czwartek, 23 sierpnia 2012

Meg Donohue "Przepis życia"

Tytuł: Przepis życia
Autor: Meg Donohue
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Niekiedy krzywdy doznane w dzieciństwie determinują naszą przyszłość, wbijając się niczym cierń w serce i odbierając radość z osiągnięć czy dnia codziennego. To mogą być bolesne słowa, ostra krytyka, świadectwo pogardy czy bezpodstawne oskarżenia, które zmieniają życie w piekło i już na zawsze kładą się cieniem na latach młodości.
Niekiedy potrafimy się odciąć od przeszłości, wybaczyć, a niekiedy świadomie unikamy konfrontacji bowiem oznacza ona konieczność przejęcia kontroli nad własnym losem. Czy właśnie tak było w przypadku Annie Quintana, jednej z bohaterek pachnącej babeczkami powieści „Przepis życia” Meg Donohue? Autorka stworzyła opowieść o dwóch kobietach pochodzących z różnych sfer społecznych, a jednak przeżywających te same rozterki oraz borykających się ze swoją samotnością i choć historia nie porywa, nie wzbudza także większych emocji, to może stać się towarzyszką letniego wypoczynku bądź sposobem na jesienną chandrę.
Annie oraz jej przyjaciółkę z dzieciństwa, Julię St. Clair, poznajemy, kiedy obie zbliżają się już do 30., zaś ich drogi dawno się rozeszły. Panna Quintana, córka gospodyni domowej zatrudnionej u rodziny Julii w szykownej rezydencji w San Francisco, ukończyła szkołę kucharską i obecnie jest szefową i głównym piekarzem w małej kawiarni w latynoskiej dzielnicy Mission. Aby przeżyć z głodowej pensji dorywczo trudni się wyprowadzaniem psów, choć tak naprawdę jej marzeniem jest posiadanie własnej cukierni. Zupełnie inaczej potoczyło się życie Julii, która po skończeniu studiów na uniwersytecie Columbia rozpoczęła pracę w jednej z najlepszych firm venture capital w Nowym Jorku, obecnie jest zaś wiceprezesem. Ten obrazek idealnego życia ambitnej i pięknej dziedziczki dopełnia jeszcze książę z bajki w osobie Wesleya Trehornema, rzutkiego biznesmena z branży IT. Tyle tylko, że nawet w bajkach zdarzają się tragedie, choć o swojej Julia nie może powiedzieć nikomu. Ta tajemnica oddala ją od narzeczonego, zaś jedynym wyjściem wydaje się rzucenie się w wir przygotowań do ślubu. Rezygnuje z pracy i powraca do rodzinnego miasta, choć pustka w jej sercu towarzyszy jej i tutaj.
Być może spotkanie po latach z przyjaciółką pomogłoby jej pozbyć się skorupy perfekcjonistki i otworzyć się przed drugą osobą. Annie jest jednak nie tylko zaskoczona jej obecnością, ale i wrogo nastawiona, bowiem wraz z pojawieniem się Julii wracają wspomnienia wyrządzonych krzywd, poczucia niższości, ohydnych plotek, które zniszczyły jej reputacje, śmierci matki z którą nie zdążyła się pogodzić, a także Jake`a Logana – pierwszej miłości, chłopaka, którego Julia odbiła jej dla kaprysu.
Czy dawne przyjaciółki mają szansę, by naprawić zerwane więzi? Czy Julia zrozumie, jak wielką krzywdę wyrządziła Annie, zaś ta, czy zdoła jej wybaczyć?  Czy wspólny biznes, wymarzona cukiernia Pychotka ma szansę na sukces i komu zależy, aby interes zakończył się fiaskiem? Lektura nasuwa nam mnóstwo pytań, zaś pojawiający się watek sensacyjny w zadziwiający sposób nie tylko nie psuje, ale wręcz dodaje książce pikanterii i odrobiny kolorytu. Mimo tych wszystkich zapachów unoszących się z kart powieści, ciężko jest wczuć się w jej klimat, a nawet wykorzystanie dwóch narratorek – Annie i Julii nie pomogło w wydobyciu głębi fabuły. Akcja toczy się jakby na powierzchni prawdziwego życia, nie sięgając do korzeni, nie konfrontując praktycznie wspomnień i żalów Annie z wersją Julii i nie pozwalając uwierzyć, że historia mogła mieć miejsce. Odnoszę wrażenie, że „Przepis życia” jest niczym jedna z pięknych babeczek Annie z tą tylko różnica, że wspaniale wygląda wyłącznie na zewnątrz (okładka rzeczywiście przyciąga wzrok). W środku zaś spotykamy zwyczajną masę – nie najgorszą, ale daleko nam do zachwytów. Po prostu zwyczajna książka na zwyczajny dzień.
Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza