Autor: Elizabeth Arnott
Wydawnictwo: Poznańskie
Seryjni mordercy bardzo często mają drugą twarz. Na pierwszy rzut oka nie różnią się od ludzi, których mijamy codziennie na ulicy. Mają żony, dzieci, przyjaciół, pracę, domy, samochody, plany na przyszłość. Potrafią być kochającymi partnerami, troskliwymi ojcami, szanowanymi sąsiadami i ludźmi zajmującymi wysokie lub eksponowane stanowiska. Ich życie może wyglądać wręcz banalnie – i właśnie ta banalność okazuje się najbardziej przerażająca. Kiedy prawda wychodzi na jaw, niemal zawsze pojawia się pytanie: jak to możliwe, że najbliższa osoba niczego nie zauważyła? Jak żona seryjnego mordercy mogła nie wiedzieć, z kim dzieliła życie?
To pytanie jest jednym z najciekawszych punktów wyjścia dla kryminału i thrillera psychologicznego. Kryje się za nim bowiem przekonanie, że bliskość musi oznaczać wiedzę. Że skoro mieszkamy z kimś pod jednym dachem, znamy jego zwyczaje, gesty, słabości i codzienność, powinniśmy również rozpoznać jego najciemniejsze sekrety. Tymczasem rzeczywistość wielokrotnie pokazuje, że człowiek potrafi znakomicie ukrywać część własnej osobowości nawet przed najbliższymi. Autorka „Klubu Żon Seryjnych Morderców”, Elizabeth Arnott, wykorzystuje właśnie tę niepokojącą sprzeczność: pozornie najbezpieczniejsza relacja może okazać się przestrzenią, w której przez lata rozwija się coś makabrycznego.
Powieść wpisuje się w popularny nurt literatury wykorzystującej fascynację zbrodnią, seryjnymi mordercami i psychologią sprawców, ale jej interesującym wyróżnikiem jest przesunięcie punktu ciężkości. Zamiast koncentrować się wyłącznie na samym zabójcy, kieruje uwagę na kobiety, które znalazły się z nim w związku. To zabieg ważny, ponieważ w opowieściach o seryjnych mordercach rodzina sprawcy często pozostaje jedynie tłem. Żona jest „tą, która nie wiedziała”, dzieci są „tymi, które niczego nie podejrzewały”, a dom staje się miejscem, do którego po prostu przenika groza. Tymczasem w tej historii rodzina zostaje postawiona znacznie bliżej centrum wydarzeń.
Arnott na dodatek przedstawia nam nie jedną, a trzy kobiety, trzy żony seryjnych morderców, które – połączone wspólną historią – nie tylko nawiązały nić porozumienia, ale i zrodziła się pomiędzy nimi przyjaźń. Beverley ze swoją fascynacją faktami dotyczącymi zbrodni, Margot o wyglądzie modelki i Elsie z dziennikarską żyłką nie tylko wspierają się w codziennym zderzeniu z rzeczywistością i w próbach pozostawienia za sobą przeszłości, a także w walce z niechęcią oraz podejrzliwością ludzi wobec nich, ale postanawiają wspólnie zadbać o to, by już żadna kobieta nie stała się ofiarą seryjnego mordercy. A taki właśnie grasuje w ich okolicy, za cel biorąc młode, piękne kobiety. Rozpoczynają zatem na własny rachunek śledztwo, którego wyniki znów zaskakują, choć wydawałoby się, że te kobiety są akurat wyjątkowo wyczulone na fałsz.
Jednym z najciekawszych aspektów powieści jest jednak nie samo śledztwo prowadzone przez „klub”, ale pytanie o granice odpowiedzialności. Czy osoba, która nie wiedziała, że jej partner jest mordercą, może być za cokolwiek obwiniana? A jeśli przeczuwała, że coś jest nie w porządku, ale nie chciała dopuścić tej myśli do świadomości? Co w sytuacji, gdy pojawiają się drobne sygnały ostrzegawcze, lecz każdy z nich można racjonalnie wyjaśnić? To właśnie tutaj powieść dotyka bardzo bliskiego nam ludziom mechanizmu działania. Człowiek nie zawsze interpretuje rzeczywistość w sposób obiektywny. Często interpretuje ją tak, aby była możliwa do zaakceptowania szczególnie, jeżeli kochamy drugą osobę. To właśnie jeden z najbardziej przerażających elementów historii o seryjnych mordercach. Nie chodzi wyłącznie o to, że potrafią oni kłamać. Chodzi również o to, że ich otoczenie często chce wierzyć w kłamstwo, ponieważ alternatywa jest zbyt trudna do przyjęcia.
„Klub Żon Seryjnych Morderców” interesująco wykorzystuje tę perspektywę, pokazując, że prawda o drugim człowieku nie zawsze jest czymś, co można po prostu odkryć poprzez uważną obserwację. Każdy z nas bowiem pokazuje innym określoną wersję siebie – mniej lub bardziej prawdziwą. W przypadku osób o skłonnościach psychopatycznych czy manipulacyjnych ta umiejętność może zostać doprowadzona do skrajności. Sprawca może przez lata budować wiarygodny wizerunek, dostosowywać zachowanie do oczekiwań otoczenia i świadomie oddzielać od siebie poszczególne obszary swojego życia.
Tytułowy „klub” można traktować nie tylko jako element fabularnej konstrukcji, lecz także jako symbol wspólnoty kobiet połączonych bolesnym doświadczeniem. To sytuacja absurdalna i makabryczna zarazem: zwyczajne problemy małżeńskie zostają skonfrontowane z czymś skrajnym, niemal niewyobrażalnym. Zamiast rozmawiać o zdradach, rachunkach, wychowaniu dzieci czy kryzysach wieku średniego, bohaterki muszą zmierzyć się z konsekwencjami życia u boku człowieka, który przekroczył najbardziej podstawowe granice moralne. Ten kontrast sprawia, że książka staje się również opowieścią o pozorach normalności.
„Klub Żon Seryjnych Morderców” zainteresuje przede wszystkim czytelników, którzy w kryminałach szukają czegoś więcej niż zagadki „kto zabił?”. Oczywiście element sensacyjny i kryminalny pozostaje tu ważny, ale równie istotne są pytania dotyczące psychiki bohaterów, małżeństwa, zaufania oraz sposobów, w jakie człowiek radzi sobie z prawdą. Nie jest to przy tym prosta lektura, ograniczona do kryminalnej zagadki. Przeciwnie, najciekawsze są właśnie te momenty, w których nie otrzymujemy łatwych odpowiedzi na pytania o moralność, uważność. Bo czy można mieć pretensje do kobiety, że nie podejrzewała swojego męża o morderstwo, skoro wszystko, co widziała na co dzień, wskazywało na coś przeciwnego? Czy można wybaczyć sobie, że ufało się komuś, kto na to zaufanie nie zasługiwał? Takie pytania pozostają z czytelnikiem długo po zamknięciu książki.
Największą siłą tej historii jest zatem nie sama zbrodnia, lecz psychologiczna przewrotność sytuacji. Czytelnik zostaje zmuszony do przyjęcia perspektywy osób, które muszą skonfrontować swoje wyobrażenie o ukochanym człowieku z jego prawdziwym obliczem. A to doświadczenie jest znacznie bardziej niepokojące niż klasyczna opowieść o polowaniu na mordercę. Bo seryjny morderca z definicji jest kimś, kogo chcemy odnaleźć i przed kim chcemy się uchronić. Znacznie bardziej przerażająca jest świadomość, że największe zagrożenie może przez długi czas pozostawać kimś, komu ufamy.
„Klub Żon Seryjnych Morderców” jest więc przede historią o tym, jak krucha może być nasza pewność, że znamy ludzi, z którymi dzielimy życie. To książka wykorzystująca fascynację zbrodnią, ale jednocześnie wychodząca poza samą kryminalną sensację. Skłaniająca do przemyśleń, ale jednocześnie przesuwająca mocno granice odpowiedzialności. Książka, o której długo się nie zapomina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz