piątek, 24 lipca 2020

Atrakcje Małopolski: Nowy Wiśnicz

Do Nowego Wiśnicza planowałam pojechać już dawno, zawsze coś jednak stawało na przeszkodzie. Teraz też nie mieliśmy go na naszej liście „Must See”, jednak Małopolska okazała się być tak ciekawa, że jej eksplorowanie w pełni nas pochłonęło, a P. dał się wyciągnąć tak daleko od naszego domku. 

Miasteczko Nowy Wiśnicz, znajduje się największa zachowana obronna rezydencja barkowa w Polsce. Zamek bastionowy położony jest na górującym nad miastem wzgórzu. Powstanie zamku związane jest ściśle z działalnością gospodarczą Kmitów herbu Szreniawa, którzy około połowy XIV wieku zaczęli tworzyć wokół Wiśnicza klucz posiadłości ziemskich. Wzniesiony prawdopodobnie w tym czasie zamek pełnił zatem funkcję obronnej rezydencji właścicieli majątku. Fundatorem warowni był prawdopodobnie Jan Kmita, sprawujący w latach 70. XIV wieku urzędy starosty sieradzkiego, ruskiego i krakowskiego. Pojawiające się w literaturze informacje dotyczące istnienia w Wiśniczu w połowie XIV wieku warownego obiektu, oparte są wyłącznie na przypuszczeniach i nie mają potwierdzenia w dokumentach źródłowych (po raz pierwszy zamek w Wiśniczu występuje w rachunkach żup bocheńskich z lat 1396-1397). 

Obronna rezydencja pozostawała w rękach Kmitów aż do śmierci Piotra, wojewody krakowskiego (1536-1553). Badacze sadzą, że pierwotna siedziba Kmitów składała się z prostokątnego obwodu murów o wymiarach około 30x50 m, wzniesionych z miejscowego piaskowca i zbudowanej również z kamienia jednej wieży, usytuowanej w południowo-wschodnim narożniku. Pozostała zabudowa była wówczas drewniana. Około 1500 roku rezydencja uzyskała kształt czteroskrzydłowego pałacu z dziedzińcem i trzema basztami na narożach. Prócz ziemnych i murowanych fortyfikacji dodatkowe umocnienie stanowiły dwie budowla bramne, wzniesione na obu krańcach wału. Generalną przebudwę rezydencji przeprowadził po 1516 roku najwybitniejszy z rodu, Piotr Kmita. Wszystkie skrzydła mieszkalne podwyższono wówczas o jedną kondygnację, a do południowego skrzydła dobudowano obszerny budynek gospodarczy, tzw. Kmitówkę. Modernizacji uległ także system fortyfikacyjny. Dawna zachodnia budowla bramna została przekształcona w basteję, a zamiast płotu wzdłuż północnej granicy dziedzińca gospodarczego, wybudowano potężny mur kurtynowy. 


Od 1554 zamkiem władali Barzowie i Stadniccy, a w 1593 roku zamek został kupiony przez Sebastiana Lubomirskiego, który wystarał się u cesarza Rudolfa II o przyznanie mu tytułu „hrabiego na Wiśniczu”. Dzisiejszą formę zamek uzyskał w latach 1615-1637 za sprawą jego syna, Stanisława Lubomirskiego. Zamek został wtedy przebudowany i otoczony fortyfikacjami kamiennymi z budynkiem obronnym, murowanymi bastionami według projektu Macieja Trapoli i kurtynami. Stanisław był też fundatorem obronnego klasztoru karmelitów bosych, wzniesionego na wzgórzu za południowy wschód od zamku (podczas zwiedzania widać go z jednej z baszt). Klasztor jest też wspaniałym obiektem, ale raczej nie chcielibyśmy go zwiedzać, szczególnie od wewnątrz – obecnie mieści się w nim … więzienie. 

Mimo iż rezydencja wiśnicka była jedną z najlepiej ufortyfikowanych twierdz w kraju, nie oparła się najazdowi Szwedów w XVII wieku. Zamek został zdewastowany i ograbiony, niestety już nigdy nie odzyskując swojej świetności, mimo wysiłków czynionych przez kolejnych dziedziców – w posiadaniu Lubomirskich znajdował się nieprzerwanie do 1720 roku. Wówczas stał się własnością Sanguszków, a później Potockich i Zamoyskich. Po pożarze w 1831 roku rezydencja została opuszczona i zaczęła popadać w ruinę. 

Od całkowitej dewastacji uchroniły zamek remonty podjęte przez Zjednoczenie Rodowe Lubomirskich, które odkupiło w 1901 roku dawną siedzibę (Lubomirscy zresztą niedawno przegrali o niego spór). Zamieszkany nieprzerwanie do 1945 roku, teraz stanowi własność państwa. Do gruntownej jego odbudowy przystąpiono w 1949 roku. 




Zamek jest udostępniony do zwiedzania, a na teren przyzamkowy można wprowadzić psa (to prawdziwa rzadkość, ale dzięki temu Misiek wylegiwał się na trawie, kiedy zwiedzaliśmy wnętrza). Samochód natomiast możemy pozostawić na bezpłatnym, sporym parkingu pod zamkiem. Jeśli chodzi o zwiedzanie, to my wybraliśmy wariant tradycyjny - zamkowe wnętrza, wówczas bilet kosztował 18 zł. Jest jeszcze kilka innych opcji, w tym zwiedzanie podziemi i wystawy narzędzi tortur, ale nie chcieliśmy zbyt nadużywać cierpliwości Klary (która dzielnie "wędrowała" w nosidełku) i Miśka. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem i zdecydowanie warto z niego skorzystać, mimo iż zamkowe komnaty kryją w sobie zaledwie cień dawnej świetności. 

Dziedziniec - z kuchni przechodzimy nim do skrzydła pałacowego


Kopuła w zamkowej kaplicy 




W tej komnacie odbywają się m.in.śluby

widok z pałacowej baszty - w dole po lewej stronie kawiarnia
Po zwiedzaniu (trwa ok. 40 min) można odpocząć w znajdującej się na terenie grodu kawiarni. Kawa, mimo iż droga (9 zł za białą kawę) była średniej jakości, za to P. zachwycał się sernikiem.

Przy wejściu znajduje się również sklepik z pamiątkami, dość dobrze zaopatrzony, choć ceny są tu wysokie w porównaniu z innymi drobiazgami.

W Nowym Wiśniczu, niedaleko zamku, jest też Koryznówka, czyli muzeum pamiątek po Janie Matejce. „Koryznówka” to zwyczajowa nazwa drewnianego dworku wzniesionego w latach 50. XIX wieku przez Joannę i Leonarda Serafińskich. Niestety z powodu Koronawirusa nie było możliwości zwiedzenia muzeum - plusem jest to, że stworzyło to szansę na powrót. Tym bardziej, że Klara uwielbia zwiedzać, a na terenie zamku i w okolicy jest sporo obiektów do fotografowania. Następnym razem przyda mi się jednak PANCERNIK, bowiem mała za każdym razem, kiedy tylko widzi telefon, promienieje ze szczęścia i usilnie stara się go wyrwać z rąk.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza