poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Sophie Hannah "Zabójcze marzenia"

Tytuł: Zabójcze marzenia
Autor: Sophie Hannah
Wydawnictwo: G+J











Czy można pożądać czegoś tak bardzo, że staje się to powoli obsesją? Czy można witać dzień i żegnać go z głową wypełnioną wizjami życia po zdobyciu upragnionego celu? Jak daleko można posunąć się w staraniach zaspokojenia swoich marzeń i stanu posiadania?
Istnieją różne obsesje - ludzie pragną klejnotów, pieniędzy, zemsty, bądź drugiej osoby. Czy jednak można do tego stopnia pragnąć jakiegoś domu, aby przejeżdżać koło niego regularnie, by wyszukiwać informacji o jego właścicielach czy oglądać jego wnętrza w sieci kwadrans po pierwszej w nocy? A może to wcale nie chodzi o jego posiadanie? Niezależnie od tego, jaki jest powód tego nocnego surfowania (a nieprędko go poznamy) to faktem jest, że Catriona Louise Bowskill, dla bliskich Connie, zobaczyła zwłoki. Uruchamiając opcję wirtualnego zwiedzania domu na Bantley Grove 11 w Cambridge ujrzała kobietę leżącą twarzą do dołu na środku salonu i morze krwi na beżowym dywanie. Tyle tylko, że kiedy zaszokowania obudziła męża, by pokazać mu makabryczny obraz … zwłoki zniknęły. Co więcej, w pokoju nie było nawet śladu po hipotetycznej zbrodni.
Sophie Hannah, autorka książki „Zabójcze marzenia” zapewne zdawała sobie sprawę, że rozpoczynając powieść tak mocnym akcentem nie tylko przykuje uwagę czytelnika, ale będzie zmuszona utrzymać to zainteresowanie do końca. Robi to zresztą w znakomitym stylu bo choć zdarzają się fragmenty nic nie wnoszące do książki i dialogi pełne zbędnych słów czy informacji, to jednak intryga jest tak misternie skonstruowana, że aż strach uronić choć jedno zdanie z tekstu. Powieść zachwyci nie tylko fanów dobrej sensacji czy kryminału, ale również wszystkich lubiących łamigłówki i fabułę podszytą sporą dozą psychologii.
Pola do analizy zachowań dostarcza nam już sam związek Connie i Kitta, pełen sprzeczności i ukrytego napięcia. Pozornie ich życie przypomina sielankę - mają piękny dom (choć nie mieszkają w upragnionym Cambridge), a ich firma zajmująca się zarządzaniem bazami danych odniosła sukces na rynku i nie muszą martwić się o nowe zlecenia. Zatem dlaczego Connie jest przekonana, że w nocy, na ekranie monitora rzeczywiście widziała zwłoki, a na dodatek mordercą jest jej mąż? Dlaczego Kitt o to samo oskarża żonę, stawiając ją na równi z psychotyczną zabójczynią? Dlaczego szczęśliwe ponoć małżeństwo podejrzewa się wzajemnie o popełnienie morderstwa i to na podstawie jednego tylko kadru, którego na dodatek on nie widział?
Tajemnica domu na Bentley Grove 11 nie ogranicza się tylko do znikających zwłok, ale ma swoje źródło we wcześniejszych wydarzeniach, nierozerwalnie ze sobą powiązanych. To właśnie sześć miesięcy temu Connie odkryła, że GPS Kitta pod hasłem „dom” ma zaprogramowany … adres domu w Cambridge. To Selinę Gane, właścicielkę posesji śledziła przez pół roku pragnąć udowodnić jej i mężowi romans. To właśnie to było powodem obsesji na punkcie tego domu, bezsennych nocy i wirtualnego zwiedzania wystawionej na sprzedaż nieruchomości.
I właśnie wówczas, kiedy zarówno my, jak i policja zaczynamy wątpić w poczytalność kobiety, pojawia się drugi świadek, który również widział zwłoki. Jackie Napier, agentka nieruchomości, potwierdza słowa Connie i tym samym uruchamia lawinę pytań cisnących się na usta i wątpliwości. Jednak, nawet w najśmielszych fantazjach. nie jesteśmy w stanie odkryć, jakie zakończenie szykuje dla nas Sophie Hannah. „Zabójcze marzenia” to bowiem książka wymykająca się wszelkim schematom, nieubłaganie piętrząca niewiadome i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Powieść ta, jest pierwszą w dorobku autorki, z którą miałam okazję się zetknąć, ale już wiem, że nie ostatnią. To bowiem solidna dawka adrenaliny i ćwiczeń umysłowych, uzależniająca jak narkotyki i niebezpieczna jak obsesja. Obsesja na punkcie miasta, bo czyż Cambridge nie jest wymarzonym i jedynym miejscem, w którym warto żyć? Nie próbujcie nawet zaprzeczać …

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza