poniedziałek, 29 lutego 2016

Susan Mallery "Trzy siostry"

Tytuł: Trzy siostry
Autor: Susan Mallery
Wydawnictwo: HarperCollins


„Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie” – mawiał Louis Armstrong. Niestety w przypadku niektórych ludzi można odnieść wrażenie, że wyłącznie dają, poświęcają się, składają swoje marzenia w ofierze, a jednak nic nie wynagradza ich za takie postępowanie. Część z nich dale postępuje tak samo, kierując się wiarą w lepsze jutro i przekonaniem, że dobro powraca. Część natomiast coraz częściej odczuwa wątpliwości, a nawet frustrację, zaś ich dobroć zamienia się w obsesję, agresję, nienawiść do otoczenia. 

Którą z tych postaw prezentują bohaterki wspaniałej powieści, której akcja rozgrywa się na malowniczej wyspie Blackberry Island, niedaleko Seattle? Przekonamy się o tym sięgając po książkę, w której przejrzeć się można, niczym w lustrze, która budzi emocje, wzrusza, motywuje do działania i przekonuje, jak pięknym uczuciem może być przyjaźń. Powieść „Trzy siostry” autorstwa Susan Mallery, opublikowana nakładem wydawnictwa HarperCollins, to – wbrew tytułowi – opowieść o trzech kobietach, których bynajmniej nie łączą więzy krwi oraz o trzech wiktoriańskich domach, stojących nad zatoką Puget. Każda z bohaterek jest inna, każda ma swoje tęsknoty, marzenia, każda też zmaga się ze swoimi demonami…

Co robi kobieta, kiedy narzeczony porzuca ją w dniu ślubu, nie zjawiając się w kościele, zaś po upokorzeniu, na jakie ją naraził, tłumaczy się brakiem gotowości do małżeństwa? Jeśli uwzględnimy fakt, iż owa para była ze sobą dziesięć lat, zaś mężczyzna trzy tygodnie po zerwaniu poślubił w Las Vegas swoją recepcjonistkę nie dziwi fakt, iż podjęte przez opuszczoną kobietę decyzje, mogą być dość irracjonalne. Tak właśnie postrzega zachowanie Andi jej rodzina, nie znajdując wytłumaczenia dla przeprowadzki na małą wyspę, kupna zrujnowanego domu i planów otwarcia praktyki lekarskiej. Zresztą zachowanie kobiety zawsze było przedmiotem dyskusji i nieporozumień, bowiem lekarz pediatra wydaje się bliskim Andi zawodem mało ambitnym. Ona jednak kocha dzieci i nie ma zamiaru kierować się wytycznymi innych, chce wziąć sprawy w swoje ręce i z deklaracją trzymania się z dala od mężczyzn, usiłuje rozpocząć nowe, lepsze życie. Do czasu otwarcia własnego gabinetu planuje współpracować z miejscowym lekarzem, unikając również placu budowy, w jaki zmienił się jej dom. Nie znaczy to, że nie ma okazji podpatrywać wykonawcy remontu w pracy – Wade, jako przystojny wdowiec budzi emocje u płci pięknej na całej wyspie, nic zatem dziwnego, że również Andi poddaje się jego męskiemu urokowi. On jednak, w trosce o dobro nastoletniej córki, nie chce się z nikim wiązać. Dlatego też, kiedy romans z Andi zamienia się w coś poważniejszego, on zaczyna się wycofywać.

Boston jest malarką, niezwykle utalentowaną i wrażliwą kobietą, dotkniętą wielką tragedią. Niedawno straciła dziecko – chory na serce, sześciomiesięczny synek zmarł na jej rękach, zaś ona nie potrafi się z tym pogodzić, uparcie odtwarzając jego postać na setkach obrazów i szkiców. Jej mąż, nie mogąc dotrzeć do Boston, nie mogąc cierpieć wraz z nią, swój ból koi coraz większymi dawkami alkoholu. Przynajmniej do momentu, kiedy prowadząc samochód pod wpływem, powoduje wypadek. To wydarzenie staje się kolejnym punktem przełomowym w związku pary, niestety nie poprawia on komunikacji pomiędzy małżonkami. Mimo iż kochają się, nie potrafią być już ze sobą, a cieniem na ich szczęściu staje się osobista tragedia, której nie potrafią przeżywać wspólnie. 

Deanna jest perfekcyjną żoną i matką pięciu wspaniałych córek. Ma najpiękniejszy dom, najpiękniejszy ogród i życie pozbawione wszelkich problemów… a przynajmniej robi wszystko, by inni tak myśleli. W rzeczywistości już dawno nie układa się jej w małżeństwie, zaś córki z każdym dniem czują do niej większą niechęć. Cierpiąca na syndrom dorosłego dziecka alkoholika oraz nerwice natręctw kobieta próbuje zachować kontrolę nad swoim życiem w sposób najgorszy z możliwych – pragnie kontrolować wszystkich członków rodziny. Niepostrzeżenie zmienia się w osobę, której nienawidzi z całego serca – w swoją matkę.

Te trzy kobiety, które dzieli przeszłość, status zawodowy, marzenia, zaczyna łączyć więź przyjaźni, która dodaje im siłę, by podejmować działania zmierzające do poprawy swojego losu. Książka „Trzy siostry” to powieść pisana językiem emocji, w której znajdziemy nadzieję na lepsze jutro, moc wzruszeń, rodzące się uczucia oraz zmagania z własnym cierpieniem i z bolesnymi wspomnieniami z przeszłości. Każda z bohaterek ma swoją historię, w której możemy odnaleźć również i nasze opowieści, każda też chce kochać i być kochaną. Susan Mallery doskonale prowadzi akcję sprawiając, że głosy trzech kobiet są równie silne, zaś ich losy splatają się ze sobą, szczególnie w momentach kryzysów, kiedy to mogą być dla siebie wsparciem. Tym samym powieść stanowi nie tylko dowód na wielki talent autorki i jej zmysł obserwacji, ale też niesie ze sobą głębokie przesłanie pokazując, jak wielka jest siła rozmowy, jak ważna jest przyjaźń oraz odwaga, by wytyczać własne granice i realizować swoje marzenia. Lektura „Trzech sióstr” zostaje w pamięci, stanowiąc również wskazówkę odnośnie tego, jakimi zasadami kierować się możemy w swoim życiu i jak postępować, by spotkać na swojej drodze szczęście.


niedziela, 28 lutego 2016

Niedziela w Mysłowicach, czyli Centralne Muzeum Pożarnictwa

Do Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach wybierałam się już od dawna, ale dopiero dziś, w ostatni wolny weekend przed rozpoczęciem nowego semestru, udało mi się tam dotrzeć. I chociaż pogoda nie sprzyjała poznaniu całego miasta i eksplorowaniu uliczek, to niedziela na Szlaku Zabytków Techniki była niezwykle udana
fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul
Wycieczkę postanowiłam rozpocząć we wspomnianym muzeum – aby tam dojechać, najlepiej wysiąść na przystanku Brzęczkowice Słupna (autobus 35 z Sosnowca). Wystarczy kilka minut spaceru, by znaleźć się na terenie, gdzie nie tylko znajdziemy ponad 9 tys. eksponatów zgromadzonych w największym w kraju muzeum pojazdów i sprzętu pożarniczego oraz tradycji ochrony przeciwpożarowej, ale zyskamy również możliwość odwiedzin Muzeum Miasta Mysłowice. 

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul
fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul
Centralne Muzeum Pożarnictwa przedstawia długą historię regionalnej straży pożarnej, sięgającą 146 lat wstecz. Wśród eksponatów znajdziemy m.in. najstarszą w Polsce sikawkę konną z 1717 r., kolekcje pojazdów bojowych, drabin, motopomp, mundurów z całego świata i hełmów oraz sztandarów. Nie brak również dokumentów i fotografii oraz prezentacji sylwetek ludzi zasłużonych dla polskiego pożarnictwa. Cennik biletów oraz informację zwiedzania można znaleźć na stronie Muzeum: www.cmp-muzeum.pl, ale warto dodać, że w niedziele wejście CMP jest bezpłatne.

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul

Zespół Myslovitz fot.J.Gul

fot.J.Gul
Zwiedzając Centralne Muzeum Pożarnictwa nie można nie zobaczyć ekspozycji Muzeum Miasta Mysłowice, które to mieści się w tym samym budynku. Muzeum to powstało w 2006 r., a w jego zbiorach znajdują się eksponaty dotyczące kultury materialnej, dziejów politycznych oraz gospodarczych, a także sztuki oraz tradycji i zwyczajów mieszkańców Mysłowic na przestrzeni wieków. Zobaczymy zarówno zabytki archeologiczne, które znaleziono podczas wykopalisk prowadzonych na ul. Grunwaldzkiej i na Rynku w latach 2001-2002 (m in. fragmenty naczyń, butelek, monety), jak i reprodukcje zdjęć (zdobiąca jedną ze ścian kolekcja złożona z 1700 archiwalnych zdjęć robi duże wrażenie). Wśród stałych eksponatów znajdują się również pamiątki po mysłowickich powstańcach oraz przedmioty związane z przemysłem, który od połowy XVIII wieku rozwijał się niezwykle dynamicznie. Aktualnie, w Muzeum można obejrzeć również wystawę dotyczącą XX lat KSRG.

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul

Udając się w kierunku centrum miasta nie mogłam powstrzymać się przed wstąpieniem na cmentarz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz do kościoła parafialnego – neogotyckiej budowli z czerwonej cegły z 75-metrową wieżą. 

fot.J.Gul
Podziwiając kościół, nie sposób nie zauważyć również imponującego budynku sądu, postawione na planie litery E. 

fot.J.Gul
Na ulicy Krakowskiej zwracają uwagę również pozostałe kamienice.

fot.J.Gul
fot.J.Gul
fot.J.Gul
Wędrując ulicą Krakowską, natrafiłam na kolejne charakterystyczne miejsce na mapie Mysłowic – kapliczkę. Powstała ona w 1745 r., a jej fundatorem jest rodzina Jarlików, garncarzy, którzy dorobili się majątku. Dziś kapliczka, poświęcona przez metropolitę katowickiego, księdza arcybiskupa Damiana Zimonia, stała się symbolem patrona miasta Św. Jan Chrzciciela sprawującego pieczę nad Mysłowicami.
fot.J.Gul
Przed powrotem zdołałam jedynie zobaczyć pomnik Augusta Hlonda, stojący na pl. Wolności. Postać prymasa Polski w latach 1946 – 1948 to 5-metrowy monument z czerwonego granitu, trzymający w rękach krzyż i arkusz pergaminu, będącego papieskim dokumentem powołującym diecezję katowicką. Jeszcze tylko szybkie zdjęcie budynku Rady Miejskiej i powrót do Sosnowca z mocnym postanowieniem, że to nie ostatnia moja wycieczka do Mysłowic.
fot.J.Gul





sobota, 27 lutego 2016

MOUSSE AU CHOCOLAT FACILE, czyli łatwy mus czekoladowy

Czekolada to przysmak, który Tygrysy lubią najbardziej. Dla tych jednak, którzy (podobnie jak ja), rzadko wybierają jej tradycyjną postać, czyli tabliczkę, mam niezwykłą propozycję, która kusi i uwodzi – Mousse Au Chocolat Facile, czyli łatwy mus czekoladowy, inspirowany książką „Sekrety francuskiej kuchareczki”.

Według autorki pochodzenie tego musu jest niejasne, pewne jest natomiast, że został stworzony w XVIII wieku i można go znaleźć w dziewiętnastowiecznych książkach kucharskich.

fot.J.Gul

MOUSSE AU CHOCOLAT FACILE

Składniki:
  • 200 g posiekanej gorzkiej czekolady;
  • 6 jajek;
  • szczypta soli

Przygotowanie:

Postaw rondel na małym ogniu i roztop czekoladę. Rób to powoli, regularnie mieszaj, żeby się nie przypaliła i nie przywarła do rondla. Zdejmij rondel z ognia.

Oddziel białka od żółtek. Powoli dodawaj żółtka do czekolady, za każdym razem dobrze mieszając.

Ubij białka na sztywno. Delikatnie wmieszaj białka do czekolady z jajkami. 

Przelej do pucharków i odstaw przynajmniej na 4 godziny. Jedno jest pewne – dłużej z pewnością nie wytrzymasz!

fot. J.Gul
Autorka proponuje dodać do musu likieru lub mięty, dla mnie jednak mus jest idealny. Następnym razem pokryję jego powierzchnię gorzkim, dobrym kakao.

fot. J.Gul


SMACZNEGO!


piątek, 26 lutego 2016

Harald Welzer "Samodzielne myślenie"

Autor: Harald Welzer
Wydawnictwo: Dobra Literatura

„Myślenie to najcięższa praca i pewno dlatego nie cieszy się zbytnią popularnością” – ten cytat nieznanego autora doskonale odzwierciedla postawę, jaką przyjmuje większość społeczeństwa. Zwalniając się z potrzeby myślenia, weryfikacji zasłyszanych prawd, kształtowania własnych sądów i opinii, stajemy się ofiarami manipulacji, dajemy sobie wmówić potrzeby i stany, których w istocie nie odczuwamy, dajemy złapać się w pułapkę konsumpcjonizmu. Stajemy się bezwolnymi, zewnątrzsterowalnymi lalkami, które poddają się woli innych.

O tym, jakim przełomem może stać się samodzielne myślenie i jak bardzo może zmienić się świat, kiedy nareszcie zaczniemy spostrzegać konsekwencje szalonej pogoni za tym, by mieć więcej, pisze Harald Welzer, niemiecki psycholog społeczny i wykładowca akademicki. Jego książka „Samodzielne myślenie”, opublikowana nakładem wydawnictwa Dobra Literatura, to jedna z tych pozycji naukowych, której specjalistyczny język nie stanowi bariery w jej odbiorze, a wręcz przeciwnie – publikację tę czyta się niczym najbardziej fascynującą powieść. Lektura skłania nie tylko do samodzielnego myślenia, ale przede wszystkim do zmiany postaw, do zastanowienia się, czy w takim tempie eksploatacji naszego otoczenia, pozostanie nam jeszcze jakaś alternatywa…

Jak sam autor zauważa, jego celem jest uwolnienie społeczeństwa z ograniczeń percepcji wpływających na postrzeganie, „uleczenie” z „myślenia tunelowego”. Tytuł książki stanowi nawiązanie do kantowskiego programu „wyjścia człowieka z zawinionej przez niego niedojrzałości”, aby jednak ten proces mógł się dokonać, konieczne jest używanie naszego mózgu, samodzielne myślenie. To jednak nie wszystko, bowiem proces destrukcji naszej planety już się dokonuje. Jedynym sposobem na powstrzymanie dalszego brnięcia w ślepą uliczkę, jest zmiana kierunku. 

„Książka ta opowiada o tym, jak można znaleźć wyjścia z tego tunelu – zarówno regularne wyjścia awaryjne, jak i wąskie szpary, dziury i prześwity, które dadzą się poszerzyć i rozbudować do formy prawdziwych wyjść” – pisze Welzer, zanim jednak pokaże te drogi, zmusza nas do weryfikacji swojego spojrzenia na świat i swojego zachowania. Im więcej czytelników sięgnie po książkę, tym szerszy wymiar będzie miała ta zmiana, ale jedno jest pewne - proces modyfikacji postaw należy rozpocząć od siebie. I tak, idąc tym tropem, zgłębiając kolejne rozdziały książki, warto zastanowić się nad stosowaną przez człowieka gospodarką rabunkową, intensywnością, z jaką współczesna cywilizacja eksploatuje dostępne zasoby nie zastanawiając się nad ich ograniczonością. 

Zaczynamy zdawać sobie ponadto sprawę, że nasz współczesny świat, jest tak naprawdę światem produktów jednorazowych, zaś nasze domy przepełnione są przedmiotami, których nikt już nie odziedziczy. Ich zepsucie się jest równoznaczne z wyrzuceniem i poszukiwaniem nowego produktu, napędzamy zatem obroty sklepom, które z tej ulotności rzeczy materialnych czerpią ogromne zyski. Autor używa nawet określenia „ikeizacja świata” podkreślając ryzyko katastrofy ekologicznej z tym trendem związanej. 

Welzer porusza niemal wszystkie tematy obecne w naszym życiu, snując rozważania na temat nauki, moralizacji rynku i marnotrawieniu zakupionych produktów (braku sensu dokonywania zakupów „na zapas”). Przybliża nam historię ruchu ekologicznego i porusza temat integracji poprzez różnice, a nie homogeniczność. W niezwykle interesującym rozdziale o przyszłej sztuce życia zauważa, że priorytetem powinna stać się koncentracja na inteligencji społecznej i na wykorzystywaniu, nie zaś na pomnażaniu rzeczy. To zaledwie kilka z wielu aspektów nowego postrzegania rzeczywistości, z wielu bodźców skłaniających nas do aktywności nie tylko na polu myślenia, ale również działania. 

Książka „Samodzielne myślenie” polecana jest nie tylko psychologom, socjologom czy filozofom, powinna stać się bowiem obowiązkową lekturą każdego świadomego obywatela. Zrównoważona nowoczesność, do której namawia nas autor, negacja biznesowego modelu korporacji, których działanie prowadzi do niszczenia zasobów, własne zachowania wobec pokus, jakie niesie ze sobą konsumpcjonizm – to kwestie wymagające głębokiego przemyślenia, ale nasz stosunek do nich, może być jednocześnie odpowiedzią na pytanie, jak znaleźć wyjście z tej pułapki…

Tomasz Mackiewicz "Spowiedź"

Tytuł: Spowiedź
Autor: Tomasz Mackiewicz
Wydawnictwo: Videograf


„Cholerna zagadka owinięta w pieprzoną tajemnicę, wewnątrz zasranej enigmy” – tymi słowami można określić niejedno śledztwo sprzed lat, które do dnia dzisiejszego nie doczekało się rozwiązania. Wszystkie tajemnicze zaginięcia, zwłoki, które nie mogą już zdradzić swojego oprawcy intrygują, a jednocześnie budzą pewna obawę. W końcu po ulicach wciąż chodzą osoby, które dopuściły się tych zbrodni i tylko splot różnych okoliczności, perfekcja w działaniu przestępców, a także niekompetencja śledczych sprawiła, że nie zostali oni zdemaskowani. I choć mówi się, że nie ma zbrodni doskonałej, to liczne śledztwa, zamknięte z powodu niewykrycia sprawców, wydają się zadawać kłam tym słowom. 

Podobnie wygląda sprawa morderstwa, w którego wykrycie angażuje się Olga Wagner, redaktorka jednego z warszawskich wydawnictw, miłośniczka tajemnic i tropienia przestępców na własną rękę. Historia jej najnowszych poszukiwań, zainicjowanych tajemniczym rękopisem, została opisana przez Tomasza Mackiewicza, we wciągającej powieści kryminalnej „Spowiedź”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Videograf książka zmusza nas do niezwykłej aktywności, bowiem nie sposób nie zaangażować się w prowadzone dochodzenie, nie sposób powstrzymać emocji, szczególnie kiedy poruszone zostają takie tematy, jak współpraca z tajnymi służbami, podwójna moralność, antysemityzm, a wreszcie strach prowadzący do zbrodni.

Poznajemy Olgę w chwili, kiedy zgłębia kolejny rękopis przesłany do wydawnictwa przez potencjalnego autora. Tym razem tekst znacząco różni się od innych – nie dość, że jest to tylko jeden rozdział, to opisane wydarzenia dotyczą historii, która wstrząsnęła całą Polską. W podwarszawskiej miejscowości Ogrody została popełniona zagadkowa zbrodnia, tym bardziej bulwersująca, że mordercą, a zarazem samobójcą, był cieszący się powszechnym szacunkiem ksiądz, Antoni Czarnecki. Jego ofiarą stała się wieloletnia przyjaciółka, gorliwa katoliczka i była nauczycielka, niejaka Krajewska. Z uwagi na fakt, iż Olga w przeszłości mieszkała w Ogrodach, a także na to, iż autorką przesłanego tekstu jest córka zmarłej, Edyta, Olga decyduje się zgłębić sprawę i – być może – obalić teorię, jakoby mordercą był ksiądz.

Tak naprawdę w winę Czarneckiego nie wierzy nikt, wszyscy bowiem kojarzą go z niezwykle stanowczym i oddanym posłudze kapłańskiej mężczyzną, a choć pojawiły się plotki o jego romansie z Krajewską, to szybko zaprzestano ich powtarzania. Bardziej wiarygodne wydają się być podejrzenia o współpracę księdza z SB szczególnie w świetle wydarzeń rozgrywających się w latach 80. Czy jednak kolaboracja ze służbami mogła stać się podwaliną współcześnie popełnionego morderstwa? Tego właśnie próbuje dowiedzieć się Olga, przy pomocy lokalnego dziennikarza – freelancera, Rafała Grabowskiego. 

Tym razem prowadzone przez dziewczynę śledztwo postawi ją przed wielkim wyzwaniem, zmusi do konfabulacji, do odgrywania ról, a przede wszystkim do ochrony życia. Okazuje się bowiem, że z podobnym zamiarem – odkrycia prawdziwej tożsamości mordercy matki i zrozumienia, co tak naprawdę wydarzyło się w noc morderstwa – do Ogrodów przybyła Edyta Krajewska. Dziwnym trafem, zaledwie kilka dni po przyjeździe znaleziono ją w łazience z pętlą na szyi, zaś jej samobójstwo stało się kolejną już zagadką do rozwiązania. Jak zatem poradzi sobie Olga, skoro nawet Edycie nie udało się dociec prawdy? A może odkryła ją i dlatego zginęła? Czy ksiądz pokroju Czarneckiego rzeczywiście mógł w przypływie szaleństwa zabić swoją przyjaciółkę a następnie zastrzelić się? Pytania mnożą się wraz z kolejnymi wydarzeniami opisanymi na łamach książki, z każdą chwilą robi się też coraz bardziej niebezpiecznie i tajemniczo. 

Włamanie do domu, w którym przebywa Olga, próba zabójstwa Rafała, zagadkowe zdjęcie z 1945 roku, artykuł w prasie dotyczący morderstwa, jakie ponad siedemdziesiąt lat temu miało miejsce w Ogrodach, notatki ze spowiedzi parafian, pieczołowicie sporządzane przez Czarneckiego – w jaki sposób to wszystko się łączy ze sobą? Na to pytanie znajdziemy odpowiedź oddając się lekturze powieści „Spowiedź”, która bulwersuje, wytrąca z równowagi, zmusza do nieustannej analizy dostępnych danych oraz do poszukiwania powiązań pomiędzy nimi. W tym dochodzeniu do prawdy sięgamy do czasów powojennych, by powrócić do teraźniejszości i wreszcie móc wskazać winnego. Mackiewicz, w swoim udanym debiucie, igra z nami, podsuwając nam nowe tropy, potencjalnych sprawców, zapędzając w ślepe zaułki. Tej morderczej łamigłówce towarzyszy niezwykła lekkość, z jaką autor kreśli rzeczywistość i sylwetki swoich bohaterów, wśród których zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się Olga – zacięta, nieustępliwa i ciekawa prawdy choć wyalienowana kobieta. Czy uda jej się odkryć tożsamość mordercy, zanim on dopadnie ją? Przekonajmy się…



poniedziałek, 22 lutego 2016

Marta Pawlikowska-Olszta „Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi”

Autor: Marta Pawlikowska-Olszta
Wydawnictwo: Edgard (Samo sedno)


Pracownicy są dziś uważani za jeden z najistotniejszych zasobów organizacji. Zmieniające się warunki społeczno-gospodarcze, przemiany, jakie zachodzą w otoczeniu oraz zwiększająca się konkurencyjność przedsiębiorstw pociągają za sobą również zmiany w zarządzaniu tymi zasobami, a także konieczność nieustannego rozwoju. Doskonalenie (w tym samodoskonalenie) zawodowe obejmuje nie tylko kompetencje dotyczące merytorycznych kwestii, ale również umiejętności komunikacyjnych, zarządzania sobą w czasie, właściwej priorytetyzacji zadań. Zrozumiałym jest, że zwiększone wymagania wobec pracowników są równoznaczne, z większymi oczekiwaniami wobec menedżerów. Dlatego też nieustannie powinni oni poszerzać zasób swojej wiedzy, uczestniczyć w szkoleniach, śledzić kariery osób, które są ich mentorami, a także sięgać po fachową literaturę, dzięki której tworzyć będą podwaliny pod realizacje nowych zadań w praktyce biznesowej.

Jedną z takich pozycji, adresowanych szczególnie do osób, które dopiero od niedawna sprawują funkcje kierownicze, jest książka autorstwa Marty Pawlikowskiej-Olszty. Opublikowany nakładem wydawnictwa Edgard poradnik „Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi”, to zbiór informacji oraz ćwiczeń, pomagających w zgłębieniu tematów związanych z realizacją zadań warunkowanych zajmowaną pozycją, ale także zawierający wiele przydatnych wskazówek, możliwych do wykorzystania również przez szeregowych pracowników w środowisku zawodowym oraz w życiu codziennym, poza organizacją.

Autorka, psycholog pracy i organizacji, w kolejnych rozdziałach wprowadza nas w tajniki zarządzania zasobami ludzkimi oraz efektywnego organizowania pracy przekonując równocześnie, że praktyczne wskazówki z zakresu zzl znajdują zastosowanie w każdych warunkach i mogą stać się uniwersalnym zestawem narzędzi, pomagających sprawować funkcje kierownicze. Książka składa się z dwóch części, z czego pierwsza stanowi niezwykle cenne źródło wiedzy dotyczącej podstaw zarządzania kadrami. Znajdziemy tu treści związane z podstawowymi prawami psychologii, regułach wpływu społecznego w zarządzaniu, motywacji, kompetencji efektywnego menedżera czy zarządzaniu sobą w czasie. Nauczymy się także bronić przed manipulacją, budować organizację uczącą się, a także radzić sobie ze stresującymi sytuacjami.

Część druga obejmuje kwestie praktyczne – autorka zawarła tu wiele wskazówek dotyczących procesów zarządzania ludźmi, począwszy od budowy zespołu po budowanie wizerunku menedżera. Pawlikowska-Olszta tłumaczy, w jaki sposób udzielać konstruktywnej informacji zwrotnej oraz pokazuje, w jaki sposób planować zadania i nadawać im priorytety. Dowiemy się także, jak przygotować skuteczny proces rekrutacji, jak rozwijać potencjał pracowników i wybierać dobre szkolenia, a także jak minimalizować ryzyko konieczności rozstania się z pracownikiem, a jeśli już do tego dojdzie – jak zgodnie z prawem rozwiązać umowę o pracę oraz w jaki sposób można pomóc zwalnianej osobie.

Wszystkie treści zawarte w książce „Skuteczny menedżer” zostały uzupełnione o liczne przykłady, wskazówki, a także ćwiczenia, które warto wykonać, by w praktyce sprawdzić przyswojone wiadomości, by móc doskonalić siebie w działaniu. To wszystko sprawia, że książka Marty Pawlikowskiej-Olszty jest pozycją wartą uwagi, która pomoże odnaleźć się na nowym, kierowniczym stanowisku, ale też doskonalić swoje umiejętności niezależnie od pełnionej funkcji. Autorefleksja, analiza swojego potencjału, wykonanie zawartych w poradniku ćwiczeń pozwala nam lepiej zrozumieć siebie, pracować nad słabymi stronami i eliminacją zagrożeń, wzmacniać nasze atuty, stawać się nie tylko lepszym menedżerem, ale i lepszym człowiekiem, który doskonale odnajduje się w pełnionej przez siebie roli.

sobota, 20 lutego 2016

Greg Jenner „Milion lat w jeden dzień”

Autor: Greg Jenner
Wydawnictwo: PWN


„Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień (…) Czterdzieści lat minęło, odeszło w cień, i nigdy już nie wróci, rób, co chcesz” – nucił Andrzej Rosiewicz, ujmując w słowa tej piosenki nieubłagany upływ i naturę czasu. Patrząc jednak globalnie na ludzkość, na jej historię, aż chce się zanucić „Milion lat minęło…”, zaś każdy pojedynczy rok odcisnął swoje piętno na latach. Ewolucja (a nawet rewolucja) wpisana jest w dzieje Ziemi, zaś wszystko co nas otacza ulegało na przestrzeni minionych lat metamorfozie. Pojawiały się pomysły, idee, pierwsze próby organizacji rzeczywistości w określony sposób, udoskonalenia, a wszystko to po to, byśmy dziś mogli obudzić się na dźwięk budzika w naszym smartfonie, napić się kawy z ekspresu oraz zjeść płatki z mlekiem, które wyciągamy z inteligentnej lodówki, pilnującej na nas nawet daty przydatności do spożycia poszczególnych produktów. 

O naturze i historii rzeczy i konsekwencjach związanych z rozwojem ludzkości inspirująco oraz porywająco pisze Greg Jenner, konsultant historyczny, który pozwala nam delektować się licznymi ciekawostkami związanymi z otaczającą nas rzeczywistością i jej materialnym aspektem. Książkę „Milion lat w jeden dzień. Fascynująca historia życia codziennego od jaskini do globalnej wioski”, opublikowaną nakładem wydawnictwa PWN można traktować jak flirt z nauką, choć czyta się ją jak najlepszą powieść. Zachwycą się nią osoby ciekawe świata, o otwartych umysłach, które swoimi pytaniami, zainteresowaniami i naturalnym dążeniem do rozwoju dają wyraz swojej nieskrępowanej fascynacji życiem.

Autor nie zajmuje się tu wydarzeniami czy postaciami, które znaleźć możemy w każdej encyklopedii historii, ale raczy nas prawdziwymi, rzadkimi delicjami, odsłaniając przed nami kulisy powstawania rzeczy codziennego użytku, wspomagających bądź też warunkujących nasze rytuały. Zagłębimy się zatem w rozważaniach dotyczących czasu i najstarszego znanego kalendarza, a także dwunastkowego systemu liczbowego, poznamy nawet zwyczaje Benjamina Franklina, który dokonał prawdziwego odkrycia, że „Słońce wstaje o świcie!”. Niezwykle fascynujący jest rozdział poświęcony … miejscu do którego - jak mawiają - król chodzi sam, czyli toalecie. Poznamy zatem etymologię słowa „toaleta”, dowiemy się, jakie warunki sanitarne panowały w epoce kamienia łupanego i jak rozwijały się sieci kanalizacyjne w różnych rejonach globu na przestrzeni wieków. Prześledzimy nawet dzieje papieru toaletowego, bez którego już nawet nie wyobrażamy sobie wizyty w ustępie.

Szykując sobie śniadanie będziemy mogli oddać się chwili refleksji na temat porannych zwyczajów żywieniowych, powstania lodówki, której obecność w kuchni jeszcze stosunkowo niedawno wcale nie była tak oczywista, dowiemy się także, co wspólnego mają tak lubiane przez nas płatki śniadaniowe z …masturbacją. To tylko kilka z przytoczonych zagadnień poruszanych w książce, a każda z poruszanych przez autora kwestii budzi zdumienie, a nierzadko również uśmiech. 

Wszystkie te ciekawostki dotyczące puszek, prysznica, telefonów sieci społecznościowych czy wina budzą w nas wielki apetyt na wiedzę i na jej pogłębianie, a także pragnienie sięgania po takie książki, napisane ze swadą i poczuciem humoru. Jakże inaczej wyglądałaby nauka historii, chemii, biologii czy innych przedmiotów, gdyby to Greg Jenner pisał podręczniki!

Właśnie ten styl pisania, struktura publikacji, dzięki której możemy poznać przedmioty współtowarzyszące naszym nawykom, wyznaczające etapy dnia codziennego, a także jej porywająca treść sprawia, że książkę „Milion lat w jeden dzień” pochłania się łapczywie, zaś umieszczone w niej historię zapadają w pamięć. Co więcej, po lekturze pojawia się gwarantowana okazja do zabłyśnięcia w towarzystwie, szczególnie jeśli przy stole przytoczymy historię sztućców czy samogonu (tematów kloacznych radziłabym jednak unikać)!


piątek, 19 lutego 2016

Nadia Hashimi "Afgańska perła"

Autor: Nadia Hashimi
Wydawnictwo: Kobiece


„Chyba wszyscy nosimy w sobie część historii naszych przodków” – te słowa doskonale oddają charakter naszego istnienia oraz fakt, że każdy z nas jest sumą istnień naszych przodków. Zapisana w genach historia rodu niekiedy lubi się powtarzać, zaś dziedziczenie jest jednym z wspanialszych osiągnięć natury. Czy jednak można upodobnić się do przodka tak, by powtórzyć jego historię? By przeszłość w zdumiewający sposób splatała się z teraźniejszością?

Okazuje się, że tak, zaś opowieść, którą snuje w swojej spektakularnej książce Nadia Hashimi, jest tego najlepszym dowodem. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego powieść „Afgańska Perła” to piękny przykład marzeń, do spełnienia których dąży się pomimo przeciwności losu, a jednocześnie wstrząsającą historia kobiet żyjących w krajach islamskich, gdzie mimo upływu czasu, bezwzględne traktowanie płci pięknej i uprzywilejowana pozycja mężczyzn nie zmieniły się zupełnie. Powieść adresowana jest do tych wszystkich czytelników, którzy cenią sobie wysoką jakość, którzy lubią literaturę społecznie zaangażowaną, przybliżającą obce kultury i tradycje, a przy tym znamionującą doskonałe poczucie stylu autorki i mistrzowskie władanie przez nią piórem.

Autorka przybliża nam historię dwóch kobiet połączonych więzami krwi, a jednocześnie rozdzielonych czasami, w których przyszło im żyć. Opowieść o Rahimie i jej prababce Szekibie wywołuje zrozumiały protest wobec panujących w Afganistanie zwyczajów, ale i podziw dla niezwykłej determinacji bohaterek. Rahimę poznajemy w przełomowym dla niej okresie życia, kiedy to z dziewczynki przeistacza się w … młodego chłopca. Przenosimy się do Kabulu roku 2007 r., gdzie mieszka dziewięcioletnia Rahima, jedna z pięciu córek w domu. Brak syna to ujma na honorze rodu, a przy tym ogromny kłopot związany z ochroną dziewcząt przez niechcianymi zalotami mężczyzn. Cała odpowiedzialność za losy córek spoczywa na matce Rahimy, bowiem ojciec, żołnierz Abdula Chaliqa, już dawno pogrążył się w narkotykowym amoku. Opary opium, w które hojnie wyposażał swoich bojowników dowódca, zupełnie zmieniły mężczyznę, czyniąc go pośmiewiskiem otoczenia, człowiekiem gwałtownym i nieprzewidywalnym, który nie jest w stanie przejąć na swoje barki ciążącej odpowiedzialności za los córek i domowy budżet.

Zainteresowanie starszymi córkami skłania matkę dziewczynek, do podjęcia niezwykle odważnej, ale i kontrowersyjnej decyzji. Zgodnie ze starą tradycją, Rahima staje się Rahimem – „bacza posz”, czyli dziewczynką, którą traktuje się jak chłopca. Ta niezwykła metamorfoza oznacza nie tylko obcięcie włosów czy zmianę ubioru, ale daje Rahimie niezwykłą swobodę, dzięki której może ona nie tylko podjąć pracę w sklepie agi Barakzaja, ale i przyjaźnić się z chłopcami i uczęszczać z nimi do szkoły. Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie …

Rahima, stając się chłopcem, powtórzyła niejako scenariusz życia swojej prababki Szekiby, o której tak fascynująco opowiada ciotka dziewczynki. Przodkini, o twarzy zniekształconej przez wrzątek, który wylała na siebie w dzieciństwie, jest traktowana w swojej wiosce jak potwór. Chroniona przez rodziców, prawdziwego bólu zaznaje jednak dopiero po ich śmierci, kiedy to przygarnięta przez babkę staje się służącą jej synów i synowych. Wyśmiewana, traktowana niczym zwierzę pociągowe, zostaje w końcu użyta jako forma rozliczenia, spłaty długów zaciągniętych u Azizullaha, lokalnego biznesmena. Ziemia jej ojca zostaje podzielona pomiędzy braci, zaś ona sama – mimo przysługującego jej prawa – nie ma szans na odzyskanie tytułu własności. Co więcej, zainteresowanie przysługującymi jej prawami, a także pomówienia ciotek, wzbudzają strach przed Szekibą i rzekomym skandalem, który jej obecność mogłaby wywołać. Okazją do rozwiązania problemów okazuje się być wizyta króla Habibullaha, który poszukuje kobiet-mężczyzn strzegących swojego haremu. Szekiba staje się zatem Szekibem …

Jak zakończy się ta wspaniała opowieść? Jaka przyszłość czeka dwie kobiety, rozdzielone czasem, ale kroczące tą samą drogą? Na te pytania odpowiada Nadia Hashimi w książce o niezwykłej odwadze, wytrzymałości, harcie ducha, ale przede wszystkim o marzeniach. To również opowieść o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn, o upokorzeniu, jakiego doświadczają wszystkie przedstawicielki płci pięknej, o obowiązkach na nie nałożonych oraz odmawianiu im prawa do walki o swoje życie, swoje własne ja. Książka, w której wyraźnie na pierwszy plan wysuwają się niezwykłe bohaterki, Szekiba oraz Rahima to piękna, ale i pełna emocji opowieść o życiu i kulturze, której do końca my, wolne Europejki nie jesteśmy w stanie zrozumieć, a tym bardziej zgodzić się z pewnymi jej aspektami. Znajdziemy tu niezwykły klimat Afganistanu i domów przeciętnych obywateli, królewskich pałaców, znajdziemy hierarchiczny porządek rodów oraz problemy nękające kraj wczoraj i dziś. To wszystko sprawia, że „Afgańska perła” jest spektakularnym debiutem autorki, zaś moc przekazu tej powieści pozwala mieć nadzieję, że o Nadii Hashimi jeszcze nie raz usłyszymy…



Wernisaż wystawy „Trójkąt w kole. Marka Sosnowiec”

Wczorajszy wieczór miałam przyjemność spędzić w Pałacu Schoena w Sosnowcu, gdzie miał miejsce wernisaż wystawy „Trójkąt w kole. Marka Sosnowiec”. Podczas tego wydarzenia zaprezentowane zostały największe osiągnięcia sosnowieckiego przemysłu – zarówno wyprodukowane na terenie miasta przedmioty, jak i liczne fotografie, plany i pamiątki związane z działającymi na przestrzeni XIX i XX w. firmami.

Bogactwo eksponatów Muzeum zawdzięcza nie tylko własnym odkryciom, ale i aktywności oraz uczynności obywateli miasta, którzy chętnie przekazali na potrzeby wystawy wiele przedmiotów, budzących sentyment i pozwalających na powrót do przeszłości. 

Tytułowy „Trójkąt w kole”, to tak naprawdę marka, której właścicielem były Zakłady Przemysłu Włókienniczego „C.G.Schön”. Firma produkująca doskonałą polską włóczkę, która podbijała zagraniczne rynki, była jednym z wielu pracodawców funkcjonujących na terenie miasta w objętym wspomnieniami okresie. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul
Kalkulator, XX-lecie międzywojenne

fot. J.Gul

fot.J.Gul
Model wykonany przez uczniów w Zakładach Mechanicznych i Miedziano-Kotlarskich Jana Grendy

Dlatego też, pod tą myślą przewodnią wydarzenia, opowiadającą o sosnowieckich markach, ukryło się wiele innych firm, specjalizujących się m.in. w produkcji rowerów (Fabryka Rowerów Karola Barana), haceli (Fabryka Haceli „Podkowa”), a także w działalności usługowej (m.in. zakład fotograficzny na ulicy Orlej). Licznym przedmiotom związanym z przemysłem, a także z rzemieślnictwem, towarzyszyły również eksponaty dotyczące kopalni węgla kamiennego, zgromadzone w jednej z sal, a także stroje przekazane przez sosnowiecki Zespół Szkół Projektowania i Stylizacji Ubioru.

fot.J.Gul

fot. J.Gul
fot.J.Gul

Dodaj napis
fot.J.Gul
Za mundurem panny sznurem...

fot.J.Gul

fot.J.Gul
Marka górnicza (KWK Kazimierz-Juliusz)

fot.J.Gul

Szczególne zainteresowanie wzbudziły przedmioty reprezentujące branżę spożywczą, związane z działalnością browaru sieleckiego (d.renardowskiego). W sali temu poświęconej można było nie tylko podziwiać piękną aranżację z butelek, ale i napić się dobrego piwa, delektując się przy tym aromatycznymi bułkami. 

fot.J.Gul

fot.J.Gul
 
fot.J.Gul
Otwierający wystawę dyrektor Muzeum, Paweł Dusza podkreślał, że nie stanowi ona zamkniętego katalogu i zapraszał do kontaktów z Muzeum oraz do dzielenia się swoimi historiami, a także przedmiotami, które znajdują się do dziś w wielu domach, przywołując wspomnienia o minionych czasach. „Trójkąt w kole. Marka Sosnowiec” okazała się być wielkim sukcesem – i to nie tylko sukcesem Muzeum czy kuratorek wystawy (Anna Makarska i Daria Chudoba), ale i samego Dyrektora, który udowodnił, że nie zawiódł pokładanego w nim zaufania. Oby tak dalej!

fot. J.Gul
Dyrektor Muzeum, Paweł Dusza