piątek, 21 marca 2014

Mary Ellen Maunz "Duchowy świat dzieci. Jak wspierać ich wewnętrzny rozwój od pierwszych chwil życia"

Tytuł: Duchowy świat dzieci. Jak wspierać ich wewnętrzny rozwój od pierwszych chwil życia
Autor: Mary Ellen Maunz
Wydawnictwo: Illuminatio


Bycie rodzicem to wielkie wyzwanie. Jak bowiem wychować dziecko w taki sposób, by nauczyć je odpowiedzialności, otwartości, nieszablonowego myślenia? Jak wychować małego człowieka na obywatela świata, który nie waha się walczyć o swoje marzenia, który kieruje się w swoich wyborach uczciwością, wpojonymi wartościami? 

O tym, jak pozwolić dziecku rozwijać się zgodnie z jego wewnętrznymi potrzebami, w jaki sposób nawiązać z nim silną więź oparta na obopólnym zaufaniu i szacunku, pisze Mary Ellen Maunz w książce „Duchowy świat dzieci. Jak wspierać ich wewnętrzny rozwój od pierwszych chwil życia”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio pozycja to nie tylko literatura dla młodych rodziców bądź osób, które dopiero planują posiadanie potomstwa. To raczej klucz do zrozumienia dziecięcego świata potrzeb i duchowości, to wskazówka pozwalająca stać się lepszym rodzicem, lepszym przewodnikiem po świecie, lepszym człowiekiem. 

wtorek, 25 lutego 2014

Krystyna Kwiecinski "Ho`oponopono. Oczyszczająca modlitwa”

Tytuł: Ho`oponopono. Oczyszczająca modlitwa
Autor: Krystyna Kwiecinski
Wydawnictwo: Illuminatio


„Ho`oponopono” jest definiowane jako „mentalne oczyszczanie, wzajemne pojednanie i wybaczenie, naprawienie czegoś, właściwe postępowanie”. Jako prastara praktyka pojednania i wybaczania, Ho`oponopono fascynuje, budzi ciekawość, choć niewiele jest na rynku pozycji zdolnych tę ciekawość zaspokoić. 

Dlatego też tak cenną i wyjątkową jest książka „Ho`oponopono. Oczyszczająca modlitwa” autorstwa Krystyny Kwiecinski, która w prosty sposób tłumaczy zasady kroczenia tą duchową drogą. Opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio pozycja może stanowić wstęp do naszych studiów nad metodą pochodzącą jeszcze z czasów Lemurii, bądź też stanowić przypomnienie, pogłębienie wiedzy – w zależności od stopnia zaawansowania naszych studiów nad medycyną uzdrawiania duchowego. Przede wszystkim jednak, to zaproszenie do zmiany swojego życia za pomocą oczyszczenia wszelkiego rodzaju wewnętrznych zakłóceń energetycznych, to szansa na lepszą jakość naszej egzystencji, wypełnionej bezwarunkową miłością. 

Autorka, trener oczyszczania duchowego metodą Ho`oponopono przybliża nam zagadnienia związane z tą metodą, już od wielu wieków stosowaną na wyspach hawajskich w celu oczyszczania sytuacji sprzyjających kłótniom rodzinnym. To prosty sposób służący do eliminacji zakłóceń podczas przygotowań do modlitwy Huny, część indywidualnego rytuału, a nawet procesu prowadzącego do spełnienia życzeń. To droga do osiągnięcia harmonii, łączenia się z boskim praźródłem, oczyszczenia i uzdrawiania. 

Kwiecinski omawia w książce dwanaście duchowych zasad istniejących w ramach Duchowego porządku wszechświata, wspomina o negatywnych programach mających ogromny wpływ na nasz sposób myślenia czy siłę wiary i odwołuje się do prastarej mądrości wysp polinezyjskich, czyli Huny. Podkreśla, że najważniejszym punktem Huny jest człowiek i wyjaśnia zasady Huny, zapisane w pamięci komórkowej ciała fizycznego. 

Autorka charakteryzuje również trzy podstawowe składniki, pozwalające człowiekowi doświadczać, czyli: nadświadomość, świadomość i podświadomość wraz z kierującą substancją wyższego, średniego i niższego Ja; energia miłości, światła i życiowej energii; a także aura i materia. Podkreśla, że nadrzędnym celem każdego z nas jest harmonijna współpraca pomiędzy wyższym, średnim i niższym Ja. Wspomina również o sile myśli, szczególnie myślenia pozytywnego, które podnosi wibrację, a jednocześnie przyciąga z zewnątrz pozytywne energie, sytuacje i pozytywnych ludzi. 

Jako, że Ho`oponopono wywodzi się z filozofii Huny, nie mogło w książce zabraknąć również jej zasad oraz wskazania sytuacji, w których Huna pomaga. Znajdziemy tu również przegląd metod przemiany energetycznej, czyli przeprogramowania negatywnych programów myślowych oraz odbierających energię wzorców pierwotnych (np. metoda Dia, metoda liczenia, metoda tablicy) oraz najważniejsze składniki Ho`oponopono. Autorka podkreśla, że omawiana przez nią metoda jest oficjalnie uznawana przez amerykański system leczenia, zakłada bowiem istnienie harmonii wewnątrz nas, która pozytywnie oddziałuje również na nasze otoczenie. Dlatego podstawą tej metody jest dobra wola i chęć osiągnięcia jak najlepszych wyników oczyszczania. Aby jednak przybliżyć nam klasyczną ceremonie Ho`oponopono, Kwiecinski opisuje jej przebieg, zamieszczając również w książce najpopularniejszą modlitwę otwierającą rytuał oczyszczania, a także przykładową modlitwę na zakończenie ceremonii. 

Z racji tego, iż Ho`oponopono może być stosowana niezależnie od płci czy wieku, rodzaju zakłóceń, zarówno do terapii grupowej, jak i indywidualnej, autorka podjęła się próby przedstawienia działania tej metody w praktyce. Naszym punktem wyjściowym będzie zatem przyjrzenie się problemowi, zakończeniem zaś prawidłowe oczyszczenie sprawiające, że ten problem nie będzie nas już poruszał, będziemy neutralni wobec zaistniałej sytuacji. Interesującym rozdziałem jest ten poświęcony korzystaniu z mocy Huny w celu poprawy sytuacji finansowej – jestem przekonana, że przytoczona przez autorkę metoda będzie zwieńczona sukcesem, bowiem opiera się ona na tym, co już intuicyjnie wiemy – na oddziaływaniu na swoją podświadomość między innymi poprzez dokładne określenie celu, a w tym wypadku tego, na co chcemy otrzymać pieniądze i w jakiej kwocie. 

„Ho`oponopono. Oczyszczająca modlitwa” jest owocem drogi, którą od wielu lat kroczy Krystyna Kwiecinski. Jest również odpowiedzią na prośby czytelników oraz kursantów i sugestie, aby powstały materiały na temat Huny i Ho`oponopono w języku polskim. To również drogowskaz, który pomaga nam iść przez życie z pełną świadomością tego, co się dzieje dookoła, z przeświadczeniem sensu własnego istnienia i własnej indywidualności. Kwiecinski proponuje nam nie tylko fascynujący tekst dotyczący metody znanej już od wieków, ale również praktyczne jej zastosowanie, nie wymagające od nas niczego, oprócz odrobiny dobrej woli i czasu, który chcemy przeznaczyć na pracę nad sobą.

środa, 22 stycznia 2014

Maja Storch "Ile waży twoje ja"

Tytuł: Ile waży twoje ja
Autor: Maja Storch
Wydawnictwo: Szafa


Dieta 50/50, Dieta 1000 kalorii, Dieta 7 dni, Dieta 5 czynników, Dieta Atkinsa, Cambridge oraz Dieta Diamondów – to tylko niektóre z setek proponowanych diet dla tych wszystkich osób, które pragną szczupłej sylwetki. W sieci można znaleźć wiele stron internetowych poświęconych odchudzaniu, dziesiątki forów, na których zdesperowane osoby z nadwagą pytają: „Dlaczego nie mogę schudnąć? Co jest ze mną nie tak?”. Apteki uginają się pod ciężarem środków ułatwiających utratę wagi, znane z telewizyjnego ekranu postacie wmawiają, że wystarczy jedna aktywnie działająca tabletka, by jeść wszystko i … chudnąć w oczach. Są również osoby, które w drodze do wymarzonej wagi są gotowe na wszystko – począwszy od liposukcji po wprowadzenie do swojego organizmu tasiemca.

niedziela, 19 stycznia 2014

Amit Goswami„Lekarz kwantowy”

Tytuł: Lekarz kwantowy
Autor: Amit Goswami
Wydawnictwo: Illuminatio


O związkach duszy i ciała napisano już wiele opracowań naukowych. Część z nich podkreśla holistyczne podejście do człowieka, część zaś akcentuje również rolę umysłu w osiąganiu równowagi w codziennym życiu. Pojawia się bowiem coraz więcej informacji o „cudownych wyzdrowieniach” o remisji nawet w przypadku ciężkich stanów nowotworowych. Czy zatem rzeczywiście siłą naszego umysłu możemy wpływać na ogólny stan zdrowia? Dlaczego lekarze sceptycznie podchodzą do tej kwestii, mimo iż sami zauważają, że właściwe podejście jest połową sukcesu w leczeniu? I idąc dalej tym tropem – na czym tak naprawdę się oprzeć i czemu zawierzyć: medycynie konwencjonalnej czy może alternatywnej?

Coraz trudniej jest odnaleźć się w gąszczu sprzecznych niekiedy informacji dotyczących naszych procesów życiowych, coraz trudniej zdecydować się na wybór odpowiedniej formy leczenia. Dlatego też niezwykle cenne są wszystkie głosy systematyzujące posiadana wiedzę orz odpowiadające na pytania: na co zwracać uwagę w procesie leczenia i czy możliwe jest, by wyzdrowieć nie stosując leków. Co najdziwniejsze, sporo do powiedzenia w kwestii naszego zdrowa ma … nowoczesna fizyka kwantowa.

Książka „Lekarz kwantowy”, opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio, to opracowanie, które kieruje nasze spojrzenie na związek umysłu i ciała, medycynę integralną i moc sprawczą umysłu. Amit Goswami nie tylko intryguje, ale i przytacza argumenty na poparcie swoich racji, pozwala nam również dokonać wyboru w co chcemy wierzyć. Jednak niezależnie od tego, jaka będzie podjęta przez nas decyzja warto pamiętać, że tu, gdzie stawką jest nasze życie, nie warto zamykać się na nową wiedzę. Być może to właśnie ona jest szansą, być może to ona stanowi skuteczne remedium na choroby i alternatywę dla kosztownej i nie zawsze skutecznej farmakoterapii. 

Nie ma chyba osoby, której nie zależy na swoim zdrowiu, na sprawnym funkcjonowaniu organizmu. O jednak można zrobić, by żyć zdrowo i zapobiegać ewentualnym chorobom? Czy możemy uzdrowić się sami, bez pomocy lekarstw czy chirurgicznych wspomagaczy? Zanim autor postara się odpowiedzieć na te pytania wyjaśnia, jak to się stało, że fizyk kwantowy zajął się zdrowiem i leczeniem. Jak sam wskazuje, fizyka kwantowa „(…) pozwala na połączenie sztuki i nauki deterministycznej, kreatywności i stałości. (… ) To odpowiednie medium do zintegrowania „poezji” medycyny alternatywnej z „prozą” alopatii”. 

Aby w pełni zrozumieć prezentowane zależności, autor przygląda się medycynie wschodniej praktykowanej w Chinach, Indiach i innych krajach azjatyckich, odwołuje się do homeopatii oraz podkreśla przyczynowa rolę świadomości. Książka Goswamiego złożona jest z czterech części, z których pierwsza stanowi przegląd medycyny integralnej, zaś druga – medycynie ciała witalnego, tj. ajurwedzie, tradycyjnej medycynie chińskiej, medycynie czakr i wspomnianej już homeopatii. Część trzecia porusza zagadnienia związane z kwantowym umysłem oraz kwantową medycyną, dając dowody na kwantową naturę myśli, poruszając takie zjawisko jak kreatywność kwantowa oraz odpowiadając na pytanie w jaki sposób umysł i znaczenie wpływają na nasze fizyczne ciało. 

Część czwarta została poświęcona duchowym fundamentom leczenia, rozumianego jako okazja do duchowego rozwoju. Autor tłumaczy tu ideę działania placebo, koncentruje się też na „leczeniu kwantowym” o którym wspominał już w swoich pracach Deepak Chopra. W książce zostało przytoczonych kilka przypadków spontanicznego wyleczenia raka, i – zdaniem Goswamiego – wszystkie te przypadki były wynikiem pojmowania kwantowego. Jeden z rozdziałów został ponadto poświęcony inteligencji emocjonalnej oraz jej zastosowaniu w procesie walki z chorobami duszy i ciała. Co więcej, autor zauważa, że choroba jest tak naprawdę … szansą. Szansą na to, by obudzić naszą inteligencję ponadmentalną.

Wspaniałą rekomendacją dla książki „Lekarz kwantowy” jest przedmowa, której autorem jest Deepak Chopra, stanowiąca nieocenioną wartość już sama w sobie. Na dodatek w epilogu znajdziemy fascynujące teksty poświęcone zagadnieniu wiecznie młodego ciała, ewolucji biologicznej oraz tworzeniu map sfery ponadmentalnej. Publikację Goswamiego należy postrzegać jako spójną całość czytając metodycznie i z uwagą, bowiem zwraca uwagę na kwestię bliskie każdemu z nas. Książka nie tylko pokazuje w jaki sposób należy podchodzić do kwestii zdrowia i leczenia, ale pozwala rozwinąć umiejętności związane z myśleniem kwantowym i postrzeganiem choroby jako znaku, sygnału. Autor uświadamia nam również, że wybór pomiędzy chorobą a zdrowiem należy tylko i wyłącznie do nas, dlatego też, niezależnie od naszych oporów i sceptycyzmu – nie można nie zapoznać się ze zdaniem Goswamiego.

środa, 8 stycznia 2014

Sandra Gregory "Zapomnijcie o córce"

Tytuł: Zapomnijcie o córce
Autor: Sandra Gregory
Wydawnictwo: MUZA 








Handel narkotykami szerzy się na coraz większą skalę, a używki pojawiły się już nawet wśród gimnazjalistów. Narkotykowy biznes przynosi miliardowe zyski każdego dnia, zbiera również swoje żniwo śmierć. Setki heroinistów, morfinistów, a także wielbicieli innych środków odurzających umiera od zanieczyszczonych narkotyków, zbyt dużych dawek czy na skutek AIDS. Istnieje powszechne potępienie tych, którzy narkotyki biorą, ale również tych, którzy zajmują się handlem nimi, ich wytwarzaniem, a także przemycaniem. Jaka jednak ilość narkotyku jest potrzebna, by potępić drugą osobę? Jaką miarą mierzyć tych, co handlują i tych, którzy z niewielkimi dawkami dają się złapać na przejściu przez granicę – czy stosować według nich takie same zasady i równie surowe kary? Odpowiedzi wydają się być proste, zaś nasz sprzeciw słuszny, a przynajmniej do chwili, kiedy przed nami nie staje żywy człowiek, konkretna postać skazana na długie lata więzienia. 

Czy niecałe dziewięćdziesiąt gramów heroiny jest warte dwudziestu pięciu lat spędzonych w więzieniu? Czy warte jest siermiężnych warunków, poniżania, ciężkiej pracy, znęcania się fizycznego i psychicznego? Czy warte jest tysiąca funtów, obiecanych za przewiezienie narkotyku z Bangkoku do Tokio? Czytając historię Angielki, Sandry Gregory, która została skazana za przemyt osiemdziesięciu dziewięciu gramów narkotyku, przekonujemy się, że nie tylko oferowana jej suma nie jest warta takiego cierpienia, ale żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować jej traumatycznych przeżyć. 

Wbrew pozorom, oparta na faktach książka „Zapomnijcie o córce”, opublikowana nakładem wydawnictwa MUZA, nie jest wypełniona pretensjami z tytułu niesłusznej kary, autorka nie próbuje przekonywać o swojej niewinności czy obciążać sumienia mężczyzny, który popchnął ją do tego kroku. Zapis przeżyć Gregory stanowi ostrzeżenie przed pokusami łatwego zysku, przed pozornie błahym wykroczeniem, które tak naprawdę może przekreślić całe dotychczasowe życie, a także zniszczyć przyszłość. To także opis nieludzkich warunków panujących w tajlandzkich więzieniach, w których więźniowie stłoczeni są jak bydło i pozornie tylko lepszych warunków panujących w angielskich jednostkach penitencjarnych. 

Autorkę poznajemy jako zbuntowaną nastolatkę, a następnie młodą kobietę wyrażającą jawny sprzeciw przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Wyjazd do Tajlandii miał być odskocznią, szansą na nowe życie, zgłębieniem nie tylko sekretów innego świata, ale i także szansą na sprawdzenie siebie. Egzotyczny kraj ją wciągnął, zauroczył na tyle, że postanowiła zagościć w nim na dłużej. Podjęła się nauczania języka angielskiego, poznawała Bangkok chłonąc jego atmosferę i stając się jego częścią. Tę sielankę przerwał zamach stanu w 1992 roku, kiedy to armia Królestwa Tajlandii, wraz ze swym naczelnym wodzem, w bezkrwawym zamachu obaliła rząd. Dwa miesiące po tych wydarzeniach, na czele rządu stanął generał Suchinda, a nominacja ta wywołała falę protestów społecznych, przybierających z każdym tygodniem na sile. Równocześnie Sandra straciła pracę, zaś jej stan zdrowia pogorszył się gwałtownie. Bez pracy, bez pieniędzy, znalazła się w patowej sytuacji – nie miała funduszy nawet na przelot do kraju. Była zbyt dumna, by zwrócić się o pomoc do rodziców, skorzystała zatem z propozycji poznanego kilka miesięcy wcześniej mężczyzny…

W 1993 roku, Sandra wraz z Robert Lockiem została aresztowana na lotnisku, kiedy próbowała odlecieć do Tokio, mając ukryte w swoim ciele prawie dziewięćdziesiąt gram heroiny. To miał być łatwy zarobek, łatwe pieniądze i bezproblemowy przerzut. Skończyło się aresztowaniem i skazaniem przez sąd w Bangkoku na … karę śmierci, zamienioną na dożywocie i obniżoną do dwudziestu pięciu lat. W oczekiwaniu na wyrok spędziła prawie dwa lata w tajlandzkim więzieniu Lard Yao, jako numer 228/36. Pobyt na kobiecym oddziale więzienia, nazwanego ironicznie „Hiltonem w Bangkoku”, przypominał piekło. Ponad sto kobiet stłoczonych na ośmiu metrach kwadratowych, podłe jedzenie, urągające ludzkiej godności warunki sanitarne, przejmujące gorąco i szerzące się choroby stanowiły codzienność Sandry. Nic dziwnego, że odliczała dni i tygodnie do czasu, kiedy zostanie podjęta decyzja o jej przeniesieniu do zakładu karnego w Anglii. 

Po czterech latach, kiedy minął wymagany przepisami czas w tajlandzkim wiezieniu, została przeniesiona do wiezienia pod Londynem. Jednak brytyjskie zakłady karne, jak Holloway, Foston Hall w Derbyshire czy Durham, zakład najwyższego ryzyka w którym przebywali najokrutniejsi przestępcy, wcale nie okazały się być lepsze. W Tajlandii, w prymitywnych warunkach, czuła się przynajmniej jednostką zdolną o sobie choć w minimalnym stopniu decydować, natomiast w rodzimym kraju spotkała się z bezdusznych traktowaniem i powolnym odczłowieczeniem. Pogrążając się w depresji, nękana myślami samobójczymi, zdołała jednak wytrwać. Na skutek kampanii prowadzonej przez rodziców i znajomych, na mocy Królewskiego Przebaczenia, udzielonego przez króla Tajlandii, 21 lipca 2000 roku wyszła na wolność. W zamknięciu spędziła siedem i pół roku z dwudziestopięcioletniej kary – siedem i pół roku piekła.

„Zapomnijcie o córce” to nie tylko dramatyczna historia skazanej za przemyt narkotyków Brytyjki, ale także historia miłości i okrucieństwa. Sandra Gregory przybliża nam okoliczności, w których doszło do aresztowania, opisuje warunki panujące w więzieniach, relacje pomiędzy więźniarkami a strażnikami oraz osobiste tragedie osadzonych w więzieniu kobiet. Nierzadko były to morderczynie, które w bestialski sposób pozbawiały na wolności życia. Za kratami były jednak współwięźniarkami, kobietami takimi jak tysiące, mającymi swoją wrażliwość, poczucie humoru, potrzeby i słabości. 

Nie da się czytać wyznań Sandry Gregory bez emocji, nie można nie przeżywać opisywanych sytuacji, nie dopingować jej staraniom o odzyskanie wolności i nie wzruszać się w ważnych dla niej momentach. Z uwagi na charakter książki trudno jest oceniać jej walory techniczne – wszak to tekst pisany emocjami, w którym przeżycia autorki i ona sama stają się nam bliskie. I właśnie nasza empatia jest miarą wielkości tej książki. 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Billy Roberts "Uzdrawianie holistyczne. Technika nadi dla ciała i umysłu"

Tytuł: Uzdrawianie holistyczne. Technika nadi dla ciała i umysłu
Autor: Billy Roberts
Wydawnictwo: Illuminatio








Holistyczne podejście do człowieka nie jest niczym nowym. Nawet Światowa Organizacja Zdrowia zawarła w definicji zdrowia - stan pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu – koncepcje wielu elementów składowych, uzupełniając zresztą w ostatnich latach określenie dodatkowo o sprawność do „prowadzenia produktywnego życia społecznego i ekonomicznego” a także o wymiar duchowy.

Do dobrego samopoczucia i sprawnego funkcjonowania w otoczeniu konieczne jest zatem nie tylko zdrowie fizyczne, ale również psychiczne, a także społeczne i duchowe. Jakiekolwiek zaburzenia w naszym funkcjonowaniu w obrębie tych sfer przekładają się na niedostatki w innej sferze, a nawet poważne problemy. Jak zatem zadbać o swoje drowie, rozumiane jako całość? Jak pozbyć się zarówno dokuczliwych bólów głowy, jak i braku zdecydowania, motywacji i poczucia porażki? 

W drodze ku satysfakcjonującemu życiu i efektywnym działaniom, wsparciem może służyć książka „Uzdrawianie holistyczne. Technika nadi dla ciała i umysłu”, opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio. Autor, Billy Roberts, założyciel pierwszego w Wielkiej Brytanii ośrodka zajmującego się studiami parapsychologicznymi i duchowymi oraz alternatywnymi formami terapii, jest jednocześnie najlepszym dowodem na to, że właściwe odżywianie, właściwe postępowanie czy stosowanie technik medytacyjnych, może być kluczem do ogólnie pojętej zdrowotności, szczęścia i spełnienia marzeń. 

Wiele lat temu Roberts był uzależnionym od narkotyków mężczyzną, u którego odezwała się groźna choroba uniemożliwiająca normalne życie i zmuszająca do wielokrotnych pobytów w szpitalu. Poszukując najlepszych dla siebie rozwiązań i ratunku, Roberts zgłębiał zagadnienia dotyczące technik samorozwoju, metod uzdrawiania, filozofii jogicznej oraz psychologii. Niepostrzeżenie wkroczył na ścieżkę, nazywaną przez mistrzów jogi Ścieżką Spełnienia, którą podąża do dziś. Jego książka jest wynikową przemian dokonujących się w samym autorze, ale także darem dla wszystkich czytelników – nie tylko tych, którzy poszukują dobrego sposobu na uleczenie swojego ciała, ale także tych, u których cierpi dusza.

Autor zdradza nam sekret techniki nadi, czyli skutecznej metody utrzymywania systemy energii w stanie równowagi i harmonii. Podkreśla, że jedynym jej celem jest wywieranie pozytywnego wpływu na nasze zdrowie – dzięki nadi nie tylko zwiększy się nasza świadomość i koncentracja, ale również lepiej poznamy swoje ciało i będziemy w stanie przeciwdziałać brakowi równowagi oraz różnym dysfunkcjom. 

W kolejnych rozdziałach książki, Roberts przybliża nam zagadnienia związane z aurą i bioluminescencją oraz działaniami umożliwiającymi nam dokonanie głębszego wglądu w nasze życie i przejęcie nad nim kontroli. Opisuje także pionierskie badanie przeprowadzone przez dr Kilnera Semyona oraz Valentinę Kirlian, będące inspiracją dla wszystkich związanych z medycyną diagnostyczną. Przybliża również kwestie związane z systemem czakr i metodą równoważenia rotacyjnego, dzięki której możliwe jest pobudzenie aktywności poszczególnych czakr. Prezentuje ponadto procedury stymulowania systemu subtelnej energii, stanowiące integralny element techniki nadi. 

W procesie osiągania równowagi, nie można również zapomnieć o znaczeniu pozytywnego myślenia, nastawienia oraz zwracania się z prośbą do Wszechświata o różnego rodzaju rzeczy. Autor podpowiada, w jaki sposób możemy zwiększyć kontrolę nad stosunkiem naszych oczekiwań do efektów oraz przepływem energii przez nasze nadi, aby odzyskać i utrzymać dobry stan zdrowia. 

Roberts wyjaśnia również dokładnie, w jaki sposób możemy skutecznie przywrócić sobie zdrowie, oddziałując na przepływ prany oraz pozbywając się blokad dzięki wysyłaniu w wyobraźni prany z jednego narządu do innego. Autor przygląda się również zagadnieniu częstotliwości energetycznej, samouzdrawianiu oraz różnym zabiegom, pozwalającym osiągnąć konkretne cele, jak na przykład pozbycie się stresu czy rozluźnienie. Wraz ze swoją żoną, omawia również składniki zdrowej diety oraz pokazuje jej wpływ na wszystkie poziomy naszej świadomości. Porusza ponadto temat związany z duchową transformacją zachodzącą obecnie na planecie.

Technika nadi, jako holistyczny system, może być stosowana w procesie rozwoju duchowego niezależnie od naszych przekonań – choć te mogą być powodem odrzucenia książki jeszcze przed jej lekturą. Warto jednak zachować otwarty umysł i wyzbyć się sceptycyzmu przynajmniej do chwili, kiedy nie spróbujemy opisanych w poradniki metod i technik. Potraktujmy „Uzdrawianie holistyczne. Technika Nadi dla ciała i umysłu”, jako jeden ze sposobów, dzięki których możemy osiągnąć więcej i żyć lepiej, a wówczas nie będzie mowy o krytycznym nastawieniu, które pozbawia nas szansy na odmianę. Teraz, każdy z nas może uzdrowić samego siebie, zatem warto otworzyć się na ten eksperyment i zaryzykować głębsze poznanie siebie!

środa, 25 grudnia 2013

Dr Bob Arnot „Dieta Aztecka. Odchudzająca moc cudownych nasion chia”


Tytuł: Dieta Aztecka. Odchudzająca moc cudownych nasion chia
Autor: Dr Bob Arnot
Wydawnictwo: Illuminatio






Chia, czyli szałwia hiszpańska, to roślina pochodząca z centralnej i południowej części Meksyku oraz z Gwatemali. Uprawiana była już przez Azteków, którzy jako pierwsi docenili jej cudowne właściwości. Atutem chia są nasiona bogate w kwasy tłuszczowe omega-3. Zawierają one również 20 proc. białka, 34 proc. tłuszczu, 25 proc. błonnika pokarmowego oraz przeciwutleniacze. Nasiona chia są tradycyjnie spożywane w Meksyku i południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych, teraz zaś, dzięki nim, możemy odmienić swoje życie.

Nasiona chia są bowiem znakomitym środkiem wspomagającym odchudzanie, a dieta o nie wzbogacona pozwoli nie tylko stracić na wadze, ale chroni przed efektem jo-jo. O mocy tej cudownej rośliny przekonujemy się podczas lektury książki „Dieta Aztecka. Odchudzająca moc cudownych nasion chia”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Illuminatio. Autor, dr Bob Arnot, lekarz, pisarz i entuzjasta fitness, wprowadza nas w tajniki diety azteckiej, czyli diety bazującej głownie na nasionach chia. Teraz i my możemy wprowadzić w życie plan żywienia starożytnych Azteków, odzyskując szczupłą sylwetkę, pozbywając się licznych dolegliwości zdrowotnych oraz odzyskując energię do działania. 

Dr Arnot przekonuje, że dieta aztecka, oparta na „superżywności”, jaką jest chia, a także dzięki wyeliminowaniu tych produktów, które sieją spustoszenie w organizmowi (bomb węglowodanowych oraz tzw. miotaczy płomieni, czyli produktów wywołujących stany zapalne w organizmie, jest w stanie zmienić nasze ciało. Dzięki chia możliwe jest skończenie z napadami głodu i nocnym podjadaniem, skończenie ze spadkiem energii mózgowej oraz z drżeniem wywołanym niskim poziomem cukru we krwi. Autor podkreśla, że „chia dowodzi, jak potężny może być jeden produkt spożywczy, i zachęca ludzi na diecie do dokonywania innych spektakularnych wyborów”. 

W książce szczegółowo zostały opisane założenia diety, a także poszczególne jej fazy – pierwsza, składająca się ze smoothie oraz przekąsek, stanowiąca przełom w procesach metabolicznych. Faza druga diety daje szansę na przyspieszenie utraty wagi dzięki włączeniu do jadłospisu odpowiednio skomponowanego lunchu, który ma na celu podkręcić metabolizm. Faza trzecia to powrót do regularnych posiłków składających się z najzdrowszych produktów „Premium”. Ukłonem w kierunku czytelnika i wielkim ułatwieniem dla wszystkich rozpoczynających dietę, jest zamieszczona w publikacji klasyfikacja produktów według wartości ładunku glikemicznego, a także szereg innych, ważnych informacji o składnikach odżywczych. Autor przedstawia ponadto propozycje posiłków, zestawów śniadaniowych, lunchowych i obiadowych oraz wiele przepisów, zarówno na smoothie (czyż smoothie truskawkowo-serwatkowe oraz smoothie z jabłkiem, ogórkiem, pietruszką i miętą nie brzmią smakowicie), jak i wyśmienity lunch. Liczby podane przy każdym składniku wskazują odpowiednio na wysokość ładunku glikemicznego oraz wartość kaloryczną porcji, co ułatwia w znacznym stopniu kontrolowanie przyjmowanych ilości oraz ewentualne ograniczanie posiłków. 

Autor zauważa jednak, że szczupła sylwetka uzyskana dzięki diecie azteckiej to zaledwie pierwszy krok w drodze ku nowemu stylowi życia. Potrzebne jest jeszcze szersze spojrzenie, czyli połączenie nowych nawyków żywieniowych oraz zdrowego nocnego odpoczynku i regularnych ćwiczeń. Dr Arnot radzi, jak o ten zdrowy sen zadbać oraz udziela szeregu wskazówek dotyczących ćwiczeń fizycznych i treningu. 

Do książki został również dołączony „Kwestionariusz symptomów”, który pozwala nam na nakreślenie stanu zdrowia oraz wszelkich występujących dolegliwości, a jednocześnie pozwala zarejestrować zmiany zachodzące pod wpływem stosowania diety azteckiej. Ponadto znajdziemy tu prawidłowe wartości badań krwi, które warto porównać ze swoimi wynikami, a także kilka informacji o suplementach diety.

Książka „Dieta Aztecka. Odchudzająca moc cudownych nasion chia” zwraca uwagę nie tylko wspaniałą okładką, ale profesjonalnym, kompleksowym podejściem do tematu. Autor nie ogranicza się wyłącznie do przedstawienia założeń diety, ale przybliża historię chia i jej zastosowanie, wyjaśnia działanie poszczególnych składników pokarmowych na nasz organizm, proponuje szereg przepisów, a także zachęca nie tylko do wdrożenia diety, ale do zmiany stylu życia, a przede wszystkim do zwrócenia uwagi na odpowiednią ilość i jakość snu oraz ruch. Jedyny problem to zdobycie nasion chia – w rodzinnym mieście nie znalazłam ich niestety w żadnym sklepie ze zdrową żywnością. Można je jednak zamówić w sklepach internetowych, zatem wykorzystam czas oczekiwania na przesyłkę na wykonanie badania krwi, a następnie przechodzę do fazy pierwszej diety azteckiej!

piątek, 13 grudnia 2013

Isabelle Lafléche „Kocham Paryż”

Tytuł: Kocham Paryż
Autor: Isabelle Lafléche
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie







Jest wiele kobiet, które za ubrania czy dodatki z metką sławnego projektanta, oddałyby wiele. Jest wiele kobiet, które za markową torebkę czy płaszczyk z limitowanej edycji sprzedałyby męża, przyjaciółkę czy matkę. Z racji tego, że tak wielki popyt rodzi podaż, to jest równie wielka grupa ludzi, którzy w sprzedaży dóbr luksusowych upatrują niebywałych zysków. W sprzedaży podrabianych dóbr luksusowych – należałoby napisać. Na takim obrocie fałszywymi towarami, sektor handlu detalicznego traci niemal 30 miliardów dolarów, a około 70 procent podróbek, to odzież, akcesoria oraz perfumy. Podróbki są interesem na tyle intratnym, że zaangażowały się w obrót nimi organizacje przestępcze, te same, które handlują broni, narkotykami i żywym towarem.

Z fałszerzami, fałszerstwami boryka się każdy właściciel marki, a im więcej jest ona warta, tym częstsze są próby wprowadzenia na rynek trefnego towaru. Z takim procederem walczyć ma Catherine Lambert, rzutka prawniczka, znana już czytelnikom z powieści „Kocham Nowy Jork”. Teraz, po roku spędzonym za granicą, dostała propozycję wymarzonej pracy. Ma zostać dyrektorem do spraw własności intelektualnej u Diora. Biorąc pod uwagę jej wyczucie stylu i słabość do markowych fatałaszków, to okazja życia. Wiąże się jednak z koniecznością powrotu do Paryża, gdzie zresztą mieszka Antoine, dawniej kolega z pracy, a obecnie jej chłopak. Tym samym towarzyszymy bohaterce w jej przygodach, rozgrywających się na łamach kontynuacji powieści Isabelle Lafléche. 

Książka „Kocham Paryż”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Literackiego, to nie tylko fascynująca wyprawa w świat mody, dóbr luksusowych, pokazów prêt-à-porter. To również dylematy etyczne, walka o stanowiska, a także zacięta walka z fałszerzami, pozbawiającymi Diora znacznej części dochodów. W walkę te zaangażowana jest nie tylko Catherine, ale również jej nowojorski asystent Rikash, razem zaś stanowią niepokonaną drużynę, której obawiają się wszyscy – od drobnych handlarzy po „grube ryby”. Nic dziwnego, bowiem przyszło im uczestniczyć w obławach policyjnych i konfiskować towary warte setki tysięcy euro. Na dodatek na jednym z targowisk zdołano zrobić im zdjęcia, zatem teraz fotografia Catherine i Rikasha zdobi wszystkie zaplecza nielegalnych punktów sprzedaży.

Obawa przed odwetem przestępców nie jest bezpodstawna – prawniczka zaczyna otrzymywać telefony z pogróżkami, ktoś też podąża za nią krok w krok. Kamizelka kuloodporna, mimo że mało gustowna, staje się koniecznością, zaś czytelnik otrzymuje solidną dawkę adrenaliny. Oczywiście nie obędzie się też bez miłosnego wątku – wszak Paryż to stolica miłości. Jednak związek z Antoine nie rozwija się tak, jakby się tego można było spodziewać. Jej stresująca praca, skłonność do angażowania się w pomoc potrzebującym orz naręcza ciuchów, stanowią punkty zapalne. Szczególnie jej praca dla Diora staje się powodem do kłótni, bowiem Antoine, jako zobligowany do zdobywania nowych klientów wspólnik w kancelarii prawnej, z chęcią współpracowałby z tak znaną modową marką. Najwyraźniej nie jest w stanie dostrzec niestosowności swojej prośby szczególnie, że Catherine jest nowym pracownikiem, a takie zlecenie mogłoby zostać odczytane jako nepotyzm.

Jak zakończy się ta historia? Czy strategia walki z fałszerzami, którą obrała prawniczka, dość ryzykowna zresztą, sprawdzi się? Jak rozwinie się związek z Antoine? Jak zakończy się proces jej byłego partnera, Jeffrey`a, któremu po jej doniesieniu postawiono zarzuty? Tego wszystkiego dowiemy się z trzymającej w napięciu, wspaniałej książki „Kocham Paryż”, dzięki której choćby o krok zbliżamy się do świata luksusu, dostrzegając nie tylko jego blaski, ale i cienie. Powieść jest ponadto swego rodzaju lekcją stylu, bowiem nie bez powodu mówi się o paryskim szyku. Wcale się nie zdziwię, jeśli po lekturze książki polskie ulice zapełnią się kobietami z dumą prezentującymi modne zestawy, bawiącymi się modą i eksponującymi swoją kobiecość, czar i powab. I oczywiście bojkotującymi podróbki markowych rzeczy!


wtorek, 3 grudnia 2013

Maciej Bennewicz „Życie na Ziemi. Poradnik dla kosmitów”

Tytuł: „Życie na Ziemi. Poradnik dla kosmitów”
Autor: Maciej Bennewicz 
Wydawnictwo: Studio EMKA







Od dziesięcioleci ludzie pragną skontaktować się z innymi cywilizacjami, wierząc, że gdzieś tam daleko w kosmosie istnieje życie, że kiedyś otrzymamy odpowiedź na nasze wezwania. Co jednak taki przedstawiciel innej galaktyki powiedziałby widząc nas, Ziemian i otaczającą nas rzeczywistość. Czy byłby zafascynowany, a może zdegustowany zachodzącymi na Ziemi interakcjami i procesami społecznymi? Czy potraktowałby nas, jako gatunek z góry skazany na porażkę i wyginiecie, czy może przeciwnie – mógłby czerpać od nas pomysły i inspiracje? 

Popuść wodze fantazji i wyobraź sobie, że to ty jesteś tym międzygalaktycznym podróżnikiem, dla którego Ziemia jest stacją przystankową. Zamknij oczy i … co widzisz? Być może obraz planety i zamieszkujących go stworzeń chodzących na dwóch nogach i nazywających się ludźmi wcale ci się nie podoba. I wiesz co? Wcale ci się nie dziwię…

Dla tych, których wyobraźnia nie pozwoli na wykreowanie tak futurystycznego i absurdalnego świata, w którym obecnie żyjemy, Maciej Bennewicz przygotował niezwykły hologram. Książka „Życie na Ziemi. Poradnik dla kosmitów”, opublikowana nakładem wydawnictwa Studio EMKA, jest odbiciem otaczającej nas rzeczywistości, a także słabości, lęków i wad zamieszkujących planetę Ziemia mieszkańców. Nie znajdziesz w tym niezwykłym przewodniku laurek, nie znajdziesz peanów pochwalnych na cześć współczesnej cywilizacji. Bennewicz stosuje zasadę brutalnej szczerości, demaskując wszystkie nasze grzechy i grzeszki, zdzierając z twarzy maski i odbierając nam scenariusze do ról, w których się obsadziliśmy. Nic dziwnego zatem, że pozycja ta została okrzyknięta najbardziej kontrowersyjną książką autora, bowiem zawiera prawdę o nas samych, a bardzo często tej prawdy poznać wcale nie chcemy. 

„Wy, ludzie, tak wspaniale potraficie ignorować rzeczywistość. Jesteście prawie ślepi i prawie głusi (…)” – tym cytatem z Terry`ego Pratchetta autor rozpoczyna naszą niezwykłą podróż. Poznajemy Kosmitę i ze zdumieniem stwierdzamy że praktycznie wcale się on od nas nie różni – wszak i my niekiedy czujemy się wyobcowani, izolujemy się od społeczności, albo to społeczność z nas rezygnuje. Niekiedy jesteśmy dewiantami, jesteśmy podejrzani, jesteśmy ofiarami, które łatwo napiętnować, oskarżyć. Ta stygmatyzacja jest głęboko zakorzeniona w ludzkiej naturze, choć – paradoksalnie – uznanie jakiegoś zjawiska za dewiacyjne zależny nie od samej natury zjawiska, ale od jego społecznego postrzegania. 

Kiedy już Kosmita został zidentyfikowany, nie pozostaje nic innego, jak tylko lądować. A gdzie? Na planecie Ziemia oczywiście, miejscu uwielbianym przez zamieszkujących tu ludzi i – prawdopodobnie z powodu tej miłości – systematycznie niszczonym. Nie sądź, że każdy powita cię tu z otwartymi ramionami. Wśród gościnnych frików, którzy gotowi są zaprosić obcego kosmitę pod swój dom, pełno jest tu paranoików, którzy będą obawiać się kradzieży bądź zarażenia, tudzież koloru twojej skóry (a`propos – masz skórę?). Znajdziesz tu również zabójców i trucicieli, cyników, a także polityków, którzy wmawiają wszystkim, że są wielcy, że wiele potrafią i wiele mogą. 

Jeśli znalazłeś się wśród Ziemian najlepszą strategią będzie brak zaufania. Pamiętaj: kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one. To takie ziemskie porzekadło, niezwykle prawdziwe niezależnie od zmieniających się czasów. Tylko kosmici go nie znają, zresztą poznasz kilku z nich, jeśli tylko zatrzymasz się tu na dłużej. Wówczas stopniowo zgłębiać będziesz ludzką mentalność, absurdalne zachowania ludzi mających władzę i tych na dole, którzy boją się własnego cienia. Dowiesz się czym jest wolność i dlaczego ludzie potrzebują zniewolenia, poznasz przyczynę zawierania sojuszy i gromadzenia bogactw i przeczytasz o ufności, czyli szczególnym, zanikającym w naszych czasach stanie. I choć wiele razy zadasz sobie zapewne pytanie „Co ja tu robie? Czy rzeczywiście tego chcę?”, to pozostaniesz, by badać przyczyny nienawiści, poznać innych kosmitów – samotników i memów, nałożyć kilka masek i wejść w kilka ról. 

Przerażony? Bez obaw (łatwo tak mówić komuś, kto siedzi bezpiecznie w czterech ścianach i zasłania się ekranem komputera), Bennewicz przygotował dla każdego kosmity porady – krótkie notatki po omówieniu każdego niecodziennego zjawiska, definiujące go i wskazujące możliwe rozwiązania oraz sposoby zachowania. W to wszystko wplecione są też niezwykłe bajki Gonza, pobudzające do myślenia, wejrzenia w siebie i zastanowienia się, kto tak naprawdę jest kosmitą. 

Książka „Życie na Ziemi. Poradnik dla kosmitów” to gigantyczna układanka, dla której inspiracją stała się codzienność. To życie na Ziemi rozłożone na czynniki pierwsze, to analiza zachowań – może nie dogłębna, ale zostały w niej uchwycone najistotniejsze elementy, cechy i mechanizmy działań. Z tych fragmentów wyłania się socjologiczny portret człowieka jako jednostki i ludzi jako grupy. Niestety nie zawsze barwy użyte do jego odzwierciedlenia są jasne, podobnie jak nie zawsze czyste są intencje, zamiary i zachowania ludzi. Bennewicz w iście makiaweliczny sposób zmusza nas do konfrontacji z własnym odbiciem i refleksji nad swoją naturą i postępowaniem.

Być może znajdziesz w książce potwierdzenie słuszności swoich racji, być może będziesz musiał nieco nad sobą popracować. Jedno jest pewne – książka Bennewicza nie jest pozycją, którą można przeczytać w chwili relaksu i odstawić na półkę, by ozdabiała designerski mebel swoją prostą, choć stylowa okładką. Książka Bennewicza to raczej broń wymierzona w ludzkość, choć jej przeznaczeniem nie jest zabijać, ale zmieniać. O ile oczywiście mamy w sobie nieco samokrytyki i wrażliwości, by wyczuć wcale nie subtelną ironię i prześmiewczy ton autora. To sprawia, że mamy do czynienia z pozycją wyjątkową, unikatową, iście kosmiczną – cokolwiek by to miało znaczyć!

niedziela, 1 grudnia 2013

John O`Farrell „Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie”.

Tytuł: Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie
Autor: John O`Farrell 
Wydawnictwo: Sonia Draga









Mężczyźni najczęściej zapominają o imieninach, urodzinach, rocznicy spotkania czy ślubu. Wymazują też z pamięci pierwszy pocałunek, pierwszy ząbek dziecka czy daty wizyt u lekarzy. Czy jednak mężczyzna może wymazać z pamięci własną żonę? Czy fakt, że ponoć mężczyźni są z Marsa jest powodem, by zupełnie zapomnieć o tym, że od wielu lat jest się statecznym mężem i ojcem?

NN – tak można by nazwać mężczyznę, który znalazł się w londyńskim metrze pewnego dżdżystego popołudnia. Jego przebudzenie nastąpiło gdzieś w pobliżu stacji Hounslow East, choć trudno powiedzieć, czy była ona celem jego podróży. Trudno powiedzieć, bowiem ów mężczyzna nie pomięta nawet stacji początkowej. A właściwie nie pamięta również tego, jak ma na imię, jak się nazywa i kim jest. Nie ma również przy sobie żadnych dokumentów ani rzeczy, które mogłyby posłużyć jako wskazówki w procesie identyfikacji jego tożsamości. 

Tę niezwykłą historię poznamy dzięki autorowi książki „Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie”. John O`Farrell stworzył przejmującą opowieść o miłości oraz o destrukcyjnym wpływie codzienności na jej siłę. Stworzył opowieść o zaczynaniu wszystkiego od nowa i walce o osobę, którą naprawdę kochamy. Opublikowana nakładem wydawnictwa Sonia Draga powieść jest najlepszą w dorobku autora, zawiera w sobie pokłady życiowej mądrości oraz ważne przesłanie dla wszystkich tych, którzy nie chcą pewnego dnia spojrzeć na siebie z perspektywy czasu i zobaczyć obraz człowieka, który przegrał życie

Zanim jednak nasz NN stanął do konfrontacji z samym sobą i swoją przeszłością, trafia do Szpitala Króla Edwarda, gdzie zostaje sklasyfikowany jako „nieznany biały mężczyzna”, choć szpitalny personel zwraca się do niego per Jason, czerpiąc inspirację z „Tożsamości Bourne`a”. Lekarze nie są w stanie podać przyczyn jego niezwykłej przypadłości, nie ma również prostej terapii, dzięki której pamięć mogłaby powrócić. Najbardziej prawdopodobna diagnoza, postawiona przez jedną z lekarek, określa jego przypadłość mianem „fugi psychologicznej”, czyli swego rodzaju ucieczki od rzeczywistości, być może na skutek stresu czy traumatycznego wydarzenia. Zgubienie rzeczy osobistych, takich jak portfel czy telefon komórkowy stanowi tylko potwierdzenie trafności diagnozy – NN nie pamięta kim jest, bo nie chce pamiętać.

W szpitalnej sali nie tylko kończy się jego dotychczasowe, krótkie życie w roli nieznanego mężczyzny, ale również zaczyna się nowy etap – powolnego odtwarzania minionych lat z okruchów zdarzeń przechowywanych w pamięci oraz rozmów ze znajomymi (a właściwie nieznajomymi, bowiem nie pamięta twarzy nikogo z nich). Przebłysk wspomnień na dźwięk imienia Gary i przypisany do imienia numer telefonu pozwala skontaktować się z rzekomym przyjacielem. Wraz z nim pojawiają się liczne fakty z życia (niekoniecznie pozytywne) oraz osoby. Co więcej, NN dowiaduje się, że nie tylko ma żonatego przyjaciela, przez ostatnich kilka lat był nauczycielem historii w jednej z najgorszych szkół z mieście, ale także … ma żonę i dwójkę dzieci. A właściwie, można powiedzieć, że miał zonę, bowiem do orzeczenia rozwodu brakuje tylko jednej sprawy sądowej. 

Rozpoczyna się batalia Vaughana o odzyskanie dawnego życia i o serce Maddy. Sprawa jest o tyle trudna, że kobieta już się z kimś spotyka i o powrocie do męża nie chce nawet słyszeć. Każdy dzień przynosi bohaterowi kolejne rozczarowania, a największym z nich jest on sam. Okazuje się, że przegrał swoje życie – jest beznadziejnym nauczycielem, pozbawionym pasji i sympatii uczniów, z przyjacielem łączy go wyłącznie zamiłowanie do telefonów komórkowych i projektowania stron internetowych z których jedna miała rzekomo przynieść olbrzymie dochody. Na dodatek kompletnie nie sprawdził się jako mąż, a uczucie pomiędzy nim a Maddy nie tylko wygasło, ale zmieniło się w koszmar wspólnego życia. Właściwie jedynie dzieci cieszą się z jego powrotu, choć w pamięci wciąż jeszcze mają gwałtowne kłótnie rodziców.

Czy Vaughanowi uda się odzyskać serce ukochanej kobiety? Czy uda mu się wypełnić życie ideałami i wartościami, które kiedyś były mu bliskie, a które porzucił gdzieś na przestrzeni lat? Czy znów pokocha nauczanie, czy zdoła jeszcze kogoś zainspirować? Na te wszystkie pytania warto poszukać odpowiedzi w powieści „Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie” – książce tylko z pozoru lekkiej i zabawnej. Autorowi udała się sztuka właściwa tylko najlepszym, bowiem pod płaszczykiem prostej historii, zmieścił sedno naszego życia. Operując prostą fabułą i kilkoma zaledwie kluczowymi postaciami, O`Farrell zdołał doskonale uchwycić proces powolnej utraty ideałów, rozczarowania, których źródłem jesteśmy my sami, jak i nasi bliscy, a także wielkie pasje zabijane powoli przez prozę życia. Obserwując swoją rodzinę bohater mówi: „ (..) jakże kruche i ulotne jest ludzkie szczęście. To może się okazać najlepszy moment, tutaj i teraz”. Warto zapamiętać te słowa, warto wziąć sobie je do serca tak, abyśmy kiedyś budząc się z długiego snu, czy też doświadczając „fugi psychologicznej” mogli powiedzieć, że lubimy osobę, którą się staliśmy. 

czwartek, 21 listopada 2013

Hilary Boyd "Czwartki w parku"

Tytuł: Czwartki w parku
Autor: Hilary Boyd
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie









Mówi się, że kobieta jest jak wino – im starsza tym lepsza. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Można odnieść wrażenie, że społeczeństwo traktuje kobiety w pewnym wieku niczym dinozaury, które nie zasługują na to, żeby pracować, a już tym bardziej na to, by dobrze się bawić, o życiu uczuciowym już nawet nie mówiąc. Kiedy zatem „mija termin” przydatności danej osoby? Czy czterdziestoletnia kobieta jest kobietą starą? A sześćdziesięciolatka- czy ona rzeczywiście nie może liczyć na karierę, na flirt, na pożądliwe spojrzenia mężczyzn?

Jeanie Lawson, zbliżająca się do sześćdziesiątki mieszkanka Londynu i bohaterka porywającej powieści „Czwartki w parku”, przekonuje nas, że witalność, marzenia, a nawet … miłość, nie zaglądają w metrykę. Hilary Boyd, autorka opublikowanej przez Wydawnictwo Literackie pozycji, zajęła się tematem trudnym i kontrowersyjnym, w wielu społeczeństwach stanowiącym tabu, a mianowicie starością. Niejednokrotnie bowiem starsze osoby skazywane są na ostracyzm, są ignorowane nie tylko przez pracodawców, ale nawet przez bliskie im osoby, które sprowadzają ich rolę do bezwolnych manekinów, zbędnych sprzętów, których należy się pozbyć czy dzieci, za które należy podejmować wszelkie decyzje. Co zatem się dzieje, kiedy pewna kobieta w wieku sześćdziesięciu lat nie tylko prężnie rozwija swój biznes, ale wcale nie ma zamiaru zostać etatową babcią i opiekunką męża, uwięzioną niemalże na końcu świata w domu na wsi? Czy otoczenie pozwoli jej przełamać stereotyp siwej pani w koczku? Czy będzie miała siłę, żeby walczyć nie tylko o siebie, ale i o mężczyznę, którego pokochała?

Małżeństwo Lawsonów, choć uchodzi za przykładne, tak naprawdę od dziesięciu lat jest martwe. Wtedy to właśnie George wyprowadził się z ich wspólnej sypialni, nie wyjaśniając nawet powodów takiej decyzji. Jego przejście na emeryturę jeszcze pogłębiło przepaść między nimi szczególnie, że kiedy on gnuśnieje w domu, Jeanie prowadzi sklepik ze zdrową żywnością, który z roku na rok przynosi coraz większe dochody. Co czwartek spotyka się też ze swoją ukochaną wnuczką, dwuletnią Ellie. Ich ulubionym miejscem spacerów i zabaw jest pobliski park Waterlow. Tam właśnie poznaje przystojnego mężczyznę w sile wieku, który przychodzi wraz z wnuczkiem Dylanem. 

Ray jest właścicielem szkoły aikido, wielbicielem jazzu i … całkiem niezłym słuchaczem. Grzecznościowe formułki wymieniane przez opiekunów szybko zostają zastąpione przez szczere rozmowy i nie wiedzieć kiedy, pomiędzy nimi zaczyna rodzić się uczucie. Tyle tylko, że Jeanie ma przecież męża, z którym przeżyła trzydzieści lat. Czy można ich małżeństwo przekreślić z powodu romansu z mężczyzną z parku? Czy w jej wieku wypada jeszcze myśleć o uczuciach, czy o zbliżeniach cielesnych? 

Według George`a, wraz z jej sześćdziesiątymi urodzinami, skończyć się ma jej dotychczasowej życie. Z etykietką „staruszki” chciałby ją widzieć u swojego boku w wiejskim domu w Somerset. Co więcej, poczynił już pierwsze kroki swojego wielkiego planu ucieczki z Londynu, jak zawsze nie uwzględniając sprzeciwu żony. Przyzwyczajony do tego, że przez lata decydował o tym, co będzie dla niej najwłaściwsze, nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że Jeanie mogłaby mu się przeciwstawić. Solą w jego oku jest też dobrze prosperujący sklepik żony postanawia zatem o jego sprzedaży. Tymczasem Ray w tej „staruszce” widzi godną pożądania kobietę, z którą chciałby spędzić resztę życia. Kobietę, którą chciałby rozpalić pocałunkiem, z która rozmowa może trwać godzinami…

„Czwartki w parku” Hilary Boyd to wielopłaszczyznowa powieść, w której każdy miłośnik dobrej literatury znajdzie coś dla siebie. Akcja toczy się wolno, możemy zatem smakować lekturę, zastanawiając się nad wydarzeniami, z których każde wnosi jakąś wartość do książki – kolejny problem bądź odrębny punkt widzenia. Jedyne, co kładzie się cieniem na odbiorze tekstu, to postać pracownicy sklepu ze zdrową żywnością, Polki niemiłosiernie kaleczącej język angielski. Niech to jednak będzie przykład, że nie należy ulegać stereotypom. 

Książka Boyd jest jedną z tych pozycji, której nie można bezrefleksyjnie odłożyć na półkę. Zwraca bowiem uwagę nie tylko doskonałą kompozycją czy całą plejadą wyjątkowych bohaterów, ale również przesłaniem. Daleko „Czwartkom w parku” do banalnej historii miłosnej (chociaż, czy o miłości można powiedzieć, że jest banalna?) - to raczej mądra i głęboka opowieść o oczekiwaniach, także tych względem siebie samego, o marzeniach i o prawie do szczęścia. Prawie, o które warto walczyć nawet, jeśli cena którą przyjdzie nam zapłacić, będzie wysoka.

piątek, 1 listopada 2013

Elżbieta Gros "Straszne zamczysko"

Tytuł: Straszne zamczysko
Autor: Elżbieta Gros
Wydawnictwo: Goneta.net









Duchy, strzygi, upiory i zjawy od lat współistnieją ze światem rzeczywistym, a dowodem na ich istnienie są liczne relacje świadków oraz podania i legendy przekazywane sobie przez kolejne pokolenia. Współczesny, racjonalny świat, również dostrzega tę niewyjaśnioną sferę zjawisk, tyle tylko, że próbuje wtłoczyć ją w sztywne ramy, zbadać, opisać i skatalogować. Część paranormalnych aktywności okazuje się być zwyczajnym oszustwem, bazującym na naiwności ludzi oraz odwiecznej wierze w magię, jednak są też takie przypadki, które opierają się racjonalnemu myśleniu i armii naukowców. Czy to właśnie są owe duchy czy upiory z podań?

Sprawy związane z nieziemskimi bytami wyjaśnia, a przynajmniej wyjaśnić próbuje, Elżbieta Gros w swojej powieści „Straszne zamczysko”. Wydana przez wydawnictwo Goneta.net historia pełna jest niewyjaśnionych zjawisk, cierpiętniczych jęków, które przyprawiają o dreszcze oraz morderstw – te ostatnie niestety są jak najbardziej realne. Nie można tego samego powiedzieć o dowodach, dlatego też poszukiwanie sprawcy w domu pełnym nieziemskich zjawisk i zagadek z przeszłości jest niezwykle zajmujące. Wszechobecna atmosfera grozy niczym u Edgara Allana Poe i zagadki z powieści Agathy Christie rodem, czynią książkę doskonałą propozycją na długie zimowe wieczory pod warunkiem oczywiście, że jesteśmy gotowi stawić czoła duchom.

Przenosimy się do tytułowego strasznego zamczyska, czyli starego, gotyckiego zamku we wsi Grabowo, otoczonego przez zdziczały i budzący grozę park. Miejsce to budzi lęk okolicznych mieszkańców, nie inaczej jest w przypadku przymusowych lokatorów zamku. Już od lat zarówno w okolicy, jak i w samym zamku mają miejsce dziwne zjawiska, ludzie widują tajemnicze zjawy przechadzające się w pobliżu grobowców, zaś w samym zamku rozlegają się jęki, upiorne chichoty i inne tajemnicze odgłosy. 

Dziedzic zamku, Robert Grabski, nigdy nie sądził, że przyjdzie mu zamieszkać w podupadającym zamczysku. Jednak wydarzenia ostatnich lat – tragiczna śmierć ukochanej siostry Kasi w wypadku samochodowym, wyrzeczenie się przez ojca drugiej córki – Asi, przez którą doszło do wypadku samochodowego, a także tajemnicza choroba nestora rodu i jego gwałtowna śmierć, sprowadziły go do rodzinnego domu. Jego plan szybkiej sprzedaży nieruchomości i ucieczki jak najdalej od wspomnień o upiornym miejscy niestety spalił na panewce. W dniu pogrzebu bowiem zjawia się nieznany dotąd brat właściciela zamku, a testament tym samym staje się nieważny. Zmarły nie miał bowiem prawa zapisać niemal całego majątku na rzecz Roberta i swojego małego synka z drugiego małżeństwa – Bobusia. 

Konieczny stał się tym samym ponowny podział włości oraz majtku ruchomego, dlatego też rodzina znalazła się tymczasowo w zamkowych komnatach. Nie jest to bynajmniej pobyt w luksusowych wnętrzach, bowiem zamek jest w opłakanym stanie, a na dodatek dzieją się w nim dziwne rzeczy. Pojawiają się duchy, w tym duch Zosi, małej dziewczynki z którą lubi bawić się córka Roberta. Jest też duch Mopsika, małego pieska, który jakiś czas temu zdechł bez żadnej widocznej przyczyny. To właśnie jego materialną postać widział rzekomo przed śmiercią Bobuś. Zadziwiająca śmierć chłopca, który wypadł z okna wieży, staje się początkiem skomplikowanego dochodzenia i badania historii rodu, który kryje niejedną tajemnicę. Intrygujące jest to, że owa wieża, do której dostał się chłopiec, stała od dawna zamknięta, zaś jedyną osobą, która posiadała do niej klucz, był Robert. Naturalną koleją losu staje się on głównym podejrzanym, należy jednak teraz znaleźć dowód na jego udział w tym okropnym morderstwie. 

Wkrótce okazuje się, że śmierć Bobusia to dopiero początek fali zbrodni, która przetacza się przez Grabowo. Drugą ofiarą jest matka zmarłego chłopca, Teresa. Oględziny zwłok, a także badania toksykologiczne wskazują na to, że przyczyną śmierci nie był szok wywołany utratą syna, ale … trucizna. Ona też stała się przyczyną śmierci chłopca, a upadek był tylko skutkiem zażycia śmiertelnej dawki substancji, bądź też nieudolną próbą zamaskowania przez mordercę prawdziwego narzędzia zbrodni. 

Śledztwo w tej zagadkowej sprawie prowadzi inspektor Jerzy Wolski, który mimo licznych przeszkód ze strony żywych i martwych, konsekwentnie zbliża się do rozwiązania sprawy. Kluczowe znaczenie w interpretacji faktów ma wizyta w zamkniętych od lat komnatach oraz lochach, czyli pomieszczeniach do których od lat nie było wolno nikomu wchodzić. Co znajduje się w tych tajnych komnatach? Dlaczego niektóre z nich wyglądają na zamieszkałe? Kim była tajemnicza jasnowłosa kobieta, która zostawiła list oraz jakie tajemnice kryje stara szafa? Na te wszystkie pytania odpowiada Elżbieta Gros w upiornej książce, budzącej grozę i wątpliwości co do natury zjawisk paranormalnych. 

Zabrakło mi w „Upiornym zamczysku” lekkości tekstu i płynnego przejścia pomiędzy poszczególnymi kwestiami bohaterów oraz spójności, która czyni tekst poprawny – pasjonującym. Zbędne są próby wyjaśnienia oczywistych stanów, oraz schematyczne zdania nie wnoszące nic do fabuły. Jednak te uchybienia nie przeszkadzają czytelnikowi wczuć się w mroczną atmosferę zamku. Niemal namacalne jest napięcie towarzyszące bohaterom, słyszymy również jęki i zawodzenia potępionych dusz. Właśnie ten klimat, genialnie stworzony przez autorkę, jest prawdziwą wartością tekstu i kreuje świat niematerialny, na tle którego toczy się wielowątkowe śledztwo. Czy inspektorowi uda się odnaleźć zbrodniarza zanim ten upatrzy sobie kolejną ofiarę? Niech pozostanie to zagadką do momentu, w którym czytelnik przekroczy progi strasznego zamczyska…

czwartek, 24 października 2013

Katarzyna Gryga "Suka"

Tytuł: Suka
Autor: Katarzyna Gryga
Wydawnictwo: Studio EMKA









"[...] ty nie jesteś kobietą: ty jesteś wyzwaniem"– pisał Éric-Emmanuel Schmitt w „Tektonice uczuć”. Co jednak z kobietami, które wyzwaniem wcale być nie chcą? Które za nic mają opinie otoczenia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne? Co z tymi kobietami, które lepiej czują się w skórze samca alfa, które same o sobie myślą w kategoriach suki i bynajmniej określenie to nie ma znaczenia pejoratywnego. Czyżby zatem adekwatne do sytuacji było stwierdzenie, że „Suka, to brzmi dumnie” ?

Niewątpliwie tak właśnie powiedziałaby bohaterka książki Katarzyny Grygi. Opublikowana przez Studio Emka „Suka”, to jeden z najlepszych przykładów, że proza polska nie tylko ma się dobrze, ale z szeregu bezbarwnych twórców wyłania się osoba, która nie tylko chce coś powiedzieć, ale robi to. A do powiedzenia ma dużo, bowiem w „Suce” odbija się cały absurd współczesnego, konsumpcyjnego świata i miałkość jednostek ludzkich, ich poglądów i zainteresowań, które ograniczają się do niezdrowej fascynacji życiem innych.

Bohaterka książki nie ma nazwiska, Suka, to jedyne imię, jakim się posługuje, choć w nim zawiera się charakterystyka całej postaci. Być może i Grygi jest sporo w Suce, ale nie tylko – swoje odbicie znajdą w niej nowoczesne kobiety, którym daleko jest od bycia „żonami przy mężu”, które nie dają się wtłoczyć w sztywne ramy zasad i norm oraz korporacyjne struktury.

Wydawać by się mogło, że portret Suki, to odzwierciedlenie typowej kobiety XXI wieku – świadomej własnej wartości, dbającej o siebie, pracującej na utrzymanie. Suka idzie jednak krok dalej – jej pozornie przerysowane zachowania tak naprawdę są oznaką charakteru, zerwaniem z obecnym w literaturze wizerunkiem bezwolnej, eterycznej istoty płci żeńskiej. Staje się ona dzięki temu wyjątkowa i choć daleko jej do bycia wzorem do naśladowania, to z tej nonszalancji i wolności wynikającej ze świadomego wyboru, można czerpać inspirację. Co więcej, Suka wymyka się nawet stereotypowi suki - autorka tak pisze o swojej bohaterce: „Można by ją nazwać suką, gdyby nie to, że sama nazwała się tym pieprzonym samcem alfa”.

Suka nie lubi reguł, nie lubi pęt, nie lubi nakazów i zakazów. Nie lubi także ludzi z ich banalnymi stwierdzeniami i fałszem, którym podszyte jest każde ich słowo. Mieszka wyłącznie z Wyżłem, do niego jedynie ma cierpliwość, może dlatego, że zwierzęta nie udają, są szczere w swoich reakcjach. Ją zaś ludzie albo kochają, albo nienawidzą i jestem przekonana, że tych drugich jest znacznie więcej. 

Prawda głoszona przez Sukę boli, obnaża wszystkie słabości ludzkiej natury i skłonności do pierwotnych zachowań. Wśród niewielu osób, z którymi utrzymuje kontakt jest Jerz, czyli Jurek, przyjaciel Karol, a także dziewczyna Marianna (Suka jest biseksualna), choć do inteligencji tej ostatniej ma poważne wątpliwości. Już sam fakt, że Marianna pracuje dla Grupy HC1, której głównym źródłem dochodu jest powielanie plotek o cele brytach dyskredytuje kobietę w jej oczach i wypada jedynie zapytać, czy seks jest tak dobry, że Suka toleruje niedoszłą gwiazdeczkę Precel.tv u swojego boku.

Niechęć do ludzi i do struktur, do biurowych ploteczek o niczym i lizania tylnej części ciała przełożonemu znajduje wyraz również w zajęciu Suki – jest freelancerem, obecnie zajmuje się produkcją telewizyjną. A przynajmniej zajmowała, zanim odważnie przeciwstawiła się kolejnemu nieudacznikowi, który wyłącznie na podstawie fałszywych domysłów puścił w obieg wiadomość, że Suka nie montuje filmów samodzielnie, podważając tym samym nie tylko jej kompetencje, ale również sprowadzając do roli głupiej kobietki. 

Zwolnienie staje się dla autorki okazją do ujawnienia absurdów rządzących rynkiem pracy. Maluje również obraz źle pojętej przedsiębiorczości szefów, którzy w swym zadufaniu i źle pojętej „kreatywności”, pod płaszczykiem kryzysu, dążą do zatrudnienia jak największej liczby ludzi, jak najmniejszym kosztem, nie znajdując w sobie nawet tyle przyzwoitości, aby okazać swoim „wołom roboczym” szacunek.

„Suka” to proza mocna i zapewne to wielu czytelnikom się nie spodoba. W naturze ludzkiej leży bowiem dopasowanie się do bezpiecznych ram, zaś wszystko co się wiąże ze wzrostem samoświadomości i spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość krytycznym okiem, budzi opór. Być może dlatego, że w osobach lekceważąco traktowanych przez Sukę, jawnie przez nią krytykowanych, zbyt często możemy odnaleźć siebie.

Katarzyna Gryga dobija się do naszej świadomości i nie daje o sobie zapomnieć. Nazywa rzeczy po imieniu, nie znajdziemy w powieści zbytecznych ozdobników, jej tekst jest równie sterylny, jak mieszkanie Suki, a dialogi tną powietrze niczym nóż. Wykrzyknikiem w tekście jest również grafika - doskonałe, wymowne ilustracje, których oszczędna kreska podkreśla dodatkowo buntowniczy charakter powieści. Mimo wszystko ta obcesowość z jaką zwraca się do nas autorka nie tylko nie razi, ale pobudza do myślenia i dopinguje do tego, byśmy choć raz pozbyły się ograniczającego nas pancerza i głośno zaczęły domagać się zaspokojenia swoich potrzeb. Ja zaś domagam się kolejnej książki Grygi!

poniedziałek, 14 października 2013

Karolina Monkiewicz-Święcicka „Taniec z przeszłością”

Tytuł: Taniec z przeszłością
Autor: Karolina Monkiewicz-Święcicka
Wydawnictwo: Świat Książki 









Niekiedy nasze życie przypomina kiepski film, w którym ktoś obsadził nas w roli głównych aktorów, choć nie czujemy się z tym dobrze i nie czerpiemy satysfakcji z tego, co nam się przydarza. Niekiedy można odnieść nawet wrażenie, że żyjemy jakby życiem innych ludzi, wracają do nas niezidentyfikowane fragmenty wspomnień z przeszłości, wciąż popełniamy te same błędy, mimo że mamy świadomość nieprawidłowego schematu działania. Czasami nawet nie możemy poczuć pełni szczęścia, towarzyszy nam ból nieistnienia i poczucie dojmującego braku.

Dlaczego tak się dzieje, co sprawia, że nie możemy żyć w zgodzie ze sobą ciesząc się każdym dniem? Na to pytanie można szukać odpowiedzi w ustawieniach rodzinnych Hellingera. Ta forma grupowej terapii polega na wybraniu przez uczestnika terapii reprezentantów, czyli osoby, które na czas ustawienia zagrają rolę jego samego oraz – w zależności od problemu – matki, ojca bądź innych osób, towarzyszących zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Zadaniem terapeuty jest taka modyfikacja układu, by zapanowała względna harmonia, bądź do momentu, który może stać się początkiem pożądanych zmian. Podczas terapii możemy spotkać się z różnymi reakcjami emocjonalnymi, a naukowcy do dziś nie potrafią wytłumaczyć wybuchu uczuć osób, które pełnią rolę członków rodziny. 

O tej odsądzanej od czci i wiary terapii, porównywanej do szamanizmu, pisze w swojej debiutanckiej powieści Karolina Monkiewicz-Święcicka, która na ustawienia systemowe nie zawahała się posłać swoich bohaterek. „Taniec z przeszłością”, opublikowany przez wydawnictwo Świat Książki, nie jest jednak próbą przekonania opinii publicznej o dobroczynnym wpływie tej terapii, ale fascynującą podróżą w przeszłość, w której znajduje się źródło porażek w świecie współczesnym.

Autorka przedstawia nam cztery kobiety, w różnym wieku i o różnym statusie materialnym, ale wszystkie powiązane są w zaskakujący sposób mroczną tajemnicą sprzed lat. Renatę spotykamy w smutnym dla niej dniu – właśnie zmarła jej matka i choć była kobietą apodyktyczną i oschłą, zaś w ostatnich latach zniedołężnienia również złośliwą i kapryśną, to jej odejście napełnia serce i mieszkanie kobiety dotkliwa pustką. 

Jedynym promykiem radości są teraz odwiedziny wnuczki Anieli, która śmierć prababki przeżył na swój sposób. Od dnia pogrzebu zaczyna śnic sny, w których powraca do przeszłości, ale nie jest to powrót do swoich wspomnień, a … do wspomnień przodkini. Sny przedstawiają wydarzenia nieznane dziewczynie, nie znajdujące potwierdzenia w opowieściach staruszki, ale Aniela jest przekonana, że są one prawdziwe. Dlatego też, jako przyszła studentka psychologii, postanawia sięgnąć po fachową wiedzę i skorzystać z możliwości rozwiązania tej zagadki, jaką dają ustawienia rodzinne Hellingera. Jednak, z uwagi na wiek, nie może udać się na terapię sama. Udaje jej się zatem namówić swoja babkę, a uczestnictwo w ustawieniach staje się początkiem szeregu przemian, a także bodźcem do poznania historii, której korzenie sięgają 1948 roku i mroźnej syberyjskiej krainy. 

Po początkowym okresie przygnębienia Renata rozkwita, i to nie tylko pod wpływem terapii. Siłę daje jej niespodziewana wolność i świadomość, że już nikt nie może jej niczego zabronić. Postanawia zatem zrealizować swoje największe marzenie o tańcu i kiedy w piwnicy znajduje stare, zakurzone baletki, świat wypełniony adage, arabesque, assemblé czy fouetté, znów staje przed nią otworem. Porządki odkrywają przed nią nie tylko dawno zapomniane pasje, ale również rodzinne historie. Kiedy w starej szafie odnajduje stare zeszyty, będące w istocie pamiętnikami, wraz z wnuczką wyrusza w podróż do przeszłości, by poznać skomplikowaną historię rodzinną.

Co z kolejną bohaterką, Dianą vel Dianną, nuworyszką, która pod płaszczykiem fałszywego blichtru chce ukryć swoje pochodzenie, udając szczęśliwą żonę i matkę? W jakie sposób jej losy są związane z życiem Renaty i Anieli? A co ze wspomnianą czwartą kobietą? Co z tą, której życie zostało opisane w jednym z pamiętników?

Sporo w książce pytań, sporo wątpliwości, a tajemnice z przeszłości wydają się sączyć się przez szpary, wypływać z każdej linijki tekstu. Tematyce obyczajowej towarzyszy również wątek kryminalny, bowiem w okolicy warszawskiego Mokotowa zaczynają ginąć ludzie. Wszystkie tropy prowadzą na okoliczne działki, na których … cicho sza, nie zdradzę już nic więcej, bowiem skoda pozbawiać się wzruszeń oraz przyjemności płynącej z lektury książki, nawet jeśli niekiedy jest ona zabarwiona strachem i oczekiwaniem. 

Doskonała kompozycja tekstu sprawia, że pomimo wędrówek w czasie i narracji prowadzonej przez różne osoby, nie wkrada się na łamy książki chaos, zaś wszystkie wydarzenia biegną w ściśle określonym kierunku – ku punktowi kulminacyjnemu. Ten zaś zaskakuje, podobnie jak i cała książka „Taniec z przeszłością”. Autorka stworzyła historię utkaną z miłości i nienawiści, wzajemnych pretensji i zazdrości, a wszystko to okraszone zostało pięknymi słowami i doskonale skonstruowanymi bohaterami, którzy ożywają wraz z lekturą, który są niezwykle emocjonalni i cierpiący, którzy odnajdują drogi w codzienności bądź szaleństwie, albo się w nim pogrążają.

 Recenzja znajduje się również na stronie portalu Granice.pl

sobota, 5 października 2013

Bożena Gałczyńska–Szurek „Monachos”


Tytuł: Monachos
Autor: Bożena Gałczyńska-Szurek
Wydawnictwo: Szara Godzina













Grecja kojarzy się zazwyczaj z leniwymi wakacjami, magią kolorów i zapachów, pięknymi plażami i pięknymi kobietami. Sam Homer opiewał uroki jednej z greckich wysp - Krety, tylko tu znajdziemy tak zgodnie współistniejące dwa światy: nowoczesny i kosmopolityczny. Niewiele osób jednak wie, że Grecja to również pewien wyjątkowy zakątek, do którego wstępu nie mają osoby płci żeńskiej. Autonomiczna Republika Mnichów Świętej Góry Athos, położona na ostatnim paluchu Półwyspu Chalcydyckiego, to prawdziwy relikt przeszłości. Władzę sprawuje tam wybrany spośród zamieszkujących tam mnichów Zarząd, a małe państwo w państwie jest oddzielone od reszty półwyspu granicą lądową. Wjazd jest możliwy wyłącznie droga morską i to po uzyskaniu specjalnej przepustki. 

To właśnie w tej osobliwej scenerii miało miejsce tajemnicze morderstwo, którego wyjaśnieniem zajmuje się agent Interpolu, Tasos oraz Polka mieszkająca od wielu lat w Grecji, Klara. Wciągające, wielowątkowe śledztwo stało się kanwą powieści kryminalnej „Monachos”, autorstwa Bożeny Gałczyńskiej–Szurek. Opublikowana nakładem wydawnictwa Szara Godzina książka to wciągająca historia pełna niespodziewanych zwrotów akcji, intryg, a także … rodzinnych dramatów. Niech czytelnika nie zmyli tajemnicza okładka, obiecująca gorący romans w kraju pełnym słońca i gorącokrwistych Greków. Mamy bowiem do czynienia ze skomplikowanymi relacjami interpersonalnymi, śledztwem w którym nie ma żadnych dowodów ani poszlak, a dochodzenie prawdy utrudnia izolacja Republiki Mnichów oraz szczególny status duchowieństwa w Grecji. 
Autorka zadebiutowała w 2010 r. książką „Tajemnice greckiej Madonny”, ale dopiero teraz w pełni rozwinęła skrzydła, przelewając na karty powieści nie tylko pomysł na skomplikowaną fabułę, ale również całą swoją miłość i fascynacje Helladą. Doskonałe wyczucie proporcji, kompilacja wątku kryminalnego, obyczajowego oraz historycznego i wspaniały styl – lekki, a jednocześnie zdradzający szeroką wiedzę autorki na temat kultury śródziemnomorskiej i samej Grecji, są głównymi atutami lektury. 
Gałczyńska–Szurek zabiera nas zatem do Vurvuru, miejsca, w którym Klara spędziła dzieciństwo i skąd uciekła by rozpocząć nowe życie. Telefon od przyjaciela i współpracownika sprawia, że będzie musiała zmierzyć się nie tylko z dochodzeniem, ale również z własnymi demonami.
Jako policyjny psycholog Klara często współtowarzyszy agencji wywiadowczej, a znajomość trzech języków znacznie ułatwia kontakty z potencjalnymi świadkami przestępstw. I tym razem jej biegły grecki oraz wiedza na temat reguł zachowania i zasad przestrzeganych w Grecji, okaże się niezbędna. Szczególnie, że zbrodnia miała miejsce na terenie Republiki Mnichów, zaś jedną z ofiar jest ojciec Konstantinos. Jego ciało oraz zwłoki drugiego mężczyzny, młodego Polaka, zostało znalezione w wodzie, razem z pistoletem będącym własnością mnicha. Czy mężczyźni przed śmiercią stoczyli walkę na skraju przepaści? Czy ojciec Konstantinos planował morderstwo? A może ich śmierć jest nieszczęśliwym wypadkiem, jak uważa miejscowa policja?
Toczące się śledztwo ujawnia wiele tajemnic ojca, a także Republiki Świętej Góry Athos i rezydujących tam mnichów. Koncepcja, jakoby śledczy mieli do czynienia z tragicznym w skutkach wypadkiem szybko upada, ale kolejne tropy ani na krok nie przybliżają Tasosa i Klary do rozwiązania zagadki. Na dodatek bohaterowie są nieustannie obserwowani przez dziwnego, długowłosego chłopca, którego obecność budzi niepokój, zaś na te wszystkie wydarzenia nakłada się jeszcze historia z przeszłości, której Klara w końcu będzie musiała stawić czoła. 
Ślepe zaułki, fałszywe tropy, niedopowiedzenia i nieporozumienia – to wszystko składało się będzie na pracę śledczych, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć. „Monachos” zaskakuje również czytelnika, trzymając w nieustannym napięciu i skazując na brnięcie poprzez gąszcz domysłów oraz fałszywych wniosków wyciąganych na podstawie błędnego pojmowania rzeczywistości. W tle śledztwa mamy piękną Grecję z jej historią i malowniczymi krajobrazami, a miłość autorki do tego kraju przebija z każdego wersu. Jako czytelniczce pozostaje mi życzyć sobie więcej takich książek, które nie tylko zaspokajają apetyt na dobrą i emocjonującą książkę, ale i sugerują, gdzie warto spędzić urlop. Zatem w przyszłym roku będzie to Grecja – oczywiście z książką Bożeny Gałczyńskiej-Szurek w plecaku! 



Recenzja została umieszczona na stronie Granice.pl