wtorek, 12 maja 2026

John Marrs "Dobra samarytanka"

Tytuł: Dobra samarytanka
Autor: John Marrs
Wydawnictwo: Czwarta Strona



Są takie statystyki, obok których człowiek nie potrafi przejść obojętnie. Każdego roku setki tysięcy ludzi na świecie odbierają sobie życie. Za każdą liczbą kryje się konkretna historia: człowiek, którego coś przerosło, który przez długi czas próbował jeszcze funkcjonować normalnie, aż w końcu zabrakło mu sił. Jeszcze bardziej przejmujące jest jednak to, że wielu z nich wcześniej próbowało wołać o pomoc. Czasem bardzo cicho. Niekiedy były to słowa rezygnacji wypowiedziane do przyjaciela. A niekiedy był to pojedynczy telefon wykonany późnym wieczorem, rozmowa z anonimowym głosem po drugiej stronie słuchawki, ostatnia próba uchwycenia się życia. Właśnie na tym opiera się idea telefonów zaufania — mają być miejscem, w którym człowiek usłyszy, że jego cierpienie jest ważne, że nie został sam, że istnieje jeszcze jakaś droga wyjścia. Ale John Marrs w swojej powieści „Dobra samarytanka”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Czwarta Strona, zadaje pytanie znacznie bardziej niepokojące: co stanie się wtedy, gdy osoba mająca ratować zacznie świadomie popychać ludzi ku śmierci?

Już sam punkt wyjścia tej historii budzi dyskomfort. Autor nie tworzy bowiem klasycznego thrillera o seryjnym mordercy czy psychopacie działającym w cieniu. Jego bohaterka nie ściga swoich ofiar ulicami miasta i nie posługuje się bronią. Jej narzędziem jest głos. Spokojny, opanowany, pozornie empatyczny. Marrs pokazuje, że największe niebezpieczeństwo może kryć się nie w brutalności, lecz w umiejętności słuchania i manipulowania człowiekiem znajdującym się na granicy wytrzymałości.

Na całym świecie działa ponad czterysta organizacji, w których wolontariusze poświęcają swój czas i wykazując się empatią rozmawiają z ludźmi znajdującymi się na krawędzi, mającymi myśli samobójcze. W jednej z nich pracuje Laura Morris, przedsiębiorcza, pełna poświęcenia żona i matka. Tyle tylko, że jej postawa jest grą aktorską, maską którą zakłada w towarzystwie. Ta maska spada jednak, kiedy rozmawia przez telefon, pomagając ludziom czującym się źle poczuć się jeszcze gorzej, a następnie ... skończyć ze sobą. Nazwana na forach internetowych Wyzwolicielką Straconych Dusz jest specjalistką od przekonywania ludzi, że faktycznie powinni ze sobą skończyć, a także od podpowiadania, w jaki sposób to zrobić. W odejściu chce pomóc również Stevenowi, mężczyźnie, który również planuje skończyć ze swoim życiem. Nie wie jednak, że mężczyzna jest tym, który przejrzał jej grę...

Mimo iż w „Dobrej samarytance” nie znajdziemy dynamicznej akcji, to jednak książka mocno działa na wyobraźnię. W świecie pełnym thrillerów opartych na krwi, pościgach i efektownych zwrotach akcji autor postawił na coś znacznie bardziej realistycznego — na zanurzenie się w psychikę człowieka i w jego lęki. Napięcie w czytelniku rodzi się tutaj z rozmów. Z pozornie niewinnych zdań. Z delikatnych sugestii podsuwanych osobom znajdującym się w rozpaczy. Czytelnik szybko zaczyna rozumieć, że człowiek w kryzysie nie potrzebuje wielkiego impulsu. Czasem wystarczy drobne potwierdzenie jego najgorszych myśli, by przekroczył granicę, zza której nie ma już powrotu.

Marrs bardzo umiejętnie gra moralnym napięciem. Najbardziej przerażające w tej historii jest bowiem to, że zło nie ma tutaj twarzy potwora. Zbliżająca się do czterdziestki bohaterka funkcjonuje normalnie, ma rodzinę, pracuje, rozmawia z ludźmi, wykonuje obowiązki. Nie jest odrealnionym demonem, lecz osobą, która swoje najmroczniejsze skłonności ukrywa pod maską profesjonalizmu. Autor zdaje się przypominać, że prawdziwie niebezpieczni ludzie bardzo często nie wzbudzają podejrzeń. Potrafią doskonale dostosować się do otoczenia, a nawet zdobywać zaufanie innych właśnie dlatego, że wydają się spokojni i kompetentni.

W tej powieści szczególnie mocno wybrzmiewa temat samotności. Bohaterowie dzwoniący do telefonu zaufania nie są jedynie epizodycznymi postaciami. Każdy z nich niesie własny ciężar: rozpad relacji, depresję, poczucie odrzucenia, beznadzieję. Marrs pokazuje ludzi zagubionych we współczesnym świecie, otoczonych technologią i codziennym hałasem, a jednocześnie dramatycznie samotnych. To właśnie czyni „Dobrą samarytankę” książką znacznie głębszą niż zwykły thriller psychologiczny. Pod warstwą sensacyjnej fabuły kryje się bowiem opowieść o społeczeństwie, które coraz częściej nie potrafi naprawdę słuchać drugiego człowieka.

Autor trafnie ukazuje także paradoks współczesnej komunikacji. Nigdy wcześniej ludzie nie mieli tylu możliwości kontaktu, a mimo to tak wielu z nich czuje się niewidzialnych. Telefon zaufania staje się więc symbolem ostatniej nadziei — miejscem, gdzie anonimowo można powiedzieć wszystko to, czego nie da się wyznać rodzinie czy znajomym. Marrs odwraca jednak sens tej instytucji, tworząc wizję niemal kafkowską: człowiek szukający ratunku trafia na osobę, która zamiast wyciągnąć go z ciemności, pomaga mu zrobić krok dalej w przepaść.

„Dobra samarytanka” to książka, która mocno w nas rezonuje jeszcze długo po jej odłożeniu. To powieść, która zmusza do myślenia o ludzkiej psychice, o odpowiedzialności za słowa i o tym, jak ogromny wpływ możemy mieć na drugiego człowieka, nawet jeśli nigdy go nie widzieliśmy. Marrs pokazuje również coś bardzo niewygodnego — że człowiek znajdujący się w kryzysie nie zawsze potrzebuje wielkich rozwiązań. Czasem wystarczy obecność, zwykła rozmowa, ktoś, kto wysłucha bez oceniania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz