piątek, 29 kwietnia 2016

Magdalena Żelazowska "Hotel Bankrut"

Tytuł: Hotel Bankrut 
Autor: Magdalena Żelazowska
Wydawnictwo: HarperCollins


„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość” – o prawdziwości tych słów Woody`ego Allena przekonało się już wiele osób, a lekcja ta zwykle była bardzo bolesna. Niezależnie od tego, co stanowi nasz przedmiot pożądania, nasz cel, musimy uwzględnić w naszej drodze do niego różne nieprzewidziane okoliczności. Jeśli posiadamy wyłącznie plan A, trudno będzie nam odnaleźć się w sytuacji, kiedy na naszej drodze pojawią się nieprzewidziane problemy, kiedy dobiegnie nas złowieszczy chichot losu. I wówczas nieważny stanie się fakt, że w momencie zaciągania kredytu mieliśmy doskonałą pracę i wysokie wynagrodzenie, że całe życie pomagaliśmy wnukowi rezygnując z naszych marzeń, a osiągnąwszy pewien wiek, nie możemy na niego liczyć. Co więcej, analizując nasze potknięcia i życiowe porażki dojdziemy do wniosku, że winny tak naprawdę nie jest los, ale nasz brak pragmatyzmu, zbytnia skłonność do brawury, nadmierny konsumpcjonizm czy … rezygnacja z siebie.

Które z tych powodów wpłynęły na życie kilku bohaterów niezwykłej powieści „Hotel Bankrut” autorstwa Magdaleny Żelazowskiej? Przekonamy się o tym sięgając po opublikowaną nakładem wydawnictwa HarperCollins książkę, która portretuje codzienne życie mieszkańców Łodzi w dobie kryzysu. Jesteśmy świadkami spektakularnych wzlotów i upadków, rozczarowań i nadziei, obserwujemy ludzi załamanych, ale też i karmionych fałszywymi obietnicami, dla których wyznacznikiem własnej wartości jest liczba i jakość posiadanych rzeczy – nawet za cenę rujnujących odsetek od kredytu. Walory powieści w pełni docenią czytelnicy mający duże wymagania zarówno wobec przebiegu akcji, jak i bohaterów, lubiący lekturę może niezbyt wymagającą, ale z pewnością angażującą, zawierającą wiele cennych spostrzeżeń na temat życia i zachowań reprezentantów społeczeństwa. 

Poznajemy pięćdziesięcioletniego rozwodnika, Leona, właściciela małego lombardu, który stoi przed koniecznością utrzymania dużego i kapitałochłonnego domu. Sposobem na podreperowanie finansów oraz zachowanie własności nieruchomości, staje się wynajem pokoi. Przypadek sprawia, że w charakterze lokatorek zgłaszają się … trzy panie, a każda z nich dysponuje innym doświadczeniem życiowym, znajduje się w innym jego punkcie, każda z nich niesie na swoich barkach wiele problemów. Dla Weroniki, owładniętej pragnieniem wydostania się z nizin w których się wychowała, konieczność wynajmowania mieszkania jest ujmą na honorze i dowodem na to, że przegrała rozgrywkę o swoje życie. Doskonała praca jest już przeszłością, podobnie jak wysokie wynagrodzenie, które pozwoliło jej na regularną spłatę wysokich rat kredytu, zaciągniętego na wyposażenie pięknego, trzypokojowego mieszkania. Jeszcze wczoraj wypełnione wartymi fortunę meblami od znanych projektantów wnętrze cieszyło jej oczy, podobnie jak szafy pełne markowych ubrań, a dziś, wyprzedawszy większość swojego majątku za grosze, stoi przed koniecznością spłaty lawinowo rosnących zobowiązań oraz oddania swojego mieszkania w ręce najemców. 

Dla Łucji, mieszkanie u boku Leona jest szansą na nowe życie, choć w wieku siedemdziesięciu sześciu lat rozpoczynanie kolejnego etapu może wydawać się nieco ryzykowne. Prawdziwe zdumienie budzi jednak informacja, że wynajem pokoju to zaledwie jedna z drastycznych zmian – kobieta sprzedała swoje mieszkanie, a właściwie skorzystała z odwróconej hipoteki i pozbywając się niemal wszystkiego, stanowczo zaprotestowała przeciwko czekaniu na śmierć. Ostatnia lokatorka, Kinga, do Łodzi przyjechała w poszukiwaniu zatrudnienia. W swoim miasteczku nie miała przed sobą żadnych perspektyw, a tym bardziej szansy na realizacje największego z marzeń – Kinga pragnie zostać bowiem projektantką, zaś praca na zastępstwo w galerii handlowej, w sklepie odzieżowym, ma otworzyć jej drzwi do świata mody.

Na łamach książki spotykamy również rzutkiego pracownika Fraier Banku, Damiana, a właściwie …Dudusia, jak nazywa go pomimo skończonych trzydziestu lat jego babcia Łucja. Spragniony wielkich pieniędzy oraz wolności, które one dają, mężczyzna nie waha się przed wykorzystywaniem otoczenia, z równą bezdusznością traktując swoich klientów, kobiety, jak i rodzinę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że za wszystko w życiu kiedyś przyjdzie nam zapłacić, że wszystko ma swoją cenę, zaś miejsce na szczycie nie zawsze warte jest poniesionych kosztów…

Jak zakończy się ta wspaniała historia, w której wielu czytelników może przeglądać się niczym w lustrze? Jak potoczą się losy bohaterów i czy znajda oni to, czego poszukują? A może połączone stratą jednostki przekonają się o tym, co tak naprawdę się w życiu liczy? Na te wszystkie pytania pozwala odpowiedzieć lektura książki „Hotel Bankrut”, która przykuwa naszą uwagę i sprawia, że zaczynamy weryfikować swoje przekonania i sądy, a nawet swoje cele. I choć nie odpowie za nas na pytanie, czy lepiej mieć czy być, to z pewnością historie poszczególnych bohaterów pozwolą nam wyciągnąć własne wnioski. Spotkanie z powieścią Magdaleny Żelazowskiej jest przeżyciem, wiąże się z refleksją, ale także z podziwem dla autorki, która okazała się być doskonałą obserwatorką codzienności oraz ludzkich dramatów. Lekkość nie wiąże się tu z banałem, przemyślana koncepcja świadczy o doskonałym przygotowaniu, zaś bohaterowie, dzięki swojemu zróżnicowaniu, mają w sobie cząstkę nas i naszych opowieści. To wszystko składa się na wciągającą lekturę i skłania czytelnika do bacznej obserwacji poczynań autorki, a już z pewnością do sięgnięcia po jej poprzednią książkę.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Wielkie świętowanie z okazji 10. urodzin Taniej Książki!

23.04.2016 r. TaniaKsiazka.pl skończyła 10 lat! To właśnie z tej okazji (a także w ramach obchodów Światowego Dnia Książki) rozpoczęło się wielkie świętowanie. Przełamując stereotyp, że urodziny celebruje się tylko w dzień urodzin, Tania Książka zaprasza na trwającą wiele dni imprezę, podczas której czeka Was moc atrakcji, zaś każdy miłośnik dobrej książki z pewnością znajdzie coś dla siebie. Moc zabawy, dobry humor, wspaniałe prezenty – to wszystko z okazji jedynych takich urodzin!


środa, 27 kwietnia 2016

Lesław Tur „Polak w krainie d`Artagnana”

Autor: Lesław Tur
Wydawnictwo: Psychoskok


„Chcesz uchodzić za Francuza? Całuj wszystkich na dzień dobry, płać kartą bankomatową i w restauracji nie zamawiaj ślimaków”. Proste? Tylko takie się wydaje, bowiem każda narodowość ma swoje reguły zachowań, swoje przyzwyczajenia, przywary, a nawet drobne szczegóły – odmienne reakcje na dany bodziec – mogą zdradzić naszą prawdziwą twarz i kraj pochodzenia. Jednak, nawet popełnione poza granicami kraju faux-pas – o ile traktujemy siebie z dystansem i poczuciem humoru – może stać się pretekstem do zawarcia nowych znajomości, do rozszerzenia słownictwa czy zgłębienia danej kultury.

O tym, jak to jest być Polakiem wśród Francuzów, jak przebiega nauka języka w sytuacji, kiedy zostało się „wrzuconym na głęboką wodę”, a przede wszystkim o zaobserwowanych pomiędzy narodami różnicach, pisze w fenomenalny sposób Lesław Tur. W książce „Polak w krainie d`Artagnana”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Psychoskok, autor odsłania przed nami słabości, tęsknoty, zwyczaje Francuzów, pokazując ich odmienne w wielu kwestiach podejście, zapoznając czytelnika z francuską kuchnią, zwyczajami, zasadami i sposobami zachowania w różnych sytuacjach. Po książkę powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy Francji i kultury francuskiej czy podróżnicy, ale wszyscy, którzy choć odrobinę ciekawi są otaczającego nas świata, którzy chcą dowiedzieć się czegoś nowego w nieszablonowy sposób, a przy tym … dobrze się bawić. 

Lesław Tur przedstawia nam młodego dziennikarza, który w wyniku pewnego nieporozumienia, zostaje wysłany do Francji na roczny staż zawodowy. Pracę w dzienniku „Dernières Nouvelles d`Alsace” łączyć ma z intensywną nauką języka francuskiego na Uniwersytecie Nauk Humanistycznych w Strasburgu, a wszystko to, by zapewnić stały przepływ informacji, między innymi dotyczących Parlamentu Europejskiego. Ta przygoda szybko staje się dla Wojciecha Szczygła nie lada wyzwaniem szczególnie, że wpada on w tryby francuskiej maszyny biurokratycznej, która skłania do zweryfikowania sądów na temat zbytniej szczegółowości polskich procedur. 

Przykład z ilością zdjęć niezbędnych do wyrobienia dokumentów koniecznych do funkcjonowania na terenie Francji, to zarazem jedna z pierwszych różnic zauważonych przez autora. Z właściwym sobie dziennikarskim zapałem opisuje on wszystkie wydarzenia, które pozwalają inaczej nam spojrzeć nad mieszkańców kraju, a przy okazji uniknąć być może nieprzyjemnych sytuacji podczas własnych podróży. Dowiadujemy się, że „we Francji, jak nie całujesz , to jesteś uznany za obcokrajowca i to jeszcze na dodatek za sztywniaka”, poznajemy zatem rytuał tych pocałunków, a nawet – w kontekście relacji damsko-męskich, gry zwanej uwodzeniem. W kinie kosztujemy słodkiego popcornu, deszyfrujemy oznaczenia w karcie dań, a nawet kosztujemy ½ eskargot (co bynajmniej nie oznacza połowy ślimaka).

Szczygieł, za pośrednictwem księdza Polskiej Misji Katolickiej, nakreśla nam francuskie podejście do duchowości, wiary i problemów dnia codziennego, dowiadujemy się również, w jaki sposób we Francji obchodzone są Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc, zwiedzamy ponadto cmentarz świętego Urbana, który staje się miejscem obserwacji i jednoczesnych wniosków dotyczących braku charakterystycznego dla listopadowego święta klimatu zadumy w świetle setek zapalonych zniczy. I choć nie udaje nam się (a właściwie Wojtkowi) zachęcić Francuzów do polubienia naszych kiszonych ogórków i „narkotycznego” makowca, to jednak w trakcie wspólnego biesiadowania poznajemy wiele ciekawych szczegółów dotyczących codziennego życia mieszkańców kraju. Niezależnie od tego, czy bohater stara się zbliżyć do koleżanki z redakcji Sophie, czy też ostatecznie – do koleżanki z kursu językowego Noriko, to każde wyjście, każda rozmowa, każda degustacja, staje się okazją do tropienia różnic, do dopasowania do siebie kolejnych fragmentów układanki, obrazującej mieszkańców Francji. 

Autor, na stronach tej niewielkiej objętościowo książki, zaprezentował nam całą plejadę postaci, poczynając od fascynującej Sophie, delikatnej Noriko, samotnego właściciela domu Gilberta czy barwnego Paco, kolegi ze szkoły językowej i włoskiego kreatora mody w jednym. O tym, jakie dokładnie różnice znalazł Szczygieł pomiędzy Polakami i Francuzami, jak rozwinął się pod francuskim niebem romans i dlaczego tak naprawdę znalazł się we Francji, dowiemy się ze znakomitej książki (od której prawdziwości autor się odżegnuje, zostawiając nam pole do dociekań) „Polak w krainie d`Artagnana”. Kolejne rozdziały publikacji pochłaniamy ze smakiem, wielokrotnie autor rozśmiesza nas do łez, a plastyczny język będący w stanie doskonale nakreślić sytuację sprawia, że możemy czuć się bezpośrednimi obserwatorami, a nawet uczestnikami opisywanych zdarzeń. I jedyny zarzut do autora dotyczy tego, że mając do dyspozycji taki warsztat oraz niezwykle wciągający temat, pisać książki liczącej niespełna sto czterdzieści stron po prostu nie wypada. Stanowczo żądam więcej!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

James Dashner „Reguła myśli”

Tytuł: Reguła myśli
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Albatros


Nie ma chyba osoby, która nie oglądała filmu „Matrix” w reżyserii braci Larry`ego i Andy`ego Wachowskich. Rozgrywająca się na pograniczu jawy i snu akcja pokazuje alternatywny świat, a sam film wypełniony jest licznymi nawiązaniami do duchowości, filozofii, a nawet literatury. Doskonała kreacja Keanu Reevesa w roli Thomasa A.Andersona, wiodącego podwójne życie programisty, który w życiu prywatnym staje się „Neo”, jednym z najlepszych hakerów, na zawsze zapisała się w naszej pamięci. Po obejrzeniu filmu nie raz zadawaliśmy sobie pytanie, w której rzeczywistości żyjemy – tej prawdziwej czy tej alternatywnej, a zapewnie niejedna osoba zdecydowanie chciałaby wykreować taką cyberprzestrzeń, w której mogłaby spędzić co najmniej kilka godzin dziennie, „wylogowana” z codziennego życia i jego problemów.

Odpowiedzią na to pragnienie jest VirtNet, świat utkany z kodów, do którego przenoszą się ludzie podczas Snu – tam mogą być kimkolwiek zechcą i robić co tylko chcą. O tym, jakie stanowi to zagrożenie i co dzieje się z osobami, które za pomocą swoich trumien łączą się z Siecią pisał James Dashner w pierwszym tomie swojej powieści „W sieci umysłów”. Teraz powraca, by znów postawić przed Michaelem nowe zadania. Druga część cyklu „Doktryna Śmiertelności” wciąż nie przynosi nam kluczowych odpowiedzi, pokazuje natomiast zagrożenie, jakie wiąże się z osobą gracza Kaine`a, opętanego chorymi ideami. Powieść „Reguła myśli”, opublikowana nakładem wydawnictwa Albatros, po raz kolejny zabiera nas w podróż po cyfrowym świecie, dowodząc jednocześnie wielkiego talentu i ogromnej fantazji autora. Po książkę sięgnąć powinny osoby lubiące fantastykę oraz gry komputerowe szczególnie, jeśli czytały pierwszy tom cyklu. Obfitująca w szczegółu i nagłe zwroty akcji fabuła może być bowiem trudna do przyswojenia, jeśli nie śledziliśmy początku historii oraz losów Michaela i jego przyjaciół.

Michael przeżywa szok dowiadując się, że tak naprawdę jest tylko tworem, zwykłym programem komputerowym, a całe jego dotychczasowe „życie” było fikcją. Funkcjonował bowiem jako część „Głębi życia” i nawet jego przyjaciele, z którymi spotykał się w VirtNecie nigdy nie domyślili się prawdy. Nie wiadomo jednak, czy to, co dzieje się z nim obecnie, nie jest gorsze od świadomości bycia tworem – dzięki chorej ambicji Kaine`a, który wymyślił sposób implementowania inteligencji tworu do ludzkiego mózgu, Michael budzi się w ciele Jacksona Portera. Michael jeszcze nie może otrząsnąć się z szoku i oswoić z prawdą o swoim istnieniu, a teraz jeszcze musi żyć ze świadomością, że przejął ludzkie ciało. Jednak jedyne co może zrobić, to wykorzystać swoje umiejętności i stanąć do walki z Kaine`m, którego pragnieniem jest zatarcie granicy pomiędzy Jawą i Snem. Aby tego dokonać potrzebuje ludzkich ciał, w zamian za pomoc oferując im cyfrową nieśmiertelność.

Aby plan Michaela się powiódł potrzebuje swoich wirtualnych przyjaciół – Sary i Brysona, ale tym razem musi spotkać ich w realu. Niestety jego tropem podąża zarówno policja, oskarżając go o cyberprzestępstwa, jak i sam Kaine, który w ramach ostrzeżenia porywa rodziców Sary. Teraz cała trójka nastolatków staje się podejrzana o morderstwo lub współudział, co zdecydowanie utrudnia im działanie…

Czy uda im się skontaktować z agentką Weber i uzyskać pomoc służb ochrony VitrNetu? Czy zdołają ukryć się przed Kaine`m? Czy ktoś będzie w stanie uwierzyć w ich historię i dostrzec zagrożenie? Jak mówi Bryson: „Musimy zmierzyć się z szalonym programem komputerowym, który zawziął się, żeby przejąć kontrolę nad ludzkimi umysłami”. Ale to jeszcze nie wszystko – wszak bohaterowie muszą jeszcze odnaleźć rodziców Michaela i Sary, a także dowiedzieć się, co stało się z umysłem Jacksona Portera. Trudne zadanie czeka również nas – czytelników, którzy muszą towarzyszyć trójce przyjaciół w tej ryzykownej grze, stawiając czoła nieuchwytnemu graczowi. Podążanie za rozwojem akcji wymaga od nas skupienia i choć ta część obfituje w mniejszą liczbę wydarzeń, to zmusza nas do czujności – wszak zagrożenie może nadejść z każdej strony. 

Świat wykreowany przez autora i zagrożenia, które niesie ze sobą VirtNet są jak najbardziej realne, a połączenie znanych nam pokus ze skomplikowaną intrygą i żądzą władzy, czyni prawdopodobną całą historię. Jednocześnie świadomość, że ludzkość już za kilka czy kilkanaście lat może stanąć w obliczu takiego niebezpieczeństwa, pozwala w pełni docenić zarówno perspektywiczne myślenie autora, jak i pietyzm, z którym stworzona została alternatywna rzeczywistość. Na stronach powieści znajdziemy nie tylko brawurowo toczącą się akcję, ale również dylematy moralne i etyczne, mocno zarysowane zostały również osobowości bohaterów. Wszystko to sprawia, że kończąc przygodę z Doktryną Śmiertelności nie tylko trwamy w oczekiwaniu na kolejny tom, ale głęboko analizujemy naszą aktywność w świecie wirtualnych gier. Kto wie, czy w jednej z nich nie czai się sobowtór Kaine`a?



sobota, 23 kwietnia 2016

Bibliofile żądają dostępu do fotela!

Pamiętacie moje remontowe problemy, które przeżywałam dwa lata temu Katastrofę zobaczycie TU)? Całe szczęście są już dawno z mną, a ja mogę cieszyć się spokojem, ciszą i brakiem worków z cementem składowanych w każdym niemal pokoju. Mogę też czerpać radość z tego, że z każdym dniem coraz lepiej czujemy się z Meridą w naszych czterech kątach. I choć wiele jest jeszcze do zrobienia (tak naprawdę zawsze mieszanie czy dom rozwija się i zmienia wraz z nami), to w ostatnich dniach udało mi się spełnić jedno z pragnień.

O własnym fotelu, takim, w którym mogłabym się zagłębić podczas lektury książek, marzyłam od dawna. Jednak dziewięć przeprowadzek w ciągu ostatnich dwunastu lat nie pozwoliło mi w pełni cieszyć się atmosferą miejsc i – co ważniejsze – jej kreować. Miałam świadomość, że każdy zakup będzie wiązał się z rychłym pytaniem „co z tym robimy – bierzemy czy sprzedajemy?”, w momencie kolejnej przeprowadzki. Dlatego też dopiero teraz postawiłam sobie za cel spełnić marzenia o czytelniczym kąciku, jaki zapewne każdy bibliofil ma (a jeśli nie, to nie poddawajcie się w dążeniach do jego tworzenia).

Przepis na kącik czytelniczy: 
  • jeden duży fotel (koniecznie wygodny – przecież będziecie spędzać w nim wiele godzin),
  • jedna lampa,
  • regał z książkami w zasięgu ręki,
  • kubek z gorącą kawą / herbatą / kakao (niepotrzebne skreślić).

U mnie pierwszy pojawił się regał – było to wymuszone koniecznością uporządkowania kartonów pełnych książek obecnych w moim mieszkaniu. Kolejnym nabytkiem był obraz – nie ma go co prawda w przepisie na kącik, ale urzeka swą bajecznością i spokojem, nadał wnętrzu cieplejszego tonu i tak naprawdę wyznaczył gamę kolorystyczną dodatków, przełamujących biel i szarość (autorem obrazu jest Grzegorz Ptak – wiele jego cudownych prac znajdziecie TU).

Lampa podłogowa Trójnóg
Wysokość 140 cm

Kolejnym elementem była lampa. Szukałam jej niemal rok, starając się zawrzeć kompromis pomiędzy wyborami serca, które pokochało najdroższe, industrialne modele, a zawartością portfela. Ostatecznie decyzję podjął rozsadek i zdecydowałam się na funkcjonalną klasykę, która doskonale wpisała się w koncepcję wystroju. Początkowy plan zakładał przemalowanie nóg na biało, ale moja kanapa z wbudowanymi z boku półkami również jest w kolorze jasnego drewna (dobrze, że wciąż zwlekałam z jej pomalowaniem), dlatego też pozostawiłam lampę w wersji „roboczej”. Spód abażuru podbijany jest za pomocą srebrnej aply, co daje niezwykły efekt.

Miejsce na fotel czekało już od dawna – wyznaczył je regał, lampa i obraz. Brakowało tylko fotela, którego wciąż nie mogłam znaleźć. Wszystkie dostępne egzemplarze były albo zbyt ciężkie, przytłaczające pokój, albo w swym designie sprawiały wrażenie bardzo niewygodnych i niepraktycznych (a niektóre rzeczywiście takie były). Dlatego też fotel, który zakupiłam, był okupiony godzinami wędrówek po salonach meblowych i przeglądania stron internetowych producentów. 

fot. J.Gul

Dopiero w ostatnich miesiącach udało mi się trafić na idealny model – z wygodnym siedziskiem, stabilnym oparciem i podłokietnikami. Wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę! Pojawiły się małe problemy przy określaniu koloru – numer z próbnika, odpowiadający kolorowi wybranemu przeze mnie jako szary okazał się wskazywać na … granatowy. Dobrze, że w zamówieniu oprócz numeru podałam preferowany kolor, więc pracownicy firmy od razu zareagowali, wskazując mi dwa dostępne odcienie szarości. Kolor nóżek był już poza dyskusją – nóżki bukowe naturalne pasują idealne do stelaża lampy i półek. 

Tym sposobem pierwsze czytanie na fotelu się już odbyło, oczywiście z obowiązkową poduszką (wkrótce ten model powędruje na kanapę, bowiem wypatrzyłam już w sklepie taki, która idealne pasuje do obrazu) i kubkiem z gorącą kawą. 

fot.J.Gul

Zainteresowanym polecam również kota, w roli niezbędnego elementu czytelniczego kącika.



Producent, Meble Perfect 
Fotel Uszak Lidia 
szerokość - 78 CM 
wysokość - 102 CM 
głębokość - 85 CM

Kathrin Lange „Serce ze szkła”

Autor: Kathrin Lange
Wydawnictwo: MUZA


Zapytani o najsłynniejsze filmy Alfreda Hitchcocka bez wahania wskażemy na „Psychozę”, „Ptaki” czy „Okno na podwórze”. Niestety, mało kto pamięta niepokojącą „Rebekę”, opartą na książce Daphne du Maurier. A szkoda, bowiem sama powieść była w latach 40. ubiegłego wieku prawdziwym bestsellerem, zaś angielska posiadłość Maxima de Wintera, którego poślubiła bohaterka, budziła przerażenie już na samą o niej myśl. Tytułowa Rebeka była pierwszą żoną Maxima, a jej tragiczna śmierć sprawiła, że na zawsze w pamięci mieszkańców Manderley, w tym samego Maxima, zapisała się jako niedościgniony wzorzec…

Po tę niezwykłą historię sięgnęła Kathrin Lange, tchnęła w nią życie, nadała nowej jakości. Ta inspiracja zaowocowała powstaniem powieści dla młodego czytelnika, ale nie tylko. Wielbiciele Daphne du Maurier powinni sięgnąć po książkę chociażby dlatego, by przekonać się, jak dobrze autorce udało się wykreować mroczną atmosferę miejsca i bohaterów miotanych wewnętrznymi konfliktami. Powieść „Serce ze szkła”, opublikowana nakładem wydawnictwa MUZA, to pierwsza część trylogii, opowiadającej o starej legendzie, klątwie oraz dramacie młodych ludzi, którzy spotkali się w okolicznościach niesprzyjających rozkwitowi uczucia. 

Nastoletnia Julie wychowuje się w USA pod opieką ojca – pisarza, specjalizującego się w miłosnych historiach. Paradoksalnie, jego małżeństwo nie wytrzymało próby czasu, a dziewczynę od matki dzieli ocean. Nic dziwnego, że jest tak związana z ojcem, że stara się spełnić jego prośby, nawet te najdziwniejsze. Taką właśnie było zaproszenie do posiadłości wydawcy romansów, Jasona Bella, mieszczącej się na wyspie Martha`s Vineyard. Sorrow, bo tak nazywa się elegancki dworek, nie bez przyczyny kojarzy się ze smutkiem. Stojący na klifie dom przez wiele lat był świadkiem kolejnych tragedii, a na dodatek na okolicę rzucona została klątwa. W XIX w. na pobliskich rafach rozbił się statek, zaś w katastrofie zginęły wszystkie dzieci oraz kobiety. Wśród nich była Madeleine Bower, zmierzająca do Savannah, gdzie miała poślubić swojego ukochanego. Umierając, przeklęła ona klify Grey Head – od tej chwili żadna para nie miała odnaleźć tu szczęścia w miłości. 

Przez lata legenda ta wzbogacana była w nowe szczegóły, bowiem kolejne niezwykłe wydarzenia dawały temu bodziec. Na przestrzeni wielu lat, na klifach, wiele osób w niewyjaśnionych okolicznościach straciło życie, a jedną z nich była żona wspomnianego właściciela Sorrow. W ostatnich tygodniach przed świętami okolicą wstrząsnęła jednak inna tragedia – samobójstwo popełniła piękna Charlie, narzeczona Davida Bella, syna wydawcy. Fakt ten jest o tyle niezrozumiały, że nie była ona osobą o samobójczych skłonnościach, a ponadto zaledwie dzień wcześniej … zaręczyła się z ukochanym. Nic więc dziwnego, że cała okolica obwinia o jej śmierć właśnie Davida, bowiem któż inny mógł być odpowiedzialny za jej zbyt wczesne odejście? Nie mogący pogodzić się z tragedią chłopak jest w ciężkiej depresji, gotów jest również zakończyć swoje młode życie.

Jak w takiej sytuacji Julie wraz z ojcem mogą udawać się w gościnę do pogrążonej w żałobie rodziny? Otóż Bell ma nadzieje, że towarzystwo dziewczyny będzie dla Davida ratunkiem, że skończą się jego omamy, wybuchy, że Julie rozwieje mrok, który opanował jego serce i umysł. Nastolatka zgadza się na pełnienie przez kilkanaście dni funkcji strażniczki i opiekunki, ale gdyby wiedziała, co czeka ją w Sorrow, zapewne podjęłaby inną decyzję…

Już pierwsze kilka sekund w posiadłości wystarczyło, żeby dziewczynę przeniknął paraliżujący strach. Niepokoju nie rozwiał ani sam David, który okazał się przystojnym i interesującym, ale wyjątkowo nieprzystępnym osobnikiem, o zmiennych humorach. W odzyskaniu przez chłopaka równowagi z pewnością nie pomaga również ojciec, z pogardą odnoszący się do załamania nerwowego syna, ani osobista rehabilitantka ojca, która traktuje Davida z ledwie skrywanym politowaniem. Jedynie jego najlepszy przyjaciel, Henry, dotrzymuje mu towarzystwa, choć niekiedy wymaga to niezwykłego opanowania. 

Julie z trudem odnajduje się w tak niesprzyjających warunkach, trudno jej zaakceptować tajemnice otaczające śmierć Charlie. W obecności Davida nie można nawet wymawiać jej imienia, nie wiadomo też, co nagle wyprowadzi go z równowagi – może to być zarówno czerwona sukienka, jaką przymierzała Julie, jak i piękna bransoletka, którą podarował jej Henry. Na dodatek gosposia rodziny ostrzega dziewczynę przed klątwą i samą Madeleine, doradzając jej opuszczenie wyspy. I być może ma racje, bowiem już wkrótce zachowanie Julie zaczynają być niepokojące. Nie tylko męczą ją koszmary, zaczyna mieć omamy słuchowe i wzrokowe, ale też lunatykuje, i tylko refleks Davida ratuje ją przed … upadkiem z klifów.

Jak potoczy się ta opowieść? Czy Julie uda się poznać okoliczności śmierci Charlie? Czy to możliwe, by w XXI w. ludzie wciąż wierzyli w klątwę? Czy plan Bella powiedzie się i Julie pomoże Davidowi czy raczej sama będzie potrzebowała pomocy? O tym przekonamy się w mrocznej i pełnej emocjonujących wydarzeń powieści „Serce ze szkła”, która zapewnia nam niezapomniane wrażenia i zmusza nasze serce do szybszego bicia. Doskonała kreacja bohaterów, wspaniale prowadzona akcja, pełne napięcia i niedopowiedzeń dialogi – to wszystko składa się na lekturę, w trakcie której wielokrotnie staramy się ustalić prawdziwy przebieg wydarzeń, ponosząc klęską za każdym razem. Zakończenie budzi nasz wewnętrzny sprzeciw, bowiem uświadamia, że na rodzące się pytania, w tym tomie odpowiedzi nie znajdziemy. Jedyne, co podtrzymuje w nas nadzieję to fakt, iż ukazała się już kolejna część książki i możemy natychmiast kontynuować czytanie, nawet kosztem snu. Zresztą i tak nie zaśniemy, już Madeleine o to zadba…



Monika Całkiewicz, Iwona Schymalla " Zbrodnia prawie doskonała"

Autor: Monika Całkiewicz, Iwona Schymalla
Wydawnictwo: PWN


Z policyjnym zacięciem już od wielu lat śledzimy wszystkie doniesienia o morderstwach, samobójstwach, kradzieżach i rozbojach, pozyskując wiedzę na ten temat przede wszystkim z mediów. Rekordy popularności bił serial dokumentalny z gatunku court show „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, namiętnie oglądamy też kolejne odcinki „CIA. Kryminalne zagadki”, niezależnie od miejsca, w którym toczy się akcja. Nie wspominając już nawet o śledzeniu amerykańskiego serialu „Ally McBeal”, który wytworzył w naszych umysłach pewien obraz prawnika, który wygrywa sprawę w ciągu jednego odcinka, a po pracy jeszcze ma tyle zapału i energii, żeby wyjść z kolegami z kancelarii na drinka.

O tym, jak naprawdę wygląda śledztwo i rozprawa sądowa, jak toczą się postępowania pozbawione blasku fleszy, czym się różnią się takie terminy, jak przestępstwo, zbrodnia i wykroczenie, czy istnieje gen przestępczości i w jakich sytuacjach używa się wariografu, przekonamy się podczas lektury niezwykle wciągającej książki „Zbrodnia prawie doskonała”. Opublikowana przez wydawnictwo PWN pozycja, jest swego rodzaju wywiadem-rzeką, przeprowadzanym z prof. Moniką Całkiewicz, karnistką, która dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem, a także uświadamia, jak fałszywy obraz przestępczego świata i samych procesów mamy w naszych umysłach. 

Iwona Schymalla z właściwym sobie profesjonalizmem, ale i ciekawością świata, zadaje nurtujące nas od lat pytania, uszczegóławia i systematyzuje przekazywane informacje. Z książki wyłania się klarowny obraz zakresu obowiązków poszczególnych służb, rzeczywistego przebiegu procesu sądowego i przesłuchań, znajdziemy tu również wiele przykładów z życia zawodowego. Po książkę sięgnąć powinni przede wszystkim studenci prawa i osoby związane z wymiarem sprawiedliwości, a także osoby zainteresowane tematem. Być może wywiad zainspiruje też licealistów, którzy właśnie stoją przed wyborem swojej życiowej drogi, wszak studia prawnicze dają szerokie spektrum możliwości …

W kolejnych rozdziałach książki jesteśmy świadkami rozmów o każdym niemal aspekcie związanym z szeroko rozumianą przestępczością. Dowiadujemy się nieco o teoriach kryminologicznych i o tym, jak wyglądał rozwój kryminalistyki, zastanawiamy się nad czynnikami zwiększającymi prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa i obalamy teorię o genie przestępczości odpowiedzialnym za popełniane przez człowieka zbrodnie. Całkiewicz mówi również o zbrodniach, w których przestępcą okazuje się „porządny człowiek” i o cechach przestępców, które doskonale pozwalają im zmylić wychowawców czy psychologów zatrudnionych w więzieniu.

Monika Całkiewicz wyjaśnia również rozbieżności, pomiędzy rzeczywistym przebiegiem śledztwa czy postępowania sadowego, a tym przedstawionym na łamach książek czy w serialach i filmach, wyjaśnia również dokładne znaczenie poszczególnych terminów. Mówi również o statystykach zabójstw, przyczynach wysokiej ich wykrywalności i najczęściej występujących motywach, popychających do morderstwa. Czytamy ponadto o tym, skąd pochodzą informacje o popełnieniu przestępstwa, o wariografie i sprawach, w których był wykorzystywany, o metodach przesłuchań i o tym, w jaki sposób pozyskuje się zeznania od najmłodszych świadków. 

Okazuje się, że poznanie tajników pracy policji nie stanowi dla potencjalnych sprawców żadnego problemu, a i my mamy możliwość posiąść wiele cennych informacji, na przykład czym różni się poszlaka od dowodu poszlakowego. Przeczytamy również o słynnych procesach poszlakowych w Polsce (m.in. o sprawie Rity Gorgonowej) oraz o miejscu zbrodni i oględzinach.

W rozmowie, Całkiewicz i Szymalla poruszają również temat seryjnych zabójców oraz zabójców masowych, a także profilerów, czyli psychologów zajmujących się psychologią śledczą. Dowiemy się, w jakim stopniu przydatne są profile psychologiczne, a także, jak wyglądają przestępstwa popełniane przez kobiety. Sięgniemy do archiwum X, a tak naprawdę poznamy szczegóły działań grupy specjalistów, jednostki zajmującej się badaniem najpoważniejszych przestępstw, których zabójcy nigdy nie zostali złapani. Niezwykle cenny jest rozdział poświęcony wiktymologii, próbujący odpowiedzieć na pytanie, jak nie stać się ofiarą. Zagłębimy się ponadto w świat obowiązujących procedur, praw, jakie ma sprawca zabójstwa w procesie karnym oraz tych, które ma osoba pokrzywdzona lub osoba bliska działająca w jej imieniu.

Wszystko to składa się na fascynującą książkę o kulisach zbrodni i o polskiej rzeczywistości. „Zbrodnię prawie doskonałą” czyta się z zapartym tchem, bowiem jesteśmy świadomi, że rozmówczyni dziennikarki jest praktykiem, zaś jej wypowiedzi pozbawione są filmowej otoczki i przekłamań wynikających z dostosowania realiów do wymogów scenariusza telewizyjnego. Jak zauważa Całkiewicz „Dzisiaj wiedza o tym, jak pracuje policja, prokuratura czy sąd jest bezcenna. Dlatego chciałabym, żeby nasza rozmowa nie została odebrana jako podręcznik dla przestępców (…)”. Jestem przekonana, że lektura książki będzie raczej ostrzeżeniem niż instruktażem. To bowiem przestroga przed popełnieniem przestępstwa i jasny komunikat: nie ma zbrodni doskonałej!



czwartek, 21 kwietnia 2016

Tony Robbins " Money. Mistrzowska gra"

Autor: Tony Robbins
Wydawnictwo: Studio EMKA


„Większości z nas dochód z pracy nigdy nie pozwoli wypełnić luki między miejscem, w którym dziś jesteśmy, a tym, w którym naprawdę chcielibyśmy być” – oto smutna prawda o naszej przyszłości, oto zdanie podsumowujące nasze życie oraz kondycję finansową u jego schyłku. Kiedy kolejny rząd dyskutuje na temat reformy emerytalnej, planując jeszcze bardziej zadłużyć państwo, musimy być świadomi, że skrócenie wieku emerytalnego będzie oznaczało realny spadek wysokości naszej emerytury. Każdy z nas zatem, chcąc utrzymać przynajmniej obecny standard życia powinien oszczędzać i pomnażać te zaoszczędzone pieniądze. Tymczasem statystyki pokazują, że większość obywateli nie ma nawet odłożonych pieniędzy na tzw. nagłe wypadki, jak zatem możemy mówić o oszczędzaniu na przyszłość? 

Tony Robbins, znany coach, przedsiębiorca i filantrop przekonuje, że o oszczędzaniu przy każdym poziomie dochodów nie tylko można mówić, ale nawet trzeba. Co więcej, udowadnia, że już niewielkie kwoty systematycznie inwestowane mogą przynieść po latach krociowe zyski i zapewnić nam nie tylko finansową wolność, ale i umożliwić wspieranie potrzebujących. Jego książka „Money. Mistrzowska gra”, to nasza przepustka do lepszego życia, to przewodnik po świecie finansów, to swego rodzaju ABC inwestowania. Opublikowany nakładem wydawnictwa Studio EMKA poradnik, to owoc wytężonej pracy autora, który w oparciu o własne doświadczenia, a także doświadczenia ludzi biznesu i rekinów finansjery, dzieli się z nami sekretem finansowego sukcesu. Od celu dzieli nas zaledwie siedem kroków, których pokonanie wynosi nas na podium, znacząco zmienia nasze życie, nadając mu nową jakość. 

Robbins obala mit, którym karmili nas nasi rodzice – ciężka praca nie idzie w parze z niezależnością finansową szczególnie, że na godziwą emerytury nie możemy już liczyć. Skoro zatem stary, dobrze znany nam świat odchodzi do lamusa, pora pogodzić się z tym, że nasza kondycja finansowa będzie zależała wyłącznie od naszej wiedzy i konsekwencji. Niestety, nie możemy tu liczyć na spektakularne przychody wygenerowane w rok – inwestowanie to plan długoterminowy, a czym dłużej oszczędzamy i pozwalamy naszym pieniądzom pracować, tym więcej ich jest. Oto magia procentu składanego, o którym pisze autor. Dlatego też, tak naprawdę nie jest istotne ile zarabiamy, ale ile wydajemy i ile inwestujemy. Posługując się przykładem aktorki znanej z takich filmów, jak „Dziewięć i pół tygodnia” czy „Batman”, Kim Basinger, czy też M.C.Hammera i Meat Loaf, Robbins dowodzi, że nawet przy tak astronomicznych przychodach można otrzeć się o bankructwo. Co zatem zrobić, by nie tylko uniknąć konieczności zaciągania zobowiązań finansowych, ale pomnażać pieniądze?

Kolejne rozdziały odsłaniają przed nami kroki przybliżające nas do celu, czyli do majątku, jaki jesteśmy w stanie zgromadzić w długiej perspektywie czasu. W części pierwszej odkryjemy cudowną moc procentu składanego, przekonamy się, że „im więcej wiemy, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z własnej niewiedzy”, zaś ta znajomość własnych słabości pozwoli nam ustrzec się przed nimi. Autor zachęca nas również do systematycznego oszczędzania, zaś automatyzacji odkładania pieniędzy służyć może bezpłatna aplikacja, którą możemy pobrać z podanej strony. Poznamy również podstawowe potrzeby, które motywują nas do działania oraz jeden z sekretów bogactwa – wdzięczność. 

Dzięki części drugiej mamy szansę nie tylko poznać tajniki inwestowania i rynku finansowego, ale również … zostać w tej dziedzinie ekspertami. Jak wyjaśnia autor, zanim przystąpimy do gry musimy poznać zasady, dlatego też dokładnie tłumaczy nam, że świat pieniędzy to dżungla, w której czyhają na nas niebezpieczeństwa. Aby się przed nimi ustrzec, albo przynajmniej zminimalizować ryzyko, konieczne jest zdobycie jak największej wiedzy na temat środowiska w jakim planujemy się poruszać. Dowiemy się zatem nieco o pozornie korzystnych ofertach, o ukrytych opłatach, zdobywaniu „Góry wolności”, a także o akcjach i o tym, że jednym z kluczy do sukcesów jest dostosowanie się do rynku. Robbins przestrzega nas również przed poddawaniem się owczemu pędowi i nakłania do myślenia w taki sposób, jak myślą eksperci!

W części trzeciej Robbins zachęca nas do zapisania kwoty, która będzie dla nas wystarczającą, by stać się finansowo bezpiecznym i niezależnym, a także do obliczenia kwoty rocznego dochodu, który to bezpieczeństwo by zapewniał, tj. pozwalał na uregulowanie rachunków za czynsz, media, ubezpieczenie itd. Mając ustaloną cenę naszych marzeń, możemy rozpocząć tworzenie finansowego planu. Czynność tę może ułatwić specjalna aplikacja It`s Your Money, dostępna na stronie autora.

Część czwarta zachęca nas do działania, do zwiększonej aktywności w obszarze inwestowania. Dowiadujemy się z niej o potędze alokacji aktywów i zdobywamy umiejętność korzystania z niej, pomnażając swoje pieniądze. Co więcej, zyskujemy możliwość uczenia się od najlepszych – znajdziemy tu bowiem rzeczywiste alokacje aktywów, stosowane przez najlepszych inwestorów świata. Część piąta natomiast zapoznaje nas z sekretami społeczności finansowej i umożliwia stworzenie gwarantowanego planu finansowego na całe życie. Poznajemy również strategię „na każdą pogodę” oraz produkt, zwany hybrydową rentą kapitałową. 

W części szóstej nie tylko przedstawione zostały prognozy rozwoju gospodarczego, ale będziemy mieli szansę poznać dwanaście wyjątkowych osób, funkcjonujących w świecie finansów, i co więcej – poznamy strategię podejmowanych przez nich działań. David Swensen – dyrektor ds. inwestycji Uniwersytety Yale czy John C.Bogle – twórca funduszu indeksowego, to tylko przykład potężnych umysłów, które będziemy mogli zgłębić. Część siódma, ostatnia, zmusza nas do zastanowienia się, dlaczego tak wielu ludzi dąży do bogactwa, a także odsłania przed nami kierunki rozwoju współczesnego świata. Autor porusza tu również temat wartości i podpowiada, gdzie szukać sensu w świecie pieniędzy i obfitości dóbr.

Wszystkie te informacje, zdobyte w kolejnych częściach książki, pozwalają nam wykonać symboliczne kroki, przybliżające nas do finansowej wolności. „Money. Mistrzowska gra” stanowi ratunek dla tych, którzy z trudem wiążą koniec z końcem, dla tych, którzy mimo wysokich zarobków nie potrafią zarządzać domowym budżetem, a także dla tych, którzy mają nadzieję na spełnienie swoich marzeń w przyszłości – również tych o finansowej niezależności. Ten poradnik, adresowany do odbiorców w każdym wieku, statusie społecznym, o różnych poziomach wykształcenia, został napisany przystępnym językiem, a dzięki licznym przykładom umożliwia szybkie przyswojenie sobie wiedzy na temat finansów i inwestowania. Wykonując zalecone przez Robbinsa działania jesteśmy wprost skazani na sukces, jakim jest wolność finansowa, co więcej, mamy szansę realizować siebie, spełniać swoje marzenia i pomagać innym. Poszczególne ustępy książki, a także plany czy specjalne aplikacje zostały udostępnione czytelnikom na stronie autora - stanowią one doskonałe uzupełnienie książki, czynią ją wielofunkcyjną i umożliwiają bieżące śledzenie tekstu czy stopnia wykonania planu na ekranie telefonu czy tabletu. Wierzę, że lektura książki Robbinsa zachęci czytelników do rozpoczęcia przygody z inwestycjami i produktami finansowymi, a być może będzie stanowiła dopiero początek tej fascynującej podróż po rynkach finansowych.


Marta W.Staniszewska "Nigdy nie pozwolę ci odejść"

Autor: Marta W.Staniszewska
Wydawnictwo: Psychoskok 


Życie nieustannie nas zaskakuje, a mimo to, wciąż łudzimy się, że możemy mieć wpływ na swoją przyszłość, że możemy kontrolować otoczenie. Tymczasem, nawet jeśli podejmowane przez nas wybory są konsekwencją dogłębnych przemyśleń i analizy, to nie możemy wykluczyć, że i tak różne czynniki zewnętrzne sprawią, że nasze plany staną się nierealne, że nic nie będzie tak, jak byśmy chcieli. Skoro nie można tych zmian uniknąć, trzeba się na nie otworzyć, trzeba być elastycznym i zaakceptować fakt, że w osiągnięciu celu mogą nam przeszkodzić inni ludzie.

środa, 20 kwietnia 2016

Marta W.Staniszewska "Nigdy cię nie zapomniałam "

Tytuł: Nigdy cię nie zapomniałam 
Autor: Marta W.Staniszewska 
Wydawnictwo: Psychoskok 


Z książkami o lekkim zabarwieniu erotycznym jest tak, jak z disco polo – nikt nie słucha, ale wszyscy potrafią zanucić szlagiery. Z chwilą, kiedy na rynku pojawiła się powieść „Pięćdziesiąt twarzy Greya” autorstwa brytyjskiej pisarki E.L. James, rozgorzała dyskusja na temat tego, kto czyta tego rodzaju literaturę oraz nad walorami tego typu powieści (a raczej ich brakiem). Można było usłyszeć stwierdzenia, że to literatura dla znudzonych gospodyń domowych i kobiet niezaspokojonych przez mężów, ale w takim razie skąd ten oszałamiający sukces? Być może za rosnącą popularnością literatury erotycznej stoją niezaspokojone pragnienia, a może po prostu kobiety dojrzały do tego, by głośno mówić o swoich fantazjach, albo przynajmniej karmić swoje zmysły śmiałymi scenami z wielkim pietyzmem odtwarzanymi przez autorów na papierze.

Niezależnie od tego, z jakich pobudek sięgamy po książki pełne seksu i emocji, to tak naprawdę powinna być wyłącznie nasza sprawa. Na przekór wszystkim pruderyjnym osobom, za przekór mężczyznom zazdrosnym o wyczyny (przede wszystkim osiągnięcia w łóżku) literackich bohaterów, sięgnąć można po książkę „Nigdy cię nie zapomniałam” autorstwa Marty W.Staniszewskiej. Nie znajdziemy tu lukrowanych opowiastek o miłości czy eufemistycznych określeń w tylu „mój skarb” czy „moje sekretne miejsce”. Tu mamy ostry, niekiedy zwierzęcy seks, choć brak w nim wulgarności. Jest chemia pomiędzy bohaterami, jest namiętność, w powietrzu krążą feromony, przyprawiając również i nas o szybsze bicie serca.

Autorka przedstawia nam Sophie Thompson, germanistkę, która rzucając pracę w salonie kosmetycznym trafia do międzynarodowej korporacji DHA Limited. Pomijając jej matkę, śmiertelnie obrażoną za pozostawienie rodzinnego biznesu oraz wyprowadzkę, Sophie musi uporać się ze swoja samotnością (której mroków nie rozprasza nawet towarzystwo kotki) oraz z nowymi wyzwaniami w pracy. Jednym z nich jest organizacja transportu mebli i to właśnie to zadanie jest impulsem do kontaktu z niejakim Aleksandrem Kentem, właścicielem firmy transportowej. Już sama rozmowa jest naładowana tajemniczością i niezrozumiałym pożądaniem, choć Sophie nie może zrozumieć, dlaczego ten intrygujący męski głos wprawia jej uda w drżenie. Wkrótce się jednak okazuje się, że ów Aleks Kent, to tak naprawdę Jacob, mężczyzna, którego przed pięcioma laty Sophie poznała i którego nigdy nie zapomniała. Również i on nieustannie rozpamiętuje nie tylko seks, jaki ich połączył, ale również niezwykłe zbliżenie serc. Niestety wówczas musiał wyjechać bez pożegnania i od tej pory nie potrafi zapomnieć o kobiecie. Zrobi zatem wszystko, by Sophie mu przebaczyła szczególnie, że ucieczka nie była podyktowana podmiotowym traktowaniem kochanki, ale tragedią, jaka wydarzyła się w jego domu …

Jak potoczy się ta opowieść, która oprócz stron pełnych gorącego seksu ma również delikatnie zarysowany wątek kryminalny? Na to pytanie możemy odpowiedzieć sięgając po powieść „Nigdy cię nie zapomniałam” , która… pozwala zapomnieć o całym świecie. I choć nie można doszukiwać się w niej głębi, w fabułę wdziera się chaos, a fakt morderstwa i osoby prześladowcy Jacoba został tu potraktowany pobieżnie i nie skrywa przed nami żadnej tajemnicy, to jednak ta lekkość stanowi również atut książki. To bowiem jedna z tych pozycji, które pozwalają nam uwolnić wodzę fantazji, które stanowią ucieczkę, choćby chwilową, przed szarą rzeczywistością. Nie rozwodząc się zatem nad infantylnością bohaterki, jej idealizmem czy nierealnością stworzonego przez autorkę świata, spieszę zagłębić się w lekturę drugiej części powieści i spotęgować swoje doznania (również te erotyczne)!


wtorek, 19 kwietnia 2016

Linda Papadopoulos „W końcu czyje to życie?”

Autor: Linda Papadopoulos
Wydawnictwo: REBIS


Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że wszystko się zmienia, on zaś jest zmuszony do dokonywania wyborów, które mogą warunkować jego dalsze życie, determinować jego przyszłość. Takim momentem jest z pewnością osiągnięcie pełnoletności, skończenie studiów, wyprowadzenie się z domu – wszystko to budzi lęki i niekiedy paraliżuje, do tego stopnia, że cofamy się, zaś rezygnacja z wykonania tak wielkiego kroku powoduje, że wpadamy w marazm i jesteśmy coraz bardziej sfrustrowani.

Takim momentem jest też – według Lindy Papadopoulos, jednej z najbardziej znanych psychologów w Wielkiej Brytanii – osiągniecie wieku dwudziestu lat, będącego wielkim przełomem w życiu. Aby pomóc młodym ludziom w przejściu tego trudnego i burzliwego okresu, zdecydowała się napisać książkę „W końcu czyje to życie? Jak być dwudziestolatką i żyć według własnych zasad”. Ten napisany przystępnym językiem, pozbawiony zbytniego teoretyzowania poradnik, wzbogacony przykładami i wskazówkami dotyczącymi możliwego działania, jest swego rodzaju drogowskazem, pozwalającym uniknąć typowych błędów, popełnianych przez ludzi, umożliwiającym otwarcie się na nowe wyzwania i na nowych ludzi. Wskazanie dwudziestolatki w tytule może nieco mylić, bowiem tak naprawdę książka zawiera ważkie treści, przydatne również czytelniczkom (a nawet czytelnikom) będącym w wieku 30., 40., czy nawet 50. lat i więcej. Autorka porusza najbardziej stresogenne tematy, z jakimi boryka się społeczeństwo niezależnie od szerokości geograficznej, pokazuje również jak wyjść z kryzysów, jak zmienić swoje życie w taki sposób, by nasza postawa nie raniła ani osób z naszego otoczenia, ani nas samych, zachęca ponadto do dbania o siebie, do zerwania z ograniczającym perfekcjonizmem oraz do akceptacji swojego ciała i własnej seksualności.

W kolejnych rozdziałach książki zmierzymy się z mitem doskonałego życia – autorka zwraca tu uwagę na poczucie niespełnienia i braku osiągnięć, wynikające z porównywania się do nieistniejącego idealnego wzorca kreowanego przez media, a także zastanawia się nad przyczynami motywującego do działania pragnienia, by „mieć wszystko”. Papadopoulos dotyka również niezwykle ważnego tematu dotyczącego pragnienia fizycznej doskonałości. Postęp technologiczny sprawił, że otaczają nas wyretuszowane zdjęcia, celebry ci robią wszystko, by zatrzymać młodość i swoim wyglądem przypominać lepsze wcielenie siebie, nasz wizerunek jest oceniany przez otoczenie, zaś wyniki tej oceny mogą mieć wpływ zarówno na życie osobiste, jak i zawodowe. Współczesny kult piękna i fizycznej doskonałości napędza rozwój medycyny estetycznej, niestety również wpływa negatywnie na nasz stosunek do własnego ciała, powoduje zaburzenia odżywiania i zaniżenie poczucia własnej wartości. Autorka zachęca tu do stworzenia „własnej marki”, do akceptacji swojego ciała, a także do … zdrowego podejścia do mediów, kreujących idealne wzorce. Pisze: „Jeśli chcesz się dobrze czuć ze swoim ciałem, musisz zmienić sposób myślenia. Zacznij inaczej na siebie patrzeć i łagodniej się oceniać (…) Nie czuj się zobowiązana do pogoni za doskonałością – fizyczną lub jakąkolwiek inną, to nieskuteczne i bezcelowe”.

Papadopoulos pisze ponadto o naszej tożsamości, o obecności w sieci, która skłania ludzi do tworzenia swoich alternatywnych osobowości, żyjących takim życiem, jakim żyć byśmy chcieli. Zauważa, że obecnie na wszystko jest odpowiedni scenariusz, opisujący zarówno to, jak mamy wyglądać czy się ubierać, ale też jak się zachowywać. Nasze znajomości coraz częściej zamieniają się w wirtualne, popularność zaczyna być mierzona liczą obserwatorów, czy liczbą kliknięć „lubię to!”, zaś komentarz lub jego brak, staje się podstawą do zwątpienia w siebie. Autorka porusza również kwestie dotyczące asertywności i oczekiwań, jakie wobec nas ma otoczenie. Zauważa, że mimo iż chęć zadowolenia otoczenia raz na pewien czas nie jest niczym złym, to jednak może stać się problemem wówczas, kiedy jesteśmy skupieni wyłącznie na poszukiwaniu akceptacji w oczach innych. Pisze ponadto o seksualności i uprzedmiotowieniu, o unikaniu prześladowania, osiąganiu niezależności czy obawach dotyczących starości. 

Wszystkie te tematy stają się współcześnie źródłem coraz większych kryzysów (w tym kryzysów tożsamości) oraz konfliktów. Dlatego też warto być świadomym zagrożeń, ale również tego, że wcale nie musimy uczestniczyć w tym zbiorowym szaleństwie, wcale nie musimy poddawać się presji. Autorka przytacza wiele przykładów, zarówno tych negatywnych, jak i tych przekonujących, że można inaczej, lepiej, korzystniej dla naszego zdrowia i równowagi. Dlatego też lektura „W końcu czyje to życie?” może być wykorzystana jako pomoc, pozwalająca nam uratować się przed dalszym podążaniem w kierunku, w jakim zmierzało nasze życie, zmieniająca nasze postrzeganie świata. Poradnik zmusza do refleksji, do odpowiedzi na pytanie, czego tak naprawdę pragniemy i co jest dla nas ważne, dostarcza nam narzędzi do zmiany. Co więcej, lektura książki przekonuje nas, że warto sięgnąć również po wydany przez REBIS poradnik autorstwa Papadopoulos: „Co mówią mężczyźni, co słyszą kobiety”.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Przemysław Piotrowski "Kod Himmlera"

Tytuł: Kod Himmlera
Autor: Przemysław Piotrowski
Wydawnictwo: Videograf


Złota Wrocławia, Bursztynowej Komnaty czy też innych kosztowności zrabowanych przez Niemców podczas drugiej wojny światowej poszukiwało już wielu. W przeszłości, w weryfikacje informacji o znaleziskach zaangażowany był nawet Urząd Ochrony Państwa, a choć nigdy (przynajmniej oficjalnie nic na ten temat nie wiadomo) nie udało się odnaleźć owych skarbów, to jednak wiąż wiele osób wierzy w ich istnienie. W tym przekonaniu utrwalać ich też może tajemniczy złoty pociąg, który już od ubiegłego roku jest gorącym tematem w Wałbrzychu. I choć Piotr Koper i Andreas Richter skutecznie zwrócili na Dolny Śląsk uwagę świata, to wciąż jeszcze nie wiemy, czy ich odkrycie to rzeczywiście wypełnione cennymi dziełami sztuki lub depozytami Centralnego Banku Rzeszy wagony.

O tym, że polskie ziemie kryją jeszcze niejedną tajemnicę i ukryte w niej skarby III Rzeszy przekonany był pewien starzec, były więzień, zmuszony podczas II wojny światowej do pracy w podziemiach bunkra Olbrzym w Górach Sowich. Było on wówczas świadkiem, a nawet uczestnikiem niewytłumaczalnych zdarzeń, słyszał również plotki o przeprowadzanych w sieci bunkrów eksperymentach czy przechowywaniu skarbów. Dlatego też spędził całe swoje życie starając się zgłębić zasypane przez Rosjan tunele, odnaleźć ślady dawnej działalności Niemców, a może i ukryte przez nich przedmioty. Swoją pasją zaraził wnuka, Tomasza, który już jako dziecko wyruszał z dziadkiem na wyprawy poszukiwawcze. Teraz Tomasz, już dorosły mężczyzna, poświęca swoją energię na pracę w redakcji działu sportowego „Gazety Lubuskiej”, ale zainteresowanie historią i tajemnicami dalej w nim zostało, podobnie jak niebywała więź łącząca go ze staruszkiem.

Wiadomość o śmierci dziadka wstrząsa Tomaszem, ale jeszcze bardziej informacja przekazana przez babcię, wraz z tajemniczym pudełkiem, znalezionym przez dziadka na terenie bunkra. Prawdopodobnie to zawartość starej skrzynki była przyczyną śmierci mężczyzny, a zleciwszy przekazanie znaleziska wnukowi, tym samym zobowiązuje go do odkrycia tajemnicy… To tylko jeden z wątków brawurowo napisanej powieści autorstwa Przemysława Piotrowskiego „Kod Himmlera”, która zabiera nas na wyprawę w przeszłość, odkrywa przed nami niezwykłe zainteresowania Hitlera, a także kulisy prac prowadzonych na Antarktydzie. Sięgnąć po powieść powinny szczególnie te osoby, które pasjonują się tajemnicami oraz historią, które cenią trzymające w napięciu i dobrze napisane opowieści. 

Losy Tomka, który starając się podążać tropem tajemnicy naraził się na śmiertelne niebezpieczeństwo, przeplatają się tu z niezwykłymi wydarzeniami z 1943 r., kiedy to do bunkrów zlokalizowanych w Górach Sowich przetransportowano tajemniczy ładunek, a także z tajemniczym zaginięciem w 1947 r. na Antarktydzie żołnierzy brytyjskiej marynarki wojennej, z których tylko jednemu udaje się ujść z życiem. W czasach współczesnych autor stawia przed nami wyzwanie, jakim jest zmierzenie się z agentem rosyjskiego wywiadu, którego działania są w pewien sposób powiązane z odkryciem dziadka Tomka. To nie jedyne tajemnicze znalezisko – pracownicy stacji badawczej na Antarktydzie odkrywają w lodowej pokrywie pewne anomalie, zaś próba ich analizy prowadzi do kolejnych niewyjaśnionych tajemnic, jakie kryje ten kontynent. Podczas wykonywania odwiertu natrafiają oni na … ciało brytyjskiego oficera, w mundurze z okresu drugiej wojny światowej, a także niewiadomego pochodzenia tunele, w których zdaje się czaić zło. 

W jaki sposób te historie są ze sobą powiązane? Czy Tomaszowi, za którym ciągnie się szlak trupów, uda się wymknąć ambitnemu agentowi i ujść z życiem? Czym jest tajemnicze R2212 Ka-goi-teh o którym mowa w starym raporcie? Jakiego pochodzenia są próbki znalezione na zmarłym brytyjskim żołnierzu i co wspólnego z tym wszystkim ma doktor Mengele i poszukiwanie dowodów na istnienie starożytnych Ariów? Te wszystkie pytania towarzysza lekturze, a próba odpowiedzi na nie bez dalszego zgłębiania tekstu jest niemożliwa. Piotrowski, wykorzystując swoją bogatą wiedzę historyczną, usnuł makabryczną opowieść podszytą strachem i świadomością, że nigdy tak naprawdę świat nie poznał szczegółów okultystycznych praktyk Hitlera. Powieść czyta się tym samym z zapartym tchem, szczególnie że lawinowo toczącej się akcji towarzyszą charakterystyczni bohaterowie, zaś kolejne wydarzenia intrygują, wzbudzają naszą ciekawość, ale i lęk przed poznaniem prawdy. 

Wszystko to sprawia, że przenikające się wątki tworzą mroczną i fascynującą kompilację prawdy oraz fantazji autora, w którą angażujemy wszystkie swoje zmysły, będąc wyczulonym na niezwykłą atmosferę grozy i wszechobecne zło. Śmiało mogę tym samym uznać thriller „Kod Himmlera” za jedną z najlepszych książek tego gatunku, jakie czytałam w tym roku, a nawet w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy. Piotrowskiemu, który wysoko postawił sobie tym debiutem poprzeczkę, będzie trudno udowodnić swoje mistrzostwo po raz wtóry, ale … z niecierpliwością na to oczekuję!


Federico Moccia "Tylko Ty"

Tytuł: Tylko Ty
Autor: Federico Moccia
Wydawnictwo: MUZA SA


Mówi się, że odnoszą sukces ci, którzy działają konsekwentnie, którzy krok po kroku zmierzają do celu, którzy nie boją się podjąć ryzyka. Zwykle bywa bowiem tak, że o swoje szczęście trzeba zawalczyć, nie możemy spodziewać się, że nagroda nie będzie wymagała od nas żadnego wysiłku. Dlatego też życie niekiedy specjalnie stawia przed nami wymagania, piętrzy przeszkody, choć bywa i tak, że to my sami jesteśmy swoimi największymi wrogami. 

Niccolò, pracownik biura agencji nieruchomości, bohater niezwykle emocjonalnej powieści nie tylko dla młodych czytelników „Chwila szczęścia”, sam przyczynił się do tego, że wybranka jego serca opuściła Włochy, nie dając mu żadnej nadziei na kontynuację znajomości. Skoncentrowany na analizowaniu przeszłości i rozdrapywaniu ran związanych z rozstaniem z piękną Alessią nawet nie zauważył, jak utracił osobą, która miała szansę stać się kobietą jego życia. Poznana w Rzymie polska turystka, Ania, otworzyła jego serce na nowa miłość, niestety był zbyt zaślepiony, by to zobaczyć. Dopiero kiedy dziewczyna wyjechała nie pozostawiając adresu, Nicco zorientował się, że tak naprawdę nie potrafi o niej zapomnieć. 

Czytelnicy, którzy poznali tę historię dzięki lekturze pierwszej części opowieści włoskiego pisarza, Federico Moccii, z pewnością z niecierpliwością wyczekiwali na dalsze perypetie przystojnego Włocha, zastanawiając się, jak dalej potoczy się ta miłosna opowieść – czy Alessia wróci do Nicco, a może Nicco zdoła skontaktować się z Anią i to u jej boku będzie chciał ułożyć sobie życie. Te wątpliwości dotyczące decyzji chłopaka rozwiewa druga część powieści, „Tylko Ty”. Po książkę sięgnąć mogą również osoby, które wcześniej nie znały skomplikowanych losów Nicco, nie spotkały Grubego i nie były świadkami gorących chwil spędzonych z Anią w jednym z apartamentów do wynajęcia. Bohater i tym razem nieustannie cofa się wspomnieniami do przeszłości, już nie tylko do chwil spędzonych w młodości z ojcem, ale również szczegółowo analizuje znajomość z Anią i popełnione błędy. Dzięki temu poznajemy pewne fakty, ułatwiające nam śledzenie akcji na bieżąco.

Straciwszy zarówno Alessię, jak i Anię, Nicco może zapomnieć o obu kobietach, albo podjąć działania, aby odzyskać choć jedną z nich. Skoro Alessia jest już w związku z innym mężczyzną, zaś on tęskni tak naprawdę nie za nią, a za piękną Polką, nie pozostaje mu nic innego, jak tylko odszukać ją w jej rodzinnym kraju. Przekupiwszy portiera z hotelu, w którym Ania i jej przyjaciółka były zameldowane, Gruby zdobywa cenną informację, przyspieszając tym samym decyzję Nicco o wyjeździe. Przyjaciele wyruszają do Polski, niestety już na miejscu okazuje się, że zdobyty ze znacznym nakładem środków finansowym adres jest fałszywy, zaś na miejscu mieszkają zakochani w sobie Venanzio i Tomek. I kiedy Nicco stracił już nadzieję, na odnalezienie dziewczyny, jej wizerunek dostrzega na … bilbordzie. Okazuje się, że Ania jest znaną w kraju modelką – jej agentką jest przebojowa Klaudia, znajoma jednego z poznanych homoseksualistów. 

Niestety Nicco nie zawsze może liczyć na tyle szczęśliwych zbiegów okoliczności. Okazuje się, że Ania nie mieszka w Warszawie, ale Klaudia ma już plan – musi omówić z Anią szczegóły nowej kampanii, zatem Nicco i Gruby mają jechać z nią do Krakowa. Agentkę wzruszyła opowieść zakochanego Włocha i dlatego decyduje się pomóc w doprowadzenia sprawy do szczęśliwego finału. Wydaje się jednak, że to nie jedyny powód. Czyżby zatem na łamach książki rozkwitała nowa miłość, tym razem z kochliwym Grubym w roli mężczyzny, który po raz pierwszy w życiu jest gotowy zmienić się dla swojej wybranki?

Jak zakończy się ta opowieść? Czy Włosi znajdą w Polsce szczęście, którego szukają? Czy Ania jest wolna, czy może tygodnie, które minęły od powrotu z wakacji przyniosły jej już nowy związek? Na te wszystkie pytania odpowiedzi możecie poszukać w powieści „Tylko Ty”, która bawi i wzrusza, przypominając nam o pięknie i sile uczucia, dla którego warto pokonywać jest kolejne przeszkody. Federico Moccia nie koncentruje się na wymyślaniu skomplikowanej fabuły, bazuje na prostych, nawet schematycznych rozwiązaniach, ale dzięki urokowi stworzonych przez niego bohaterów i zabawnym dialogom (szczególnie Gruby ze swoim optymistycznym podejściem do życia i pewną nonszalancją podbił moje serce), otrzymujemy książkę wciągającą, pełną uroku i niepowtarzalnego wdzięku. 

sobota, 16 kwietnia 2016

Dlaczego Zakopane mnie nie lubi?

fot.J.Gul
Wszyscy, którzy dobrze mnie znają wiedzą doskonale, że nie mam ciepłych myśli na temat Zakopanego, bo i też Zakopane nie daje mi powodów do miłości. Niezmiennie (a jestem tam w celach zawodowych dwa razy w roku), miasto wita mnie ulewnym deszczem oraz potężnym wiatrem i powinnam mu wystawić rachunek za ostatnie trzy złamane parasolki. Zatem i tym razem, uzbrojona w nowy parasol, w wojowniczym nastroju ruszyłam na podbój. Wiedziałam, że z uwagi na godziny pracy nie będę miała zbyt wiele czasu na eksplorowanie okolic, jednak przyjazd w środowe popołudnie dawał nadzieję, że uda mi się odwiedzić dawno już wyczekiwany stary cmentarz na Pęksowym Brzysku oraz przynajmniej jeden obiekt należący do Muzeum Tatrzańskiego.

Dzięki linii Sosnowiec-Kraków, którą często podróżuje (rozkład jazdy KayaTrans znajdziecie TU), udało mi się dotrzeć do MDA Kraków w niespełna 1,5 godziny. Stamtąd nie ma już żadnego problemu, by dostać się do Zakopanego – Szwagropol to jeden z kilku przewoźników, którzy kursują do stolicy Tatr. I tu wielkie zdziwienie – SŁOŃCE! Zachwycona tym niecodziennym zjawiskiem zdążyłam tylko rzucić torbę na hotelowe łóżko i żwawym krokiem wyruszyłam na zwiedzanie cmentarza. Tak naprawdę poszukiwałam serca Zakopanego – jego starej, lepszej wersji, sprzed tego komercyjnego blichtru. 

fot. J.Gul
Wizyta na Pęksowym Brzysku doskonale się do tego nadaje – powstały w drugiej połowie XX wieku cmentarz mieści się przy ulicy Kościeliskiej, a jego nazwa wzięła się od nazwiska darczyńcy ziemi – Jana Pęksy. Z kolei „Brzyz”, w gwarze góralskiej, oznacza urwisko nad potokiem. Od lat dwudziestych XX wieku na cmentarzu chowano jedynie osoby zasłużone i wybitne, znajdziemy tam m.in. grób Kornela Makuszyńskiego, Witkacego, Stanisława Witkiewicza, Kazimierza Przerwy-Tetmajera oraz Tytusa Chałubińskiego. Każdy z grobów jest inny i każdy jest prawdziwym dziełem sztuki ludowej. Niektóre z nich są jednak bardzo zniszczone, nie dziwi zatem wprowadzona opłata za wstęp na cmentarz – 2 zł, choć z uwagi na koszty utrzymania tego wyjątkowego miejsca, to i tak zbyt mało. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Koło cmentarza wznosi się najstarszy drewniany kościół w Zakopanem, zwany Starym Kościołem. W zbudowanym na przestrzeni lat 1847 – 1852 obiekcie zwraca uwagę kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (która jest też patronką świątyni) umieszczona na ołtarzu głównym oraz ludowe świątki, którymi kościół jest ozdobiony. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Po krótkiej wizycie w kościele ruszyłam w kierunku willi Atma (ul.Kasprusie 19), gdzie mieści się jedyne na świecie muzeum biograficzne Karola Szymanowskiego. Niestety późna godzina (Muzeum jest otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach od 10.00 do 17.00) nie pozwoliła mi na zwiedzenie ekspozycję poświęconej kompozytorowi, jego związkom z Tatrami i Zakopanem). 

Willa Atma
fot. J.Gul
Podobnie było z Galerią Sztuki XX wieku w willi Oksza (ul.Zamoyskiego 25), pozostał mi zatem krótki spacer po okolicy, a raczej ucieczka przed ulewnym deszczem (tradycji stało sie zatem zadość).

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Park Miejski
fot. J.Gul
Tatrzańskie Centrum Kultury i Sportu
fot. J.Gul
Ławeczka, która powstała z okazji 20-lecia Tygodnika Podhalańskiego
fot. J.Gul
fot. J.Gul

Drugi dzień pobytu upłynął pod znakiem ulewnego deszczu, jednak postanowiłam zrealizować kolejną część mojego planu, narażając się na kolejne „parasolowe straty”. Brnąc przez kałuże dotarłam do gmachu głównego Muzeum Tatrzańskiego kilka minut po godzinie 16 (Muzeum otwarte jest w godzinach od 9.00 do 17.00 od środy do soboty, natomiast w niedzielę od 9.00 do 15.00). 

fot. J.Gul
Niestety, płacąc za bilet 7zł, nieco się rozczarowałam wystawą. Ekspozycja podzielona jest na ubogą wystawę historyczną, udokumentowaną starymi fotografiami czy materiałami archiwalnymi, mającymi wprowadzić nas w historię Podhala, znacznie ciekawszą wystawę etnograficzną, poświęconą codzienności mieszkańców oraz dawnej gospodarce Skalnego Podhala oraz przyrodniczą, poświęconą historii badań geologicznych w Tatrach oraz genezie powstania najwyższego masywu górskiego w Polsce. Być może z racji zainteresowań, jedynie etnograficzna propozycja Muzeum mnie zaintrygowała, a w szczególności rekonstrukcja wnętrza podhalańskiej chałupy z połowy XIX w. 

Czarna izba
fot. J.Gul
fot. J.Gul
To dwie izby przedzielone sienią, z czego izba znajdująca się na lewo od sieni zwana jest czarną, zaś na prawo – izbą białą. Nazwy te wzięły się od stanu pomieszczeń i ich wyglądu – w pierwszej z wymienionych koncentrowało się życie rodzinne, bowiem stał tu piec z odkrytym paleniskiem, bez przewodów kominowych. Dym unosił się w całej izbie, a jego część wraz z sadza pokrywała ściany. Izba biała pełniła zaś funkcję reprezentacyjną. 

fot. J.Gul

Góralskie instrumenty muzyczne
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Warto również zwrócić uwagę na siermiężne narzędzia służące uprawie roli, góralskie eksponaty muzyczne oraz elementy kuchennego wystroju – oryginalne solniczki, warzęchy czy łyżniki. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Wspaniała jest też rzeźba ludowa, choć w Muzeum zgromadzono zaledwie kilkanaście eksponatów.

fot. J.Gul
Wchodząc na pierwsze piętro warto zwrócić jeszcze uwagę na stojące pod schodami oryginalne ule z XIX w.

Krupówki w deszczu
fot. J.Gul
Wracając z deszczowego spaceru wstąpiłam jeszcze po ziemniaczka (zwanego w niektórych rejonach kartofelkiem), którego kosztowanie stało się już tradycją, niezależnie od miejsca mojego pobytu. Niestety ten zakopiański nie był nasączony, a zamiast złożonej masy miał miękkie i mało wyraziste nadzienie. Tym samym na szczycie mojej listy wciąż pozostaje kartofelek z Wisły (kiedyś Was tam zabiorę), a następnie z Żywca.

fot. J.Gul
Biorąc pod uwagę, że ostatni dzień pobytu wypadał w piątek i mając w pamięci ostatnie korki, w jakich utknęłam, zaraz po pracy pobiegłam na autobus. Towarzyszyło mi wielkie uczucie niedosytu, ale też i rozbawienie - żegnała mnie piękna pogoda. I jak tu wierzyć, że Zakopane mnie lubi?


Relacje z zimowej wyprawy do Zakopnego znajdziecie TU.