czwartek, 12 marca 2020

Z wizytą w Świerklańcu

Wiosenna pogoda, a także Dzień Mężczyzny, to doskonałe okazje, by uczcić je w wyjątkowy sposób – na przykład wizytą w jednym z najpiękniejszych parków w okolicy. Choć nie sposób zauważyć, że park lata świetności ma dawno za sobą, ja jednak za każdym razem kiedy jestem w Świerklańcu, wyobrażam sobie, jak pięknie musiało tu być w czasach Donnersmarcków. Wówczas znacznie traci zła kondycja drzew, opuszczony teren dawnych oranżerii, wybetonowane alejki czy niemal niewidoczny już stary zamek. Jedynie ze zniknięciem Małego Wersalu trudno mi się pogodzić i z każdą wizytą w Świerklańcu, odczuwam coraz większy żal z tego powodu.

Świerklaniec jest niewielką miejscowością, położoną w powiecie tarnogórskim, w dolinie rzeki Brynicy. Miejscowość zyskała na znaczeniu za czasów rządów wspomnianych Donnersmarcków – ziemie zostały przekazane rodzinie Henckel von Donnersmarck w roku 1629, a wcześniej należały do Brandenburskiego z dynastii Hohenzollernów, a następnie (po wojnie trzydziestoletniej) do  Habsburgów. Rodzina Donnersmarck panowała w Świerklańcu do 1945 roku, rozbudowując i modernizując majątek. 

To właśnie oni dokonali przebudowy średniowiecznego zamku w Świerklańcu, przekształcając ją w rezydencję renesansową. Około 1876 roku zakończono budowę pałacu tzw. „Małego Wersalu”, będącego założeniem pałacowo - parkowym. Niestety zarówno zamek jak i „Mały Wersal” zostały wyburzone w latach 60 i 70 naszego stulecia.

Ów Mały Wersal, po którym dziś zostały jedynie stare ryciny, powstał na zlecenie Guido Henckel von Donnersmarcka, który spełnił ty samym marzenie swojej pierwszej żony, markizy Blanki de Paiva. Projekt pałacu opracował Hector Lefuel, nadworny architekt francuskiego cesarza Napoleona III, który realizował m.in. wielkie zlecenie połączenia pałacu Tuileries i Luwru w Paryżu. Dla Hencklów w Świerklańcu opracowali też m.in. Emmanuel Fremiet (autor rzeźb na tarasie), firma Christofle oraz Charles Rissignneux (urządzał m.in. pałac wicekróla Egiptu). W Małym Wersalu było około 100 pomieszczeń. Jako ciekawostkę należy potraktowac fakt, iż jedna z bram prowadzących do pałacu, znajduje się teraz w Chorzowie i jest bramą prowadzącą ... do ZOO.

Rysunek nieistniejącego już Małego Wersalu
W pałacowych ogrodach pyszniły się cztery rzeźby walczących zwierząt (jelenia z niedźwiedziem, zebry z lwicą, strusia z wężem oraz marabuta i pelikana z rybą) Emmanuela Fremieta, które stanowiły jedność kompozycyjną z Małym Wersalem. Umieszczono je na obrzeżach tarasu – są tam do dziś, zachwycając swoim pięknem. Podobnie zresztą, jak fontanna „Trzy Gracje”, również zachowana do czasów obecnych, przedstawiająca trzy kobiety podtrzymujące astrolabium. W dolnej części fontanny znajdują się wyrzeźbione elementy roślinne oraz figurki smoków. Dziś nie wiadomo, czy Fremiet był autorem figur kobiet. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul
Przy Małym Wersalu istniało znacznie więcej rzeźb, ale zaginęły. Udało się ocalić rzeźby z brązu bawiących się dzieci autorstwa Teodora Kalide, które ponoć znajdują się w Pałacu Kawalera. Niestety nie udało mi się ich zobaczyć. 

Wspomniany Dom Kawalerów, został zbudowany w latach 1903-1906 według projektu niemieckiego architekta Ernesta von Ihne, w celu podejmowania znamienitych gości. Choć tak naprawdę główną przyczyną jego powstania były częste wizyty cesarza Niemiec, Wilhelma II, który przyjeżdżał do Świerklańca na polowania. Na elewacji budynku umieszczono wykutą w piaskowcu datę „MDCCCCIII” (1903) związaną właśnie z jego budową. Wnętrza budynku były urządzone z przepychem – znalazły się tam cenne meble, obrazy, rzeźby, amerykańskie wanny royal, podłogi z dębowego parkietu, posadzki z marmuru. Doskonale działało nawet centralne ogrzewanie. 

Na frontonie pałacu znajduje się płaskorzeźna kartusza herbowego. Kompozycję herbu z rogami obfitości, palmetami i koroną książęcą przeplata wstęga z widocznym mottem rodziny Donnersmarcków „Memento vivere”(Pamiętaj o życiu), które zachęcać miało odwiedzających pałac  gości i kawalerów (szczególnie ich) do zabawy.

Klara przed pałacem
Pałac Kawalera
Po zakończeniu II wojny światowej obiekt został odrestaurowany i służył jako ośrodek szkoleniowy dla górnictwa. Obecnie Dom Kawalerów nazywany jest Pałacem Kawalera. Do końca marca 2015 roku mieściły się w nim trzygwiazdkowy hotel, restauracja i kawiarnia. Udało misie wejść do holu, by zachwycić się schodami …

zwięńczenie sufitu
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Jako ciekawostkę należy powiedzieć, że tuż obok Pałacu kawalera znajdziemy obelisk, który niegdyś znajdował się w północnej części parku. Postawiono go dla upamiętnienia pobytu i ustrzelenia przez Cesarza Wilhelma II, 50-tysięcznej zwierzyny łownej. 

fot. J.Gul
W parku nie ma zbyt wielu atrakcji dla dzieci (jedynie tor przeszkód), niestety zniknęło funkcjonujące jeszcze kilka lat wcześniej mini zoo, dlatego warto nastawić się albo na spacer w wózku, albo - w przypadku starszych dzieci - na rowerek. Za to dorośli mogą sporo zobaczyć, za kazdym razem odkrywając park niejako na nowo. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul

My na przykład po raz pierwszy udaliśmy się do części parku, gdzie niegdyś wznosił się stary zamek, wzniesiony prawdopodobnie po 1369 roku, kiedy to wygasła linia piastowskich książąt bytomskich. Dziś niestety pozostały po nim już tylko pojedyncze kamienie i niewielkie fragmenty murów. Zamek był założony na otoczonej fosą wyspie na planie owalnym, z dziedzińcem oraz wieżą. Był przebudowywany przez kolejnych właścicieli. Ród Henckel von Donnersmarck zamieszkał tu na początku XVII w., a Karol Maksymilian dokonał na przełomie lat 70. i 80. tegoż stulecia gruntownej przebudowy siedziby rodu. W 1912 roku doprowadzono nawet do zamku prąd i założono centralne ogrzewanie. Zamek, do którego wjazdy strzegły dwa posągi lwów, w tym czasie był siedzibą administracji dóbr książęcych. Niestety budowla w 1945 roku została spalona, a jej ruiny wysadzono w powietrze na początku lat 60. XX w.

Trudno uwierzyć, że tu stał niegdyś okazały zamek
fot. J.Gul
Zamek jeszcze wcale nie tak dawno...
Na terenie parku mieści się również zabytkowy kościół parkowy, obecnie kościół filialny parafii rzymskokatolickiej Chrystusa Króla w Świerklańcu. Kaplicę wybudował Otto Raschdorff w latach 1895-1896, według projektu swojego ojca Juliusa. Inspiracją do jego projektu była ponoć niewielka świątynia wybudowana przy pałacu Monbijou w Berlinie dla cesarzowej Wiktorii. Kościół znajduje się dość daleko od miejsca, gdzie zlokalizowany był Mały Wersal,blisko drogi, tak aby uczestnicy nabożeństw nie naruszali prywatności właściciela zamku - kościół byl bowiem również dostępny dla wiernych wyznania ewangelickiego.

fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul

fot. J.Gul
Po stronie północnej, do kościoła przylega wybudowane w latach 1903–1905 mauzoleum na planie krzyża greckiego. Zostało ono połączone z budynkiem świątyni otwartym krużgankiem na rzucie litery L. Niestety, sam kościół otwierany jest tylko w nedzielę na czas jednego nabożeństwa i w dni świąteczne, nigdy zatem nie udało mi się zobaczyć go w środku, podobnie zresztą jak mauzoleum. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul
Samo mauzoleum jest dwupoziomowe: w części górnej mieściły się sarkofagi, w części dolnej, dziewiętnaście komór grobowych. Zostali tu pochowani książę Guido Henckel von Donnersmarck i jego druga żona Katerina von Slegzow vel Slepcow (jako prawosławna została pochowana w ziemi, a nie w komorze grobowej). Niestety mauzoleum zostało splądrowane po 1945 roku, a z wyposażenia zachowała się jedynie płaskorzeźba „Złożenie do grobu”. Pierwotnie wszystkie okna wypełniały witraże. Dach książęcej nekropolii kryty był niegdyś miedzianą blachą, zaś w jego zwieńczeniu została umieszczona miedziana figura Anioła Pokoju.

Po takim spacerze postanowiliśmy koniecznie wstąpić na kawę do kawiarni mieszczącej się w Domu Kawalera. Jak się okazało, jest ona czynna tylko w weekendy. Dobrze się jednak stało, bowiem korzystając z rady mieszkańca miasta, skierowaliśmy się do położonego niemal tuż za bramą (a koło ruin starego zamku) budynku, mieszczacego restaulację Villa Park. Mimo dość ... hmmm...eklektycznego wnętrza (by nie powiedzieć chaotycznego) byliśmy mile zaskoczeni. Całkiem niezła biała kawa była jednak niczym w obliczu talerza pełnego swojskich pierogów z mięsem , które - jak sam P. określił, były najlepsze, jakie jadł. Gorące, aromatyczne,ze wspaniałym farszem i eleganckim przybraniem kosztowały 19 zł. Jedyny minus - to prcja dla łakomego mężczyzny:-)

fot. J.Gul

fot. J.Gul


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz