niedziela, 1 lutego 2026

Sławomir Mrożek "Tango" - streszczenie szczegółowe lektury"

Akt I

Akcja aktu I rozgrywa się we wnętrzu dużego pokoju o wysokim suficie. Znajdujemy się w salonie Stomila i Eleonory. Szczególne wrażenie na samym początku robi wystrój, szczegółowo opisany: jest tu stół na osiem osób z kompletem krzeseł, a także fotele, sofa, małe stoliczki. Jest także duże ścienne lustro na lewej ścianie. Wszystko jest ustawione w dość przypadkowy sposób, przestrzeń sprawia wrażenie przeładowanej, a do tego chaotycznie niezorganizowanej, jakby przed przeprowadzką, albo tuż po. Dominuje tutaj nieład. Wrażenie bałaganu potęguje zestaw różnego rodzaju akcesoriów, pochodzących jakby z innych etapów historii rodzinnej, a w tym salonie ustawionych razem. Obok siebie są: staroświecki, czarny dziecięcy wózek, zakurzona suknia ślubna, melonik.

Nie mniej oryginalne od wyposażenia są postaci znajdujące się na scenie: to babcia Eugenia – krótkowzroczna i stara ale ruchliwa, wujek Eugeniusz – starszy, dystyngowany pan oraz Edek – osobnik podejrzany z długimi, tłustymi włosami. Cała trójka gra w karty. Nietypowa nie jest jednak gra, a to jak bohaterowie są ubrani, co tylko potęguje wrażenie jakiegoś wszechogarniającego bałaganu. Babcia ma na sobie rzucającą się w oczy suknię z trenem wlokącym się po ziemi, w olbrzymie kwiaty, na głowie jednak już nowoczesną czapkę-dżokejkę, a na nogach trampki. Zupełnie nie przypomina tym samym stereotypowej babci. Eugeniusz sprawia wrażenie statecznego starszego pana, ale ten staruszek z siwą czupryną także ma na sobie dziwne, pochodzące z innych czasów ubranie: Żakiet-jaskółkę, wysoki, brudny kołnierzyk, długie do kolan szorty i wysokie szkockie skarpety. Edek z kolei ubrany jest w miarę współcześnie w koszulę w kratę i jasnopopielate spodnie, ale za to jest nieogolony i brudny.

Na stole, przy którym siedzą, panuje jeszcze większy bałagan. Stoją tu talerze i filiżanki, karafki, a każde naczynie jest z innego serwisu, są też sztuczne kwiaty, resztki jedzenia, a także takie przedmioty, jak pusta klatka na ptaki bez dna, damski but, bryczesy. Stół potęguje jeszcze wrażenie niechlujstwa. Gracze zdają się jednak tego wszystkiego nie zauważać i świetnie się po prostu bawią.

Na scenę wkracza Artur, studiujący syn Stomila i Eleonory. Wraca właśnie z wykładów. Ubrany jest zupełnie inaczej niż wszyscy inni. Wygląda bardzo schludnie. Ma na sobie garnitur. W ręce trzyma książkę. Zdaje się zupełnie nie pasować do otoczenia, w który właśnie się znalazł. Z całą jego postawą kontrastuje dziecinna, infantylna rozmowa dorosłych. Przerzucają się hasłami, które tylko połowicznie przypominają karciane hasła, bliżej im do dziecięcych wyliczanek. Artur wita się w rodzinę, ale jest zirytowany faktem, że Eugenia i Eugeniusz grają w karty z podejrzanym typem, jakim jest Edek. Artur przerywa więc całą tę zabawę, stara się rozgonić grające towarzystwo. Edek próbuje się zatem pożegnać, ale Eugenia prosi go, by nie odchodził. Artur jednak go wygania. Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której Artur goni Eugenię, a Edek wyciąga mu spod pachy jedną z książek. Artur w geście buntu nakłada Eugeniuszowi klatkę na ptaki na głowę. Ma to być jego kara za infantylne zachowanie. Mężczyzna ma bowiem wujkowi za złe, że ten gra w karty, zamiast pisać pamiętniki. Babcia zostaje natomiast zagoniona na stojący we wnęce katafalk nakryty czarnym zmurszałym suknem. Artur zapala stojące wokół niego gromnice. Tymczasem Edek, którego wciągnęła książka, będąca podręcznikiem anatomii szczegółowej zostaje i siada na uboczu. Eugeniusz natomiast podaje Eugenii rękę, pomagając jej wejść na katafalk, na co ona nazywa go Judaszem. Eugeniusz zabiera też ze stołu sztuczne kwiaty i kładzie je obok Eugenii. Przy okazji dowiadujemy się, że Artur studiuje aż trzy fakultety, w tym medycynę i filozofię.

Do pokoju wchodzi kobieta w średnim wieku, w tak zwanych pajacykach. To Eleonora – matka Artura, który wita ją bardzo grzecznie, ale jednocześnie spokojnie tłumaczy, że zachowanie babci jest nie do przyjęcia i będzie ją musiał za nie ukarać. Mówi, że babcia przekracza granice, a na katafalku pomyśli chociaż o wieczności. Cały czas głównym problemem jest oczywiście Edek. Na to wszystko Eleonora przyznaje, że także go zna, a czasem nawet z nim od czasu do czasu sypia. Artur jest w szoku, nie jest w stanie pogodzić się z tym, jak funkcjonuje jego dom rodzinny. Na propozycję matki, by coś zjadł, mówi, że nie chce jeść, ale chce zapanować nad sytuacją.

Wszystko razem – nieład, swoboda obyczajów, brak jakichkolwiek zasad, wszystko to sprawia, że Artur jest na krawędzi tolerancji wobec tego, co wokół. Jest po prostu wściekły. Mimo że jest najmłodszy, to tylko on wczuwa się w rolę pana domu, który próbuje jakkolwiek zapanować nad powstałym chaosem. Można odnieść wrażenie, że ma on jednocześnie w domu jakąś pozycję, ponieważ wszyscy się go do pewnego stopnia słuchają. Eleonora wychodzi przynieść ostatecznie synowi coś do jedzenia.

Eugeniusz, oswobodziwszy głowę z klatki, zaczyna rozmawiać z Arturem. Próbuje go przekonać, że Edek nie jest taki zły, a choć nie wygląda inteligentnie, to ma dobre serce. Mówi też, że matka Artura, to już nie ta kobieta, co kiedyś, przed urodzeniem syna. Przysuwając się do chłopaka mówi zniżając głos, że Edek to wredna kreatura, ma brudne paznokcie i prawdopodobnie oszukuje w kartach. Eleonora z kolei przynosi synowi jedzenie, mimo że nie prosił o nie. Artur jest jednak uprzejmy, dziękuje za test gest i zaczyna jeść. W tym czasie podchodzi do niego Edek, który chce pożyczyć od niego książkę o anatomii do wtorku. Artur nie jest jednak skłonny mu jej pożyczyć, tłumaczy, że w poniedziałek ma egzamin. Eleonora mówi, żeby babcia zeszła z katafalku, bo wygląda jak z Edgara Poe. Artur stwierdza, że jest mu wszystko jedno, czy babcia zejdzie. Pijąc z filiżanki mówi, że napój jest gorzki, na to Eleonora tłumaczy, że nie ma cukru.

W końcu do pokoju wchodzi zaspany Stomil. Jest dalej w piżamie, ziewa i drapie się. Jego uwagę zwraca zapach kawy. Kieruje się więc w stronę Artura, przy okazji witając Edka. Eleonora ma pretensje do męża mówiąc, że ten miał dziś spać do południa, bo po południu łóżko będzie zajęte. Syn jest oburzony strojem ojca i każe się mu choć pozapinać, bo nie wypada. Ojciec jednak nie ma takiego zamiaru i stwierdza, że powód typu „nie wypada” nic nie znaczy i nie wytrzymuje analizy konwencjonalnej. Dodaje jednak, że nie może się zapiąć, bo brakuje guzików. Przy okazji zwraca uwagę, że z pokoju należy usunąć katafalk, bowiem wnęka przydała by mu się do eksperymentów. Gorąco popiera to Eugenia, która obawia się, że Artur będzie ją tam ponownie chciał umieścić. Młodzieniec się jednak zgadza bez większych oporów. Przypomina, że katafalk stoi w pokoju od śmierci dziadka, czyli koło 10 lat i dobrze, że chociaż wynieśli dziadka Od razu jednak podkreśla, że w domu panuje anarchia, że wszędzie wokół jest bezwład i entropia. Artur zwraca uwagę, że od 25 lat stoi tutaj nawet jego wózek czy suknia ślubna ciotki. Syn Eleonory i Stomila jest oburzony tym bałaganem, brakiem zgodności z dniem dzisiejszym. W końcu wykrzykuje, że w domu nie da się żyć, nie da się zrobić czegokolwiek. Stomil zupełnie nie rozumie, o co chodzi Arturowi i stwierdza, że bunt syna jest śmieszny Jemu samemu zupełnie te starocie nie przeszkadzają. W końcu wszyscy starają się żyć w swobodzie.

Kolejne wypowiedzi tłumaczą, dlaczego pozostali mieszkańcy domu tak swobodnie podchodzą do tego, co jest teraz. Starych czasów nie wspominają bowiem z rozrzewnieniem, tylko obawą o ich powrót. Eleonorze czy Stomilowi stare czasy kojarzą się przede wszystkim z szeregiem nakazów i zakazów, szczególnie tych drugich: od zakazu tańczenia tanga po zakaz trzymania łokci na stole. Rodzice Artura wspominają, jak wiele kosztowała ich walka o wolność. To tłumaczy, dlaczego oni sami nie wprowadzają żadnych zakazów i godzą się na wszystko, co się dzieje.

Wychodzi na to, że brak ustalonych zasad przeszkadza jedynie Arturowi. Zarzuca rodzicom, że stworzyli burdel, w którym nic nie funkcjonuje, gdzie nie ma żadnych zasad ani wykroczeń. Twierdzi, że musi mieć zasady, że musi je stworzyć, by miał w co w życiu wejść. A w tym momencie, skoro upadły wszystkie normy, przeciwko którym można się było jeszcze buntować, to on może się buntować jedynie przeciwko rodzinie i jej rozpasaniu. Konfrontacja Artura z rodzicami pokazuje, jaka jest przepaść pomiędzy starym i młodym pokoleniem. Artur o starym pokoleniu mówi jako o bezkształtnej masie, która nie ma żadnej formy, proponuje zatomizowany świat, którego nie można już nawet wysadzić, bo zrobił to sam. W dyskusję angażuje się jedynie Stomil, który stwierdza, że Artur ma zmurszałe poglądy. W tym samym czasie Eugenia, Eugeniusz i Edek wracają do przerwanej gry w karty.

Stomil do pewnego stopnia rozumie oczekiwania i roszczenia swojego syna, dlatego proponuje mu, aby energia jego buntu znalazła ujście w sztuce. Eleonora zaczyna ubolewać, że Artur przynosi wstyd w rodzinie, bo ona marzyła, że syn zostanie artystą. Artur jednak twierdzi, że chce zostać lekarzem. Stomil jest tą deklaracją zdziwiony, dlatego postanawia zorganizować przedstawienie teatralne, aby pokazać synowi prawdziwą wartość sztuki. Eugeniusz zaczyna energicznie przesuwać stół, jest zamieszanie i hałas.

Osiemnastoletnia, długowłosa Ala pojawia się nagle, wstaje z tapczanu i ziewa. Artur zostaje poinformowany przez Eleonorę, że jego kuzynka pojawiła się z samego rana. Stomil kwituje, że bardzo dobrze się stało i zaprasza Alę na przedstawienie.

Natychmiast dziewczyna zwraca uwagę Edka, ale Artur nie pozwala mu się do niej zbliżyć. Sam jest wyjątkowo zainteresowany dziewczyną. Pyta dziewczynę, jak długo ta u nich zostanie, na co Ala odpowiada, że powiedziała matce, że może już nie wróci. Na pytanie Artura, co na to matka dziewczyna stwierdza, że nic, bo nie było jej w domu. Ala widzi zainteresowanie swoją osobą i stara się je podsycać, wprost podrywa Artura. Ten się poddaje temu działaniu przez jakiś czas, ale w końcu orientuje się, że także i to jest postawieniem relacji damsko-męskich na głowie. Opamiętuje się, rzuca w dziewczynę książką pozostawioną przez Edka i mówi jej, by opuściła pokój. Ta chowa głowę pod kołdrą i unika uderzenia. Pyta go, czego on chce, na co Artur odpowiada, że wszyscy go o to pytają.

W tym czasie gotowy ze swoim przedstawieniem jest Stomil, ustawił już nawet krzesła na widowni. Siadają na nich: Eugenia, Eleonora, Eugeniusz. Edek próbuje wymknąć się z niedopitym piwem na zewnątrz, ale zauważa to Eugeniusz, który wskazuje go Eleonorze. Ta zatrzymuje Edka, który siada koło Eugeniusza. Artur podaje rękę Ali zapraszając ją na eksperyment teatralny. To unowocześniona wersja historii Adama i Ewy, w której występują pacynki. Przedstawieniem interesuje się także Edek, który pyta Stomila, gdzie w tym wszystkim jest wąż. Na co Stomil mu odpowiada, że „w domyśle”. Eksperyment teatralny kończy się wybuchem, gaśnie światło – efekty te miały zaskoczyć publiczność. Okazuje się jednak, że widzowie nie zrozumieli przesłania, a Stomil próbuje wyjaśniać, że to „dynamika aktu sensualnego”. Artur jest coraz bardziej zdenerwowany i ostatecznie wygania wszystkich oprócz Ali. Zostaje z nią sam. Podejmuje decyzję, że zbuduje tę rodzinę na nowo.

Akt II

Ta sama scena, co w akcie pierwszym. Jest środek nocy. Artur siedzi sam w fotelu. Widać obok niego tylko zapaloną lampę. Dołącza do niego Eugeniusz. Artur nie od razu pozwala mu jednak usiąść. Domaga się podania hasła. Wuj wymienia: odnowa, odzew. Artur komentuje słowami: "odrodzenie" robi pauzę, po czym mówi "w porządku niech wuj wjedzie". Chłopak z wujkiem postanawiają działać razem na rzecz przywrócenia porządku. Okazuje, się bowiem, że brak porządku, chaos, upadek zasad moralnych – wszystko to przeszkadza również Eugeniuszowi, mimo że swoimi poglądami dotychczas się jawnie nie dzielił. Dostosował się do tego, jak zachowywali się inni, natomiast w głębi serca pragnął powrotu do dawnych porządków. Eugeniusz okazuje się bowiem człowiekiem o bardzo konserwatywnych poglądach.

Artur jest jednak bardzo ostrożny. Przypomina Eugeniuszowi, że sprawa jest delikatna i wymaga zachowania przezorności. Nakazuje mu także gotowość do dalszych działań i czujność. Nie daje jednak żadnych dalszych, bardziej precyzyjnych wskazówek. Wujek wychodzi z pokoju.

Na scenę wchodzi Ala w koszuli nocnej, ziewając. Artur chce z nią poważnie porozmawiać. Początkowa część tej rozmowy pozwala przypuszczać, że Ali podoba się sytuacja, jaka ma miejsce w domu Stomila. Jest nieco zdziwiona poglądami Artura, które są kompletnie inne od tych, reprezentowanych przez całą jego rodzinę. Okazuje się, że wcześniej Artur zaproponował jej, aby za niego wyszła. Jest przekonany, że w ten sposób, tym jednym z najbardziej symbolicznych gestów, będzie w stanie przywrócić porządek i zbudować nowy ład. Ala ma jednak zupełnie inne podejście do całej sytuacji. Nie widzi żadnego uzasadnienia ślubu, nie czuje także takiej potrzeby. Stwierdza jednak, że skoro Arturowi tak na tym zależy, to mogą pobrać się jutro.

Artur próbuje zaprezentować jej szerszy kontekst swoich filozoficznych poglądów, ale dziewczyna szybko się nudzi jego wywodami. Wraca więc do sprawdzonej techniki kokietowania Artura. Odsłania kawałek swojej nogi, co natychmiast przykuwa uwagę chłopaka, mimo że ten próbuje stanowczo opierać się wdziękom dziewczyny. Artur próbuje zwrócić uwagę Ali, że sama siebie postrzega jako wyłącznie fizycznie atrakcyjną. Wypomina jej prymitywne zachowanie, stwierdza, że wystawia nogę, bo on nie rzuca się na nią jak jego ojciec artysta i wszyscy inni. Ala się obraża, czuje się dotknięta i chce opuścić pokój. Artur próbuje ją powstrzymać. Udaje mu się przekonać ją, aby została.

Artur próbuje szerszej zarysować przed Alą swój plan na przywrócenie ładu w domu. W pewnym momencie jednak przerywa swoje wywody i rzuca się na dziewczynę usiłując ją pocałować. Ala próbuje się wyrwać, zaczyna się szamotanina. Scenę tę przerywa Edek w ręczniku narzuconym na szyję i w siatce na głowie,, który tłumaczy, że idzie do kuchni po szklankę wody. Artur wyjaśnia Ali, że wcale nie chciał jej zgwałcić, ale poświęcił się tylko, były to bowiem ćwiczenia praktyczne z pragmatyki płci.

Co ciekawe, Artur stara się przekonać Alę o wyższości kobiet nad mężczyznami. Dodaje, że kobiety z całego świata będą jego sojuszniczkami. Przypomina, że historia świata jest historią brutalnego ucisku kobiet, dzieci i artystów przez mężczyzn, a mężczyźni dążą właściwie do zniesienia jakichkolwiek norm. Tłumaczy to tym, że ich brak pozwala mężczyznom łatwiej zaspokajać swoje potrzeby erotyczne. Myślenie kobiet przebiega zaś zupełnie inaczej. Sam przy tym deklaruje, że choć jest mężczyzną, wznosi się ponad siebie. Ala na stwierdzenie, że mężczyźni zrobili wszystko w dziedzinie erotyzmu, żeby usunąć ostatnie reguły, zaczyna się rozbierać. W ten sposób chce zademonstrować przed Arturem, że jej naprawdę podoba się świat bez norm i nakazów. Artur każe jej się natychmiast ubrać, stara się odwrócić wzrok. W tym momencie z kuchni wychodzi Edek zwabiony podniesionymi głosami. Ala zwraca uwagę na piękno jego oczu. Jego brak ogłady czy wykształcenia w tym momencie nie ma żadnego znaczenia. Artur przepędza mężczyznę, a Ala stwierdza, że chłopak jest zazdrosny, choć on zaprzecza. Dziewczyna przestaje się rozbierać i natychmiast zaczyna się ubierać. Nie jest w stanie jednak wytłumaczyć swojego postępowania.

Artur ma na to jednak pomysł. Przekonuje, że dziewczyna tak naprawdę jedynie udaje, że świat, w którym przyszło jej funkcjonować naprawdę jej się podoba. Artur jest przekonany , że również Ali brakuje porządku w życiu i z radością przywita ona powrót świata konwencji. Chce ją zresztą do tego bardzo przekonać. Prezentuje przed nią zalety bycia kobietą w świecie, w którym obowiązują jednak zasady moralne.

Ala słucha go. Prosi, aby przed nią ukląkł. Artur jednak odmawia, tłumacząc, że nie istnieją przecież już żadne konwencje. Jednocześnie sygnalizuje, że jest sposób na to, aby one wróciły. Trzeba tylko światu nadać nowy początek. Aby to się jednak mogło wydarzyć, musi dojść do ślubu. Ala mówi, że musi się zastanowić jeszcze nad małżeńską propozycją Artura. Nie interesują go bowiem żadne nielegalne związki, żadne ułatwione życie. Chce, żeby w Ala do ślubu poszła w białej sukni, wszystko według tradycji. Kiedy rozmowa między nim a Alą dobiega końca, Artur idzie do sypialni Stomila, aby przeprowadzić z nim poważną rozmowę o Edku. Stomilowi nie podoba się wizyta o tak późnej porze i odsyła syna. Artur jednak nie ma zamiaru się poddawać. Zwraca się do ojca z bezpośrednim pytaniem, czy ten naprawdę akceptuje Edka. Ku zaskoczeniu Artura Stomil bardzo pozytywnie wypowiada się o Edku. Stwierdza, że Edek jest zabawnym typem, ciekawym przez swoją autentyczność. Dodaje, że Edek jest dzieckiem szczęścia, do którego ludzie tacy jak Stomil mogą dojść jedynie przez sztukę, natomiast Edek tego etapu zupełnie nie musi pokonywać.

Artur nie może pogodzić się z tym nastawieniem ojca. Próbuje je więc zmienić, informując go o romansie Edka z Eleonorą. Stomil najpierw nie przyjmuje tej informacji, a potem dochodzi do wniosku, że właściwie jest mu zupełnie obojętne, z kim sypia jego żona. Przypomina o swobodzie seksualnej jako jednej z zasad wyzwolenia od nakazów, które determinowały życie jego pokolenia – swoboda seksualna w jego mniemaniu to pierwszy warunek wolności. Artur zupełnie nie wie, co zrobić, jest poirytowany obojętnością ojca. Nazywa więc ojca rogaczem, używa kolejnych obraźliwych określeń. Próbuje go w ten sposób sprowokować do działania. Stomil jednak spokojnie odpowiada, że rogi stanowią banalne porównanie, a nie solidne narzędzie analizy intelektualnej. Ostatecznie jednak Artur osiąga efekt, o który mu chodziło, bo udaje mu się urazić dumę Stomila mówiąc, że ten się boi. . Ojciec daje się sprowokować i przyznaje, że powinien rozprawić się z Edkiem. Szybko mu jednak przechodzi ten zapał. Kiedy tylko syn wręcz mu rewolwer, aby sprawę załatwić po męsku, Stomil nie chce kontynuować. Oskarża Artura, że próbuje go sprowokować i dąży do tragedii jego kosztem. Artur próbuje zmienić jeszcze raz nastawienie ojca i przekonać go, że pozbycie się Edka z domu jest po prostu konieczne. Stomil nie ma jednak już najmniejszej ochoty na konfrontację z kimkolwiek. Jest zwolennikiem kompromisowego załatwienia sprawy. Dodaje ponadto, że Edek to szczera prawda, której tak długo szukali, to fakt, a nie można nienawidzić tego, co konieczne.

Stomil zaczyna analizę całej sytuacji i dochodzi do wniosku, że właściwie nie może znaleźć żadnej logicznej przesłanki, która mówiłaby, że to źle, że jego żona jest w relacji seksualnej z innym mężczyzną. Artur jednak nie ustaje w wysiłkach, aby podburzyć go do działania. W końcu wybierają się do sypialni Eleonory, a Artur daje ponownie ojcu rewolwer. Sam czeka pod drzwiami, żywo zainteresowany ostatecznym przebiegiem konfrontacji między ojcem a Edkiem. Kiedy robi się cicho, Artur nie jest w stanie wytrzymać i nerwowo przechadza się pod drzwiami. W końcu nie wytrzymuje i wchodzi do środka. Jest zszokowany tym, co widzi. Okazuje się bowiem, że Stomil razem z Edkiem, Eleonorą i Eugenią grają w karty. Cała sytuacja wydaje mu się absurdalna, niezrozumiała. Nie jest w stanie zinterpretować postępowania ojca, który miał się skonfrontować z Edkiem, a zamiast tego właśnie gra z nim w karty. Eleonora tłumaczy, że Stomil przyszedł w samą porę, bo nie mieli czwartego do gry.

Rozwścieczony Artur przerywa grę. Wyciąga Stomilowi rewolwer z kieszeni szlafroka i zmusza wszystkich, aby wyszli do salonu. Robi się ogromny hałas, który ściąga także Eugeniusza zaciekawionego tym, co się dzieje. Artur przekazuje mu rewolwer i nakazuje pilnować pozostałej części rodziny, sam zaś idzie po Alę. Kiedy pozostali powołują się w stosunku do Eugeniusza na rodzinne koligacje ten stwierdza, że jest na służbie idei. Dodaje, że wszyscy są zdrajcami, zdradzili bowiem starą, dobrą epokę. Wraca Artur stwierdzając, że nie ma nigdzie Ali, zaczyna ją wołać ze złością. Okazuje się, że dziewczyna była na spacerze. Artur w końcu pyta ją, czy zgodzić się z nim wziąć ślub. Dziewczyna się zgadza. Artur zgodnie z dawnymi konwencjami prosi babcię o błogosławieństwo. Ta każe im zostawić ją w spokoju, ale ostatecznie wchodzi w rolę i kładzie ręce na głowach Artura i Ali. Eugeniusz każe wszystkim wstawać tłumacząc, że chwila jest uroczysta, a Stomilowi pozapinać guziki. Eleonorę ogromnie wzrusza widok błogosławieństwa. Kobieta płacze, jak na matkę pana młodego przystało. Ślub ma się odbyć następnego dnia. Stomil jest zły i wybiega do swojego pokoju, każąc wszystkim robić sobie, co chcą. Edek podchodzi do narzeczonych pragnąc złożyć gratulacje, ale Artur przepędza go do kuchni.

Akt III

Nadchodzi dzień ślubu. W domu Stomila zachodzą ogromne zmiany. Nie ma ani śladu poprzedniego bałaganu. Jest czysto, wszędzie panuje porządek. Katafalk stoi co prawda na swoim miejscu, ale teraz przykryty serwetami zastawiony bibelotami, niczym zwyczajny kredens. Również Eleonora, Eugenia, Stomil i Eugeniusz wyglądają zupełnie inaczej niż dotychczas. Przede wszystkim są ubrani odświętnie i to jeszcze w ubrania z poprzedniej epoki. Eugeniusz wykonuje wszystkim rodzinne zdjęcie z pomocą starego, zabytkowego, pudełkowego aparatu, chociaż pozującym trudno jest usiedzieć na miejscu, gdyż wszędzie latają mole. Edek zostaje osadzony w roli lokaja. Eleonora zwraca się do niego z prośbą o sole. Ten jednak zamiast soli przynosi na tacy wódkę, co wywołuje oburzenie u większości zgromadzonych. Nakazują oni wyniesienie wódki. Edek odprowadzany tęsknym spojrzeniem Eugenii, wychodząc z pomieszczenia pociąga z butelki. Zaraz okazuje się, że zdjęcie zrobione przez Eugeniusza było tylko udawane, ponieważ od lat aparat nie działa. Chodziło jednak o zachowanie zasad i dopełnienie tradycji. Stomil prorokuje, że popełniają błąd, bowiem formalizm nie zbawi ich od chaosu. Eugenia jednak nakazuje mu milczeć mówiąc, że defetyzm nie będzie tolerowany.

Zaraz po tym zaczynają bić dzwony. Na scenę wkracza Ala ubrana w suknię ślubną z welonem. Stomil zachowuje się bardzo elegancko, ujmuje jej dłoń, szarmancko całuje. Ala dopytuje się o Artura, jednak Eugeniusz tłumaczy, że poszedł załatwić ostatnie formalności. Dziewczyna nie jest zadowolona. Eugeniusz mówi, że musi porozmawiać ze Stomilem na osobności. Chce mu coś zaproponować. Po nich wychodzi również Eugenia. Panna młoda zostaje jedynie w towarzystwie Eleonory. Kobiety zaczynają rozmawiać. Matka Artura dopytuje się Ali o co chodzi i próbuje uspokoić ewidentnie rozdrażnioną dziewczynę. Ta z kolei pyta, dlaczego oni wszyscy się nie szanują. Eleonora stwierdza, że sama nie wie, ale może dlatego, że nie mają się za co szanować. W końcu jednak z ich rozmowy wynika, że żadna z nich nie jest szczęśliwa. Wokół kobiet kręci Edek. Eleonora cały czas na niego zerka. Zachwyca się jego prostotą, będącą esencją życia. Z pewną ambiwalencją wspomina jednocześnie o żelaznych zasadach, jakie w domu stara się wprowadzić Artur. Stwierdza, że to pierwszy człowiek z zasadami od pięćdziesięciu lat. Eleonora widzi syna jako nieco staroświeckiego, ale przyznaje, że jednocześnie to w świecie totalnej wolności czyni go oryginalnym i interesującym. Ala w końcu zdobywa się na wyznanie: kocha Artura pomimo wszystkich jego zasad. Ale nie chce zasad bez Artura. Obie panie nakłaniają Edka, żeby podzielił się z nimi swoimi zasadami. Z kieszeni wyciąga on mały notes i czyta te „zasady” w styli: „Ja cię kocham, a ty śpisz”, „Zależy jak leży”. Okazuje się, że przepisał je od kolego, który pracuje w kinie, sam nic nie wymyślił.

Chwilę później do salonu wraca Stomil i Eugeniusz. Ten drugi próbuje ojca Artura zmusić do włożenia obcisłego sznurowanego gorsetu po pradziadku. Stomil nie ma natomiast na to najmniejszej ochoty i próbuje za wszelką cenę wybić ten pomysł Eugeniuszowi z głowy. Eleonora w tym czasie poprawia welon Ali. Pojawia się na scenie spóźniony Artur. Słysząc fragmenty dyskusji między Eugeniuszem a Stomilem, przekonuje wujka, aby dał ojcu już spokój. Chwyta wujka za krawat i popycha przed sobą blednąc i nazywając mężczyznę sztucznym organizmem i wypchaną protezą. Nagle rozlega się „Marsz weselny” Mendelssohna. Artur wydaje się całym tym zamieszaniem mocno zmęczony. Puszcza Eugeniusza, bierze ze stołu karafkę i rozbija ją. Marsz urywa się w pół taktu. W końcu Artur opada na fotel stwierdzając, że to wszystko oszustwo. Wszyscy są bardzo zdziwieni jego zachowaniem. Są przekonani, że chłopak się upił i teraz niekontrolowanie bredzi.

Artur jednak postanawia wszystkich poprosić o wybaczenie. Twierdzi, że w końcu uświadomił sobie, jak bardzo się pomylił, zakładając, forma zbawi świat. Zaczyna przekonywać wszystkich, że forma nie ma w sobie nic konstruktywnego, a on sam jest tylko żałosnym formalistą. W swojej samokrytyce zwraca się na kolanach w kierunku Ali i Stomila. Ten ostatni z ulgą zdejmuje surdut prosząc o piżamę, ale Artur stwierdza, że do piżamy również nie ma powrotu. Artur twierdzi, że jemu i wszystkim pozostałym brakuje przede wszystkim idei. Nakazuje Edkowi zamknąć wszystkie drzwi domu i stwierdza, że nikt z niego nie wyjdzie, dopóki wspólnie nie uda się opracować idei, która pozwoli światu odzyskać ład i porządek. Pomysły, które padają, nie są zbyt oryginalne: „Bóg”, „sport”, „eksperyment”. Artur twierdzi, że Bóg już był, wszyscy ćwiczą, ale to nie daje rezultatów i muszą mówić poważnie, wiec eksperyment nie wchodzi w grę. Eugeniusz proponuje, by Eleonora coś wymyśliła, ale Artur kwituje, że kobiet nie ma co pytać. Eleonora zachęca Edka, by znów coś zaproponował, a ten dodaje nieco mniej sztampowy „postęp”. Arturowi żadna z propozycji jednak szczególnie nie przypada do gustu. Przede wszystkim przypomina on, że wszystkie zgłoszone koncepcje już były i na dłuższą metę się nie sprawdziły.

Dyskusja trwałaby dalej, gdyby nie to, że w salonie pojawia się Eugenia, która oświadcza rzeczowo, że umiera. Tym razem z własnej woli wchodzi na katafalk, układa się na wznak, splata ręce. Eugeniusz jest oburzony, stwierdza, że takich ekstrawagancji nigdy jeszcze w ich rodzinie nie było. Okazuje się, że to właśnie śmierć jest ideą, której szukał Artur. Babcia umiera, a Artur wygłasza płomienną przemowę, w której zapowiada, że stworzy w końcu system, w którym bunt i porządek zjednoczą się z jedno. Artur zwraca się w stronę Edka. Pyta go o siłę jego ciosu, zadaje także dyskretne pytanie o zdolność do popełnienia morderstwa. Śmiech Edka jest dla niego najlepszym potwierdzeniem, poklepuje go zatem po ramieniu stwierdzając, że Edka lubi i zawsze lubił.

Stomil stwierdza, że odchodzi, bo te ostatnie przejścia go wyczerpały i musi się położyć. Artur nie zamierza jednak na to pozwolić. Edek zastępuje mu drogę. Wtedy Stomil nagle przypomina sobie o sytuacji z dnia poprzedniego i wprost przy wszystkich pyta Eleonorę, czy miała romans z lokajem. Eleonora nie odpowiada. W tym momencie Artur wchodzi na stół, próbuje zwrócić uwagę wszystkich, mówiąc, że ten dom potrzebuje władzy. Tylko ona da się bowiem stworzyć z niczego..

Władza dla Artura to forma buntu doskonałego. Tylko ona pozwala bowiem na bunt, który jednocześnie nie będzie prowadził do chaosu. Eugeniusz i Stomil zupełnie nie popierają tego punktu widzenia, każdy pewnie z innego powodu, ale obaj uważają mowę Artura za szczeniacki popis. Są przekonani, że Artur nie ma nad nimi żadnej władzy, nic nie może im zrobić. Chłopak przekonuje ich jednak, że jeśli zechce będzie mógł ich zabić. Największym wyrazem władzy jest dla niego panowanie właśnie nad życiem i śmiercią. Na ten trop zaś naprowadziła go śmierć Eugenii. Panowanie nad istnieniem członków rodziny uznaje Artur za szczyt możliwości, jakie może osiągnąć władza.

Aby udowodnić swoją sprawczość, Artur rozkazuje Edkowi, aby ten na początek zabił Eugeniusza. Kiedy Stomil to słyszy, mdleje. Wszystko przerywa jednak Ala, która przyznaje się Arturowi do tego, że tego samego ranka zdradziła go z lokajem. Była przekonana, że na Arturze nie zrobi to większego wrażenia, skoro ślub z nią chciał brać tylko po to, aby przywrócić obecność zasad w rodzinnym domu, a nie z jakiegokolwiek innego powodu. Artur jednak reaguje w sposób, którego Ala zupełnie nie przewidziała. Jest wściekły. Jednocześnie popada w rozpacz, zaczyna płakać. Stwierdza, że on chciał ich uratować, że był już blisko, a oni wszystko psują. Szuka rewolweru, bowiem chce zabić Edka, zemścić się na nim. Ten jednak jest na to przygotowany. Zakrada się do niego od tyłu, wyjmuje rewolwer i z rozmachem uderza Artura w kark. Artur osuwa się na kolana, a Edek jeszcze raz wyprowadza cios w kark. Artur kona, wyznając przedtem Ali, że ją kochał. Stomil podsumowując jego życie, stwierdza, że trzeba mu wypaczyć, bo nie był szczęśliwy, żył rozumem, ale zbyt namiętnie. Chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość, a zabiło go uczucie, zdradzone przez abstrakcję. Władzę po Arturze natychmiast przejmuje Edek. W symbolicznym geście ubiera jego marynarkę. Natychmiast jednak sygnalizuje także, że jego władza będzie oparta przede wszystkim na sile fizycznej. Stwierdza, że jest swój chłop i nie muszą się bać, jeśli tylko będą go słuchać. Stomil z Eleonorą wychodzą, zabierając też Alę. Ta stwierdza, że Artur ją kochał i nikt jej tego już nie odbierze.

Edek przynosi magnetofon, włącza tango „La Cumparsita” i prosi Eugeniusza do tańca. Tańczą klasycznie, ze wszystkimi figurami i przejściami. Scena się kończy, opada kurtyna i przez jakiś czas słychać w tle melodie.


*To jedynie streszczenie lektury służące powtórzeniu. Zachęcam do przeczytania książki*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz