czwartek, 24 maja 2018

Pepe Piasecki "Tytuł: Spoko Maroko"

Autor: Pepe Piasecki 
Wydawnictwo: Stapis 


Maroko reklamowane jest jako „egzotyka zaledwie czternaście kilometrów od Europy”. Może właśnie dlatego wiele turystów upatruje w podróży tam spełnienia swoich marzeń, śniąc o złotych plażach, oazach i gajach oliwnych (panie zaś – o oleju arganowym, który jest cudownym środkiem „poprawiającym urodę”). Czy rzeczywiście Maroko jest rajem? Czy piaski pustyni są magnesem przyciągającym turystów po raz kolejny? 

Z racji tego, iż kolejne biura podróży kuszą kolorowymi folderami oraz atrakcyjnymi cenami za pobyt w Maroko, wiele osób decyduje się na wybór tej destynacji. Zanim jednak damy się złowić na atrakcyjną ofertę i pięciogwiazdkowe hotele przy samym morzu, warto zasięgnąć informacji od turysty, który w Maroko już był i może nam powiedzieć coś więcej, zarówno o samym kraju, jak i o jego mieszkańcach. Jedną z takich osób jest Pepe Piasecki, który w swojej książce „Spoko Maroko”, dzieli się wrażeniami z pobytu w kraju. Opublikowana nakładem Wydawnictwa STAPIS pozycja, to właściwie zbiór historii, opowiadających o przygodach przeciętnej polskiej rodziny w tym kraju kolorowych tkanin, ręcznie tkanych dywanów, licznych przypraw oraz wszechobecnych, nie zawsze uczciwych handlarzy. Po książkę sięgnąć mogą nie tylko osoby wybierające się do Maroko na wakacje, ale wszyscy, którzy lubią podróżować do różnych zakątków świata, nie wstając ze swojego fotela, a także ci, którzy cenią sobie intrygujące opowieści nasycone dużą dawką humoru. 

Bohater, Józio Zul, realizując marzenie swojego życia podstępem niemal nakłonił swoją małżonkę do wyjazdu do Maroko. Okazyjna cena, za jaką udało mu się zakupić bilety na samolot, w znaczący sposób ograniczała możliwość wyboru długości pobytu, na skutek czego Zulowie znaleźli się w tym kraju niczym z marzeń na całe dwadzieścia jeden dni. Czy rzeczywiście były one jak ze snu? Możemy wraz z bohaterami przeżywać handlowe wzloty (Józio jest mistrzem w negocjowaniu cen), jak i upadki (spowodowane pożądliwością w oczach małżonki Józia), szalejemy na miejscowym suku El Wad-suk Agadir, odwiedzamy słynną dolinę ptaków, największy rezerwat ptactwa w północno-wschodniej Afryce (bez ptaków). 

Podczas swojej podróży Zulowie spotykają rożnych mieszkańców kraju – zarówno tych życzliwych, jak i tych, którzy nauczeni są żerowania na naiwności turystów (jak pasterz, którzy wykorzystywał wrażliwość kobiet). Pijemy rozliczone ilości herbat z mięty, próbujemy lokalnych specjałów, choć i przy ich degustacji dochodzi do licznych nieporozumień, jak w przypadku potrawy z kuskus, której przygotowanie trwało … dwie godziny. 

Wszystko to składa się na fascynującą relację z podróży, która niekoniecznie zachęca do odwiedzin te osoby, które lubią bezproblemowo spędzać swój urlop i chcą skorzystać z okazji dużo i tanio kupując. Z kolei ci podróżnicy, którzy w negocjowaniu odnajdują przyjemność, którzy nie obawiają się nachalnych sprzedawców, którzy w razie konieczności są w stanie wycisnąć asa z rękawa (a właściwie pałkę dysponującą siłą przekonywania), koniecznie powinni się w taką podróż wybrać – najlepiej z autorem u boku i z tą fascynującą książką w bagażu. A kiedy Marokańczycy wyprowadzą z równowagi nawet tych miłośników egzotyki i specyficznego podejścia tubylców do życia, warto by taki czytelnik ponownie zagłębił się w lekturę, tym razem zwracając uwagę na genialne ilustracje. Poprawa humoru gwarantowana!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz