sobota, 10 stycznia 2026

Stefan Żeromski "Przedwiośnie" - streszczenie szczegółowe lektury


Rodowód

Ojcem Cezarego Baryki był Seweryn Baryka, matką Jadwiga z Dąbrowskich, pochodząca z podlaskich Siedlec. Mimo że prawie całe życie spędziła w różnych guberniach Rosji, nie nauczyła się nigdy dobrze mówić po rosyjsku. Całe życie „duchem pomieszkiwała nie gdzieś tam na Uralu czy w Baku, w Sybirsku czy zgoła w Tule, lecz wciąż w Siedlcach”. Nieustannie tęskniła za rodzinnymi stronami i kawalerem, którego tam kochała. Seweryn był wyższej rangi urzędnikiem, dobrze zarabiał i choć zamierzał wrócić na ziemie polskie wciąż zwlekał, bo dobrze mu się wiodło w Baku. Tym bardziej, że nie otrzymał w młodości specjalnego wykształcenia czy określonego zawodu.

Pamiętał o Polsce, o swoich szlacheckich przodkach, zwłaszcza o dziadku Kalikście, uczestniku powstania listopadowego. Dzieciństwo Cezarego było beztroskie, otoczone miłością rodziców. Chłopiec dużo się uczył, wiele czytał, bo choć ojciec kochał syna, to był wymagający wobec niego. Chłopak miał od najwcześniejszych lat najdroższe nauczycielki francuskiego, angielskiego i niemieckiego, a także najlepszych korepetytorów kiedy poszedł do gimnazjum.

Część pierwsza: Szklane domy

W chwili wybuchu pierwszej wojny światowej Cezary miał 14 lat i dostał właśnie promocję z klasy czwartej do piątej. Ojciec jako oficer zapasowy został powołany do wojska. Po pewnym czasie przestały przychodzić od niego wiadomości. Matka Cezarego nie mogła dać sobie z nim rady, chłopak zaniedbał naukę, robił co chciał, korzystając z nieobecności ojca. Zadzierał z każdym nauczycielem, toczył z nimi walki i mścił się za rzekome krzywdy. Urwisowanie i włóczenie się po okolicy pochłonęły go w pełni i w gronie starszych kolegów często zrywał się z lekcji. Jednak takie próżniacze życie obfitowało również w takie rozrywki, jak: nauka do roli do teatru koleżeńskiego o treści rozbójniczej, budowanie tajnych skrytek w skalnych pieczarach i w labiryncie starych murów w celu przechowywania zakazanych książek, nieprzyzwoitych wierszy Puszkina i innych pornografów.

Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu i nakazać mu zmiany obyczajów, tym bardziej, że po wyjeździe męża miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, wszystkiego się bała, a trwoga o syna ją dobijała. Sytuacja jeszcze się pogorszyła gdy w 1917 roku wybuchła rewolucja. W wielonarodowościowym Baku doszło do krwawych zatargów pomiędzy Tatarami o Ormianami. W mieście zapanował chaos, dochodziło do rabunków, brakowało towarów. Cezary chodził na zebrania, uczestniczył w samosądach - miał wiele wolnego czasu, gdyż został usunięty z gimnazjum za pobicie dyrektora. Początkowo odnosił się do rewolucji z entuzjazmem, dla idei wskazał nawet miejsce ukrycia przez ojca oszczędności. Później jednak widząc krzywdę niewinnych osób, na przykład swojej matki, zaczął się zastanawiać nad sensem wydarzeń. Mieszkanie Seweryna Baryki zostało zarekwirowane, do salonu, gabinetu, sypialni i jadalni wprowadzili się nowi ludzie. Cezary z matką musiał przenieść się do najmniejszego pokoiku, a sypiał w niszy, gdzie było legowisko pokojówki. Kiedy zabierano gabinet ojca Cezary przypomniał sobie o małej książeczce, którą pokazywał mu niegdyś ojciec, traktującej o wyprawie generała Dwernickiego na Ruś i o zaleceniu na niej wypisanym „Pilnować, jak oka w głowie!”. Niestety nie znalazł jej, doszedł zatem do wniosku, że ojciec musiał ją ze sobą zabrać.

Te obostrzenia, na które Cezary został skazany – wyrzeczenie się wszystkiego – dobrych zabaw, jedzenia, sportów, mieszkania, ubrania i pieniędzy, podziałały na niego orzeźwiająco i nieco spoważniał. Boleśnie odczuł też śmierć matki, do której znów zaczął się zbliżać. Oboje zresztą trafili ostatecznie na czarną listę, choć stało się to z dobroci serca. Pewnego dnia, kiedy do portu przypłynął statek pasażerski, a oni jak zwykle wypatrywali na jego pokładzie Seweryna, zauważyli grupę nędzarek. Była to rodzina złożona z czterech dziewcząt i starszej kobiety, matki. Okazało się, że to księżna i księżniczki Szczerbatow-Mamajew, uciekające z kraju. Matka Cezarego zaczęła z nimi rozmawiać i przepełniona litością zaoferowała im nocleg. Okazało się, że kobiety mają przy sobie klejnoty bezcennej wartości, a pech chciał, że tej nocy do mieszkania przyszła rewizja. Klejnoty znaleziono i zabrano, a karę za ukrywanie złota i drogich kamieni ponieśli matka i Cezary. Tylko dobra opinia jaką u władz bolszewickich cieszył się „towarzysz Baryka” wpłynęła na zmniejszenie kary. Niestety matka Cezarego została skierowana do robót publicznych w porcie. Niedługo tam pracowała, kiedy Cezary wyprosił dla niej miejsce w szpitalu powszechnym, jednak po wyjściu znów musiała wracać do pracy, a słaby i wyniszczony organizm nie wytrzymał – pchnięta przez dozorcę padła na drodze i zmarła.

Cezary został sam w trudnej sytuacji – niszczone i bombardowane Baku popadło w skrajną nędzę i głód, zniknęły wszystkie towary. Doszło też do masowych mordów w czasie walk między Rosjanami, Ormianami, Tatarami, Turkami i Anglikami. Po rzezi Ormian, Cezary wraz z innymi został zmuszony do zakopywania zwłok. W takiej sytuacji znalazł go ojciec, który wrócił z wojny, mimo iż władze bolszewickie poinformowały wcześniej syna o jego zginięciu. Okazało się, że w czasie trwania wojny mężczyzna przeszedł na stronę Polską i walczył w legionach Piłsudskiego. Chcąc zachęcić syna do wyjazdu do Polski, opowiadał mu o rzekomo istniejących w niej szklanych domach, wygodnych, czystych, zdrowych, pięknych, w których realizowała się zasada równości i sprawiedliwości. Wizja ta kontrastowała z rosyjską rzeczywistością, którą Barykowie poznawali dokładnie jadąc do Polski. Wyruszali w podróż jako dwaj robotnicy pracujący w kopalniach nafty, którzy rzekomo wracają do siebie, do Moskwy. Korzystając z fałszywych paszportów wyruszyli najpierw do Carycyna statkiem, a następnie koleją na północ. Ta druga część wyprawy była cięższa niż poprzednia, podróżowali w wagonie towarowym, wciąż stawali i stali nieraz dniami i nocami na stacyjkach. W końcu pociąg dowlókł się do Moskwy, a mężczyźni teraz przedzierzgnęli się w zwykłych inteligentów, obcokrajowców. Otrzymali przydział do eszelonu, czyli pociągu wiozącego różnych rozbitków do granic Polski i ta część podróży była jeszcze gorsza. Dotarli do Charkowa, po czym – po kilku tygodniach oczekiwania - przesiedli się na inny pociąg.

W czasie tej kolejnej wyczerpującej podróży zmarł Seweryn, który niedomagał od powrotu z wojny i coraz bardziej kasłał. Wcześniej podał synowi nazwisko Szymona Gajowca, przyjaciela rodziny i polecił mu udać się do niego do Warszawy. W zetknięciu z Polską rzeczywistością Cezary doznał rozczarowania. Pierwsze co zobaczył po przekroczeniu granicy było to nędzne, brudne żydowskie miasteczko z budynkami stawianymi z najtańszego materiału, kryte papą pozrywaną przez wiatr . Patrząc na nie zwrócił się w myślach do ojca: „Gdzież są twoje szklane domy?”.

Część druga: Nawłoć

Dotarłszy do Warszawy, Cezary ani po drodze, ani w tym mieście, nie widział szklanych domów. Bał się nawet o nie kogokolwiek zapytać. Zrozumiał, że zmarły ojciec boleśnie z niego przed śmiercią zażartował. W Warszawie Cezary uzyskał jednak pomoc Szymona Gajowca, zajmującego wysokie stanowisko w Ministerstwie Skarbu polskiego rządu. Ten dał chłopakowi nieetatową posadę w swoim biurze i załatwił mu wśród wyższych oficerów klientów na korepetycje z języka rosyjskiego. Gorzko zapłakał też nad losami rodziny Cezarego, a kiedy ten zaczął się dziwić, pan Gajowiec wytłumaczył mu, że dawno temu kochał matkę Cezarego. Był wówczas biednym urzędnikiem w siedleckiej „Pałacie”, dlatego nie mógł równać się z ojcem Cezarego, który nagle z Rosji przyjechał w chwale. Kobietę wydano zatem za lepszego konkurenta.

Cezary zaczął też studia medyczne i zawarł nowe znajomości z „Polakami”. Gdy wybuchła wojna polsko-radziecka, wraz z kolegami ze studiów wstąpił do wojska i wziął w niej udział. Nie pałał entuzjazmem do wojaczki, ale musiał iść w obawie, że okryje się niesławą. Mimo tej niechęci do wojny przełożeni go chwalili, a towarzysze broni wiedzieli, że mogą na niego liczyć. W kompanii zaprzyjaźnił się z pewnym młodzieńcem, również studentem Warszawskiego Uniwersytetu, arystokratą Hipolitem Wielosławskim, któremu uratował życie, wyciągając rannego z pola bitwy. Wielosławski wnet doszedł do siebie i nigdy nie zapomniał przysługi.

Po wystąpieniu z wojska Hipolit zaprosił Cezarego na wypoczynek do swej posiadłości Nawłoć, w okolicach Częstochowy. Cezary poznał beztroskie życie arystokracji. W Nawłoci spotkał też kobiety, które zaważyły na jego życiu. Okazywał względy Karolinie Szarłatowiczównie, kuzynce Hipolita, która utraciła swoje dobra na Ukrainie. Flirtował z nią, ale w gruncie rzeczy była mu obojętna. W majątku przebywała też szesnastoletnia Wanda Okszyńska, krewna zarządcy, która od pierwszego wejrzenia zakochała się w Cezarym. W mieście nie mogła ukończyć piątej klasy i uzyskać promocji, to też poradzono jej, by skończyła naukę. Nie pomogły tu starania ojca, urzędnika bankowego, bowiem panna nie znała na wyrywki tabliczki mnożenia, a wszelkie słówka ulatywały jej z głowy. W końcu matka, siostra żony radcy majątku Wielosławskich wysłała ją na wieś do siostry, by dziewczynka choć na chwilę zeszła ojcu z oczu. Wanda miała jednak prawdziwy talent – uwielbiała grać na fortepianie i tylko muzyka z łatwością wchodziła jej do głowy. Na wsi wolno było jej grać na pałacowym fortepianie i właśnie przy nim zastali ją Cezary i Hipolit, a Baryka – przypominając sobie młodość – zaproponował jej, czy by nie chciała zagrać z nim na cztery ręce „Tańców węgierskich” Liszta.

Cezary z kolei zapałał miłością do Laury Kościenieckiej, właścicielki posiadłości Leniec, wdowy, narzeczonej pana Barwickiego, sąsiadki Wielosławskich. Była to kobieta wysmukła i kształtna o lazurowych oczach. Nie było w niej cienia kokieterii ani snobizmu czy nieszczerości. Jej pierwszy mąż był pisarzem, literatem, historykiem, umarł dwa lata temu. Nie kochała Barwickiego, ale jego pieniądze były potrzebne jej, by spłacić teściową. Pomiędzy Cezarym i Laurą rozwinął się namiętny romans. Zaproszony przez nią, bawił się doskonale na balu w Odolanach, choć z zazdrości o Barwickiego tańczył nie z Laurą, a z Karoliną, Karusią. Na balu była również Wanda Okszyńska, która patrząc na te tańce, zapałała nienawiścią do Karusi. Zresztą na tym samym balu Karolina, pewna zainteresowania Cezarego przekonała się, że jednak jego serce bije dla innej. Była bowiem świadkiem wspólnego wyjścia z balu Cezarego i Laury i potajemnej schadzki. Od tamtej chwili Cezary coraz częściej szukał pretekstu, by spotkać się z Laurą, choć – poza Karoliną – nikt się jego uczuć nie domyślał. Tymczasem Wanda zazdrosna o względy okazywane przez Cezarego Karusi otruła ją strychniną. Karolina umierała w straszliwych męczarniach, ale ksiądz szybko zorientował się, że to otrucie, a w majątku zaczęto dochodzić, co Karusia robiła w trakcie dnia. Ta tragedia nie wywarła na Cezarym spodziewanego wrażenia, nawet wówczas, kiedy Wanda na skutek znalezienia we wnętrznościach zmarłej śladów strychniny, została wezwana do sędziego, a nawet aresztowana, później zaś wypuszczona na skutek braku realnego przeciwko niej dowodu. Cezary był tak zajęty swoją rozszalała miłością do Laury, że takie informacje stanowiły zaledwie interesujące nowinki, które zanosił swojej ukochanej.

Cezary miał zamiar spędzić święta w Nawłoci, po czym wracać do Warszawy i zabrać się do nauki. Pewnego dnia, tuż przed Bożym Narodzeniem, wymknął się z domu i poszedł do Leńca, by spotkać się z Laurą. Wszedł cicho do biblioteki, lecz nagle poczuł czyjąś obecność. Nagle poraziło go światło i poczuł w lewym policzku potworny ból. To Barwicki okładał go kijem lub batem, a Cezary poczuł do niego taką nienawiść, że rzucił się na rywala z pięściami. Walczącym przerwała Laura, która wyparła się spotkań i miłości do Cezarego, a on upokorzony, pobity i zrozpaczony, dał narzeczonym błogosławieństwo na nowe, zyskowne gospodarstwo. Nie mógł wyobrazić sobie, jak mógłby wyrzec się Laury, wolałby już umrzeć. Długo płakał nie mogąc sobie poradzić z odrzuceniem i przeklinał Laurę mówiąc, że będzie wylewała morze łez za to, że to Cezarego a nie narzeczonego przepędziła z domu. Wracając do domu przyjaciela zaszedł jeszcze na cmentarz, gdzie leżała Karolina. Spotkał tam miejscowego księdza, który stwierdził, że Karolina była jego ofiarą, bowiem zakochała się w nim na śmierć i życie, tymczasem on całował ją, podczas kiedy zakochał się w innej. Cezary buńczucznie odparł, że to jego rzecz, a księdza o rady i wskazówki nie prosił. Ksiądz próbował nakłonić Cezarego do spowiedzi, ten jednak nie wyraził zgody mówiąc, że jest z niego „wolny źrebiec” i ksiądz nie będzie rządził jego sumieniem.

Cezary nie chciał się zwierzyć nawet Hipolitowi, mimo iż ten dopytywał się o pręgę na jego policzku i powoływał się na służbę w jednym wojsku, Poprosił jednak przyjaciela, by mógł zaszyć się na pewien czas w małym folwarku – Chłodku, również należącym do Wielosławskich. Miał tam okazję obserwować przerażająco nędzne warunki egzystencji chłopów – komorników, czyli nie posiadających roli i zamieszkujących u gospodarzy, przeważnie małorolnych. Po Bożym Narodzeniu Cezary opuścił wieś i wrócił do Warszawy oraz przerwanych studiów.

Część trzecia: Wiatr od wschodu

W Warszawie Cezary zapisał się znów na medycynę i zamieszkał u jednego z kolegów ze studiów, niejakiego Buławnika, w ubogiej dzielnicy żydowskiej. Mieszkanie było na trzecim piętrze obskurnego domu przy ulicy Miłej. Pokój mu się nie podobał, na dodatek wypełniony był smrodem ubikacji, które mieściły się na dole, pod jego oknem. Przez pewien czas żył ze sprzedaży fraka, daru od Hipolita, aż w końcu pieniądze się skończyły. Wówczas zwrócił się do Szymona Gajowca, czego dotychczas unikał. Ten niezmiernie ucieszył się z kontaktu i zaprosił Cezarego do swojego prywatnego mieszkania. Tam Cezary zwrócił uwagę na portrety Mariana Bohusza, Stanisława Krzemińskiego i Edwarda Abramowskiego. Nazwiska te chłopakowi nic nie mówiły, więc Gajowiec zaczął mu objaśniać, że „warszawiacy” czasów minionych i opowiadać: o Bohuszu – przyrodniku, który został felietonistą, popularyzatorem socjologów i filozofów, a więziony przez Moskali przeszedł męki duchowe; o Krzemińskim, historyku, eseiście, bibliofilu, wierzącym w przyszłą niepodległość narodu oraz o Abramowskim, filozofie i socjologu. Opowiedział również Cezaremu o tzw. „zbrodni skolimowskiej”, a kiedy chłopak stwierdził, że w Polsce mało się robi, żeby znieść niewolę biednych ludzi, Gajowiec odparł, że to dopiero przedwiośnie.

Szymon Gajowiec uczynił Cezarego swoim sekretarzem, dzięki czemu chłopak poznał jego poglądy polityczne. Pomagał też zbierać informacje do książki, którą Gajowiec pisał. Była to książka o Polsce nowożytnej, świadczącą o gorącym patriotyzmie autora. Gajowic zamierzał przedstawić Polskę „złożoną z trzech nierównych połówek: żyjącą z pracy czarnych rąk i hulaszczą – przeładowaną ogromem ludności żydowskiej i nieprzyjaciół – z niezałatwioną kwestią rolną i cudzymi prawami określającymi winę i karę, z cudacznym obcym pieniądzem – kraj zepsuty przez najeźdźców, złupiony, pełen ciemnoty i lenistwa.

Dla Gajowca najwyższą wartością była silna, niepodległa Polska. Jako reprezentant rządu Gajowiec zapoznał Cezarego z planami rządowymi, przede wszystkim podkreślał konieczność umocnienia państwa na drodze stopniowych reform. Zupełnie inne spojrzenie na kraj Cezary poznał za pośrednictwem kolegi studiującego prawo, Antoniego Lulka. Był on komunistą, przeciwnikiem polskiego rządu i jego programu powolnych reform. Opowiadał się za rewolucją. Cezary, słuchając przedstawicieli różnych stronnictw i partii politycznych nie opowiadał się zdecydowanie po żadnej ze stron. W każdym programie zauważał pewne wady. Na zebraniu komunistów wystąpił przeciwko uproszczeniom ich propagandy i antypolskiemu nastawieniu, Gajowcowi zaś zarzucał powolność reform oraz brutalne metody stosowane wobec opozycji i mniejszości narodowych.

Pewnego marcowego dnia Cezary dostał niespodziewanie list od Laury. obecnie żony Barwickiego. Przebywała ona krótko w Warszawie i prosiła o spotkanie. Spotkali się w Ogrodzie Saskim. Cezary przekonał się, że nadal ją kocha, nienawidzić rywala i bardzo cierpi. Ona wyrzucała mu porywczość, która rzekomo zmusiła ją do ślubu z Barwickim. W tej sytuacji nie mogła już kontynuować znajomości z Cezarym, a spotkanie, o którym prosiła, było ostatnim. Pod wpływem emocjonalnego wstrząsu Baryka przyłączył się do robotniczej manifestacji zorganizowanej przez komunistów, między innymi Lulka. Ostatnia scena pokazuje Barykę na czele „zbiedzonego tłumu”, idącego naprzeciwko oddziału żołnierzy skierowanych do stłumienia demonstracji.

*Streszczenie stanowi formę powtórzenia. Zachęcamy do lektury książki*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz