piątek, 13 maja 2016

Joanna Drzazga, Gosia Wieruszewska „Pysznie dla rodziny i przyjaciół”

Autor: Joanna Drzazga, Gosia Wieruszewska
Wydawnictwo: MUZA SA


Pod nasze strzechy wróciła moda na przyjęcia organizowane w domu, tzw. domówki. Lata jadania w restauracjach, uważane jednocześnie za pewien wyznacznik statusu materialnego, mniej lub bardziej udane eksperymenty kolejnych szefów kuchni – to wszystko już za nami. Zaczynamy doceniać domową kuchnię, ale jednocześnie udowadniamy, że wcale nie musi być ona tłusta i nudna.

O tym, jak wspaniałą zabawą może być gotowanie dla rodziny i przyjaciół, jak sprawnie przygotować domowe przyjęcie, a co najważniejsze – co podać, by spotkanie stanowiło nie tylko wydarzenie towarzyskie, ale i prawdziwą ucztę dla zmysłów, dowiemy się z poradnika Joanny Drzazgi i Gosi Wieruszewskiej. Opublikowana nakładem wydawnictwa Muza książka „Pysznie dla rodziny i przyjaciół”, to ponad sto przepisów na przystawki, dania główne i smaczne desery, ale przede wszystkim to trzydaniowe zestawy, które zdejmują z naszych barek decyzje dotyczące komponowania menu na proszony obiad. W tej wyjątkowej książce kulinarnej znajdziemy dania o różnym stopniu trudności wykonania, dzięki czemu sięgnąć po nią może debiutant kulinarny, jak i osoba biegła w przygotowywaniu smacznych posiłków cieszących podniebienie. 


Przed przystąpieniem do gotowania możemy zapoznać się ze wskazówkami autorek dotyczącymi zakupów i najważniejszych produktów oraz krótkim instruktażem obejmującym m.in. przygotowanie mięsa czy warzyw. Wszystkie przepisy zawarte w książce są opracowane w wersji dla sześciu osób, zaś każdy z nich zawiera informację, kiedy rozpocząć przygotowania kolejnego dania tak, by właściwie rozplanować pracę i cieszyć się posiłkiem wraz z gośćmi, a nie opuścić towarzystwo, by w ostatniej chwili kończyć gotowanie. Zamieszczone infografiki zawierają cenne informacje dotyczące pracy nad danym daniem oraz zakupu niezbędnych produktów. Karty proponowanych zestawów zawierają również informacje dotyczące czasu przygotowania poszczególnych potraw oraz rady odnoszące się do konkretnych posiłków. 

Kolejne zestawy rozbudzą nasz apetyt proponując egzotyczną zupę z dyni z aromatycznym imbirem i kolendrą, sałatę z fetą, carpaccio z warzyw korzeniowych, pieczone udka kaczki z czerwoną kapustą czy kotleciki jagnięce z kuskusem. Każdy doceni gorące curry z jagnięciny i mango, a podniebienie pieścić będzie cielęcina w białym sosie. Również wielbiciele słodkich deserów znajdą coś dla siebie, uwiedzie ich bowiem wykwintna gruszka w winie, zaś wyjątkową atmosferę oczekiwania pozwoli zbudować ciasto na Trzech Króli. Odświeżenie przyniesie sernik Melisy bądź tarta cytrynowa, a miłośnicy czekoladowych szaleństw … oszaleją na punkcie tarty czekoladowej i czekoladowych babeczek. Już teraz można skorzystać z dostępności rabarbaru i przygotować pyszną kruszonkę z rabarbarem, zaś „kruche ciasteczka milionera” pozwolą nam poczuć się jak milion dolarów!


Książka „Pysznie dla rodziny i przyjaciół” jest gwarancją udanej kulinarnej uczty – możemy wybierać z niemal trzydziestu gotowych zestawów, zgodnie z naszymi i naszych gości preferencjami smakowymi. Dzięki wielu przyprawom, które są obecne w przepisach, przygotowane potrawy będą aromatyczne i wyraziste, gwarantując przeżycie prawdziwej kulinarnej przygody. Dopełnieniem tej smakowitej publikacji jest staranna szata graficzna oraz cudowne zdjęcia, które stanowią zaproszenie do iście królewskiej uczty!


czwartek, 12 maja 2016

Robert Zagożdżon "Odkryj siebie, czyli jak wykorzystać potencjał swój i organizacji "

Autor: Robert Zagożdżon
Wydawnictwo: Studio EMKA


Na rynku jest wiele poradników, które krok po kroku objaśniają, jak odnieść sukces. Popularność tego typu publikacji jest tym większa, że po zakończeniu jednego, natychmiast sięgamy po następny – wszak sama lektura tak naprawdę niczego nie zmieni. Konieczne jest tu pieczołowite wykonywanie ćwiczeń oraz spora doza autorefleksji, wdrażania w codziennym życiu porad zawartych w książkach. Oprócz poradników warto sięgać również po książki biograficzne, które odsłaniają przed nami drogę do sukcesu, którą to kroczyli ludzie z pierwszych stron gazet. Pozwoli to odkryć możliwości, których być może nie dostrzegamy, daje nadzieję oraz motywuje do działania.

Do której kategorii książek należy „Odkryj siebie, czyli jak wykorzystać potencjał swój i organizacji” autorstwa Roberta Zagożdżona? Opublikowana nakładem wydawnictwa Studio Emka książka wymyka się ściśle określonym kategoriom, bowiem znajdziemy w niej zarówno informacje merytoryczne, jak i zawodowe doświadczenia autora, a ponadto szereg przemyśleń dotyczących kluczowych czynników sukcesu oraz znaczenia wewnętrznej równowagi i spójności. Po książkę powinny sięgnąć te osoby, które poszukują w życiu swojej drogi, które chcą wyrwać się z pułapki konsumpcjonizmu, chcą rozwijać się zarówno pod względem zawodowym, jak i duchowym. Niezależnie od tego, czy czytelnik jest studentem, przedsiębiorcą czy etatowym pracownikiem, z pewnością znajdzie w tej wyjątkowej pozycji coś dla siebie – konkretną radę, wskazówkę, a może inspirację do działania.

Zagożdżon, właściciel firm inwestycyjnych w Ameryce, Azji i Europie, posiadający między innymi przedsiębiorstwa dostarczające energię elektryczną oraz gaz w kilku krajach Europy, a także firmy marketingowe, swoim życiem świadczy o prawdziwości słów zawartych w książce. Któż bowiem lepiej wyjaśni, na czym polega sukces, spełnienie, niż osoba, która tego doświadczyła, a ponadto znalazła w sobie równowagę tak potrzebną, by móc wciąż cieszyć się realizowanymi zadaniami i czerpać z nich wielką satysfakcję. W kolejnych rozdziałach autor … odkrywa siebie i swoją zawodową drogę, ale także zwraca uwagę na pewne kwestię, które mogą poprawić znacznie jakość naszego życia i sprawić, że przedefiniujemy swoją dotychczasową rolę czy też zmienimy schematy myślenia i działania. 

W kolejnych rozdziałach biznesmen pisze o zmianach, w tym o zmianach świadomości, o potrzebach i ich kreowaniu, a także o efektywnej sprzedaży. Sam autor, w wieku dwudziestu sześciu lat trafił do filii amerykańskiej firmy w Bratysławie, która to zajmowała się dystrybucją produktów reklamowych. Osoba charyzmatycznego menedżera, którego Zagożdżon spotkał w trakcie rekrutacji, odegrała dużą rolę w jego życiu – jak sam autor pisze: „nauczyłem się od niego nie tylko biznesu, ale i (…) podejścia do roli sprzedawcy i do życia”. O tym etapie swojej kariery zawodowej dowiemy się wiele, zdobywając równocześnie informacje na temat efektywnej sprzedaży, choć – jak zauważa autor – „sprzedaży nie nauczymy się na szkoleniach (…). Najlepszym nauczycielem sprzedaży jest klient (…)”.

Przeczytamy również o jednym z najskuteczniejszych katalizatorów działania – ekscytacji, o doświadczaniu i holistycznym, czyli obejmującym wszystkie dziedziny życia, rozwoju. Jeden z rozdziałów książki poświęcony został wartościom w biznesie oraz przełamaniu bariery w postaci uwarunkowań osobowości. Zagożdżon przedstawia również swój własny styl i model zarządzania, oparty na produktywności, kompetencjach i informacji. Poznamy ponadto właściwości naszego mózgu, zbudowanego tak naprawdę … z trzech współpracujących ze sobą mózgów: gadziego, małpiego oraz mózgu człowieka, przeczytamy również o gospodarowaniu energią. 

Publikacja Roberta Zagożdżona jest szczególnie cenną, bowiem merytoryczną. Każdy, kto zetknął się z szeroko rozumianą przedsiębiorczością znajdzie w niej wiele użytecznych informacji dotyczących prowadzenia biznesu, sprzedaży, zarządzania ludźmi i rozwijania ich potencjału, ale również własnego rozwoju. Na te osoby, dla których książka będzie pierwszym spotkaniem z biznesem, czeka olbrzymia dawka inspiracji i motywacji, a także kwestie dotyczące uważności i równowagi, o którą będą mogli zadbać już w trakcie lektury. Z pewnością „Odkryj siebie …” nie jest lekturą, którą odkłada się na półkę – ten podręczny przewodnik po satysfakcjonującym życiu i pracy, zarówno tej zawodowej, jak i pracy nad sobą, powinien nam towarzyszyć każdego dnia, byśmy mogli sięgać do odpowiednich jego fragmentów. Bezcenne rady oraz uwagi dotyczące każdego aspektu naszej egzystencji warto dogłębnie przeanalizować, nie zapominając jednak o samym działaniu i o zarządzaniu sobą w wielu aspektach. Bawmy się zatem treścią pracy, ekscytujmy nią nieustannie, angażujmy swoje doświadczenia i emocje – wówczas zyska na tym nie tylko nasze życie zawodowe, ale i osobiste!



środa, 11 maja 2016

Jan Mostowik „Śmiertelna rozgrywka”

Autor: Jan Mostowik
Wydawnictwo: Szara Godzina


Wojna w Czeczenii to jeden z najkrwawszych konfliktów mających miejsce we współczesnym świecie, a przy tym przykład walki Dawida z Goliatem – przeciwko potężnej armii rosyjskiej wystąpiło zaledwie około dwunastu tysięcy bojowników. Do dziś można zadawać sobie pytanie, czy ta wojna miała na celu utrzymanie Czeczenii we władzy Rosji, czy raczej była wojną ekonomiczną, której prawdziwą przyczyną były złoża ropy naftowej, znajdujące się na terytorium kraju. Faktem jest jednak, że Rosja pod rządami Borysa Jelcyna w 1994 roku rozpoczęła inwazję mającą na celu przejęcie pełnej kontroli nad separatystyczną republiką. Partyzancka walka przyniosła spustoszenie w wojsku rosyjskim, a przewlekłe działania bojowe oraz okres wyborów prezydenta Rosji sprawiły, że szczególnie istotne dla rozwiązania tego konfliktu, stały się działania polityczne. 

Jaki jednak związek ma walka w Czeczenii i nieporozumienia na wysokich szczeblach państwowych z profesorem prawa, właścicielem krakowskiej kancelarii adwokackiej, Michałem Kobaltem? Na to pytanie, a także na kolejne rodzące się w trakcie lektury, próbujemy odpowiedzieć zagłębiając się w powieść „Śmiertelna rozgrywka”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Szara Godzina książka Jana Mostowika, jest już kolejnym – po doskonałej „Amatorce” – dowodem niezwykłego kunsztu autora. Tym razem dajemy się w ciągnąć w niebezpieczną grę polityczną, której ofiarą pada wspomniany profesor oraz jego rodzina. Nagłe zwroty akcji, niespodziewane sploty wydarzeń i iście makiaweliczne posunięcia, to tylko przykładowe atuty książki, która zmusza do natychmiastowej reakcji, do przedefiniowania słowa sprawiedliwość oraz … do dalszego zgłębiania, już samodzielnie, szczegółów czeczeńskiego konfliktu. Po książkę sięgnąć powinni wszyscy czytelnicy, pragnący poczuć szybsze bicie serca i adrenalinę krążącą w organizmie, mający wobec lektury wysokie wymagania. Mostowik zabiera nas bowiem w szaloną i niebezpieczną podróż rollercoasterem, w której meta jest tak naprawdę wielką niewiadomą.

Profesor Kobalt wiedział doskonale, jaki jest cel jego wyjazdu, a przynajmniej było tak podczas pobytu w Brukseli, dokąd udał się jako członek delegacji uczestniczącej w negocjacjach ustalających warunki przystąpienia Polski do Paktu. Tyle tylko, że tym razem misja profesora nie polegała wyłącznie na reprezentowaniu stanowiska polskiego rządu – na krótką chwilę był zmuszony wcielić się w bojownika o wolność Czeczenii. Takie zadanie nie wpisywało się w jego kodeks moralny, przynajmniej do chwili, kiedy jego krakowską kancelarię odwiedziło dwóch tajemniczych mężczyzn. Samuel Dasajew, pełnomocnik rządu niepodległej Czeczenii do spraw kontaktów międzynarodowych oraz Igor Pietrow – pierwszy zastępca dowódcy powstańczych sił zbrojnych, złożyli adwokatowi propozycję nie do odrzucenia, wciągając go przy okazji do gry, w której stawką było zarówno życie jego, jak i całej jego rodziny. Zadanie tylko pozornie było proste – profesor miał przekazać Bushowi pewne dokumenty, zawierające między innymi dowody na łamanie przez Rosję umów międzynarodowych, skłaniając tym samym rząd USA do zagrożenia sankcjami w przypadku, kiedy Rosja nie wycofa z Czeczenii swoich wojsk. Dlaczego zatem Kobalt kilkanaście godzin po przekazaniu dokumentów znika w tajemniczych okolicznościach? Jak zdołał się wymknąć CIA i co znaczyć ma wiadomość o rzekomej podróży do Francji? 

Tego właśnie próbuje dowiedzieć się bystra korespondentka radia Smog FM, Magdalena Strzelecka. To ona pierwsza zauważyła nieobecność profesora i wszczęła alarm, zaniepokojona nie tylko przedłużającym się milczeniem Kobalta, ale również tajemniczym mężczyzną buszującym w jego pokoju. W śledztwie uczestniczy również CIA, a wkrótce okazuje się, że ciało profesora zostało znalezione na poboczu drogi, zaś zaplombowana trumna i szybki pochówek składają się na tę absurdalną i pełną niedopowiedzeń sytuację. Napięcie rośnie, bowiem szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, generał Kriuczkow, ma zaledwie tydzień na rozpracowanie szajki szpiegowskiej, w przeciwnym razie Matuszka Rosija z pewnością się z nim rozliczy. Na dodatek, do cierpiącej Agnieszki, wdowy po Kobalcie, dociera sensacyjna wiadomość – profesor żyje, został jednak skazany na dożywotni pobyt w łagrach…

Jak zakończy się ta niesamowita i pełna śmiertelnego niebezpieczeństwa rozgrywka? O co tak naprawdę chodzi w tej grze, w której dobro jednostki wydaje się być sprawą drugorzędną? Czy uda się wydostać profesora z mroźnej Syberii? Przekonamy się o tym podczas lektury brawurowo napisanej powieści „Śmiertelna rozgrywka”, która zwraca uwagę zarówno wciągającą fabułą, jak i doskonałym przygotowaniem technicznym. Dobrze prowadzona akcja, stopniowe wzmacnianie natężenia dynamiki wydarzeń i napięcia, doskonale nakreśleni bohaterowie, obarczeni bagażem przeszłości – to wszystko składa się na kolejną książkę Mostowika, dzięki której trwale zapisuje się on w naszej świadomości jako autor doskonałych powieści akcji. To jednak rodzi wobec niego pewne oczekiwania – już od dziś wypatruję kolejnej powieści, zastanawiając się, w jaką aferę zostanę wplątana tym razem…


wtorek, 10 maja 2016

Valerie Bielen „Tylko twoimi oczami”

Autor: Valerie Bielen
Wydawnictwo: Prozami


Wiele ludzi marzy, snuje dalekosiężne plany, ale rzadko kiedy zajmuje się ich realizacją, wynajdując kolejne przeszkody uniemożliwiające wdrożenie zmian. Czasami jednak wydarza się coś, co sprawia, że nawet najbardziej nierealne marzenia stają się rzeczywistością, coś, dzięki czemu przestajemy narzekać, a zabieramy się do działania. Tym bodźcem czasami są traumatyczne wydarzenia, takie jak śmieć bliskiej osoby czy też ciężka choroba, ale niekiedy jest to silny impuls, płynący z naszego serca.

Właśnie taki znak otrzymała Alice Breuer, młoda Niemka, przeglądając jak co dzień gazetę. Ogłoszenie dotyczące pracy jako opiekunka do dzieci w Wenecji zmotywowało ją do zmiany dotychczasowego, monotonnego życia i rzucenia wszystkiego po to, by zasmakować przygody i zobaczyć kraj, w którym zakochana była jej matka. O tym, jak niezwykły scenariusz może napisać dla nas los, przekonamy się dzięki lekturze wciągającej opowieści „Tylko twoimi oczami”, która dowodzi, że marzenia to nie wszystko – trzeba bowiem działać. Po powieść opublikowaną nakładem wydawnictwa Prozami, w którą wplecione zostały zarówno wątki miłosne, jak i sensacyjne, sięgnąć powinny szczególnie te osoby, które wciąż odkładają realizację swoich planów na bliżej nieokreśloną przyszłość, a także wszyscy ci czytelnicy, którzy potrzebują odrobiny nadziei oraz zapewnienia, że miłość można odnaleźć wszędzie, a już w Wenecji szczególnie.

Autorka, Valerie Bielen, przedstawia nam absolwentkę germanistyki i pracownicę księgarni, która zamieniła prawdziwe życie na to, które toczy się na stronnicach pochłanianych przez nią książek. Po śmierci matki, która długo chorowała na stwardnienie rozsiane, świat Alice ograniczył się wyłącznie do podróży do pracy i z pracy, a monotonne życie dawało jej poczucie bezpieczeństwa. W głębi duszy jednak wiedziała, że można chcieć więcej – nawet jej matka przeżyła miłosną przygodę podczas kursu języka włoskiego w Rzymie, zaś Alice jest owocem tego romansu. Zauroczona krajem i językiem włoskim kobieta zaszczepiła tę miłość również w córce, choć nigdy nie było je stać na zagraniczną wyprawę. Dlatego też decyzja Alice o podjęciu pracy jako opiekunki dwójki dzieci u rodziny Scarpów zaskakuje, ale też jest jakby naturalną konsekwencją dotychczasowego życia. Co więcej, jest szansą od losu i bodźcem do tego, by dziewczyna zaczęła wreszcie oddychać pełną piersią, by wyszła ze swojej strefy komfortu, a nawet … zakochała się. 

Choć podróż z Berlina do Wenecji wielu może wydawać się szaleństwem, to Alice podąża za głosem wzywającym ją do działania. Mimo iż praca opiekunki wcale nie jest taka lekka, zaś rodzina wykorzystuje ją do granic przyzwoitości, to dziewczyna jest szczęśliwa, że znalazła się w tym cudownym mieście. Nawet warunki lokalowe nie są w stanie stłumić jej entuzjazmu szczególnie, że z jej balkonu rozpościera się widok na Wenecję. Ale nie tylko na miasto – Alice ma również możliwość obserwowania tajemniczego mężczyzny wpatrującego się w gwiazdy, na którego twarzy maluje się niezwykłe cierpienie.

Szybko okazuje się, że owym nieznajomym jest niejaki Tobia Manin, Amerykanin, który kupił niezwykły dom Palazzo Segantin przed rokiem, ale stroni od ludzi, niemal nie opuszczając murów kamienicy. Zarówno mężczyzna, jak i jego kalectwo – jest on bowiem niewidomy, są przedmiotem plotek całego miasta, którego mieszkańcy snują różne przypuszczenia odnośnie historii kryjącej się za tym pobytem w Wenecji. Okazją do poznania prawdy staje się bal maskowy, który Tobia decyduje się wydać, zapraszając nie tylko całą śmietankę towarzyską miasta, ale i – ku zgorszeniu chlebodawców dziewczyny – również Alice. Suknia z okresu Ludwika XIV, przemienia Alice w prawdziwą księżniczkę, choć tym razem to książę ma swoje sekrety, których nie chce zdradzić. Jednak mimo iż stara się być oschłym i wycofanym, Alice pociąga go, dlatego też szuka z nią coraz częściej kontaktu. 

Również dziewczyna zafascynowana jest tym mężczyzną, choć obawy Alice dotyczą przede wszystkim wielkości jego majątku – jako skromna bibliotekarka nigdy nie miała pieniędzy, dlatego boi się posądzenia o związek z kaleką dla pieniędzy. Tak naprawdę jedyne czego pragnie, to szczęście mężczyzny i spokój jego ducha, którego ten nie może jednak odzyskać. Wciąż rozpamiętuje wydarzenia z przeszłości, swoją rozrzutność, lekkomyślność i lekceważący stosunek do ludzi, wciąż też wraca wspomnieniami do tragicznego w skutkach napadu w wyniku którego stracił wzrok. Chciwość złodzieja kosztowałaby Tobię również życie, gdyby nie jego starszy brat, Stefano, który w ostatniej chwili zastrzelił złoczyńcę. Od tego momentu stara się opiekować kaleką, chroniąc go przed przeciwnościami losu, a także … przed samą Alice, którą uważa za łasą na pieniądze karierowiczkę. 

Stefano budzi w Alice niepokój od chwili, kiedy go zobaczyła, a wydarzenia, których będzie uczestnikiem, tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że braterska miłość w jego wykonaniu jest dość zaborcza i jakby wymuszona. Czy jednak Tobia, wdzięczny bratu za uratowanie życia i pomoc, uwierzy w podejrzenia dziewczyny? Czy związek skromnej bibliotekarki z milionerem ma jakąś przyszłość? Czy miłość zrodzona w Wenecji ma szansę przetrwać, czy też – podobnie jak romans matki – będzie tylko chwilową przygodą?

Na te wszystkie pytania Valerie Bielen odpowiada we wciągającej powieści rozgrywającej się w niezwykle romantycznym mieście, które wabi obietnicą spełnienia. Wędrując po uliczkach Wenecji, smakując włoskich specjałów czy po prostu rozkoszując się słońcem, zatracamy się w opowiadanej historii pragnąc, żeby przeżycia Alice i jej uczucia, były i naszym udziałem. Zatapiamy się w marzeniach o życiu u boku ukochanego mężczyzny, nie zważając na zasobność jego portfela, ciesząc się samą jego obecnością i narażając dla niego swoje życie. Lekkość, z jaką autorka snuje swoją opowieść unosi nas do gwiazd, zaś rozgrywające się wydarzenia, w tym wątki pełne napięcia i trwogi odmalowane są w książce „Tylko twoimi oczami” tak sugestywnie, że czujemy się częścią tej historii miłości, nadziei i triumfu dobra nad złem. I zawsze już chcemy czytać takie historie – najlepiej siedząc w jednej z weneckich kafejek, z Tobią u boku…


poniedziałek, 9 maja 2016

Michał Leśniak "Będzie dobrze"

Autor: Michał Leśniak
Wydawnictwo: Rozpisani.pl


Mówi się, że fortuna kołem się toczy, ale tylko nieliczni przekonują się o prawdziwości tego stwierdzenia w sposób szczególnie bolesny. Do zmiany naszej sytuacji mogą przyczyniać się różne czynniki zewnętrzne i wówczas ciężko jest nam przygotować się na straty, które dotyczyć mogą każdej sfery naszego życia. Czasami jednak bywa tak, że to my sami, wykuwając nasz los, zbaczamy z prawidłowego kursu. Może to wynikać z naszej nieostrożności, niewiedzy, a czasami z pragnienia wykorzystania różnych skrótów w drodze do celu. Ten ostatni wariant zwykle wiąże się z balansowaniem na granicy prawa, bądź też z tego prawa łamaniem i zwykle bywa najgorszą z dostępnych opcji.

O tym, jakie są konsekwencję igrania z obowiązującymi zasadami i jak wielką krzywdę można swoim zachowaniem wyrządzić nie tylko sobie, ale również otoczeniu, doskonale wie Michał Leśniak. Swoje doświadczenia życiowe, które zaprowadziły go za kraty więzienia, opisuje w porywającej książce, którą można śmiało nazwać biograficzną, choć czyta się ją niczym dobry kryminał. Pozycja „Będzie dobrze”, opublikowana nakładem wydawnictwa Rozpisani.pl, to swego rodzaju spowiedź, mająca na celu nie tylko rozliczenie się z popełnionych grzechów, ale również uwrażliwienie czytelnika na to, jak łatwo można popełnić daleko idący w swych skutkach błąd. I choć nieustannie słyszymy na swej drodze pocieszenia i zapewnienia, że będzie dobrze, że wszystko się ułoży, to niekiedy słowa te tworzą w naszej głowie mylny obraz rzeczywistości. Bowiem nic nie ułoży, jeśli nie będziemy brali odpowiedzialności za nasze czyny, jeśli nie zmienimy negatywnych postaw i schematów myślenia. Dlatego też po książkę powinien sięgnąć każdy, czytając ją ku przestrodze – niech nie zwiedzie nas nadmierna pewność siebie oraz przekonanie, że możemy wszystko.

Sięgamy do przeszłości autora, aż do okresu jego narodzin, szukając w życiorysie Leśniaka momentu, w którym z grzecznego chłopca z dobrego domu przeistoczył się w buńczucznego trzynastolatka sięgającego po papierosy i alkohol. Nieustanna nieobecność rodziców, narodziny siostry nie tłumaczą postępującej degradacji osobowości i pierwszych prób, mających na celu sprawdzenie, jak daleko może się posunąć. Pierwsze wagary, złe oceny i brak promocji do kolejnej klasy – to wszystko sygnały ostrzegawcze, choć dyskusyjne jest, czy szybka reakcja rzeczywiście wpłynęłaby na przyszłe losy bohatera. Przykro jest czytać o metodach zarobkowania szczególnie, że z taką kreatywnością i odwagą, Leśniak mógłby naprawdę wiele osiągnąć. Wykazując się niezwykłą przedsiębiorczością imał się on różnych zajęć, prowadził chociażby szkolny sklepik, ale dopiero odkrycie giełdy i dużych pieniędzy sprawiło, że młody jeszcze chłopak zachłysnął się możliwościami, jakie ona daje.

Utrata pieniędzy, będąca ryzykiem wpisanym niemal w ten rodzaj zarobkowania powinna stać się dla Leśniaka nauczką i ostrzeżeniem, niestety stała się bodźcem do ucieczki. Od tej chwili jego życie przypominało szalony rollercoaster, z pospieszną ewakuacją do Krakowa i epizodem bezdomności włącznie. To zaczęły się kradzieże i oszustwa, tu narodziła się wielka miłość zakończona katastrofą. W jaki jednak sposób bohater trafił do więzienia? Co takiego wydarzyło się na przestrzeni kilku lat jego życia, iż obecnie, zamiast bawić się z ukochanymi dziećmi, spowiada się w więzieniu ze swoich czynów? Na te pytania odpowiedzi musicie poszukać w porywającej i niezmiernie angażującej książce, obejmującej nie tylko szczegóły techniczne kradzieży i wszelkich „przekrętów”, których Leśniak był autorem, ale również przeżycia wewnętrzne. 

Niezwykle plastyczny styl i dokładne opisy procederów, pozwalają nam inaczej spojrzeć na przestępczą działalność, a być może nawet ustrzec się przed zostaniem ofiarą w przyszłości. I choć szkoda, że zabrakło szczegółów dotyczących samego skazania czy więziennego życia, to lektura książki skłania do zadumy i refleksji nad tym, jak łatwo można się w życiu zagubić oraz zatracić granicę pomiędzy dobrem a złem. W książce znajdziemy ponadto przytoczone artykuły autora, publikowane w popularnych miesięcznikach, a nawet sztukę teatralną, inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Wszystko to sprawia, że jesteśmy pełni podziwu dla talentu pobytu. Czekamy również z niecierpliwością na zapowiadaną książkę, która będzie niejako dopełnieniem biografii, przekonując nas ostatecznie, że – wbrew obiegowym opiniom – w życiu happy endy wcale nie są takie częste, zaś za błędy los każe sobie słono płacić …

piątek, 6 maja 2016

Olivia Fox Cabane „Mit charyzmy”

Tytuł: Mit charyzmy
Autor: Olivia Fox Cabane
Wydawnictwo: REBIS


Kiedy wymieniamy takie nazwiska, jak Gates, Hill czy Clinton, na myśl przychodzą nam nie tylko osoby, które odniosły niebywały sukces w dziedzinach, którymi się zajmowały, ale również fragmenty przemówień i sceny z wystąpień. Każdy z nich posiada coś, co wyróżnia go wśród rzeszy osób, które odniosły sukces, każdy z nich ma w sobie coś charakterystycznego, a już sama ich obecność w otoczeniu wpływa na ludzi. Tym czymś jest charyzma –niezwykły składnik osobowości, który sprawia, że ludzie są w stanie kreować nową rzeczywistość, zmieniać przestarzałe struktury bądź procesy, realizować projekty, przez innych uważane za szalone i niewykonalne. 

Zwykle charyzmę utożsamiamy z tajemniczym składnikiem otrzymanym niejako w spadku po rodzicach, kodującym nasze DNA na sukces. O tym, jak bardzo się mylimy, przekonuje nas Olivia Fox Cabane, trenerka biznesu i wykładowca na wielu prestiżowych uniwersytetach. W swojej książce „Mit charyzmy”, opublikowanej nakładem wydawnictwa REBIS, autorka krok po kroku przeprowadza nas przez proces nabywania bądź też doskonalenia charyzmy, z każdym rozdziałem uświadamiając nam, jaki potencjał w nas drzemie i jak wiele musimy się nauczyć, by w pełni z niego skorzystać. Już sama lektura publikacji dostarcza nam wielu informacji na temat reguł rządzących zachowaniem ludzi, procesu komunikacji czy sposobów reagowania w warunkach niepewności, ale dopiero systematyczne wykonywania ćwiczeń prezentowanych przez Cabane pozwoli nam dokonać w swoim życiu przełomu i – jak głosi podtytuł książki – stać się „mistrzem w wyzwalaniu osobistego magnetyzmu”. 

Z każdym kolejnym rozdziałem uświadamiamy sobie popełniane w codziennych kontaktach z otoczeniem błędy, pracujemy również nad ich eliminacją. Dowiadujemy się, jakie korzyści daje charyzma i na czym polega charyzmatyczne zachowanie, a także odkryjemy trzy zasadnicze aspekty charyzmy: obecność, moc i dobroć. Za pomocą narzędzi dokładnie opisanych przez autorkę będziemy mogli korzystać z nich w pełni, doświadczając niezwykłej przemiany – zarówno w sobie, jak i w osobach z którymi współpracujemy czy też z którymi jesteśmy połączeni prywatnymi więzami. 

Demitologizujemy charyzmę, obalając kolejne fałszywe przekonania z nią związane, jak choćby te, że charyzmę posiadają tylko atrakcyjne osoby (trudno nazwać przystojnym Churchilla). Przekonamy się, że nabycie charyzmy wcale nie wiąże się ze zmianą osobowości, ubieraniem maski czy sztucznym zachowaniem – charyzma bowiem oznacza tak naprawdę szereg umiejętności, które (dzięki ćwiczeniom) możemy opanować i nie ma w niej nic fałszywego. Dowiemy się zatem, jak być w pełni obecnym w kontaktach z drugą osobą, jak wzbudzić w sobie życzliwość wobec innych i jak emanować mocą. Poznamy także przeszkody blokujące nasz charyzmatyczny potencjał, identyfikując różne rodzaje dyskomfortu psychicznego i fizycznego., a także nauczymy się je pokonywać. Będziemy również pracować nad wykreowaniem odpowiedniego stanu psychicznego, który sprzyjać będzie realizacji charyzmatycznego potencjału. Poznamy ponadto najczęściej występujące style charyzmy i dowiemy się, jak wykorzystywać każdy z nich do konstruowania inspirującego i motywacyjnego wystąpienia.

Przytoczone przez autorkę przykłady, zaproponowane ćwiczenia oraz cenne wskazówki pozwolą nam krok po kroku zgłębiać temat, zwracając większą uwagę na to, co nas otacza, na zachowania swoje i osób, z którymi wchodzimy w różne interakcje. Tym samym „Mit charyzmy” staje się naszym drogowskazem w drodze do bardziej satysfakcjonującego życia (nie tylko zawodowego), który umożliwia uwolnienie posiadanych zasobów i doskonalenie charyzmatycznych zachowań. Olivia Fox Cabane stworzyła książkę adresowaną do wszystkich osób zainteresowanych samorozwojem, bez względu na wiek odbiorców, sytuacje zawodową i majątkową. Dlatego też sięgnąć po nią powinni nie tylko trenerzy biznesu, coachowie, przedsiębiorcy, ale również przedstawiciele każdego zawodu i każdego sektora, a także studenci czy gospodynie domowe – charyzma jest bowiem przydatna na wszystkich płaszczyznach naszego życia. Pamiętajmy jednak, że realizując zaproponowane przez autorkę ćwiczenia rozwijamy w sobie wielką moc, zatem nie możemy zapominać o konsekwencjach jej stosowania. Korzystajmy z niej odpowiedzialnie!

czwartek, 5 maja 2016

Przedpremierowa recenzja: Olgierd Świerzewski "Master"

Tytuł: Master
Autor: Olgierd Świerzewski
Wydawnictwo: MUZA SA



O syndromie karoshi, czyli śmierci z przepracowania, mówi się przede wszystkim w kontekście pracowników wielkich korporacji, którzy pracują zwykle ponad siedemdziesiąt godzin tygodniowo i tak naprawdę zawsze są on-line, gotowi stawić się w firmie na każde wezwanie przełożonego. Nie każdy wytrzymuje taki tryb życia, niektórzy odchodzą sami, z innymi żegnają się korporacje – w świecie biznesu nie ma przecież miejsca na sentymenty. Ci jednak, którzy zostają, doskonale wiedzą, że gra jest warta poświęceń i przestają narzekać na niedogodności w chwili, kiedy na konto wpływa kolejne wynagrodzenie. Nierzadko pozostanie w korporacji jest jedynym wyjściem, bowiem aspirujący do wyższej klasy pracownicy uwikłani są w spirale kredytów, dzięki którym nabyć mogli piękne mieszkania, samochody i ubrania oraz ukoić stres na egzotycznych wakacjach w odległych zakątkach globu. Są jednak jednostki, dla których praca w korporacji jest sensem życia, pozwala bowiem zaspokoić ambicje, potrzebę uznania czy przynależności do zespołu. Dla tych osób każdy podpisany kontrakt, każda premia, słowo uznania czy awans, są potwierdzeniem własnej wartości. Są dowodem, że w tej grze zwanej życiem, znajdują się na wygranej pozycji.

Nietrudno jest ocenić, do której z tych grup należy Aleksander Rymer, określany mianem „mózgu z doliny krzemowej”, charyzmatyczny bohater powieści „Master”. Brawurowo napisana książka, odsłaniająca przed nami kulisy pracy w korporacjach, walki o kolejne szczeble kariery i interesów na granicy prawa, to kolejny już dowód na mistrzostwo autora, Olgierda Świerzewskiego. Publikacja ta jest gwarantem emocjonującej rozrywki, podszytej niesmakiem wobec zachowań wykształconych ludzi na stanowiskach, ale i … podziwem dla makiawelicznej gry jednego z nich. Po powieść sięgnąć mogą wszyscy, którzy mają wobec lektury wysokie wymagania, których pociąga świat wielkich korporacji i wielomilionowe inwestycje, fuzje oraz przejęcia. 

Wspomniany Aleksander, to specjalista zatrudniony w centrali firmy Green Stone w USA. Rzutki mężczyzna jest obdarzony przenikliwym umysłem i wyjątkowymi zdolnościami analitycznymi, co przy jednoczesnej skłonności do podejmowania ryzyka, czyni go liczącym się graczem. Szybko zostaje dostrzeżony przez przełożonych i awansuje, wspinając się na kolejne szczeble drabiny, jednocześnie stając się coraz większym zagrożeniem dla bezpośredniego przełożonego. Kiedy przeprowadza spektakularną transakcję z prezydentem Demokratycznej Republiki Wschodnioafrykańskiej, która zapewnia firmie zdobycie wyłączności na eksploatację kopalń, jego zwierzchnik przypisuje sobie sukces i – w „nagrodę” –pozbywa się Aleksa, wręczając mu awans na partnera wraz z dyspozycją wyjazdu do Warszawy, gdzie odtąd pełnić ma rolę kontrolera finansowego. Ta degradacja jest ujmą na honorze Aleksandra, a jednocześnie stanowi bodziec do zwiększonej aktywności mężczyzny. Budzi się w nim korporacyjne zwierze, gotowe walczyć do ostatniej kropli krwi.

To bojowe nastawienie będzie niezwykle przydatne, bowiem polski zespół od pierwszych chwili widzi w nim wroga. Kierownictwo warszawskiej filii, z Jonathanem Dempsey`em na czele, zrobi wszystko, by pozbyć się intruza, planując odciąć go od wszystkich lukratywnych kontraktów. Aleks ma zaledwie sześć miesięcy, na przekonanie wszystkich, że to on rozdaje karty, zaś to nieszablonowe wyzwanie wymagać będzie równie niecodziennych sposobów. Nawet zespół, kompletowany przez mężczyznę, odbiega od stereotypowych pracowników korporacji – ponętna Aneta, władająca doskonale dwoma językami, Marek, człowiek z polityczną przeszłością, mający dojścia na różnych szczeblach władzy oraz były kapitan służb specjalnych, Sławek. Deklarując swoją lojalność nie wiedzą do końca co ich czeka, ale jedno jest pewne – dla takiego szefa praca jest prawdziwym wyzwaniem. 

Kiedy w tajemnicy przed resztą partnerów i z pominięciem wszelkich procedur zespół Aleksa doprowadza do zawarcia transakcji z krajem objętym embargiem, szefowie w Warszawie zacierają ręce –zyskują bowiem szansę na pozbycie się niewygodnego współpracownika, który macza palce w handlu oprogramowaniem dla sektora zbrojeniowego. Zapomnieli jednak, że biznes rządzi się swoimi prawami, a priorytetem dla centrali jest zysk. Aleksander wraca zatem do gry z tarczą, a nie na tarczy, a na dodatek zyskuje prawo do dokonywania transakcji do pięćdziesięciu milionów dolarów z pominięciem komitety inwestycyjnego. Ten wielki sukces Aleksa powoduje rozłam w szeregach wroga, ale jednocześnie podnosi stawkę w grze – teraz Dempsey zrobi wszystko, żeby skompromitować Aleksandra. Czy jednak w pełni zdaje sobie sprawę, z kim zadziera? Wydaje się, że nie docenia w pełni możliwości Rymera tym bardziej, że ten nie ma oporów, by nie tylko balansować na granicy prawa, ale też … łamać wszelkie zasady i reguły.

Mistrzowsko nakreślona postać Aleksandra, jest – poza doskonale skonstruowaną fabułą – niewątpliwą zaletą powieści. Trudno jest powstrzymać emocje widząc jego lekceważący stosunek do ludzi, przedmiotowe traktowanie kobiet, i zblazowanie. Trudno jest darzyć go sympatią, czytając o jego bezwzględności, braku skrupułów i wykorzystywaniu jednostek w roli narzędzi, środków prowadzących do celu, ale trudno też nie darzyć go podziwem … dokładnie z tych samych powodów. Jego geniusz przejawia się zarówno w doskonałym wyczuciu reakcji ludzi i ich posunięć, jak i w zdolności do tworzenia prawdopodobnych scenariuszy przyszłości i minimalizowania ryzyka doskonałym przygotowaniem, ale również tupetem. Szybko tocząca się akcja, transakcje warte miliony, barwna plejada pracowników Green Stone dopełniają ten obraz korporacyjnej rzeczywistości, bardziej przypominający ociekające krwią pole bitwy. Tu nie ma miejsca dla przeciętnych graczy – to dżungla, w której atakujesz, albo jesteś atakowany. A Aleksander Rymer zawsze zwycięża, nawet za cenę samotności …


PREMIERA JUŻ 18 MAJA 2016!

poniedziałek, 2 maja 2016

Platte F.Clark "Puchaty smok"

Tytuł: Puchaty smok
Autor: Platte F.Clark
Wydawnictwo: CzyTam



„Połowa kłopotów na świecie bierze się z tego, że nikt nie widzi, co się ma wewnątrz, a tylko to, co z wierzchu. Wybierz się do gimnazjum, a wierz mi, sam się przekonasz” – by rzeczywiście zweryfikować prawdziwość tych słów, tak naprawdę nie trzeba przechodzić kolejnych etapów edukacji, a wystarczy tylko dokładna obserwacja otoczenia i analiza decyzji przez ludzi podejmowanych oraz wniosków przez nich wyciąganych na podstawie wyglądu. Mimo że siła pierwszego wrażenia jest porażająca, o czym doskonale zdajemy sobie sprawę, to współczesny świat jest w stanie zaakceptować już wiele obrazów i zachowań, które jeszcze niedawno były źle odbierane, stawały się powodem do śmiechu czy kpin. Jedną z takich zmian jest nasz stosunek do łysiny, niegdyś wstydliwie przykrywanej przez pozostałe jeszcze włosy lub kamuflowanej pod tzw. tupecikiem. Obecnie, kiedy łysienie androgenowe dotyka większość mężczyzn, przestało być powodem wstydu. Co więcej, łysi mężczyźni są niekiedy postrzegani jako bardziej atrakcyjni, bardziej poważni, przypisuje się im intelektualny wysiłek.

Ta ostatnia kwestia jest kluczową w świecie magii, gdzie konsekwencją życia poświęconego na zdobywanie i utrzymywanie władzy, jest właśnie ubytek włosów, wciąż nieakceptowany przez otoczenie. Paradoksalnie, utrata włosów kojarzona jest z utratą autorytetu, dlatego też łysiejący i wysoko postawieni przedstawiciele władzy zrobią wszystko, by zakamuflować braki w owłosieniu. Naprzeciw tym rosnącym potrzebom wychodzi Gildia Wytwórców Tupecików, która trzyma w sekrecie sposób wyrobu peruk. Można się jedynie doszukiwać w tym procederze magicznych zaklęć, ale tak naprawdę, głównym składnikiem tupecików jest … puszysta sierść smoków. Powiecie zapewne, że smoki nie mają sierści, a ich ciało pokryte jest łuskami – takie stwierdzenie znamionuje brak znajomości osoby Maxa Spencera i przeżywanych przez niego przygód. 

Na szczęście szybko można nadrobić to przeoczenie, wkraczając do krainy magów i smoków dzięki powieści „Puchaty smok”. Platte F.Clark stworzył wciągającą trylogię, pełną absurdów i abstrakcji, w której obalić musimy większość naszych sądów, a także nieustannie oglądać się za siebie – wszak nie wiadomo, czy za plecami nie czai się okrutny regent Wieży Maga, Rezormoor Przerażający, bądź jeden z jego posłańców. Drugi tom trylogii „Zły jednorożec” obfituje w nieco mniej wydarzeń i gwałtownych zwrotów akcji, w porównaniu do części pierwszej, co jednak nie znaczy, że autor pozostawił nam miejsce na nudę. Nawet osoby, które nie miały jeszcze możliwości walczyć u boku Maxa, śledzić mogą fabułę dzięki przytoczonym informacjom, zaś próby uwolnienia się z łap orkowej kucharki i jej pobratymców, spotkanie z puchatym smokiem czy zadanie, jakie Max i jego przyjaciele mają do wypełnienia, angażują nas bez reszty.

Max, Sara, Dirk i krasnolud Dwight znów przenieśli się w czasie za sprawą Obsakara, legendarnego smoczego króla, któremu obiecali ocalić smoki i pokonać tego, który spowodował ich upadek. Z odrodzeniem się polowań na te stworzenia stoi Wieża Maga, przy czym Rezormoor tropi smoki również na własną rękę, jak zwykle będąc żądnym pieniędzy i władzy, które dają. Teraz, oprócz typowych okazów, ma za zadanie wyłapać również puchate smoki – to zadanie, zlecone przez Gildię, może stać się niezwykle dochodowym interesem, pozwalającym mu utworzyć własną armię i uwolnić się spod panowania Maelcienia. Oczywiście, aby tego dokonać, musi opracować sposób na hodowanie smoków, albo przynajmniej pokrywającego je puchu, a także zdobyć wreszcie „Kodeks nieskończonej poznawalności”. Ten jednak jest w rękach Maxa, który jako jedyny potrafi czytać tę najpotężniejszą księgę magiczną…

Jaka potoczą się losy bohaterów? Dlaczego Kodeks odmawia posłuszeństwa i czy Maxowi uda się wreszcie powrócić do domu? Jaki los czeka puchate smoki? Na te wszystkie pytania odpowiedź przynieść może lektura drugiej części trylogii, w której przeżycie jest równie prawdopodobne, jak zobaczenie zombi kaczki czy smoka w roli poduszki, bądź też tortur realizowanych przez … ogniste kociaki. „Puchaty smok” dostarcza sporą dawkę emocji, nieco śmiechu będącego zarówno wynikiem humoru sytuacyjnego, jak i wspaniale wykreowanych bohaterów. Nie ma chyba nastolatka, który nie zanurzy się chętnie w tym świecie magii, którego nie przerazi Kraken i nie zaintryguje tęcza (a właściwie tęczar). I jedyne, nad czym możemy ubolewać kończąc powieść to fakt, że na ostatni tom trylogii i na bezpieczny (miejmy nadzieję) powrót do domu, przyjdzie nam nieco poczekać.


niedziela, 1 maja 2016

Z wizytą w Gliwicach

fot. J.Gul
Miasto, w którym mieszkał Tadeusz Różewicz, uczył się i wykładał Jerzy Buzek, a swoją młodość spędził Stanisław Soyka. Miasto, do którego przybył w 1793 roku młody Szkot, John Baildon, aby objąć stanowisko doradcy technicznego w Królewskiej Odlewni Żelaza. Wiecie, o jakim mieście mowa? Oczywiście o Gliwicach, jednym z najstarszych miast górnośląskich. Prawa miejskie Gliwice otrzymały w 1276 r. i przez kolejne wieki możemy obserwować prężny ich rozwój. 

Nadia Hashimi "Kiedy księżyc jest nisko"

Tytuł: Kiedy księżyc jest nisko
Autor: Nadia Hashimi
Wydawnictwo: Kobiece


Kiedy myślimy o Afganistanie, napływają do nas skojarzenia z rzeszą uchodźców, a także talibów -bezlitosnych ekstremistów religijnych, organizujących zamachy terrorystyczne w największych miastach Europy. Widzimy też kobiety pozbawione wszelkich praw, przemykające ulicami w czadorach zakrywających je od stóp do głów, zawsze w towarzystwie mężczyzny pochodzących z najbliższej rodziny – męża, ojca, syna lub brata. Widzimy kobiety, które nie mogą uczęszczać do szkół, które nie mają prawa do odpoczynku czy rekreacji, do wizyt lekarskich, do zabierania głosu w publicznej dyskusji. Widzimy kraj owładnięty rządzą zemsty i władzy, który już nie wie, o co tak naprawdę walczy – oczywiście poza gronem pozbawionych moralności i skrupułów wyznawców Allaha, którzy dawno przekroczyli już dranicę pomiędzy dobrem i złem.

Zwykle, nie zastanawiamy się, jak wygląda rzeczywistość osób żyjących w tym kraju – w trosce o własne bezpieczeństwo i ulegając panice rozpowszechnionej przez media, na każdego mieszkańca Afganistanu patrzymy jak na potencjalnego zamachowca-samobójcę. Być może o setkach osób ciemiężonych, którzy zostali niewolnikami tragicznej rzeczywistości stworzonej przez talibów, pomyślimy w trakcie lektury wstrząsającej książki autorstwa Nadii Hashimi. Powieść „Kiedy księżyc jest nisko”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego, to przejmująca opowieść drogi – zarówno tej przebywanej fizycznie przez młodą mieszkankę Kabulu, jak i tej, którą przechodzi kraj, pogrążający się w upadku i pływający we krwi, również krwi swoich mieszkańców.

Narratorką, a zarazem główną bohaterką powieści, jest Feriba, a jej tragiczna przyszłość wydaje się już być określoną w momencie przyjścia na świat. Pojawienie się dziewczynki pociąga za sobą śmierć matki, a przekleństwo to - powtarzane przez okolicznych mieszkańców, ciążyć będzie na Feribie całe jej życie. Ojciec Feriby, padar dżan, syn cieszącego się szacunkiem wezyra, szybko znajduje sobie nową żonę. Choć jest to spowodowane względami pragmatycznymi, a potencjalna żona musi zmierzyć się z duchem pierwszej, najlepszej i ukochanej, a także z dwójką pozostałych po niej dzieci, to żadna kobieta nie odmówiłaby takiego zaszczytu. W życiu Feriby pojawia się zatem koko Gul, która przejmuje obowiązki żony i matki, choć tak naprawdę tylko pierworodny syn może liczyć na opiekę – dziewczynka co najwyżej na bezosobowe traktowanie. Sytuacja pogarsza się jeszcze, kiedy na świat przychodzą wspólne dzieci, na nieszczęście dla sfrustrowanej koko Gul, same córki. Feriba zostaje sprowadzona do roli służącej, zaś wszelkie przejawy czułości wobec niej, są podyktowane jedynie wyrachowaniem macochy. Dziewczynce odmówiono nawet prawa do nauki, jedynie jej niezwykła determinacja sprawiła, że z ośmioletnim opóźnieniem zdołała zasiąść w klasowej ławce, a co więcej – ukończyć ostatecznie szkołę z wyróżnieniem. 

O klątwie ciążącej na Feribie przypomniano sobie w momencie, kiedy nagle umiera kandydat do jej ręki. Co więcej, kiedy mężczyzna, w którym się zakochała – sąsiad, z którym prowadziła wielogodzinne rozmowy poprzez mur okalający domostwo, na skutek pomyłki swojej matki prosi o rękę jej siostry, dziewczyna sama jest w stanie w klątwę uwierzyć. Dlatego też, kiedy otrzymuje kolejną propozycję małżeństwa, tak naprawdę nie myśli już o romantycznej miłości, a szuka raczej matki, którą mogłaby stać się teściowa. I rzeczywiście, przez krótką chwilę taką miłość otrzymuje – jej teściowa jest wspaniałą kobietą, która wychowała łagodnego i sprawiedliwego syna, Mahmuda. Związek, który połączył go z Feribą okazuje się być czymś więcej niż aranżowanym małżeństwem, a młodzi z czasem stają się nie tylko kochankami i przyjaciółmi, ale też i jednością, zaś ukoronowaniem ich miłości jest pierworodny, długo wyczekiwany syn Selim. 

Niestety kolejne dzieci przychodzą na świat w świecie, w którym nikt dobrowolnie nie chciałby żyć. Dziewięcioletnia interwencja radziecka w Afganistanie przeciwko partyzantce mudżahedinów, a następnie dojście do władzy talibów i szereg zakazów z tym związanych, naznaczyły tragicznie mieszkańców Kabulu. Ofiarą wojny afgańskiej, a następnie talibów padają tysiące ludzi, a jednym z nich jest Mahmud – aresztowany za protest przeciwko islamskim prawom. Paradoksalnie, w chwili aresztowania małżeństwo planowało ucieczkę z ogarniętego szaleństwem kraju, mając zamiar udać się do rodziny Mahmuda, do Anglii. Sytuacja Feriby staje się po śmierci męża tragiczna, nie dość, że jako kobieta nie może już pracować w charakterze nauczycielki i tym samym została bez środków do życia, to jeszcze na świat przychodzi pogrobowiec, Aziz. Kobieta podejmuje zatem wymagającą niezwykłej odwagi i hartu ducha decyzje – decyduje się na ucieczkę z Kabulu, docierając do Herat, a stamtąd do granicy Afganistanu z Iranem…

To zaledwie jeden z wielu etapów drogi, którą pokonać przyjdzie Feribie, narażając nie tylko życie własne, ale i swoich dzieci. Pozostawiona bez wyjścia kobieta rozpoczyna walkę o wolność i lepszą przyszłość dla swoich potomków, zaś my jesteśmy świadkami przemiany, jaka zachodzi zarówno w niej, jak i w Salimie, który z dnia na dzień staje się młodym mężczyzną. Powieść „Kiedy księżyc jest nisko” jest zapisem tragedii, jaka dotknęła Afganistan, jest krzykiem tysięcy kobiet, które straciły swoje dzieci, a także tych, którym w imię źle pojętych zasad odebrano wolność. Kobiet sprowadzonych do roli przedmiotu, pozbawionych wszelkich praw, obarczonych wyłącznie obowiązkami. Plastyczna narracja i talent autorki do obserwacji zachowań i charakterów sprawiają, że książka tętni życiem i budzi całe spektrum emocji, nierzadko wyciskając łzy bezsilności. „Kiedyś nadejdzie dzień, w którym już nie będziemy oglądać się za siebie ze strachem ani spać na cudzej ziemi (…)” – mówi Feriba, a słowa te powinny stać się nie tylko mottem tych wszystkich, którzy są ciemiężeni, ale również podrywać do walki z ciemiężcami. Powieść Hashimi można również traktować jako petycję o wolność dla Afganistanu – wolność od talibów uzurpujących sobie prawo do wydawania religijnych sądów – pod którą każdy czytelnik z pewnością się podpisze.

piątek, 29 kwietnia 2016

Magdalena Żelazowska "Hotel Bankrut"

Tytuł: Hotel Bankrut 
Autor: Magdalena Żelazowska
Wydawnictwo: HarperCollins


„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość” – o prawdziwości tych słów Woody`ego Allena przekonało się już wiele osób, a lekcja ta zwykle była bardzo bolesna. Niezależnie od tego, co stanowi nasz przedmiot pożądania, nasz cel, musimy uwzględnić w naszej drodze do niego różne nieprzewidziane okoliczności. Jeśli posiadamy wyłącznie plan A, trudno będzie nam odnaleźć się w sytuacji, kiedy na naszej drodze pojawią się nieprzewidziane problemy, kiedy dobiegnie nas złowieszczy chichot losu. I wówczas nieważny stanie się fakt, że w momencie zaciągania kredytu mieliśmy doskonałą pracę i wysokie wynagrodzenie, że całe życie pomagaliśmy wnukowi rezygnując z naszych marzeń, a osiągnąwszy pewien wiek, nie możemy na niego liczyć. Co więcej, analizując nasze potknięcia i życiowe porażki dojdziemy do wniosku, że winny tak naprawdę nie jest los, ale nasz brak pragmatyzmu, zbytnia skłonność do brawury, nadmierny konsumpcjonizm czy … rezygnacja z siebie.

Które z tych powodów wpłynęły na życie kilku bohaterów niezwykłej powieści „Hotel Bankrut” autorstwa Magdaleny Żelazowskiej? Przekonamy się o tym sięgając po opublikowaną nakładem wydawnictwa HarperCollins książkę, która portretuje codzienne życie mieszkańców Łodzi w dobie kryzysu. Jesteśmy świadkami spektakularnych wzlotów i upadków, rozczarowań i nadziei, obserwujemy ludzi załamanych, ale też i karmionych fałszywymi obietnicami, dla których wyznacznikiem własnej wartości jest liczba i jakość posiadanych rzeczy – nawet za cenę rujnujących odsetek od kredytu. Walory powieści w pełni docenią czytelnicy mający duże wymagania zarówno wobec przebiegu akcji, jak i bohaterów, lubiący lekturę może niezbyt wymagającą, ale z pewnością angażującą, zawierającą wiele cennych spostrzeżeń na temat życia i zachowań reprezentantów społeczeństwa. 

Poznajemy pięćdziesięcioletniego rozwodnika, Leona, właściciela małego lombardu, który stoi przed koniecznością utrzymania dużego i kapitałochłonnego domu. Sposobem na podreperowanie finansów oraz zachowanie własności nieruchomości, staje się wynajem pokoi. Przypadek sprawia, że w charakterze lokatorek zgłaszają się … trzy panie, a każda z nich dysponuje innym doświadczeniem życiowym, znajduje się w innym jego punkcie, każda z nich niesie na swoich barkach wiele problemów. Dla Weroniki, owładniętej pragnieniem wydostania się z nizin w których się wychowała, konieczność wynajmowania mieszkania jest ujmą na honorze i dowodem na to, że przegrała rozgrywkę o swoje życie. Doskonała praca jest już przeszłością, podobnie jak wysokie wynagrodzenie, które pozwoliło jej na regularną spłatę wysokich rat kredytu, zaciągniętego na wyposażenie pięknego, trzypokojowego mieszkania. Jeszcze wczoraj wypełnione wartymi fortunę meblami od znanych projektantów wnętrze cieszyło jej oczy, podobnie jak szafy pełne markowych ubrań, a dziś, wyprzedawszy większość swojego majątku za grosze, stoi przed koniecznością spłaty lawinowo rosnących zobowiązań oraz oddania swojego mieszkania w ręce najemców. 

Dla Łucji, mieszkanie u boku Leona jest szansą na nowe życie, choć w wieku siedemdziesięciu sześciu lat rozpoczynanie kolejnego etapu może wydawać się nieco ryzykowne. Prawdziwe zdumienie budzi jednak informacja, że wynajem pokoju to zaledwie jedna z drastycznych zmian – kobieta sprzedała swoje mieszkanie, a właściwie skorzystała z odwróconej hipoteki i pozbywając się niemal wszystkiego, stanowczo zaprotestowała przeciwko czekaniu na śmierć. Ostatnia lokatorka, Kinga, do Łodzi przyjechała w poszukiwaniu zatrudnienia. W swoim miasteczku nie miała przed sobą żadnych perspektyw, a tym bardziej szansy na realizacje największego z marzeń – Kinga pragnie zostać bowiem projektantką, zaś praca na zastępstwo w galerii handlowej, w sklepie odzieżowym, ma otworzyć jej drzwi do świata mody.

Na łamach książki spotykamy również rzutkiego pracownika Fraier Banku, Damiana, a właściwie …Dudusia, jak nazywa go pomimo skończonych trzydziestu lat jego babcia Łucja. Spragniony wielkich pieniędzy oraz wolności, które one dają, mężczyzna nie waha się przed wykorzystywaniem otoczenia, z równą bezdusznością traktując swoich klientów, kobiety, jak i rodzinę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że za wszystko w życiu kiedyś przyjdzie nam zapłacić, że wszystko ma swoją cenę, zaś miejsce na szczycie nie zawsze warte jest poniesionych kosztów…

Jak zakończy się ta wspaniała historia, w której wielu czytelników może przeglądać się niczym w lustrze? Jak potoczą się losy bohaterów i czy znajda oni to, czego poszukują? A może połączone stratą jednostki przekonają się o tym, co tak naprawdę się w życiu liczy? Na te wszystkie pytania pozwala odpowiedzieć lektura książki „Hotel Bankrut”, która przykuwa naszą uwagę i sprawia, że zaczynamy weryfikować swoje przekonania i sądy, a nawet swoje cele. I choć nie odpowie za nas na pytanie, czy lepiej mieć czy być, to z pewnością historie poszczególnych bohaterów pozwolą nam wyciągnąć własne wnioski. Spotkanie z powieścią Magdaleny Żelazowskiej jest przeżyciem, wiąże się z refleksją, ale także z podziwem dla autorki, która okazała się być doskonałą obserwatorką codzienności oraz ludzkich dramatów. Lekkość nie wiąże się tu z banałem, przemyślana koncepcja świadczy o doskonałym przygotowaniu, zaś bohaterowie, dzięki swojemu zróżnicowaniu, mają w sobie cząstkę nas i naszych opowieści. To wszystko składa się na wciągającą lekturę i skłania czytelnika do bacznej obserwacji poczynań autorki, a już z pewnością do sięgnięcia po jej poprzednią książkę.

środa, 27 kwietnia 2016

Lesław Tur „Polak w krainie d`Artagnana”

Autor: Lesław Tur
Wydawnictwo: Psychoskok


„Chcesz uchodzić za Francuza? Całuj wszystkich na dzień dobry, płać kartą bankomatową i w restauracji nie zamawiaj ślimaków”. Proste? Tylko takie się wydaje, bowiem każda narodowość ma swoje reguły zachowań, swoje przyzwyczajenia, przywary, a nawet drobne szczegóły – odmienne reakcje na dany bodziec – mogą zdradzić naszą prawdziwą twarz i kraj pochodzenia. Jednak, nawet popełnione poza granicami kraju faux-pas – o ile traktujemy siebie z dystansem i poczuciem humoru – może stać się pretekstem do zawarcia nowych znajomości, do rozszerzenia słownictwa czy zgłębienia danej kultury.

O tym, jak to jest być Polakiem wśród Francuzów, jak przebiega nauka języka w sytuacji, kiedy zostało się „wrzuconym na głęboką wodę”, a przede wszystkim o zaobserwowanych pomiędzy narodami różnicach, pisze w fenomenalny sposób Lesław Tur. W książce „Polak w krainie d`Artagnana”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Psychoskok, autor odsłania przed nami słabości, tęsknoty, zwyczaje Francuzów, pokazując ich odmienne w wielu kwestiach podejście, zapoznając czytelnika z francuską kuchnią, zwyczajami, zasadami i sposobami zachowania w różnych sytuacjach. Po książkę powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy Francji i kultury francuskiej czy podróżnicy, ale wszyscy, którzy choć odrobinę ciekawi są otaczającego nas świata, którzy chcą dowiedzieć się czegoś nowego w nieszablonowy sposób, a przy tym … dobrze się bawić. 

Lesław Tur przedstawia nam młodego dziennikarza, który w wyniku pewnego nieporozumienia, zostaje wysłany do Francji na roczny staż zawodowy. Pracę w dzienniku „Dernières Nouvelles d`Alsace” łączyć ma z intensywną nauką języka francuskiego na Uniwersytecie Nauk Humanistycznych w Strasburgu, a wszystko to, by zapewnić stały przepływ informacji, między innymi dotyczących Parlamentu Europejskiego. Ta przygoda szybko staje się dla Wojciecha Szczygła nie lada wyzwaniem szczególnie, że wpada on w tryby francuskiej maszyny biurokratycznej, która skłania do zweryfikowania sądów na temat zbytniej szczegółowości polskich procedur. 

Przykład z ilością zdjęć niezbędnych do wyrobienia dokumentów koniecznych do funkcjonowania na terenie Francji, to zarazem jedna z pierwszych różnic zauważonych przez autora. Z właściwym sobie dziennikarskim zapałem opisuje on wszystkie wydarzenia, które pozwalają inaczej nam spojrzeć nad mieszkańców kraju, a przy okazji uniknąć być może nieprzyjemnych sytuacji podczas własnych podróży. Dowiadujemy się, że „we Francji, jak nie całujesz , to jesteś uznany za obcokrajowca i to jeszcze na dodatek za sztywniaka”, poznajemy zatem rytuał tych pocałunków, a nawet – w kontekście relacji damsko-męskich, gry zwanej uwodzeniem. W kinie kosztujemy słodkiego popcornu, deszyfrujemy oznaczenia w karcie dań, a nawet kosztujemy ½ eskargot (co bynajmniej nie oznacza połowy ślimaka).

Szczygieł, za pośrednictwem księdza Polskiej Misji Katolickiej, nakreśla nam francuskie podejście do duchowości, wiary i problemów dnia codziennego, dowiadujemy się również, w jaki sposób we Francji obchodzone są Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc, zwiedzamy ponadto cmentarz świętego Urbana, który staje się miejscem obserwacji i jednoczesnych wniosków dotyczących braku charakterystycznego dla listopadowego święta klimatu zadumy w świetle setek zapalonych zniczy. I choć nie udaje nam się (a właściwie Wojtkowi) zachęcić Francuzów do polubienia naszych kiszonych ogórków i „narkotycznego” makowca, to jednak w trakcie wspólnego biesiadowania poznajemy wiele ciekawych szczegółów dotyczących codziennego życia mieszkańców kraju. Niezależnie od tego, czy bohater stara się zbliżyć do koleżanki z redakcji Sophie, czy też ostatecznie – do koleżanki z kursu językowego Noriko, to każde wyjście, każda rozmowa, każda degustacja, staje się okazją do tropienia różnic, do dopasowania do siebie kolejnych fragmentów układanki, obrazującej mieszkańców Francji. 

Autor, na stronach tej niewielkiej objętościowo książki, zaprezentował nam całą plejadę postaci, poczynając od fascynującej Sophie, delikatnej Noriko, samotnego właściciela domu Gilberta czy barwnego Paco, kolegi ze szkoły językowej i włoskiego kreatora mody w jednym. O tym, jakie dokładnie różnice znalazł Szczygieł pomiędzy Polakami i Francuzami, jak rozwinął się pod francuskim niebem romans i dlaczego tak naprawdę znalazł się we Francji, dowiemy się ze znakomitej książki (od której prawdziwości autor się odżegnuje, zostawiając nam pole do dociekań) „Polak w krainie d`Artagnana”. Kolejne rozdziały publikacji pochłaniamy ze smakiem, wielokrotnie autor rozśmiesza nas do łez, a plastyczny język będący w stanie doskonale nakreślić sytuację sprawia, że możemy czuć się bezpośrednimi obserwatorami, a nawet uczestnikami opisywanych zdarzeń. I jedyny zarzut do autora dotyczy tego, że mając do dyspozycji taki warsztat oraz niezwykle wciągający temat, pisać książki liczącej niespełna sto czterdzieści stron po prostu nie wypada. Stanowczo żądam więcej!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

James Dashner „Reguła myśli”

Tytuł: Reguła myśli
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Albatros


Nie ma chyba osoby, która nie oglądała filmu „Matrix” w reżyserii braci Larry`ego i Andy`ego Wachowskich. Rozgrywająca się na pograniczu jawy i snu akcja pokazuje alternatywny świat, a sam film wypełniony jest licznymi nawiązaniami do duchowości, filozofii, a nawet literatury. Doskonała kreacja Keanu Reevesa w roli Thomasa A.Andersona, wiodącego podwójne życie programisty, który w życiu prywatnym staje się „Neo”, jednym z najlepszych hakerów, na zawsze zapisała się w naszej pamięci. Po obejrzeniu filmu nie raz zadawaliśmy sobie pytanie, w której rzeczywistości żyjemy – tej prawdziwej czy tej alternatywnej, a zapewnie niejedna osoba zdecydowanie chciałaby wykreować taką cyberprzestrzeń, w której mogłaby spędzić co najmniej kilka godzin dziennie, „wylogowana” z codziennego życia i jego problemów.

Odpowiedzią na to pragnienie jest VirtNet, świat utkany z kodów, do którego przenoszą się ludzie podczas Snu – tam mogą być kimkolwiek zechcą i robić co tylko chcą. O tym, jakie stanowi to zagrożenie i co dzieje się z osobami, które za pomocą swoich trumien łączą się z Siecią pisał James Dashner w pierwszym tomie swojej powieści „W sieci umysłów”. Teraz powraca, by znów postawić przed Michaelem nowe zadania. Druga część cyklu „Doktryna Śmiertelności” wciąż nie przynosi nam kluczowych odpowiedzi, pokazuje natomiast zagrożenie, jakie wiąże się z osobą gracza Kaine`a, opętanego chorymi ideami. Powieść „Reguła myśli”, opublikowana nakładem wydawnictwa Albatros, po raz kolejny zabiera nas w podróż po cyfrowym świecie, dowodząc jednocześnie wielkiego talentu i ogromnej fantazji autora. Po książkę sięgnąć powinny osoby lubiące fantastykę oraz gry komputerowe szczególnie, jeśli czytały pierwszy tom cyklu. Obfitująca w szczegółu i nagłe zwroty akcji fabuła może być bowiem trudna do przyswojenia, jeśli nie śledziliśmy początku historii oraz losów Michaela i jego przyjaciół.

Michael przeżywa szok dowiadując się, że tak naprawdę jest tylko tworem, zwykłym programem komputerowym, a całe jego dotychczasowe „życie” było fikcją. Funkcjonował bowiem jako część „Głębi życia” i nawet jego przyjaciele, z którymi spotykał się w VirtNecie nigdy nie domyślili się prawdy. Nie wiadomo jednak, czy to, co dzieje się z nim obecnie, nie jest gorsze od świadomości bycia tworem – dzięki chorej ambicji Kaine`a, który wymyślił sposób implementowania inteligencji tworu do ludzkiego mózgu, Michael budzi się w ciele Jacksona Portera. Michael jeszcze nie może otrząsnąć się z szoku i oswoić z prawdą o swoim istnieniu, a teraz jeszcze musi żyć ze świadomością, że przejął ludzkie ciało. Jednak jedyne co może zrobić, to wykorzystać swoje umiejętności i stanąć do walki z Kaine`m, którego pragnieniem jest zatarcie granicy pomiędzy Jawą i Snem. Aby tego dokonać potrzebuje ludzkich ciał, w zamian za pomoc oferując im cyfrową nieśmiertelność.

Aby plan Michaela się powiódł potrzebuje swoich wirtualnych przyjaciół – Sary i Brysona, ale tym razem musi spotkać ich w realu. Niestety jego tropem podąża zarówno policja, oskarżając go o cyberprzestępstwa, jak i sam Kaine, który w ramach ostrzeżenia porywa rodziców Sary. Teraz cała trójka nastolatków staje się podejrzana o morderstwo lub współudział, co zdecydowanie utrudnia im działanie…

Czy uda im się skontaktować z agentką Weber i uzyskać pomoc służb ochrony VitrNetu? Czy zdołają ukryć się przed Kaine`m? Czy ktoś będzie w stanie uwierzyć w ich historię i dostrzec zagrożenie? Jak mówi Bryson: „Musimy zmierzyć się z szalonym programem komputerowym, który zawziął się, żeby przejąć kontrolę nad ludzkimi umysłami”. Ale to jeszcze nie wszystko – wszak bohaterowie muszą jeszcze odnaleźć rodziców Michaela i Sary, a także dowiedzieć się, co stało się z umysłem Jacksona Portera. Trudne zadanie czeka również nas – czytelników, którzy muszą towarzyszyć trójce przyjaciół w tej ryzykownej grze, stawiając czoła nieuchwytnemu graczowi. Podążanie za rozwojem akcji wymaga od nas skupienia i choć ta część obfituje w mniejszą liczbę wydarzeń, to zmusza nas do czujności – wszak zagrożenie może nadejść z każdej strony. 

Świat wykreowany przez autora i zagrożenia, które niesie ze sobą VirtNet są jak najbardziej realne, a połączenie znanych nam pokus ze skomplikowaną intrygą i żądzą władzy, czyni prawdopodobną całą historię. Jednocześnie świadomość, że ludzkość już za kilka czy kilkanaście lat może stanąć w obliczu takiego niebezpieczeństwa, pozwala w pełni docenić zarówno perspektywiczne myślenie autora, jak i pietyzm, z którym stworzona została alternatywna rzeczywistość. Na stronach powieści znajdziemy nie tylko brawurowo toczącą się akcję, ale również dylematy moralne i etyczne, mocno zarysowane zostały również osobowości bohaterów. Wszystko to sprawia, że kończąc przygodę z Doktryną Śmiertelności nie tylko trwamy w oczekiwaniu na kolejny tom, ale głęboko analizujemy naszą aktywność w świecie wirtualnych gier. Kto wie, czy w jednej z nich nie czai się sobowtór Kaine`a?



sobota, 23 kwietnia 2016

Bibliofile żądają dostępu do fotela!

Pamiętacie moje remontowe problemy, które przeżywałam dwa lata temu Katastrofę zobaczycie TU)? Całe szczęście są już dawno z mną, a ja mogę cieszyć się spokojem, ciszą i brakiem worków z cementem składowanych w każdym niemal pokoju. Mogę też czerpać radość z tego, że z każdym dniem coraz lepiej czujemy się z Meridą w naszych czterech kątach. I choć wiele jest jeszcze do zrobienia (tak naprawdę zawsze mieszanie czy dom rozwija się i zmienia wraz z nami), to w ostatnich dniach udało mi się spełnić jedno z pragnień.

Kathrin Lange „Serce ze szkła”

Autor: Kathrin Lange
Wydawnictwo: MUZA


Zapytani o najsłynniejsze filmy Alfreda Hitchcocka bez wahania wskażemy na „Psychozę”, „Ptaki” czy „Okno na podwórze”. Niestety, mało kto pamięta niepokojącą „Rebekę”, opartą na książce Daphne du Maurier. A szkoda, bowiem sama powieść była w latach 40. ubiegłego wieku prawdziwym bestsellerem, zaś angielska posiadłość Maxima de Wintera, którego poślubiła bohaterka, budziła przerażenie już na samą o niej myśl. Tytułowa Rebeka była pierwszą żoną Maxima, a jej tragiczna śmierć sprawiła, że na zawsze w pamięci mieszkańców Manderley, w tym samego Maxima, zapisała się jako niedościgniony wzorzec…

Po tę niezwykłą historię sięgnęła Kathrin Lange, tchnęła w nią życie, nadała nowej jakości. Ta inspiracja zaowocowała powstaniem powieści dla młodego czytelnika, ale nie tylko. Wielbiciele Daphne du Maurier powinni sięgnąć po książkę chociażby dlatego, by przekonać się, jak dobrze autorce udało się wykreować mroczną atmosferę miejsca i bohaterów miotanych wewnętrznymi konfliktami. Powieść „Serce ze szkła”, opublikowana nakładem wydawnictwa MUZA, to pierwsza część trylogii, opowiadającej o starej legendzie, klątwie oraz dramacie młodych ludzi, którzy spotkali się w okolicznościach niesprzyjających rozkwitowi uczucia. 

Nastoletnia Julie wychowuje się w USA pod opieką ojca – pisarza, specjalizującego się w miłosnych historiach. Paradoksalnie, jego małżeństwo nie wytrzymało próby czasu, a dziewczynę od matki dzieli ocean. Nic dziwnego, że jest tak związana z ojcem, że stara się spełnić jego prośby, nawet te najdziwniejsze. Taką właśnie było zaproszenie do posiadłości wydawcy romansów, Jasona Bella, mieszczącej się na wyspie Martha`s Vineyard. Sorrow, bo tak nazywa się elegancki dworek, nie bez przyczyny kojarzy się ze smutkiem. Stojący na klifie dom przez wiele lat był świadkiem kolejnych tragedii, a na dodatek na okolicę rzucona została klątwa. W XIX w. na pobliskich rafach rozbił się statek, zaś w katastrofie zginęły wszystkie dzieci oraz kobiety. Wśród nich była Madeleine Bower, zmierzająca do Savannah, gdzie miała poślubić swojego ukochanego. Umierając, przeklęła ona klify Grey Head – od tej chwili żadna para nie miała odnaleźć tu szczęścia w miłości. 

Przez lata legenda ta wzbogacana była w nowe szczegóły, bowiem kolejne niezwykłe wydarzenia dawały temu bodziec. Na przestrzeni wielu lat, na klifach, wiele osób w niewyjaśnionych okolicznościach straciło życie, a jedną z nich była żona wspomnianego właściciela Sorrow. W ostatnich tygodniach przed świętami okolicą wstrząsnęła jednak inna tragedia – samobójstwo popełniła piękna Charlie, narzeczona Davida Bella, syna wydawcy. Fakt ten jest o tyle niezrozumiały, że nie była ona osobą o samobójczych skłonnościach, a ponadto zaledwie dzień wcześniej … zaręczyła się z ukochanym. Nic więc dziwnego, że cała okolica obwinia o jej śmierć właśnie Davida, bowiem któż inny mógł być odpowiedzialny za jej zbyt wczesne odejście? Nie mogący pogodzić się z tragedią chłopak jest w ciężkiej depresji, gotów jest również zakończyć swoje młode życie.

Jak w takiej sytuacji Julie wraz z ojcem mogą udawać się w gościnę do pogrążonej w żałobie rodziny? Otóż Bell ma nadzieje, że towarzystwo dziewczyny będzie dla Davida ratunkiem, że skończą się jego omamy, wybuchy, że Julie rozwieje mrok, który opanował jego serce i umysł. Nastolatka zgadza się na pełnienie przez kilkanaście dni funkcji strażniczki i opiekunki, ale gdyby wiedziała, co czeka ją w Sorrow, zapewne podjęłaby inną decyzję…

Już pierwsze kilka sekund w posiadłości wystarczyło, żeby dziewczynę przeniknął paraliżujący strach. Niepokoju nie rozwiał ani sam David, który okazał się przystojnym i interesującym, ale wyjątkowo nieprzystępnym osobnikiem, o zmiennych humorach. W odzyskaniu przez chłopaka równowagi z pewnością nie pomaga również ojciec, z pogardą odnoszący się do załamania nerwowego syna, ani osobista rehabilitantka ojca, która traktuje Davida z ledwie skrywanym politowaniem. Jedynie jego najlepszy przyjaciel, Henry, dotrzymuje mu towarzystwa, choć niekiedy wymaga to niezwykłego opanowania. 

Julie z trudem odnajduje się w tak niesprzyjających warunkach, trudno jej zaakceptować tajemnice otaczające śmierć Charlie. W obecności Davida nie można nawet wymawiać jej imienia, nie wiadomo też, co nagle wyprowadzi go z równowagi – może to być zarówno czerwona sukienka, jaką przymierzała Julie, jak i piękna bransoletka, którą podarował jej Henry. Na dodatek gosposia rodziny ostrzega dziewczynę przed klątwą i samą Madeleine, doradzając jej opuszczenie wyspy. I być może ma racje, bowiem już wkrótce zachowanie Julie zaczynają być niepokojące. Nie tylko męczą ją koszmary, zaczyna mieć omamy słuchowe i wzrokowe, ale też lunatykuje, i tylko refleks Davida ratuje ją przed … upadkiem z klifów.

Jak potoczy się ta opowieść? Czy Julie uda się poznać okoliczności śmierci Charlie? Czy to możliwe, by w XXI w. ludzie wciąż wierzyli w klątwę? Czy plan Bella powiedzie się i Julie pomoże Davidowi czy raczej sama będzie potrzebowała pomocy? O tym przekonamy się w mrocznej i pełnej emocjonujących wydarzeń powieści „Serce ze szkła”, która zapewnia nam niezapomniane wrażenia i zmusza nasze serce do szybszego bicia. Doskonała kreacja bohaterów, wspaniale prowadzona akcja, pełne napięcia i niedopowiedzeń dialogi – to wszystko składa się na lekturę, w trakcie której wielokrotnie staramy się ustalić prawdziwy przebieg wydarzeń, ponosząc klęską za każdym razem. Zakończenie budzi nasz wewnętrzny sprzeciw, bowiem uświadamia, że na rodzące się pytania, w tym tomie odpowiedzi nie znajdziemy. Jedyne, co podtrzymuje w nas nadzieję to fakt, iż ukazała się już kolejna część książki i możemy natychmiast kontynuować czytanie, nawet kosztem snu. Zresztą i tak nie zaśniemy, już Madeleine o to zadba…



Monika Całkiewicz, Iwona Schymalla " Zbrodnia prawie doskonała"

Autor: Monika Całkiewicz, Iwona Schymalla
Wydawnictwo: PWN


Z policyjnym zacięciem już od wielu lat śledzimy wszystkie doniesienia o morderstwach, samobójstwach, kradzieżach i rozbojach, pozyskując wiedzę na ten temat przede wszystkim z mediów. Rekordy popularności bił serial dokumentalny z gatunku court show „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, namiętnie oglądamy też kolejne odcinki „CIA. Kryminalne zagadki”, niezależnie od miejsca, w którym toczy się akcja. Nie wspominając już nawet o śledzeniu amerykańskiego serialu „Ally McBeal”, który wytworzył w naszych umysłach pewien obraz prawnika, który wygrywa sprawę w ciągu jednego odcinka, a po pracy jeszcze ma tyle zapału i energii, żeby wyjść z kolegami z kancelarii na drinka.

O tym, jak naprawdę wygląda śledztwo i rozprawa sądowa, jak toczą się postępowania pozbawione blasku fleszy, czym się różnią się takie terminy, jak przestępstwo, zbrodnia i wykroczenie, czy istnieje gen przestępczości i w jakich sytuacjach używa się wariografu, przekonamy się podczas lektury niezwykle wciągającej książki „Zbrodnia prawie doskonała”. Opublikowana przez wydawnictwo PWN pozycja, jest swego rodzaju wywiadem-rzeką, przeprowadzanym z prof. Moniką Całkiewicz, karnistką, która dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem, a także uświadamia, jak fałszywy obraz przestępczego świata i samych procesów mamy w naszych umysłach. 

Iwona Schymalla z właściwym sobie profesjonalizmem, ale i ciekawością świata, zadaje nurtujące nas od lat pytania, uszczegóławia i systematyzuje przekazywane informacje. Z książki wyłania się klarowny obraz zakresu obowiązków poszczególnych służb, rzeczywistego przebiegu procesu sądowego i przesłuchań, znajdziemy tu również wiele przykładów z życia zawodowego. Po książkę sięgnąć powinni przede wszystkim studenci prawa i osoby związane z wymiarem sprawiedliwości, a także osoby zainteresowane tematem. Być może wywiad zainspiruje też licealistów, którzy właśnie stoją przed wyborem swojej życiowej drogi, wszak studia prawnicze dają szerokie spektrum możliwości …

W kolejnych rozdziałach książki jesteśmy świadkami rozmów o każdym niemal aspekcie związanym z szeroko rozumianą przestępczością. Dowiadujemy się nieco o teoriach kryminologicznych i o tym, jak wyglądał rozwój kryminalistyki, zastanawiamy się nad czynnikami zwiększającymi prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa i obalamy teorię o genie przestępczości odpowiedzialnym za popełniane przez człowieka zbrodnie. Całkiewicz mówi również o zbrodniach, w których przestępcą okazuje się „porządny człowiek” i o cechach przestępców, które doskonale pozwalają im zmylić wychowawców czy psychologów zatrudnionych w więzieniu.

Monika Całkiewicz wyjaśnia również rozbieżności, pomiędzy rzeczywistym przebiegiem śledztwa czy postępowania sadowego, a tym przedstawionym na łamach książek czy w serialach i filmach, wyjaśnia również dokładne znaczenie poszczególnych terminów. Mówi również o statystykach zabójstw, przyczynach wysokiej ich wykrywalności i najczęściej występujących motywach, popychających do morderstwa. Czytamy ponadto o tym, skąd pochodzą informacje o popełnieniu przestępstwa, o wariografie i sprawach, w których był wykorzystywany, o metodach przesłuchań i o tym, w jaki sposób pozyskuje się zeznania od najmłodszych świadków. 

Okazuje się, że poznanie tajników pracy policji nie stanowi dla potencjalnych sprawców żadnego problemu, a i my mamy możliwość posiąść wiele cennych informacji, na przykład czym różni się poszlaka od dowodu poszlakowego. Przeczytamy również o słynnych procesach poszlakowych w Polsce (m.in. o sprawie Rity Gorgonowej) oraz o miejscu zbrodni i oględzinach.

W rozmowie, Całkiewicz i Szymalla poruszają również temat seryjnych zabójców oraz zabójców masowych, a także profilerów, czyli psychologów zajmujących się psychologią śledczą. Dowiemy się, w jakim stopniu przydatne są profile psychologiczne, a także, jak wyglądają przestępstwa popełniane przez kobiety. Sięgniemy do archiwum X, a tak naprawdę poznamy szczegóły działań grupy specjalistów, jednostki zajmującej się badaniem najpoważniejszych przestępstw, których zabójcy nigdy nie zostali złapani. Niezwykle cenny jest rozdział poświęcony wiktymologii, próbujący odpowiedzieć na pytanie, jak nie stać się ofiarą. Zagłębimy się ponadto w świat obowiązujących procedur, praw, jakie ma sprawca zabójstwa w procesie karnym oraz tych, które ma osoba pokrzywdzona lub osoba bliska działająca w jej imieniu.

Wszystko to składa się na fascynującą książkę o kulisach zbrodni i o polskiej rzeczywistości. „Zbrodnię prawie doskonałą” czyta się z zapartym tchem, bowiem jesteśmy świadomi, że rozmówczyni dziennikarki jest praktykiem, zaś jej wypowiedzi pozbawione są filmowej otoczki i przekłamań wynikających z dostosowania realiów do wymogów scenariusza telewizyjnego. Jak zauważa Całkiewicz „Dzisiaj wiedza o tym, jak pracuje policja, prokuratura czy sąd jest bezcenna. Dlatego chciałabym, żeby nasza rozmowa nie została odebrana jako podręcznik dla przestępców (…)”. Jestem przekonana, że lektura książki będzie raczej ostrzeżeniem niż instruktażem. To bowiem przestroga przed popełnieniem przestępstwa i jasny komunikat: nie ma zbrodni doskonałej!



czwartek, 21 kwietnia 2016

Tony Robbins " Money. Mistrzowska gra"

Autor: Tony Robbins
Wydawnictwo: Studio EMKA


„Większości z nas dochód z pracy nigdy nie pozwoli wypełnić luki między miejscem, w którym dziś jesteśmy, a tym, w którym naprawdę chcielibyśmy być” – oto smutna prawda o naszej przyszłości, oto zdanie podsumowujące nasze życie oraz kondycję finansową u jego schyłku. Kiedy kolejny rząd dyskutuje na temat reformy emerytalnej, planując jeszcze bardziej zadłużyć państwo, musimy być świadomi, że skrócenie wieku emerytalnego będzie oznaczało realny spadek wysokości naszej emerytury. Każdy z nas zatem, chcąc utrzymać przynajmniej obecny standard życia powinien oszczędzać i pomnażać te zaoszczędzone pieniądze. Tymczasem statystyki pokazują, że większość obywateli nie ma nawet odłożonych pieniędzy na tzw. nagłe wypadki, jak zatem możemy mówić o oszczędzaniu na przyszłość? 

Tony Robbins, znany coach, przedsiębiorca i filantrop przekonuje, że o oszczędzaniu przy każdym poziomie dochodów nie tylko można mówić, ale nawet trzeba. Co więcej, udowadnia, że już niewielkie kwoty systematycznie inwestowane mogą przynieść po latach krociowe zyski i zapewnić nam nie tylko finansową wolność, ale i umożliwić wspieranie potrzebujących. Jego książka „Money. Mistrzowska gra”, to nasza przepustka do lepszego życia, to przewodnik po świecie finansów, to swego rodzaju ABC inwestowania. Opublikowany nakładem wydawnictwa Studio EMKA poradnik, to owoc wytężonej pracy autora, który w oparciu o własne doświadczenia, a także doświadczenia ludzi biznesu i rekinów finansjery, dzieli się z nami sekretem finansowego sukcesu. Od celu dzieli nas zaledwie siedem kroków, których pokonanie wynosi nas na podium, znacząco zmienia nasze życie, nadając mu nową jakość. 

Robbins obala mit, którym karmili nas nasi rodzice – ciężka praca nie idzie w parze z niezależnością finansową szczególnie, że na godziwą emerytury nie możemy już liczyć. Skoro zatem stary, dobrze znany nam świat odchodzi do lamusa, pora pogodzić się z tym, że nasza kondycja finansowa będzie zależała wyłącznie od naszej wiedzy i konsekwencji. Niestety, nie możemy tu liczyć na spektakularne przychody wygenerowane w rok – inwestowanie to plan długoterminowy, a czym dłużej oszczędzamy i pozwalamy naszym pieniądzom pracować, tym więcej ich jest. Oto magia procentu składanego, o którym pisze autor. Dlatego też, tak naprawdę nie jest istotne ile zarabiamy, ale ile wydajemy i ile inwestujemy. Posługując się przykładem aktorki znanej z takich filmów, jak „Dziewięć i pół tygodnia” czy „Batman”, Kim Basinger, czy też M.C.Hammera i Meat Loaf, Robbins dowodzi, że nawet przy tak astronomicznych przychodach można otrzeć się o bankructwo. Co zatem zrobić, by nie tylko uniknąć konieczności zaciągania zobowiązań finansowych, ale pomnażać pieniądze?

Kolejne rozdziały odsłaniają przed nami kroki przybliżające nas do celu, czyli do majątku, jaki jesteśmy w stanie zgromadzić w długiej perspektywie czasu. W części pierwszej odkryjemy cudowną moc procentu składanego, przekonamy się, że „im więcej wiemy, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z własnej niewiedzy”, zaś ta znajomość własnych słabości pozwoli nam ustrzec się przed nimi. Autor zachęca nas również do systematycznego oszczędzania, zaś automatyzacji odkładania pieniędzy służyć może bezpłatna aplikacja, którą możemy pobrać z podanej strony. Poznamy również podstawowe potrzeby, które motywują nas do działania oraz jeden z sekretów bogactwa – wdzięczność. 

Dzięki części drugiej mamy szansę nie tylko poznać tajniki inwestowania i rynku finansowego, ale również … zostać w tej dziedzinie ekspertami. Jak wyjaśnia autor, zanim przystąpimy do gry musimy poznać zasady, dlatego też dokładnie tłumaczy nam, że świat pieniędzy to dżungla, w której czyhają na nas niebezpieczeństwa. Aby się przed nimi ustrzec, albo przynajmniej zminimalizować ryzyko, konieczne jest zdobycie jak największej wiedzy na temat środowiska w jakim planujemy się poruszać. Dowiemy się zatem nieco o pozornie korzystnych ofertach, o ukrytych opłatach, zdobywaniu „Góry wolności”, a także o akcjach i o tym, że jednym z kluczy do sukcesów jest dostosowanie się do rynku. Robbins przestrzega nas również przed poddawaniem się owczemu pędowi i nakłania do myślenia w taki sposób, jak myślą eksperci!

W części trzeciej Robbins zachęca nas do zapisania kwoty, która będzie dla nas wystarczającą, by stać się finansowo bezpiecznym i niezależnym, a także do obliczenia kwoty rocznego dochodu, który to bezpieczeństwo by zapewniał, tj. pozwalał na uregulowanie rachunków za czynsz, media, ubezpieczenie itd. Mając ustaloną cenę naszych marzeń, możemy rozpocząć tworzenie finansowego planu. Czynność tę może ułatwić specjalna aplikacja It`s Your Money, dostępna na stronie autora.

Część czwarta zachęca nas do działania, do zwiększonej aktywności w obszarze inwestowania. Dowiadujemy się z niej o potędze alokacji aktywów i zdobywamy umiejętność korzystania z niej, pomnażając swoje pieniądze. Co więcej, zyskujemy możliwość uczenia się od najlepszych – znajdziemy tu bowiem rzeczywiste alokacje aktywów, stosowane przez najlepszych inwestorów świata. Część piąta natomiast zapoznaje nas z sekretami społeczności finansowej i umożliwia stworzenie gwarantowanego planu finansowego na całe życie. Poznajemy również strategię „na każdą pogodę” oraz produkt, zwany hybrydową rentą kapitałową. 

W części szóstej nie tylko przedstawione zostały prognozy rozwoju gospodarczego, ale będziemy mieli szansę poznać dwanaście wyjątkowych osób, funkcjonujących w świecie finansów, i co więcej – poznamy strategię podejmowanych przez nich działań. David Swensen – dyrektor ds. inwestycji Uniwersytety Yale czy John C.Bogle – twórca funduszu indeksowego, to tylko przykład potężnych umysłów, które będziemy mogli zgłębić. Część siódma, ostatnia, zmusza nas do zastanowienia się, dlaczego tak wielu ludzi dąży do bogactwa, a także odsłania przed nami kierunki rozwoju współczesnego świata. Autor porusza tu również temat wartości i podpowiada, gdzie szukać sensu w świecie pieniędzy i obfitości dóbr.

Wszystkie te informacje, zdobyte w kolejnych częściach książki, pozwalają nam wykonać symboliczne kroki, przybliżające nas do finansowej wolności. „Money. Mistrzowska gra” stanowi ratunek dla tych, którzy z trudem wiążą koniec z końcem, dla tych, którzy mimo wysokich zarobków nie potrafią zarządzać domowym budżetem, a także dla tych, którzy mają nadzieję na spełnienie swoich marzeń w przyszłości – również tych o finansowej niezależności. Ten poradnik, adresowany do odbiorców w każdym wieku, statusie społecznym, o różnych poziomach wykształcenia, został napisany przystępnym językiem, a dzięki licznym przykładom umożliwia szybkie przyswojenie sobie wiedzy na temat finansów i inwestowania. Wykonując zalecone przez Robbinsa działania jesteśmy wprost skazani na sukces, jakim jest wolność finansowa, co więcej, mamy szansę realizować siebie, spełniać swoje marzenia i pomagać innym. Poszczególne ustępy książki, a także plany czy specjalne aplikacje zostały udostępnione czytelnikom na stronie autora - stanowią one doskonałe uzupełnienie książki, czynią ją wielofunkcyjną i umożliwiają bieżące śledzenie tekstu czy stopnia wykonania planu na ekranie telefonu czy tabletu. Wierzę, że lektura książki Robbinsa zachęci czytelników do rozpoczęcia przygody z inwestycjami i produktami finansowymi, a być może będzie stanowiła dopiero początek tej fascynującej podróż po rynkach finansowych.