niedziela, 17 marca 2019

Co zobaczyć w Rzymie - pięć propozycji

Rzym jest w planach niemal każdego turysty, zainteresowanego historią Europy. Znajdzie tu on najcenniejsze zabytki każdej epoki. Nie sposób dokładnie poznać miasta podczas jednorazowego pobytu, śmiało można stwierdzić, że nawet rok intensywnej eksploracji, mógłby okazać się niewystarczający. Każda uliczka, każdy fragment muru kryje bowiem w sobie wielowiekową historie, a połączeniu z licznymi spektaklami, wernisażami, wydarzeniami, nowymi punktami na kawiarnianej mapie, daje niezwykły obraz miasta, w którym to, co dla ducha, łączy się z tym, co dla ciała. Wybrałam zatem pięć zabytków, które zobaczyć trzeba (czy warto, to sprawa dyskusyjna, bo Schodami Hiszpańskimi byłam mocno rozczarowana) i spokojnie wystarczy Wam na to jeden czy dwa dni pobytu. 

fot. J.Gul

Ołtarz Ojczyzny 


Najwygodniej jest zacząć zwiedzanie od Piazza Venezia (plac Wenecki), będącego jednym z symboli miasta. Jego nazwa pochodzi od znajdującego się tu Palazzo Venezia (pałac Wenecki), pierwszego wielkiego pałacu renesansowego w Rzymie. Od II połowy XVI wieku stanowił on siedzibę ambasady Republiki Weneckiej przy Stolicy Apostolskiej, a w XX wieku, oficjalną siedzibę Mussoliniego. Z małego balkonu nad środkowymi drzwiami fasady, Duce wygłaszał płomienne przemowy do rzymian zgromadzonych na placu. 

fot. J.Gul

W tych okolicach nie można się zgubić – Vittoriano (zwany też Altare della Patria, Ołtarzem Ojczyzny), połyskliwie biały pomnik Wiktora Emanuela, widać prawie zewsząd. Przez niektórych pogardliwie nazywany „Sztuczną Szczęką” albo „Tortem” jest jedną z najbardziej charakterystycznych budowli Rzymu. Zbudowano go w latach 1885 – 1911 dla uczczenia zjednoczenia kraju i poświęcono pierwszemu monarsze zjednoczonych Włoch. W środku znajduje się Altare della Patria (Ołtarz Ojczyzny), Grób Nieznanego Żołnierza z I wojny światowej, a poza tym kompleks muzealny (wejście płatne 5 euro) czy księgarnia. Można również wjechać windą na punkt widokowy (wjazd płatny 10 euro).

fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Pierwotny projekt zakładał zbudowanie monumentu na terenie nowej zabudowy miasta, w okolicy dzisiejszego Piazza della Repubblica, niestety ostatecznie wybrano obecną lokalizację, niszcząc przy okazji sporą, średniowieczną część miasta. Architektoniczną koncepcję pomnika przygotował Giuseppe Sacconi, a nawiązywała ona do greckich sanktuariów. Wszystkie zdobienia i figury składające się na monument są gigantyczne – sama statua na koniu jest sześciokrotnie większa od naturalnych rozmiarów. Monumentalność dzieła miała przysłonić klerykalny charakter miasta, którego symbolem był stojący obok kościół San Luca e Santa Martina.


Piazza di Spagna 


Najdroższe i najelegantsze sklepy mieszczą się w okolicach Piazza di Spagna, gdzie swoje kroki kierowali zarówno podróżni, jak i arystokraci w czasie swoich wypraw, a także wielcy artyści, jak Byron, Wagner czy Liszt, a także Mickiewicz, Słowacki czy Siemiradzki. 

Do dziś przybywają tu artyści światowej sławy oraz bogacze, by zrobić zakupy w ekskluzywnych butikach na Via dei Condotti i na sąsiednich uliczkach, a mniej zamożni – by przejść się Scalinata della Trinità dei Monti (czyli po Schodach Hiszpańskich), których nazwa pochodzi od pobliskiej rezydencji ambasadora Hiszpanii przy Stolicy Apostolskiej. To najpopularniejsze miejsce spotkań zarówno turystów, jak i rzymian, a także scenografia pokazów mody wielkich projektantów. Przyznam, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłam schody –  wieczorem – byłam bardzo rozczarowana. Lekkie oświetlenie stopni i tonąc w mroku plac sprawiały ponure nie zaś romantyczne wrażenie. Inaczej było za dnia, choć tłumy turystów, bez skrępowania palących na schodach, również nie przekonały mnie do tego, by wczuć się w klimat. 

fot. J.Gul

Schody, zrealizowane przez Francesca de Sanctis w latach 1723 do 1726 z woli Innocentego XIII tworzą niezwykłą – w stosunku do otaczających je budowli scenerię, choć akurat do takich zaskoczeń należy w Rzymie przywyknąć. Mówiąc o schodach wspomina się o czterech efektach: schody widoczne są z dalekiej perspektywy; mają trzypoziomowy układ, co jest aluzją do dedykowanego trójcy Świętej kościoła u ich szczytu; są wyposażone w system odwodnieniowy, uniemożliwiający ich zalanie; a także są niezwykłą sceną dla wszelkich pokazów i przedstawień. 

Schody prowadzą do szesnastowiecznego francuskiego kościoła Santa Trinità dei Monti, którego dwie wieże i barokowa fasada (autorstwa Giacomo della Porta) czynią jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Rzymu. Choć wnętrze (w porównaniu do innych kościołów) nie przyciąga zbytnio, to mimo wszystko warto tam wejść – chociażby po to, by choć na chwile zatopić się w ciszy. Wybudowany z woli francuskiego króla Ludwika XII oraz Karola VIII (który ofiarował na ten cel aż 347 złotych skudów) kościół, to jednonawowa świątynia z bocznymi kaplicami zdobionymi freskami uczniów oraz naśladowców Michała Anioła – możemy podziwiać tu najlepsze przykłady malarstwa manierystycznego. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Po prawej: PIETA, autorstwa Wilhelma Theodora Achtermanna

W podnóża barokowych Schodów znajduje się Fontana Della Barcaccia (Fontanna Krypy), w kształcie tonącej łodzi. Jej projekt, przypisywany Pietro Berniniemu (lub jego sławnemu synowi, Gian Lorenzo), jest sprytnym rozwiązaniem problemu niskiego ciśnienia wody w zasilającym tę fontannę, jak równie Fontannę do Trevi, akwedukcie. Ten problem z ciśnieniem jest jednak widoczny, a lekkie strumyczki wody wypływające z fontanny, w dodatku mizernie wieczorem oświetlonej, nie pozwalają w pełni docenić jej piękna. Z formą fontanny związana jest legenda. Otóż papież Urban VIII był pod takim wrażeniem łodzi, która została wyrzucona na mieliznę aż na plac Hiszpański podczas wylewu Tybru, że postanowił upamiętnić ten niezwykły widok. 

Będąc przy Schodach, nie można nieco nie zaszaleć – koniecznie trzeba odwiedzić położoną przy Via dei Condotti Caffè Greco (pisałam o niej TU). W tłumnie odwiedzanej przez Wielkich (m.in. Goethego, Baudelaire`a) kawiarni można zaszaleć, wydając ostatnie pieniądze na najlepszą na świecie kawę podawaną przez kelnerów we frakach.

fot. J.Gul

Fontanna di Trevi 


Idąc Via del Corso w stronę pomnika Wiktora Emmanuela i mijając po prawej Piazza Colonna, zobaczymy drogowskazy prowadzące do Fontanny di Trevi. Ta barokowa, najbardziej ozdobna z rzymskich fontann, jest chyba najbardziej znaną fontanną świata. Pełne przepychu dzieło Nicoli Salviego ma 20 metrów szerokości i 26 metrów wysokości. Dominuje ono nad maleńkim placem i tak naprawdę nie jest zwyczajną ozdobą, ale fasadą starego Palazzo Poli. Fontanna zbudowana była z inicjatywy papieża Klemensa XII (od 1735 do 1776 według projektu Niccolo Salvi) w miejscu poprzedniej, zaprojektowanej przez Leona Battiste Albertiego w 1435 roku. 

fot. J.Gul

W jej centrum znajduje się potężna postać Neptuna płynącego na muszli, którą ciągną dwa skrzydlate hippokamposy (połączenie konia i ryby)prowadzone przez trytony, będące symbolami Kastora i Polluksa. Spięty koń symbolizuje wzburzenie morza, spokojny – ciszę. Cztery pory roku są symbolizowane przez postacie przy balustradzie (zaprojektowane przez Corsiniego, Ludovisiego, Pincellottiego i Queirolego). W niszach znajdujemy alegorie Zdrowia (prawa) i Obfitości (lewa). 

Według legendy imię Trevia należy do dziewicy (łac. virgo), która odkryła wodę u źródeł akweduktu. Stąd fontanna nazywa się di Trevi, a woda do niej płynąca – Acqua Virgo. 

Fontannę możemy zobaczyć m.in. w słynnym filmie Felliniego,”La Dolce Vita”, czyli po polsku „Słodkie życie:, z 1960 roku. Na ekranach widzowie widzieli kąpiel Sylvii (rola aktorki Anity Ekberg) w di Trevi, a scena trafiła do zbioru najsłynniejszych scen kinowych wszech czasów. Na tych, którzy chcieliby powtórzyć filmową scenę czeka jednak surowa kara, bowiem obecnie kąpiel w fontannie jest zakazana. 

fot. J.Gul

Woda w fontannie jest niezwykle czysta, dostarczana wciąż działającym rzymskim akweduktem Agrypy z 19 p.n.e. (dostarcza on też wodę do fontanny Barcaccia przy Schodach Hiszpańskich), z odległości 5 kilometrów. Zwyczajem jest, że turysta musi wrzucić do fontanny monety, koniecznie za siebie, przez ramię – dzięki temu los ma go ponownie pokierować do Rzymu. Ponoć zależy też ile monet się wrzuci – jedna zapewnia powtórną podróż do Rzymu, dwie – romans, zaś trzy – ślub. Ponieważ drobnych ląduje w fontannie bardzo dużo (każdego dnia średnio ok.500 euro), pieniądze są wyławiane przez służby miejskie i przeznaczone na konserwację zabytków oraz utrzymanie najbiedniejszych rzymian. 

Z fontanną związana jest też inna tradycja – żołnierz wyruszający na wojnę powinien wypić z fontanny szklankę wody, podaną mu przez narzeczoną. Rozbita szklanka gwarantować ma nierozerwalność związku.


Panteon 

Centrum historyczne Rzymu to skrawek ziemi na prawym brzegu Tybru, którego najważniejszą budowlą jest Panteon – jedyna antyczna świątynia całkowicie zachowana. Jest ona doskonała pod względem architektonicznym. Elementy konstrukcji nośnej są wkomponowane w bogato zdobione ściany budynku. Świątynia Wszystkich Bogów przetrwała dla potomności jedynie dlatego, że w VII wieku została zamieniona w kościół Santa Maria and Martyres (św.Marii od Męczenników). Pierwotny Panteon, zbudowany w 27 roku p.n.e. przez zięcia i przyjaciela Augusta, Marka Agryppę, spłonął w 80 roku. Cesarz Hadrian odbudował go ok. 125 roku n.e. (ponoć według własnego projektu), ale pozostawił nazwiska poprzednika na fryzie nad portykiem, wspartym 16 potężnymi kolumnami z różowo żyłkowanego granitu. Brązowe dźwigary, kiedyś uświetniające portyk, zostały z rozkazu papieża Urbana VIII przetopione, by można było zrobić baldachim w Bazylice św.Piotra. Stąd właśnie wzięło się powiedzenie: „Czego nie zrobili barbarzyńcy, zrobili Barberini”, bowiem papież ten pochodził z rodu Barberinich. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Świątynia stała się panteonem, a zatem miejscem kultu wszystkich bóstw (oraz byłych cesarzy). Nazwa miała pochodzić od kultu bóstw – planet, przede wszystkim Wenus i Marsa, które chronić miały rodzaj ludzki przed wszelkimi nieszczęściami. Podkreśleniu tego służyć miała kopuła przedstawiająca sklepienie niebieskie i okrągłe wycięcie w kopule (średnicy 9 m), przedstawiające słońce. Teorię te odrzuca dziś część archeologów, twierdząc iż budowla była raczej rodzajem auli cesarskiej służącej zgromadzeniom wagi państwowej. 

Świadomość, że wchodzimy do budowli mającej tyle wieków może nieco przytłaczać, ale prawdziwą wielkość Panteonu można ocenić dopiero w środku, szczególnie patrząc na kasetonową kopułę. Jej średnica równa wysokości (43,3 m) jest nawet szersza, niż kopuła w Bazylice św.Piotra. Jest prawdziwym arcydziełem rzymskiej inżynierii, ponieważ zbudowano ją bez jakichkolwiek podtrzymujących kolumn czy łuków przyporowych. Wnętrze zaskakuje prostotą i symetrią. W siedmiu bocznych niszach w czasach antycznych stały posągi bóstw. Dziś ozdobione są one freskami o chrześcijańskim charakterze. W dwóch środkowych niszach znajdują się grobowce królów zjednoczonych Włoch – Wiktora Emanuela II i Humberta I. Największa atrakcja to sarkofag Rafaela z Matką Boską wyrzeźbioną na jego życzenie przez Lorenzetta. Wejście do Panteonu jest bezpłatne.


Bazylika św. Piotra na Watykanie 


Do Bazyliki prowadzi imponujący plac otoczony eliptyczną kolumnadą, projektu Berniniego, Piazza di San Pietro. Pośrodku placu, pomiędzy dwiema fontannami (jedna projektu Carla Maderno, druga Carla Fontany, wznosi się egipski obelisk, umieszczony na grzbietach czterech lwów. Niegdyś obelisk ten zdobił znajdujący się w tym miejscu cyrk Nerona, a na obecne miejsce został przeniesiony w XVI wieku. 

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Przed wejściem do bazyliki warto zwrócić uwagę na tzw. Spiżową Bramę prowadzącą do pałaców watykańskich – znajduje się ona po prawej stronie kolumnady i jest pilnowana przez gwardzistów szwajcarskich, odzianych w malownicze stroje. 

fot. J.Gul

Sama bazylika powstała ok. 320 roku z woli cesarza Konstantyna w miejscu domniemanego grobu św.Piotra. Konsekrowana przez papieża Sylwestra w 326 roku wielkością przypominała obecną bazylikę. Była pięcionawowa i przez ponad tysiąc lat swojego istnienia przechodziła wiele architektonicznych zmian. 

Niebezpieczeństwo zawalenia się budynku skłoniło papieża Mikołaja V do projektu budowy nowej bazyliki, jednak plany te zostały zawieszone z uwagi na śmierć papieża w 1455 roku. Do pomysłu powrócił jednak Juliusz II, który chciał, by nowy kościół służył równocześnie jako jego mauzoleum. Prace architektoniczne powierzył Bramantemu. Ten, w 1506 roku wyburzył znaczną część bazyliki konstantyńskiej i 18 kwietnia 1506 roku papież osobiście kładzie kamień węgielny pod budowę nowej świątyni. 

Śmierć Juliusza II w 1513, a rok później i Bramantego powodują przerwanie prac i zmianę projektu. Ostatecznie, prace architektoniczne trwały 120 lat i obejmowały pontyfikaty 20 papieży! Zmieniali się zarówno architekci, jak i projekty budowli, trwała na przykład dyskusja o to, czy nowa bazylika ma stanąć na planie krzyża greckiego czy łacińskiego. Budowę nadzorowali między innymi: Donato Bramante, Rafael Santi, Michał Anioł, Domenico Fontana i Carlo Maderno. Dzisiejszą strukturę bazyliki zawdzięczamy w dużej mierze Michałowi Aniołowi, który w wieku 71 lat otrzymał zlecenie kierowania pracami. Powrócił do koncepcji Bramantego, by zbudować kościół na planie krzyża greckiego i posunął do przodu prace konstrukcyjne. On też przygotował pierwszy projekt kopuły. 

Ostatecznie, w 1626 roku papież Urban VIII uroczyście konsekrował nowy kościół. W chwili powstania była to największa katolicka świątynia na świecie. Z atrium bazyliki, z jego górnego piętra, nowy papież zaraz po wyborze udziela błogosławieństwa Urbi et orbi – Miastu i światu. Po bokach atrium zostały umieszczone pomniki: cesarza Konstantyna na koniu (Berniniego)i cesarza Karola Wielkiego na koniu (Agostina Cornacchiniego); u stropu natomiast widnieją stiuki przedstawiające m.in.sceny z życia św.Piotra i Pawła. 

Atrium, przez centralne XV-wieczne drzwi z brązu prowadzi do imponującego wielkością wnętrza bazyliki. Zanim wejdziemy, warto jednak zwrócić uwagę na ostatnie (z pięciu) drzwi po prawej stronie, tzw. Porta Santa, czyli Drzwi Święte, otwierana wyłącznie w latach jubileuszowych. 

fot. J.Gul

Nad głównym wejściem do bazyliki znajduje się mozaika wykonana według oryginału Giotta z początku XIV wieku – Navicella, czyli Łódź, symbolizuje kościelną wspólnotę. Główna nawa bazyliki została zbudowana zgodnie z założeniami architektury czasu kontrreformacji, z wielkimi arkadami i kasetonowym sufitem. Na posadzce (pośrodku) podane są długości innych wielkich kościołów na świecie. W niszach natomiast umieszczone są posągi świętych – fundatorów zakonu. Przy ostatnim pilastrze po prawej stronie znajduje się figura siedzącego i błogosławiącego św. Piotra - zgodnie z tradycją pielgrzymi całują jej stopy. 

fot.J.Gul
fot. J.Gul

Kopuła o średnicy 42 m ozdobiona jest mozaikami. Możemy na nich podziwiać: czterech ewangelistów, Boga Ojca, aniołów, Chrystusa z Matką i świętymi oraz patriarchów i biskupów. Kopułę podtrzymują cztery pilastry. U ich podnóża umieszczono posągi: świętego Longina, świętej cesarzowej Heleny, świętej Weroniki i świętego Andrzeja. 

Wielki baldachim nad ołtarzem głównym uchodzi za dzieło Berniniego. Ukończony został w 1633 roku z woli papieża Urbana VIII. Jak wcześnie wspominałam, kazał on użyć do jego budowy brązowych zdobień z Panteonu. Pod ołtarzem ozdobna konfesja wybudowana przez Carla Maderno – prowadzi do grobu św.Piotra.

fot.J.Gul

fot. J.Gul

W prawej nawie uwagę turystów przyciąga „Pieta”- niestety zrekonstruowana po ataku szaleńca, przysłonięta pancerną szybą. W kolejnych kaplicach i niszach również znajduje się wiele cennych pomników rzeźb i płyt nagrobnych, m.in. pomnik nagrobny Marii Klemetyny Sobieskiej, wnuczki króla Jana III czy grób papieża Jana XXIII (doskonale zachowane, zabalsamowane ciało zmarłego jest umieszczone w dużym sarkofagu-relikwiarzu ).

fot. J.Gul

Przed Bazyliką każdego dnia ustawiają się ogromne kolejki, a oczekiwanie na wejście wydłuża fakt, iż jest przeprowadzana kontrola, przez którą każdy musi przejść. Sprawdzani jesteśmy podobnie jak na lotnisku - przechodzimy przez bramki, wcześniej wyjmując wszystkie metalowe przedmioty z kieszeni do specjalnych pojemników i kładą je na taśmę. Dlatego warto wcześniej przygotować wszystko aby proces ten poszedł sprawniej. Podobnie z podręcznymi plecakami czy torebkami – je również kładziemy do pojemnika, w celu prześwietlenia przez maszynę. Dlatego też warto iść do bazyliki rano – my weszliśmy dopiero za drugim podejściem, bo kiedy dojechaliśmy tam w poniedziałek kolo 10.00 kolejka już zakręcała na Piazza di San Pietro. Następnego dnia, kiedy byliśmy tam parę minut przed 9.00, czekaliśmy w kolejce około 20 minut. 

Odwiedzając bazylikę, możemy wdrapać się aż na kopułę watykańskiej bazyliki - mieści się tam taras widokowy. Dostać się na nią można zarówno schodami, jak częściowo windą oraz schodami. Cena biletu wstępu na kopułę przy założeniu, że wchodzimy wyłącznie schodami wynosi 8,00 euro (551 stopni), natomiast połączenie windy ze schodami to inny bilet za 10,00 euro (320 stopni). Początkowo byłam zdecydowana wchodzić po schodach, jednak dobrze, że w ostatniej chwili zrezygnowałam. Już samo pokonanie 320 stopni jest wyczynem szczególnie dla kogoś – jak ja – z klaustrofobią. Schody nie dość że są lekko nachylone to jeszcze przejście jest w pewnych momentach bardzo wąskie. Nic dziwnego, że co kilkanaście stopni ruch blokował się i robiło się niebezpiecznie, bowiem osoby rezygnowały nie dochodząc do tarasu. Dotarcie na szczyt gwarantuje jednak wspaniały widok na Rzym i Watykan, warto zatem podąć ten wysiłek.

fot.J.Gul
fot. J.Gul

2 komentarze:

  1. Ah jak tam pięknie, mod razu marzą mi się wakacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym roku nietypowo pozwoliłam sobie na wyjazd w lutym - boję się, że rosnący brzuszek nie da mi zbytnio poszaleć w wakacje:-)

      Usuń