Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2024

Susanna Uusitalo "Domowe makramy. 20 pięknych projektów z podstawowych węzłów"

Autor: Susanna Uusitalo
Wydawnictwo: Kobiece


Po latach zachwytu nad tandetnymi, plastikowymi ozdobami, rzeczami z sieciówek odlanymi od formy, znów poszukujemy zindywidualizowanych ozdób i rzeczy, które będą przez nas przemawiały, ale też definiowały nas samych i nasze upodobania. Oczywiście, takie rzeczy również można znaleźć na jarmarkach, targach czy w sieci, zwykle z etykietą „handmade”, ale prawdziwą przyjemnością jest zrobić je samodzielnie.

poniedziałek, 20 lipca 2020

DIY: Portrety z kartonu po jajkach

Poznajcie Stefana i Marię. On jest statecznym biologiem, ona nieco roztrzepaną gospodynią domową, która lubi się stroić. Zostali wykonani z kartonu, ale to ich nie ogranicza. Nie pozwól, by ograniczało również Ciebie! Mając do dyspozycji karton po jajkach, farby i odrobinę kolorowego papieru, możesz powiększyć ich rodzinę, możesz również dołożyć lub odejmować poszczególne elementy, np. dołożyć krawat, naszyjnik, okulary. Możesz nawet zmienić im kolor włosów czy skóry. To świetny wstęp do zabawy o różnicach, o tym, że każdy z nas jest inny, a przez to – wyjątkowy.

niedziela, 7 czerwca 2020

DIY: 2 pomysły na ryby z wytłoczek po jajkach

Zbliżające się wakacje do doskonała okazja do tego, by przybliżyć dziecku nie tylko wspaniałe miejsca, ale i zamieszkujące je zwierzęta. Z racji tego, że sporo osób spędzać będzie urlop nad wodą, warto pokazać dziecku świat ryb. Poniżej dwa projekty - jeden o nikłym stopniu trudności, drugi konstrukcyjnie nieco trudniejszy. Więcej takich cudów znajdziecie TU.

poniedziałek, 11 maja 2020

DIY: 3 pomysły na pszczółki z wytłoczek po jajkach

Wytłoczki po jajkach są materiałem tanim i powszechnie dostępnym, dlatego też często używanym w pracach plastycznych. W ostatnich czasach u mnie w domu zapanowało prawdziwe szaleństwo, a na blogu Logopedyczny klubik możecie zobaczyć jego efekty. Z wytłoczek powstały już biedronki, wieloryby, żółwie, a nawet ... piękne kwiaty na Dzień Matki. Tu prezentuję tylko niewielki wysiłek powstających prac. Będzie ich jednak znacznie więcej, bowiem z racji tego,że uwielbiam piec, wytłoczki pojawiają się u mnie w domu w ilościach hurtowych. Pamiętajcie, że zawsze możecie poprosić też mamę, babcię czy sąsiadkę o odkładanie wytłoczek. 


Dziś zapraszam na słodkie pszczółki (moim faworytem jest najmniejsza, słodka jak miodzik). To prace bardzo łatwe do wykonania, nawet przez małe dzieci, choć z pewnością będą potrzebowały pomocy przy wycinaniu pewnych elementów czy ich klejeniu (szczególnie, jeśli używamy kleju na gorąco).

sobota, 18 kwietnia 2020

DIY: 3 pomysły na kwiaty

Wiosna w pełni, w tym roku pogoda wyjątkowo nas rozpieszcza, dzięki czemu możemy cieszyć się soczystą zielenią dookoła. I choć w tym roku ten czas jest nieco inny, to można te ograniczone możliwości wychodzenia maksymalnie wykorzystać. 

W jaki sposób? Zapraszając wiosnę do domu. Dziś proponuję trzy projekty kwiatów, które możemy wykonywać już z dzieckiem 3-, 4-letnim. Zapraszam do zabawy!

sobota, 4 kwietnia 2020

DIY: 3 pomysły na wiosenne prace plastyczne dla dzieci

Mimo iż wiosna w tym roku upływa skażona cieniem tragedii, warto wykorzystać ten czas, by pobyć z dzieckiem i wspólnie z nim odkrywać możliwości zwykłych przedmiotów, zmieniając je w prawdziwe cuda. 

Tym razem proponuję kolejne trzy wiosenne prace: ptaszki z rozety papierowej, kurkę z talerzyka oraz zajączki z jednorazowych kubeczków. jako terapeuta pracujący z osobami niepełnosprawnymi wiem, ile radości daje tworzenie takich pracy, o rozwoju motoryki już nie wspominając. I mimo iż w niektórych momentach twoja pomoc będzie niezbędna, to jednak większość etapów wykonania tych prac dziecko może zrealizować samodzielnie. 

piątek, 27 marca 2020

DIY: 3 pomysły na Wielkanocnego Zająca dla dzieci

Święta Wielkanoce to doskonała okazja, by zachęcić dzieci do prac plastycznych. Wielkanocne jajka, baranki, zajączki czy kurczaczki mogą stać się prawdziwym źródłem inspiracji. I nawet jeśli nie posiadamy zdolności manualnych, to bez problemu możemy zrealizować z dzieckiem wszystkie pomysły na dekoracje. W końcu nie liczy się to, by były one wykonane perfekcyjnie, ale by dobrze się bawić, by dziecko czuło, że uczestniczy w przygotowaniach do Świąt, a niejako przy okazji ćwiczyć ono będzie motorykę małą.

Poniżej trzy propozycje ozdób - trzy wariacje na temat zajączków. Podane tu sposoby wykonania można potraktować jako bazowe i dobrowolnie je modyfikować. 

piątek, 21 lutego 2020

DIY: Jak przygotować warsztat pracy?

źródło:pixabay
O tym, że majsterkowanie może stać się nie tylko hobby, ale i sposobem na życie możemy przekonać się obserwując sukcesy blogów DIY czy programów telewizyjnych poświęconych różnorodnym czynnościom zmierzającym do stworzenia "czegoś z niczego". To również sposób na kreowanie własnego otoczenia w indywidualny (i niepowtarzalny sposób), a także jedna z metod prowadzących do osiągnięcia w pełni zero waste home.

Niezależnie od tego, w jakiej formie realizujemy swoją pasję i jak daleko ona sięga, z pewnością przyda nam się osobny kącik, by móc w spokoju pracować nad kolejnymi projektami. Tylko osoby, które tworzą coś samodzielnie wiedzą, jak szybko może wówczas w mieszkaniu pojawić się bałagan, zaś fragmenty materiałów, drewienek, metalowych części czy kabli rozciągniętych po całym domu z pewnością nie sprzyjają funkcjonalności mieszkania. Warto zatem postawić na własny „warsztat”, którym może być – w zależności od możliwości – wydzielone miejsce w danym pomieszczeniu lub też wydzielone pomieszczenie. Ja tworzę przy małym stoliku w kuchni, zaś wszystkie materiały trzymam w odpowiednio oznakowanych pudełkach w szafie w przedpokoju, choć marzę o domku i warsztacie ukrytym w piwnicy czy garażu. Niezależnie jednak od tego, jaką powierzchnią pracy dysponujemy, osiągane rezultaty w dużej mierze zależą od wyposażenia tego warsztatu czy racjonalnej jego organizacji. 

piątek, 8 lutego 2019

Maria Szymańska "DIY. Zrób to sama "

Tytuł: DIY. Zrób to sama (tutaj)
Autor: Maria Szymańska 
Wydawnictwo: Egmont 


Własnoręcznie zrobiona kartka Walentynowa? A może nowa, modna torebka ze starej marynarki? Wieszak na klucze z kawałka deski, czy raczej zabawka dla dziecka z rolek papieru toaletowego? Niezależnie od tego, po które z tych rozwiązań sięgniemy, rzeczy zrobione ręcznie są wyjątkowe, niepowtarzalne, zwracają uwagę otoczenia, mają bowiem charakter i duszę. Są nie tylko ekologiczne (bowiem dzięki nim nie zaśmiecamy otoczenia, nie wyrzucamy starych rzeczy, ale też nie mamy potrzeby kupować nowych), ale i bardzo modne. Świadczą również o kreatywności właściciela, o potrzebie wyróżnienia się z szarego tłumu. Są praktyczne, w większości trwalsze niż towary dostępne na rynku, a poza tym … piękne! 

niedziela, 10 lipca 2016

Art. Naif Festiwal i ArtJarmark w Nikiszowcu

fot. J.Gul
Dzisiejszy spacer po uliczkach Nikiszowca (relacja TU) był okazją do tego, by po raz kolejny zachwycić się atmosferą tej wyjątkowej dzielnicy Katowic i zrozumieć, dlaczego właśnie tu odbywa się już po raz kolejny Art. Naif Festiwal, czyli Festiwal Sztuki Naiwnej. Festiwal, będący największym w Europie i jedynym w Polsce festiwalem sztuki naiwnej, powstał w 2008 roku. Co roku, od połowy czerwca do połowy sierpnia, wnętrze Galerii Szyb Wilson wystawia dzieła wspaniałych artystów nieprofesjonalnych (choć nie wszyscy malarze naiwni to samouki), którzy z dziecięcym zachwytem portretują rzeczywistość, która mieszka w ich myślach i snach.

poniedziałek, 22 października 2012

Renata Kosin "Bluszcz prowincjonalny"

Tytuł: Bluszcz prowincjonalny
Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Replika
Bywa niekiedy tak, że niczym Feniks z popiołów, tak my podnosimy się z największych nawet porażek czy klęsk silniejsi, niemal niezwyciężeni. Los bywa bowiem bardzo przewrotny i stawia na naszej drodze życia wiele przeszkód, aranżując sytuacje pozornie bez wyjścia, naznaczając nasze ciała bólem czy chorobą, zaś umysł piętnem przegranego. Tylko od nas, naszej wewnętrznej siły zależy, czy podniesiemy się z kolan i dumnie będziemy parli na przód, czy też na zawsze pozostaniemy na nizinach swoich możliwości złorzecząc na cały świat.
Anna Radecka, bohaterka najnowszej książki Renaty Kosin „Bluszcz prowincjonalny”, miała dwa wyjścia – pogrążyć się w rozpaczy po odejściu męża i robiąc z siebie ofiarę żerować na współczuciu innych, bądź pogodzić się z tym, że zakończył się pewien etap, ale nie życie. Autorka przedstawia nam kobietę taką jak my, trapioną wieloma wątpliwościami, której serce wypełnia palący gniew, ale i zwątpienie we własną kobiecość i we wszystkie wartości, jakimi się – jako rodzina – z partnerem kierowali. To sprawia, że lektura staje się emocjonalną wędrówką po zakamarkach nie tylko duszy Anny, ale i naszej, tam bowiem szukamy wskazówek i prób odpowiedzi na pytanie: jak żyć po zdradzie.
 „Co się robi z szafką nocną nie do pary? Co się robi z drugą połową małżeńskiego łoża” – pyta Anna, a w tych słowach można wyczuć całą gorycz, która zgromadziła się po odejściu męża. Wychowana w małej miejscowości Bujany, od dziecka marzyła, aby wyrwać się do miasta, otoczyć teatrami, wystawami bądź po prostu … ludźmi. Nie chciała żyć na prowincji i wiedziała, że zrobi wszystko, aby po ukończeniu architektury wnętrz na warszawskiej ASP, do rodzinnego domu nie wrócić.
Związek z Piotrem był spełnieniem jej marzeń, dla niego poświęciła pewną część siebie, wspierając rozwój firmy męża, wychowując ich dwójkę dzieci  i zapominając powoli o swoich sztalugach i malarskiej pasji. „Ty jesteś bluszczem. Ale nie takim, który płoży się po ziemi, tylko takim, który wspina się po podporach. Owija się wokół nich i przybiera ich kształt, tracąc własny” -  zarzuca jej siostra Magda i choć nie znamy Anny z czasów związku małżeńskiego, to widząc relację pomiędzy siostrami czy zaborczą zazdrość Anny o córkę Magdy, można utrwalić sobie w świadomości obraz kobiety delikatnej i bezwolnej, niezdolnej do podjęcia żadnej decyzji samodzielnie. Podczas lektury, na szczęście, zmieniłam zdanie o bohaterce, której (przyznaję szczerze) po pierwszych stronach książki nie polubiłam, okazało się bowiem, że pod tą bezbarwną cielesną powłoka kryją się niezmierzone pokłady życzliwości i szczodrości
Co zatem robi Anna teraz, kiedy została z dwójką dzieci sama, na granicy depresji, w domu pełnym wspomnień związanych z Piotrem? Najlepszym rozwiązaniem wydaje się być wyjazd do rodziców do Bujan, przemyślenie w ciszy i spokoju dalszych działań oraz próba ułożenia sobie życia na nowo, tym razem samotnie. Anna wpada jednak w wir wydarzeń, które pozwolą jej wyrwać się z apatii, bowiem wokół niej życie nie tylko toczy się dalej, ale znajdują się ludzie desperacko potrzebujący pomocy. Są jej dawne przyjaciółki: delikatna Agnieszka, która po rozwodzie z sadystycznym mężem osiadła we wsi piastując funkcję weterynarza, jest Bożena w depresji poporodowej, jest też obiekt szczenięcej miłości, który znów jest wolny …
Dzień za dniem wypełniony jest pracą w „ochronce” dla zwierząt, przy zdobieniu mebli, czy w bibliotece, gdzie za namową matki Anna prowadzi zajęcia artystyczne dla dzieci. Wciągają ją też problemy okolicznych mieszkańców, wśród których bieda i alkohol idą w parze. wyrządzając wiele krzywdy najbardziej niewinnym osobom. Jest także Arturek, chłopczyk z sąsiedztwa „diabeł wcielony”, który tak naprawdę jest przerażonym maluchem domagającym się miłości i uwagi, rozpaczliwie tęskniącym za przebywającymi za granicą rodzicami.
Autorka o każdego z bohaterów zadbała, nadając im indywidualne cechy, rysując jego historię tak, że również my angażujemy się w ich problemy, współczujemy, czy też płaczemy wraz z nimi. Znów mamy tu kobiety uzdolnione plastycznie i manualnie (polecam sięgnąć również do wcześniejszej książki autorki „Mimo wszystko Wiktoria”, gdzie bohaterki dziergają, wyszywają, czy ozdabiają techniką decoupage`u), wrażliwe i otwarte na piękno. Niezwykła obrazowość słów Kosin sprawiła, że powieść wciąga nas niczym losy bliskich nam ludzi i nie zauważamy nawet upływu czasu poświęconego na lekturę. Prawdziwą niespodzianką jest również smakowity chłodnik litewski – danie kuchni podlaskiej, na który przepis stanowi integralną część książki.
Gdybym miała określić „Bluszcz prowincjonalny” jednym słowem, byłoby to właśnie określenie „prowincjonalny”, ze wszystkimi pozytywnymi cechami z nim związanymi. Mamy bowiem w książce przepiękne krajobrazy nakreślone przez autorkę z takim pietyzmem, że niemal czujemy się mieszkańcami Bujan, kiedy wspólnie z Anną wędrujemy po okolicy, czy odwiedzamy lecznicę Agnieszki bądź lepiankę, która stać się ma domem przyjaciółki. Prowincja oznacza także bliskość, bowiem bohaterowie Kosin połączeni są niezwykłymi więzami solidarności i współodpowiedzialności, o które w mieście jest niezwykle trudno.„Tu ludzie potrafią zrobić coś dla innych, nawet, gdy sami są w potrzebie” – tę niezwykłą cechę zauważa nawet Anna. Prowincja to także doskonała kuchnia, będąca dowodem na wielokulturowość regionu i zadowalająca podniebienie każdego smakosza. Prowincja to wreszcie uczucia, bowiem właśnie tu, w otoczeniu natury, rozmowy o emocjach, swoich pragnieniach i tęsknotach są znacznie łatwiejsze. W Bujanach można spróbować odnaleźć siebie, swoje pragnienia, a z głęboko zapuszczonych korzeni czerpać siłę do życia. Nie tak jak bluszcz, który potrzebuje odparcia, ale jak dąb – silny i mocny w swych przekonaniach i sposobach postępowania.

Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl