sobota, 15 sierpnia 2026

Urszula Gajdowska "Rosą pisane"

Tytuł: Rosą pisane
Autor: Urszula Gajdowska
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska



Nosimy w sercu rany, których nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. Czasem są jak blizny po dawno przebytych bitwach, czasem jak świeże pęknięcia, o których boimy się komukolwiek opowiedzieć. A kiedy człowiek raz doświadczy zranienia, szczególnie tego, które przychodzi od drugiego człowieka, zaczyna stawać się nadmiernie ostrożny. Zamiast wyciągać rękę, cofa ją. Zamiast wierzyć słowom, szuka w nich ukrytego zagrożenia. Zamiast pozwolić sobie na bliskość, buduje wokół siebie mur. Właśnie dlatego „Rosą pisane” Urszuli Gajdowskiej jest powieścią, którą warto czytać nie tylko jako historię miłosną czy obyczajową, lecz także jako opowieść o człowieku, który próbuje odnaleźć drogę do siebie po doświadczeniach, jakie odebrały mu poczucie bezpieczeństwa.

Urszula Gajdowska po raz kolejny już udowadnia, że staje się specjalistką od ludzkich emocji, szczególnie tych trudnych. W powieści „Azyl dla serc” pokazała nam już różnego rodzaju cierpienie – zarówno ludzi, jak i zwierząt, teraz zaś kontynuuje historię osadzoną w azylu dla zwierząt, prowadzonym przez byłego wojskowego, Eryka. Właściciel nie jest już samotny, u jego boku stanęła ambitna pani weterynarz, Weronika, zaś w pracy pomaga im Edyta, siostra Eryka. Znalazła tu schronienie wraz z dwójką dzieci po trudnym rozwodzie, ale przeszłość wciąż jej ciąży, nie pozwalając cieszyć się życiem. Zastraszona, poniżana przez byłego męża, dopiero zaczyna odnajdywać w sobie spokój, kiedy to Aleksander znów zaczyna mieszać w jej życiu. Skończył się sądowy zakaz zbliżania się do niej i dzieci, a on próbuje po raz kolejny przejąć kontrolę nad sytuacją. Tyle tylko, że Edyta już nie jest sama. Jest przy niej Dawid Brant, kolega Eryka, który zatrzymuje się w azylu na czas wyjazdu nowożeńców w podróż poślubną. I mimo iż początek znajomości z Edytą nie jest zbyt szczęśliwy, ta dwójka poranionych ludzi w końcu odnajduje drogę do swoich serc. Tylko, czy pozwolą sobie zaryzykować i zaufać?

Najmocniejszym aspektem tej książki jest sposób, w jaki autorka pokazuje zranienie. Przemoc nie jest tutaj problemem sprowadzonym do jednego, łatwego do nazwania zachowania. Ma wiele twarzy i nie zawsze pozostawia ślady na ciele. Może być fizyczna, ale może także przyjmować postać przemocy psychicznej, emocjonalnego poniżania, zastraszania, kontroli czy odbierania człowiekowi prawa do własnego głosu i własnych decyzji. Szczególnie bolesna jest świadomość, że osoba doświadczająca przemocy może z czasem zacząć postrzegać narzucony jej sposób funkcjonowania jako coś normalnego. Wstyd, poczucie winy i przekonanie, że być może sama jest odpowiedzialna za to, co ją spotkało, potrafią okazać się równie niszczące jak samo doświadczenie przemocy.

To właśnie w tym miejscu powieść Gajdowskiej nabiera dodatkowej głębi. Autorka nie przedstawia człowieka po traumie jako kogoś, kto po prostu „powinien zapomnieć i zacząć od nowa”. Przeciwnie – pokazuje, że przeszłość potrafi długo pozostawać obecna, nawet wtedy, gdy źródło zagrożenia już zniknęło. Człowiek może być fizycznie bezpieczny, a mimo to nadal żyć w stanie wewnętrznego alarmu. Może reagować lękiem na sytuacje, które dla innych wydają się zupełnie zwyczajne. Może mieć trudność z bliskością, odczuwać nieufność, wycofywać się, przewidywać najgorsze i nieustannie kontrolować otoczenie. W tym kontekście losy bohaterów można odczytywać również przez pryzmat PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego, a siła książki tkwi w literackim pokazaniu tego, co trauma robi z człowiekiem, zmieniając sposób, w jaki postrzega on świat, innych ludzi, a przede wszystkim samego siebie. To doświadczenie, w którym przeszłość potrafi wdzierać się do teraźniejszości, odbierając poczucie, że teraz jest już inaczej. Dlatego tak ważny staje się motyw zaufania. Dla osoby zranionej otwarcie się przed drugim człowiekiem nie jest prostym gestem. Może być ogromnym aktem odwagi.

I właśnie dlatego relacje między bohaterami „Rosą pisane” mają znaczenie większe niż tylko romantyczne napięcie. Każdy gest, każde słowo, każda próba zbliżenia może stać się sprawdzianem. Czy można uwierzyć, że tym razem nikt nie wykorzysta słabości? Czy można pozwolić sobie na zależność od drugiej osoby, kiedy wcześniejsze doświadczenia nauczyły, że zależność może oznaczać zagrożenie? Czy można przyjąć dobro bez podejrzewania, że za nim musi kryć się jakiś rachunek? To pytania, które nadają opowieści emocjonalną głębie.

Szczególnie wartościowe jest to, że proces odzyskiwania zaufania nie powinien być rozumiany jako cudowne uzdrowienie za sprawą jednego człowieka. Miłość może stać się przestrzenią bezpieczeństwa, ale nie wymazuje automatycznie traumy. Prawdziwe uzdrawianie wymaga czasu, poczucia sprawczości i przede wszystkim odzyskania przekonania, że ma się prawo decydować o własnym życiu. W tym sensie „Rosą pisane” można czytać jako opowieść o odzyskiwaniu podmiotowości. Człowiek skrzywdzony przez innych musi najpierw uwierzyć, że jego potrzeby, granice i emocje mają znaczenie.

Ważne jest również to, że trauma nie czyni bohatera jednowymiarowym. Osoba zraniona nie przestaje być człowiekiem posiadającym marzenia, poczucie humoru, pragnienia, ambicje czy potrzebę miłości. Rana nie jest całą jej osobowością. Jest częścią historii, czasem bardzo bolesną, ale nie musi stać się jej zakończeniem. Właśnie tutaj „Rosą pisane” nabiera charakteru opowieści o nadziei – nie tej naiwnej, która obiecuje, że wszystko samo się ułoży, lecz nadziei wymagającej cierpliwości.

Tytuł książki można zresztą odczytać symbolicznie. Rosa jest czymś delikatnym, niemal ulotnym, pojawia się cicho i znika pod wpływem słońca. A jednak potrafi pokryć całą przestrzeń drobnymi kroplami. Podobnie działają emocje i wspomnienia. Nie zawsze pojawiają się gwałtownie. Czasem osiadają w człowieku niemal niezauważalnie, by po latach przypomnieć o swoim istnieniu. „Pisanie rosą” można więc potraktować jako metaforę opowieści tworzonej z rzeczy kruchych: wspomnień, uczuć, przemilczeń, nadziei i ran. Nie jest to przy tym książka łatwa emocjonalnie. Poruszenie tematu przemocy wymaga od czytelnika gotowości do zmierzenia się z tym, że krzywda może być ukryta pod pozorami normalności. Być może właśnie dlatego historia ta pozostaje w pamięci. Nie daje prostego pocieszenia, ale przypomina o czymś fundamentalnym: człowiek skrzywdzony potrzebuje przede wszystkim bezpieczeństwa, szacunku i wiary w to, że ma prawo odzyskać własne życie.

„Rosą pisane” jest więc powieścią o ranach, ale jeszcze bardziej o tym, co człowiek robi z ranami, których nie może po prostu wymazać. O lęku przed kolejnym ciosem. O nieufności, która kiedyś była mechanizmem obronnym, a z czasem może stać się więzieniem. O potrzebie bliskości, która ściera się z instynktem ucieczki. O tym, że zaufanie nie rodzi się z wielkich deklaracji, lecz z setek drobnych dowodów bezpieczeństwa. Dlatego powieść Urszuli Gajdowskiej warto czytać uważnie, nie tylko dla historii, lecz także dla emocji, które pozostają pomiędzy wierszami. To opowieść o przeszłości, ale jednocześnie o problemach, które nie przeminęły wraz z epoką. O przemocy, która może mieć wiele twarzy. O traumie, która nie kończy się w chwili, gdy kończy się zagrożenie. O PTSD i jego cieniu rzucanym na codzienność. Wreszcie – o zaufaniu, które dla jednych jest czymś naturalnym, a dla innych stanowi jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich muszą się nauczyć.


Zachęcam również do lektury recenzji książki "Azyl dla serc" Urszuli Gajdowskiej - TU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz