środa, 30 lipca 2014

Squire Rushnell "Boski Kompas”

Tytuł: Boski Kompas. Jak chwile, kiedy Bóg mruga, wyznaczają kierunek życia
Autor: Squire Rushnell,
Wydawnictwo: Illuminatio














Ksiądz Jan Twardowski pisał, że „Jeśli ktoś się mod­li, Pan Bóg w nim oddycha”. O sile modlitwy przekonało się wiele osób, którzy zawierzyli Bogu, w którego ręce złożyli swoje losy. Modlitwa jest bowiem uniwersalną formą komunikacji z Panem, nie potrzebujemy specjalnego miejsca, specjalnej okazji, by rozpocząć tę głęboko oczyszczającą rozmowę. Mając świadomość, że Bóg zawsze nas wysłucha, że jest cierpliwym Ojcem, nigdy już nie będziemy samotni, opuszczeni. Nawet, jeśli mamy wrażenie, że nasze prośby nie docierają do Pana, to warto uzbroić się w cierpliwość – być może to, o co prosimy, wcale nie jest dla nas najlepszym rozwiązaniem? A może po prostu trzeba czasu, by Bóg poukładał niczym puzzle fragmenty naszego przyszłego życia, zmieniając tory innych osób, osadzając ich we właściwym dla nas miejscu i czasie?

O tym, co może nam dać modlitwa, o poszukiwaniu swojej drogi dzięki rozmowie z Boskim Nawigatorem, o sile tej konwersacji i jej sprawczej mocy, możemy przekonać się podczas lektury książki „Boski Kompas. Jak chwile, kiedy Bóg mruga, wyznaczają kierunek życia”. Autorem tego opublikowanego nakładem wydawnictwa Illuminatio nietypowego poradnika, jest Squire Rushnell, twórca serii popularnych programów „Schoolhouse Rock!”. Dzięki temu, że nie mamy do czynienia z kaznodzieją, otrzymujemy świeckie spojrzenie na Boga. Spojrzenie o tyle inspirujące, że odkrywa przed nami głębie rozmów, w obrazowy (a nawet nieco żartobliwy) sposób, tłumacząc naturę tych kontaktów i ich skutki. Otrzymujemy tym samym książkę o zabarwieniu nie religijnym, a duchowym, pozycje skłaniającą do przemyśleń, a także do wkroczenia na drogę szczęścia i łaski. 

Jeśli kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, dlaczego znalazłeś się w danym miejscu i czasie, jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś zdarzenia określanego mianem „cudu”, sięgniesz po książkę, by zrozumieć zjawisko Boskiego dostrojenia. Również wtedy, kiedy sceptycznie podchodzisz do kwestii modlitwy, kiedy nie wierzysz w jej sprawczą moc, powinieneś zajrzeć do poradnika, by dowiedzieć się (i rozumieć), w jaki sposób niewidzialne nici splatają twoje życie z życiem innych. Życiem, w którym nie ma miejsca na przypadek, ale na Boską Interwencję. 

Squire Rushnell przekonuje, że „każdy z nas rodzi się z wbudowanym systemem GPS, Boskim Systemem Nawigacji”. Uzbrojeni w wewnętrzny głos intuicji oraz zestaw Boskich Mrugnięć okiem, możemy dostrajać się do ludzi oraz do tych wydarzeń, które prowadzić nas będą prosto do celu. Ten specyficzny GPS, Boski Kompas, pozwala również na kontakt z Nawigatorem. Niekiedy jednak, w chaosie dnia codziennego, w obliczu sprzecznych potrzeb, nacisków otoczenia, gubimy drogę i zaczynamy błądzić we mgle. Wówczas, musimy porozumieć się z owym Nawigatorem, dowiedzieć się, jakie ma wobec nas plany i powrócić na właściwy tor. 

W obraniu naszej życiowej drogi pomaga rozmowa z Nim, czyli modlitwa. To ona daje możliwość zajęcia stanowiska, wyspowiadania przed Bogiem, ale również stanowi szansę, by Pan przemówił do nas, naszym wewnętrznym głosem. Posługując się przykładami osób, które za sprawą rozmowy z Nawigatorem przestały błądzić, które doświadczyły niezwykłych wydarzeń, a nawet cudów, autor objaśnia system siedmiu kroków, które zbliżają nas do Boga, a tym samym do naszego celu. 

„Zasady Boskiego Kompasu pozwalają każdemu wyznaczyć własny kurs w życiu, którego celem będzie osiągnięcie stanu absolutnego zadowolenia” – pisze autor zaznaczając, że jego własne doświadczenia są najlepszym dowodem na to, że nawigacja w jego GPS działa bez zarzutu. Tym samym lektura „Boskiego Kompasu” odkrywa i przed nami nowe możliwości, nowe drogi i – co najważniejsze – przeświadczenie, że w tej podróży nie jesteśmy sami. Wystarczy tylko wsłuchać się w siebie i być czujnym na Boskie Mrugnięcia, by wiedzieć, że Pan nad nami sprawuje piecze!


wtorek, 22 lipca 2014

Maria Cross „Nie powinnam tego jeść”

Tytuł: Nie powinnam tego jeść
Autor: Maria Cross
Wydawnictwo Illuminatio


W telewizyjnej ramówce znajdziemy wiele programów edukujących społeczeństwo w zakresie zdrowego odżywiania, szkodliwej zawartości wybranych produktów czy tez instruujących, jak przygotować smaczne potrawy. Popularnością cieszą się również liczne magazyny poświęcone gotowaniu, zdrowemu odżywianiu czy medycynie naturalnej. O zdrowej diecie wiemy sporo, zdajemy sobie sprawę, w jakim stopniu szkodzi naszemu zdrowiu żywność przetworzona, typy fast food czy też nadmiar słodyczy. Dlaczego w takim razie nie korzystamy z tej wiedzy? Dlaczego po ulicach chodzi tyle osób zdrowych, a jednak pozbawionych energii? Dlaczego lekarze nie potrafią zidentyfikować przyczyn nękających nas dolegliwości?

Satysfakcjonującą odpowiedź na te pytania znaleźć można w poradniku „Nie powinnam tego jeść” Marii Cross. Opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio książka nie jest zbiorem kulinarnych przepisów na dietetyczne potrawy, nie jest również listą potraw zakazanych. Autorka, doświadczona terapeutka, która od lat zajmuje się leczeniem przez odpowiednią dietę i doradztwem żywieniowym, udziela nam bowiem porad dotyczących świadomego jedzenia. 

W trakcie swojej praktyki, Cross wyszczególniła dwadzieścia typowych objawów, na które ludzie najczęściej narzekają, m.in. brak energii, nadmierny przyrost wagi, zaparcia lub biegunki, częste przeziębienia, depresja, sucha skóra. I choć nie zawsze te objawy wskazują na poważną chorobę, to jednak należy się nimi zająć, bowiem znacznie obniżają one komfort życia. Niniejszy poradnik jest właśnie adresowany do takich osób: „do tych z was, którzy są całkowicie zdrowi (…) do osób, w których testy nie wykazały żadnych chorób, a które jednak podejrzewają, że nie osiągają pełni swojego potencjału” – jak pisze autorka.

O tym, jak skuteczne jest leczenie dietą, nazywane przez Cross „terapią żywieniową”, możemy przekonać się zagłębiając w kolejne rozdziały książki. Choć odpowiednie produkty nie stanowią lekarstwa na wszystkie choroby, to jednak pomagają zadbać o nasze zdrowie, dodają energii i wzmacniają układ immunologiczny. Warto rozpocząć lekturę od zapoznania się z tabelą zawierającą listę częstych objawów zgłaszanych przez pacjentów, symptomy tych dolegliwości, a także numery rozdziałów, które pomogą odpowiedzieć na pytanie, jak z tymi dolegliwościami walczyć. 

W kolejnych rozdziałach znajdziemy omówienie takich zagadnień, jak nietolerancje pokarmowe, osłabienie nadnerczy, niedobór kwasów tłuszczowych, nadmiar estrogenów, lekka niedoczynność tarczycy, dysbioza oraz zespół nieszczelnego jelita. Zapoznając się ze wskazówkami żywieniowymi oraz poradami, jakiego rodzaju produktów powinniśmy unikać, zyskujemy również obszerną wiedzę na temat naszego schorzenia czy działania organizmu. W ostatnim rozdziale Cross dzieli się z nami swoimi pomysłami na potrawy – pokazuje, jak z zalecanych dla każdej dolegliwości produktów skomponować smaczny i wartościowy posiłek.

Przejrzysty układ graficzny, tabelaryczne układy dolegliwości czy propozycji potraw, a także prosty język jakim autorka wykłada nam rzeczy skomplikowane – wszystko to sprawia, że poradnik „Nie powinnam tego jeść” ma nie tylko wartość merytoryczną, ale jest interesującą lekturą. Pogłębia świadomość naszego ciała, sprawia, że zaczynamy traktować zdrowie w sposób holistyczny, dostrzegając powiązania pomiędzy jakością posiłków a naszym samopoczuciem, zgodnie z zasada „jestem tym, co jem”.

niedziela, 20 lipca 2014

Ucierane ciasto z borówkami i malinami by Katarzyna Michalak

W niedzielny poranek, inspirowana powieścią „Przepis na szczęście” postanowiłam upiec szybkie ciasto ucierane. Zamiast borówek i malin użyłam zrywane wczoraj wieczorem wiśnie i czarne porzeczki. Szkoda, że wcześniej nie próbowałam z truskawkami.

fot. J.Gul

Składniki:
  • 200g masła,
  • 200g drobnego cukru,
  • 4 jajka,
  • 200g mąki pszennej,
  • 60g mąki ziemniaczanej,
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej lub cukru waniliowego,
  • 1 łyżka octu,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 500g owoców

 
fot. J.Gul


Wykonanie:
Masło ucieramy z cukrem i wanilią lub cukrem waniliowym. Ucierając, dodajemy po jednym jajku, następnie ocet. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy do masy, aż powstanie gładkie ciasto. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem i przekładamy masę. Na cieście układamy owoce (tym razem wykorzystałam czarne porzeczki i wiśnie).

fot. J.Gul


Ciasto jest niezwykle lekkie i umiarkowanie słodkie – w sam raz na popołudniowa sesję z kawa i …książką.

piątek, 18 lipca 2014

Keith Park „Spokój jest rozwiązaniem"

Tytuł: Spokój jest rozwiązaniem
Autor: Keith Park
Wydawnictwo: Illuminatio


„Człowiek, który umie żyć w harmonii z samym sobą, jest szczęśliwy” – pisał Oskar Wilde. Niestety, w obecnych czasach, pełnych informacyjnego szumu i różnorodnych bodźców, oczekiwań i wyzwań, trudno jest o ciszę i harmonię. Rozdarci pomiędzy własnymi wartościami i możliwościami a zadaniami, pomiędzy pragnieniem szczęścia a nieustannym dążeniem do zaspokojenia potrzeb innych i pokazaniem siebie w najkorzystniejszym świetle, gubimy się, popadamy w marazm, spada nie tylko nasza efektywność, ale i poczucie zadowolenia z siebie. Pojawia się rozczarowanie sobą, rodziną, dotychczasowym życiem, jednocześnie nie widzimy przed sobą żadnych perspektyw i nadziei, na lepsze jutro. Udając kogoś, kim nie jesteśmy, gubimy swoją tożsamość, gubimy siebie …

Co zatem zrobić, by móc w tym współczesnym, pełnym wyzwań świecie, odnaleźć swoje miejsce? Drogowskazów warto poszukać w książce „Spokój jest rozwiązaniem. Jak stosować kontemplację do rozwiązywania życiowych problemów”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Illuminatio. Autor, Keith Park, na podstawie własnych doświadczeń oraz doświadczeń swoich pacjentów, prezentuje nam szereg ćwiczeń, które pomogą nam żyć pełniej, a na pewno bardziej świadomie. Choć na rynku jest wiele książek o podobnej tematyce, ta wyróżnia się prostotą stylu, przykładami, a także układem pozwalającym nam bez trudu powrócić do ćwiczeń, które w danej chwil są nam niezbędne, które pomogą się wyciszyć bądź wzmocnić motywację. 

W książce Parka znajdziemy wskazówki, w jaki sposób osiągnąć tzw. obserwujący stan umysłu, a także jak wykorzystywać go do rozwiązywania problemów stawianych przed nami życie. Niezależnie od płaszczyzny, w której występują trudności (zdrowie, sytuacja finansowa, relacje z otoczeniem, rozwój zawodowy), nauczymy się kontrolować swoją uwagę, a co za tym idzie – osiągać pożądane rezultaty.

Poradnik został podzielony na cztery części. Pierwsza wyjaśnia nam, w jaki sposób uwaga wpływa na nasze podejście do otaczającego nas świata, stosunek do przeszkód i reakcje. Autor podkreśla, że problemy pozostają nierozwiązane dlatego, że patrzymy na nie wyłącznie z jednej perspektywy i nie widzimy żadnych sposobów rozwiązania, grzęznąc w impasie. Dokładnie wyjaśnia również, na czym polega stan spokojnej uwagi, zwany „idealną synchronizacją” bądź „płynięciem na fali”. 

Część druga stanowi omówienie trzech podstawowych korzyści płynących ze stosowania spokojnej uwagi w trakcie poszukiwania rozwiązań problemu. Mowa tu o możliwości korzystania z „elastycznej kontroli uwagi”, poszerzeniu świadomości (tj. wejściu w stan obserwacji) i wchodzeniu w stan skupienia. Dzięki temu będziemy w stanie zgromadzić wiele informacji potrzebnych do wyjścia z patowej i / lub problematycznej sytuacji, po czym skoncentrować się tylko na najważniejszych, niezbędnych do rozwiązania zadania czy usunięcia przeszkody.

Część trzecia zawiera opis techniki rozwiązywania problemów, zwanej „definiowaniem rozwiązań”. Dzięki poszerzaniu i zawężaniu uwagi będziemy w stanie zmieniać swoje dotychczasowe poglądy, a ćwiczenia zawarte w rozdziale pomogą naprowadzić na docelowy sposób postrzegania danej sytuacji. W części czwartej natomiast autor przygląda się umysłowi wewnętrznemu, pomaga nam dostrzec jego możliwości i wykorzystywać rozległe obszary. Dowiemy się, czym jest „efekt obserwatora”, jakie czynniki wpływają na przekazywanie myśli i w jaki sposób dotrzeć do głębi umysłu za pomocą medytacji oraz modlitwy.

Książka „Spokój jest rozwiązaniem…” jest nie tylko podręcznikiem, zawierającym wskazówki, idee, strategie znane od wieków, podane w zrozumiałej i łatwej do przyswojenia formie. To raczej przewodnik, drogowskaz, który wskazuje kierunek w którym powinniśmy podążać. Ucząc się posługiwać takimi umiejętnościami, jak poszerzanie świadomości i koncentrowanie powoli kroczyć będziemy ku harmonii, zadowoleniu z obecnej rzeczywistości i kreowaniu przyszłości. W wszystko to bez presji, stresu i strachu, że nie podołamy stawianym przez innych wyzwaniom. A wówczas – jak pięknie pisze autor – „możemy (…) iść z wdziękiem ponad chaosem i wykraczać poza swoje zwykłe ograniczenia”.

wtorek, 8 lipca 2014

Czarnoleski pleśniak by Katarzyna Enerlich

Dziś wakacyjnie i smakowicie - ciasto "Czarnoleski pleśniak" inspirowany lekturą "Prowincji pełnej czarów" Katarzyny Enerlich. Zapraszam do pieczenia i ... konsumowania!


Ciasto:
  • 25 dag margaryny,
  • 3 szkl mąki,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 1 szkl cukru,
  • dżem i kakao

Piana:
  • 3 białka,
  • 0.5 szkl cukru


Wykonanie:
Mąkę, proszek do pieczenia, 0,5 szkl cukru plus 3 żółtka plus 1 całe jajko plus rozpuszczona margaryna – wszystko zagnieść. Ciasto podzielić na trzy części – do jednej części dodać 2 łyżeczki kakao i włożyć do lodówki, drugą część bez kakao również wkładamy do lodówki. Trzeci kawałek rozwałkować i ułożyć w prodiżu. Pierwsza i druga część musi leżeć w lodówce tak długo, aż stwardnieje, aby można ją było zetrzeć na tarce. Na rozwałkowanym i ułożonym w prodiżu kawałku wcześniej lekko podpieczonym, wykładamy warstwę dżemu. Na dżem rozkładamy startą czarną i białą część ciasta. Na to ubitą pianę z białek i ścieramy jeszcze troszkę czarnej części. Pieczemy ok. 45 minut.



sobota, 5 lipca 2014

Iwona J. Walczak "Dom złudzeń. Iga"

Tytuł: Dom złudzeń. Iga
Autor: Iwona J. Walczak
Wydawnictwo: Replika


Mówi się, że życie potrafi sprawić nam największe niespodzianki i pisze takie scenariusze, których nie powstydziłby się poczytny autor. Niestety, czasami los nie jest dla nas łaskawy i wystawia nas na bolesne próby, testuje naszą wytrzymałość i z triumfem patrzy na naszą porażkę. Jeśli jednak pozostaniemy nieugięci, jeśli znajdziemy w sobie wiarę i siłę by walczyć, to zwycięstwo będzie prawdziwym szczęściem i doda nam skrzydeł. Bo sztuką tak naprawdę nie jest kroczyć przez życie omijając wszelkie przeszkody czy wycofując się, ale stawić im czoło. 

Wydawać by się mogło, że Iga nigdy nie stanie w obliczu przeszkody – wszak mąż odsuwał od niej wszelkie problemy i kłopoty. Ona miała tylko pięknie wyglądać, relaksować się w Spa i podróżować, wystawiając swoje ponętne ciało do słońca. Od prowadzenia firmy był Leszek, przy nim przestała rozumieć znaczenie słowa oszczędność, a zwitki banknotów, wręczane jej „na cukiereczki” – jak to określał – szybko wypływały z jej rąk, zamieniając się w kolejne markowe ciuchy, buty czy pamiątki z zagranicznych wypraw. 

Złośliwy chichot losu dopadł ją po powrocie z kolejnej wyprawy, kiedy znudzona koiła swoja samotność towarzystwem przystojnego i tajemniczego Ludwika. Nagle okazało się, że wraz z Leszkiem nie mają nic oprócz długów i tylko rozdzielność majątkowa stanowi szansę na przetrwanie. Na dodatek mąż postanowił zostawić ją w kryzysie, przekreślając za jednym zamachem ich związek, kontakty z dzieckiem, piękną posiadłość, zwaną Akacjowym Domem, jak i firmę wraz z ziemią, będącą rodzinnym majątkiem. 

Frywolna, głupiutka bohaterka wciągającej powieści Iwony J. Walczak „Dom złudzeń” miała wybór. Mogła odciąć się od wszystkiego, co udało się dotąd zdobyć i, może trochę biedniejsza, ale rozpocząć nowe życie. I rzeczywiście je zaczęła, ale biorąc na siebie olbrzymią odpowiedzialność za farmę rolną. Mimo, że nigdy nie lubiła tego, co niosło ze sobą wiejskie życie, że nigdy nie zaprzątała sobie głowy bilansami, sprawozdaniami finansowymi, aktywami i pasywami, postanowiła walczyć. Małżeństwa nie udało się uratować, podobnie jak większości aktywów, ale o resztę toczyła bój z godnym podziwu uporem. I właśnie ta postawa stanowi prawdziwą wartość powieści Walczak. Powieści przeciętnej, nieco naiwnej, momentami zbyt ckliwej i ciężkostrawnej, ale jednak niosącej ze sobą nadzieję na lepsze jutro i kształtującej postawy.

Na naszych oczach Iga przechodzi prawdziwą metamorfozę. Mimo, że wciąż w tle toczy się romans z żonatym Ludwikiem, mimo że wciąż zadłużonej kobiecie zdarzają się wakacyjne wypady, że niekiedy jej naiwność i infantylność zaskakuje, to jednak z podziwem można obserwować, jak na zgliszczach luksusowego życia próbuje budować skromniejszą egzystencję, ale o wiele bardziej wartościową, wypełnioną szlachetnymi ideami i priorytetami. Powoli odzyskuje swoje status quo, a z zahukanej, egzaltowanej i egoistycznej kobiety zmienia się w bizneswoman, która ma przed sobą ściśle wytyczoną drogę.

Na tej nowe drodze brakuje jej tylko kogoś, do kogo mogłaby się przytulić, kto dodawałby jej skrzydeł. Ludwik nie może pełnić takiej roli – sztywne granice ich związku już dawno zostały wytyczone. Może zatem Kosma, przyjaciel z dzieciństwa, którego kiedyś odrzuciła? Przyjaciel, który po latach, słysząc o jej problemach znów nawiązał z nią kontakt deklarując pomoc …

Akcja „Domu złudzeń” toczy się na dwóch płaszczyznach, a przeszłość i teraźniejszość przenikają się, tworząc spójną całość. Dopiero czytając o niełatwym dzieciństwie Igi, o jej dorastaniu, o latach spędzonych u boku dziadka w Złotniczkach, zaczynamy darzyć bohaterkę sympatią rozumiejąc jednocześnie desperacką walkę o ziemię i o ocalenie Domu Złudzeń. Z zachwytem śledzimy również opowieści dziadka o jego wojskowej służbie, o patriotycznych postawach i przywiązaniu do ziemi, do korzeni.

Lata temu, dziadek Igi powiedział: „Gdy będziesz powolna, jak ten strumień, każdy wiatr cię przegoni. Jeśli będzie silny, to i złamie. Nie daj się, bądź szybsza i mocniejsza niż wiatr. Nie szepcz, mów głośno, a nawet krzycz”. I choć wydawać by się mogło, że zapomniała tą lekcję, to jednak osiągnięcia na polu biznesowym i gotowość do stawienia czoła największym problemom świadczą o tym, że słowa starego, ukochanego człowieka głęboko zapadły jej w serce. Zapadają i nam, wyczekującym kolejnej części powieści …

piątek, 4 lipca 2014

Ziyad Marar "Bliskość"

Tytuł: Bliskość
Autor: Ziyad Marar
Wydawnictwo: STUDIO EMKA


Współczesny świat przyspieszył. Codzienność, w której liczy się tylko status materialny, stan posiadania oraz zawodowy prestiż, nie sprzyja podtrzymywaniu znajomości czy wchodzeniu w nowe relacje. Paradoksalnie, nowe technologie mogące kontakty międzyludzkie ułatwiać, sprowadzają je do wiadomości tekstowych, spłycają i wypaczają. W efekcie zanika gdzieś bliskość, mierzona jednością dusz, godzinami spędzonymi na rozmowie, czy prostymi gestami świadczących o oddaniu i bezwarunkowej akceptacji. Odarci z tej bliskości dryfujemy samotnie przez życie, tęskniąc za dotykiem, a jednocześnie odtrącając wyciągniętą dłoń. Znakiem naszych czasów jest przecież także niezależność, która tą bliskość wyklucza …

O bliskości, o komunikacji i wchodzeniu w relacje, pisze zajmująco Ziyad Marar, psycholog i filozof, który zgłębiając temat wciąga nas w dysputę na temat współczesnego społeczeństwa. „Bliskość”, opublikowana nakładem Wydawnictwa STUDIU EMKA, jest tym samym publikacją głęboką i zmuszającą do myślenia nad kondycją współczesnego świata i nad wartościami, którymi się w życiu kierujemy. Nie jest to lektura łatwa, ale mądra i potrzebna, która stanowić może impuls do zmiany. Zmiany, która zaczynać się będzie w nas samych.

Posługując się przykładem obrazów filmowych, powieściami, podbudowując swoje badania psychologicznymi i socjologicznymi teoriami, autor zgłębia złożone zagadnienie bliskości, przedstawiając swoją perspektywę w trzech częściach książki. Pierwsza zajmuje się bliskości postrzeganą przez cztery pryzmaty – zdaniem autora najczystsze przykłady bliskości mają cztery cechy, a mianowicie: wzajemność, sekretność, emocje oraz życzliwość, zaś w każdym z nich występują atrybuty umożliwiające istnienie tej bliskości. Każda z tych cech posiada wewnętrzną dynamikę, każda też związana jest z pewnymi warunkami, każdą z nich określa przestrzeń społeczno-kulturowa.

Marar zwraca jednak uwagę, że „bliskość i miłość to nie to samo”, że istotą bliskości, warunkiem wynikającym już z jej definicji, jest wzajemność. Szczegółowo omawia również składowe bliskości, elementy potrzebne, by ona sama zaistniała. 

Część drugą, traktującą o przeszkodach na drodze do bliskości, autor rozpoczyna przywołując sparafrazowaną uwagę Ernesta Jonesa na temat miłości, mówiąc, że „na świecie jest dużo mniej bliskości, niż nam się wydaje”. O bliskości mówimy, za bliskością tęsknimy, tworzymy o niej filmy i piszemy książki. Jednocześnie ta bliskość, która jest na wyciągniecie ręki, jest nam odległa, obca i nieznana. Karmimy się tylko jej złudzeniem, „lajkujemy” posty pseudoznajomych, wirtualnych nicków i twarzy, z którymi tak naprawdę nic, oprócz naszego pragnienia, nas nie łączy. Marar pisze nawet, że „(…) złudzenia zaprzeczają prawdzie, że dla większości z nas przez większość czasu bliskość jest czymś rzadkim, nieuchwytnym, krótkotrwałym”.

Trzecia część mówi o znajdowaniu bliskości, choć autor podkreśla, że każda ze zidentyfikowanych przez niego przeszkód, może sprawić, że ta bliskość będzie dla nas niemożliwa do osiągnięcia. Jednak, możemy się odwołać do pewnych środków chcąc zwiększyć swoje szanse na bliskość. Jakie są to środki? Marar wymienia między innymi religię, poradnictwo, filozofię, choć wskazuje jednocześnie na ich niedoskonałości. 

Jaka konkluzja wynika z tych rozważań – najpiękniejsza, bowiem autor stwierdza, że „pomimo wszystko nadzieja nie umiera (…). Jeżeli odwrócimy się od nadziei na bliskość, pomniejszymy siebie”. Pozostańmy zatem z nadzieją na bliskość obecną w naszym sercu i z refleksjami, płynącymi z lektury książki „Bliskość” autorstwa Ziyada Marara. Książki wyjątkowej, wielowarstwowej, przy której można rozwinąć się wewnętrznie, zyskując wgląd nie tylko na swoja osobę i swoje pragnienia, ale również popełniane błędy.

czwartek, 3 lipca 2014

Mary Paterson „Mnisi i ja”

Tytuł: Mnisi i ja
Autor: Mary Paterson
Wydawnictwo: Illuminatio


Z roku na rok przyspiesza tempo naszego życia. Wiecznie zajęci, obojętni, o poszarzałych twarzach, biegniemy przed siebie nie rozglądając się na boki. Wspomagani kolejnym kubkiem kawy, nakręceni krążącą w żyłach adrenaliną, zastanawiamy się nad tym, jak przetrwać kolejny dzień, jak pokonać przeciwnika. Jednocześnie deklarujemy, iż naszym głównym celem jest znalezienie szczęścia, że jeszcze tylko jeden szczyt, jeden tysiąc, dzieli nas od absolutu. 

Kończymy załamani, rozczarowani, bowiem cel do którego zmierzaliśmy okazał się być ułudą, lepsze stanowisko, pełne konto i nowe ciuchy znów nie zapewniły nam poczucia szczęścia, znów nie okazały się tym, czego tak naprawdę pragnęliśmy. Jednak, nawet ta chwila, nie staje się dla nas momentem opamiętania, nawet w obliczu rozczarowania naszym życiem, nie oddajemy się refleksji. Wolimy stłumić pustkę, smutek, rozczarowanie sobą oraz światem wyznaczając kolejne cele, robiąc kolejne plany i ponownie zajmując miejsce w peletonie ślepców…

Właśnie do tych, którzy nie chcą poddawać się społecznej presji posiadania, którzy od życia oczekują czegoś więcej, którzy nie chcą tylko trwać, ale doświadczać, adresowana jest książka Mary Paterson „Mnisi i ja”. Opublikowana nakładem Illuminatio pozycja, jest zapisem niezwykłej podróży autorki, odbywanej pod przewodnictwem niezwykłego człowieka, duchowego mistrza, Thich Nhat Hanha. Podróży w głąb siebie, mającej na celu nie tylko zatrzymanie się w szaleńczym biegu, ale i wypełnienie pustki po stracie najbliższych i nadanie życiu nowego kierunku.

„Chęć zatrzymywania dla siebie tego, czego się nauczyliśmy, jest nie tylko czymś karygodnym, ale także destrukcyjnym. Wszystko, czego nie oddajemy za darmo i w dużej ilości, zostaje przez nas utracone” – te słowa amerykańskiej pisarki Annie Dillard, stały się motywacją do podzielenia się z czytelnikami osobistymi doświadczeniami Paterson i refleksjami na temat pobytu w klasztorze Plum Village we Francji.

Czterdziestodniowa pielgrzymka, na którą zdecydowała się lat autorka, pozostawała w zgodzie z filozofią starożytnych joginów. Sześć tygodni spędzonych w Akwitanii, życie wraz z przebywającą tam wspólnotą buddyjską, medytacje, praca w ogrodzie, czerpanie z mądrości przekazywanej przez Thich Nhat Hanha – to wszystko otworzyło Paterson na świat, stanowiło cenną lekcję uważności, samoakceptacji i wybaczania.

W trakcie pobytu w odosobnieniu, którego tematem przewodnim było skupienie na podejściu do nowego porządku świata, autorka przekonała się jak bardzo aktualne i uniwersalne są nauki buddyjskich mnichów. Również i czytelnikom Paterson przybliża Cztery Szlachetne Prawdy (Istnieje cierpienie. Cierpienie ma swoja przyczynę. Istnieje droga prowadząca do ustania cierpienia. Droga prowadząca do ustania cierpienia do Szlachetna Ośmioraka Ścieżka) oraz elementy składowe owej Ścieżki w Ośmiu Aspektach (tj. właściwy pogląd, właściwe myślenie, właściwe słowo, właściwy czyn, właściwe zarobkowanie, właściwe dążenie, właściwe skupienie, właściwa medytacja), dzieląc się wiedzą zdobytą podczas swojej podróży. 

Paterson opowiada nie tylko o zwyczajach panujących w klasztorze, wyjątkowym człowieku, jaki był mistrz zen, pisarz, aktywista na rzecz pokoju i praw człowieka, nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, Thich Nhat Hanh czy o ludziach zagubionych, tak jak i ona poszukujących sensu w życiu. Autorka pisze również o swojej drodze do oświecenia, o ciężkiej, codziennej pracy nad przełamywaniem swoich ograniczeń, o pozbywaniu się fałszywych przekonań i jadu zatruwającego serce. Życie również w klasztorze wystawia ją na próby, dając możliwość sprawdzenia siebie i zweryfikowana swoich niedoskonałości. Niezwykle wnikliwie Paterson analizuje emocje, które pojawiły się w niej podczas kąpieli, rozmowy z Vanną czy w sytuacji przywłaszczenia sobie przez turystę jej słuchawek. Otwarcie przyznaje się do chwil słabości, ale też dokumentuje swoją pracę nad „przyjęciem schronienia w sobie samym”, uważnością czy wchodzeniem w relacje z osobami, co do których nie żywi ciepłych uczuć, a nawet … wręczaniem im kwiatów (buddyści obdarowują kwiatami swoich „wrogów”, zamiast dawać je tylko tym, których kochają).

„Mnisi i ja” nie jest lekturą, która pojawia się w naszym życiu ku rozrywce. To ważna lekcja, przekonująca do otworzenia się na negatywne emocje z pełnym zrozumieniem, to dowód, jak istotną umiejętnością jest bycie uważnym, świadomym tego, co się dzieje w chwili obecnej. Po książkę Paterson nie sięgną osoby, które oczekują lekkiej w odbiorze publikacji, którą można przeczytać pomiędzy śniadaniem a obiadem. Książka odciska bowiem na nas swoje piętno, zmusza do delektowania się nią i refleksji. To pozycja, która podobnie jak odosobnienie autorki, jest podróżą w głąb własnej świadomości i swojego serca…