Pewnego wieczora Dominik Cedzyna nie mógł zasnąć. Jego rozmyślaniom towarzyszyło tylko tykanie zegara szafkowego i śpiew świerszczy. Aby się uspokoić, kilkakrotnie zapalał świece myśląc, że światło go uspokoi. Wówczas wzrok jego padł na leżący na stole list od syna. Uświadomił sobie, że to ten list właśnie jest przyczyną jego niepokoju. Nałożył okulary i zaczął czytać go raz jeszcze. Piotr zawiadamiał go o niespodziewanym wydarzeniu, z którego był wielce zadowolony, bowiem jego niezwykłe zdolności zostały wreszcie docenione. Został wezwany do profesora, który dał mu do przeczytania list niejakiego Jonatana Mundsleya, chemika, byłego profesora jednego z angielskich uniwersytetów. Naukowiec ten urządzał prywatne laboratorium i prosił o wskazanie najzdolniejszego wśród asystentów politechniki, chciał bowiem powierzyć mu kierownictwo owego interesu. Obiecał płacić 200 franków miesięcznie, dać mieszkanie i dużą swobodę w pracy. Profesor wskazał właśnie Piotra Cedzynę. Polecił mu zaopatrzyć się w ciepłą odzież i niezwłocznie udać do Huli, miasta w Anglii, położonego nad morzem. Obiecał nawet wspomóc go finansowo w podróży, pożyczając mu trzysta franków bez oprocentowania na trzy miesiące.
