niedziela, 5 listopada 2017

Z wizytą w Srebrnym Mieście, czyli w Olkuszu

Starówka i rynek to miejsca, gdzie bije serce każdego miasta, dlatego też tam skierowałam swoje pierwsze kroki odwiedzając "Srebrne Miasto", czyli Olkusz. Ulicą Krakowską, do której dostępu broni uzbrojony rycerz, dojdziemy do olkuskiego rynku, który urokliwie wygląda nawet podczas remontu otaczających go kamienic czy w czasie deszczu. To już moja druga wizyta w Olkuszu, ale magnetyzm tego miasta i świadomość, że ma on jeszcze wiele do zaoferowania sprawiła, że postanowiłam tam powrócić wykorzystując wolny od pracy dzień.

W średniowieczu, Olkusz należał do najważniejszych, a także najbogatszych miast Polski. W 1356 roku, został on nawet wybrany do Sądu Sześciu Miast, czyli ogólnopolskiej instancji odwoławczej prawa niemieckiego. W okresie największej świetności miasta, działało tu kilkaset kopalń, wokół których powstały huty wytapiające ołów i srebro. Z tego właśnie powodu, w 1579 roku, została tu uruchomiona jedyna w tym czasie królewska mennica. Do kresu świetności miasta przyczyniły sieęliczne pożary, a także wyczerpywanie złóż srebra i ołowiu. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku miasto zaczęło powstawać z przysłowiowych popiołów, choć nigdy nie odzyskało minionej świetności.

Wspomniany rycerz z halabardą oraz tarczą z herbem Olkusza, symbolicznie stoi na straży miasta. W miejscu gdzie w 1933 roku został ustawiony, wznosiła się niegdyś Brama Krakowska. Mijając owego strażnika, handlową ulicą Krakowską, dojdziemy w kilka minut do rynku, wokół którego wznoszą się kolorowe kamienice. I choć charakteryzuje je prostota, choć nie przypominają nawet misternie zdobionych kamienic Wrocławia czy Poznania, to jednak mają swój nieodparty urok. 


fot. J.Gul

Starówka oraz rynek pochodzą z XIII oraz XIV wieku, kiedy to w Olkuszu zaczęło rozwijać się górnictwo srebra i ołowiu. Pod rynkiem znajdują się mury piwnic gotyckiego ratusza, wybudowanego na początku XV wieku. W ratuszu obradowała rada miejska, ponadto mieściły się tam m. in. kancelaria, skarbiec, więzienie, a także prowadzony był wyszynk piwa. Ratusz został rozebrany 200 lat temu, zaś jego pozostałości odnaleziono podczas trwających od 2011 roku badań archeologicznych. Wkrótce po ich rozpoczęciu, natrafiono na dobrze zachowane, okazałe mury piwnic z fragmentami sklepień oraz mury wieży ciśnień. Obecnie funkcjonuje nawiązująca do nich podziemna trasa turystyczna.

Niestety, po raz kolejny nie udało mi się podziemi zobaczyć. Dużym niedopatrzeniem ze strony władz miasta jest kompletny brak informacji o możliwości zwiedzania obiektu czy jakichkolwiek danych, do kogo w tej sprawie się zwrócić. Dopiero po pewnym czasie udało mi się ustalić, że zejście do podziemi było możliwe tylko w trakcie wakacji – wówczas Urząd Miasta i Gminy organizował akcje „Podziemne piątki", podczas której można było zwiedzać podziemia bezpłatnie wraz z przewodnikiem. Takiej informacji udzieliła mi niezwykle sympatyczna osoba w Biurze Informacji Turystycznej, wręczając przy tym mnóstwo ulotek i zapraszając do Olkusza w przyszłym roku, na obchody kolejnych urodzin miasta.

Prawdziwą perełką Olkusza, jest gotycka bazylika św. Andrzeja Apostoła. Świątynia powstała na przełomie XIII i XIV wieku, a jej najcenniejszymi zabytkami są m.in. Poliptyk Olkuski z XV wieku, jeden z czterech takich ołtarzy w Polsce (w skrzydłach ołtarza znajduje się 16 obrazów, których autorami byli: Jan Wielki – malarz krakowski, współpracownik Wita Stwosza oraz Stanisław Stary); późnorenesansowe organy, będące dziełem Hansa Hummla; srebrny krzyż gwarków z XVII wieku oraz chrzcielnica z XVI wieku w kształcie romańskiego kielicha, odlana z olkuskiego ołowiu. Niestety, z uwagi na trwające nabożeństwo, musiałam powstrzymać się od robienia zdjęć wnętrza.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Najstarsza część kościoła, wybudowana w stylu późnoromańskim, stanowi obecnie prezbiterium. Kościół został rozbudowany w stylu gotyckim za panowania króla Kazimierza Wielkiego, kiedy to powstały trzy nawy wsparte na potężnych, ośmiobocznych filarach i zwieńczone krzyżowo-żebrowym sklepieniem. W XV w. dobudowana została kaplica św. Anny, zaś w 1620 roku powstała renesansowa kaplica Loretańska, zwana Amendzińską, od nazwiska fundatora Satanisława Amendy.

Wychodząc z bazyliki św. Andrzeja, możemy zobaczyć zrekonstruowaną średniowieczną basztę z fragmentem murów obronnych oraz fosy. Mury zostały wzniesione za czasow króla Kazimierza Wielkiego i miały ponad 1100 m długości. 

fot. J.Gul

Ulicą Szpitalną, doszłam do MOK-Centrum Kultury, gdzie mieści się Muzeum Afrykanistyczne, które już od dawna chciałam zwiedzić. Muzeum, jest jedną z największych w Polsce placówek, które prezentują kulturę Czarnego Lądu i obrazują życie codzienne plemion Afryki zachodniej oraz Środkowej. Można tu podziwiać sprzęty codziennego użytku, stroje, maski rytualne (jedna z najbogatszych kolekcji w Polsce), amulety, biżuterię, rzeźby oraz broń z różnych regionów Afryki. Szczególne miejsce w kolekcji zajmują przedmioty związane z plemionami: Tuaregów, Dogonów, Bambara oraz Buszongo.

Ciekawostką zbiorów muzeum, są tzw. fetysze, czylitalizmany, figurki lub maski, którym przypisywano nadzwyczajną moc. Według wierzeń, chronią one przed chorobą, zaklęciami oraz mocą demonów. Interesująco prezentuje się również zbiór afrykańskich instrumentów muzycznych, z czego najciekawszym jest chyba kora, czyli lutnia wykonana z tykwy, obciągnięta skórą bydlęcą ze strunami wykonanymi ze skóry antylopy.

fot. J.Gul
fot. J.Gul

Muzeum powstało w 1971 roku, dzięki darom przekazanym przez dr Bogdana Szczygła oraz jego żonę, Bożenę Szczygieł-Gruszyńską. 

Zbiory muzeum obejmują również kolekcję sztuki i malarstwa, ofiarowaną przez Annę i Leona Kubarskich. Są to głównie obrazy stworzone w latach 60. i 70. XX wieku przez kongijskich artystów. Mój wzrok przyciągnęły szczególnie sylwetki kobiet wykonane ze skrzydeł motyli oraz obrazy wykonane z wyciętych liści bananowca. Cena biletu normalnego do Muzeum Afrykanistycznego wynosi 7 zł. 

fot. J.Gul

W tym samym budynku, co Muzeum Afrykanistyczne, mieszczą się również:

  • Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego (Szpitalna 32). Wykonane z wikliny, trzciny, drewna i sznurka krzesła, stoły oraz kompozycje poświęcone Powstaniu Warszawskiemu, bitwie pod Grunwaldem oraz odsieczy wiedeńskiej, to dzieła Władysława Wołkowskiego, nazywanego „Michałem Aniołem wikliny”. Kolekcja zgromadzona w Olkuszu, to największy zbiór jego prac.

  • Kolekcja Minerałów i Skamieniałości (Szpitalna 32). Na kolekcję składają się liczne eksponaty, w tym: ponad 30 rodzajów minerałów (m.in. pochodzące z olkuskich kopalń wielobarwne okazy rud cynku i ołowiu), skamieniałe gąbki, belemnity, koralowce, małże i jeżowce sprzed milionów lat. Ekspozycja odzwierciedla chronologicznie ułożenie skał, od najstarszych, tj. dolomitów, po piasek, który pozostał po przejściu lodowca.

Chcąc zwiedzić wszystkie te kolekcję, a dodatkowo Zamek Rabsztyn, warto zastanowić się nad zakupem Karnetu Muzealnego za 19 zł.

Wychodząc z Muzeum, nie mogłam nie wstąpić choć na chwilę do mieszczącej się w tym samym budynku galerii Sztuki Współczesnej BWA, choć trwająca właśnie wystawa Stanisława Jakubasa, nie znalazła mojego uznania.

fot. J.Gul

Będąc w Olkuszu warto odwiedzić również Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej, działające od 1978 roku. W muzeum prezentowane są samochody strażackie, konne sikawki, hełmy, pasy, topory oraz mundury strażackie z XIX i XX wieku. W zbiorach muzeum znajdują się również dokumenty i fotografie, a także mundury, medale, broń i osobiste pamiątki olkuskich strażaków. Ja jednak, mając w pamięci doskonale wyposażone i największe Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach, tę atrakcję Olkusza postanowiłam ominąć.

Na wielbicieli muzeów, w Olkuszu czeka jeszcze jedna niespodzianka - Muzeum Regionalne PTTK w Olkuszu (Rynek 20). Założone w 1911 roku muzeum, jest jednym z najstarszych muzeów regionalnych w Polsce. Mieści się w zabytkowej kamienicy „Batorówka” przy olkuskim rynku. Można tu podziwiać miecz z przełomu XIII i XIV wieku, zwany „katowskim”, średniowieczne rzeźby, groty strzał z XV wieku, włócznię Longobardów (pochodzącą prawdopodobnie z okresu wędrówek ludów, tj. z V - VII w. n.e.), drewniane rury wodociągowe z XVI-XVII wieku, a także bogatą kolekcję archeologiczną, etnograficzną oraz górnictwa kruszcowego. W muzeum można obejrzeć również przedmioty wykonane z olkuskiego ołowiu i srebra, m.in. monety wybite w olkuskiej mennicy. Pewną ciekawostką są mundury górnicze oraz pochodzący z XVIII wieku obraz św. Barbary, patronki górników. W muzeum zgromadzono również stare dokumenty, mapy oraz  liczne fotografie.

W drodze do Dworca PKP i PKS, gdzie przystają busy relacji Olkusz-Katowice (bilet do Sosnowca 7 zł), wstąpiłam na chwilę na stary cmentarz, przy ulicy Króla Kazimierza Wielkiego. Ten nieczynny już cmentarz wyznaniowy powstał około 1815 roku i funkcjonował do 1914 roku (sporadycznie, pochówki odbywały się jednak aż do lat 30. XX wieku). Na cmentarzu zachowało się kilkadziesiąt nagrobków i pomników z XIX i XX wieku; jest on miejscem wiecznego spoczynku uczestników powstań narodowych i zasłużonych obywateli Olkusza. Najbardziej znany jest grób płk Francesco Nullo, włoskiego ochotnika z Bergamo, który zginął w bitwie pod Krzykawką 5 maja 1863 roku. Warto zwrócić też uwagę na „Ścianę Pamięci”, czyli odbudowany mur, oddzielający prawosławną część cmentarza od katolickiej, na którym to murze znajdują się pamiątkowe tablice upamiętniające mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli podczas I oraz II wojny światowej. Niestety przykre jest że nieczynny cmentarz jest zapomniany, zaś groby powoli pochłaniane są przez naturę.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

Co zjeść?

Na strudzonych podróżników czeka wyśmienita kawa – ja delektowałam się tą parzoną w Palarni Kawy (ul. Krakowska 1). Mały, klimatyczny lokal i pyszna kawa w cenie 4 zł (mała czarna) jest tym, co pozwala odpocząć i przy okazji przeczekać deszcz. W palarni można nie tylko zakupić kawę na miejscu, ale i na wynos, możliwe jest także zrobienie większych zakupów – kawy, herbaty i przypraw, a także akcesoriów dla kawoszy i wielbicieli herbat. Miła obsługa jeszcze potęguje wrażenie przytulności.

fot. J.Gul

Rozczarowaniem była natomiast bajaderka (w wersji olkuskiej – Ziemniaczek), zakupiona przy ul.Mickiewicza 7 z piekarni Patrycja&Paweł. Śledzacy bloga wiedzą, że poszukiwanie najlepszych bajaderek to już swego rodzaju moja tradycja. Tym razem trafiłam jedna na wilgotne ciasto, a nie na zwartą masę w którą aż przyjemnie zatopić zęby. Ciężko było też wyczuć alkohol (o ile został dodany), co powodowało, że ziemniaczek nie miał właściwie żadnego smaku, poza tym pochodzącym z polewy. Jedyne atuty to jego cena (1,20 zł) oraz wygląd.

fot. J.Gul

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza