Autor: Justyna Żejmo
Wydawnictwo: Sensus
Czym właściwie jest szczęście? Pytanie wydaje się banalne, niemal dziecięco proste. Każdy przecież chce być szczęśliwy. Kiedy jednak spróbujemy odpowiedzieć na nie bez uciekania się do gotowych formułek, nagle okazuje się, że sprawa wcale nie jest oczywista. Czy szczęście to zdrowie? Spokojny dom? Miłość? Rodzina? Pieniądze? Sukces? Wolność? A może zwyczajna umiejętność cieszenia się tym, co już mamy? Co ciekawe, wiele osób przeżywa całe życie, nigdy naprawdę się nad tym nie zastanawiając. Żyjemy według ustalonego rytmu: pracujemy, zarabiamy, kupujemy, planujemy, realizujemy kolejne cele, martwimy się o przyszłość i wspominamy przeszłość. Często dopiero w chwilach zatrzymania, kryzysu albo straty pojawia się pytanie, które wcześniej gdzieś ginęło w codziennym pośpiechu: czy ja właściwie dobrze żyję? I jeszcze trudniejsze: co znaczy dobrze żyć?
Właśnie od tego pytania wychodzi Justyna Żejmo w książce „Mózg – siedziba szczęścia. 6 neuronaukowych zasad tworzenia dobrego życia”. Autorka proponuje spojrzenie na szczęście nie jako na przypadkowy dar losu ani nagrodę, która czeka na nas po osiągnięciu wszystkich życiowych celów, lecz jako proces, na który w pewnym zakresie możemy wpływać. Jej zasadnicza teza jest prosta: skoro sposób, w jaki odbieramy świat, przeżywamy emocje, podejmujemy decyzje i budujemy relacje, jest związany z funkcjonowaniem naszego mózgu, to warto lepiej poznać tę niezwykłą „siedzibę” własnego dobrostanu.
I właśnie tutaj książka Żejmo okazuje się interesująca. Nie dlatego, że odkrywa przed czytelnikiem jakąś tajemniczą receptę na szczęśliwe życie. Takiej recepty zresztą nie ma. Jej wartość polega raczej na uporządkowaniu kilku ważnych prawd, o których współczesny człowiek często wie, ale których nie zawsze potrafi użyć w praktyce.
Autorka łączy język neuronauki, psychologii i poradnictwa. Nie mamy jednak do czynienia z podręcznikiem akademickim, autorce zależy bowiem na tym, aby skomplikowane procesy zachodzące w mózgu przełożyć na język codziennych doświadczeń. Jednym z najbardziej charakterystycznych zabiegów książki jest przedstawienie mózgu jako swoistej „Instytucji JA”. Kora przedczołowa staje się w tej metaforycznej strukturze panią prezes, ciało migdałowate kierownikiem fabryki emocji, układ nagrody działem HR, hipokamp „HipoAnalitykiem”, a poszczególne obszary mózgu otrzymują role przypominające pracowników wielkiej organizacji. Do pokazanie mózgu jako (mniej lub bardziej sprawnie) działającej firmy pozwala nam zrozumieć, jak wygląda budowa mózgu i jaka jego część odpowiada za konkretne działania. To rozwiązanie ma ogromną zaletę: pozwala czytelnikowi zapamiętać rzeczy, które w klasycznym wykładzie z neurobiologii mogłyby okazać się trudne (i nudne).
Cała konstrukcja książki podporządkowana została sześciu neurozasadom „robienia sobie szczęścia”, a autorka nie tylko przywołuje te zasady, ale i pokazuje, w jaki sposób każda z nich aktywuje i działa na mózg. Są nimi: flow, czyli umiejętność odnajdywania się w stanie przepływu; „uskrzydlające plemię”, a więc znaczenie relacji i wspólnoty; ruch; akceptacja; poszerzanie horyzontów oraz „alchemia duchowa”, związana między innymi z uważnością, transcendencją i wewnętrzną przemianą.
Autorka proponuje nam tym samym szerokie spojrzenie na dobrostan. Szczęście nie zostaje sprowadzone wyłącznie do pozytywnego myślenia. Żejmo przypomina, że człowiek jest istotą biologiczną, ale także społeczną, emocjonalną i duchową. Potrzebuje ruchu, relacji, poczucia sensu, rozwoju i pewnej zgody na rzeczywistość. To bardzo ważne, szczególnie dziś, kiedy rynek samorozwoju często proponuje wizję szczęścia niemal wyłącznie jako efektu odpowiedniego nastawienia psychicznego. Przesłanie książki pozwala nam uzmysłowić sobie, że dobre życie wymaga pracy. Wymaga przyjrzenia się własnym nawykom, relacjom, sposobowi interpretowania rzeczywistości i temu, jak reagujemy na trudne doświadczenia. W tym sensie tytułowe szczęście nie jest czymś, co po prostu „się ma”. Jest raczej czymś, co w pewnej mierze się buduje.
Szczególnie wartościowa jest część poświęcona relacjom. Człowiek nie jest samotną wyspą, choć współczesna kultura często próbuje nam wmówić coś przeciwnego. Możemy kupować kolejne rzeczy, osiągać kolejne cele, rozwijać kompetencje i pracować nad sobą, ale bez bliskości z innymi ludźmi trudno mówić o pełnym dobrostanie. W książce „plemię” oznacza właśnie wspólnotę osób, które wzajemnie się wzmacniają. Autorka nie idealizuje jednak relacji — pojawia się również temat „czyszczenia wioski”, a więc potrzeby przyjrzenia się temu, które więzi rzeczywiście nam służą.
Równie istotny jest rozdział dotyczący ruchu. To jedna z tych rzeczy, które doskonale znamy, a mimo to wciąż o nich zapominamy. Człowiek nie został stworzony do wielogodzinnego siedzenia, nieustannego patrzenia w ekran i życia wyłącznie „od głowy w górę”. Ruch jest częścią naszego funkcjonowania biologicznego, a nie tylko dodatkiem do życia dla tych, którzy chcą mieć lepszą sylwetkę. Żejmo umieszcza go więc wśród fundamentalnych elementów budowania dobrostanu.
Bardzo ciekawie wypada także zasada akceptacji. W kulturze, która bez przerwy zachęca nas do poprawiania siebie, swojego wyglądu, kariery, relacji i stylu życia, słowo „akceptacja” może brzmieć niemal jak kapitulacja. Tymczasem nie musi nią być. Akceptować nie znaczy przecież uznawać wszystko za dobre. Można zaakceptować fakt, że coś się wydarzyło, i dopiero wtedy zdecydować, co z tym zrobić. Można zaakceptować własne ograniczenia, nie rezygnując z rozwoju. Można przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest, zamiast tracić energię na nieustanną walkę z tym, czego zmienić się nie da.
Warto podkreślić, że „Mózg – siedziba szczęścia” nie jest książką o tym, jak przez cały czas czuć się dobrze. I bardzo dobrze. Nieustanne szczęście byłoby zresztą czymś podejrzanym. Człowiek, który nigdy nie doświadcza smutku, lęku, złości czy rozczarowania, niekoniecznie jest człowiekiem szczęśliwym — być może jest po prostu człowiekiem odciętym od części własnego doświadczenia. Dobre życie musi zawierać również trud. Musi mieć miejsce na stratę, żałobę, niepewność, porażkę i zmęczenie. Szczęście rozumiane dojrzale nie polega na tym, że życie przestaje boleć. Polega raczej na tym, że mimo bólu nadal potrafimy odnajdywać sens, bliskość, wdzięczność, ciekawość świata i powody, by następnego dnia wstać z łóżka. W tym sensie książka Żejmo jest bardziej opowieścią o dobrostanie niż o szczęściu rozumianym jako permanentna przyjemność. I właśnie takie podejście wydaje się znacznie bardziej wartościowe.
„Mózg – siedziba szczęścia” Justyny Żejmo warto więc czytać nie jak instrukcję obsługi życia, lecz jak zaproszenie do zatrzymania się i zadania sobie kilku ważnych pytań. Warto też pamiętać, że dobre, szczęśliwe życie nie oznacza unikania problemów, ale raczej satysfakcjonujące życie pomimo nich. Nie wszystko od nas zależy, ale wiele zależy od tego, jak odpowiadamy na to, co przynosi los. I właśnie tę myśl można uznać za najcenniejszy fundament książki Żejmo, zabierając ją ze sobą i ... żyjąc zgodnie z zasadami tworzenia dobrego życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz