piątek, 8 kwietnia 2016

Eric Weiner "Genialni. W pogoni za tajemnicą geniuszu"

Autor: Eric Weiner
Wydawnictwo: PWN


Mozart, Freud, Leonardo da Vinci, a może Stephen King czy Alfred Joseph Hitchcock? Mimo, iż żyli oni w różnych wiekach, na różnych szerokościach, zaś dziedziny, jakimi się zajmowali, różniły się od siebie, to jednak ich nazwiska na stałe weszły do historii. Czy można powiedzieć, że byli geniuszami? Za takich przynajmniej uważało je społeczeństwo, zostawili po sobie trwały ślad i wiele dokonań, to zaś predestynuje ich do bycia na szczycie, do określania mianem geniuszy. 

Co jednak sprawia, że geniusz zostaje geniuszem? Dlaczego mimo tego, iż wielu światłych ludzi dokonało nierzadko przełomowych odkryć, to nikt nie użył wobec nich takiego określenia? Czym różni się talent i mądrość od geniuszu i czy geniuszem się trzeba urodzić czy też człowiek się nim staje w toku swojego życia? Na te wszystkie pytania odpowiedzi poszukuje Eric Weiner w intrygującej książce „Genialni W pogoni za tajemnicą geniuszu”. Autor, były korespondent zagraniczny jednej ze stacji radiowych, badacz szczęścia i podróżnik, przemierza tym razem szerokości geograficzne oraz wieki, poszukując geniuszu oraz czynników, na ten geniusz wpływających. Opublikowana nakładem wydawnictwa PWN książka nie jest jednak naukową rozprawą, a choć wiele w niej obrazów przeszłości i zagadnień z pogranicza socjologii oraz filozofii, to nie znajdziemy przeintelektualizowanych wywodów czy moralitetów. To raczej wciągająca podróż po meandrach ludzkiego umysłu i świata, w którym niekiedy wystarczy znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. Po książkę mogą sięgnąć ci wszyscy, którzy lubią lekturę pełną wyzwań i ciekawostek, zostawiającą w naszym umyśle ślad, pobudzającą do refleksji oraz stanowiącą bodziec do dalszego zgłębiania tematu.

Wraz z autorem przenosimy się do współczesnych Aten, konfrontując dokonania obecnej cywilizacji ze spektakularnymi osiągnięciami starożytności. Zagadkę rozkwitu tej kolebki zachodnich cywilizacji zgłębiamy w towarzystwie … Arystotelesa. Zwiedzamy Agorę, rozmyślając przy tym nad ideą geografii geniuszu, szukamy inspiracji na Wzgórzu Muz i zastanawiamy się, czy Einstein był plagiatorem. Tropem geniuszu podążmy również do Chin wracając do przeszłości, do dynastii Song, kiedy to stolica Hangzhou była najbogatszym i najludniejszym, a także najbardziej innowacyjnym miastem świata. Zastanawiamy się nad nagłym zastojem w rozwoju i sącząc herbatę planujemy wyprawę do kolejnego z największych ośrodków geniuszu, szukając przy tym analogii pomiędzy Atenami a Hangzhou.


W swojej intelektualnej podróży, odwiedzamy wraz z autorem również Florencję, gdzie zagłębiamy się w osiągnięcia renesansu i fenomen rodziny Medici, która od XII wieku utrzymywała ogromne wpływy i przez ponad pięćdziesiąt lat praktycznie rządziła miastem. W Edynburgu wracamy do czasów złotego wieku, kiedy to małe miasto „rządziło zachodnim intelektem”, wędrujemy również do Kalkuty, do Wiednia, a nawet do Krzemowej Doliny, wszędzie zadając te same pytania o czynniki kształtujące geniusz. Czy jednak rzeczywiście uda nam się zidentyfikować gen odpowiedzialny za bycie genialnym? Czy uchwycimy prawidłowości rządzące nagłym rozwojem miast i przyczyny, z powodu których rozwój ten został zahamowany? „Tak jak nie każdy motyl przyczynia się do powstania huraganu, tak nie każda epidemia dżumy dynamicznej doprowadzi do rozkwitu renesansu” – pisze autor, a choć nie udaje nam się znaleźć dokładnego przepisu na rozkwit epoki, to już samo badanie poszczególnych czynników jest fascynujące, otwiera nasz umysł na nowe bodźce i nowe spojrzenie na minione wieki. 

Podróże, rozmowy, przytoczone badania i fragmenty książek składają się na lekturę, której długo się nie zapomina, lekturę będącą doskonałym przykładem tego, że zainteresowanie tematem geniuszu jest coraz bardziej powszechne szczególnie, że zawsze pozostaje cień nadziei na odkrycie swego rodzaju recepty na bycie genialnym! Zarówno barwny styl autora, jak i jego podejście do badań oraz ogrom pracy, jaką wykonał zbierając materiały sprawia, że pozostajemy pod nieustannym wrażeniem jego talentu, zaś świat, który autor przed nami otwiera, pełen jest tajemnic przeszłości. I choć na zostanie geniuszem nie mogę liczyć, to pocieszę się sięgnięciem po wcześniejsze książki Weinera, w których szukać będę Boga i szczęścia!


czwartek, 7 kwietnia 2016

Patrycja Pelica "Ritterowie. Rzecz o mazurskiej duszy"

Autor: Patrycja Pelica
Wydawnictwo: Muza SA


„Ritterowie zawsze wracają” - te proste słowa w pełni oddają stosunek do rodzinnego domu, znamionują przywiązanie do miejsca i żyjących w nim ludzi. Dziś, niestety, rozstania są znacznie częściej spotykane niż powroty, ale niezależnie od tego, gdzie rzuci nas los i jak bardzo zachłyśniemy się szerokim światem, dobrze jest mieć miejsce, do którego można wrócić, które wspomnieniami przywołuje szczęśliwe czasy, ukochanych ludzi, które związane jest z określonymi wartościami i postawami.

Takim miejscem dla rodziny Ritterów była stara plebania, którą w 1920 roku obejmuje pastor, Martin Ritter. Przybywając na Mazury wraz z żoną Grete nie sadził zapewne, że z tą surową ziemią zwiąże się na zawsze, że będzie tu patrzył na śmierć bliskich osób, że kolejne pokolenia jego rodziny wychowywać się będą w starym domu, że zawsze będą tu powracać. Niezwykła saga rodzinna, której akcja toczy się na Mazurach na przestrzeni wielu lat, to spektakularna powieść „Ritterowie. Rzecz o mazurskiej duszy”, która zachwyca, napełnia nasze serca nostalgią, ale pokazuje też pewne schematy zachowań oraz wartości, które pozwalają przetrwać nawet najcięższe chwile. Patrycja Pelica stworzyła książkę utkaną z ludzi i emocji, napisaną językiem poezji i obrazów, które pojawiają się w naszych myślach w odpowiedzi na nakreśloną fabułę. Tym samym powieść, opublikowana nakładem wydawnictwa Muza, to nie tylko chwila refleksji i zadumy, ale i zachwytu – zarówno nad opowieścią, bohaterami, jak i nad talentem autorki, która za pomocą słów odmalowała jeden z najpiękniejszych, choć bolesnych, mazurskich portretów.

Wkraczamy na teren luterańskiego zboru, pachnącego kawą pijaną przez Martina i kolejne pokolenia Ritterów, by poznać młode małżeństwo, które w okresie dwudziestolecia międzywojennego przybywa do miejsca, w którym zdobywanie szacunku czy nawet akceptacji otoczenia jest długotrwałym procesem. Stopniowo jednak ciężka praca Martina, jego miłość do ludzi, gotowość niesienia pomocy oraz zasady, które kultywuje, przyciągają uwagę mieszkańców oraz nieliczne grono uczestników mszy. To właśnie tu, pośród rozległych lasów, rodzi się mały Helmuth, to właśnie tu umiera Grete, zaś dom pozbawiony jest kobiecej ręki do czasu, kiedy chłopak oświadcza się Annie Domińczuk. Ona – katoliczka, on – protestant. To połączenie budzi sprzeciw wielu osób, w tym matki Anny, która to wyrzeka się córki, co wolała Niemca…

Te imiona: Anna i Helmuth pojawią się jeszcze w rodzinnej historii, nie zabraknie również rozstań i powrotów. Miłość kochanków zdarzyła się bowiem w najgorętszym i najkrwawszym historycznie czasie, w okresie drugiej wojny światowej. Kiedy Helmuth otrzymuje powołanie do Wehrmachtu, Matrin udziela młodym sakramentu, mimo iż dostaną szansę zaledwie na siedem dni małżeńskiego życia, siedem dni wypełnionych nadzieją oraz rozpaczą. Mężczyzna wyrusza na wojnę, a wkrótce okazuje się, że Anna spodziewa się dziecka – rodzi się kolejny Helmuth, zaś matka i dziadek robią wszystko, by jak najmniej doświadczył wojennej zawieruchy. Jedno z nich zginie w mrokach historii, zaś Martin po raz kolejny otoczy opieką dziecko, wychowując je na prawdziwego mężczyznę, dla którego nic nie mogło równać się z urokiem rodzinnego domu. Szkoła aktorska i wielki świat nie zmieniły Helmutha, zaś kolejna kobieta w domu Ritterów, Wiktoria, staje się na kilka lat nierozłącznym fragmentem mazurskiego obrazu. W 1966 roku stara, podgryzana przez myszy plebania, znów doświadcza cudu – na świat przychodzą bliźniaki, Anna i Helmuth…

Podczas lektury książki doświadczamy nie tylko zachwytu, ale w pełni zdajemy sobie sprawę z tego, jak dziwne scenariusze pisze niekiedy życie i jak bardzo skomplikowane mogą być ludzkie losy. Doświadczamy przemijania, stanowiącego nierozłączny element natury, jednak świadomość, że tu, pionkiem w grze historii stają się Ritterowie, czyni książkę emocjonalną, wręcz osobistą. Martin, trwający wiernie na swym posterunku, piszący kolejne kazania dla ubywających wiernych, ryzykujący życie dla miejsca które pokochał, a także dla ludzi, którzy pojawili się w jego życiu sprawia, że staje się on i naszym oparciem, staje się skałą, na której pragniemy wybudować dom. Ze swoją miłością do książek, ze zwracającym uwagę kręgosłupem moralnym, z zasadami, którymi kierował się cale życie, staje się ostoją i opoką, staje się wzorem do naśladowania. Cztery pokolenia Ritterów pojawiające się na mazurskiej plebanii są symbolem upływu czasu, zaś sama książka – dowodem na to, że piękno można zawrzeć w słowach, że opowieść o tej (nie)zwyczajnej rodzinie może nie tylko przykuć uwagę, ale i skłonić do snucia wspomnień o dziejach naszych przodków. Książka stanowi również niezwykle barwny obraz Mazur, krainy na styku kultur oraz dowód wielkiego talentu autorki, której plastyczny język, czy sposób narracji zachwycają, sprawiają wrażenie ulotności, emanują dojrzałością i świadomością historii, którą trzeba opowiedzieć, by uchronić ją od zapomnienia. To jedna z tych książek, do których wracać można wielokrotnie, w której szukać można wzorów do naśladowania, a także przeżyć i głębokich wzruszeń.




poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Danka Braun „Historia pewnej rozwiązłości”

Autor: Danka Braun
Wydawnictwo: Prozami


„Nic nie może wiecznie trwać” – śpiewała Anna Jantar, zaś te proste słowa piosenki doskonale oddają zmienność natury i przewrotne koleje ludzkiego losu. Nigdy nie ma tak, że złe dni trwają wiecznie, a zawsze po gwałtownej burzy przychodzi słońce, dające nadzieję i pozwalające znaleźć w sobie siłę, by przetrwać. Również to, co dobre, nie trwa wiecznie, choć bardzo często przyspieszamy odejście dobrej passy w przekonaniu, że wszystko nam się należy, że nie musimy już podejmować starań. Niekiedy nawet kusimy los niepotrzebnie ryzykując, wystawiając na próbę siebie i swoje szczęście. 

Czy ryzykują również Orłowscy, bohaterowie porywającej sagi rodzinnej autorstwa Danki Braun? Na to pytanie możemy sobie odpowiedzieć sięgając po kolejną już opowieść o targających namiętnościami bohaterach, w których rękach są zarówno pieniądze, jak i władza, ale już niekoniecznie szczęście. Opublikowana nakładem wydawnictwa Prozami książka „Historia pewnej rozwiązłości”, to napisany językiem emocji, porywający obraz znanych i lubianych bohaterów, którzy wystawieni na pokuszenie – przegrywają. Lekturę docenią zarówno osoby, które Renatę i Roberta Orłowskich znały już wcześniej, jak i ci czytelnicy, dla których jest to pierwsze (choć wierzę, że nie ostatnie) spotkanie z wykreowanymi przez autorkę postaciami. Sympatyczne małżeństwo nie zazna już chyba spokoju, a negatywny wpływ na ich związek mają zarówno rodzinne historie, jak i spotykani na drodze ludzie. Niestety dramaty, zamiast cementować ich związek, czynią go coraz bardziej kruchym i podatnym na zranienia.

Krzysztof, syn Orłowskich, niestety poślubił Agnieszkę mimo prawdy, jaką odkrył o jej przeszłości. Żeby utrzymać się w mieście i kontynuować studia medyczne kobieta bowiem sypiała z bogatymi mężczyznami, co więcej, w przeszłości usilnie starała się uwieść Roberta. Teraz jednak Krzysztof postanowił dać jej szanse, w końcu jest matką jego dziecka, dziedzica Orłowskich. Mały Eryk szybko staje się oczkiem w głowie rodziny, która niemiłosiernie go rozpuściła Czy, gdyby został wychowany w innych warunkach, gdyby był dzieckiem mniej rozpuszczonym, również doszłoby do tragedii? Teraz już nikt na to pytanie nie odpowie, pozostaje tylko zaakceptować fakt, że chwila nieuwagi Agnieszki wystarczyła, by dziecko wydostało się z samochodu na ruchliwą ulicę i by zostało potrącone przez samochód. Teraz mały jest w śpiączce, a uszkodzony mózg nie pozostawia złudzeń co do jego kondycji, nawet gdyby się wybudził. Oszalały z bólu Robert nie chce nawet oglądać wnuka w takim stanie, za wypadek obwiniając zarówno Agnieszkę, jak i swoją żonę, która miała jechać z synową i Erykiem na konie, ale z powodów zawodowych zrezygnowała. 

Czy jednak Robert, traktując w ten sposób Renatę, podświadomie nie pragnie zwolnić siebie z odpowiedzialności wobec niej, jako swojej żony? Czy nie pragnie powrócić do swojego rozwiązłego życia, wykorzystując problemy w małżeństwie do uwolnienia się od poczucia winy z powodu kolejnej kochanki? Nawet jeśli Renata miała wątpliwości, w jakim kierunku od czasu wypadku Eryka zmierza jej małżeństwo, to widok Roberta ze znaną aktorką, Blanką Winiarską, wyjaśnia wszystko. Osoba znanej odtwórczyni jednej z głównych ról w serialu o lekarzach zauroczyła Roberta, choć mężczyzna w przypływie szczerości nie waha się przed użyciem mocniejszych słów – twierdzi, że darzy ją uczuciem. Co w obliczu takiego wyznania zrobić ma wzgardzona żona? Renata wybiera sposób, jaki wydaje jej się najlepszy – odwiedza przyjaciela rodziny, po czym spędza rozkoszne kilka dni u jego boku na Wyspach Karaibskich. Czy to jednak koniec tej historii? Okazuje się, że nie wszystko złoto, co się świeci, zaś nowe związki, choć początkowo mają w sobie dużo uroku i burzą krew, to w dłuższej perspektywie wcale nie są takie wspaniałe. Pojawia się wówczas tęsknota za tym, co było…

Powieść „Historia pewnej rozwiązłości”, choć pełna jest zwrotów akcji, niezwykłych rozwiązań i konfiguracji pomiędzy bohaterami, to jednocześnie mamy wrażenie, że jest pisana przez samo życie. Autorka stawia przed bohaterami kolejne wyzwania, a oni nie zawsze wychodzą z nich zwycięsko, choć pojawia się taki moment, kiedy zdają sobie sprawę z tego, co naprawdę jest ważne, co naprawdę w życiu się liczy. Zanim jednak odpowiedzą sobie na pytanie o prawdziwe wartości i cel ich życia, wiele będą musieli przejść, zaś czytelnikowi pozostaje tylko z fascynacją śledzić ich losy, zyskując od czasu do czasu pretekst, by uronić nad nimi kilka łez bądź uśmiechnąć się szeroko. Historia ta niezmiennie wciąga, wikłając czytelnia w relacje pomiędzy bohaterami, którzy po krótkiej nawet lekturze staja się nam bliscy, którym gorąco kibicujemy i których decyzje głośno komentujemy. Zaś powieść Danki Braun jest jedną z tych, które żyją swoim życiem, nie dają się okiełznać, które swoją naturalnością i żywiołowością sprawią, że chce się je czytać bez końca …


niedziela, 3 kwietnia 2016

Sylvain Reynard "Raven"

Tytuł: Raven
Autor: Sylvain Reynard
Wydawnictwo: Akurat


Od czasu „Wywiadu z wampirem”, filmu Neila Jordana opartego na powieści Anne Rice pod tym samym tytułem, w moich myślach zagościł wizerunek wampira wykreowany przez bezkonkurencyjnego Toma Cruise`a jako Lestata de Lioncourta i nie zmieniło tego modne w ostatnich latach ujęcie tematu zapoczątkowane przez amerykańską pisarkę Stephenie Meyer. Rachityczny wampir, bardziej przypominający zbuntowanego nastolatka po nieprzespanej nocy nigdy nie trafił do mojej wyobraźni, nigdy też nie odnalazłam tego dreszczyku emocji, który pojawiał się na myśl o Lestacie. Podobną ekscytację poczułam dopiero podczas lektury najnowszej serii o tych odwiecznych stworzeniach żywiących się ludzką krwią, autorstwa Sylvain Reynard.

Ci, którzy wkroczyli wraz z Gabrielem do piekła doskonale wiedzą, czego mogą się po pisarce (pisarzu?) spodziewać, natomiast osoby, dla których „Raven” jest pierwszym spotkaniem z Reynard, z pewnością długo nie będą mogły się pogodzić ze świadomością, że książka tak szybko się kończy, pozostawiając nas z tęsknym oczekiwaniem na Księcia. Po powieść powinny sięgnąć szczególnie te osoby, które poszukują w lekturze czegoś więcej, niż płytkiego romansu – tu bowiem mamy do czynienia nie tylko ze skomplikowaną relacja uczuciową, ale również z fascynującą historią wielu dzieł sztuki oraz z niebezpiecznym podziemnym światem, któremu nie są obce liczne problemy i wewnętrzne rozterki.

Autorka przenosi nas do Florencji, gdzie mieszka i pracuje Raven Wood, doktor historii sztuki, zatrudniona przy restauracji cennych obrazów w Galerii Uffizi. W przeciwieństwie do większości bohaterek portretowanych w powieściach, Raven daleka jest od ideału i to nie tylko rubensowskie kształty są źródłem jej kompleksów. Jej bolączką jest też słaby wzrok oraz niesprawna noga, która zmusza kobietę do poruszania się z pomocą laski. Poczucie niskiej wartości nie pozwala jej dostrzec, że tak naprawdę jest kobietą piękną wewnętrznie, obdarzoną ogromnym sercem. Kobietą, która nie waha się zaryzykować swoim zdrowiem, a nawet i życiem w obronie zagubionych dusz.

To właśnie jedna z takich interwencji zmieniła jej życie na zawsze, determinując przyszłe wydarzenia i stawiając na jej drodze wiele pokus, ale i niebezpieczeństw. Kiedy wracając z imprezy u znajomych Raven jest świadkiem, jak trzech pijanych mężczyzn katuje bezdomnego – reaguje natomiast. Niestety mężczyźni nie tylko nie pozostawiają bezdomnego w spokoju, ale i postanawiają zabawić się z kaleką kobietą. Zaciągają ją w boczną uliczkę z zamiarem gwałtu, do którego na szczęśliwe nie dochodzi. Uderzona w głowę Raven traci jednak przytomność i budzi się dopiero … po tygodniu. Na dodatek w trakcie tego czasu nieświadomości zdumiewająco zmienia się jej wygląd zewnętrzny: sylwetka wysmuklała, wzrok się wyostrzył, źle zrośnięta przed laty noga w ogóle nie nosi śladów złamania, a do poruszania się Raven nie potrzebuje już laski. 

Okazuje się, że w trakcie tego tygodnia zdarzyło się jednak o wiele więcej – przede wszystkim z galerii w której pracuje Raven znikają słynne ilustracje Botticellego, kopie rysunków do „Boskiej komedii”, zaś kradzież jest najbardziej zuchwałą i największą, jaka miała miejsce w historii Galerii Uffizi. Nie ma śladów włamania, żaden z pracowników ochrony nic nie widział, system dostępu i kamery również niczego nie uchwyciły, dlatego też policja i służby Interpolu podejrzewają, że w przestępstwie brał udział ktoś z pracowników placówki, A kto może być lepszym podejrzanym niż dziewczyna, która w noc kradzieży znika na tydzień i na dodatek nie potrafi tego wytłumaczyć?

Zmiana wyglądu oraz sceptyczne podejście policji to nie jedyne problemy Raven. Zaczyna ją bowiem odwiedzać tajemniczy mężczyzna, który nakłania kobietę do opuszczenia Florencji, tłumacząc tę irracjonalną prośbę troską o jej bezpieczeństwo. Jak się wkrótce okaże ów mężczyzna niepokojąco wiele ma wspólnego z jej amnezją i zewnętrzną metamorfozą, choć sam twierdzi, że ceni w niej wygląd wewnętrzny i dobre serce. Kim jest ów nieznajomy o wielu imionach i twarzach, nazywany Księciem bądź lordem Williamem Yorkiem? Dlaczego Raven staje się cennym łupem dla wielu jemu podobnych? Co zagraża podziemnemu światu i dlaczego myśliwi uważają zabicie wampira za zyskowny interes? 

Jeśli chcesz znaleźć odpowiedzieć na te pytania, koniecznie musisz zagłębić się w powieść „Raven”, której lektura jest prawdziwą przygodą, ale i podróżą po świecie wypełnionym dziełami sztuki, świecie w którym koegzystują ze sobą ludzie i wampiry, spleceni dziwnymi układami, z niezwykle inspirującym, erotycznym układem pomiędzy Księciem a Raven na czele. Rozpoczęcie lektury jest niczym wkroczenie do świata piękna, a zarazem do świata mroku, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, zaś przeżycie zależy od odpowiednich sojuszy oraz środków ochrony.

Książka „Raven” jest przyjemną odmianą po dziesiątkach powieści podobnych do złudzenia do „Zmierzchu” Meyer, jest również próbą osnucia wampirów nimbem tajemniczości, przywrócenia im statusu istot obdarzonych wielką inteligencją oraz doświadczeniem, wynikającym z przeżytych lat, istot wysublimowanych, zachwycających się i potrafiących docenić piękno. Książkę czytamy z drżeniem serca, podczas gdy lawinowo tocząca się akcja bezlitośnie przybliża nas do zakończenia. Teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko tęsknie wypatrywać kontynuacji, ściskając w dłoniach krucyfiks i modląc się, by nie upomniał się o nas ani świat ludzki, ani ten rozciągający się we florenckich podziemiach. Chyba, że ów świat przybierze postać Księcia…


sobota, 2 kwietnia 2016

Robert Galbraith "Żniwa zła"

Tytuł: Żniwa zła
Autor: Robert Galbraith
Wydawnictwo: Dolnośląskie


Istnieje nieskończenie wiele sposobów, z których można skorzystać pragnąc kogoś nastraszyć, sprawić, by nieustannie oglądał się za siebie w poczuciu zagrożenia. Niektórzy wolą posunąć się do czynnej napaści, jeszcze inni przesyłają listy z pogróżkami lub nękają głuchymi telefonami. Jakim jednak trzeba być potworem, żeby przesłać komuś … nogę? 

Taka właśnie przesyłka, zawierająca kobiecą kończynę, uciętą tuż pod kolanem, została zaadresowana na adres biura detektywistycznego Cormorana Strike`a, weterana wojennego, który zdołał wsławić się jako specjalista od spraw, których policja wyjaśnić nie potrafi. Po sukcesie śledztwa w sprawie zamordowanej, pięknej kobiety oraz kolejnego, dotyczącego rytualnej zbrodni, detektyw jest świadomy, że jego osoba może przyciągać nie tylko media. Teraz jednak sytuacja jest o tyle poważna, że owa makabryczna poczta trafiła na ręce jego asystentki, Robin Ellacott. Czy ten fakt nadaje paczce głębsze znaczenie? Kto mógłby przesłać do biura tak wymowną wiadomość i … co ona tak naprawdę miała znaczyć? 

Na te pytania odpowiada najnowsza powieść J.K.Rowling, która pod pseudonimem artystycznym Robert Galbraith wydała już trzeci tom historii wojennego bohatera Strike`a. „Żniwa zła”, to również kolejny po „Wołaniu kukułki” i „Jedwabniku” dowód na to, że świat jest pełen ludzi o zdeprawowanej psychice, którzy są zdolni do największych podłości. Dopiero istnienie takich mężczyzn, jak właśnie Strike przywraca wiarę w to, że są jeszcze prawdziwi herosi, którzy stoją na straży prawa i porządku. Niezależnie od tego, jak patetycznie to zabrzmiało, to właśnie ten podniosły nastrój towarzyszy nam właściwie podczas lektury nieustannie i być może wynika on z faktu, że detektyw jest osobą niepełnosprawną – w wyniku działań wojennych stracił bowiem nogę. Tym bardziej niesmacznym żartem wydaje się przesłanie kobiecej nogi, odciętej dokładnie w miejscu, gdzie Strike amputowaną ma własną.

Mężczyzna tak bezkompromisowy i tak stanowczy, o dość traumatycznym dzieciństwie ma przynajmniej jednego wroga, po którym mógłby się spodziewać chęci odwetu za dawne krzywdy. Cormoran takich wrogów może wskazać kilku, a każdy z nich mógł mieć powody, by zostać nadawcą makabrycznej paczki. Wśród nazwisk podejrzanych, jest psychopata Donald Laing z Królewskiej Piechoty Granicznej, który dzięki Strike`owi dostał dożywocie, natomiast wyszedł po dziesięciu latach. Drugim wrogiem jest Noel Brockbank z Siódmej Brygady Pancernej, zaś trzeci to Jeff Whittaker, drugi mąż matki Cormorana, oskarżony o jej zamordowanie i oczyszczony z zarzutów. Czy któryś z nich mógł po latach, zrealizować plan zemsty? Czy dołączoną do nogi wiadomość, zawierającą fragment piosenki, można potraktować jak wskazówkę? Kim była dziewczyna, której noga została odcięta i czy jej osoba ma coś wspólnego z dziwnymi listami, które przychodziły wcześniej na adres biura?

Nie mogąc jak zwykle liczyć na policję, Strike rozpoczyna prywatne śledztwo, nie tylko mimowolnie wracając do przeszłości, ale i czując na sobie brzemię odpowiedzialności wynikające z troski o Robin. Detektyw nie zdaje sobie jednak sprawy, jak blisko jest wróg i jak niestrudzenie podąża jego śladem. Tymczasem sama Robin jest rozdarta pomiędzy prowadzonym śledztwem i pracą, którą kocha, a przygotowaniami do ślubu. Zbliżające się wesele staje się dodatkowym źródłem stresu szczególnie, że pomiędzy nią a Mattem już od dłuższego czasu przestało się układać. Mężczyzna jest bowiem coraz bardziej zazdrosny o Cormorana oraz o pracę Robin i nie pomaga tłumaczenie kobiety, że ją i detektywa łączą wyłącznie formalne relacje…

Przyznam, że to wcielenie J.K.Rowling niezupełnie mnie przekonuje, zaś próba odnalezienia się w innych niż fantasy gatunkach, niezupełnie autorce wychodzi. Mój sceptycyzm wynika być może z faktu, że „Żniwa zła” są chyba najsłabsza częścią serii, w której widoczne jest wyraźne zagubienie autorki i brak konkretnego pomysłu, w jakim kierunku powinna zmierzać akcja. Już samo przedstawienie podejrzanych na pierwszych stronach książki było zabiegiem ryzykownym, ale i świadczącym o wysokiej samoświadomości Rowling jako autorki. Niestety nieco chaotyczna fabuła sprawia, że podczas lektury tracimy rozpęd, zaś dreszczyk emocji, który nas przechodzi na wieść o makabrycznej przesyłce, nieco traci na sile. Mimo tego jestem przekonana, że znajdą się zarówno fani serii, jak i samego Strike`a szczególnie, że to bohaterowie właśnie i sposób ich kreacji, stanowią największy talent autorki i równocześnie mocną stronę opowieści o bohaterskim detektywie.



piątek, 1 kwietnia 2016

Sharon Lechter „Myśl i bogać się dla kobiet”

Autor: Sharon Lechter
Wydawnictwo: Studio EMKA


Wiele lat już minęło od chwili, kiedy Napoleon Hill pisał swoją kultową książkę „Myśl i bogać się”, która do dziś stanowi nieocenione źródło inspiracji dla rzeszy ludzi zajmujących się biznesem (i nie tylko). Uniwersalność i ponadczasowość tej książki jest bezdyskusyjna, można sobie zatem zadać pytanie, czy skoro trzynaście kroków do bogactwa wciąż się sprawdza, czy istnieje potrzeba tworzenia analogicznej publikacji, zawężając grono czytelników do przedstawicielek płci pięknej? 

Niezależnie od tego, jak brzmi w tej chwili Wasza odpowiedź na tak zadane pytanie, być może zweryfikujecie swoją opinię po lekturze książki „Myśl i bogać się dla kobiet”, autorstwa Sharon Lechter. Opublikowany nakładem wydawnictwa Studio Emka poradnik skupia się na kobiecym punkcie widzenia wspomnianych kroków do bogactwa, zaś doświadczenie zawodowe autorki pozwoliło jej wzbogacić treść o wiele cennych komentarzy, zarówno własnego autorstwa, jak i innych liderek biznesu. To sprawia, że książka staje się kobiecą bronią przeciwko męskiej logice prezentowanej w biznesie i męskiemu do tego biznesu podejściu. Sięgnąć po nią powinny szczególnie te osoby, które bezskutecznie próbują odnaleźć się w świecie zdominowanym przez garnitury, liderki kobiecych organizacji, ale również gospodynie domowe, zawiadujące tak sprawnie działającą komórką, jaką jest gospodarstwo domowe. Jestem przekonana, że również niejeden mężczyzna wstydliwie zgarnie do swojego koszyka tę pozycję, próbując odkryć sekret kobiet, coraz szybciej wspinających się po szczeblach kariery i … przeskakujących kolejne pozycje w górę na liście Forbesa.

W kolejnych rozdziałach książki znajdziemy wiele cennych wskazówek na temat funkcjonowania w codziennym życiu, zakładania swojego biznesu, inwestowania czy planowania, a wszystko to stanowi spójną całość i składa się na wewnętrzną przemianę, która winna w nas wystąpić nie tyle po samej lekturze, ile po wdrożeniu w życie porad zawartych w książce oraz wykonaniu zalecanych w niej ćwiczeń. Dowiemy się, jak ważna jest żądza, która zaczyna się od pomysłu lub uświadomienia sobie czegoś, a następnie przeradza się w siłę będącą motorem naszego dalszego działania. Poznamy przemożne działanie wiary, będącej źródłem mocy, a także autosugestii, pozwalającej kontrolować podświadomość. Uruchomimy również wyobraźnię, stanowiącą podstawę udanego biznesu, nauczymy się systematycznie planować swoje działania i kontrolować stan realizacji planów. 

Dowiemy się ponadto, jak zapanować nad skłonnością do odkładania pewnych rzeczy na później i nad lękiem przed podejmowaniem decyzji, poznamy również znaczenie wytrwałości, bez której nie uda nam się nigdy dotrzeć tam, gdzie zamierzamy. O potędze kontaktów społecznych i znaczeniu znajomości dla biznesu nie trzeba nikogo przekonywać, a jednak wsparcia nigdy nie jest za wiele, o czym pisze autorka w jednym rozdziałów. Szczególną uwagą niektórzy czytelnicy (czytelniczki) obdarzą zapewne rozdział poświęcony tajemnicy przetwarzania energii seksualnej, popracujemy również nad wyrobieniem w sobie nawyku odrzucania destrukcyjnych emocji i myśli oraz nad skupianiem się wyłącznie na pozytywach. Przekonamy się ponadto, że warto słuchać podszeptów swojej intuicji, czyli do pomocy zaprzęgniemy szósty zmysł, przechytrzymy również duchy strachu, czyli oswoimy podstawowe lęki, jakie towarzyszą większości z nas. Rozdziałem, którego nie znajdziemy w książce Hilla, jest ten poświęcony propagandzie skierowanej do kobiet, tym wszystkim głosom, które umniejszają ich wartość i znaczenie, które przekonują, że grzecznym dziewczynkom nie wolno, że nie wypada.

Dzięki wszechstronnemu doświadczeniu autorki, współpracy z wieloma liderkami biznesu, posłużeniu się licznymi przykładami oraz zawarciu w kolejnych rozdziałach ćwiczeń czy słów pełnych mądrości, inspirujących do działania, poradnik „Myśl i bogać się dla kobiet”, mimo iż nie wywołuje tego efektu WOW!, jak niegdyś książka Hilla, dla wielu kobiet może stać się nieocenioną pomocą w podążaniu nie tylko drogą kariery, ale i drogą satysfakcjonującego życia. Czytelny przekaz, brak zbytniego przeintelektualizowania, dowody w postaci statystyk czy przykładów z własnego życia, fragmenty historii osób, które borykały się z określonymi problemy – to wszystko sprawia, że każdy z czytelników odnajdzie w niej swoją receptę na bogactwo i będzie w stanie podążać w jego kierunku systematycznie, krok po kroku, pamiętając o potędze wytrwałości oraz o innych kamieniach milowych, zidentyfikowanych już przez Hilla!

Słodki podwieczorek: Truskawkowe tiramisu

Jestem miłośniczką ciast kruchych i sypkich, o czym doskonale wiedzą wszyscy moi znajomi. Babki, pierniki, kruche szarlotki przekładam ponad ciasta pełne mas, kremów i warstw, ale w jednym wypadku robię wyjątek … moje kubki smakowe szaleją przy tiramisu i to w każdym jego wcieleniu. Dlatego też, dziś (jako że w sklepach pojawiają się już truskawki w rozsądnych cenach), proponuje wam owocową wersję tego deseru bogów, inspirowaną książką „Pysznie i zdrowo. Od rana do wieczora”.

fot. J.Gul

Truskawkowe tiramisu

Składniki:

  • 1 opakowanie mrożonych truskawek (ja wolałam świeże)
  • 1 opakowanie podłużnych biszkoptów
  • 500 g serka mascarpone
  • 250g cukru (dałam połowę tej porcji)
  • 250 ml wody (zrezygnowałam)
  • 2 jajka
  • kieliszek wiśniówki
  • kilka listków mięty do dekoracji (niestety, u mnie w rodzinie nikt nawet zapachu mięty nie toleruje, zatem byłam zmuszona zrezygnować z tej prostej, ale efektownej dekoracji)
fot. J.Gul
Wykonanie:

Połowę truskawek, 100 g cukru i wodę gotujemy razem, aż powstanie kompot. Następnie dodajemy do niego wiśniówkę i całość miksujemy. Odstawiamy do ostygnięcia (posłużyć m do maczania biszkoptów). Pozostałe truskawki rozmrażamy, kroimy w plasterki. Ja jednak wolałam zmiksować całość truskawek z mniejszą ilością cukru, otrzymując w ten sposób gładki mus. Wiśniówkę natomiast rozcieńczyłam i wykorzystałam do maczania w niej biszkoptów. 

Jajka ubijamy z pozostałym cukrem, następnie mieszamy z mascarpone. 

Namoczone biszkopty układamy w pucharkach, na nich układamy porcje truskawek, które polewamy kremem. Składniki układamy warstwami tak, aby na górze znalazł się krem, który można ozdobić pokrojonymi truskawkami i listkami mięty (ja wykończyłam deser nie kremem, ale warstwą truskawkową).

fot.J.Gul

fot.J.Gul

fot.J.Gul



SMACZNEGO!



Aleksandra Ślifirska „Rekiny biznesu w mediach. Sztuka tworzenia profilu publicznego”

Autor: Aleksandra Ślifirska
Wydawnictwo: PWN


O tym, jak ważne jest SŁOWO, nie trzeba nikogo przekonywać. Owo SŁOWO, a w szerszym znaczeniu – KOMUNIKACJA, jest podstawą tworzenia relacji, tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym, zaś od jakości tej komunikacji zależy sprawność i efektywność funkcjonowania oraz społeczny odbiór firmy bądź osoby. Czasami jednak zapominamy, że niezależnie od wielkości firmy, nasza marka wyróżnia nas jako eksperta w jakiejś dziedzinie wiedzy. Pora zatem obalić teorię, że budowanie marki jest konieczne tylko w przypadku dużych przedsiębiorstw. Nic bardziej mylnego – aby przetrwać, aby rozwijać się na konkurencyjnym rynku, aby pozytywnie się wyróżniać, nasza marka musi jasno mówić kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy. Dlatego też nie można dłużej ignorować znaczenia komunikacji i budowania marki, nie można dłużej udawać, że żyjemy w oderwaniu od otoczenia.

Z tego właśnie powodu, niezależnie od zawodowego statusu, od tego, czy prowadzimy własne firmy, jesteśmy niezależnymi ekspertami czy pracownikami etatowymi, każdego z nas powinien zainteresować temat związany z kreowaniem marki oraz spójnością wizerunku, tworzeniem profilu publicznego. Właśnie te kwestie zostały poruszone w najnowszej publikacji Aleksandry Ślifirskiej „Rekiny biznesu w mediach. Sztuka tworzenia profilu publicznego”. Opublikowana nakładem wydawnictwa PWN książka stanowi niejako kontynuację, naturalną konsekwencję powstania książki „Medialne lwy dla rekinów biznesu”. Jak pisze autorka: „Tworzenie siebie w przestrzeni publicznej to długi proces podróży w głąb siebie, na który nakładają się doświadczenia, ale i ograniczenia, także te, które zostawiło nam w spadku dzieciństwo”. Dlatego też, pierwszym krokiem w tej podróży może być właśnie lektura książek Ślifirskiej – publikacji adresowanych nie tylko do ludzi z pierwszych stron gazet, nie tylko osób pragnących zadbać o własną markę, nie tylko do liderów biznesu, ale również do tych, którzy zawodowo zajmują się kreowaniem wizerunku czy promocją marki – specjalistów PR oraz rzeczników prasowych.

Książka składa się z trzech części, które składają się na spójną całość, pozwalając nam zrozumieć, jak istotne jest dbanie o komunikację. Pierwszy rozdział stanowi wprowadzenie w ten świat słów i gestów, podkreślenie jego ważkiej roli w naszym życiu oraz znaczenia pierwszego zdania. Dowiemy się również co do komunikacji społecznej mają nieogolone nogi oraz jak się przedstawić, by nas zapamiętano. 

Rozdział drugi stanowi omówienie programu Communication Quest, który autorka prowadzi w Instytucie Komunikacji Medialnej, a podczas którego lider – jak pisze Ślifirska – „kształtuje styl swojej komunikacji, swoje indywidualne piano”. Prawdziwą przyjemnością jest jednak zagłębienie się w rozmowy przeprowadzane z liderami biznesu, które stanowią nie tylko wskazówkę, ale otwierają nas na nowe podejście do tematu komunikacji, pozwalają spojrzeć na pewne kwestie z innego punktu widzenia. Znajdziemy tu wywiad z dr Henryką Bochniarz, założycielką i prezydent Konfederacji Lewiatan, która mówi o komunikacji lidera i o tym, czym powinien charakteryzować się dobry dziennikarz, a także z Piotrem Voelkelem, współwłaścicielem Grupy Kapitałowej VOX, o wadze szczerości, dorastaniu i skuteczności przekazów medialnych. O łowieniu ryb i otwartości autorka rozmawia z Rafałem Brzoską, twórcą paczkomatów, zaś o wiecznej marce osobistej – z Ireną Eris, założycielką i współwłaścicielką firmy Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris. Niezwykle interesujący jest również wywiad z Jackiem Santorskim, psychologiem społecznym zdrowia i biznesu, twórcą Akademii Psychologii Przywództwa, który mówi o roli mediów w swoim życiu, o samoświadomości i dziennikarzach próbujących zniszczyć reputację. W rozdziale tym znajdziemy ponadto rozmowy z Rafałem Bauerem. Jarosławem Zagórowskim i Joanną Przetakiewicz. Trzecia część, której nie waham się nazwać praktyczną, prowadzi nas przez proces budowania marki oraz jej komunikacji z otoczeniem. 

Oznaczenia graficzne występujące w książce pozwalają nam z łatwością dotrzeć do szczególnie interesujących nas treści – dzięki zastosowanej symbolice wiemy, czy mamy do czynienia z poradą, cenną wiedzą, ćwiczeniem, inspirującą myślą, czy może nakreśleniem kontekstu sytuacyjnego. Dzięki temu książka „Rekiny biznesu w mediach…” jest nie tylko fascynującą lekturą, w której uwagę przykuwają szczególnie doskonale przeprowadzone, frapujące wywiady, ale również źródłem cennych wskazówek dotyczących kreowania marki. Przyznam, iż z chęcią przeczytałabym poradnik autorki poświęcony szerzej temu zagadnieniu i takowego będę na rynku w przyszłości wypatrywała. Ślifirska zwraca bowiem uwagę nie na sztuczne kreowanie wizerunku, nie na komercyjne podejście do tematu, ale namawia do naturalności, do dbania o spójność przekazu. Robi to tak subtelnie, a zarazem przekonująco, posługując się słowem z takim mistrzostwem, iż nie mamy wątpliwości, że pozycja ta jest … w pełni spójna z nią samą.

czwartek, 31 marca 2016

Aljoscha A. Long, Ronald P. Schweppe „7 tajemnic żółwia. Zwolnij, odkryj życie”

Autor: Aljoscha A. Long, Ronald P. Schweppe
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii 


„Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przekreśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?” – te słowa Phila Bosmansa przypominają nam o tym, co wszyscy uparcie ignorujemy. Co więcej, wciąż deklarujemy trwanie w stanie dążenia do szczęścia i wciąż niezmiennie dziwimy się, że nie jesteśmy zdolni do jego osiągnięcia. Tymczasem cała prawda o nim sprowadza się do prostoty i umiejętności bycia tu i teraz. Nie istnieje bowiem żadna jego definicja ani materialna reprezentacja – jest ulotne, jest chwilowe, jest subiektywne i dlatego, by poczuć choć jego cień, warto zwolnić tempo, warto zatrzymać się w tym szaleńczym biegu przez życie, kontemplując „tu i teraz”.

O tym, jakie korzyści może odnieść modne ostatnio slow life przekonamy się dzięki książce „7 tajemnic żółwia. Zwolnij, odkryj życie”, autorstwa Aljoschy A.Longa i Ronalda P.Schweppesa. Opublikowany nakładem wydawnictwa Studio Astropsychologii poradnik daleki jest jednak od komercyjnego ujęcia tematu, stanowi raczej próbę zwrócenia uwagi na świat natury oraz mądrość, którą z niego możemy czerpać a także na iście buddyjskie podejście do równowagi oraz spokoju. 

Posługując się postacią żółwia, jako przewodnika po świecie, w którym chcemy żyć, autorzy dowodzą, jak cenna jest sztuka tworzenia sobie domu dla siebie i bycia tym domem. Czytamy: „w czasach kryzysu właśnie, gdy zdajesz się gubić w gąszczu codziennych spraw, ta zapomniana sztuka może Ci być pomocna” i dlatego też po książkę sięgnąć powinny szczególnie osoby zainteresowane samorozwojem, osoby mające dość chaosu dnia codziennego, niezadowolone z dotychczasowego życia, a także osoby odczuwające lęki, mające skłonność do depresji. To również książka dla coachów, trenerów osobistych, przewodników duchowych – oni mogą odnaleźć tu inspirację niezbędną do tego, by w jeszcze większym stopniu pomagać swoim klientom. 

Podążając za mądrością Kurmy – największego mędrca wśród żółwi, odkryjemy siedem jego tajemnic, prowadzących do pełnego, szczęśliwego życia. Pierwsza z tych tajemnic to opanowanie, pozwalając nam zachować spokój niezależnie od zmieniających się czynników otoczenia, drugą tajemnicą jest żółwie tempo, czyli celebrowanie wolnych chwil i wszystkiego co robimy, unikanie pośpiechu i tak zwanej wielozadaniowości. Autorzy dowiedli, że przyczyną przyspieszonego tempa życia nie jest wcale potrzeba, ale lęk przed pustką, niecierpliwość, strach przed przegapieniem okazji i pragnienie bycia ważnym. Tymczasem pośpiech powoduje powstanie stresu, który w długiej perspektywie prowadzi do powstania wielu chorób utrudniających, a nawet uniemożliwiających normalne funkcjonowanie. 

Trzecią tajemnicą Kurmy jest wytrwałość, pojęcie, które w kulturze obrazkowej, kulturze jednorazowych produktów i wymiany wszystkiego na lepszy model, staje się pojęciem odchodzącym do lamusa. Tymczasem „wytrwałość oznacza wierność wobec siebie”, oznacza również, że inni mogą obdarzyć nas zaufaniem. Będąc wytrwałym z pewnością osiągniemy swoje cele, a nawet kiedy zrezygnujemy z ich realizacji, stanie się to po dokładnej analizie kosztów tej rezygnacji oraz możliwości osiągnięcia samego celu. Czwarta tajemnica dotyczy zdolności do przemiany, czyli dawania sobie szansy na zmianę zdania, zaś piąta – powściągliwości, rozumianej jako sztuka umiaru i wsłuchiwanie się w pragnienia serca, a nie podszepty reklamy. Szósta tajemnica mówi o pokojowym nastawieniu, czyli o życzliwym obchodzeniu się – zarówno z innymi ludźmi, jak i … ze sobą. Ostatnia, siódma tajemnica zakłada całkowitą obecność w sobie, bowiem tylko z naszego wnętrza płynie siła niezbędna do realizacji celów. Tylko wejrzenie w siebie pozwala na podążanie drogą wyznawanych wartości i w nich szukanie siły. 

Książka „7 tajemnic żółwia” nie byłaby prawdziwym poradnikiem, gdyby jej wartości poznawcze ograniczały się tylko do przedstawienia owych tajemnic, a właściwie kamieni milowych prowadzących do satysfakcjonującego życia. Dlatego też każdą tajemnicę uzupełniają przypowieści, a także ćwiczenia, których wykonanie służyć ma poznaniu siebie, refleksji, kontemplacji otaczającej nas rzeczywistości. Tych ponad trzydzieści ćwiczeń dopełnia mądrości Kurmy, nadając im głęboką wartość i umożliwiając czytelnikowi prawdziwe uczestniczenie w procesie zmian spowodowanych odkrywaniem kolejnych tajemnic. Tym sposobem książka staje się nie tylko lekturą, ale i przeżyciem, skłaniając nas jednocześnie do dzielenia się zdobytą wiedzą…

Krystyna Bartłomiejczyk "Zawierucha w wielkim mieście"

 Tytuł: Zawierucha w wielkim mieście
Autor: Krystyna Bartłomiejczyk
Wydawnictwo: Prozami


„Uciec pociągiem od przyjaciół / Wrogów, rachunków, telefonów / Nie trzeba długo się namyślać / Wystarczy tylko wybiec z domu.” – śpiewała Maryla Rodowicz, a wraz z nią całe rzesze ludzi, którzy dokładnie tak samo pragnęliby postąpić. Wielu z nas marzy się rozpoczęcie nowego życia z dala od obecnych problemów, obowiązków, długów wdzięczności, ciekawskich sąsiadów czy fałszywej troski rodziny bądź przyjaciół. I choć rzadko realizujemy te marzenia o spektakularnej ucieczce, to w chwilach załamania karmimy się myślą, że jest to jakaś alternatywa.

Olga Zawierucha wcale nie chciała uciekać – w końcu miała to, o czym przeciętna mieszkanka Gorajek może tylko marzyć. Wspaniała praca w charakterze architekta krajobrazu, wspaniały chłopak, wspaniali rodzice, z którymi wciąż jeszcze mieszkała pod wspólnym dachem, to wszystko stanowiło codzienność dziewczyny. Tyle tylko, że pewnego dnia ta iluzja rozpada się jakby za dotknięciem różdżki złej czarownicy. Nie dość, że sympatyczny kolega z pracy okazuje się być podłym intrygantem, to jeszcze Olga traci pracę, a na dokładkę jej ukochany okazuje się być bawidamkiem, który porzuca kobiety w ciąży. Nic więc dziwnego, że dziewczyna traci zaufanie do reprezentantów płci męskiej i zaszywa się w domu rezygnując z wszelkiej aktywności. Sytuację zmienia dopiero list od jej siostry, która już od lat przebywa w Toronto i założyła tam rodzinę. Słowa o tęsknocie mobilizują Olgę do podjęcia decyzji o wyjeździe i tym samym Zawierucha wyrusza na spotkanie nie widzianej od siedemnastu lat Reny, nie spodziewając się nawet, że Kanada może wcale nie być gotowa na … zawieruchę.

O tym, w co wplącze się Olga w dalekim Toronto możecie przeczytać w zabawnej powieści Krystyny Bartłomiejczyk, która pomimo lekkości zawiera wiele cennych spostrzeżeń oraz daje nam nadzieję na odmianę losu. Po „Zawieruchę w wielkim mieście” sięgnąć powinni przede wszystkim czytelnicy pozbawieni poczucia humoru, albowiem zostaną na zawsze uleczeni ze smutku i czarnowidztwa, a także ci wszyscy, którzy poszukują niezobowiązującej zabawy i okładów z celnych ripost i typowo polskich powiedzeń. Ostrzegam jednak przed przystąpieniem do lektury bez odpowiedniego zapasu chusteczek - nie sposób powstrzymać bowiem łez wywołanych gwałtownymi salwami śmiechu.

Wyjazd Olgi do tytułowego Wielkiego Miasta nie ma w sobie nic z egzystowania Carrie Bradshaw na Upper East Side i jest prawdziwą katastrofą. Bohaterka trafia pod dach siostry, która jest dla niej właściwie obcą osobą oraz jej męża i nie dość, że nie potrafi znaleźć z nimi płaszczyzny porozumienia, to jeszcze zachowuje się niczym rozkapryszona nastolatka. Pewnym usprawiedliwieniem jest fakt, iż niespodziewanie odkrywa pewną rodzinną tajemnicę, która zmienia jej sposób postrzegania dotychczasowych wydarzeń. Stopniowo jednak przekonuje się, iż skrywany przez lata sekret nie przeszkadza jej dobrze bawić się w towarzystwie Reny, choć dobry humor znika, kiedy na horyzoncie pojawia się wredny samiec, czyli przystojny chirurg Alex, wyraźnie kokietujący Olgę. Dziewczyna da mu się jednak wielokrotnie we znaki, dysponuje bowiem samorodnym talentem do czynienia ludziom niezamierzonej krzywdy i do pakowania się w tarapaty. 

Zanim jednak Alex ma szansę uciec od Olgi gdzie pieprz rośnie, ta wyjeżdża wraz z siostrą do Montrealu. Tam, w domu Poli i Matta, przyjaciół Reny, narobi jeszcze większego zamieszania, wbijając (jak zwykle nieświadomie) klin w związek brata Poli, Andrzeja i jego partnerki o megalomańskich zapędach, Justyny zwanej Dżastiną. Błękitnooki przystojniak spotkany przed Ogrodem Chińskim, który został „ochrzczony” lodami Olgi, okazuje się architektem i jednocześnie bratem gospodyni, zaś bohaterka nie może się zdecydować, czy bardziej ją pociąga czy działa na nerwy. Również Andrzej ma w stosunku do Olgi mieszane uczucia, bowiem ta dziewczyna w bezkształtnych workowatych ciuchach, o pięknych oczach i jadowitym języku, szczera i prostolinijna okazuje się być prawdziwą przeciwwagą dla skoncentrowanej na sobie i wyrachowanej Justyny.

Jak zakończy się ta historia? Kto (mając na uwadze pecha Olgi oraz jej bójkę z Justyną) padnie jeszcze jej ofiarą? Czy bohaterka odnajdzie swoje miejsce na ziemi i jeśli tak, gdzie ono będzie? Na te wszystkie pytania odpowiedź znajdziemy w powieści „Zawierucha w wielkim mieście”, która jest niczym tchnienie świeżości, która swym urokiem wybudza nas z zimowego snu. Ogromny ładunek pozytywnych wibracji, nieskrępowanego humoru (nie przekraczającego jednak granic dobrego smaku), barwni bohaterowie – to wszystko otrzymujemy wraz z książką Bartłomiejczyk. Traci tu znaczenie nawet akcja, w której nie ma zbyt wielu momentów przełomowych, bowiem koncentrujemy się tylko i wyłącznie na słownych i sytuacyjnych żartach, przerywanych mądrościami wartymi zapamiętania. Zanim więc pogrążymy się w odmętach rozpaczy, rozważmy słowa ojca Olgi, według którego: „człowiek, który wciąż odgrzewa przeszłość, nie może być szczęśliwy. Nie mówiąc o tym, że nie zobaczy, co jest przed nim” i …otwórzmy się na zmiany. Otwórzmy się na … Zawieruchę!

James Frey, Nils Johnson-Shelton „Klucz Niebios”

Tytuł: „Klucz Niebios” (seria ENDGAME)
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Wydawnictwo: SQN


Teologowie twierdzą, że Sąd Ostateczny, na końcu ziemskiej historii, będzie demaskował to, co każdy człowiek pozostawił po sobie na świecie. Na owym sądzie będziemy również świadkami triumfu Boga i klęski zła. Idea Sądu Ostatecznego po raz pierwszy pojawiła się w religii staroegipskiej, ale niemal każda wiara ma swoją wersję tego spektakularnego wydarzenia. Mają ją również James Frey i Nils Johnson-Shelton w przepastnych umysłach których zrodziła się idea Gry, a także Zdarzenia, które zapoczątkować ma nowy porządek, które oznaczać będzie koniec dotychczasowego świata. 

Osoby, które miały możliwość uczestniczyć w Grze jako bierni obserwatorzy, dzięki lekturze spektakularnej powieści „Endgame. Wezwanie” doskonale wiedzą, z czym mamy do czynienia i na jakie niebezpieczeństwo narażamy się podejmując wyzwanie. Wiedzą też, że nie mamy w starciu najmniejszych szans, skoro dwanaście pierwotnych plemion już od wieków szkoli Graczy, nastolatków gotowych do udziału w Grze, która zadecydować ma o losach świata. Celem jest odnalezienie trzech kluczy ukrytych na Ziemi, zaś nagrodą – zwycięstwo i przeżycie całego plemienia. Dwunastu Graczy zwarło się ze sobą w śmiertelnym uścisku, żadna umiejętność nie okazuje się tu zbędna – strzelanie, walka, tropienie, wspinaczka, rozwiązywanie zagadek, to tylko kilka przykładów z szerokiego wachlarza zdolności, którymi dysponuje dwunastu przedstawicieli. A właściwie już dziewięciu, bowiem pierwsza część książki pozostawiła nas ze świadomością, że najsłabsze ogniwa zostały wyeliminowane. Co więcej – został już odnaleziony jeden z poszukiwanych kluczy – Klucz Ziemi, zdobyty przez Sarah Alopay. 

Czas zatem na drugą odsłonę rozgrywek, na poszukiwanie Klucza Niebios, a do Gry wkraczamy wraz z kolejnym tomem powieści. Jeśli ktokolwiek sądził, że akcja nie może być już bardziej skomplikowana, bohaterowie bardziej zagrożeni, a fantazja autorów – bardziej rozbudowana, to powinien sięgnąć po „Klucz Niebios”, żeby obalić swoją teorię. Otwierając powieść wkraczamy do wirtualnego świata, w którym wszystko dzieje się szybko i trzeba nie lada koncentracji, by śledzić wszystkie wydarzenia oraz szczegóły otaczającego nas świata. Świata, który zmierza wprost ku zagładzie, bowiem do Ziemi przybliża się asteroida, która najprawdopodobniej zmieni życie na naszej planecie. Owa wiadomość, potwierdzona przez przywódców niemal stu państw, wywołuje panikę wśród narodów, ludzie zaczynają gromadzić zapasy żywności i przygotowywać się na nadejście początku nowej ery. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Gra trwa nadal. Sarah, mimo swoich osiągnięć czuje się zmęczona i zniechęcona. Do dalszej walki dopinguje ją Jago, wspólnie chcą wygrać i w ten sposób ocalić swoje plemiona. An Liu po utracie ukochanej Chiyoko, która zginęła w Stonehenge, decyduje się na karkołomny krok – wyrusza z odwiedzinami do wuja Chiyoko, chce bowiem wyrzec się swojego ludu i walczyć dla jej plemienia. Wobec odmowy – pogrąża się w odmętach swojego nienawistnego umysłu. Hilal powoli leczy straszliwe rany i przyzwyczaja się do myśli, że na jego widok płaczą nawet dzieci, określając go mianem potwora. To staje się jednak nieistotne wobec faktu, że dysponuje kosmicznym urządzeniem, dzięki któremu może wyśledzić pozostałych graczy. Aisling, podróżująca pod fałszywym nazwiskiem zostaje zatrzymana na lotnisku przez agentkę CIA, która … wie niemal wszystko na temat Engdame. 

Co dzieje się z pozostałymi Graczami? Czy uda im się odnaleźć kolejny Klucz? Z którymi z Graczy pożegnamy się tym razem? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w drugim tomie powieści, chociaż może właściwszym jest określenie „projekt”, bowiem tworowi Freya i Hohnsona-Sheltona daleko jest do tradycyjnie rozumianej książki – wszystko w niej żyje, akcja wręcz pulsuje od natłoku przyszłych zdarzeń, emocje eksplodują, zaś wrażenie tymczasowości ale też i interaktywności sprawiają liczne rysunki, fragmenty komunikatów, wycinków prasowych. Brak tylko dłuższego zatrzymania się nad kolejnymi postaciami, być może wglądu w ich psychikę, poświęcenia czasu ich wewnętrznym przeżyciom i rozterkom. Ta powierzchowność powoduje, że mamy wrażenie uczestniczenia w komputerowej grze, co nie zmienia faktu, że jest to gra wciągająca oraz … śmiertelnie niebezpieczna. I nie wyobrażam sobie (o ile przeżyjemy), że dobrowolnie można zrezygnować z udziału w trzeciej rundzie zmagań…



środa, 30 marca 2016

Violetta Wróblewska „Życie i zdrowie masz tylko jedno”

Tytuł: Życie i zdrowie masz tylko jedno
Autor: Violetta Wróblewska
Wydawnictwo: Psychoskok



„Szlachetne zdrowie / Nikt się nie dowie / Jako smakujesz / Aż się zepsujesz.” – pisał Kochanowski, a mimo upływu lat i przekonania o słuszności tego stwierdzenia, wciąż zdrowie stawiamy na ostatnim miejscu swoich priorytetów. Zachowujemy się niczym strażak, który gasi tylko tam, gdzie się pali, nie dbamy o prewencję, nie szanujemy się podczas czynności dnia codziennego. Podejmowane przez nas decyzje często świadomie eksploatują nasze siły, a cel który nam przyświeca – więcej mieć, zdaje się być bezwartościowy dopiero wówczas, kiedy utraconego zdrowia nie są w stanie nam przywrócić już żadne pieniądze.

Już dawno naukowcy doszli do wniosku, iż zdrowie to nie tylko brak choroby. Stawiając na holistyczne rozumienie tego pojęcia i takie samo traktowanie ciała człowieka, dostrzec możemy, iż jesteśmy tak naprawdę złożonym systemem, którego wszystkie części nierozerwalnie są ze sobą związane. Brak równowagi jednego organu, czy też sfery psychicznej, wpływa negatywnie na działanie kolejnych elementów sprawiając, że ten system naczyń połączonych zaczyna się osłabiać, uniemożliwiając lub utrudniając nam codzienne funkcjonowanie. Rozwój współczesnej cywilizacji, mimo licznych korzyści, przyniósł ze sobą również słony rachunek do uregulowania. Zanieczyszczenie środowiska, liczne choroby zwane już nawet cywilizacyjnymi, wszechobecna gonitwa za tym, by więcej mieć, by zdobyć przewagę konkurencyjną – to wszystko odbija się na kondycji naszych organizmów. Dlatego też coraz częściej korzystamy z opieki medycznej, sięgając również po niekonwencjonalne środki, coraz częściej leczymy się psychiatrycznie, chodzimy do psychologów, psychoterapeutów, coraz prężniej rozwija się też coaching, dzięki któremu ludzie starają się odpowiedzieć sobie na pytanie, jak żyć. 

Wskazówek możemy poszukiwać też w literaturze, równego rodzaju poradnikach, które co prawda nie rozwiążą za nas problemów, nie wybiorą jedynego i słusznego rozwiązania, ale dzięki proponowanym ćwiczeniom czy przytoczonym historiom pozwolą lepiej zrozumieć siebie. Jedną z takich pozycji jest książka autorstwa Violetty Wróblewskiej „Życie i zdrowie masz tylko jedno”, która – jak zapowiada okładka – pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, jak cieszyć się życiem, pokochać siebie, jak dbać o związek czy dobre relacje z innymi. Autorka – psycholog, trener rozwoju osobistego, psychocoach i nauczyciel akademicki, opierając się na własnym doświadczeniu zawodowym, proponuje nam pochylenie się nad własną osobą, wejrzenie w siebie tak, by móc dokonywać wyborów, które są naprawdę nasze, by wziąć odpowiedzialność za siebie i za własne szczęście. Sięgnąć po książkę powinny szczególnie te osoby, które wciąż poszukują swojej życiowej drogi, które dbają o samorozwój, a także te, które pomagają innym odnaleźć równowagę w zmieniającym się i pełnym pokus otoczeniu. 

W kolejnych rozdziałach książki autorka porusza temat przekonań i często błędnych schematów, które tkwią w naszej głowie, pisze o gniewie oraz lęku, jako o najczęściej odczuwanych ludzkich emocjach, dotyka także kwestii nastroju i jego wpływu na duchowość, zdrowie oraz samopoczucie. Szczególnie cenny jest rozdział ósmy, który pozwala nam zorientować się, jaka jest nasza misja życiowa oraz kolejny, mówiący o tym, jak nadać głębszy sens życiu. W poradniku znajdziemy również tematy związane z życiem zawodowym oraz pieniędzmi, komunikacją, posiadaniem partnera, kształtowaniem swojego charakteru czy relacją rodzic – dziecko. Wieloaspektowość publikacji sprawia, że każdy czytelnik jest w stanie znaleźć w niej coś dla siebie, zaś praktyczne ćwiczenia proponowane przez autorkę oraz pytania zmuszające do refleksji, do dokonania wglądu w swoje wnętrze, pozwalają nam na prawdziwy rozwój. To dopiero one, nie zaś sama lektura, mają moc sprawczą, zmuszają nas do zmiany w naszym życiu, poprzez lepsze poznanie samego siebie. 

Czytelny układ książki pozwala szybko dotrzeć do interesującego nas rozdziału, prześledzić zawarte w nim „recepty” oraz sięgnąć właśnie do tych pytań, zaczerpniętych z sesji terapeutycznych prowadzonych przez autorkę. Wróblewska namawia nas do pracy z zeszytem i rzeczywiście – konieczność ubrania pewnych kwestii w słowa zmusza nas do większego skupienia i prawdziwej autoanalizy. Poza tym słowa mają moc – jak wielką możemy przekonać się pracując z książką „Życie i zdrowie masz tylko jedno”!



James Patterson, Marshall Karp „Zdążę cię zabić”

Autor: James Patterson, Marshall Karp
Wydawnictwo: HarperCollins


Istnieją stanowiska szczególnie narażone na korupcję, są również takie zawody, których wykonywanie – przy braku należytej uwagi i dbania o life balance – prowadzi do wypalenia zawodowego. Często też poczucie braku sensu wykonywanej pracy, bezsilność, która ogarnia człowieka po kolejnej porażce sprawiają, że przechodzi on na „drugą stronę”, zaczynając działać na granicy prawa bądź poza obowiązującymi normami. Taki schemat działania można zaobserwować szczególnie u policjantów, którzy widząc kolejnego przestępcę wychodzącego z więzienia i śmiejącego się im w twarz, niejednokrotnie mają ochotę wymierzyć sprawiedliwość we własnym zakresie. Tyle tylko, że nie wszyscy przechodzą od takich kuszących myśli do czynów…

A jak sytuacja ta wygląda w przypadku nowojorskich policjantów? Tego zapewne do końca nie wiadomo, pewne jest jednak, że w mieście grasuje ktoś, kto jednak postanowił zająć się tymi, którzy z różnych względów uniknęli odpowiedzialności karnej za czyny, które popełnili. Ów tajemniczy osobnik, przez media nazwany Czyścicielem, uprowadza swoje ofiary, torturami wymusza przyznanie się do zbrodni, a następnie dusi. Kilka godzin po znalezieniu zwłok w Internecie pojawia się nagranie, będące swego rodzaju spowiedzią. Pierwszą ofiarą tajemniczego mordercy był członek gangu, który w porachunkach z przywódcą wietnamskiej grupy postrzelił cztery niewinne osoby, w tym jedną śmiertelnie. Drugi wyrok wykonano na narkotykowym dilerze, trzeci – na pedofilu, odpowiedzialnym za morderstwo swojej dziewiętnastoletniej kochanki oraz swojej sąsiadki. Jednak to czwarte morderstwo szczególnie wstrząsa opinią publiczną, bowiem ofiarą jest pochodząca z elity organizatorka kampanii politycznych, córka właściciela sieci kin, żona potentata hotelowego, siostra słynnego dziennikarza. Jej wyznanie, jakoby dwa lata temu miała zamordować swoja przyjaciółkę i kochankę, jest prawdziwym szokiem.

Status społeczny ostatniej ofiary i naciski polityczne sprawiają, że do akcji zostaje włączona specjalna jednostka policji, NYPD Red, zajmująca się celebrytami. O emocjonującym śledztwie toczącym się w cieniu politycznych rozgrywek i prasowej nagonki możemy przeczytać w powieści „Zdążę cię zabić” autorstwa Jamesa Pattersona, który we współpracy z Marshallem Karpem stworzył porywający kryminał, nieco może zbyt przewidywalny i schematyczny, ale jednak pozwalający nam zgłębić motywy zbrodni, a także poznać tajniki działań operacyjnych policji. Po książkę powinni sięgnąć szczególnie wielbiciele gatunku, a także serialu kryminalnego CSI tudzież filmów z Jackiem Chanem czy Jeanem-Claudem Van Damme`em. Lektura powieści dostarcza sporą dawkę emocji, nagłe zwroty akcji nie pozwolą nawet na chwilę nudy, zaś upływający czas – dzielący policjantów od znalezienia kolejnych zwłok porwanej ofiary – nadaje tempa fabule.

Przejmując śledztwo, partnerzy Zach Jordan i Kylie MacDonald są zmuszeni powrócić do wcześniejszych trzech morderstw, by odkryć powiązania pomiędzy ofiarami oraz schemat działania. Szybko okazuje się, że prowadzący wcześniej sprawę detektywi nie zdobyli żadnych interesujących informacji, mających wpływ na dalsze działania. Wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie oraz wyjątkową przenikliwość, detektywi NYPD RED szybko ustalają, że Czyściciel, to nie jedna a dwie osoby. Co więcej, łatwość, z jaką udaje im się zwabiać ofiary do samochodu może wskazywać na to, że podają się oni … za policjantów.

Jak zakończy się ta gonitwa z czasem? Zach i Kylie znajdują się pod ogromną presją, bowiem osoba Czyściciela stała się elementem politycznej gry, a na dodatek została porywana kolejna ofiara, której życie znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Co więcej, działania Czyściciela budzą mieszane uczucia w mieszkańcach Nowego Jorku – część z nich uważa, że ów tajemniczy przestępca robi tylko to, powinno należeć do wymiaru sprawiedliwości, czyli sprząta miasto, symbolicznie oczyszcza go z przestępców. Sięgając po książkę „Zdążę cię zabić” musimy być gotowi na zmierzenie się również z rym aspektem – etycznym, a także z faktem, iż prawda może mieć wiele twarzy. Emocji towarzyszących książce nie umniejsza nawet fakt, iż prolog kryje w sobie rozwiązanie zagadki, bowiem pobudza to do dyskusji nad błędnymi krokami policjantów i fałszywymi zaułkami, w które sami się zapędzają. Dlatego też, choć zakończenie jest z góry wiadome, a rozwój akcji przewidywalny, to z powieścią nie można się nudzić, zresztą Patterson doskonale wie, jak stworzyć książkę, po którą sięgną rzesze czytelników.


wtorek, 29 marca 2016

Luis Montero Manglano „Stół króla Salomona”

Autor: Luis Montero Manglano
Wydawnictwo: REBIS


„Z powrotem do domu”- taka dewiza przyświeca członkom elitarnego korpusu, który od chwili powstania, czyli od 1860 roku, budzi sprzeczne uczucia, którego działania na pograniczu prawa (a nierzadko nawet poza jego granicami) ciężko jest czasami uzasadnić interesem narodu. Niezależnie od problemów, jakie ów twór sprawia kolejnym rządzącym, pozostaje faktem, iż powołany przez generała Ramona Maríę Narvaeza, hrabiego Walencji, Królewski Korpus Poszukiwaczy funkcjonuje po dziś dzień. Wichry historii wpłynęły wyłącznie na zmianę jego nazwy – został przemianowany na Narodowy Korpus Poszukiwaczy, nie zmieniły się natomiast cele jego działania. Grupa agentów specjalnych ma za zadanie odszukać i odzyskać hiszpańskie zabytki, które na przestrzeni wieków zostały rozgrabione. Nie są istotne metody ich działania, ani fakt, że w istocie okradają oni złodziei. Muszą się jednak pogodzić z tym, że w przypadku schwytania są pozostawieni sami sobie i w pełni odpowiadają za swoje czyny.

Można się zastanawiać, kto chciałby pracować dla tajnej organizacji, która zmusza swoich pracowników do kradzieży, która nie gwarantuje bezpieczeństwa fizycznego, która obliguje do zachowania tajemnicy, a na dodatek prowadzi rekrutację w taki sposób, że nawet najbardziej wykształceni ludzi rezygnują w trakcie jej trwania (co niektórzy wybiegają nawet z krzykiem). Okazuje się, że kandydatów jest więcej niż kilku, o czym przekonał się Tirso Alfaro, doktorant na wydziale historii sztuki, który wciąż nie może odnaleźć swojej życiowej drogi. Doktorat rozpoczęty z braku innych perspektyw utknął gdzieś w czeluściach twardego dysku komputera, zaś praktyki w muzeum w Canterbury, gdzie badać miał słynną patenę, jedno z najwspanialszych dokonań w dorobku mistrzów ceramiki glazurowanej, stanowią najnudniejszy okres w jego życiu. Tirso nie może pochwalić się proaktywną postawą, wygłasza niepoprawne politycznie opinie na temat własności obrazów, a na dodatek upiera się, że … był świadkiem kradzieży pateny, mimo iż ta spoczywa w podziemiach muzeum. Nic dziwnego, że mężczyzna zostaje wyrzucony z praktyk, dwa miesiące przed ich oficjalnym zakończeniem. To jednak nie koniec, a dopiero początek niezwykłych przygód Tirso Alfaro, który niczym Indiana Jones przemierzać będzie kraje, eksplorować tajne tunele, w poszukiwaniu skarbów przeszłości, niejednokrotnie narażając przy tym życie. 

Spektakularna powieść „Stół króla Salomona”, autorstwa Luisa Montero Manglano, to pierwsza część trylogii „Poszukiwacze”, opowiadającej o członkach tajnego korpusu zajmującego się odzyskiwaniem hiszpańskich dzieł sztuki. Znajdziemy tu brawurową akcję, której nieustanne zwroty zmuszają nas do pełnej koncentracji, wiele informacji na temat historii Hiszpanii i jej zabytków oraz legend, jak ta o stole króla Salomona, w którym ukryta została tajemnica władzy absolutnej. Lekturę docenią szczególnie czytelnicy, którzy pałają żądzą przygody, którzy gustują w powieściach akcji ze sporą domieszką historii. Luis Montero z fragmentów historii oraz własnej fantazji utkał bowiem fascynującą powieść, którą czyta się z zapartym tchem, czekając na dalszy rozwój wydarzeń i rozwiązanie kolejnej zagadki.

Tajemnicze zbiegi okoliczności skłoniły Tirso Alfaro do odpowiedzi na zagadkowe ogłoszenie, mówiące wyłącznie o „pracy w sektorze publicznym”. Nie było informacji o tym, że aby w ogóle zainicjować kontakt będzie musiał wydedukować hasło dostępu, że przejdzie morderczy ciąg testów na inteligencję, z wiedzy ogólnej, językowej, że będzie rażony prądem oraz … pokąsany przez węża. Nagrodą jest jednak posada Poszukiwacza, choć dopiero praktyka pokaże, czy Tirso rzeczywiście się do tej pracy nadaje. Niecodziennie bowiem historyk sztuki decyduje się na zatrudnienie w miejscu, gdzie do niego strzelają, gdzie jeden z kolegów jest prawdopodobnie zdrajcą, gdzie musi uciekać przed pułapkami zastawionymi przed wiekami na śmiałków pragnących dotrzeć do stołu króla Salomona.

Lektura „Stołu króla Salomona” to nieustająca przygoda i pełna mobilizacja, bowiem od książki nie sposób się oderwać – poszczególne wątki splatają się ze sobą tworząc fascynującą opowieść wystawiającą na próbę naszą zdolność dedukcji. Autor wciąga nas w szaleńczy wir wydarzeń, z którego nie sposób się wydostać, zresztą nie ma chyba nikogo, kto chciałby przerwać tę karkołomną wyprawę nie osiągając celu. Plastyczne opisy, pełna gama emocji, które wywołują kolejne akcje grupy, barwni bohaterowie z Tirso Alfaro (który przechodzi prawdziwą wewnętrzną metamorfozę) na czele – oto główne atuty powieści. To również powody, które każą wypatrywać kolejnego tomu serii, by znów móc wkroczyć w świat pełen ekscytujących przygód!

  

piątek, 25 marca 2016

Joachim Bauer „Granica bólu. O źródłach agresji i przemocy”

Autor: Joachim Bauer
Wydawnictwo: Dobra Literatura 


Ostatnie zamachy w Brukseli, masakra w Paryżu, wydarzenia sprzed kilku lat w Londynie. Dzieci pozostawione w kościołach, skatowany rowerzysta, kobieta z odciętą głową czy rodzice zamordowani bestialsko przez ich syna i jego dziewczynę. Słuchając takich informacji można odnieść wrażenie, że świat oszalał, że pogrąża się w otchłani agresji, przemocy, beznadziei, że mamy do czynienia z upadkiem powszechnie uznawanych wartości, autorytetów i ideałów. Co sprawia, że ludzie są zdolni zachowywać się w ten sposób, zadawać ból swojemu bliźniemu? Czy nienawiść i skłonność do przemocy leżą w naszej naturze czy może są warunkowane czynnikami sytuacyjnymi?

Na te pytania stara się odpowiedzieć Joachim Bauer , psychiatra i psychoterapeuta, w swojej książce „Granica bólu. O źródłach agresji i przemocy”. Opublikowana nakładem wydawnictwa Dobra Literatura pozycja jest pracą naukową, a jednak brak jest tu zawiłych wywodów czy nadmiernego intelektualizowania. Dlatego też po książkę może śmiało sięgnąć każdy zainteresowany zjawiskami przemocy, socjologowie, przedstawiciele służb mundurowych, nauczyciele oraz psychologowie i psychiatrzy. Każdy z odbiorców znajdzie w niej coś dla siebie, każdy znajdzie pewien punkt odniesienia – czy to do własnej sytuacji czy też do przypadków z życia zawodowego, a być może książka Bauera stanie się też inspiracją do własnych badań. Cenny jest szczególnie fakt, iż autor niejako wdaje się w polemikę z funkcjonującymi teoriami dotyczącymi agresji, przytacza różne stanowiska naukowców na przestrzeni wieków, pozwalając nam dociekać, wyciągać wnioski i opierać się – poprzez analogię – na podanych przykładach.

Jak pisze autor: „Moim celem jest przekazanie, w jaki sposób nowoczesne neuronauki mogą się przyczynić do poradzenia sobie z problemem, przy którego rozwiązywaniu wiek XX wielokrotnie ponosił spektakularne porażki”. W tym celu sięga do przeszłości, by prześledzić drogę, jaką pokonali badacze zajmujący się zjawiskami agresji i przemocy, poczynając od Freuda, który założył, że agresja jest wrodzonym instynktem człowieka czy też Darwina, według którego zarówno w przypadku agresji, jak i strachu, chodzi o zachowania reaktywne, zaś do wywołania tych zachowań niezbędne jest powstanie specyficznych bodźców, które by je prowokowały. Bauer obala wiele tez dotyczących agresji, omawia również wyniki prowadzonych na przestrzeni wieków badań, zwracając uwagę na fakt, iż wielokrotnie funkcjonują one w naszej świadomości w sposób nieco wypaczony, niekompletny, zaś wyciągnięte przez nas wnioski są dzięki temu błędne. 

Bauer podkreśla, iż mimo że spotykamy się z agresją na każdym kroku, to określenie „instynkt agresji” jest błędne. Z uwagi na rosnącą eskalację przemocy niezbędne jest dokładne zrozumienie jej struktury, redefinicja pojęcia agresji po to, by móc ograniczyć jej niszczycielski wpływ oraz … wykorzystać jej pozytywny potencjał. Autor wyjaśnia nam, jak działa neurobiologiczny układ agresji, przedstawia agresję jako czynnik wspomagający układ motywacyjny oraz jej funkcje komunikacyjne. Dokładnie omawia zasadę „granicy bólu” i zastanawia się, jakie czynniki wpływają na indywidualny próg bólu, a w konsekwencji – na odmienną skłonność do zachowań agresywnych. 

Wnikliwie przyglądamy się wraz z Bauerem przyczynom agresji dzieci i młodzieży, zastanawiając się nad wpływem więzi społecznych na postawy oraz dociekając skąd bierze się szał zabijania w szkołach. Definiujemy osobowość antyspołeczną i psychopatyczną, a ponadto śledzimy rozwój osobowości, poszukując czynników mających wpływ na proces stawania się psychopatą. Autor dowodzi, że zarówno agresja jak i przemoc nie leżą w naszej naturze, co więcej, to nie one leżą u postaw naszego przetrwania i rozwoju. „Ewolucyjna recepta człowieka na sukces to ani siła, ani żądza mordu, lecz inteligencja i współpraca” – pisze Bauer, przytaczając liczne dowody i pokazując chociażby wpływ korzystnej kultury organizacyjnej, opartej na silnych więzach pomiędzy współpracownikami i życzliwości, na wyniki pracy. 

Wszystko to sprawia, że książka „Granica bólu” jest nie tylko fascynującą lekturą, ale istotne jest również jej praktyczne zastosowanie. Inne spojrzenie na agresję i przemoc powinno pociągać inne metody przeciwdziałania im i reagowania w sytuacji ich pojawienia się. Jest to szczególnie istotne w obecnych czasach, kiedy zarzewiem konfliktu staje się odmienna kultura, wyznanie czy dostęp do zasobów naturalnych. Szczególnie, że wizja globalnej wioski się nie sprawdziła…

Słodki podwieczorek: Granola kokosowo-żurawinowa

Dziś, w przerwie pomiędzy wypiekiem serników i babek, oddałam się pozorowanym działaniom prozdrowotnym, czyli śniadaniowym wariacjom inspirowanym książką „Pysznie i zdrowo. Od rana do wieczora”. Po świątecznych przysmakach i kuszących, choć nie zawsze zdrowych potrawach, warto szczególnie zwrócić uwagę na swój organizm. Dlatego też wykorzystując rozgrzany piekarnik (mam to szczęście mieć jeszcze piec kaflowy w kuchni rodziców) uprażyłam sobie granolę kokosowo-żurawinową. Będzie wspaniałym dodatkiem do jogurtu naturalnego, a nawet posłużyć może, jako słodka przekąska w chwilach spadku energii. Dodatkowa zaleta – robi się ją błyskawicznie!

czwartek, 24 marca 2016

Diane Chamberlain "Chcę cię usłyszeć"

Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Mutyzm to brak bądź ograniczenie mówienia przy jednoczesnym zachowaniu rozumienia mowy oraz możliwości pisemnego się porozumiewania. Dziecko, którego mutyzm dotyczy, nie jest opóźnione umysłowo, a brak mowy nie jest też wyrazem złej woli dziecka. Zaburzenie to występuje najczęściej u dzieci pięcio-, sześcioletnich i dotyczy znacznie częściej dziewczynek, niż chłopców. Możemy zaobserwować różny stopień występowania objawów mutyzmu – dziecko może w ogóle nie mówić bądź też rozmawiać wyłącznie z wybranymi osobami.

To zaburzenie dotyczy również pięcioletniej Emmy, rezolutnej dziewczynki, która w wyniku traumatycznych wydarzeń pogrążyła się w ciszy. Była ona świadkiem samobójstwa popełnionego przez jej adopcyjnego ojca, zmagającego się z depresją emerytowanego profesora socjologii. Zajmujący się tematami społecznymi Ray mocno przeżywał sukcesy swojej żony, Laury, znanego astronoma, pracownika muzeum i wykładowczyni, bardziej znanej jednak z odkrycia dziesięciu komet. Tymczasem on nie mógł wydać książki, nad którą pracował już od kilku lat, a każda kolejna odmowa z wydawnictwa jeszcze bardziej obniżała jego kruche poczucie własnej wartości. Na dodatek Laura nie posłuchała go w pewnej, wydawałoby się, mało istotnej sprawie. Otóż kilka dni wcześniej zmarł ojciec Laury, przed śmiercią prosząc ją o złożenie pewnej obietnicy. Kobieta miała zająć się pewną samotną staruszką, Sarah Tolley, przebywającą w pobliskim domu opieki. Pobyt w placówce finansował właśnie ojciec Laury, ta jednak nie ma pojęcia, co łączyło go z nieznajomą. Właśnie próba odkrycia tego związku staje się jednym z czynników popychających Raya do samobójstwa, trudno jednak zrozumieć, dlaczego zrobił to w chwili, kiedy sprawował opiekę nad dzieckiem.

Nie sposób nawet sobie wyobrazić, co mogło czuć pięcioletnie dziecko zamknięte w domu z martwym mężczyzną, który w jej świadomości funkcjonował jako ojciec, choć tak naprawdę prawdziwym tatą być nie potrafił. Ale to nie mutyzm i nie samobójstwo są kanwą, na której została oparta książka Diane Chamberlain „Chcę cię usłyszeć”. Wyjątkowa pozycja opublikowana nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka to kolejny już tytuł z serii „Kobiety to czytają”. Powieść ta nie jest jednak adresowana wyłącznie do kobiet, zaś poruszane w niej tematy dalekie są od ckliwych historii, choć na kartach książki znajdziemy i miłość. Po ten tytuł powinni sięgnąć ci czytelnicy, którzy cenią dobie doskonale skonstruowaną fabułę, którzy lubią rozwiązywać zagadki i układać fragmenty rzeczywistości w obraz przedstawiający czasem bolesną prawdę.

Wychowana przez wymagającego ojca Laura zawsze spełniała jego życzenia, zaś mieszanka miłości oraz bezwzględnej dyscypliny sprawiła, że kobieta osiągnęła zawodowo to, o czym wielu może tylko pomarzyć. Pochłonięta zjawiskami zachodzącymi na nieboskłonie nie planowała posiadania męża ani tym bardziej dzieci, ale jedna noc spędzona w objęciach poznanego na przyjęciu mężczyzny sprawiła, że musiała zweryfikować swoje poglądy. Mimo sprzeciwu ojca zdecydowała się urodzić dziecko, nie informując o tym jego biologicznego ojca. Okazało się, że niechciane dziecko jest tak naprawdę radością jej życia, a kiedy u boku Laury pojawił się jeszcze starszy o ponad dwadzieścia lat Ray prosząc ją o rękę, zgodziła się bez wahania, choć więcej w tym związku było przyjaźni niż miłości. Jak się okazało, choć Ray był gotowy pomagać finansowo, to nie miał cierpliwości do małej dziewczynki, nie można było też wymagać od niego cieplejszych uczuć względem niej.

O tym jednak Laura zdała sobie dopiero sprawę wówczas, kiedy w trakcie sesji z psychologiem wyszło na jaw fakt, iż Emma boi się mężczyzn, że według niej są groźni i nie wahają się podnosić głosu. Niestety sesje na które uczęszcza dziewczynka nie zmieniają jej stanu – nie dość, że od chwili śmierci Raya nie wypowiedziała ani słowa, to jeszcze jej rozwój cofnął się znacząco. Jednym ratunkiem może okazać się pomoc biologicznego ojca Emmy, jednak Laura musi go najpierw odnaleźć.

Mimo kłopotów z córką Laura nie zapomniała o obietnicy złożonej ojcu. Regularnie odwiedza starsza panią, która coraz bardziej pogrąża się w chaosie, cierpiąc na alzheimera, choć wydarzenia z czasów młodości jest w stanie wiernie odtworzyć. Lara ma nadzieję, że rozmowy ze staruszką rzuca nieco światła na niecodzienną prośbę ojca, jednak Laura nawet nie spodziewa się, jakie historie nosi w sobie Sarah i jak niezwykłych wydarzeń była świadkiem…

Jak zakończy się ta wyjątkowa, piękna historia? O tym musicie przekonać się sami, sięgając po książkę „Chcę cię usłyszeć”. Diane Chamberlain dostarcza nam prawdziwej łamigłówki, trudno bowiem, nawet uważnie śledząc kolejne rozdziały, zorientować się, w jakim kierunku popłynęły jej myśli i jakie przeszkody postawi jeszcze przed bohaterami. Jednak rzeczywistość przerasta wszelkie wyobrażenia, zaś zaskakujące zakończenie stanowi dowód na to, że autorce doskonale udało się zapanować nad akcją, nad poszczególnymi scenami oraz bohaterami, gwarantując nam przy tym przeżycie niezwykłej przygody oraz moc wzruszeń. Co naprawdę stało się w domu Laury i dlaczego Ray targnął się na swoje życie? Dlaczego Emma nie mówi? Czy pojawienie się w życiu dziewczynki biologicznego ojca zmieni ten stan? Na te wszystkie pytania odpowiada Chamberlain, mistrzyni niedopowiedzeń oraz wzruszających historii pisanych przez życie.