czwartek, 24 października 2013

Katarzyna Gryga "Suka"

Tytuł: Suka
Autor: Katarzyna Gryga
Wydawnictwo: Studio EMKA









"[...] ty nie jesteś kobietą: ty jesteś wyzwaniem"– pisał Éric-Emmanuel Schmitt w „Tektonice uczuć”. Co jednak z kobietami, które wyzwaniem wcale być nie chcą? Które za nic mają opinie otoczenia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne? Co z tymi kobietami, które lepiej czują się w skórze samca alfa, które same o sobie myślą w kategoriach suki i bynajmniej określenie to nie ma znaczenia pejoratywnego. Czyżby zatem adekwatne do sytuacji było stwierdzenie, że „Suka, to brzmi dumnie” ?

Niewątpliwie tak właśnie powiedziałaby bohaterka książki Katarzyny Grygi. Opublikowana przez Studio Emka „Suka”, to jeden z najlepszych przykładów, że proza polska nie tylko ma się dobrze, ale z szeregu bezbarwnych twórców wyłania się osoba, która nie tylko chce coś powiedzieć, ale robi to. A do powiedzenia ma dużo, bowiem w „Suce” odbija się cały absurd współczesnego, konsumpcyjnego świata i miałkość jednostek ludzkich, ich poglądów i zainteresowań, które ograniczają się do niezdrowej fascynacji życiem innych.

Bohaterka książki nie ma nazwiska, Suka, to jedyne imię, jakim się posługuje, choć w nim zawiera się charakterystyka całej postaci. Być może i Grygi jest sporo w Suce, ale nie tylko – swoje odbicie znajdą w niej nowoczesne kobiety, którym daleko jest od bycia „żonami przy mężu”, które nie dają się wtłoczyć w sztywne ramy zasad i norm oraz korporacyjne struktury.

Wydawać by się mogło, że portret Suki, to odzwierciedlenie typowej kobiety XXI wieku – świadomej własnej wartości, dbającej o siebie, pracującej na utrzymanie. Suka idzie jednak krok dalej – jej pozornie przerysowane zachowania tak naprawdę są oznaką charakteru, zerwaniem z obecnym w literaturze wizerunkiem bezwolnej, eterycznej istoty płci żeńskiej. Staje się ona dzięki temu wyjątkowa i choć daleko jej do bycia wzorem do naśladowania, to z tej nonszalancji i wolności wynikającej ze świadomego wyboru, można czerpać inspirację. Co więcej, Suka wymyka się nawet stereotypowi suki - autorka tak pisze o swojej bohaterce: „Można by ją nazwać suką, gdyby nie to, że sama nazwała się tym pieprzonym samcem alfa”.

Suka nie lubi reguł, nie lubi pęt, nie lubi nakazów i zakazów. Nie lubi także ludzi z ich banalnymi stwierdzeniami i fałszem, którym podszyte jest każde ich słowo. Mieszka wyłącznie z Wyżłem, do niego jedynie ma cierpliwość, może dlatego, że zwierzęta nie udają, są szczere w swoich reakcjach. Ją zaś ludzie albo kochają, albo nienawidzą i jestem przekonana, że tych drugich jest znacznie więcej. 

Prawda głoszona przez Sukę boli, obnaża wszystkie słabości ludzkiej natury i skłonności do pierwotnych zachowań. Wśród niewielu osób, z którymi utrzymuje kontakt jest Jerz, czyli Jurek, przyjaciel Karol, a także dziewczyna Marianna (Suka jest biseksualna), choć do inteligencji tej ostatniej ma poważne wątpliwości. Już sam fakt, że Marianna pracuje dla Grupy HC1, której głównym źródłem dochodu jest powielanie plotek o cele brytach dyskredytuje kobietę w jej oczach i wypada jedynie zapytać, czy seks jest tak dobry, że Suka toleruje niedoszłą gwiazdeczkę Precel.tv u swojego boku.

Niechęć do ludzi i do struktur, do biurowych ploteczek o niczym i lizania tylnej części ciała przełożonemu znajduje wyraz również w zajęciu Suki – jest freelancerem, obecnie zajmuje się produkcją telewizyjną. A przynajmniej zajmowała, zanim odważnie przeciwstawiła się kolejnemu nieudacznikowi, który wyłącznie na podstawie fałszywych domysłów puścił w obieg wiadomość, że Suka nie montuje filmów samodzielnie, podważając tym samym nie tylko jej kompetencje, ale również sprowadzając do roli głupiej kobietki. 

Zwolnienie staje się dla autorki okazją do ujawnienia absurdów rządzących rynkiem pracy. Maluje również obraz źle pojętej przedsiębiorczości szefów, którzy w swym zadufaniu i źle pojętej „kreatywności”, pod płaszczykiem kryzysu, dążą do zatrudnienia jak największej liczby ludzi, jak najmniejszym kosztem, nie znajdując w sobie nawet tyle przyzwoitości, aby okazać swoim „wołom roboczym” szacunek.

„Suka” to proza mocna i zapewne to wielu czytelnikom się nie spodoba. W naturze ludzkiej leży bowiem dopasowanie się do bezpiecznych ram, zaś wszystko co się wiąże ze wzrostem samoświadomości i spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość krytycznym okiem, budzi opór. Być może dlatego, że w osobach lekceważąco traktowanych przez Sukę, jawnie przez nią krytykowanych, zbyt często możemy odnaleźć siebie.

Katarzyna Gryga dobija się do naszej świadomości i nie daje o sobie zapomnieć. Nazywa rzeczy po imieniu, nie znajdziemy w powieści zbytecznych ozdobników, jej tekst jest równie sterylny, jak mieszkanie Suki, a dialogi tną powietrze niczym nóż. Wykrzyknikiem w tekście jest również grafika - doskonałe, wymowne ilustracje, których oszczędna kreska podkreśla dodatkowo buntowniczy charakter powieści. Mimo wszystko ta obcesowość z jaką zwraca się do nas autorka nie tylko nie razi, ale pobudza do myślenia i dopinguje do tego, byśmy choć raz pozbyły się ograniczającego nas pancerza i głośno zaczęły domagać się zaspokojenia swoich potrzeb. Ja zaś domagam się kolejnej książki Grygi!

poniedziałek, 14 października 2013

Karolina Monkiewicz-Święcicka „Taniec z przeszłością”

Tytuł: Taniec z przeszłością
Autor: Karolina Monkiewicz-Święcicka
Wydawnictwo: Świat Książki 









Niekiedy nasze życie przypomina kiepski film, w którym ktoś obsadził nas w roli głównych aktorów, choć nie czujemy się z tym dobrze i nie czerpiemy satysfakcji z tego, co nam się przydarza. Niekiedy można odnieść nawet wrażenie, że żyjemy jakby życiem innych ludzi, wracają do nas niezidentyfikowane fragmenty wspomnień z przeszłości, wciąż popełniamy te same błędy, mimo że mamy świadomość nieprawidłowego schematu działania. Czasami nawet nie możemy poczuć pełni szczęścia, towarzyszy nam ból nieistnienia i poczucie dojmującego braku.

Dlaczego tak się dzieje, co sprawia, że nie możemy żyć w zgodzie ze sobą ciesząc się każdym dniem? Na to pytanie można szukać odpowiedzi w ustawieniach rodzinnych Hellingera. Ta forma grupowej terapii polega na wybraniu przez uczestnika terapii reprezentantów, czyli osoby, które na czas ustawienia zagrają rolę jego samego oraz – w zależności od problemu – matki, ojca bądź innych osób, towarzyszących zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Zadaniem terapeuty jest taka modyfikacja układu, by zapanowała względna harmonia, bądź do momentu, który może stać się początkiem pożądanych zmian. Podczas terapii możemy spotkać się z różnymi reakcjami emocjonalnymi, a naukowcy do dziś nie potrafią wytłumaczyć wybuchu uczuć osób, które pełnią rolę członków rodziny. 

O tej odsądzanej od czci i wiary terapii, porównywanej do szamanizmu, pisze w swojej debiutanckiej powieści Karolina Monkiewicz-Święcicka, która na ustawienia systemowe nie zawahała się posłać swoich bohaterek. „Taniec z przeszłością”, opublikowany przez wydawnictwo Świat Książki, nie jest jednak próbą przekonania opinii publicznej o dobroczynnym wpływie tej terapii, ale fascynującą podróżą w przeszłość, w której znajduje się źródło porażek w świecie współczesnym.

Autorka przedstawia nam cztery kobiety, w różnym wieku i o różnym statusie materialnym, ale wszystkie powiązane są w zaskakujący sposób mroczną tajemnicą sprzed lat. Renatę spotykamy w smutnym dla niej dniu – właśnie zmarła jej matka i choć była kobietą apodyktyczną i oschłą, zaś w ostatnich latach zniedołężnienia również złośliwą i kapryśną, to jej odejście napełnia serce i mieszkanie kobiety dotkliwa pustką. 

Jedynym promykiem radości są teraz odwiedziny wnuczki Anieli, która śmierć prababki przeżył na swój sposób. Od dnia pogrzebu zaczyna śnic sny, w których powraca do przeszłości, ale nie jest to powrót do swoich wspomnień, a … do wspomnień przodkini. Sny przedstawiają wydarzenia nieznane dziewczynie, nie znajdujące potwierdzenia w opowieściach staruszki, ale Aniela jest przekonana, że są one prawdziwe. Dlatego też, jako przyszła studentka psychologii, postanawia sięgnąć po fachową wiedzę i skorzystać z możliwości rozwiązania tej zagadki, jaką dają ustawienia rodzinne Hellingera. Jednak, z uwagi na wiek, nie może udać się na terapię sama. Udaje jej się zatem namówić swoja babkę, a uczestnictwo w ustawieniach staje się początkiem szeregu przemian, a także bodźcem do poznania historii, której korzenie sięgają 1948 roku i mroźnej syberyjskiej krainy. 

Po początkowym okresie przygnębienia Renata rozkwita, i to nie tylko pod wpływem terapii. Siłę daje jej niespodziewana wolność i świadomość, że już nikt nie może jej niczego zabronić. Postanawia zatem zrealizować swoje największe marzenie o tańcu i kiedy w piwnicy znajduje stare, zakurzone baletki, świat wypełniony adage, arabesque, assemblé czy fouetté, znów staje przed nią otworem. Porządki odkrywają przed nią nie tylko dawno zapomniane pasje, ale również rodzinne historie. Kiedy w starej szafie odnajduje stare zeszyty, będące w istocie pamiętnikami, wraz z wnuczką wyrusza w podróż do przeszłości, by poznać skomplikowaną historię rodzinną.

Co z kolejną bohaterką, Dianą vel Dianną, nuworyszką, która pod płaszczykiem fałszywego blichtru chce ukryć swoje pochodzenie, udając szczęśliwą żonę i matkę? W jakie sposób jej losy są związane z życiem Renaty i Anieli? A co ze wspomnianą czwartą kobietą? Co z tą, której życie zostało opisane w jednym z pamiętników?

Sporo w książce pytań, sporo wątpliwości, a tajemnice z przeszłości wydają się sączyć się przez szpary, wypływać z każdej linijki tekstu. Tematyce obyczajowej towarzyszy również wątek kryminalny, bowiem w okolicy warszawskiego Mokotowa zaczynają ginąć ludzie. Wszystkie tropy prowadzą na okoliczne działki, na których … cicho sza, nie zdradzę już nic więcej, bowiem skoda pozbawiać się wzruszeń oraz przyjemności płynącej z lektury książki, nawet jeśli niekiedy jest ona zabarwiona strachem i oczekiwaniem. 

Doskonała kompozycja tekstu sprawia, że pomimo wędrówek w czasie i narracji prowadzonej przez różne osoby, nie wkrada się na łamy książki chaos, zaś wszystkie wydarzenia biegną w ściśle określonym kierunku – ku punktowi kulminacyjnemu. Ten zaś zaskakuje, podobnie jak i cała książka „Taniec z przeszłością”. Autorka stworzyła historię utkaną z miłości i nienawiści, wzajemnych pretensji i zazdrości, a wszystko to okraszone zostało pięknymi słowami i doskonale skonstruowanymi bohaterami, którzy ożywają wraz z lekturą, który są niezwykle emocjonalni i cierpiący, którzy odnajdują drogi w codzienności bądź szaleństwie, albo się w nim pogrążają.

 Recenzja znajduje się również na stronie portalu Granice.pl

sobota, 5 października 2013

Bożena Gałczyńska–Szurek „Monachos”


Tytuł: Monachos
Autor: Bożena Gałczyńska-Szurek
Wydawnictwo: Szara Godzina













Grecja kojarzy się zazwyczaj z leniwymi wakacjami, magią kolorów i zapachów, pięknymi plażami i pięknymi kobietami. Sam Homer opiewał uroki jednej z greckich wysp - Krety, tylko tu znajdziemy tak zgodnie współistniejące dwa światy: nowoczesny i kosmopolityczny. Niewiele osób jednak wie, że Grecja to również pewien wyjątkowy zakątek, do którego wstępu nie mają osoby płci żeńskiej. Autonomiczna Republika Mnichów Świętej Góry Athos, położona na ostatnim paluchu Półwyspu Chalcydyckiego, to prawdziwy relikt przeszłości. Władzę sprawuje tam wybrany spośród zamieszkujących tam mnichów Zarząd, a małe państwo w państwie jest oddzielone od reszty półwyspu granicą lądową. Wjazd jest możliwy wyłącznie droga morską i to po uzyskaniu specjalnej przepustki. 

To właśnie w tej osobliwej scenerii miało miejsce tajemnicze morderstwo, którego wyjaśnieniem zajmuje się agent Interpolu, Tasos oraz Polka mieszkająca od wielu lat w Grecji, Klara. Wciągające, wielowątkowe śledztwo stało się kanwą powieści kryminalnej „Monachos”, autorstwa Bożeny Gałczyńskiej–Szurek. Opublikowana nakładem wydawnictwa Szara Godzina książka to wciągająca historia pełna niespodziewanych zwrotów akcji, intryg, a także … rodzinnych dramatów. Niech czytelnika nie zmyli tajemnicza okładka, obiecująca gorący romans w kraju pełnym słońca i gorącokrwistych Greków. Mamy bowiem do czynienia ze skomplikowanymi relacjami interpersonalnymi, śledztwem w którym nie ma żadnych dowodów ani poszlak, a dochodzenie prawdy utrudnia izolacja Republiki Mnichów oraz szczególny status duchowieństwa w Grecji. 
Autorka zadebiutowała w 2010 r. książką „Tajemnice greckiej Madonny”, ale dopiero teraz w pełni rozwinęła skrzydła, przelewając na karty powieści nie tylko pomysł na skomplikowaną fabułę, ale również całą swoją miłość i fascynacje Helladą. Doskonałe wyczucie proporcji, kompilacja wątku kryminalnego, obyczajowego oraz historycznego i wspaniały styl – lekki, a jednocześnie zdradzający szeroką wiedzę autorki na temat kultury śródziemnomorskiej i samej Grecji, są głównymi atutami lektury. 
Gałczyńska–Szurek zabiera nas zatem do Vurvuru, miejsca, w którym Klara spędziła dzieciństwo i skąd uciekła by rozpocząć nowe życie. Telefon od przyjaciela i współpracownika sprawia, że będzie musiała zmierzyć się nie tylko z dochodzeniem, ale również z własnymi demonami.
Jako policyjny psycholog Klara często współtowarzyszy agencji wywiadowczej, a znajomość trzech języków znacznie ułatwia kontakty z potencjalnymi świadkami przestępstw. I tym razem jej biegły grecki oraz wiedza na temat reguł zachowania i zasad przestrzeganych w Grecji, okaże się niezbędna. Szczególnie, że zbrodnia miała miejsce na terenie Republiki Mnichów, zaś jedną z ofiar jest ojciec Konstantinos. Jego ciało oraz zwłoki drugiego mężczyzny, młodego Polaka, zostało znalezione w wodzie, razem z pistoletem będącym własnością mnicha. Czy mężczyźni przed śmiercią stoczyli walkę na skraju przepaści? Czy ojciec Konstantinos planował morderstwo? A może ich śmierć jest nieszczęśliwym wypadkiem, jak uważa miejscowa policja?
Toczące się śledztwo ujawnia wiele tajemnic ojca, a także Republiki Świętej Góry Athos i rezydujących tam mnichów. Koncepcja, jakoby śledczy mieli do czynienia z tragicznym w skutkach wypadkiem szybko upada, ale kolejne tropy ani na krok nie przybliżają Tasosa i Klary do rozwiązania zagadki. Na dodatek bohaterowie są nieustannie obserwowani przez dziwnego, długowłosego chłopca, którego obecność budzi niepokój, zaś na te wszystkie wydarzenia nakłada się jeszcze historia z przeszłości, której Klara w końcu będzie musiała stawić czoła. 
Ślepe zaułki, fałszywe tropy, niedopowiedzenia i nieporozumienia – to wszystko składało się będzie na pracę śledczych, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć. „Monachos” zaskakuje również czytelnika, trzymając w nieustannym napięciu i skazując na brnięcie poprzez gąszcz domysłów oraz fałszywych wniosków wyciąganych na podstawie błędnego pojmowania rzeczywistości. W tle śledztwa mamy piękną Grecję z jej historią i malowniczymi krajobrazami, a miłość autorki do tego kraju przebija z każdego wersu. Jako czytelniczce pozostaje mi życzyć sobie więcej takich książek, które nie tylko zaspokajają apetyt na dobrą i emocjonującą książkę, ale i sugerują, gdzie warto spędzić urlop. Zatem w przyszłym roku będzie to Grecja – oczywiście z książką Bożeny Gałczyńskiej-Szurek w plecaku! 



Recenzja została umieszczona na stronie Granice.pl





środa, 2 października 2013

Ilona Adamska "Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach"

Tytuł: Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach
Autor: Ilona Adamska
Wydawnictwo: I.D.Media











„Kobieta jest arcydziełem wszechświata” – pisał Gotthold Ephraim Lessing. Kobiety w literaturze są wszechobecne, występują w różnych rolach, przypisuje się im cechy dobre i złe, kocha się je i nienawidzi zarazem. Są wdzięcznym tematem dla autorów, muzami dla artystów malarzy czy rzeźbiarzy, dla nich wielu tworzyło muzykę. Kim jednak tak naprawdę dla mężczyzny jest kobieta? Jak ją postrzega? Co najbardziej w niej ceni?

„O kobietach właściwie nie powinno się mówić. Jeżeli już wolno, to raczej o kobiecie. To rozróżnienie wydaje mi się potrzebne, gdyż liczba mnoga wskazuje na coś statystycznego albo ustawia wypowiadającego się w pozycji kogoś, kto się zna na rzeczy (…)” – czytamy w książce „Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach”. Opublikowana nakładem wydawnictwa I.D.Media pozycja autorstwa redaktorki naczelnej magazynu „Imperium Kobiet” oraz serwisu planetakobiet.com.pl, to zbiór opinii wyrażonych przez znanych mężczyzn, zarówno wielkich autorytetów w swoich dziedzinach, jak i celebytów, postaci charakterystycznych na polskiej scenie, znanych z pierwszych stron gazet i ze szklanego ekranu. Ilona Adamska podjęła się rozmów o kobietach – nie tylko żonach czy matkach, ale o wszystkich przedstawicielkach płci pięknej i emocjach, jakie one wzbudzają.

Andrzej Blikle, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Roman Rogowiecki, prof. Jerzy Bralczyk, Andrzej Pągowski, Artur Partyka, Przemysław Saleta, Marcin Kwaśny, Daniel Wieleba, Maciej Jachowski, Emilian Kamiński, Andrzej Krzywy, Andrzej Nejman, Grzegorz Wons, Jacek Borkowski, Krzysztof Pieczyński, Ryszard Rembiszewski, Piotr Tymochowicz, Andrzej Saramonowicz, Sabor Czarnota, Łukasz Zagrobelny, Artur Chamski, Bogdan Gajkowski, Radosław Majdan, Marek Włodarczyk – to tylko niektóre ze znanych postaci, które odważyły się mówić o kobietach, o tych istotach, które cenią, o tych, które podbiły ich serca, ale także o tych, które nie zwróciłyby ich uwagi. Mówią szczerze, niekiedy obnażając przywary kobiet, ich słabości, słabe strony, ale również podkreślają to, co w kobietach podoba im się najbardziej, co szczególnie cenią. 

Trzydzieści pięć wypowiedzi o kobietach, a każda z bohaterek tych wypowiedzi ma inną twarz. Każdy mężczyzna dostrzega w płci pięknej inną cechę wartą uwagi, każdy jednak kocha je za naturalność, niezależność i świadomość własnej wartości. W wypowiedziach mężczyzn najczęściej jednak pojawia się kobieta, która w znaczący sposób ukształtowała ich osobowość, która miała znaczący udział w tym, kim się stali – matka. „Mama była osobą wyjątkową” – tłumaczy Andrzej Krzywy, a wtóruje mu Bartek Kasprzykowski, stwierdzając: „To pewnie banał, ale najważniejszą kobietą jest moja mama. Cóż, więc niech będzie banał, skoro to prawda”. 

Każdy z panów inaczej potraktował temat, każdy z nich odsłonił przy okazji swoje drugie oblicze – mężczyzny wrażliwego na kobiece piękno, ale poszukującego w kobiecie nie ładnego opakowania, ale i bogatego wnętrza. Ta różnorodność opinii, piękny język, którym posługują się panowie, ich wrażliwość i poetyckość, jaką odznaczają się niektóre teksty, sprawiają, że książka „Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach” jest jedną z tych pozycji, do których się wraca, nieustannie odkrywając w niej nowe pokłady informacji, emocji i wrażeń. 

Za uznaniem wyjątkowości tego zbioru przemawia również fakt, iż 50 proc. dochodu ze sprzedaży tej publikacji jest przeznaczona na rzecz podopiecznych łódzkiej Fundacji dla Dzieci z Chorobami Nowotworowymi KRWINKA. Wspaniały, niewyczerpywany temat, wciągające teksty – lekkie, a zarazem głębokie w swej wymowie, a także szczytny cel, powinny skłonić wszystkich czytelników nie tylko do lektury publikacji Adamskiej, ale do jej zakupu i umieszczenia we własnych biblioteczkach, podarowania bliskiej osobie – mamie, siostrze, przyjaciółce, kochance czy żonie. W wypowiedziach znanych możemy bowiem nie tylko odkryć sekret kobiecości, ale i znaleźć klucz do męskiego serca.

 Recenzja została również umieszczona w serwisie "Granice.pl"


piątek, 20 września 2013

Krystyna Mirek "Pojedynek uczuć"

Tytuł: Pojedynek uczuć
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Feeria










„ (…) Szczęśliwa kobieta powinna być szczupła, spełniona zawodowo, zakochana we wspaniałym mężczyźnie i koniecznie powinna urodzić dziecko, o którym będzie opowiadać, że jest sensem jej życia”. Do kogo można zatem mieć pretensje, kiedy ma się już wszystkie atrybuty osoby spełnionej, a jednak wciąż w sercu panuje pustka, a z oczu wypływają łzy, którym daleko jest do łez radości? Być może wówczas należy składać zażalenia do okrutnego losu, który w tak perfidny sposób poplątał życiowe ścieżki, żeby zabrać nas daleko od celu? A może powinniśmy obwiniać otoczenie o to, że rzeczywistość daleka jest od sielanki? A może to w nas tkwi problem, może to nasze postępowanie czy sposób życia oddala nas od świetlanej przyszłości?
Okazją do rozważań na temat tego subiektywnego uczucia, jakim jest szczęście, mamy dzięki Krystynie Mirek, autorce niezwykle ciepłej, ale i boleśnie prawdziwej powieści nie tylko dla tych, którzy nie wierzą, że złamane serce można wyleczyć. „Pojedynek uczuć”, opublikowany nakładem wydawnictwa Feeria, to podróż do własnego wnętrza, do krainy emocji. To obraz świata, który mimo że nie zawsze jest kolorowy, to jednak intryguje i zaskakuje. Autorka przekonuje nas, że nie warto nigdy tracić nadziei na odmianę, że szczęście może czekać na nas za rogiem, albo … w gabinecie szefa.
Mirek przedstawia nam Maję, młodą, spełnioną kobietę, żyjącą w nieformalnym związku z mężczyzną, prezesem jednej z firm. Ukończyła prestiżową uczelnie, biegle włada kilkoma językami i choć posada asystentki w firmie produkującej soki owocowe nie jest szczytem jej marzeń, to dzięki dochodom Adama, mogą sobie na wiele pozwolić. Choć partner niechętny jest zalegalizowaniu związku, to Maja jest przekonana, że ich miłość kwitnie, a dodatkowo cementuje ją dziecko – mały Krzyś.
Kiedy zatem z dnia na dzień Adam odchodzi nie poczuwając się nawet do obowiązku złożenia wyjaśnień, podziału obowiązków związanych z opieką nad chłopcem czy współuczestnictwa w spłacie kredytu na mieszkanie, sytuacja staje się dramatyczna. Maja nie ma nawet do kogo zwrócić się z prośbą o pomoc, bowiem mieszkająca z jej siostrą Adą mama, jest ponoć niezbędna do opieki nad dziećmi szanowanej pani dyrektor szkoły. Tym bardziej nie może prosić samej siostry – nigdy nie miały ze sobą dobrego kontaktu, a ostatnie lata wypełnione były złośliwymi uwagami na temat stanu cywilnego Majki i radami na temat utrzymania partnera. Na domiar złego w firmie zaczyna źle się dziać, a złą atmosferę pogarsza jeszcze widmo przejęcia zakłady przez tajemniczego akcjonariusza, który w sekrecie skupuje akcje.
Próbując pogodzić opiekę nad synem z wymagającą pracą, Maja coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że taka sytuacja nie może dłużej trwać. A kiedy wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, w przedsiębiorstwie nastaje nowy szef, którego jedną z pierwszych decyzji jest … zwolnienie asystentki. Zgodnie z prawem serii, w tym samym dniu dochodzi do kolejnej tragedii – mama bohaterki zostaje zabrana w stanie bardzo ciężkim do szpitala. Niespodziewana wizyta nowego (a właściwie byłego) przełożonego i jego pokrętne tłumaczenia dotyczące powodów zwolnienia nic nie dają. Majka wie, że to wiadomość o jej zwolnieniu tak załamała mamę, a za jej stan zdrowia jest odpowiedzialny nikt inny, tylko Szymon Burski. Jest zatem zdecydowana nie wracać do firmy i całkowicie zmienić swoje życie. Już wie, że żadne problemy nie są warte tego, żeby przez nie tracić bliską osobę.
„Pojedynek uczuć” to książka nie tylko o miłości, a raczej nie tylko o miłości romantycznej. Mamy tu trudne relacje pomiędzy byłymi partnerami, bezgraniczną miłość matki i dziecka oraz skomplikowaną siostrzaną więź. Krystyna Mirek stworzyła całą plejadę bohaterów, którzy doskonale grają swoje rolę, stając się nam bliscy, oddając swoje emocje i emanując nadzieją.
Prosta fabuła tylko podkreśla doskonałą konstrukcje postaci, a także uwidacznia podejmowane przez autorkę współczesne problemy, poczynając od związków partnerskich i kwestii egzekwowania opieki nad dzieckiem, po tematy związane z psychoterrorem w pracy. Nie mogło oczywiście zabraknąć nieśmiało rodzącej się miłości i zaufania, którym tak trudno jest obdarzyć osobę, jeśli w przeszłości było się zranionym. Mirek doskonale poprowadziła akcję, pozostawiając nam możliwość przeżywania wzlotów i upadków bohaterów oraz dając nadzieję, na kolejną, równie dobrą powieść.



Recenzja została także umieszczona na stronach portalu Granice.pl

niedziela, 21 lipca 2013

Janusz Przetacznik "Chabelita"

Tytuł: Chabelita
Autor: Janusz Przetacznik
Wydawnictwo Internetowe: Goneta.net









„Amor” tłumaczone na język hiszpański znaczy „miłość”. „El amor profundo”, to miłość głęboka. „El flechazo” oznacza miłość od pierwszego wejrzenia. A jak nazwać miłość od pierwszego … przeczytania? Miłość wirtualną, burzącą krew w żyłach nie spojrzeniem i dotykiem, ale słowem i tym, co pomiędzy zdaniami jest ukryte? Tym, czego boimy się wypowiedzieć?

Czy właśnie z taką miłością mamy do czynienia w powieści „Chabelita” autorstwa Janusza Przetacznika? Opublikowana przez wydawnictwo Goneta.net historia, jest doznaniem iście zmysłowym, kryjącym w słowach potężny ładunek duchowości, ale i pożądania, uczuć wykraczających daleko poza zwyczajowe ramy stosunków panujących pomiędzy osobami, które wymieniają się informacjami o swoich zainteresowaniach i pasjach. Czy uczucie, które rodzi się za pośrednictwem serwerów może być trwałe? Czy można określić je mianem prawdziwego, skoro strony mogą w zaciszu swojego domu przybierać określone maski dopiero wówczas, kiedy siadają przed monitorem komputera?

Bohaterowie Przetacznika nie noszą masek, a ich intencje są szczere – otwarcie omawiają swój status (On – w związku małżeńskim od wielu lat, ojciec i dziadek, Ona – singielka z przelotnymi romansami na koncie). Coś, co ich połączy, będzie o wiele trwalsze i głębsze niż zauroczenie, niż typowa wirtualna miłość, sprowadzająca się do cyberseksu bądź umierająca, zanim jeszcze ma okazje się rozwinąć.

Zanim jednak poznamy opowieść o tej niezwykłej miłości, w jej zawiłości wprowadzi nas pewna kobieta, biegle władająca językiem francuskim i angielskim. Dzięki swoim zdolnościom językowym jest w stanie wykonać pewne tłumaczenia, a słowa nagrywa na kasetę magnetofonową. Ten dźwiękowy zapis stanowi odzwierciedlenie toczącego się romansu – dokumenty, których przekładu kobieta dokonuje, są wydrukowanymi mailami, korespondencją wymieniana pomiędzy dwojgiem przyjaciół? kochanków?

Stopniowo zagłębiamy się w tę relację, początkowo zupełnie niewinną. Poznajemy młodą bohaterkę, studentkę stosunków międzynarodowych, mieszkankę Lyonu. Dziewczyna jest w trakcie pisania pracy dyplomowej o Meksyku, stąd jej prośba o informacje na temat kraju, umieszczona na jednej ze stron internetowych. Na jej wpis odpowiada J., były sędzia karny, mieszkający w Paryżu mężczyzna w sile wieku. Różnica pomiędzy nimi – czterdzieści dwa lata, nie ma w wymianie maili czy spostrzeżeń znaczenia. To, co powinno być jednorazową wymianą wiadomości przeradza się w dłuższą korespondencje, a bohaterowie stopniowo odsłaniają przed adresatem e-maili swój wewnętrzny świat, ustawiają siebie w kontekście otoczenia, piszą o swoich planach i zamierzeniach. 

Ona dowiaduje się, że J. ma na swoim koncie literackie przygody, Ona zdradza, że po meksykańsku jej imię brzmi Chabela i zawiadamia o planowanym wyjeździe do Meksyku. Dzieli się z nim swoim rozczarowaniem po powrocie – praca administracyjna w ambasadzie zawiodła jej oczekiwania. On pisze o problemach rodzinnych, podróżach, muzyce i wierszach. Ona zwierza mu się z kolejnych romansów i tęsknoty za pewnym Filipińczykiem.

W swoich mailach rozmawiają o przeszłości i teraźniejszości, poruszają temat miłości i jej przemijania, dzielą się nadziejami i rozterkami. A tych ostatnich jest coraz więcej, bowiem to, co zdawało się być luźną internetową znajomością, przeradza się w prawdziwe uczucie.

„Tylekroć sobie powtarzam, że jedynie dzięki Tobie wiąże mnie coś z tym wszystkim, co ludzkie, Tyś we mnie to zbudziła, jedynie dzięki Tobie przeczuwam to, oddycham tym, inaczej pozostałbym na uboczu spraw człowieka i stałbym się dla niego niezrozumiały” – ten fragment wiersza Rilkego do jego wielkiej miłości, czyli do Lou Andreas-Salomé, Chabelita dedykuje J., zaś słowa poety są o wiele bardziej wymowne, niż jej własne – pełne lęków i obaw. Wielokrotnie planują zakończyć ten wirtualny związek, wielokrotnie zakazują sobie korespondencji. I choć ich niezdecydowanie może irytować, to należy je zrozumieć - nie można przecież sercu zabronić kochać…

Czy miłość wirtualna ma szanse na spełnienie? A może problemem nie jest tu odległość i charakter znajomości, ale wiek? Poglądy na temat sakramentu małżeńskiego? A może strach, że dla bycia razem odrzucą wszystko, a później spalą się w tym związku? Podczas lektury rodzi się wiele pytań, wiele z nich zadajemy sobie samemu. Zakończenie jednak jest prawdziwą niespodzianką, zaskakuje i zostawia nas w rozedrganiu, emocjonalnym uniesieniu. Taka zresztą jest cała „Chabelita” – rozterki, napięcia, walka z samym sobą są obecne na każdej niemal stronie. Autor doskonale prowadzi akcję, choć właściwie ona toczy się sama – tworzą ją przetłumaczone maile oraz krótkie komentarze osoby, która dokonuje przekładu. Gdzieś w tle książka budzi skojarzenie z „S@motnością w sieci” Janusza Leona Wiśniewskiego, choć Przetacznik mniejszy nacisk kładzie na analizę własnych emocji, skupiając się na stworzeniu bohaterów o mocnych rysach, obdarzonych określoną gamą zainteresowań. Bohaterów, z którymi możemy się utożsamiać. To wszystko sprawia, że choć „Chabelita” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Przetacznika, to z pewnością nie ostatnią. 

wtorek, 16 lipca 2013

Barbara O`Neal „Recepta na miłość”

Tytuł: Recepta na miłość
Autor: Barbara O`Neal
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie









Czy istnieje uniwersalna recepta na miłość? Czy wystarczy uczucie pielęgnować, troszczyć się o niego każdego dnia i karmić, by – podobnie jak zakwas – rosło sobie w cieple, zapewniając nam szczęśliwe życie, pełne satysfakcji i dowodów troski? A może jest tak, że niezależnie od naszego wkładu pracy i energii, bochenek chleba upieczony na zakwasie zamieni się w zakalec? Nie jestem specjalistą od chleba, dlatego też nie mogę wypowiedzieć się na temat jakości wypieku i zależności pomiędzy zaangażowaniem a efektem, ale z pewnością może to zrobić Ramona – czterdziestoletnia bohaterka powieści obyczajowej „Recepta na miłość”. Barbara O`Neal stworzyła porywającą, dwupokoleniową historię, która jest nam niezwykle bliska dzięki temu, że nie stroni od prozy życia, opisuje zarówno jego blaski, ale i cienie. 

Poznajemy Ramonę, czterdziestoletnią właścicielkę piekarni „Boulangerie Matki Brygidy”, w niezwykle trudnym dla niej okresie życia. Chociaż to życie nigdy jej nie rozpieszczało biorąc pod uwagę fakt, iż piętnasty rok życia oznaczał dla niej koniec beztroskiego dzieciństwa. Wtedy bowiem zaszła w ciąże, a rodzina chcąc uniknąć wstydu i jej złego wpływu na młodsze rodzeństwo, wysłała ją do starej ciotki Poppy do Sedalii. 

Plan był prosty – Ramona miała urodzić dziecko z dala od wścibskich spojrzeń znajomych, a następnie oddać noworodka do adopcji. Pozbywszy się kłopotu miała wrócić na łono rodziny żyjąc znów jak zwyczajna nastolatka. Tyle tylko, że dziewczyna nie wpisała się w scenariusz przygotowany przez klan Gallagnerów. Być może pod wpływem ciotki, być może za sprawą pewnego przystojnego sprzedawcy w sklepie z płytami, a może pod wpływem rodzącego się instynktu macierzyńskiego i miłości do słodkiej istoty rosnącej w jej ciele, Ramona zmienia decyzje i postanawia zatrzymać córkę. 

Wiele lat później znów będzie musiała stoczyć walkę z rodziną. Rozwód z mężem, zasłużonym pracownikiem konsorcjum Gallagnerów, a przy okazji bawidamkiem, który uwodził wszystkie kobiety dookoła, odsunął ją od rodziców i rodzeństwa. Ex-mąż, jako doskonały menedżer, był zbyt cenny dla firmy, by go stracić, dlatego też to Ramona zdecydowała się odejść. Postanowiła utrzymywać się z pieczenia chleba, który niegdyś przywrócił jej kruchą równowagę psychiczną i ukoił nerwy, z chleba, którego pieczenie opanowała dzięki Poppy do perfekcji. Odziedziczony po despotycznej babce Adelaide domek stał się równocześnie siedzibą firmy – małej piekarni specjalizującej się w różnych rodzajach chleba, choć sama piekarnia została potraktowana przez rodzinę Gallagnerów jako konkurencja i … zdrada. Tym bardziej, że mentorem Ramony i jej przewodnikiem po krętych ścieżkach biznesu stał się odwieczny wróg ojca i były kochanek matki. 

Teraz już, kiedy córka dorosła, a piekarnia ma wielu stałych klientów, wydawałoby się, że Ramona może zadbać wreszcie o swoje życie. Tyle tylko, że kłopoty spadają na jej ciężarną córkę. Sophia poślubiła żołnierza czynnej służby i nie tylko musi zmagać się z samotnością, ale nieustannym lękiem o jego życie. Wiadomość o tragicznym wypadku w Afganistanie sprawia, że jej świat kurczy się do rozmiarów szpitalnej sali – kobieta wyrusza bowiem w daleką podróż, by być u boku poparzonego, kalekiego męża. Na Ramonę spadają dodatkowe obowiązki, a do troski o córkę dochodzi jeszcze opieka nad zbuntowaną nastolatką, Katie. Dziewczynka jest córką męża Sophii z pierwszego związku, a jej matka właśnie została aresztowana w El Paso. Uzależniona od narkotyków kobieta została umieszczona w ośrodku odwykowym i Katie nie ma dokąd się udać. Zostaje jej dom Ramony, a wraz z nią przybywa psia przybłęda o starej i mądrej duszy.

Jak ułożą się relacje pomiędzy pełną gniewu, zaniedbaną dziewczynką, a właścicielką piekarni? Czy biorąc pod uwagę kryzys gospodarczy i liczne usterki, które zmuszają ją do przestojów w pracy, Ramona zdoła utrzymać piekarnię czy może będzie musiała przełknąć upokorzenie i zwrócić się o pomoc do rodziny? Czy wśród natłoku spraw, które ma na głowie, znajdzie jeszcze czas na miłość?

„Recepta na miłość” opublikowana nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia, to niezwykle ciepła, ale i refleksyjna opowieść o zmaganiu z trudami dnia codziennego, ale też o małych radościach, które nadają sens życiu. Autorka nie tylko porusza problem nastoletnich matek, ale też trudnych relacji pomiędzy matkami a córkami, konsekwencji pewnych wyborów oraz traumy, z którą muszą się liczyć wyruszający na wojnę i ich rodziny. Barbara O`Neal niezwykle wnikliwie analizuje również zachowanie Katie, jej zagubienie w obliczu faktu, że dla matki najważniejsza jest nie ona, ale używki. 

Autorka jest mistrzynią obserwacji, jej bohaterowie ożywają na kartach książki, zaś czytając ich historię i problemy, mimowolnie stają się nam bliscy, przeżywamy ich potknięcia i małe sukcesy. Wydarzenia poznajemy zarówno za sprawą Ramony, dziennika Sophii oraz relacji Katie dlatego też czujemy się ich bezpośrednimi uczestnikami. Z prawdziwą przyjemnością oddajemy się też lekturze … przepisów, o których O`Neal pisze niemalże poetycko. Załączone do książki sekretne receptury Ramony, miedzy innymi na pain au chocolat czy słoneczny chleb z miodem i bakaliami, czynią z książki powieść nie tylko angażującą emocjonalnie, ale i smakowitą!

sobota, 15 czerwca 2013

Isabelle Lafléche "Kocham Nowy Jork"

Tytuł: Kocham Nowy Jork
Autor: Isabelle Lafléche
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie








Kilka lat temu serca publiczności na całym świecie podbiła Ally McBeal - grana przez Calistę Flockhart rzutka prawniczka z wybujałą wyobraźnią.  Ta rola jej życia nie tylko zapewniła spore dochody, ale również sprawiła, że atrakcyjność zawodu prawnika zacznie wzrosła. Gdyby ktoś pokusił się o przeprowadzenie badań na temat tego, ile decyzji o przyszłej karierze w palestrze zostało podjętych pod wpływem amerykańskiego serialu to jestem przekonana, że wyniki byłyby zaskakujące.

Telewidzowie pokochali też bardziej przystającą do polskich realiów „Magdę M.” z Joanną Brodzik, a także „Prawo Agaty” z Agnieszka Dygant. Czy jednak rzeczywistość odmalowana w tych serialach, niekiedy przerażająca, faktycznie tak wygląda? Czy zawód prawnika to intratne umowy, ciągła rywalizacja nie tylko z przeciwnikami klienta, ale również z kolegami z kancelarii? Czy wielogodzinne przygotowania, kończące się nierzadko w nocy pizzą na wynos zamawianą do biura i napojem energetyzującym mają miejsce czy jest to raczej obraz mający na celu wywołanie emocji?

Nie wiem, jak wygląda życie polskiego prawnika, ale życie Francuski w Nowym Jorku z pewnością stanowi pasmo nowych zleceń, rozczarowań, niegodziwości oraz pułapek czyhających na jej drodze. Można się o tym przekonać sięgając po znakomitą, ale też budzącą niechęć do tzw. „korporacyjnych szczurów” powieść Isabelle Lafléche. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Literackiego pozycja to budzący grozę obraz z życia prawnika zatrudnionego w kancelarii, którego życie upływa na nieustannym zabieganiu o stołek partnera i rozgrywkach toczonych nie na sali sądowej, ale w macierzystej firmie. Prawnika,  którego efektywność odmierza finansowy zegar, zaś odmowa sprzedaży swej duszy jest traktowana jako policzek.
„Kocham Nowy Jork” czyta się z zapartym tchem szczególnie, iż autorka doskonale wie, o czym pisze. Jako była prawniczka, która podjęła niepopularną decyzję o wyrwaniu się z tego prawniczego cyrku, autorka nie tylko doskonale oddaje atmosferę panującą w kancelarii, ale też demaskuje prawdę o zawodzie prawnika. I zanim zaczniemy zachwycać się bajońskimi sumami na kontach prawników, warto się zastanowić, jaką cenę za to płacą pretendujący do stanowiska młodszych partnerów ludzie.

Wypalenie zawodowe, wrzody, problemy rodzinne – to tylko niektóre z konsekwencji zgody na wtłoczenie w tryby maszyny. Trzeba mieć na dodatek świadomość, że kancelaria może nas połknąć, przeżuć i wypluć tylko za to, że nie będziemy dostatecznie operatywni, że nie nabijemy licznika, że skarbiec nie zapełni się gotówką. Etyka? Koleżeństwo? Współpraca? Pomiędzy pracownikami jednej kancelarii wydaje się to niemożliwe. Nie, kiedy jesteś prawnikiem w Nowym Jorku i właśnie przeniosłaś się  z Francji do siedziby spółki Edwards&White – wiodącej firmy prawniczej, mającej sieć oddziałów rozsianych na całym świecie.
Dla Catherine Lambert zmiana kraju oznacza awans zawodowy, a specjalizująca się w prawie spółek piękna pani adwokat będzie miała możliwość w pełni rozwinąć skrzydła. Pod warunkiem jednak, że będzie potulnie wypełniać polecenia współpracowników kancelarii, zapanuje nad złośliwymi sekretarkami oraz kolegami, z których każdy tylko czeka na najmniejsze potkniecie konkurenta. Ceniąca piękno i harmonię wielbicielka markowych kostiumów została wrzucona na głęboką wodę i im wcześniej zda sobie sprawę, że umiejętność pływania w wodzie pełnej piranii jest jedyną szansą na przeżycie, tym lepiej dla niej. Jedynym życzliwym jej człowiekiem jest jej asystent, Rikash, z którym łączy ja zamiłowanie do dobrze skrojonych ubrań i wyprzedaży. On też wprowadza ją w skomplikowany świat powiązań i poddaństwa, w którym umiejętność stawania na baczność i ślepe posłuszeństwo wobec przełożonych są nieodzowne. Wszelka niesubordynacja, zwrócenie uwagi klientowi czy odmowa wykonania zadania są nieakceptowane, podobnie, jak wyjście z kancelarii przed zmierzchem.

Jak w takich warunkach ułożyć sobie życie? Jak spotkać miłość, kiedy niekiedy nie ma czasu nawet na zmianę garderoby? Catherine będzie musiała uczyć się na własnych błędach i zrozumieć, że nikomu nie można ufać. Nawet (a szczególnie wówczas), jeśli ten ktoś jest przystojnym dyrektorem finansowym spółki Browser , a zarazem jej klientem…

„Kocham Nowy Jork” to powieść napisana lekkim językiem, w której akcja toczy się wokół kancelarii i specyfiki pracy prawników, ale dotyka też ważnych kwestii moralnych. Autorka z humorem (choć niekiedy bardziej na miejscu byłyby łzy) opisuje codzienność zamkniętych w swoich biurach przedstawicieli prawa, dla których sens życia ogranicza się jedynie do kolejnej spawy, kolejnej umowy i kolejnego klienta. W tym wyścigu zatracają gdzieś siebie, swoje ideały, zatracają też fascynację zagadnieniami natury prawnej. Czy i Catherine zmieni się pod wpływem otoczenia czy też udowodni, model zachowania pracowników nie jest jedynym słusznym? A może znajdzie inne rozwiązanie? Warto się o tym przekonać … 

piątek, 14 czerwca 2013

Mikołaj Rozbicki "Nowy Porządek Świata. Wszystko rozgrywa się w naszych umysłach"

Tytuł: Nowy Porządek Świata. Wszystko rozgrywa się w naszych umysłach
Autor: Mikołaj Rozbicki
Wydawnictwo: Illuminatio









Klimatolodzy alarmują - od około 50 lat rośnie średnia temperatura, a wzrost ten jest coraz szybszy konsekwencje? Można podać przynajmniej kilka: podniesienie poziomu mórz i oceanów powodujący powodzie, sezonowe podtopienia, a w niektórych regionach całkowite zalanie; susze i upały; zmniejszenie (a nawet wyginięcie) populacji niektórych roślin i zwierząt, zagrożenie chorobami przenoszonymi przez komary, insekty i gryzonie w tych regionach, w których wcześniej o chorobach tych nikt nie słyszał. Brzmi przerażająco? Jeśli do tego dołożyć globalny kryzys spychający państwa na krawędź przepaści finansowej, globalny terroryzm pochłaniający tysiące istnień ludzkich pozostaje tylko zadać sobie pytanie, jak w takim razie żyć? Chociaż to życie może długo nie potrwać, bo oto za rogiem czają się groźne, zmutowane wirusy i bakterie, z którymi walka jest z góry skazana na zagładę. Teraz to już chyba tylko Armagedon przed nami, bowiem systematycznie, od wielu lat, jesteśmy narażeni na mniejsze lub większe kataklizmy, o których z lubością rozpisuje się prasa, które stanowią medialne wydarzenia.

W jednostkach narasta zaś strach - strach przed jutrem, strach przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, strach przed sprzeciwieniem się. Czy kondycja naszej planety rzeczywiście jest tak tragiczna? Czy zapowiadany przez wielu koniec świata jest już blisko? A może to wszystko jest działaniem celowym, redukującym społeczeństwa do bezwolnych kukiełek niezdolnych do jakiegokolwiek sprzeciwu? Komu jednak może należeć na tym, by trzymać ludzkość w napięciu i niepewności co do przyszłości? Na to pytanie stara się wyczerpująco odpowiedzieć Mikołaj Rozbicki, który swoją książką „Nowy Porządek Świata. Wszystko rozgrywa się w naszych umysłach” rozpoczyna dyskusje nad kondycją współczesnego świata i planami, jakie wobec nas maja decydenci.

Opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio pozycja to przysłowiowy „kij w mrowisko”, który burzy spokój grypy trzymającej władze i otwiera oczy na wiele kwestii, które dotąd nie stanowiły przedmiotu naszych zainteresowań czy rozważań. Jedni mogą nazwać teorie konstruowane przez Rozbickiego „spiskową teorią dziejów”, można określić go mianem wieszcza zagłady, ale pewne jest, że w swoich spostrzeżeniach ma sporo racji. Co więcej – logika jego toku myślenia i spójność faktów pozwalają wątpić, czy to rzeczywiście tylko bajdurzenie niezadowolonego obywatela czy też może początek oświecenia narodów.

Pytanie jednak brzmi – czy komuś faktycznie zależy, żeby ludzie się przebudzili? Otóż nie, bowiem iluzje, kłamstwa manipulacje są częścią obecnego systemu i prowadzić mają do „Nowego Porządku Świata”. Nawet, jeśli nie wierzymy w ten perfidny (ale i intratny) plan globalnej elity, to nie sposób nie zauważyć podejmowanych na przestrzeni lat działań zmierzających do wywołania poczucia bezradności, osaczenia oraz panicznego strachu przed GÓRĄ!

Autor w swoich pytaniach posuwa się jeszcze dalej – zastanawia się, czy światowe wydarzenia są efektem realizowanego scenariusza, który ma doprowadzić do realizacji planu? Czy faktycznie wszystko co się dzieje, czym bombardują nas media, jest drobiazgowo zaplanowane, ustawione? Fakt, że „bez trudu można oszukiwać i manipulować świadomością ludzi, jeśli rozumie się zasady i mechanizmy (…)” jest znany od dawna. Już przeprowadzony przez laty na Uniwersytecie Stanford eksperyment więzienny, którego celem miało być zbadanie wpływu życia więziennego na psychikę „normalnych” ludzi (studentów) uzmysłowił, jak wielki jest wpływ otoczenia na jednostkę. Pokazał też, jak sprawnie można manipulować warunkami otoczenia i jak szybko zatracamy granicę pomiędzy rzeczywistością, a odgrywaną rolą. To czyni nas niezwykle podatnymi na manipulacje, która jest ściśle powiązana ze strachem.

Rozbicki zwraca uwagę na fakt, iż większość ludzi zupełnie nie zdaje sobie sprawy co tak naprawdę się wokół nich dzieje, i jak użytecznymi narzędziami się stali. Karmieni telewizyjną papką, podjudzani prasowymi doniesieniami i zalewani chłamem wypełniającym Internet dajemy się wodzić na nos elitom tego świata. Autor wzywa nas do walki, zwracając uwagę na to, że mamy jeszcze szansę – wszak „to my sprawujemy kontrolę nad własnym życiem oraz nad życiem całej planety, a nie jakaś garstka popaprańców, szaleńców!”. Jednak, aby wydostać się spod tej orwellowskiej kontroli konieczny jest wzrost świadomości.

Czas dorosnąć moi mili, wziąć na siebie odpowiedzialność za własne postępowanie i za to, jaki wpływ mamy na otoczenie. Czas wyciągać wnioski, kojarzyć fakty i nie sugerować się opinią ogółu. Czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wolimy żyć w Matrixie, czy zgodzimy się na utratę woli i osobowości, czy przeciwnie – zaczniemy walczyć o prawo do rzetelnej informacji i pełnej świadomość tego, co się wokół nas dzieje?

Książka Mikołaja Rozbickiego „Nowy Porządek Świata. Wszystko rozgrywa się w naszych umysłach” powinna wywołać medialną burzę. Jej lektura jest niczym uderzenie obuchem, niczym przebudzenie z letargu. Nawet, jeśli nie zgadzamy się w pełni z autorem, to otwiera on drogę do polemiki, do głośnego wyrażania wątpliwości. Pozostaje zatem pytanie – dlaczego media o tej pozycji milczą? Czyżby autor był niewygodny dla zasiadających na szczeblach władzy? Czyżby liczyli oni, że czytelnicy szybko zapomną o tej fascynującej pozycji i dadzą się omamić katastrofalnymi wizjami własnej przeszłości i klątwą spadającą na nieposłusznych? Czy wracają czasy starotestamentowych wizji? Każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy i tym razem uwierzy w to, że nic nie może zrobić bowiem jego przyszłość jest w rękach WIELKICH.





niedziela, 2 czerwca 2013

Mike Dooley "Sztuka kreacji marzeń"

Tytuł: Sztuka kreacji marzeń
Autor: Mike Dooley
Wydawnictwo: Illuminatio







Ogólnoświatowy kryzys, kapryśna aura rujnująca wszelkie plany i niszcząca zbiory, coraz większe wskaźniki zachorowalności na raka, pogłębiające się depresje, akty przemocy świadczące o niskiej wytrzymałości psychicznej – oto obraz XXI wieku. Pozbawieni nadziei coraz częściej rezygnujemy ze swoich marzeń zadowalając się zaledwie egzystencją, wykorzystując zaledwie ułamek swoich możliwości. Udajemy, że poszukujemy szczęścia, ale tak naprawdę gonimy bezmyślnie za czymś, co tak naprawdę mieszka w nas. Jak zatem przetrwać ten czas zwątpienia? Jak przerwać spiralę bezsensu, w którą sami się wikłamy? Jak zacząć spełniać swoje marzenia?
Odpowiedzi na te pytania szukało już wielu mistyków, przewodników duchowych i  wizjonerów. Na półkach księgarni zalegają tysiące książek na ten temat, a w Internecie można znaleźć niezliczone ilości stron poświęconych tematyce duchowości, samorealizacji i spełnianiu marzeń. Dlaczego zatem coraz więcej ludzi czuje, że utknęło w martwym punkcie? Dlaczego światłe rady, które są na wyciągnięcie ręki nie pomagają nam uleczyć duszy? Może dlatego, że lektura książek czy treści internetowych niczego nie zmieni, jeśli nie znajdziemy w sobie choć maleńkiej iskry, stanowiącej bodziec do zmian.
O tym, jak ważne jest działanie pisze Mike Dooley, były audytor firmy PricewaterhouseCoopers, były współwłaściciel firmy zajmującej się sprzedażą koszulek z nadrukami, a obecnie – mówca, autor wielu książek i nagrań z dziedziny motywacji i kreacji własnej rzeczywistości. „Sztuka kreacji marzeń. Najprostszy sposób na wprowadzenie pozytywnych zmian”, opublikowana przez wydawnictwo Illuminatio, to najnowsza pozycja autora, która co prawda nie zmieni naszego życia w ciągu kilku minut, ale pozwoli znaleźć w sobie siłę oraz dostarcza narzędzia przydatnego do kształtowania nowego siebie.
Jak pisze sam autor, niniejsza książka „to najbardziej dogłębna z napisanych (…) do tej pory publikacji na temat mechanizmów, którymi rządzą się czas i przestrzeń”. W ośmiu rozdziałach Dooley wykłada nam zasady działania tych mechanizmów oraz pokazuje, jak poprzez działanie (!) wykorzystać je do realizacji swoich indywidualnych celów. Tłumaczy na czym polega prawo przyciągania, funkcjonujące w myśl zasady „myśli stają się rzeczami”. Oddaje w nasze ręce wspaniałe narzędzie przekonując, że jesteśmy twórcami, którzy mogą kształtować rzeczywistość za pomocą myśli. Co więcej, autor zauważa, iż nie istnieją żadne czynniki ki, które mogłyby osłabić tę moc w nas tkwiącą, są one bowiem niezależne od karmy, ani aniołów. Obdarzone własną energią i siłą życiowa myśli są w stanie wykreować wszystko, dlatego też tak ważna jest ich jakość.
Kluczem do otwarcia się na zmiany proponowane przez autora, na moc, której istnienie nam uświadamia, jest zrozumienie, że jesteśmy istotami o boskiej naturze, że stanowimy pierwotną energię, że wyłoniliśmy się z „Boskiej Inteligencji poprzedzającej czas i przestrzeń”. Skoro zatem jesteśmy dziełem boskiej istoty i nie istnieje żadne przekonujące wyjaśnienie naszej obecności na tej ziemi, to oznacza, że sami podjęliśmy decyzję, by znaleźć się dokładnie tu i dokładnie teraz. I w konsekwencji – jeśli jesteśmy dokładnie w tym miejscu, w którym powinniśmy być, kierowani przyczynami, dla których się pojawiliśmy, to nie ma dla nas rzeczy niemożliwych – wszak sprzyja nam Wszechświat.
Dooley nakłania nas do sięgnięcia pamięcią do wszystkich marzeń i myśli, które stały się już rzeczywistością. Takie powiązanie odniesionych sukcesów z tym, co chcielibyśmy osiągnąć w przyszłości, znacząco zwiększy wiarę w naszą moc sprawczą i uświadomi, że materializowanie myśli naprawdę działa! Z książki dowiemy się także jak możemy sprawić własny cud (tak, to również leży w granicach naszych możliwości) oraz jak posługiwać się stworzoną przez autora Matrycą, która pomaga uzyskać pełną jasność i zrozumienie swoich celów i pragnień. Bez tego bowiem, bez określenia celu naszych dążeń, podróż nie będzie miała sensu.
„Sztuka kreacji marzeń. Najprostszy sposób na wprowadzenie pozytywnych zmian” nie stanowi obietnicy zmian, ale zbiór narzędzi i rad, jak te zmiany przeprowadzić. Niezbędne do tego jest działanie (o czym zazwyczaj zapominamy) oraz określenie kierunku oraz punktu docelowego. Często to bowiem brak świadomości tego, do czego tak naprawdę dążymy, co chcemy osiągnąć, jest podstawową przeszkodą w realizacji naszych marzeń. Dooley w niezwykle sugestywny, prosty sposób, posługując się przykładami (w tym przykładami z własnego życia) uświadamia nam, jak wiele mamy możliwości zmiany istniejącego stanu rzeczy. Przecież, jako istoty boskie, mamy nawet moc czynienia cudów…

czwartek, 30 maja 2013

Nora Roberts "Letnie rozkosze"

Tytuł: Letnie rozkosze
Autor: Nora Roberts
Wydawnictwo: MIRA









„Miłość ma niejedno imię”. „Od miłości do nienawiści jeden krok”. „Kto się lubi, ten się czubi”. Te stwierdzenia, choć dla wielu brzmiące zbyt banalnie, by zasługiwały na powtarzanie, są jednak prawdziwe. Przekonujemy się o tym każdego dnia obserwując otaczającą nas rzeczywistość, nawiązując znajomości i romanse, bądź też rozstając się w emocjach. Nie od dziś wiadomo, że życie bywa nieprzewidywalne, trzyma w zanadrzu szereg niespodzianek i potrafi nas zaskoczyć. Dlatego też najlepsze scenariusze to te, które są pisane przez życie.

Nora Roberts, poczytna pisarka, autorka wielu bestsellerów, wie o tym doskonale i dlatego jej powieści odnoszą spektakularny sukces. Ujmują nie tylko swoją prostotą, ale właśnie historiami, które mogą zdarzyć się każdemu. Identyfikując się z bohaterami puszczamy wodze fantazji i podążając za fabułą kochamy, cierpimy, śmiejemy się i płaczemy. Tym razem nie będzie smutku, ale nie ominą nas negatywne emocje (a nawet ślepa furia). „Letnie rozkosze” Nory Roberts, opublikowane nakładem wydawnictwa MIRA, to dwie historie, których lektura sprawi nam wielką przyjemność nie tylko latem, ale zawsze wtedy, kiedy zatęsknimy za miłością która rozpala, za ścinającym z nóg pożądaniem i za obietnicą wspólnego życia. 

Pierwszy tekst „Wywiad z potworem” to fascynująca opowieść o pisarzu, autorze horrorów, mistrzu narracyjnych niedopowiedzeń, który od wielu lat intryguje środowisko wydawnicze i samych czytelników. Hunter Brown od kilku lat uchodzi za mistrza gatunku, ma na swoim koncie kilka bestsellerów, a mimo to jego twarz pozostaje nieznana. Kim jest pisarz, który z zimną precyzją bada najciemniejsze zakątki ludzkiego umysłu ożywiając tkwiące tam demony? Czy rzeczywiście jest samotnikiem, który mieszka z wilkami, jak mówi się o nim wśród zainteresowanych? Tego właśnie pragnie dowiedzieć się Lee Radcliffe, dziennikarka popularnego magazynu „Celebrity”. 

Wychowana w duchu powściągliwości, przygotowana do tego by brylować na salonach i stać się przykładną żoną kilka lat temu odrzuciła wszystko, chcąc zachować niezależność i realizować marzenie o pisaniu. Wciąż zmaga się z niskim poczuciem własnej wartości pisząc powieść, która nigdy nie ma ujrzeć światła dziennego. Odnalazła się jednak doskonale w redakcji, w bezpiecznym świecie, w którym nikt nie może zarzucić jej braku talentu. Dlatego też wywiad z tajemniczym Hunterem Brownem jest jej osobistym wyzwaniem i sposobem, by wreszcie udowodniła rodzicom, że osiągnęła samodzielnie tak wielki sukces. 

Jedyny sposób, by poznać twarz autora, to udać się na zjazd pisarzy we Flagstaff, w którym ponoć Mistrz ma uczestniczyć. Kobieta nie spodziewa się jednak niespodzianki, którą szykuje jej los. Dostanie szansę, by przeprowadzić swój wywiad, ale tylko wówczas, kiedy spędzi z mężczyzną dwa tygodnie na kempingu w Oak Creek Canyon. A tam, w lesie, pod namiotem, wszystko może się zdarzyć …

„Pewnego lata” to kolejna opowieść, która niejako odsłania przed nami kulisy medialnego świata. Tym razem poznajemy branżę fotograficzną i to od najlepszej strony. Autorka przedstawia nam bowiem Shade`a, fotografa specjalizującego się w zdjęciach reportażowych, nominowanego do wielu nagród. Jego zdjęcia z Libanu, Laosu czy Ameryki Środkowej porażają swoim pięknem oraz uwidaczniają profesjonalizm ich autora. 

Bryan Mitchell jest przeciwieństwem surowego, powściągliwego mężczyzny. Jej specjalnością były dotąd portrety gwizd rocka i VIP-ów, niezbyt poważane przez Shade`a. Pochodzą jakby z dwóch światów, reprezentują dwa style, dwa charakteru i dwa skrajnie różne podejścia do życia. Jak poradzą sobie podczas wspólnej pracy?

Jedno z wydawnictw wpadło na intrygujący pomysł – planuje stworzyć ilustrowane studium Ameryki i do wykonania zadania wybrało właśnie wspomnianą dwójkę. Bryan i Shade mają spędzić ze sobą trzy miesiące przemierzając tysiące kilometrów i utrwalając rzeczy warte zobaczenia i zapamiętania. Czy owocem ich wspólnej podróży będzie tylko album?

Nora Roberts w „Letnich rozkoszach” po raz kolejny udowodniła, że nie ma konkurencji w miłosnej tematyce. Udaje jej się przy tym zachować równowagę pomiędzy sferą duchową a erotyczną, wplatając wątki romansowe w prostą choć intrygującą fabułę, dzięki czemu jej powieści dalekie są od banału. Dają natomiast nadzieję na wielką miłość, która może na nas czekać w każdym momencie życia.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Cesar Millan „Jak wychować idealnego psa w okresie szczenięcym i później”


Tytuł: Jak wychować idealnego psa w okresie szczenięcym i później
Autor: Cesar Millan
Wydawnictwo: Illuminatio








Nie ma chyba właściciela czworonoga, który nie oglądał przynajmniej jednego odcinka amerykańskiego programu dokumentalnego „Zaklinacz psów”. Behawiorysta zwierząt, Cesar Millan przekonuje w nim, że każdego psa dzięki odpowiedniej tresurze można wychować. W każdym niemal przypadku winnym niewłaściwego zachowania pupila okazuje się niestety człowiek ze swoim brakiem stanowczości i konsekwencji oraz z mylnym przekonaniem co do psiej natury. Traktowanie czworonoga jak dziecka, brak dyscypliny i jasno wytyczonych granic, rywalizacja pomiędzy domownikami o uczucie psa i brak reakcji na oznaki najmniejszej nawet niesubordynacji czy agresji - to wszystko grzechy popełniane przez właścicieli, którzy bardzo często nawet nieświadomie przyczyniają się późniejszego nieakceptowanego zachowania ich wychowanka.
Jak zatem ograniczyć ilość popełnianych pomyłek w kształtowaniu psiego charakteru? Jak stać się prawdziwym przywódcą swojego pupila? Dla tych wszystkich, którzy nie mieli możliwości śledzić programu, dla tych, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę na temat braci mniejszych raz dla tych, którzy psią adopcję dopiero planują, Cesar Millan przygotował prawdziwa niespodziankę. „Jak wychować idealnego psa w okresie szczenięcym i później”, to opublikowany nakładem wydawnictwa Illuminatio poradnik, który powstał przy współudziale Melissy Jo Peltier, producenta wykonawczego i autorki programu „Zaklinacz psów”. Autor, krok po kroku, wprowadza nas w życie właścicieli czworonoga, zwracając uwagę na najważniejsze momenty rozwoju psa, tłumacząc czego możemy się spodziewać w kolejnych miesiącach jego dorastania, a także wyjaśniając, jak uniknąć najczęściej popełnianych błędów wychowawczych.
Jako właścicielka niesfornego beagle`a sięgnęłam po książkę przeświadczona, że zrobiłam wszystko, aby oduczyć Dafne niewłaściwych zachowań. Potrzebowałam jednak porady, jak uniknąć sytuacji, w których pies rzuca się na obcych – moja obdarzona silnym poczuciem własności sunia nie akceptuje nikogo, kto przekracza próg mojego domu, rozciągając swój rewir również na klatkę, zaś ostatnio – na plac dookoła domu. Cesar Millan uświadomił mi, jak bardzo się myliłam obciążając winą Dafne – wszak to mój brak konsekwencji i pobłażliwość doprowadziły do sytuacji, w której pies jest w stanie tolerować jedynie wąską grupę osób, obszczekując zajadle wszystkich i wszystko dookoła.
W dziewięciu rozdziałach autor przybliża nam kolejne etapy dorastania psa, od momentu kiedy jako szczeniak, przekroczy on próg naszego domu, a nawet jeszcze wcześniej – od momentu wizyty u hodowcy. Autor zwraca uwagę na ludzi od których decydujemy się zakupić psa oraz radzi, jak znaleźć odpowiedniego hodowcę. Nie odwodzi nas co prawda od przyjmowania szczeniaków od sąsiadów czy ze schronisk, jednak podkreśla, iż musimy mieć wówczas świadomość ryzyka – pies może mieć genetyczne predyspozycje zwiększające ryzyko chorób lub problemów behawioralnych. Millan proponuje nam zestaw pytań, które należy zadać hodowcy zanim zdecydujemy się na skorzystanie z jego oferty, a także przedstawia właściwe zachowania najlepszych hodowców, dla których przyszłość psa i jego prawidłowy rozwój są ważniejsze niż jednorazowy zarobek.
Autor udziela przyszłym właścicielom czworonogów licznych wskazówek dotyczących wyboru odpowiedniej rasy i doboru pieska pod kątem poziomu energii. Cesar Millan przyznaje, że jego pierwszymi nauczycielkami w dziedzinie poszczególnych etapów rozwoju szczeniaków były prawdziwe profesjonalistki, czyli psie mamy, zaś zdobytą w drodze obserwacji wiedzą dzieli się z nami na stronach poradnika. Dowiemy się zatem jak transportować szczeniaka do domu i jak zabezpieczyć psi rewir, żeby ofiarą jego ostrych ząbków nie padły nasze meble. Poznamy zasady dotyczące „toaletowej tresury”, nauczymy się wyrażać niezadowolenie pokazując w sposób łagodny i zrozumiały dla szczeniaka istnienie granic, a także egzekwować zasady, by móc skutecznie kontrolować psa.
Millan pisze również o najczęstszych problemach z jakimi mamy do czynienia podczas spacerów z czworonogiem, poleca behawioralne nagrody oraz czynniki zachęcające do właściwych zachowań, udziela również szeregu wskazówek dotyczących spotkania psa z dziećmi oraz z dorosłymi ludźmi. Fakt, że autor pisze w sposób przystępny, bazując na własnych doświadczeniach sprawia, że poradnik bardzo łatwo się czyta, zaś zabrane w punktach najważniejsze informacje pozwalają w każdej chwili odnaleźć właściwa stronę i upewnić się co do sposobu postępowania.
Po lekturze poradnika „Jak wychować idealnego psa w okresie szczenięcym i później” zdałam sobie sprawę, jak niefrasobliwie postępowałam starając się wychować moją Dafne traktując ją niemal jak dziecko i całkowicie ignorując jej psią naturę. Sposób ujęcia tematu przez autora sprawia, że możemy wychwycić swoje błędy na każdym etapie rozwoju psa oraz dokonać ich korekty. I choć przede mną jeszcze wiele pracy to jestem przekonana, że poradnika Millana będzie mi wiernym towarzyszem w tym zadaniu, jakim jest wychowanie idealnego psa. Idealnego, czyli takiego, jakim stworzyła go natura, zanim ludzie zaczęli poprawiać to, co doskonałe, a przy tym psa, z którym połączy mnie satysfakcjonująca relacja przy założeniu, że przewodnikiem jestem ja, nie zaś dyktatorem on.