piątek, 28 września 2018

Puławy i Nałęczów, czyli z wizytą w województwie lubelskim

Sosnowiec od Puław dzieli około pięciu godzin drogi autokarem. My – uwzględniając dwa przystanki na niewartą opisania w smaku kawę – dotarliśmy w sześć. Mimo niekorzystnych prognoz i chmur straszących nas nieustannie swoją barwą, trafiliśmy na całkiem niezłą pogodę, która nie była w stanie odebrać uroku Pałacowi Czartoryskich. Pierwszym punktem naszej wyprawy był bowiem mieszczące się we wnętrzu pałacu muzeum. 

Pierwszy pałac w Puławach wzniósł w stylu barokowym, w 1676 roku, marszałek wielki koronny Stanisław Herakliusz Lubomirski oraz jego żona Zofia z Opalińskich. Uznawane za jedno z najbardziej oświeconych par ówczesnej Rzeczpospolitej małżeństwo, powierzyło wykonanie projektu budowli wybitnemu holenderskiemu architektowi – Tylmanowi z Gameren. Pałac został usytuowany na skraju wysokiej skarpy, zaś wokół niego rozciągały się wspaniałe ogrody. Po śmierci Lubomirskiego w 1702 roku, majątek, w tym dobra puławskie, odziedziczyła jego córka Elżbieta, poślubiona Adamowi Sieniawskiemu. 

Zaledwie cztery lata później, w 1706 roku, pałac został zniszczony podczas wojny północnej. Odbudową pałacu w stylu rokokowym zajęła się w 1720 roku, Elżbieta z Lubomirskich Sieniawska, a pracę kontynuowała jej córka, Maria. Wychodząc w 1731 roku za mąż za Augusta Aleksandra Czartoryskiego, Maria wniosła mu w wianie ogromny majątek, w tym Puławy. Nowi właściciele zatrudnili saskiego architekta Jana Zygmunta Deybla, zaś wraz z przybyciem Czartoryskich do Puław rozpoczął się okres największej świetności i rozkwitu tego miejsca. Puławy, będąc rezydencją Czartoryskich przez sto lat, stały się ważnym ośrodkiem politycznym i kulturalnym.

fot. J.Gul

Znaczenie rezydencji wzrosło za sprawą Adama Kazimierza Czartoryskiego i jego małżonki Izabeli z Flemmingów, którzy sprowadzili na dwór puławski najwybitniejszych artystów, literatów (np. Julian Ursyn Niemcewicz) i architektów. W parku wzniesiono m.in. Świątynię Sybilli i Dom Gotycki, w których ulokowano pamiątki historyczne i dzieła sztuki. Dzięki rozległej działalności kulturalnej małżeństwa, Puławy zyskały nawet miano „Polskich Aten”. Niestety, w 1831 roku, w czasie powstania listopadowego, Czartoryscy musieli opuścić Puławy. W połowie XIX wieku pałac przebudowano na potrzeby Instytutu Wychowania Panien. Budynek otrzymał szatę późnoklasycystyczną, dobudowano drugie piętro w części centralnej, niestety zlikwidowano  też dwubiegowe schody zewnętrzne. Obecnie (od 1950 roku) w pałacu mieści się Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa.

fot. J.Gul

Wyrazem dość bezrozumnej przebudowy jest dziwny tor zwiedzania muzeum. Zwiedzamy parter, a na wyższą kondygnację dostajemy się wchodząc do jednego ze skrzydeł, a następnie przechodząc przez jeden z lokali należących do Instytutu. 

W pięknych pałacowych wnętrzach prezentowane są eksponaty gromadzone od końca XVIII wieku do drugiej połowy wieku XIX. Pochodzą nie tylko z kolekcji księżnej Izabeli (która nierzadko posuwała się nawet do „przywłaszczania”przedmiotów bez zgody właścicieli), ale również ze zbiorów jej wnuka, księcia Władysława Czartoryskiego. Tym samym w Muzeum można dziś podziwiać zarówno narodowe relikwie - pamiątki związane z historią Polski (m.in. militaria, miniaturowe sarkofagi zawierające szczątki wybitnych Polaków czy kamizelka Tadeusza Kościuszki), jak i pamiątki o charakterze sentymentalnym (m.in. gałązkę cedru posadzonego przy grobie Jerzego Waszyngtona, gwóźdź z trumny Anny Jagiellonki czy pukiel włosów króla Zygmunta Starego).

Pierwszą salą, którą zwiedzamy, jest sala tradycji, pierwotnie nazywana salą rycerską. W czasach, kiedy właścicielami pałacu byli księstwo Czartoryscy, pomieszczenie to nie spełniało żadnych funkcji użytkowych i z czasem przeznaczono je na magazyn, czyli tzw. "zbrojownię". Obecnie w tej sali możemy podziwiać m.in. klucz do Świątyni Sybilli, portret Adama Kazimierza Czartoryskiego, Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, oryginalny przycisk do papieru - odlew ręki Adama Jerzego Czartoryskiego czy filiżankę ze spodkiem Juliana Ursyna Niemcewicza.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Po opuszczeniu tej sali musimy opuścić główny budynek, by klatką schodową w bocznym skrzydle przejść na wyższe kondygnacje muzeum. Możemy to wykorzystać, by spojrzeć jeszcze na tablice pamiątkową, poświęconą Krystynie Krahelskiej - polskiej poetce, uczestniczce powstania warszawskiego, której twarz była inspiracją do stworzenia Syrenki w Warszawie. Krahelska w latach 1936–1937 pozowała Ludwice Nitschowej, twórczyni pomnika.

fot. J.Gul

Kolejną salą, którą zwiedzamy, docierając do niej zjawiskową klatką schodową, jest sala kamienna (muzyczna). Swoją nazwę zawdzięcza kamiennej posadzce, pochodzącej prawdopodobnie z początku XIX wieku. Sala ta pełniła niegdyś funkcję sieni wprowadzającej gości do apartamentów reprezentacyjnych. Jej pierwotne dekoracje sztukatorskie znajdujące się na ścianach i stropie uległy zniszczeniu podczas pożaru w 1858 roku. W czasie odbudowy pałacu powstały nowe sztukaterie, nawiązujące do tych z okresu rezydowania Czartoryskich. Motywy masek teatralnych oraz instrumentów muzycznych stały się powodem nadania wnętrzu również innej nazwy - sali muzycznej. W sali możemy podziwiać m.in. krzyż z jednego kawałka bukszpanu liczne obrazy czy drobne przedmioty, jak misa, kropielnica czy piaseczniczka.

Klatka schodowa
fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul

Kolejną salą, jest sala gotycka, będąca niegdyś najbardziej reprezentacyjnym wnętrzem pałacu. Wnętrze to, po konfiskacie majątku przez cara i przebudowie dla Instytutu Wychowania panien, zostało przekształcone w kaplicę katolicką. Pierwotna kaplica spłonęła podczas pożaru w 1858 roku, a podczas odbudowy, architekt Julian Antkiewicz, zaprojektował wnętrze w stylu neogotyckim. W sali tej możemy oglądać m.in. szable, gwóźdź z trumny Anny Jagiellonki czy pudełeczko z puklem włosów króla Zygmunta Starego.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul
Następnie przechodzimy do sali rycerskiej, do której prowadzi mniejsza, w której podziwiać możemy min. trójnóg, stojący niegdyś w Świątyni Sybilli. w sali rycerskiej zobaczymy m.in. medaliony, piękne biurko, na zdobienia którego warto zwrócić uwagę - zastosowano tu bowiem tzw. marmur pejzażowy, do złudzenia przypominający namalowane pejzaże, kamizelki, a nawet zasuszony bukiet kwiatów z pogrzebu Chopina.

fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Imponująca kolekcja księżnej Izabeli była pierwotnie prezentowana w dwóch budynkach, czyli Świątyni Sybilli i Domu Gotyckim. W tym pierwszym umieszczono pamiątki polskie, zaś nad wejściem do budynku umieszczono napis „Przeszłość przyszłości”, widoczny do dziś.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Kolekcja Domu Gotyckiego miała nieco odmiennych charakter. Pierwotnie budynek ten był przeznaczony dla pamiątek zagranicznych, lecz znana z patriotyzmu Izabela wzbogaciła go polskie akcenty. Tym samym powstał różnorodny zbiór, zawierający zarówno takie dzieła, jak „Dama z gronostajem” Leonadra da Vinci, jak „Portret młodzieńca” Rafaela Santi. Wyjątkowość Domu Gotyckiego to nie tylko niezwykła kolekcja, ale również sposób ekspozycji dzieł. Były one prezentowane zarówno we wnętrzach, jak i na zewnętrznych ścianach.

fot. J.Gul

Bilet normalny do Muzeum to koszt 15 zł i obejmuje on również w sezonie letnim wstęp do Świątyni Sybilli i Domu Gotyckiego. Nam udało się wejść do Świątyni Sybilli, gdzie prezentowana jest obecnie wystawa „Tajemnice ogrodu w Parchatce”, obejmująca akwarelki prezentujące urok tej wioseczki pomiędzy Bochotnicą i Puławami.

Spacerując po niezbyt urodziwym parku warto zwrócić uwagę na stojąca przed Domem Gotyckim rzeźbę - jest to Tankred i Klorynda, współczesna kopia marmurowej grupy rzeźbiarskiej wykonanej na zamówienie króla Stanisława Augusta pod koniec XVIII wieku. Rzeźba przedstawia bohaterów włoskiego poematu autorstwa Torquato Tasso "Jerozolima wyzwolona" z 1581 roku i ukazuje moment śmierci Saracenki Kloryndy na rękach kochającego ją krzyżowca Tankreda, który wcześniej, nieświadomy, z kim walczy, zadał jej śmiertelne rany. Napis na pomniku głosi: ”Giniesz, śliczna Kloryndo, od miłosnej dłoni, a twój Tankred nad własnym zwycięstwem łzy roni”.

fot. J.Gul

Ciekawostka: Opuszczając zespół pałacowo-parkowy zatrzymaliśmy się jeszcze na moście niedaleko Bramy Rzymskiej. Ponoć tu oświadczył się swojej wybrance aktor Marian Opania, choć sam most nie robi żadnego wrażenia.


Z Puław jest już tylko przysłowiowy „żabi skok” do Nałęczowa, jednego z czterdziestu czterech polskich uzdrowisk, jedynego o profilu wyłącznie kardiologicznym. Leczy się tu przede wszystkim choroby: wieńcową, nadciśnienie tętnicze oraz nerwice serca, czemu sprzyja mikroklimat, wpływający na obniżenie ciśnienia tętniczego krwi oraz zmniejszenie dolegliwości serca. My, zatrzymując się w Nałęczowie, zaparkowaliśmy w uliczce, tuż przy liczącym dwadzieścia pięć hektarów Parku Zdrojowym. Rzeczywiście, robi on wrażenie – zadbany teren aż zachęca do spacerów. 

Założycielem i organizatorem Parku Zdrojowego, na którego terenie znajduje się większość zabudowań uzdrowiska, był Stanisław Małachowski. Park funkcjonował już w połowie XVIII wieku, natomiast pod koniec XIX wieku został powiększony dla potrzeb kuracjuszy. Niedaleko wejścia do parku, od strony Bramy Wschodniej, wznosi się pałac założyciela - Pałac Małachowskich, będący równocześnie siedzibą Muzeum Bolesława Prusa. Zgromadzone tam eksponaty pozwalają poznać życie artysty, dla którego Nałęczów był źródłem nieustannej inspiracji. Muzeum zostało otwarte w 1961 roku i jest oddziałem Muzeum Lubelskiego. Niestety, z niewiadomych przyczyn nie udało nam się wejść do obiektu (to zdecydowanie powód, by tu jeszcze wrócić), za to znajdująca się obok pałacu ławeczka z rzeźbą Bolesława Prusa była chyba najbardziej fotografowanym elementem parku. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Teren samego parku podzielony jest na dwie części korytem Bochotniczanki, która rozlewa się, tworząc owalny staw, a przy tym doskonałe tło do zdjęć. Tuż przy stawie wznosi się znane sanatorium „Książę Józef”, zbudowane przez Fortunata Nowickiego w 1878 według projektu Karola Kozłowskiego, a także Dom zdrojowy - pijalnia wód, połączona z palmiarnią. Oferowane są tu wody średniozmineralizowane, niskosodowe, ze znaczną ilością wapnia i magnezu, z ujęcia źródła „Celiński”, „Miłość” oraz odwiertu górniczego „Barbara”. Bilet wstępu kosztuje 4 zł, zaś poza degustacją wód (mnie jedynie smakowała ze „źródła miłości”), można tu kupić pamiątki, odpocząć w otoczeniu roślin (ponad stuletnie palmy z Wysp Kanaryjskich i Nowej Zelandii oraz araukaria z wyspy Norfolk), bądź też przejść do sąsiadującej z pijalnią wód, pijalni czekolady Wedel. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Mijając staw, warto zwrócić uwagę na piękne Stare Łazienki - pierwszy historyczny budynek uzdrowiska, z początku XIX wieku. Niestety nie wchodziliśmy do środka, bowiem z Nałęczowa wygoniło nas przysłowiowe oberwanie chmury. Wierzę, że to znak – do tego urokliwego uzdrowiska muszę koniecznie powrócić, tyle tylko, że tym razem sama, by w pełni docenić jego urok.

fot. J.Gul

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza