poniedziałek, 13 czerwca 2022

Joanna Pawłusiów "Skrzydła i kości"

Tytuł: Skrzydła i kości
Autor: Joanna Pawłusiów
Wydawnictwo: Kobiece


Mimo coraz lepszej kondycji polskiej wsi, która podnosi się z kolan między innymi dzięki funduszom unijnym, wciąż jeszcze widoczny jest podział na Polskę A i B. Ta druga część, obejmująca regiony uboższe, nie tylko przynosi dużo niższy dochód, ale i zupełnie inaczej wygląda. Zdarzają się tu wsie i miasteczka rodem ze starych filmów, w których królują drewniane chałupy albo karykaturalne domy stawiane latami ze zdobycznych materiałów. Część takich domów stoi pusta, bowiem kto tylko ma szansę wyjechać do miasta, opuszcza wieść już na zawsze. Wśród młodych ludzi mało kto decyduje się pozostać na wsi, szczególnie, jeśli gospodarka jest na tyle mała, że zyski z niej nie są w stanie wyżywić rodziny. Takie wsie z każdym rokiem podupadają bardziej, coraz mniej się w nich dzieje i tak naprawdę stają się pułapką dla tych, którzy w porę nie wyjechali.

Do wymierających wsi, na których nie ma żadnych perspektyw na przyszłość, żadnych udogodnień, żadnych rozrywek, nikt przy zdrowych zmysłach się nie przeprowadza. A jeśli już to zrobi, to musi mieć ważny powód i to nawet mimo ostatnio panującej mody na spektakularne wyprowadzki do domów pośrodku niczego, by odpocząć od zgiełku miasta i/lub korporacji. Jednak powód, dla którego Bocheńscy przeprowadzili się do Malumic był inny, choć owiany tajemnicą. Tak naprawdę zostali do tego zmuszeni, była to forma ucieczki po tym, co zrobiła ich córka Kinga. Kupili zatem stary, rozpadający się dom, łudząc się, że w nowym miejscu będzie inaczej. Jednak wrogości pomiędzy członkami rodziny, szczególnie widocznej pomiędzy Kingą, a drugą żoną ojca, Elką, nie da się zatuszować nowym miejscem pobytu czy nowym domem. Szczególnie, że Elka skoncentrowana na własnym dziecku, czteroletniej Marysi nie ma siły, ale też i nie chce dziewczyny wychowywać.

Sami sąsiedzi również nieufnie podchodzą do Bocheńskich wyczuwając, że za ich przyjazdem stoi jakaś tajemnica. Tym bardziej, że Janusz Bocheński zatrudnił się w składzie budowlanym jako zwykły pracownik mimo iż wcześniej sam prowadził działalność gospodarczą. To budzi niezdrową ciekawość, ale rodzina nie integruje się z lokalną społecznością, trzymając się na dystans. Największą ciekawość budzi jednak sama Kinga, piękna w wyjątkowy sposób, emanująca wewnętrzną siłą. Przyciąga uwagę zarówno rówieśniczek, stając się obiektem ich zazdrości, jak i okolicznych chłopaków. Kiedy jeden z nich, z którym Kinga spędziła czas na rocznicowym festynie zostaje znaleziony martwy w lesie, podejrzenie pada na dziewczynę. Ta jednak zapada się pod ziemię…

Co tak naprawdę stało się w noc po festynie? Czy Kinga rzeczywiście ma coś wspólnego ze śmiercią chłopaka? Czy zabiła go w obronie własnej? A jeśli tak, to gdzie teraz jest? Te pytania towarzyszyć nam będą w trakcie lektury powieści kryminalnej pt. „Skrzydła i kości”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego książka Joanny Pawłusiów osacza nas dwoją duszną atmosferą, a jednocześnie przyciąga kryminalną zagadką. I mimo iż wolne tempo akcji nie każdemu będzie odpowiadało, to książka ujmie nie tylko miłośników gatunku, ale wszystkich, którzy cenią sobie dobrze nakreślone tło i warstwę społeczną wydarzeń.

Tu obserwujemy Malumice z całą swoją zaściankową małością, z całkowitym brakiem aspiracji, lub przeciwnie – ze zbyt wygórowanymi celami. Małe dramaty i jeszcze mniejsze radości składające się na codzienność mieszkańców tak naprawdę smucą nas, kiedy widzimy, jak bardzo ubogie jest życie tych mieszkańców. I nie dziwimy się tęsknocie młodych, pragnących stąd uciec – inaczej, jak ich rodzice, będą skazani na to, by tu umrzeć. I nawet kiedy zagadka robi się dość przewidywalna w swym rozwiązaniu, to losy mieszkańców miasteczka wciągają nas na tyle, że już nawet nie zwracamy na to uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz