Santiago był starszym mężczyzną, około siedemdziesięcioletnim rybakiem, chudym i lekko zgarbionym. Miał zmarszczki, a na jego skórze widać było plamy po raku skóry, którego nabawił się na słońcu podczas morskich wypraw. Wszystko w nim było stare oprócz oczu, które miały tę samą barwę co morze. Ręce miał poorane głębokimi szramami od wyciągania linką ciężkich ryb. Żył samotnie na granicy ubóstwa. Mieszkał w chacie zbudowanej z liści palmy. Stary zadowalał się tym, co miał. Nie narzekał na swój los. Mówił: „Urodziłem się, żeby być rybakiem, tak jak ryba urodziła się, żeby być rybą”.
