Nowaka przywołuje atmosferę niepokoju, przygnębienia i tajemnicy. Dom, który z założenia powinien być bezpieczną przystanią, symbolem rodzinnego ciepła i schronienia, w literaturze grozy często staje się przestrzenią, w której ujawniają się najciemniejsze strony ludzkiej natury. Wystarczy odpowiednio zbudować nastrój, by cztery ściany zaczęły budzić większy lęk niż najbardziej nieprzenikniona ciemność. Tu, ta ciemność jest tym bardziej przerażająca, że została naznaczona krzywdą dzieci – mamy bowiem do czynienia z sierocińcem, który ma za sobą niechlubną przeszłość.

Siła takiej tematyki tkwi przede wszystkim w atmosferze. Teoretycznie opuszczony dom nie musi skrywać nadprzyrodzonych tajemnic, by wywoływać niepokój. Tym razem jednak po dawnym sierocińcu pozostała pustka, cisza i przestrzeń, która zdaje się przechowywać ślady minionych wydarzeń i w której wybrzmiewają głosy. Głosy pełne cierpienia i ... przestrogi, by więcej tu nie wracać. W przeszłości w owym sierocińcu na Podlasiu zmieniali się dyrektorzy, ale jedno pozostało niezmienne – cierpienie dzieci. Na przestrzeni lat wiele z nich zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach albo zaginęło, a ciał nigdy nie odnaleziono. Pozostały po nich jedynie plecaki wypchane błotem.

Czy Bernard Rosiak i jego urbexowa partnerka Weronika Podolska odkryją prawdę o sierocińcu? Informacje o Domu Smutku otrzymali od informatorki drogą mailową, a opuszczony sierociniec o którym jeszcze nikt nie nagrał materiału, wydał się im idealnym przepisem na setki kolejnych subskrybentów. Już rekonesans, który przeprowadzają w zrujnowanym budynku sprawia, że krew mrozi się w żyłach tym bardziej, że nieustannie czują oni obecność czegoś złego. Ale prawdziwą katastrofą jest dzień, w którym nagrywają materiał – to właśnie wówczas Weronika znika, zaś Bernard wynosi z miejsca zdarzenia pamiętnik, znaleziony w skrytce w podłodze. Tym samym łamie podstawową zasadę urbexu, która mówi o pozostawieniu miejsca w takim stanie, w jakim się je zastało i nie zabieraniu niczego ze sobą.

Bernard wraca do Poznania, rozpaczliwie bijąc się z myślami czy ukryć obecność Weroniki w sierocińcu. Z wiadomych względów nie chce zawiadamiać policji, choć z uwagi, że kobieta po prostu rozpłynęła się w powietrzu, zasadność tego kroku stoi pod znakiem zapytania. Szczególnie, że domowe zacisze wcale nie przynosi mu spokoju ducha, ani poczucia bezpieczeństwa. Zaczyna mieć koszmary senne i zwidy, których konsekwencje są odczuwalne również w realnym świecie.

Z czym tak naprawdę mamy do czynienia? Ze zjawiskami paranormalnymi i „nawiedzonym domem” czy raczej z kryminalną zagadką? Odpowiedzi szukać będziemy na kolejnych kartach powieści, równolegle odkrywając dramat dzieci uwięzionych w sierocińcu. Dlatego też „Dom smutku” to tytuł, który naturalnie przyciągnie uwagę czytelników zainteresowanych mrocznymi historiami, tajemniczymi miejscami i atmosferą opuszczenia i smutku. Nawiązuje do fascynacji przestrzeniami, w których czas jakby się zatrzymał, a przeszłość wciąż rzuca cień na teraźniejszość. To również przypomnienie, że za każdym opuszczonym budynkiem może kryć się historia — czasem zwyczajna, czasem tragiczna, a czasem na tyle niepokojąca, że trudno przejść obok niej obojętnie. Tomasz J. Nowak w pełni wykorzystał potencjał tak sugestywnego motywu i choć z uwagi na ilość postaci oraz wątków lektura wymaga skupienia, nie odbiera to jednak magnetyzmu samej historii.

2 komentarze: