Rozdział I. W jaki sposób dusza ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek
Przygotowując się do złożenia Łęckim wizyty, Stanisław Wokulski rozmyśla, dlaczego panna Izabela chce go bliżej poznać. W euforii stwierdza, że kobieta domyśla się, że bohater chce pojąć ją za żonę. Kiedy pierwsze uniesienie mija, stwierdza jednak, że od zaproszenia na obiad do ołtarza, prowadzi przecież bardzo długa droga. Bohater czuje się rozdarty wewnętrznie: „We mnie jest dwu ludzi – mówił – jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży?”. Kiedy w końcu nadchodzi dzień uroczystego obiadu, Stanisław nie wie, co założyć. Waha się między frankiem a surdutem. Po namyśle wybiera frak. Zamawia fryzjera i patrząc w lustro, przyznaje, że jego dawni towarzysze z Syberii, by go obecnie nie poznali. O 17.30, Wokulski, blady ze zdenerwowania, wsiada do powozu i jedzie na uroczysty obiad do państwa Łęckich. Wcześniej listownie prosi starego Szlangbauma, by w jego imieniu wystąpił na zbliżającej się licytacji.
Rozdział II „Ona” - „on” – i ci inni
Jeszcze przed obiadem z Wokulskim, Łęcka składa wizytę hrabinie Karolowej. Ma nadzieję, że spotka się tam z Rossim, sławnym w stolicy włoskim aktorem, którego poznała w stolicy Francji. Niestety, artysta się nie zjawia, co skutecznie psuje humor pannie Izabeli. Panna Łęcka próbuje porównywać Rossiego i pana Stanisława. Dochodzi do wniosku, że Wokulski - jako że jest tylko kupcem – nie wytrzymuje tego porównania. Po powrocie do domu, Łęcka z rozmarzeniem przegląda „Romea i Julię”, książkę, którą dostała w prezencie od Rossiego. Gest ten uważała wtedy za wyraźny sygnał, że mężczyzna się do niej zalecał. Nagle Łęckiej przychodzi do głowy, że Wokulskiego mogłaby traktować jako powiernika, kogoś, komu mogłaby się zwierzać. Wokulskiego wita najpierw gospodarz domu i ojciec Izabeli, pan Tomasz. Mężczyźni rozmawiają o kamienicy. Łęcki sądzi, że uda mu się dostać za nią ok. 100000 rubli. Otrzymane w ten sposób pieniądze zamierza oddać na procent Wokulskiemu. Ten zaś obiecuje przyjąć kapitał na zyskowny procent. Jeszcze przed obiadem Stanisław wita się z Izabelą i Florentyną. Celowo nie przestrzega zasad savoir-vivre’u przy stole, np. odkłada sztućce w niewłaściwym miejscu, je rybę nożem i widelcem, by później opowiedzieć zgromadzonym o posiłkach angielskich lordów. Obycie i wiedza gościa robią na Izabeli ogromne wrażenie. Równocześnie Stanisław obserwuje gospodarzy i dochodzi do wniosku, że jego osoba jest niezwykle cenna, szczególnie dla pana Łęckiego.
Po obiedzie pan Tomasz idzie odpocząć, jednak udaje, że otrzymał list od hrabiny. Dzięki temu może się zdrzemnąć, a Izabela ma okazję lepiej poznać Wokulskiego. Kiedy zostają sami, Łęcka pyta gościa, jak może się mu odwdzięczyć za to, że Wokulski stanął w jej obronie i wyzwał na pojedynek hrabiego. Onieśmielony bohater wyznaje, że jedyne, o czym marzy, to służyć pannie Łęckiej dopóty, dopóki wystarczy mu sił. Kiedy do pokoju wraca wyspany pan Tomasz, bohaterowie rozprawiają o wyjeździe do Paryża. Oboje proponują Wokulskiemu wspólny wyjazd.
Rozdział III. Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń
Wracając do domu, Wokulski przeżywa w myślach na nowo każdy gest i uśmiech Łęckiej. Czuje ogromną radość, tak wielką, że chciałby pomóc wszystkim ludziom potrzebującym materialnego wsparcia, choć zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie pomóc wszystkim, którzy by tego potrzebowali. Jednym z potrzebujących jest stary inkasent pracujący w sklepie Wokulskiego, Oberman. Zgubił on ok. 400 rubli. Wokulski oficjalnie nakazuje mu zwrócić pieniądze, ale w rozmowie na osobności mówi, że zapłaci, a on mu zwróci. Zastrzega też, by Oberman nikomu nie mówił o ich układzie. Rzecki nie zgadzał się z takim załatwieniem sprawy, ale Wokulski stwierdził, że lękałby się gniewu bożego, gdyby w takim dniu skrzywdził człowieka.
. Co więcej, bohater pomaga też Mariannie, dziewczynie, którą odesłał do sióstr zakonnych na naukę. Marianna ma już fach w ręku. Potrafi szyć. Wokulski załatwienia więc jej pokoik u Wysockiego, a także sprzęt potrzebny do pracy. Następnie Wokulski idzie do Krzeszowskiego, by porozmawiać z baronem o jego długach. Służący barona nie chce wpuścić Wokulskiego, usprawiedliwiając się chorobą swego pana. Tak naprawdę baron udaje niedyspozycję z obawy przed wierzycielami.
Po pewnym czasie bohater otrzymuje dwa listy. Pierwszy jest od pani Meliton. Swatka powiadamia go, że panna Izabela o 14 szykuje się na spacer po Łazienkach. Nadawcą drugiego list jest natomiast adwokat, który prosi swojego klienta o spotkanie. W kancelarii Wokulski razem ze starym Szlangbaumem dogadują kwestie związane z licytacją kamienicy Łęckiej. Około 14 Stanisław zjawia się w Łazienkach, by „przypadkowo” spotkać pannę Izabelę. Chociaż Łęckiej towarzyszy hrabina Karolowa i ojciec, Wokulski ma okazję porozmawiać z ukochaną na osobności. Wówczas dziewczyna zachwyca się Rossim, włoskim aktorem i ubolewa nad tym, że w Warszawie nie dostrzeżono jego ogromnego talentu. Wokulski prosi Obermana o to, by kupił bukiet kwiatów.
Rozdział IV. Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta
Zdając sobie sprawę z uwielbiania, jakim Izabela otacza osobę Rossiego, Wokulski za własne pieniądze zatrudnia klakierów oraz przesyła artyście przez podstawione osoby prezenty oraz bukiety kwiatów. Pewnego razu wysyła do teatru z podobną misją nawet Rzeckiego. Po zakończeniu III aktu stary subiekt ma podarować Rossiniemu album. Rzecki, z natury nieśmiały, czuje się źle wśród tłumu. Ma wrażenie, że wszyscy na niego patrzą i szydzą z jego ubioru. Na szczęście mężczyzna spotyka swojego dawnego znajomego. Prosi go o wykonanie tego zadania, a sam z ulgą przesiada się do jednego z tylnych rzędów. Tam ma okazję obserwować zachowanie przyjaciela , który nie zwraca uwagi na przedstawienie, a jedynie wpatruje się w lożę, w której siedzi zapatrzona w Rossiego Izabela. Rzecki domyśla się, że Wokulski zorganizował to przedstawienie dla panny Łęckiej. Po przedstawieniu stary subiekt wstępuje – co mu się rzadko zdarza - do restauracji na kolację. Przy tej okazji pije zbyt wiele piwa i powraca do domu dopiero nad ranem, zaś następnego dnia rano, po raz pierwszy w życiu, spóźnia się do pracy. Klejn wręcza mu anonim. Jego tajemniczy nadawca stwierdza, że Stanisław zamierza kupić kamienicę Łęckich. Rzecki nie może uwierzyć w to, co czyta. Stary subiekt chce udać się na licytację i sprawdzić, czy to prawda. Rzecki martwi się o przyjaciela jeszcze bardziej, gdy dowiaduje się, że ten nie zgodził się na pomysł Suzina. Rosyjski kupiec, a zarazem przyjaciel Wokulskiego, proponuje Stanisławowi wspólny wyjazd do Paryża, kusząc go perspektywą niezwykle korzystnych interesów. Wokulski jednak odmawia. Rzecki nie rozumie decyzji Wokulskiego. Subiektowi wydawało się, że Wokulski miał w planach wyjazd do Francji, bo chciał obejrzeć pewną wystawę.
Do licytacji pozostała godzina, więc Rzecki postanawia udać się do kaplicy. Spotyka tam baronową Krzeszowską. W sądzie i w jego pobliżu pojawia się coraz więcej Żydów. Przed licytacją Krzeszowska i Łęcki wysyłają swoich ludzi, by ci odpowiednio nastawili zebranych, by zobaczyć licytację. Zadaniem stronników baronowej jest przekonanie tłumu, że kamienica jest w opłakanym stanie. Z kolei pośrednicy Łęckiego sugerują zebranym, że kamienica to cenny nabytek, wart nawet 120 tys., chociaż budynek jest wart co najwyżej 70 tys. rubli. Licytację wygrywa Szlangbaum. Uzyskana kwota, czyli 90 tys. rubli, to dla baronowej Krzeszowskiej zdecydowanie za dużo. Z kolei Tomasz Łęcki uważa, że otrzymał za mało, ponieważ liczył, że otrzyma 120 tys. rubli. Chociaż słowa anonimowego informatora potwierdzają się, Rzecki łudzi się jeszcze, że kamienicy nie kupiono w imieniu Wokulskiego.
Rozdział V. Pierwsze ostrzeżenie
Zamieszanie związane z Wokulskim sprawia, że stary subiekt przez dwa tygodnie nie zmienia wystawy sklepowej. Co więcej, Rzecki dowiaduje się od Mraczewskiego, że z powodu odwołanego wyjazdu do Paryża Stanisław straci 50, a nie 10 tys. rubli, jak sądził wcześniej subiekt. Na dodatek Suzin jest rozżalony i mówi, że Stanisław Piotrowicz już nie ten, co był, że gardzi nim. Rzecki stwierdza, że musi porozmawiać z przyjacielem. W tej samej chwili do sklepu wchodzi Klejn z listem od panny Łęckiej i prosi Rzeckiego, by przekazał go Wokulskiemu. Stanisław siedzi w mieszkaniu Rzeckiego i coś pisze. Kiedy Rzecki oddaje mu list, ten w euforii drze kopertę i zaczyna czytać. Łęcka dziękuje Wokulskiemu za tak entuzjastyczne przyjęcie Rossiego przez publiczność. W dalszej części listu Izabela zaprasza go do siebie, by omówić szczegóły wyjazdu do Paryża. Uradowany Stanisław pokazuje list Rzeckiemu. Dzięki temu stary subiekt dowiaduje się, dlaczego Wokulski odmówił Suzinowi. Panna Łęcka kończy list słowami: „Naturalnie jedziemy razem, gdyż bez miłego Pańskiego towarzystwa podróż straciłaby dla mnie połowę wartości”. Rzecki wie już co się święci. Łęcka całkowicie zawładnęła sercem i umysłem jego przyjaciela. Subiekt próbuje przemówić bohaterowi do rozumu, opowiadając historię swojej nieszczęśliwej miłości, ale do Wokulskiego nic nie dociera. Rozmowę mężczyzn przerywa nadejście Tomasza Łęckiego. Ojciec Łęckiej nie czuje się zbyt dobrze, dochodzi do siebie dopiero, kiedy Wokulski zdejmuje mu krawat i rozpina koszule, po czy, ręcznikiem z wodą kolońską przemywa kark i głowę. Każe też woźnemu zaprząc konie do powozu, by odwieść Łęckiego. Ten dziękuje mu za troskę mówiąc, że jest do niej nieprzyzwyczajony, bo Izabela nie zna się na tych rzeczach, jest stworzona do tego, by to jej usługiwano. Świadomość nieumiejętności panny Izabeli w opiekowaniu się chorymi niemile zaskakuje Wokulskiego, ale tylko na moment.
Po chwili pan Tomasz odzyskuje siły i ubolewa, że otrzymał taką małą kwotę za kamienicę. Wokulski obiecuje mu, że sumę, jaką dostanie od Łęckiego umieści w lepszym interesie i Łęcki będzie miał z tego 10 tys.rocznie. Rozmowę przerywa wejście do sklepu człowieka, który mówi o sobie: „syn tego »podłego« lichwiarza, na którego tyle pan wymyślał”. Z tych słów wynika, że jest to Henryk Szlangbaum. Mężczyzna mówi do Łęckiego, że „ojciec natychmiast odstąpi ten dom za dziewięćdziesiąt tysięcy… nabywca odda go panu za siedemdziesiąt”. Wokulski nie pozwala mu jednak dokończyć. Henryk opuszcza sklep. Łęcki również wychodzi. W domu rozmawia z córką o Wokulskim. Izabela dziwi się, dlaczego Stanisław zaoferował jej ojcu tak wysoki procent od kwoty za kamienicę. Pan Tomasz dalej narzeka, że otrzymał za budynek zdecydowanie za mało, po czym zrezygnowany, idzie się położyć. Izabela rozmyśla o zachowaniu Wokulskiego stwierdzając, że jest z niego dobry człowiek, a Rossi nie byłby tak zadowolony z Warszawy, gdyby nie jego starania.
W tym czasie do drzwi Łęckich puka Żyd Szpigelman, żądając zwrotu długu i zapowiadając, że przyjdą i inni wierzyciele. Izabela obiecuje, że wszystko spłacą, nawet jeśli nie będzie mogła z tego powodu pojechać do Paryża. Panna Łęcka w końcu dowiaduje się od ojca, jak wielki dług na nich ciąży. Zwierza się też ojcu, że Żyd stwierdził, że od kapitału który ojciec ma zamiar da Wokulskiemu, nie można dostać tak wysokiego procentu. Łęcki jednak koncentruje się na tym, że Izabela niepotrzebnie zdradziła to Żydowi. Dodaje, że lepiej nie zdradzać wysokości, ani źródeł dochodów, a baron czy sam marszałek nie mieliby reputacji milionerów i filantropów, gdyby znano ich sekrety. Okazuje się, że baron utrzymuje spółkę z lichwiarzami, a fortuna marszałka urosła z szczęśliwych pogorzeli i handlu bydłem. Izabela nie może uwierzyć, że takich ma konkurentów do ręki.
Niespodziewanie jednak hrabina Karolowa przynosi dobre wieści. Nie dość, że chwali sprzedaż kamienicy za 90 tysięcy skoro warta była 70, to jeszcze zdradza, że do Warszawy wraca Kazimierz Starski, dawny absztyfikant panny Izabeli. Co prawda wspomina, że może być on nieco zadłużony, ale pieniędzy na jakiś czas powinno im wystarczyć. Karolowa namawia Łęcką, by pojechała z nią na wieś na resztę lata. Dzięki temu będzie mogła odnowić znajomość ze Starskim. Zwiększyłoby to jej szanse na ślub z Kazimierzem, bo młody chłopak na wsi będzie się nudził i będzie marzył, a kiedy będą się widywali codziennie, to w takich warunkach najlepiej będzie go zobowiązać. Oznaczałoby to jednak, że dziewczyna musi odwołać wyjazd do Paryża z Wokulskim. W rozmowie z kuzynką Florentyną Izabela zdradza, że Kazio Starski ma się u nich zjawić. Florentyna zastanawia się, co na to powiedzą baron, Marszałek czy Wokulski, ale Łęcka stwierdza, że Wokulski ją będzie uwielbiał nawet jak wyjdzie za mąż, bowiem wielbicielom tego gatunku wystarczy spojrzenie, uścisk ręki.
Całą noc Łęckiej śnił się Starski jako mąż, a Rossi, jako pierwszy platoniczny kochanek, Ochocki jako drugi, a Wokulski jako Plenipotent ich majątku. Rano obudziła ją z tego snu Florentyna informując o przybyciu Szpigelmana i jeszcze jednego Żyda. Łęcki prosi, by Izabela napisała do Wokulskiego, by uregulował rachunki tych wierzycieli. Ta wiadomość niepokoi Izabelę, która zastanawia się, czy naprawdę nie mogą obyć się bez tego człowieka.
Wkrótce nadchodzi Wokulski, który jako rozporządzający majątkiem Łęckich, reguluje zaległe rachunki. Niestety panna Łęcka otrzymuje list od baronowej Krzeszowskiej, z którego dowiaduje się z niego, że Wokulski nabył kamienicę, płacąc za nią o wiele więcej, niż jest warta. Z tego powodu baronowa obawia się wypowiedzenia mieszkania lub podwyższenia czynszu. Tomasz Łęcki stwierdza, że Wokulski to kupiec, więc robi interesy.
Wokulski cieszy się na spotkanie ukochanej. Ta jednak od progu robi mu wyrzuty. Ma pretensje, że kupił ich serwis i kamienicę. Rzuca Stanisławowi w twarz, że prześladuje jej rodzinę, zachowuje się chłodno i wyniośle. Wywód panny Izabeli zostaje przerwany przez nadejście Kazimierza Starskiego. Łęcka z widoczną niechęcią przedstawia Starskiemu Wokulskiego. Dalej, w rozmowie ze Starskim przechodzi na język angielski. Mówią o wspólnych przeżyciach, o swych wakacyjnych planach, wyraźnie flirtują. Myśląc, że Wokulski ich nie rozumie, Izabela wypowiada się o nim negatywnie. Stanisław czeka na uboczu i cierpliwie znosi raniące go boleśnie słowa. W pewnym momencie zostaje wezwany przez pana Tomasza, którego pokój opuszczają już lekarze. Pan Tomasz upewnia się, czy to rzeczywiście Stanisław kupił jego kamienicę, a ten potwierdza i zapewnia, że ten może przed upływem pół roku odkupić kamienicę na korzystnych warunkach. Zachowując się ku zdziwieniu gospodarza ozięble i powściągliwie, bez cienia dawnej serdeczności, Wokulski rozmawia przez chwilę o interesach i opuszcza dom po uprzednim chłodnym pożegnaniu z Izabelą. Zapewnia ją, że przypilnuje, by Rossi dostał wieniec, bowiem z powodu wyjazdu do Paryża nie może tego zrobić sam. Po wyjściu Wokulskiego zdumiona Łęcka biegnie do ojca mówiąc, że Wokulski pożegnał się z nią bardzo chłodno i powiedział, że dziś w nocy wyjeżdża do Paryża. Zdenerwowany pan Łęcki łapie się za głowę stwierdzając, że Wokulski na pewno się obraził. Izabela przyznała, że wspomniała mu o kupnie kamienicy. Łęcki stwierdza, że teraz wszystko stracone.
Rozdział VI. Pamiętnik starego subiekta
Rozdział ten ma formę pamiętnika Rzeckiego. Stary subiekt opisuje zawirowania polityczne w Europie. Rzecki wspomina również o tym, że zamiast zajmować się sklepem, ma teraz na głowie kamienicę Łęckich. Wieczorem, przed swym wyjazdem do Paryża, Stanisław udziela bowiem Rzeckiemu wskazówek dotyczących zakupionej kamienicy, a następnie odprowadzany przez Ignacego i Szumana udaje się na stacje. Podczas powroty do domu Szuman twierdzi, że Wokulski jest beznadziejnie zakochany i jego dziwne zachowane nie ma żadnego związku z polityką. Twierdzenie to po części uspokaja starego subiekta, który obawiał się, czy jego przyjaciel nie wdał się przypadkiem w jakieś niebezpieczne machinacje.
Nieco później – już samotnie – Rzecki wspomina okres, kiedy poznał Stanisława w lokalu Hopfera. Wokulski cały wolny czas poświęcał wtedy na zdobywanie wiedzy. Czynił to wbrew radom ojca, który kategorycznie stwierdził, że nie wiedza ale majątek są w stanie zapewnić młodemu człowiekowi znaczącą w świecie pozycję. Stanisław nie zwracał też uwagi na zakochaną w nim Kasię, córkę swojego pracodawcy. Zaś w 1861 roku porzucił pracę i – mieszkając u Ignacego – uczęszczał na wykłady. Wolne chwile poświęcał pracy nad wynalazkami. Ciągle też nie zwracał uwagi na próby wyswatania go, które podejmowała wówczas Małgorzata Minclowa. Po jakimś czasie wpadł w podejrzane – zdaniem Ignacego – towarzystwo i nagle zniknął. Odezwał się dopiero dwa lata później, pisząc z Irkucka z prośbą o przysłanie książek. Po powrocie do kraju poszukiwał bezskutecznie pracy. Dopiero Małgorzata, wdowa po Minclu, zatrudniła go u siebie, a niedługo później poślubiła. Pięć lat później zmarła na zakażenie krwi po natarciu się jakimś specyfikiem, który miał jej przywrócić młodość. Była jeszcze na tyle przytomna, by wezwać rejenta i cały majątek przepisać Stanisławowi. Po jej śmierci Wokulski odciął się od świata i powrócił do swoich książek, aż pewnego razu udał się do teatru, skąd wrócił jakby odmieniony. Niedługo później wyjechał do Bułgarii, gdzie zdobył pokaźny majątek.
Rozdział VII Pamiętnik starego subiekta
Ignacy na prośbę przyjaciela dokonuje obchodu nabytej przez Wokulskiego posesji. Budynek jest w opłakanym stanie. Śmierdzi, a sprawę pogarszają: śmietnik wyładowany do wysokości pierwszego piętra i ścieki z pralni. Okazuje się bowiem, że na parterze znajduje się „Pralnia paryska”. Panuje ogólny chaos. Stróż odsiaduje wyrok w kozie. Subiekt postanawia znaleźć zarządcę – Wirskiego, mieszkającego na trzecim piętrze. Człowiek ten, ubogi ex-właściciel majątku ziemskiego, walczył ramię w ramię z Napoleonem, więc mężczyźni szybko znaleźli wspólny język. Mężczyzna mówi Rzeckiemu, że są dwa rodzaje lokatorów: tacy co już od pół roku nie płaca nikomu, inni płacą magistratowi kary lub zaległe podatki za gospodarza. Po za tym stróż nie ma pensji, dach przecieka, zalegają śmieci, jeden z lokatorów wytoczył proces o piwnice, a dwaj o strych. On sam jest winien teraz już Wokulskiemu 90 rubli.
Przyszedł czas na wizytę u lokatorów. Ani studenci, ani baronowa Krzeszowska oświadczają, że nie będą płacić czynszu. Jeden ze studentów obecny w mieszkaniu mówi, że jeśli społeczeństwo chce, żeby płacił za mieszkanie, to niech mu płaci za korepetycje tyle, by go było na to stać. W mieszkaniu Krzeszowskiej są natomiast świadkami wizyty Maruszewicza. Ta jest zła, że służąca ich wprowadziła, po czym oświadcza, że ona płaci czynsz regularnie i albo ona się wyprowadzi z domu, albo Wokulski eksmituje niemoralnych mieszkańców. Ma na myśli praczki śpiewające sprośne piosenki, studentów rzucających z góry papierosy albo lejących wodę i niejaką Stawską, co do której baronowa nie wie, czy jest wdową czy rozwódką i tylko bałamuci cnotliwym kobietom mężów. Mówi tez, że nie chce żeby ktoś ją wyrzucił z mieszkania, gdzie umarło jej dziecko. Wspomina ponadto, że ma nadzieję, że jej mąż w końcu opamięta się i wróci.
Kiedy Rzecki odwiedza wspomnianą Stawską okazuje się, że ma ona na utrzymaniu córeczkę i starą matkę. Ciężko pracuje dając lekcję, by ich wyżywić, bo o mężu nie ma wieści od ponad 2 lat. Przed czterema laty zamordowano pewną lichwiarkę i to na mężczyznę padły podejrzenia. Udało mu się zbiec za granicę. W ubiegłym roku znalazł się morderca i ogłoszono niewinność Ludwika Stawskiego, ten jednak się nie zjawia. Rzeckiemu zrobiło się żal kobiety i obniżył Stawskiej czynsz, Jednocześnie obiecał, że Wokulski pomoże odnaleźć jej męża. Subiekt ma jednak wyrzuty sumienia, bo tym sposobem obniży dochody przyjaciela o 300 rubli w skali roku. Jednocześnie stwierdza, że gdyby był Stanisławem oświadczyłby się Stawskiej na poczekaniu.
Rozdział VIII. Szare dni i krwawe godziny
Stanisław dociera do Paryża pociągiem. Nie zwraca na nic uwagi. Jest przygnębiony. Wita go Suzin i zaprowadza do kamienicy, w której sam ma dwa mieszkania. Rozmawiają o interesach. Kiedy Wokulski zostaje sam, próbuje zasnąć. Kiedy mu się to nie udaje, postanawia wybrać się na spacer po Paryżu. Podziwia to miasto i jego budowle. Na ich tle warszawskie kamienice wydają mu się o wiele niższe i brzydkie. Kiedy bohater wraca, czekają już na niego goście. Tłumaczem Stanisława jest współpracownik Suzina, pan Jumart. Stanisław poznaje kolejno pułkownika, który oferuje się jako przewodnik; pana Escabeau - handlarza bronią i baronową, która z kolei handluje sekretami. Okazuje się, że Jumart obronił podwójny doktorat z filozofii, a utrzymuje się z pracy służącego. Informacja ta zadziwia Wokulskiego. Z braku innych zajęć, spaceruje paryskimi ulicami. Nie może jednak zapomnieć o pannie Izabeli. Widzi ją w twarzach napotkanych mieszkanek Paryża. Dochodzi jednak do wniosku, że Izabeli i ludziom z jej sfery nie jest potrzebny on sam, tylko jego pieniądze. Zastanawia się nad tym, by zamieszkać w Paryżu. Wydaje mi się, że w stolicy Francji ułożyły sobie życie i znalazłby kobietę, która odwzajemniłaby jego uczucia.
Rozdział IX. Widziadło
Wiele osób chce poznać Stanisława Wokulskiego. Jednym z nich jest profesor Geist – uczony i wynalazca, który jest uważany przez ludzi za oszusta i szaleńca. Demonstruje on Wokulskiemu swoje wynalazki, np. metal lżejszy od powietrza i proponuje współpracę. Stanisław zastanawia się poważnie nad propozycją, już mu się wydaje, że znalazł wyjście z matni, w jaką wpędziła go miłość do Izabeli. Bohater daje Geistowi 300 franków. Stanisław dowiaduje się od Jumarta, że Geist ma opinię dziwaka i że podobne sztuczki wykonuje również Palmieri, profesor magnetyzmu, który mieszka w ich hotelu i trzy razy dziennie pokazuje magnetyczne sztuczki. Wokulski bierze udział w jego pokazie, który trwa około 2 godzin i polega na tym, że Palmieri za pomocą wzroku usypia swoje media w taki sposób, że mogą one chodzić, odpowiadać na pytania i wykonywać różne czynności. Poza tym uśpieni przez magnetyzera objawiali niezwykłą siłę muskularną lub nieczułość bądź nadwrażliwość zmysłów. Poza tym wmiawiał on w medium rzeczy nieistniejące, na przykład uśpiwszy jakiegoś chłopaka dał mu owiniętą ręcznikiem łopatkę do węgli i powiedział mu, że to kobieta i ma się z nią kochać, a ten ścisnął i całował łopatkę robiąc do niej czułe miny. Wolulski bynajmniej nie krył niedowierzania, więc Palmieri zaprosił go do pierwszego rzędu. Stanisław zaczął się zastanawiać, czy jego miłość też niej jest złudzeniem, zaś jedyną pewną rzeczą – śmierć. Następnego dnia postanawia skontaktować się z Palmieri i spróbować hipnozy. Mistrz przyjmuje od Wokulskiego 20 franków opłaty za naradę, ale ostatecznie stwierdza, że Stanisław nie jest medium, nie działa na niego hipnoza. Bohater zastanawia się, czy ktoś lepiej niż Palmieri może magnerytować, ale mistrz się obraża na takie stwierdzenie. Wokulski zaś sądzi, że to Łęcka i Geist go zmagnetyzowali. Wokulski rzuca się w wir pracy. Bohater odnotowuje takie zyski, że zwracają mu się wszystkie pieniądze, które wydał w Warszawie. Tymczasem przychodzi list od Rzeckiego. Subiekt opowiada przyjacielowi o sytuacji Heleny Stawskiej. Prosi go o pomoc w odnalezieniu męża kobiety, Ludwika Stawskiego. Wokulski zleca to baronowej, którą poznał w Paryżu i przeznacza na poszukiwania mężczyzny 4 tys. franków. Na dodatek zostawia kwit jeszcze na 2 tys.franków płatnych po otrzymaniu wiadomości o Stawskim. Przy okazji wizyty u baronowej odwiedza antykwariat i kupuje egzemplarz poezji Mickiewicza, tej edycji, którą czytał jeszcze jako subiekt Hopfera.
Wokulski utrzymuje kontakt z profesorem Geistem. Okazuje się, że chemikowi udało się sprzedać materiał wybuchowy kompanii angielsko-amerykańskiej. Dzięki temu zyskał środki na swoje badania. Wokulski otrzymuje od chemika kawałek metalu, który ma stanowi rodzaj talizmanu. Stanisław zapewnia, że wróci do Paryża. Profesor odpowiada mu jednak: „Jeszcze nie ukończyłeś swoich rachunków ze światem. [...] Przyjdziesz tu, kiedy ci już nic nie zostanie z dawnych złudzeń”. Wokulski zaczyna pisać list do Rzeckiego. Chce powiadomić go, że nie wraca już do Warszawy, jednak porzuca tę myśl. Jednak list prezesowej Zasławskiej z krótką wzmianką o Izabeli sprawia, że chce wrócić do kraju. Prosi go ona bowiem, by niezwłocznie przyjechał do Warszawy i pojednał się z Łęcką. Stanisław tylko na to czekał. Załatwia ostatnie sprawy w Paryżu i wraca do kraju.
Rozdział X. Człowiek szczęśliwy w miłości
Po powrocie do Warszawy Stanisław otrzymuje zaproszenie od prezesowej do Zasławka i udaje się do jej posiadłości. Rzecki natomiast wręcza mu list od Suzina, który proponuje mu kolejny wspólny interes w okresie zimowym. Informuje bohatera, że w październiku wybiera się do Moskwy. Jadąc do Zasławka, Wokulski poznaje barona Dalskiego. Starszy mężczyzna zakochał się we wnuczce pani prezesowej – pannie Ewelinie Janockiej, którą zamierza poślubić. Robi dla Janockiej wszystko, zmienia obicia mebli na takie, które jej się podobają, kupuje ukochanej kosztowną biżuterię, a nawet uczynił ją jedyną spadkobierczynią.
Od barona Stanisław dowiaduje się, kto gości w Zasławku. Rezydują tam, wspomniana Ewelina Janocka, Julian Ochocki oraz Kazimierz Starski. Ten ostatni planuje ożenek z wdową Wąsowską. Stanisława interesuje jednak to, czy w majątku bywają Łęccy. Uspokaja się, słysząc potwierdzenie.
Rozdział XI. Wiejskie rozrywki
Odcinek ze stacji do Zasławka mężczyźni pokonują powozem. Po drodze spotykają narzeczoną barona, wdowę Wąsowską, Felicję Janowską, Ochockiego i Starskiego i wszyscy razem udają się do majątku. Na miejscu prezesowa wypytuje Wokulskiego, co sądzi o pozostałych gościach. Zachęca jednocześnie Stanisława do obejrzenia majątku. Wokulski zauważa, że pracująca tu służba jest pogodna i żyje dostatnio. Tymczasem goście prezesowej spotykają się w altanie. Dochodzi tam do ostrej wymiany zmian między Wokulskim a Starskim. Ten ostatni uważa, że małżonkowie powinni być sobie równi pod względem majątku i pozycji. Stanisław się z nim nie zgadza. Podaje własny przykład. Ożenił się bowiem, by nie umrzeć z głodu. Zna prawa rządzące światem i żal mu tych, którzy muszą go przestrzegać. Tym odważnym wyznaniem zdobywa uznanie Zasławskiej i Wąsowskiej. Wokulski domyśla się, że Janocka przyjęła oświadczyny barona tylko ze względu na jego majątek, a tak naprawdę jest zakochana w Starskim. Wdowa Wąsowska flirtuje z Wokulskim podczas przejażdżki konnej. Mężczyzna nie reaguje jednak na jej zaloty. Wąsowska jest nadąsana. Usprawiedliwia się jednak, mówiąc, że kokieteria zapewnia jej odrobinę rozrywki w jej pustym życiu. „Z dziesięciu tych, którzy mi się oświadczają, wybieram jednego, który wydaje się najciekawszym, bawię się nim, marzę o nim. I tak choćby co miesiąc”. Chociaż Stanisław nie pochwala zachowania wdowy, rozmówcy nie chowają wobec siebie urazy. Dzięki Wąsowskiej bohater zrozumiał, jak potrafią zachowywać się kobiety.
Rozdział XII. Pod jednym dachem
W czasie przejażdżki Wokulskiego i Wąsowskiej do majątku przybywa Łęcka. Zjawia się jednak bez większego entuzjazmu z powodu obecności Stanisława. Panna Izabela tłumaczy się przed samą sobą, mówiąc, że „choćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego, to jeszcze nie mam racji śpieszyć się na powitanie”. Dziewczyna jest w trudnym położeniu. Starski nie ma bowiem grosza przy duszy, a i baron przestał się nią interesować. Na domiar złego Łęcka nie ma posagu, który mogłaby wnieść do małżeństwa. Dziewczyna jest przekonana, że Stanisław powita ją z otwartymi ramionami, tymczasem najwięcej uwagi poświęca Wąsowskiej. Łęcka czuje się dotknięta. Goście zebrani w Zasławku są pod wrażeniem Wokulskiego. Prezesowa Zasławska opowiada Izabeli o swojej miłości do stryja Stanisława. Starsza kobieta ma nadzieję, że Łęcka ożeni się z Wokulskim. Historia miłosna Zasławskiej nie robi wrażenia na pannie Izabeli. Dopiero zainteresowanie zamożnej wdowy Wąsowskiej i przychylność barona Dalskiego sprawiają, że Łęcka spogląda na Wokulskiego ich oczyma: „Nie był to już jakiś tam kupiec galanteryjny, ale człowiek, który wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którymi zachwycał się baron, którego kokietowała Wąsowska”. Tymczasem rozmowa z Eweliną potwierdza przypuszczenia Wokulskiego. Narzeczona barona wyznaje Stanisławowi, że wychodzi za mąż za Dalskiego z litości i z powodu słabego charakteru. Wokulski powraca do stanu wewnętrznego rozdarcia pomiędzy pragnieniem zachowania obojętności dla kobiet, szczególnie dla panny Łęckiej, która zraniła jego uczucia, a miłością do niej. Obserwuje też uważnie zachowanie arystokracji, dochodząc do coraz silniejszego przekonania, że jest to jedno wielkie zbiorowisko próżniaków, którzy trwonią jedynie pieniądze na bezużyteczne rozrywki, zamiast wykorzystywać posiadane środki do budowania jakichś trwalszych dóbr i wartości.
W końcu Stanisław ma okazję porozmawiać z Izabelą. Tematem rozmowy są różnice klasowe, próżnej arystokracji i klasy pracującej. Wokulski ma inne zdanie niż Łęcka, ale podziwia jej umiejętność argumentacji. Ku zaskoczeniu bohatera, panna Izabela dziękuje mu za kupno kamienicy, czym sprawia mu ogromną radość. Przez kilka kolejnych dni pada deszcz. Gd tylko się wypogadza, towarzystwo wybiera się na grzyby.
Rozdział XIII Lasy, ruiny i czary
Goście udają się na grzyby. Wokulski opowiada współuczestnikom o locie balonem. Słysząc to, Ochocki traci dobry humor i nie ma już ochoty zbierać rydzów. To umożliwia Wokulskiemu wspólny spacer z Izabelą, który przywraca mu nadzieję na zdobycie jej uczucia. Jest zazdrosny o naukowca, jednak jego obawy są bezpodstawne, co potwierdzają słowa Izabeli: „Jednego dnia, siedząc przy jakiejś panience, wziął ją za rękę i… czy pan uwierzy? Zaczął czyścić swoją fajkę jej małym palcem”. Panna Łęcka mówi Wokulskiemu, że przed rokiem także była tutaj. Stanisław odpowiada, że on z kolei był wtedy w Bułgarii i że cały czas o niej myślał. Skorzystał z okazji i zapytał dziewczynę, czy może o niej myśleć. Nieco zakłopotana Łęcka odpowiada wymijająco, że „każdy człowiek ma prawo myśleć”. Te słowa sprawiają, że Wokulski ma nadzieję, że jest takim samym konkurentem, jak Starski oraz inni kawalerowie z towarzystwa i że ma prawo starać się o względy arystokratki. Przez kolejne dni Wokulski i Łęcka spędzali czas na wspólnych spacerach. Po pewnym czasie wszyscy goście prezesowej wybrali się na wycieczkę, by zobaczyć zamkowe ruiny w Zasławku. Wokulski zajmuje się również nagrobkiem dla swojego stryja, o który prosiła go wcześniej prezesowa Zasławska. Wszystkim ma się zająć rzemieślnik nazwiskiem Węgiełek. Mężczyzna przeżył pożar, ale stracił dach nad głową i razem z matką mieszka teraz w prowizorycznej chacie. Stanisław obiecuje, że jeśli rzemieślnik wywiąże się ze swojego zadania, otrzyma posadę w stolicy. Węgiełek jest szczęśliwy. Opowiada Izabeli i Stanisławowi romantyczną baśń o śpiącej królewnie. Kiedy mężczyzna skończył, otrzymał od Wokulskiego treść nagrobnej inskrypcji. Kiedy Węgiełek opuścił ich na chwilę, by iść po sznurek i wymierzyć nagrobek, panna Izabela przeczytała zaproponowany napis. Był to fragment wiersza Adama Mickiewicza, „Do M***”:
„Na każdym miejscu i o każdej dobie/ Gdziem z tobą płakał, gdziem z tobą się bawił/ Zawsze i wszędzie będę ja przy tobie/ Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił”.
Dziewczyna zaczęła szlochać, a kartka z fragmentem wiersza upadła na ziemię. Wokulski rzucił się, by ją podnieść. Chwycił pannę Izabelę za rękę i ośmielił się zapytać, nawiązując do opowieści rzemieślnika: „Obudzisz się, ty moja królewno?”. Łęcka odpowiada: „Nie wiem… może…” . Nazajutrz Izabela wraca do Warszawy. Zrobiłaby to już wcześniej, ale prezesowa celowo przetrzymała list od Florentyny, żeby Łęcka została jak najdłużej. Arystokratka żegna Wokulskiego i daje mu przyzwolenie na odwiedzenie jej w stolicy. Stanisław również wyjeżdża z majątku, wcześniej odwiedzając grób stryja i zabierając ze sobą rzemieślnika Węgiełka. Obserwująca bacznie pana Stanisława wdowa Wąsowska przestrzega go jeszcze przed Izabelą i jej szkodliwym wpływem, ale Wokulski nie ma zamiaru słuchać tych przestróg.
*Streszczenie jest tylko formą powtórzenia. Zachęcam do lektury recenzji*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz