Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 marca 2021

Podróże z dzieckiem: krakowski Kazimierz

Obecnie mówiąc o Kazimierzu, mówimy ogólnie o Krakowie, o krakowskim Kazimierzu lub o Kazimierzu w Krakowie, jednak w wieku XIV było to odrębne miasto. To w 1335 roku król Kazimierz zwany „Wielkim” założył nowe miasto nieopodal swojej siedziby królewskiej. To właśnie od jego imienia przyjęło ono nazwę Kazimierz. Chciałam tu przyjechać już od wielu lat, zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie, zaś z roku na rok moje wyobrażenie o wyjątkowości tego miejsca rosło w siłę. I choć restrykcje nałożone muzea czy restauracje zniechęcają do zwiedzania, to zawsze można zwiedzać ... kościoły i dlatego w końcu zdecydowałam się zobaczyć Kazimierz, a niejako przy okazji krakowskie Sukiennice.

poniedziałek, 20 lipca 2020

Atrakcje Małopolski: Binarowa, Tarnów i Muzeum Lalek w Pilznie

Binarowa
Eksplorację terenu Małopolski w kolejnym dniu pobytu rozpoczęliśmy od leżącego na Szlaku Architektury Drewnianej kościoła pw. św. Michała Archanioła w Binarowej – jednego z najstarszych i najcenniejszych zabytków drewnianego budownictwa sakralnego w Polsce, wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kościół zwykle jest zamknięty – na tablicy informacyjnej widnieje telefon do przewodnika, z którym można się umówić na zwiedzanie. Nam udało się wejść przypadkowo, trafiliśmy bowiem na moment sprzątania obiektu. Świątynia została wzniesiona ok. 1500 roku z drzewa jodłowego o konstrukcji zrębowej do której budowy użyto połówek bali modrzewiowych. Niemal wiek później dobudowana została do niej wieża, a w latach 40. XVII wieku kaplica. Pierwsza wzmianka o kościele pochodzi z 1415 roku, ale świątynia, którą dziś można podziwiać, została wzniesiona po pożarze pierwszego obiektu. 

sobota, 31 sierpnia 2019

Z krótką wizytą w Bytomiu

Dawno nie byłam w Bytomiu, choć moja wizyta w tym mieście trzy lata temu (TU), mile zapisała się w mojej pamięci. Tym razem jednak wpadam tam na przysłowiową minutkę, na mały rekonesans, w związku z planami Towarzystwa Muzycznego Ignacego Jana Paderewskiego, dotyczącymi uczczenia śpiewaczki operowej, Natalii Stokowackiej. Podczas tej wyprawy Udałam się zatem do Opery Śląskiej, a także na rynek, gdzie – poza dobrym obiadem – udało mi się również zobaczyć gotycki kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który w trakcie ostatniego mojego pobytu był w remoncie.

piątek, 19 lipca 2019

Przystanek w podróży - Świdnica z Kościołem Pokoju i Katedrą

Tegoroczną, muzyczną podróż do Lipska, śladami Klary Schumann – pianistki, pedagoga i kompozytorki, żony Roberta Schumanna, postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie Kościoła Pokoju w Świdnicy. Zatrzymując się dosłownie na chwilę w tym historycznym mieście o ponad 750-letniej tradycji nie mieliśmy pojęcia, że spędzimy tam kilka godzin, zachwycając się możliwościami płynącymi z lokalizacji miasta, ale również jego historycznymi obiektami oraz przemiłymi mieszkańcami. I choć tak naprawdę poza Kościołem Pokoju udało nam się zwiedzić jedynie katedrę i przespacerować się uliczkami miasta, to jestem pewna, że jeszcze tam powrócimy. 

niedziela, 30 września 2018

Kazimierz Dolny, czyli mekka artystów

Wizyta w Puławach i Nałęczowie (relacja TU) była tak naprawdę pretekstem do odwiedzenia Kazimierza Dolnego. Mimo corocznych planów przyjazdu, nigdy nie udało mi się Kazimierza odwiedzić, choć sława mekki artystów była dla mnie magnesem, który przyciągał mnie coraz mocniej. Jeden dzień spędzony w mieście pozwolił poczuć jego wyjątkowy klimat, nie pozwolił jednak na stwierdzenie, że znam i czuję Kazimierz. Choć właściwie to dobrze – to pretekst, by wrócić zarówno do Nałęczowa, którego było mi zbyt mało, jak i tu. 

sobota, 23 grudnia 2017

Przedświąteczna wizyta w Krakowie, czyli Targi Bożonarodzeniowe i Muzeum Przyrodnicze

Przedświąteczną środę i wizytę na krakowskich Targach Bożonarodzeniowych warto wykorzystać do tego, by poznać miasto jeszcze lepiej, z całą jego ofertą edukacyjną i kulturalną. My postanowiliśmy połączyć hedonistyczne i konsumpcyjne podejście do świąt z wizytą w Muzeum Przyrodniczym Instytutu Systematyki Ewolucji Zwierząt Polskiej Akademii Nauk. 

niedziela, 3 grudnia 2017

Z wizyta w Opolu – stolicy polskiej piosenki

Plan zwiedzenia Opola powstał już kilka miesięcy temu, kiedy w drodze do Berlina, a właściwie do Lipska (TU) przejeżdżaliśmy w nocy przez miasto. Bajecznie oświetlone bulwary, czyli tzw. „Opolska Wenecja” zachwyciły nas i wówczas podjęliśmy decyzje, że tu wrócimy po to, by zagłębić się w słynące z polskiej piosenki miasto. Okazja pojawiła się dość szybko, wraz z chęcią niesienia pomocy znajomej, która na Politechnice Opolskiej miała do odebrania książkę. Nie pozostawało nic innego, jak tylko wskakiwać do pociągu jadącego przez Opole z Katowic i przekonać się, jakie to Opole naprawdę jest.

wtorek, 25 lipca 2017

Z wizytą w Gdańsku - część I

Gdańsk można nazwać stolicą całego polskiego wybrzeża. To najpiękniejsze, pełne zabytków miasto północnej Polski, które razem z nowoczesną Gdynią i uzdrowiskowym Sopotem tworzy jedno z najbardziej atrakcyjnych w Polce miejsc do spędzenia urlopu. My wybraliśmy się tam zaledwie na trzy dni, które wystarczyły, by się Gdańskiem zachwycić, choć tak krótki pobyt zmusił nas do ostrej selekcji miejsc, które zobaczyć warto. 

wtorek, 28 marca 2017

Pomysł na niedzielę: Niepołomice i Staniątki

Niedzielny poranek, choć wietrzny, stał się doskonałą okazją do wyruszenia szlakiem turów, legend i modlitwy. Kierunek? Niepołomice i Staniątki, czyli dwa miejsca leżące nieopodal Krakowa, o których wie stanowczo zbyt mało osób. To właśnie na tych terenach rozciągała się bogata w zwierzynę Puszcza Niepołomicka, która od wieku IV do czasu rozbiorów stanowiła własność królewską i ulubiony teren polowań monarchów na grubą zwierzynę – niedźwiedzie, tury, żubry, łosie i wilki. Od tej puszczy „niepołomnej” zaczyna się właściwie historia Niepołomic, bowiem wśród leśnych ostępów, przy moście na Wiśle w roku 1340 król Kazimierz Wielki postanowił postawić zamek obronny. 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Bytom to nie tylko tramwaj nr 38!

Inspiracją do wizyty w Bytomiu, była możliwość przejazdu linią 38 - jedną z najkrótszych linii tramwajowych w Europie, której długość wynosi 1350 metrów, a czas przejazdu 6 minut. Jest to linia w całości jednotorowa, która nie posiada pętli torowych na przystankach końcowych. Jednak, zapoznając się z tą osobliwością, warto wybrać się również na spacer po Bytomiu, odwiedzając przy tym muzeum czy odpoczywając na rynku, w pobliżu rzeźby śpiącego lwa.

wtorek, 5 lipca 2016

10 miejsc, które warto odwiedzić w Sandomierzu - część I

Lipcowy weekend był nie tylko okazją do odwiedzenia Baranowa Sandomierskiego (relację znajdziecie TU), ale i wspaniałej perełki województwa świętokrzyskiego, podziwianej nie tylko przez wielbicielki serialowego ojca Mateusza, ale i przez miłośników architektury oraz sztuki - Sandomierza. 

Do Sandomierza przybyliśmy już w godzinach popołudniowych, a po zakwaterowaniu ruszyliśmy w rozgrzanym słońcu na miasto. Już sama wizyta na rynku w pobliżu ratusza wystarczy, by docenić niezwykłą atmosferę miasta nazywanego „małym Rzymem”, które ujmuje swoją otwartością, pięknem i licznymi możliwościami spędzania wolnego czasu.

niedziela, 1 maja 2016

Z wizytą w Gliwicach

fot. J.Gul
Miasto, w którym mieszkał Tadeusz Różewicz, uczył się i wykładał Jerzy Buzek, a swoją młodość spędził Stanisław Soyka. Miasto, do którego przybył w 1793 roku młody Szkot, John Baildon, aby objąć stanowisko doradcy technicznego w Królewskiej Odlewni Żelaza. Wiecie, o jakim mieście mowa? Oczywiście o Gliwicach, jednym z najstarszych miast górnośląskich. Prawa miejskie Gliwice otrzymały w 1276 r. i przez kolejne wieki możemy obserwować prężny ich rozwój. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

W. Chan Kim, Renée Mauborgne „Strategia błękitnego oceanu. Wydanie rozszerzone”

Autor: W. Chan Kim, Renée Mauborgne
Wydawnictwo: MT BIZNES

Z roku na rok przedsiębiorstwa muszą zmagać się z coraz większą konkurencją, zaś nasycenie rynku powoduje, że poszczególne firmy przestają różnić się od siebie ofertą produktową. Co w takim razie można zrobić, by nie tylko przetrwać na rynku, ale by rozwijać swoją działalność? Jakie działania podjąć, by nie czuć oddechu konkurencji na plecach? Dotychczas firmy często obierały strategię kosztową, jednak wszystkie wdrażane rozwiązania tak naprawdę w dłuższej perspektywie czasu nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Tu potrzeba czegoś więcej, niż tylko gaszenia pożaru, czegoś więcej, niż pływania po czerwonym oceanie pełnym pułapek. Konieczne jest wypłynięcie na szerokie wody niebieskiego oceanu, a nawet … stworzenie go!

O tym, jak wdrożyć tę niezwykłą strategię, która odmieni los naszej firmy, która wyprowadzi nas z zatoki na głęboką wodę i sprawi, że konkurencja pozostanie daleko z tyłu pisze wspaniały duet – W. Chan Kim oraz Renée Mauborgne, profesorowie strategii i zarządzania w jednej z największych prywatnych szkół zarządzania i biznesu na świecie. Książka „Strategia błękitnego oceanu”, opublikowana nakładem wydawnictwa MT Biznes, to kolejne już wydanie tego światowego bestsellera, który został sprzedany w ilości ponad 3,5 miliona egzemplarzy. Poradnik odpowiadający na pytanie, jak stworzyć niekwestionowaną przestrzeń rynkową i sprawić, by konkurencja stała się nieistotna, otwiera przedsiębiorstwa na zmiany, które modyfikują kierunek ich działań, które pozwalają zdobyć istotną pozycję na rynku oraz przewagę konkurencyjną. Pozycja ta adresowana jest nie tylko do praktyków biznesu, menedżerów odpowiedzialnych za podejmowanie strategicznych decyzji czy studentów kierunków biznesowych, ale do wszystkich, którzy chcą przekonać się, jak tworzą się nowe produkty i usługi, jak firmy wdrażające innowacyjne rozwiązania osiągają sukces.

Autorzy, posługując się przykładami konkretnych firm i ofertą oraz analizując specyfikę danego rynku pokazują te działania, które są spójne ze strategią błękitnego oceanu. Jednak dowiadujemy się nie tylko tego, jakie firmy zdołały dzięki konkretnym działaniom opuścić „krwawe wody konkurencji”, ale również jak omawianą strategię kształtować w zależności od indywidualnych potrzeb. 

Autorzy dostrzegają coraz większe oczekiwania odnośnie tworzenia nowych kreatywnych rozwiązań dlatego też, tym pilniejsze staje się zastosowanie zaproponowanej przez nich strategii. „Tylko wtedy firmy będą mogły sprostać wyzwaniu stworzenia błękitnego oceanu w sposób mądry i odpowiedzialny, pozwalający zarówno na maksymalizację szans, jak i na minimalizację ryzyka” – piszą autorzy zaznaczając, że strategia błękitnego oceanu nie tylko odwołuje się do zwiększania popytu i odcinania się od konkurencji, ale dzięki schematom i zestawowi narzędzi pozwala sprostać niemal każdemu wyzwaniu. 

W kolejnych rozdziałach przekonujemy się, jak tworzy się nową przestrzeń rynkową (na przykładzie m.in. Cirque du Soleil), dzięki … zaprzestaniu prób pokonania konkurencji. Fenomen błękitnego oceanu polega bowiem na tym, że konkurencja staje się nieistotna, bowiem reguły gry dopiero mają zostać ustalone. Dowiadujemy się zatem, jaki wpływ ma tworzenie błękitnych oceanów na firmę, czym jest innowacja wartości i dlaczego jest uważana za kamień węgielny nowej strategii, a także w jaki sposób formułować i wprowadzać w życie strategię błękitnego oceanu.

W rozdziale drugim autorzy wprowadzają narzędzia i schematy analityczne, niezbędne dla tworzenia błękitnych oceanów, zaś w rozdziałach od trzeciego do szóstego dowiadujemy się, jakie są podstawowe zasady skutecznego formułowania omawianej strategii. Poznajemy tu sposoby przebudowy granic rynku i sześć ścieżek temu służących, skupiamy się na szerszej wizji i szkicujemy wizję przyszłej strategii, sięgamy poza istniejący popyt poznając trzy warstwy nieklientów i wybieramy właściwą sekwencję strategiczną. 

W rozdziałach od siódmego do dziesiątego zostały zawarte zasady, dzięki którym realizacja strategii błękitnego oceanu staje się efektywna. Dowiemy się, jak przezwyciężyć główne przeszkody organizacyjne we wdrożeniu strategii, a także w jaki sposób stworzyć kulturę zaufania i zaangażowania, która motywowałaby do realizacji przyjętych celów. Poznamy również trzy oferty istotne dla sukcesu strategii, tj.: ofertę wartości, ofertę zysku i ofertę dla ludzi oraz przekonamy się, że tworzenie błękitnych oceanów jest dynamicznym procesem, w związku z czym niezbędne jest zrozumienie idei ich odnawialności.

W ostatnim, jedenastym rozdziale, autorzy skupiają się na przedstawieniu dziesięciu pułapek, które podczas wielu lat badań oraz komunikatów zwrotnych, byli wstanie zidentyfikować. Są to szczególnie cenne informacje, pozwalają bowiem unikać poważnych błędów związanych z wdrażaniem strategii i/lub niewłaściwym jej pojmowaniem. Do książki został dołączony również szkic historyczny wzorców tworzenia błękitnych oceanów, czyli krótkie przedstawienie trzech amerykańskich branż (samochodowej, komputerowej i kinowej), z perspektywy istotnej oferty produktu lub usługi, która otwiera nową przestrzeń rynkowa i generuje nowy popyt. Otrzymujemy również rekonstrukcyjną wizję strategii, czyli przedstawienie dwóch różnych poglądów na to, w jaki sposób struktura branży związana jest z działaniami strategicznymi graczy branżowych.

Wszystkie informacje zawarte w książce „Strategia błękitnego oceanu” składają się nie tylko na fascynującą lekturę, ale także dostarczają gotowych narzędzi, za pomocą których możemy zapewnić firmie znaczącą przewagę konkurencyjną i – jak to pięknie brzmi – przestać się tą konkurencją przejmować. Jak piszą autorzy: „jesteśmy przekonani, że (…) trendy sprawiają, iż w przyszłości tworzenie błękitnych oceanów będzie jeszcze ważniejszym zadaniem strategicznym”. Czemu zatem nie zająć się pracą nad wyprowadzaniem firmy na niebieskie wody biznesu już dziś?




Książka „Strategia błękitnego oceanu” została wydana również w formie audiobooka, zatem nawet brak czasu na lekturę nie może być przeszkodą, przed poznaniem tej rewolucyjnej strategii i …przed osiągnięciem sukcesu!

wtorek, 17 listopada 2015

Jacek Wąsowicz „Przystanek Londyn”

Tytuł: Przystanek Londyn
Autor: Jacek Wąsowicz
Wydawnictwo: JanKa

Wielka Brytania już od kilkunastu lat detronizuje Stany Zjednoczone – to o Anglii bowiem mówi się niczym o legendarnym Złotym Mieście, gdzie spełniają się wszystkie sny, a funty płyną nieprzerwanym, wartkim strumieniem. Jeszcze przed wejściem Polski do UE sporo było śmiałków (lub desperatów), którzy decydowali się na nielegalny pobyt i pracę „na czarno”, chwytając się różnych sposobów, by nie zostać deportowanym, by zakosztować tych możliwości, które Anglia przed nimi otwierała. Popularne były wycieczki na Wyspy, z których rodacy już nie wracali do swych domów, pretekst do wyjazdów w jedną stronę dawały także szkoły językowe. Niestety, nie dla każdego ta emigracja okazała się być kluczem do szczęścia i dobrobytu – niejednokrotnie Polacy wracali do swoich rodzin nie tylko bez grosza, ale nawet z zadłużeniem. Wielu także, nie mając do czego i kogo wracać, bądź też wstydząc się swojej porażki poza granicami kraju, znikało w przepastnym Londynie, wiążąc swoją przyszłość z dworcami, ulicami i noclegowniami. 

A jak Londyn przyjął Jacka Wąsowicza, autora opartej na własnych, emigracyjnych doświadczeniach książki „Przystanek Londyn”? Opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa niezwykle osobista i zabarwiona sporą dozą emocji relacja z pobytu na Wyspach, jest również zwierciadłem, w którym odbijają się funkcjonujące po dziś dzień stereotypy na temat Anglii i jej rodowitych mieszkańców, a także smutnym i rozczarowującym obrazem polskiej rzeczywistości. Autor z wielką pieczołowitością rejestruje swoje przygody, opowiada nam historie wielokrotnie zabarwione humorem, nie szczędzi również gorzkiej prawdy na temat rynku pracy czy zachowań obcokrajowców. To czyni książkę wymarzoną lekturą nie tylko dla tych, którzy z pobytem w Anglii wiążą swoją przyszłość, ale również dla tych wszystkich, którzy spragnieni są wzbogacającej lektury, dzięki której lepiej poznajemy nie tylko Anglików, ale i samych siebie.

„(…) Nikt nie robi rewolucji w swoim niby – poukładanym życiu, jeśli nie musi (…). Z drugiej strony rewolucję robi się właśnie po to, by coś zmienić na dobre (…). Stwierdzić muszę, że na Wyspach są ku takim „rewolucjom” warunki dogodne jak chyba mało gdzie” – pisze Wąsowicz, nawiązując również do swoich doświadczeń, przede wszystkim zawodowych. Okazją do pierwszego kontaktu z Anglią, a jednocześnie do przekonania się o potencjale kraju, był kurs językowy. Trzymiesięczny pobyt w celach edukacyjnych przedłużył się o kolejne miesiące, podczas których autor nie szczędził okazji, by pracować nad płynnością swojej mowy i nowym słownictwem, a także nad uzupełnieniem swoich skromnych zapasów gotówki. Sporo w tym czasie poczynił obserwacji, które przydały się przy okazji ponownego pobytu. 

O ile spotkanie zapoznawcze z Anglią było ograniczone ramami czasowymi oraz presją pozostałej w Polsce rodziny, to drugie – kilka lat później, było już świadomą decyzją o emigracji. Decyzją podjętą w obliczu kolejnych rozczarowań możliwościami, jakie rysowały się przed młodymi ludźmi w rodzimym kraju oraz w oparciu o CV przypominające swego rodzaju patchwork złożony z prac nie mających nic wspólnego z wykształceniem. Autor, na kolejnych stronach swojej książki, dzieli się z nami swoimi przeżyciami, opowiada o problemach i barierach jakie napotkał na swojej drodze, udziela wielu rad, które pozwolą nam te bariery ominąć. Wspomina „ścianę płaczu” będącą dla wielu głównym źródłem informacji na temat potencjalnej pracy, opisuje walkę o przyzwoite lokum, charakteryzuje specyfikę angielskiego rynku pracy oraz swoją długą drogę do nowego zawodu grafika. Towarzyszy temu wnikliwa analiza mentalności poszczególnych grup społecznych i narodów, różnic kulturowych, podejścia do wykonywanej pracy czy zdobytego dyplomu. Nie brak tu smutnych refleksji dotyczących rodzimego kraju i zawiedzionych oczekiwań, nie brak też słów o wyuczonej bezradności Polaków, dla której pobyt na emigracji jest tak naprawdę sprawdzianem siły charakteru i motywacji. Wszystko to składa się na barwny obraz, którego dopełnieniem są zdjęcia londyńskich ulic.

Przyznam, że podczas lektury wielokrotnie ogarniała mnie nostalgia, bowiem z tekstu wyziera autentyzm, zaangażowanie autora w przeżywane wydarzenie, to zaś przypomniało mi pobyt w Londynie i moje doświadczenia oraz spostrzeżenia – zdumiewająco zbieżne z obserwacjami Wąsowicza. Już wiem, że „Przystanek Londyn” będzie lekturą, do której wielokrotnie będę powracała, odnajdując w niej znajome dzielnice i ulubione miejsca. Do tej wędrówki po Londynie, ale i do przemyśleń na temat różnic pomiędzy krajami – a przede wszystkim pomiędzy mentalnością mieszkańców – zachęcam wszystkich, nie tylko przyszłych emigrantów..