niedziela, 10 listopada 2019

Max Brallier "Ostatnie dzieciaki na Ziemi. I coś kosmicznego"

Tytuł: Ostatnie dzieciaki na Ziemi. I coś kosmicznego"
Autor: Max Brallier 
Wydawnictwo: Jaguar 


Patrząc na rynek wydawniczy i pozycje adresowane do dorosłych czytelników mogłoby się wydawać, że szczególnie lubimy straszyć się końcem świata – mamy zatem wielkie fale zalewające ziemię, mamy trzęsienia ziemi zmieniające układ kontynentów czy zmiany klimatyczne powodujące masowe śmierci z powodu suszy. Mamy też wybuchy elektrowni, napromieniowania przemieniające ludzkość w potwory, mamy wreszcie ataki z kosmosu i najazdy wampirów / zombie. Wszystko to zmienia porządek rzeczy i oznacza koniec świata jaki znamy. 

Dlaczego by zatem nie stworzyć opisu Apokalipsy dla dzieci? Okazuje się, że na pomysł ten wpadł Max Brallier, tworząc niezwykle wciągająca powieść dla młodego czytelnika pt. „Ostatnie dzieciaki na Ziemi. I coś kosmicznego”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Jaguar książka, będąca czwartym tomem apokaliptycznej serii, to nie tylko spora dawka emocji związanej ze zgłębianiem lektury, ale również ilustracje rodem z komiksu autorstwa Douglasa Wolgate. Mimo iż zapewne nie każde dziecko poczuje dreszczyk emocji na wieść o inwazji potworów, nie każde też przekona się do stylistyki, w jakiej utrzymane są rysunki, to jednak pasjonaci przygód, miłośnicy fantastycznych historii i kosmicznych wrażeń, zdecydowanie powinni po książkę sięgnąć. Podobnie zresztą, jak ich rodzice (szczególnie dorastający na komiksowej strawie). 

Co mogą robić (prawdopodobnie) ostatnie dzieciaki na ziemi? Starać się przeżyć po Apokalipsie potworów, która miała miejsce kilka miesięcy temu. Wówczas nad Ziemią otworzyły się międzywymiarowe wrota, przez które przeszły do naszej rzeczywistości wszelkiego rodzaju potwory, zarówno te Dobre, Jak i te Złe. Pojawiła się też plaga zombiaków, która zmieniła większość ludzi w żywe trupy. Przeżycie w takiej sytuacji wymaga niezwykłego sprytu, trzymania sztamy z Dobrymi, mieszkającymi na Placu Miejskim w Wakefield oraz unikania Złych, a szczególnie ich przywódcy, Reżżócha Odwiecznego, Niszczyciela Światów. Ten – na szczęście – mimo starań i dzięki Dzieciakom, które zdołały zniweczyć jego niecne plany, pozostaje w innym wymiarze. 

Oczywiście, w czwartym tomie nie może być sielanki, wszak potwory nie próżnują. Szczególnie, że ci, którzy przeżyli, mogliby się zjednoczyć, tworząc mocną grupę. Bo, choć wydawało się to nierealne, to Jack Sullivan i jego przyjaciele: Quint Baker, June Del Toro i Dirk Savage, odnajdują radio dzięki któremu dowiadują się, że w Nowym Jorku przetrwała grupa ludzi, którzy schronili się z Statule Wolności. Niestety burza śnieżna uniemożliwia bohaterom szybkie dotarcie do ocalonych, muszą zatem skorzystać z nowego wynalazku i … polecieć tam, korzystając z wyrzutni sanek. 

Oczywiście nie byłaby to ekscytująca i pełna przygód powieść, gdyby młodym bohaterom udało się tego dokonać. Tymczasem trafiają na wielkiego Złego Potwora o imieniu Meathook, sterowanego przez równie Złą Kobietę, na dodatek mówiącą w języku Reżżócha. Pech chce, że udaje jej się zdobyć uniwersalną broń Jacka, Tasak Louisvilski – czyli rozłupany kij baseballowy. Kradzież broni to dopiero początek końca, ale i część przebiegłego planu… Czy i tym razem Jack i jego ekipa będą w stanie udaremnić plan zawładnięcia światem? Czy powstrzymają Evie przed przywołaniem Ghazta, upiornego generała zombiaków? Przekonamy się o tym dzięki lekturze książki „Ostatnie dzieciaki na Ziemi. I coś kosmicznego”. Wartka akcja i emocjonujące wydarzenia, pełne niebezpieczeństw wyzwania, które dzieciaki będą musiały podjąć sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. I choć jest to lektura wyłącznie dla odważnych latorośli, to warto wystawić ich na próbę. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy mieć do czynienia z Apokalipsą, a także czy i młodzi czytelnicy książki nie zostaną pewnego dnia ostatnimi dzieciakami na Ziemi… 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza