niedziela, 18 października 2020

Z wizytą w Papugarni Carmen w Katowicach

Klara każdego dnia mnie zadziwia coraz bardziej, każdego dnia też obserwuję, z jakim zachwytem bada swoje otoczenie, zmieniając przedmioty zainteresowań. Balonik, który odkryła wczoraj, dziś jej już nie zainteresuje, a zachwyt na widok nowej książeczki, zmienia się w obojętność dnia kolejnego. Wszak pojawiają się nowe rzeczy do poznania. Jednak od chwili, kiedy do jej świadomości zaczęły docierać obrazy, a także zaczęła identyfikować obiekty, niezmienny uśmiech wywołują na twarzy Klary … psy i ptaki. Dlatego też, myśląc o najlepszym prezencie na  pierwsze urodziny, postanowiliśmy zabrać ją do papugarni.

W tej katowickiej planowałam wizytę jeszcze będąc w ciąży, już dość zaawansowanej, dlatego ostatecznie nie zdecydowałam się na podróż z przesiadkami. Jednak, tak naprawdę dojazd z Sosnowca jest bardzo prosty, nawet autobusem - dojeżdżamy do Centrum Katowic, a następnie spod dworca kolejowego przesiadamy się do autobusu jadącego na osiedle Witosa. Na to samo osiedle kierujemy się zresztą jadąc samochodem. 

Papugarnia Carmen jest dobrze oznaczona, zatem bez trudu dostrzeżemy budynek, a strzałki doprowadzą nas na bezpłatny parking pod papugarnią. Ta w Katowicach jest największą w Polsce - zajmuję powierzchnię 700 m². Na stronie obiektu można przeczytać, że znajduje się tam 100 ptaków, choć tak naprawdę dostrzeżemy może koło 30. Wchodząc kupujemy bilet - cena jest dość wysoka jak na taki obiekt, bilet normalny to koszt 19 zł. Za Klarę z uwagi na jej wiek (do lat 3) nie płaciliśmy. Bardzo sympatyczna obsługa zaproponuje nam zakup pokarmu dla papug i warto wziąć od razu kilka pojemników lub pałeczek. Ja kupiłam jeden pojemnik (2 zł), który od razu po przekroczeniu progu został mi wyrwany z ręki przez pazerną papugę. Pracownicy nie byli zdziwieni, więc często to się chyba zdarza. Najlepiej też zdjąć biżuterię - kolczyki, wisiorki czy bransoletki. Warto również uważać za guziki, bowiem P. stracił wszystkie, a wyjątkowo namiętne dwie papużki pieczołowicie rozprawiły się z jego koszulą.



Ptaki można dotykać, ale tak naprawdę - one dotkną nas pierwsze. Jedna z papug zrobiła sobie od pierwszych chwil przystanek na mojej głowie, szybko dołączyła zresztą do niej druga, tym bardziej że Paweł wrócił się po jedzenie dla nich, i trzymałam w ręku pałeczkę, którą z zadowoleniem skubały obrzucając mnie łupinkami. Możecie sobie wyobrazić ekscytację Klary, kiedy widziała chodzącą po mnie papugę.






Pomieszczenie ma antresolę - wchodząc na nią mijamy papugę arę - Bolka, która obserwowała nas podejrzliwie, ale ostrzeżeni przez obsługę nie zbliżaliśmy się do niej.

Bolek - w tle, na huśtawce, podejrzliwie nas obserwował

W sumie cała wizyta trwała około 15 minut, i zapewne można byłoby przeciągnąć ją jeszcze do 30 minut, ale nie dłużej. Dlatego czułam pewien niedosyt, choć patrząc z perspektywy Klary, to było 15 minut wypełnione szczęściem.

Wychodząc można jeszcze zaopatrzyć się w maskotki, magnesy czy inne pamiątki, funkcjonuje tam też mały sklepik zoologiczny. Czy polecam? Zdecydowanie tak, chociażby po to, by się pośmiać, kiedy papugi zaczynają po człowieku chodzić zupełnie się nim nie przejmując. Czy tam wrócę? Dla Klary może tak, choć niekoniecznie do Katowic - chętnie zobaczyłabym również inne tego typu miejsca w Polsce.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza