środa, 20 września 2017

Heather Ellis "Ubuntu"

Tytuł: Ubuntu
Autor: Heather Ellis
Wydawnictwo: Kobiece


Co robi człowiek, który ma dosyć szarej rzeczywistości, powtarzalnych czynności i problemów dnia codziennego? Niektórzy porzucają swoich partnerów, w zmianie żony czy męża upatrując szansy na pełniejsze życie. Niektórzy zmieniają zawód czy miejsce zamieszkania, a niektórzy … porzucają wszystko i wyruszają w samotną wędrówkę. Rzadko jednak ta wędrówka odbywa się … po afrykańskich drogach, a już z pewnością wyrusza w nią niewiele kobiet.

Jest jednak pewna mieszkanka portowego Townswille w stanie Queensland, która postanowiła pozostawić za sobą bliskich, pracę oraz stabilizację i wyruszyć przez Afrykę na swoim motocyklu TT600, pieszczotliwie zwanym TT. O tym, jak wygląda samotna podróż, jakie pokusy i niebezpieczeństwa czekają na samotną kobietę przemierzającą dzikie rejony, pisze Heather Ellis. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego książka „Ubuntu”, jest oparta na jej osobistych doświadczeniach, jest zapisem poszukiwania sensu życia i jedności z ziemią, z ludźmi, z samym sobą. To pozycja adresowana do wszystkich tych, dla których życie stało się klatką, którzy marzą o tym, żeby coś w nim zmienić, żeby przeżyć przygodę, by zapełnić głowę obrazami i smakami. To również książka dla tych, którzy już dziś są gotowi powtórzyć wyczyn Ellis, spędzając ponad rok w podróży i przemierzyć dziewiętnaście krajów i ponad czterdzieści tysięcy kilometrów, kierując się wskazówkami lub przestrogami autorki. 

Dorastająca w południowej Australii Heather czuła się doskonale w otoczeniu dzikiej przyrody. Wyrwana z surowego ale przepełnionego wolnością życia na farmie owiec i przeniesiona do miasta dziewczyna, nigdy nie przestała tęsknić za przestrzenią. Tak zrodziła się trwająca wiele lat fascynacja Afryką, choć ograniczała się ona do pochłaniania książek na temat tego kontynentu. Tak przynajmniej było do chwili, kiedy w wieku dwudziestu ośmiu lat, Ellis podjęła decyzję, że wyrusza motocyklem przez Afrykę. Kilka miesięcy później, niemal zupełnie nieprzygotowana, wraz ze swoim TT600, zwanym pieszczotliwie TT, a także z dość mocno nietrafionym towarzyszem podróży, udaje się do portu w Durbanie, który stanowi symboliczną bramę do życia, jakie chciała prowadzić, do jej Afryki. 

Wyzwanie, które podjęła Heather Ellis można nazwać szaleństwem gdyby nie fakt, że tak właśnie określano marzenia wszystkich wielkich ludzi, którzy podążali przed siebie pchani pewną ideą. Opuszczając rodzinny dom wiedziała tylko, że wyprawa może potrwać około dwóch lat, a także, że dysponuje niewielką ilością pieniędzy. Nie miała natomiast pojęcia, jak dotrze do domu, choć przewidywała, że konieczny może stać się przystanek w Londynie, gdzie miała zarobić pieniądze na kolejny etap podróży. Symboliczną, była jej przeprawa przez Ocean Indyjski, kiedy to wypowiedziała słowa: „Zrobiłam pierwszy kroki teraz poruszałam się naprzód, napędzana tajemniczą siłą, której nic nie może powstrzymać”, choć nie sądziła wówczas, jak bardzo staną się one prorocze – pomimo przeciwności losu, nic bowiem nie mogło sprawić, że zboczyła ona z drogi i porzuciła swoje zamierzenie. Nic nie mogło jej zatrzymać, nawet ryzykowna przeprawa przez kraj w czasie, kiedy Chris Hani, przywódca Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, został zastrzelony podczas zamieszek, a jego zwolennicy mordowali wszystkich białych. 

Dzięki autorce poznajemy pełen kontrastów Kapsztad, doświadczamy agresji tłumu, kiedy podczas wypadku motocyklowego potrąca mężczyznę, bierzemy udział w bezkrwawym safari, zachwycamy się świegotem ptaków nad jeziorem Naivasha, poznajemy również, czym jest podczas wędrówki choroba. Przeżywamy także napaść uzbrojonych bandytów, choć nawet ona nie skłania Heather do zawrócenia z drogi. To tylko nieliczne z przygód i miejsc opisanych w książce, dzięki której – nawet siedząc w fotelu – doświadczamy niezwykłych emocji i nabieramy apetytu na podróże. Heather Ellis podczas swojej podróży spotkała się zarówno z szacunkiem, jak i z brakiem zrozumienia, ale nigdy nie traciła wiary w swoje marzenie. Książka „Ubuntu” jest podsumowaniem tej niezwykłej drogi, w którą wyruszyła, zaś dzięki plastycznemu językowi i my podróżujemy wraz z nią. I choć jedyne, czego brak mi w książce, to zdjęcia, nie zmienia to jednak faktu, iż po tak niezwykłą lekturę sięgnąć warto. Chociażby po to, by przekonać się, że nie wystarczy tylko marzyć – trzeba działać. Nawet, jeśli oznaczałoby to zakup motocykla i samotną wyprawę przez Afrykę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza