Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2026

Harvard Business Review: "Determinacja. Inteligencja emocjonalna”

Tytuł: „Determinacja. Inteligencja emocjonalna”
Wydawnictwo: OnePress


To, co odróżnia ludzi rzeczywiście osiągających swoje cele od reszty, rzadko sprowadza się do samego talentu czy sprzyjających okoliczności. Różnica leży w zdolności do wytrwałego działania mimo oporu rzeczywistości oraz w umiejętności rozumienia siebie i innych. Innymi słowy: determinacja nadaje kierunek i siłę, a inteligencja emocjonalna pozwala tę siłę właściwie ukierunkować. Bez jednego drugie determinacja może prowadzić do ślepego uporu, a sama wrażliwość emocjonalna bez konsekwencji działania kończy się biernością.

piątek, 5 czerwca 2020

Rozmowy z autorem: dr Katarzyna Czyż

źródło: K.Czyż
Dziś moim gościem jest dr Katarzyna Niedzielska-Czyż, doktor nauk prawnych, absolwentka MBA oraz studiów podyplomowych Akademia Trenera, akredytowany coach ICF, psychoterapeutka w trakcie akredytacji WIP, autorka książki „Miej wyje**ne, będzie ci dane. O trudnej sztuce odpuszczania” (recenzja TU).


Justyna Gul: Jak myślisz, czy więcej jest perfekcjonistów czy perfekcjonistek? 

Katarzyna Czyż: Myślę, że jest więcej kobiet perfekcjonistek. Wychowanie dziewczynek w Polsce jest kulturowo uwarunkowane tym, że dziewczynki mają być grzeczne, ciche i spełniać oczekiwania otoczenia. Do tego z uśmiechem na ustach. To wzmaga taką umiejętność, która w dorosłym życiu przejawia się wejściem w role społeczne. Role Mamy, Żony, Koleżanki, Przyjaciółki, Pracownicy… i oczywiście chcemy być w tych rolach idealne i doskonałe. Mężczyźni też oczywiście chcą czuć się spełnieni i być perfekcyjni w swoich rolach, ale moim zdaniem łatwiej im odpuszczać np. brak pomysłu na obiad czy wstawienie prania, ale jeżeli chodzi o wygraną w meczu czy pokazanie władzy to już nie koniecznie :-) 

piątek, 28 lutego 2020

Rozmowy z autorem: Monika Janiszewska

Dziś moim gościem jest Monika Janiszewska, współautorka książki „(Nie)grzeczni? Rodzinne nieporozumienia widziane oczami dzieci w wieku 6-12 lat”, dziennikarka tygodników regionalnych, freelancerka publikująca artykuły z zakresu psychologii oraz specjalistka ds. PR promująca działania gabinetów psychoterapeutycznych. Mama 9-letniej Julii oraz 4-letniego Nikodema. 
Zapraszam do lektury wywiadu.

czwartek, 18 lipca 2019

Rozmowy z autorem: Małgorzata Trzaskowska

Foto: Kamil  Janiszewski, k2photo.pl
Dziś moim gościem jest Małgorzata Trzaskowska, autorka książki „Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie” (Wydawnictwo Sensus), coach, trenerka rozwoju osobistego. Propagatorka autentyczności i życia w zgodzie ze sobą, autorka bloga Ogród Przemian (ogrodprzemian.pl) i licznych artykułów o tematyce rozwojowej, mówczyni. 
Obecnie pracuje z kobietami, prowadząc indywidualne sesje coachingowe i warsztaty oraz inspirując i dzieląc się wiedzą na swoim fanpage’u na Facebooku (facebook.com/MalgorzataTrzaskowskaCoach/). Zapraszam do lektury wywiadu. 

środa, 7 czerwca 2017

Rozmowy z autorem: Joanna Rajch

Autor: Dariusz Piotrowski
Dziś moim gościem jest Pani Joanna Rajch, autorka książkek dla dzieci oraz dla dorosłych, m.in.: "Zagubiona dolina", "Medalion z gwiazd" czy "Staś i jego tajemnice". Poruszane przez nią tematy dotyczą spraw codziennych, ale wiele w nich miejsca zajmuje przyroda i nasz stosunek do niej. Powieści przesycone są emocjami, a autorka za ich pośrednictwem zabiera nas w świat magii i legend.

sobota, 11 lutego 2017

Rozmowy z autorem: Małgorzata Saramonowicz

Źródło: Wydawnictwo Znak
Małgorzata Saramonowicz - powieściopisarka, dziennikarka, producentka filmowa. Sławę przyniosły jej powieści grozy publikowane pod koniec lat 90. oraz w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jej thriller psychologiczny Siostra stał się najgłośniejszym wydarzeniem literackim jesieni roku 1996. Po tej publikacji została okrzyknięta polską następczynią E. A. Poego. Swój talent potwierdziła, pisząc kolejne dwie powieści: Lustra i Sanatorium. Po 10 latach przerwy Małgorzata Saramonowicz powraca z porywającą i niepokojącą sagą dark fantasy "Xięgi Nefasa" (recenzję drugiego tomu znajdziecie TU). 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozmowy z autorem: Gaja Kołodziej

Źródło: Gaja Kołodziej
Gaja Kołodziej (1989) jest powieściopisarką, psychologiem i tłumaczem.
Od 2012 roku jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, ponadto od 2015 roku jest członkiem Zarządu Fundacji Domu Literatury i Domów Pracy Twórczej. 
W 2013 roku założyła Instytut Sztuki Literackiej, którego celem jest promowanie czytelnictwa i wspieranie nowych talentów literackich. Organizuje konkursy literackie, uczy młodzież i dorosłych kreatywnego pisania, a pisarstwo stanowi esencję jej życia.
Oprócz pisania rozwija również inne pasje - podróżuje po świecie, trenuje Taekwondo oraz izraelską sztukę walki Krav Maga, a także uczy się języka koreańskiego. 
/źródło: www.gajakolodziej.com/

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozmowy z autorem: Joanna Jax

Joanna Jax - absolwentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pasjonuje się malowaniem na szkle, uwielbia czytać biografie oraz pisać. 
Autorka powieści: „Dziedzictwo von Becków”, „Piętno von Becków” oraz „Długa droga do domu”.

środa, 13 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Agnieszka Olejnik "A potem przyszła wiosna"

Agnieszka Olejnik - Polonistka i anglistka, mama trzech synów oraz właścicielka czterech psów. Odkąd zamieszkała w domu na skraju lasu, pod wielkimi dębami, codziennie budzi się z uczuciem spokoju w duszy i zwyczajnego szczęścia. W młodości szybowniczka i wielbicielka jaskiń. Podróżniczka.Prowadzi bloga „Barwy i smaki mojego życia”, gdzie opowiada nie tylko o książkach, ale też o fotografowaniu przyrody, zdrowej kuchni i pysznych nalewkach.
/źródło: www.czwartastrona.pl/

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozmowy z autorem: Barbara Rubin "Dieta. Zalecany sposób życia"

Barbara Rubin - ekspertka w dziedzinie utrzymywania optymalnego stanu zdrowia i sprawności fizycznej przez człowieka. Jako dyplomowana trenerka fitness, specjalistka ds. prawidłowego odżywiania oraz holistic lifestyle coach osiąga znakomite wyniki, prowadząc indywidualne i grupowe zajęcia z klientami. Organizuje międzynarodowe wykłady, seminaria i warsztaty. 
/źródło: Rozpisani.pl/

piątek, 11 grudnia 2015

Rozmowy z autorem:Jacek Wąsowicz "Przystanek Londyn"

źródło: Jacek Wąsowicz
Jacek Wąsowicz - od 2002 r. mieszkał na Wyspach Brytyjskich, które opuścił dla południowych Chin we wrześniu 2015. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, z wykształcenia nauczyciel geografii. W Polsce pracował m.in. jako lektor angielskiego, przedstawiciel handlowy, specjalista ds. importu-eksportu. Na Wyspach zdobył i wykonywał zawód grafika komputerowego. Pisał do polonijnego tygodnika „Polish Express”. Laureat nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Autor zbioru felietonów „100 kijów w mrowisko”.
/źródło: www.jankawydawnictwo.pl/

J.G.: „Przystanek Londyn” to nie tylko książka o emigracji, o kulturze, ale też i o dążeniu do celu i pokonywaniu własnych granic. Co sprawiło, że zechciał się Pan podzielić z czytelnikami tak trudnymi i osobistymi niekiedy doświadczeniami, emigracyjną historią swojego życia?

wtorek, 3 listopada 2015

Rozmowy z autorem: Katarzyna Misiołek, autorka powieści "Ostatni dzień roku"

fot. Katarzyna Konior
 J.G.: Szukając informacji na twój temat w sieci można się dowiedzieć, że byłaś tłumaczką, zapowiadałaś pogodę, pracowałaś jako hostessa. Długa to była droga do pisania …

K.M.: Długa droga do pisania jest dobra. Pozwala zebrać sporą ilość życiowych doświadczeń, „zasmakować” wielu emocji. Hostessą byłam zaraz po studiach, zanim na dłuższy czas wyjechałam do Włoch. I przyznaję, że całkiem dobrze się bawiłam zachwalając mozzarellę i pyszne, czekoladowe desery – sprzedaż miałam ponoć świetną – widać talent do handlu odziedziczyłam po pradziadku, który przed drugą wojną miał w Nowym Targu sklep;) Pogody nigdy nie zapowiadałam – pisałam jedynie prognozy, które odczytywali na antenie prowadzący. Bardzo monotonne to było, bo ledwo skończyłam jedną, trzeba było pracować nad kolejną. Ale kiedy padały serwery, dzwoniło się do miłego pana ze stacji meteo i to był chyba najbardziej sympatyczny punkt „programu”. 

czwartek, 8 października 2015

Rozmowy z autorem: Artur Tołłoczko, autor książki „Winnetou, czyli krótki przewodnik po coachingu”


Artur Tołłoczko - autor książki „Winnetou, czyli krótki przewodnik po coachingu”. Autor przez wiele lat pracował w korporacjach farmaceutycznych. Ponad dziesięć lat prowadził własny interes, zajmował się sprzedażą, marketingiem, zarządzaniem zespołem sprzedaży i firmą. Odpowiadał za wdrożenia projektów i udoskonalenia w sprzedaży i marketingu. Zajmował się też zmianą modelu dystrybucji oraz rozpoznaniem i rozwojem rynku określonej grupy produktów. Przez wiele lat zajmował się coachingiem operacyjnym. Od 2008 roku prowadzi sesje coachingu holistycznego. 
(źródło: www.wydawnictwopsychoskok.pl)

piątek, 11 września 2015

Rozmowy z autorem: Michał Heller, autor książki "Własna kawiarnia, marzenie czy udręka?"

Michał Heller – urodzony 12.09.1987 r., współtwórca marki Take Away Coffee i założyciel sieci franczyzowej minikawiarni pod marką Take Away Coffee. Wielki pasjonat kawy i biznesu. Swoim życiem udowadnia, że wszystko jest możliwe. /źródło: Rozpisani.pl/





J.G.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z kawą, a właściwie biznesem z nią związanym?

M.H.: W 2012 roku ze swoją ówczesną życiową partnerką podjęliśmy decyzję o tym iż fajnie by było stworzyć takie miejsce, taką kawiarnię. Zawsze pracowałem na własny rachunek, rozwijając rożne biznesy, jedne z sukcesem inne z kompletną porażką, dlatego taka myśl dla mnie była czymś zupełnie naturalnym. Idea Take Away Coffee wynikała z obserwacji rynku i niszy jaką taki format miał zapełnić. Również moja miłość do USA nie była obojętna.
Lokal we Wrocławiu został znaleziony zupełnym przypadkiem podczas spaceru, nie było na nim nawet kartki z napisem do wynajęcia. Finansowanie zapewnili rodzice wraz z wystrojem lokalu (zabraliśmy im żyrandol z salonu i kilka innych elementów). Lokal został otwarty  w czerwcu 2012 i do września absolutnie nic sie nie działo. Dzielnica, w której jest położona kawiarnia jest dzielnicą studencką - tego nie wzięliśmy pod uwagę.
Dużym wsparciem na samym początku była wiedza Karoliny, która miała doświadczenie w branży gastronomicznej - udało nam się dzięki temu z pewnością uniknąć kilku większych pomyłek. Nie ukrywam iż od początku marzyła mi sie budowa sieci kawiarni - choć wtedy wydawało sie to szalonym pomysłem z racji na brak możliwości finansowania z banków dla mojej osoby.

J.G. Skąd wziąłeś fundusze na założenie firmy? Jakie źródła finansowania możesz polecić początkującym przedsiębiorcom?

M.H.:Pierwsza kawiarnia została sfinansowana przez moich rodziców, był to okres kiedy byłem po swojej największej życiowej porażce czyli bankructwie poprzedniej firmy i wymuszonej sprzedaży portalu www.gabinety-kosmetyczne.net. Więcej o tamtej sytuacji możecie przeczytać pod tym linkiem  http://mamstartup.pl/najnowsze/1225/8-1-w-innym-spojrzeniu. Co ciekawe, sprawa z bankiem ciągnie się w sądzie do dzisiaj.
Z pewnością najlepszym źródłem finansowania są środki własne, lub pożyczone od rodziny. Osobiście, sytuacja ta nauczyła mnie, by nigdy nie pożyczać pieniędzy od swoich przyjaciół. W chwili obecnej na rynku jest dużo programów z których osoba początkująca może skorzystać, bardzo łatwo jest dotrzeć do aniołów biznesu, funduszy venture capital bądź akceleratorów biznesu.

J.G.: Z twojej książki „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka” wynika, że prowadzenie kawiarni to ciężkie, ale i ryzykowne zajęcie. Sam piszesz, że osiem na dziesięć kawiarni upada w ciągu pierwszego roku działalności. Dlaczego upadają?

M.H.:Ponieważ każdy sprzedaje kawę, jak dobrze wiesz nawet sklepy typu convenience store, jak Żabka, Freshmarket czy Małpka Express mają kawę. Kawiarnia oferująca nawet najlepszą kawę i ciasta nie utrzyma się na rynku, jeśli w jakiś sposób nie będzie się w stanie na nim wyróżnić. To jest właśnie najważniejsze. Przebywając obecnie w Londynie, gdzie mieszkam, widzę jak ten rynek jest rozwinięty, każda kawiarnia, każda sieć, sprzedaje nam inną historię, inną wizję, inne odczucia.
Polski rynek to istna pustynia jeśli chodzi o sieciowe kawiarnie, za kilka lat z pewnością to sie zmieni. Chcesz założyć kawiarnię, kup bilet do Londynu i spędź tu kilka dni chodząc po prostu po mieście. Zmienisz całkowicie zdanie o swoim ówczesnym pomyśle na kawiarnie lub w ogóle zaprzestaniesz chęci posiadania swojego lokalu.

J.G.: Z jakimi barierami musi zmierzyć się właściciel kawiarni? Czy Polska to przyjazny kraj dla tego rodzaju branży?

M.H.:Sadzę, że tak, nie spotkałem się z absolutnie żadnymi problemami, sanepid również jest moim zdaniem mocno demonizowany. W naszym przypadku i naszych franczyzobiorców nie było żadnych problemów. Po prostu wczytaj się w przepisy, jak nie rozumiesz, to do nich zadzwoń i podjedź. To wszystko.

J.G.: Co jest największym problemem w tego rodzaju biznesie?

M.H.:Brak pomysłu na siebie - sądzenie iż twoi znajomi będą stanowić większość klientów, brak odpowiedniej asertywności, by zażądać od nich pieniędzy za kawę czy ciasto. Niestety, kiedy ktoś otwiera kawiarnię, to znajomi są najmniej liczną grupa klientów i nagle się okazuje iż nasza kawiarnia jest jak każda inna. Po prostu bezpłciowa.

J.G.: A jednak wciąż otwierane są nowe kawiarnie. Jak sądzisz, z czego to wynika?

M.H.:Z wiary w to, że nam się uda, że nasza kawiarnia jest w innym lepszym miejscu, że udało nam się znaleźć odpowiedź na lokalne problemy mieszkańców. Z wiary w to, że to jest łatwy i prosty biznes. A nie jest. Szczególnie lubię obserwować osoby, które rzucają pracę w korporacji i otwierają swoją kawiarnię. Tam były najlepsze, tu wstydzą sie odezwać do klienta. Excel to nie wszytko.

J.G.: Co przyciąga ludzi do kawiarni? Dobra kawa wystarczy?

M.H.: Magia miejsca - dobrą kawę może mieć dzisiaj każdy, ale magii i uśmiechniętych ludzi już nie.

J.G.: Jest jeszcze na rynku miejsce dla nowych kawiarni?

M.H.: Polski rynek jest absolutnie nie nasycony, jest miejsce, jak najbardziej. Spożycie kawy na mieszkańca również jest poniżej średniej europejskiej, dlatego ten rynek ma przed sobą wiele, ale to wiele do zaoferowania. Wystarczy spojrzeć na największą sieć kawiarni w Polsce, która liczy naprawdę niewiele lokali. Jest miejsce na takie sieci jak TAC, niskie koszty, szybka obsługa.
Szukając inwestora rozmawiałem z wieloma osobami. Jedna z nich  powiedziała mi, że gdybym miał 20 lokali to w ciągu 5 minut, by mnie kupił. Co ciekawe nawet 3 dni temu otrzymałem emaila z pytaniem o siec TAC, której już nie jestem właścicielem.

J.G.: Czy uważasz, że kawiarnie powinny otwierać osoby bez doświadczenia w branży gastronomicznej? Czy w takim przypadku ryzyko jest zbyt duże i lepiej zacząć na przykład od zawodu baristy, a o własnej kawiarni pomyśleć za kilka lat?

M.H.:Jest to najlepsza opcja, zatrudnić się w jednej z kawiarni sieciowych by zdobyć wiedzę i doświadczenie a potem otworzyć własny lokal. Warto również rozważyć profesjonalny consulting u osób, które mogą nam pomoc w uniknięciu kosztownych błędów. Nieskromnie wspomnę tu również o swojej ofercie dostępnej na www.wlasnakawiarnia.pl
Kilka lat nie jest potrzebnych, w zupełności wystarczy kilka miesięcy intensywnej pracy.

J.G.: Jak wygląda franczyza w praktyce? Jaką kwotą musi dysponować potencjalny franczyzobiorca i na co może liczyć?

M.H.: Wszystko zależy od oferty danej sieci, warto zapoznać sie z wieloma rożnymi. Czy sprzęt przekazywany jest na własność, czy tylko dzierżawiony, jakie istnieją opłaty i co w zamian otrzymujemy. Umowa do analizy przez biuro prawne - koszt 150 - 500 zł a wiedza bezcenna. Co ciekawe nikt tego nie robi.

J.G.: Jak Ty zaczynałeś? Czy od początku Twoim celem było stworzenie sieci kawiarni?

M.H.:Tak od początku moim celem było posiadanie sieci kawiarni, z racji braku możliwości pozyskania finansowania na rozwój sieci zdecydowałem się na jej sprzedaż. Moja sytuacja była wyjątkowa, gdyż nikt nie mógł zrozumieć, że bankrut stara się zbudować nowy biznes od podstaw, nie mogłem wziąć kredytu, dotacji ze względu na BIK. Niestety nie ma przepisów pozwalających takim osobom stanąć na nogi na nowo.

J.G.: Gdzie uczyłeś się parzenia kawy?

M.H.: W swojej kawiarni ;) Raz sprzedałem klientowi cappuccino bez kawy, co ciekawe wrócił następnego dnia i kupił kolejne. Pewność siebie zawsze mi sprzyjała, choć początki jak zostawałem sam za barem nie były komfortowe. To naprawdę mocno stresujące. Zrobić kawę mrożoną która nie jest zimna? Mnie sie udało ;) Ta Pani akurat już nie wróciła..

J.G.: Ile filiżanek kawy wypijasz w ciągu dnia?

M.H.: Obecnie jedną, max dwie - sojowe latte ;)

J.G.: Czy patrząc na Twój biznes z perspektywy czasu zrobiłbyś coś inaczej?

M.H.: Tak, kilka rzeczy zrobiłbym inaczej.

J.G.: A skąd pomysł na książkę?

M.H.: Zawsze lubiłem pisać, nauczycielki mówiły, że mogę lać wodę godzinami, lubię czytać, dużo czytam, z pewnością moja rodzina podnosi średnią kraju i trochę z szaleństwa, trochę ze znalezienia niszy na rynku wydawniczym o tej tematyce. Moje imię i nazwisko również zobowiązuje, by coś napisać - Michał Heller - jest kilku znanych autorów o tych inicjałach ;)

J.G.: Była już kawa, jest książka. Czym jeszcze zaskoczysz?

M.H.: Z pewnością to nie będzie moja ostatnia książka, a w szczególności nie ostatni biznes. Duża siec kawiarni gdzieś ciągle mi sie marzy.

J.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

M.H.: Dziękuję.




poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozmowy z autorem: Paweł Jackowski

Paweł Jackowski – absolwent Copenhagen Business School, zamieszkały w Kopenhadze.
Kierownik projektów, przedsiębiorca, muzyk, autor. Od lat mieszka w Danii, gdzie może obserwować życie Polaków, którzy są na emigracji.
W swojej książce "Pokolenie bez granic" obala mity wizerunku Polaków na emigracji.
(źródło: rozpisani.pl)


J.G.: W swojej książce rozpatruje Pan kwestię domu. Zatem … czuje się Pan Polakiem?

P.J.: Tak, jednak jest to dziwne poczucie narodowości. Zawsze będę Polakiem, co nie oznacza, że czuję, że muszę mieszkać w Polsce i że nie mogę czuć się dobrze poza granicami kraju. Jestem z Polski, ale czuję też, że po siedmiu latach w Danii poczucie narodowości się trochę rozmywa.

Co Pana skłoniło do wyjazdu z Polski?

Chęć bycia niezależnym i potrzeba poznania innych miejsc. Będąc w liceum planowałem studia w Polsce, chciałem iść na prawo. Jednak po doświadczeniach pracy za granicą w Anglii poczułem, że studiując w Polsce będzie mi brakować międzynarodowego towarzystwa i poczucia, że muszę wypracować sobie wszystko od zera, co nie wiedzieć czemu, strasznie mnie wówczas pociągało.

Jakie były Pana kryteria wyboru kraju migracji?

Bardziej wybierałem uczelnię i kierunek, a nie kraj. Wpływ na moją decyzję na pewno miał fakt, że moja siostra przeniosła się na duńską uczelnię rok wcześniej i to ona zasugerowała, żebym poszukał ciekawego kierunku w Danii. Nie chciałem na pewno jechać na studia do Anglii, bo pomimo wielu ciekawych doświadczeń, nie uważałem Anglii za miejsca, w którym mógłbym się odnaleźć. Nie chciałem przeprowadzać się do kraju, w którym jest tak dużo Polaków. Chciałem zacząć na nowo, nauczyć się nowego języka i nowej kultury, a po pobycie w Anglii miałem wrażenie, że na ulicach słyszę polski równie często jak angielski.

Jakie były Pana pierwsze wrażenia po przyjeździe do Danii?

Czułem, że życie płynie innym tempem, jest w nim więcej harmonii i porządku. Zanim przeprowadziłem się do Kopenhagi, mieszkałem wcześniej tylko w Koszalinie oraz w Oxfordzie. Kopenhaga była inna pod wieloma względami. Duża ilość rowerów, niska i często surowa zabudowa miasta, zupełnie niezrozumiały język… To były pierwsze spostrzeżenia. Jednak swoją pierwszą opinię na temat Danii wyrobiłem sobie po zakończeniu pierwszego roku na studiach. Dania wydawała mi się wówczas krajem spokojnym, otwartym, jednak w jakiś sposób smutnym i chłodnym.

Udało się Panu oswoić Kopenhagę?

Udało mi się dobrze poznać miasto. Będąc studentem miałem okazję chodzić na różne imprezy, wykłady oraz spotkania, więc była to dobra furtka na rozpoczęcie “oswajania” miasta i poznawania nowych miejsc. Dzięki temu, że grałem w wielu zespołach muzycznych, miałem okazję poznać całkiem sporo klubów i ludzi z różnych warstw społecznych - od murarzy i kierowców autobusów, po doktorantów z fizyki i producentów programów telewizyjnych. To mi dało dobre rozeznanie w tym, co miasto ma do zaoferowania mieszkańcom, jak ludzie się bawią, jak pracują i co robią. Po tylu latach, Kopenhaga stała się “moim” miejscem i mam wrażenie, że zdążyliśmy się już dobrze poznać.

Jak wyglądały studia w Danii? Czy może Pan wskazać – na podstawie doświadczeń własnych i relacji znajomych – podstawowe różnice pomiędzy studiami poza granicami w kraju i w Polsce?

Sam nigdy nie studiowałem w Polsce, także bezpośredniego porównania nie mam. Mogę natomiast powiedzieć, że umiejętności, których zdecydowanie brakowało mi na pierwszym roku studiów, to dobra praca w grupie, konstruktywna komunikacja oraz umiejętność dzielenia się i przyjmowania konstruktywnej krytyki. W Danii student ma bardzo dużo wolności. Nie mówię już o fakcie, że przynajmniej na mojej uczelni, można było w ogóle nie chodzić na wykłady i tylko zaliczać egzaminy (nie ma listy obecności jak w Polsce), ale chodzi o wolność wypowiedzi i rozwoju. Wdawanie się w dyskusję z profesorem nie jest niczym niezwykłym. Są egzaminy, gdzie uczeń sam musi wymyślić temat, na który będzie pisać, wiele egzaminów pisemnych można pisać w grupie (w tym pracę licencjacką i magisterską). Dlatego od początku miałem wrażenie, że żeby dobrze wykorzystać czas na uczelni, trzeba być osobą dojrzałą, która potrafi zarządzać czasem, która potrafi się uczyć samodzielnie i nie boi się zadawać pytań.
Inną rzeczą jest to, że na mojej uczelni było sporo studentów z całego świata, także samo życie na uczelni było międzynarodowe, a wykłady oczywiście po angielsku. Z relacji znajomych studiujących w Polsce mam wrażenie, że nie ma takiego samego zjawiska na polskich uczelniach.

Czy w Danii kiedykolwiek czuł się Pan wyobcowany?

Myślę, że ciężko jest nie czuć się wyobcowanym z daleka od rodziny, przyjaciół i możliwości używania własnego języka w szkole lub w pracy. Tak, czułem, i wciąż czasami czuję się w jakiś sposób wyobcowany.

Czy Pana zdaniem możemy mówić o kompleksie Polaka? Czy mamy podstawy, by czuć się gorsi?

Kompleks Polaka istnieje. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do tego, to proszę się zastanowić, jak często witamy się z Polakami, kiedy słyszymy język polski będąc za granicą. Myślę, że ten kompleks wcale nie wynika z tego, że czujemy się gorsi, a raczej z tego, że będąc za granicą w jakiś sposób chcemy pozostać incognito i bardzo krytycznie patrzymy na innych Polaków. Osobiście nie wstydzę się tego, że jestem z Polski, co przez jakiś czas było dla mnie kłopotem. Poczucie niższości chyba kiełkuje w nas od małego - przez nasze polskie narzekanie i malkontenctwo, ciężko poczuć się dumnym z naszego kraju i sami siejemy ziarno negatywnego myślenia we własnych głowach. Przynajmniej mam takie wrażenie. To poczucie niższości przy zderzeniu z rzeczywistością krajów zachodnich narasta i tworzy kompleks Polaka. Bo powodów do tego, żebyśmy mieli czuć się gorsi, nie ma. O tym właśnie piszę w książce i to chciałem pokazać prezentując historie młodego pokolenia Polaków.

Czy po zamieszkaniu w nowym miejscu przyjął Pan obyczaje i styl życia mieszkańców Danii czy raczej pieczołowicie kultywował polskie tradycje?

Raczej w ogóle przestałem pielęgnować jakiekolwiek tradycje. Nigdy nie byłem dobry w pielęgnowaniu tradycji, pamiętaniu o urodzinach, wiedzy o dawnych obyczajach… Także to się nie zmieniło.

Zdarzały się trudne momenty? Chwile, kiedy chciał Pan pakować się i wracać?

Najtrudniejsze było pierwsze pół roku. Wtedy czułem się bardzo samotny, nie miałem jeszcze przyjaciół w Kopenhadze, nie miałem zespołu muzycznego, miałem różne kompleksy i nie czułem się dobrze sam ze sobą. Dopiero pod koniec pierwszego roku na studiach, poczułem wiatr w żaglach. Czułem się pewniejszy siebie. Wiedziałem, że jeszcze wiele przede mną, ale to ja decyduję o mojej przyszłości i o tym czy moje życie będzie ciekawe i pełne przygód, czy też nie.

Co pomagało w pierwszych miesiącach w Danii?

Muzyka, książki, rozmowy z rodziną i przyjaciółmi. Pamiętam, że słuchałem wtedy namiętnie płyty “Pasjans na dwóch” Andrzeja Sikorowskiego i Grzegorza Turnaua, co było dla mnie takim intymnym połączeniem z Polską i powodem do wielu refleksji.

Czy widzi Pan dla siebie jakieś perspektywy, w przypadku powrotu do Polski? A może powrót – którego spodziewałam się czytając zakończenie – już miał miejsce?

Wyprowadziłem się z Danii na początku 2014 roku i zamieszkałem w Warszawie. Wziąłem półroczny urlop z pracy, ponieważ chciałem zobaczyć jak to jest być, mieszkać i pracować w Polsce, a przy okazji chciałem poświęcić się swoim pasjom. Nigdy jako dorosły człowiek nie miałem okazji zasmakować polskiej rzeczywistości i czułem, że będę żałować jeśli nie spróbuję. Pierwszych pięć miesięcy to był najlepszy okres mojego życia - kończyłem pisać książkę, pracowałem nad swoją firmą, podróżowałem, grałem muzykę… Miałem takie życie, o jakim marzyłem. Po pięciu miesiącach zwolniłem się z pracy w Kopenhadze, ponieważ miałem wrażenie, że nie dowiem się jak to jest mieszkać w Polsce, jeżeli nie pójdę do pracy. Pracowałem przez cztery miesiące jako Project Manager w jednej z warszawskich firm, co pozwoliło mi na wyrobienie własnego zdania na temat tego jak się czuję w Polsce i w Warszawie. Jestem nauczony innej kultury pracy i tęskniłem za spokojem jaki oferowała Kopenhaga, także znalazłem nową pracę w Danii. W styczniu tego roku wróciłem do Kopenhagi. Czyli tak, powrót miał już miejsce, jednak widzę wiele perspektyw w Polsce i być może będę częstym gościem w kraju, jeżeli uda mi się zrealizować kilka nowych pomysłów…

Czy uważa się Pan za osobę sukcesu?

Niestety, mam dość wygórowane ambicje i wciąż uczę się cieszyć ze swoich osiągnięć. Nie uważam siebie za człowieka sukcesu. Jeszcze dużo pracy przede mną i może pewnego dnia poczuję, że odniosłem jakiś sukces. Teraz cieszę się z małych rzeczy i z tego, że mam kontrolę nad rozwojem własnej kariery i zainteresowań. Cieszę się, że mogę realizować swoje plany i rozwijać zainteresowania. Jednak do poczucia sukcesu jeszcze daleko.

Spełniony zawodowo mężczyzna pisze książkę o polskiej emigracji – skąd ten pomysł? Czy to swego rodzaju próba przedstawienia „prawdziwej twarzy” emigranta? Obalenia stereotypu słabo znającego język Polaka, który nadaje się wyłącznie do pracy fizycznej?

Spełniony zawodowo… Dużo powiedziane. Wciąż szukam swojego miejsca w świecie zawodowym i chyba właśnie te poszukiwania zmusiły mnie do refleksji nad życiem na emigracji. Przez pierwszych pięć lat czułem się gorszy z racji tego, że jestem z Polski, chociaż w żaden sposób nie jestem gorszy od Duńczyków. Zacząłem się zastanawiać, czy inni Polacy, którzy również zintegrowali się w innych krajach i realizują swoje marzenia, czują na sobie “piętno Polaka na zmywaku”. Dziwnie to brzmi, ale po prostu chciałem pokazać, że Polak to nie tylko robotnik, ale też artysta, naukowiec, menadżer. Miałem poczucie, że zarówno w kraju, jak i za granicą, panuje przeświadczenie o tym, że wyjeżdża się za granicę do pracy fizycznej, żeby sobie dorobić. A przecież jest cała masa ludzi, którzy wyjechali na studia lub do pracy intelektualnej i potrafili zbudować swoje życie za granicą na nowo. O tych ludziach się nie mówi, a myślę, że to właśnie ich historie powinny być inspiracją dla tych, którzy myślą wyjeździe lub o studiach za granicą, albo też chcą realizować swoje marzenia i ambicje w Polsce. Chciałem pokazać, że nie jesteśmy gorsi, że są wśród nas fantastyczni ludzie, którzy nie boją się wyjechać za granicę by realizować swoje marzenia. Część bohaterów książki wróciła do Polski na stałe, by wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenia pracując w Polsce. Chciałem uwiecznić to zjawisko, to pokolenie ludzi bez granic, którzy zmieniają wizerunek Polski za granicą i którzy, mam nadzieję, będą zmieniać Polskę na lepsze.

Pana rozmówcy wydają się być ludźmi, których emigracja niezwykle wzbogaciła, wyposażyła w zestaw wielu umiejętności, stała się przepustką do dalszej kariery. Nie czuł Pan potrzeby przytoczenia wypowiedzi tych, którym się nie udało?

Co to znaczy “nie udało”? Każdy kto spróbował i miał odwagę wyjechać z kraju z jakiegokolwiek powodu nie może mówić, że się “nie udało”. To jest ironiczne, bo nawet kwestie wyjazdu za granicę rozpatrujemy w kategoriach sukcesu i porażki. A przecież tak nie jest. Czy sukces oznacza zmianę obywatelstwa z polskiego na duńskie, angielskie lub francuskie? Czy może ilość lat spędzonych za granicą? Są osoby, które po wyjeździe z Polski chcą wracać i to nie jest powód, żeby mówić, że coś im się “nie udało”. Jest bardzo fajny przykład w książce, gdzie jeden z bohaterów opowiada o swoim przyjacielu, który również mieszkał w Danii, jednak od razu po studiach chciał wracać. To, że wrócił, nie jest przecież porażką, to powód do radości, zwłaszcza, że ten człowiek ma teraz własną, bardzo dobrze prosperującą firmę.
Nie chciałem jednak, żeby w książce były opinie tych, którzy pomieszkali za granicą pół roku lub rok i wrócili do kraju. Unikałem osób, które pomieszkiwały za granicą, bo wyjechały na wymianę studencką. Wymiana na uczelni jest dość odległa od doświadczeń bohaterów książki. Kto nie wierzy, niech przeczyta.

Jak książkę przyjęło Pana środowisko w Danii? A w Polsce?

Zanim książka wyszła w druku, opublikowałem ją za darmo jako e-book, którego pobrało około 1500 osób. W ciągu ostatniego roku dostałem sporo wiadomości od ludzi, którzy przeczytali książkę i identyfikowali się z bohaterami i problemami, które są w niej opisane. Dwa fragmenty listów można przeczytać na tylnej okładce książki. Także odbiór wśród Polaków na emigracji był głównie pozytywny. Książka w wersji drukowanej została opublikowana tylko w Polsce i nie wiem czy nie jest jeszcze za wcześnie, by oceniać jej odbiór. Widziałem w internecie kilka pozytywnych recenzji, miałem okazję porozmawiać o książce na antenie radia RDC, teraz mam przyjemność rozmawiać z Tobą, także póki co, spotkałem się z pozytywnym odbiorem. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza książka, a nakład na promocję i marketing jest bardzo mały, uważam, że spotkałem się z dużym zainteresowaniem.

Czy możemy spodziewać się kolejnej książki, na przykład poświęconej Danii?

Wydaje mi się, że ten temat został już wyczerpany w “Pokoleniu bez granic”. Mam pomysły na następną książkę, jednak nie wiem, czy będzie ona dotyczyć życia na emigracji, czy też czegoś zupełnie innego. Na razie jestem ciekaw jak “Pokolenie bez granic” będzie odebrane przez czytelników i czy będzie to książka, po którą sięgnie wielu Polaków.

Bardzo dziękuję za rozmowę.