Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agencja. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2019

Ewa Formella "Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy"

Tytuł: Dziewczyny z Ogrodu Rozkoszy
Autor: Ewa Formella 
Wydawnictwo: Replika 


Prostytucja to zjawisko stare jak świat, zaś prostytutki – w różnych krajach i na przestrzeni czasu – dysponują różnym statusem. Głównie zależy to od ich predyspozycji, miejsca, a także zakresu świadczonych usług. Mamy zatem gejsze, wszechstronnie wykształcone, obyte kobiety, których przeznaczeniem jest dotrzymywać towarzystwa mężczyzną, dając im niekoniecznie cielesną, ale i duchową rozkosz, mamy także upadłe (i upodlone) przedstawicieli tego zawodu, które czekają na klientów w barach, na ulicach miast czy drogach. 

środa, 12 kwietnia 2017

David Baddiel "Agencja Wynajmu Rodziców"

Autor: David Baddiel
Wydawnictwo: Lemoniada.pl


Richard Paul Evans w jednej ze swoich powieści pisał: „Dzieci nie pojawiają się na świecie z załączoną instrukcją obsługi. Samemu trzeba nauczyć się, jak radzić sobie z każdym z nich (…)”. Dokładnie te same słowa można odnieść do rodziców – wszak niejednokrotnie mamy wrażenie, że mówimy zupełnie odmiennym językiem, że żyjemy na odległych planetach i nie jesteśmy w stanie nawiązać z nimi nawet nici porozumienia. Niestety życie nie przyjmuje reklamacji w temacie rodziców, nie można ich wymienić, zwrócić, nie można przetestować przed zakupem. Zaraz … zaraz, czy na pewno?

piątek, 7 października 2016

Adam Brookes "Wojny szpiegów"

Autor: Adam Brookes
Wydawnictwo: MUZA


Mimo upływu lat, demokratycznych rządów państwa i względnej jawności posunięć elit władzy, nie brakuje miłośników spiskowych teorii dziejów oraz osób, które w każdej aktywności przedstawicieli służb, doszukują się ukrytych motywów. Nie brak również fanów powieści szpiegowskich, zaś nazwiska takie, jak John le Carré, Robert Ludlum czy Frederick Forsyth na stałe weszły już do ścisłej czołówki autorów czytanych i uwielbianych. 

wtorek, 29 marca 2016

Luis Montero Manglano „Stół króla Salomona”

Autor: Luis Montero Manglano
Wydawnictwo: REBIS


„Z powrotem do domu”- taka dewiza przyświeca członkom elitarnego korpusu, który od chwili powstania, czyli od 1860 roku, budzi sprzeczne uczucia, którego działania na pograniczu prawa (a nierzadko nawet poza jego granicami) ciężko jest czasami uzasadnić interesem narodu. Niezależnie od problemów, jakie ów twór sprawia kolejnym rządzącym, pozostaje faktem, iż powołany przez generała Ramona Maríę Narvaeza, hrabiego Walencji, Królewski Korpus Poszukiwaczy funkcjonuje po dziś dzień. Wichry historii wpłynęły wyłącznie na zmianę jego nazwy – został przemianowany na Narodowy Korpus Poszukiwaczy, nie zmieniły się natomiast cele jego działania. Grupa agentów specjalnych ma za zadanie odszukać i odzyskać hiszpańskie zabytki, które na przestrzeni wieków zostały rozgrabione. Nie są istotne metody ich działania, ani fakt, że w istocie okradają oni złodziei. Muszą się jednak pogodzić z tym, że w przypadku schwytania są pozostawieni sami sobie i w pełni odpowiadają za swoje czyny.

Można się zastanawiać, kto chciałby pracować dla tajnej organizacji, która zmusza swoich pracowników do kradzieży, która nie gwarantuje bezpieczeństwa fizycznego, która obliguje do zachowania tajemnicy, a na dodatek prowadzi rekrutację w taki sposób, że nawet najbardziej wykształceni ludzi rezygnują w trakcie jej trwania (co niektórzy wybiegają nawet z krzykiem). Okazuje się, że kandydatów jest więcej niż kilku, o czym przekonał się Tirso Alfaro, doktorant na wydziale historii sztuki, który wciąż nie może odnaleźć swojej życiowej drogi. Doktorat rozpoczęty z braku innych perspektyw utknął gdzieś w czeluściach twardego dysku komputera, zaś praktyki w muzeum w Canterbury, gdzie badać miał słynną patenę, jedno z najwspanialszych dokonań w dorobku mistrzów ceramiki glazurowanej, stanowią najnudniejszy okres w jego życiu. Tirso nie może pochwalić się proaktywną postawą, wygłasza niepoprawne politycznie opinie na temat własności obrazów, a na dodatek upiera się, że … był świadkiem kradzieży pateny, mimo iż ta spoczywa w podziemiach muzeum. Nic dziwnego, że mężczyzna zostaje wyrzucony z praktyk, dwa miesiące przed ich oficjalnym zakończeniem. To jednak nie koniec, a dopiero początek niezwykłych przygód Tirso Alfaro, który niczym Indiana Jones przemierzać będzie kraje, eksplorować tajne tunele, w poszukiwaniu skarbów przeszłości, niejednokrotnie narażając przy tym życie. 

Spektakularna powieść „Stół króla Salomona”, autorstwa Luisa Montero Manglano, to pierwsza część trylogii „Poszukiwacze”, opowiadającej o członkach tajnego korpusu zajmującego się odzyskiwaniem hiszpańskich dzieł sztuki. Znajdziemy tu brawurową akcję, której nieustanne zwroty zmuszają nas do pełnej koncentracji, wiele informacji na temat historii Hiszpanii i jej zabytków oraz legend, jak ta o stole króla Salomona, w którym ukryta została tajemnica władzy absolutnej. Lekturę docenią szczególnie czytelnicy, którzy pałają żądzą przygody, którzy gustują w powieściach akcji ze sporą domieszką historii. Luis Montero z fragmentów historii oraz własnej fantazji utkał bowiem fascynującą powieść, którą czyta się z zapartym tchem, czekając na dalszy rozwój wydarzeń i rozwiązanie kolejnej zagadki.

Tajemnicze zbiegi okoliczności skłoniły Tirso Alfaro do odpowiedzi na zagadkowe ogłoszenie, mówiące wyłącznie o „pracy w sektorze publicznym”. Nie było informacji o tym, że aby w ogóle zainicjować kontakt będzie musiał wydedukować hasło dostępu, że przejdzie morderczy ciąg testów na inteligencję, z wiedzy ogólnej, językowej, że będzie rażony prądem oraz … pokąsany przez węża. Nagrodą jest jednak posada Poszukiwacza, choć dopiero praktyka pokaże, czy Tirso rzeczywiście się do tej pracy nadaje. Niecodziennie bowiem historyk sztuki decyduje się na zatrudnienie w miejscu, gdzie do niego strzelają, gdzie jeden z kolegów jest prawdopodobnie zdrajcą, gdzie musi uciekać przed pułapkami zastawionymi przed wiekami na śmiałków pragnących dotrzeć do stołu króla Salomona.

Lektura „Stołu króla Salomona” to nieustająca przygoda i pełna mobilizacja, bowiem od książki nie sposób się oderwać – poszczególne wątki splatają się ze sobą tworząc fascynującą opowieść wystawiającą na próbę naszą zdolność dedukcji. Autor wciąga nas w szaleńczy wir wydarzeń, z którego nie sposób się wydostać, zresztą nie ma chyba nikogo, kto chciałby przerwać tę karkołomną wyprawę nie osiągając celu. Plastyczne opisy, pełna gama emocji, które wywołują kolejne akcje grupy, barwni bohaterowie z Tirso Alfaro (który przechodzi prawdziwą wewnętrzną metamorfozę) na czele – oto główne atuty powieści. To również powody, które każą wypatrywać kolejnego tomu serii, by znów móc wkroczyć w świat pełen ekscytujących przygód!

  

piątek, 17 sierpnia 2012

Hazel Osmond "Kto się boi pana Wolfe'a?"

Tytuł: Kto się boi pana Wolfe`a?
Autor: Hazel Osmond
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka











W życiu zawodowym można spotkać różnych przełożonych. Są despoci, przyznający sobie wyłączne prawo do decydowania o wszystkim i dominujący każdego. Są krzykacze,  dla których jedyną formą komunikacji jest podniesiony głos i niecenzuralne słowa. Niektórzy nawet nie ograniczają się do kontrolowania każdego kroku pracownika i zniżają się do przemocy fizycznej.  Są też tacy, którzy są wybuchowi, ale … szalenie przystojni.
Nie ma chyba wątpliwości z którym typem osobowości ma styczność Ellie Somerset, bohaterka zabawnej książki  Hazel Osmond. „Kto się boi pana Wolfe`a?” to doskonała propozycja na wakacyjny wypoczynek, na chandrę i na zły dzień w pracy. Powieść przesycona jest doskonałymi dialogami, ciętymi ripostami oraz romansem, zaś feromony buzują niemal na każdej stronie lektury, przyprawiając nas o mocniejsze bicie serca.
Ellie, pracująca jako copywriterka  w prestiżowej agencji reklamowej Wiseman&Craster w Londynie prowadzi ustabilizowane, choć nudne życie. Praca pochłania ją w zupełności, mimo tego, że mało kreatywny i asekuracyjny szef torpeduje wszelkie jej pomysły na innowacyjne kampanie reklamowe. Swoje żale zawsze może wylać na ramieniu swojego chłopaka, Sama, z którym związek wkroczył już w fazę na tyle poważną, ze kolejnym krokiem powinien być ślub. Niestety ostatnie miesiące są dla nich wyjątkowo trudne, a zamiast romantycznych kolacji, namiętnych nocy i pierścionka zaręczynowego, na Ellię czeka tylko zmęczony pracą mężczyzna, który zasypia natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki. To wyczerpanie, jest wynikiem nowego kontraktu w firmie Sama oraz koniecznością dostarczania rozrywek niemieckim kontrahentom – przynajmniej w to chce wierzyć dziewczyna.  Prawda, w postaci półnagiej Niemki w hotelowym łóżku Sama, spada na Ellię jak grom z jasnego nieba. I jak tu wierzyć mężczyznom? I jak tu jeszcze się zakochać?
Problemy w życiu osobistym przekładają się także na problemy zawodowe szczególnie od momentu,  kiedy szefem agencji został Jack Wolfe – mężczyzna o nienagannym wyglądzie, okropnym charakterze i rozwiązłym stylu życia. Jest na dodatek tak bezczelny i impertynencki, że zwraca uwagę na image Ellie, wytykając jej brak troski o własny wygląd, w jej stylu ubierania się upatrując przyczyny stagnacji w rozwoju zawodowym. Naturalną reakcją każdej kobiety byłoby święte oburzenie. Tyle tylko, że dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej przełożony wyjątkowo ma rację, a brak sex-appeal`u zarzucał jej już były chłopak. Na dodatek Ellie odkrywa, że Jack – pogromca pracowników może być także Jackiem zmysłowym, namiętnym i wznoszącym ją na szczyty seksualności.
Gorący romans jaki ich łączy dla Ellie oznacza coś więcej, niż tylko gorące noce. Chce poznać prawdziwą twarz mężczyzny, a nie tylko zimną maskę, jaką prezentuje w agencji. Nie przeczuwa jednak, że Jack panicznie boi się stałych związków, sabotując każdą głębszą relację w którą wchodzi. Za nałogowymi podrywami, brakiem zaangażowania i upokarzaniem kryje się jednak coś więcej, niż płytka natura szefa. Czy Ellie uda się odkryć tajemnicę ukochanego? Czy uda jej się rozwiązać zagadkę zanim szef w panice przeniesie się do Nowego Jorku, a ona straci go bezpowrotnie?
„Kto się boi pana Wolfe`a?” to powieść z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, które umilają nam wolny czas w podróży i podczas długich, jesiennych wieczorów. To także antidotum na zły humor, na codzienne kłopoty i problemy w związkach. To solidna dawka uśmiechu i relaksu, nawet pomimo dłużyzn i niepotrzebnych, niczego nie wnoszących do książki scen. Hazel Osmond stworzyła romans, o jakim marzy wiele pracownic mających równie przystojnych co Jack szefów. Pomijając aspekt moralny i związek stanowiący naruszenie kultury organizacyjnej firmy, to książka, która choć na chwilę oderwie nas od rzeczywistości pozwalając wierzyć, że taka miłość jest możliwa. Chociaż … kto powiedział, że nie jest?

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl