środa, 2 września 2026

David A. Kessler „Dieta, leki, dopamina”

Tytuł: „Dieta, leki, dopamina”
Autor: David A. Kessler
Wydawnictwo: Helion


Miesiącami próbujemy różnych diet. Liczymy kalorie, ograniczamy węglowodany, rezygnujemy z cukru, przechodzimy na keto, post przerywany, dietę śródziemnomorską albo po prostu postanawiamy „jeść mniej”. Przez kilka tygodni kilogramy rzeczywiście znikają, pojawia się satysfakcja i poczucie, że tym razem będzie inaczej. A potem przychodzi zmęczenie, głód, powrót dawnych nawyków i — często — powrót utraconych kilogramów. Nierzadko z nawiązką. Zaczynamy więc od kolejnej diety. I kolejnej. Być może problem polega na tym, że w całej tej historii zbyt rzadko uwzględniamy kwestię uzależnienia od jedzenia, który to temat zresztą w przestrzeni publicznej jest niemal tabu.

Właśnie od tego niewygodnego pytania wychodzi David A. Kessler w książce „Dieta, leki, dopamina. Naukowe podejście do uzależnienia od jedzenia, fenomenu GLP-1 i roli zdrowych nawyków”. Autor nie jest kolejnym autorem poradników dietetycznych. To lekarz, pediatra, były komisarz amerykańskiej FDA oraz były dziekan wydziałów medycznych Yale i University of California, San Francisco. Ma również osobiste doświadczenie z problemem nadmiernej masy ciała. I być może właśnie dlatego jego książka jest znacznie ciekawsza niż kolejna publikacja obiecująca „dietę cud” i powrót do formy w tydzień. Wiedza zawarta w książce pozwala bowiem nie tyle pracować nad objawami, czyli nadwagą, ale nad przyczyną, czyli uzależnieniem, w które wpadamy m.in. sięgając po żywność wysoko przetworzoną.

Najważniejsza teza Kesslera jest zarazem najbardziej prowokacyjna: problem nadmiernej masy ciała nie może być rozpatrywany wyłącznie jako problem kalorii, dyscypliny i silnej woli. Nie oznacza to oczywiście, że bilans energetyczny jest tu nieistotny. Organizm nadal otrzymuje energię z pożywienia i nadal ją zużywa. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy sprowadzimy całą ludzką relację z jedzeniem do prostego równania „mniej jeść, więcej się ruszać”. Tymczasem jemy nie zawsze tylko dlatego, że jesteśmy głodni. Jemy dlatego, że coś wygląda atrakcyjnie, pachnie, przypomina dzieciństwo, poprawia nastrój, jest nagrodą, przerywa nudę, łagodzi napięcie albo po prostu znajduje się pod ręką. Współczesne jedzenie potrafi natomiast połączyć wiele tych bodźców naraz: intensywny smak, odpowiednią konsystencję, tłuszcz, cukier, sól i łatwą dostępność. Kessler szczególną uwagę zwraca na żywność wysoko przetworzoną i jej zdolność do uruchamiania mechanizmów nagrody oraz kompulsywnych zachowań żywieniowych. W jego ujęciu współczesne środowisko żywieniowe samo w sobie jest problemem i powinniśmy wziąć to pod uwagę w pracy nad własnym zdrowiem. To bardzo ważne przesunięcie perspektywy, bowiem zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego nie potrafię mniej jeść?”, zaczynamy pytać: „Dlaczego tak wiele rzeczy w naszym otoczeniu zostało zaprojektowanych tak, żebym chciał jeść więcej?”

Tytuł książki może sugerować, że Kessler opowiada nam w niej o dopaminie jako prostym „hormonie przyjemności”. Jednak jego argumentacja jest bardziej wyrafinowana. Dopamina jest związana przede wszystkim z układami motywacji, uczenia się, przewidywania nagrody i wzmacniania określonych zachowań. To istotna różnica. Człowiek może bowiem bardzo czegoś pragnąć, nawet jeżeli samo doświadczenie nie daje już takiej przyjemności jak kiedyś. To świetnie tłumaczy jeden z paradoksów kompulsywnego jedzenia: możemy nie być naprawdę głodni, możemy nawet nie cieszyć się jedzeniem tak jak dawniej, a mimo to odczuwać bardzo silną potrzebę jego zjedzenia.

Właśnie w tym momencie książka staje się przede wszystkim książką psychologiczną, bowiem Kessler opisuje mechanizm, w którym bodziec prowadzi do pragnienia, pragnienie do działania, działanie do krótkotrwałej nagrody, a ta wzmacnia cały schemat. Z czasem nie potrzeba już nawet świadomej decyzji. Wystarczy określona pora, miejsce, emocja, reklama, zapach czy widok produktu, by człowiek reagował automatycznie. A wówczas popularne teksty o „silnej woli” przestają mieć jakikolwiek sens.

Jednym z najmocniejszych elementów książki jest porównanie mechanizmów związanych z kompulsywnym jedzeniem do mechanizmów znanych z innych uzależnień. Jednak „Uzależnienie od jedzenia” nie jest prostym odpowiednikiem uzależnienia od alkoholu czy nikotyny i nie powinno być traktowane jako całkowicie rozstrzygnięta, jednoznaczna diagnoza kliniczna dotycząca każdego przypadku przejadania się. Tym bardziej, że długo twierdzono, że nie może uzależniać coś, co podtrzymuje nas przy życiu. Nie można też powiedzieć, że każda osoba z nadwagą jest „uzależniona od jedzenia”. Nie można również uznać każdego objadania się za zaburzenie psychiczne. Istnieją różne przyczyny zwiększonej masy ciała: genetyczne, metaboliczne, środowiskowe, psychologiczne, społeczne, związane ze snem, lekami czy innymi chorobami. Koncepcja Kesslera jest jednak interesująca właśnie dlatego, że zmusza czytelnika do potraktowania kompulsywnego jedzenia jako problemu wymagającego czegoś więcej niż kolejnej listy zakazanych produktów.

Kessler pokazuje, że po utracie masy ciała organizm niekoniecznie zachowuje się tak, jak chciałby tego odchudzający się człowiek. Pojawiają się biologiczne mechanizmy zwiększające głód i sprzyjające odzyskiwaniu masy ciała. Organizm nie traktuje utraty kilogramów jako sukcesu, który należy koniecznie utrzymać, a raczej - z punktu widzenia biologii – odbiera je jako zagrożenie wymagające przeciwdziałania. To jedna z najbardziej wartościowych części książki, ponieważ zdejmuje z ludzi z nadwagą ciężar winy. Kessler poświęca temu osobną, drugą część książki, omawiając biologiczne mechanizmy przeciwdziałające utracie masy ciała, problem określenia zdrowej masy docelowej, tłuszcz trzewny oraz możliwość „resetowania” masy ciała.

Trzecia część książki prowadzi do tematu, który w ostatnich latach całkowicie zmienił podejście do odchudzania: leków działających na szlak GLP-1. Zmieniły one sposób, w jaki możemy oddziaływać na głód, sytość i zachowania związane z jedzeniem. Kessler podkreśla jednak, że farmakologia nie jest równoznaczna z pozbyciem się problemu. Omawia zarówno możliwości tych leków, jak i ich ograniczenia oraz potencjalne ryzyka.

To wszystko sprawia, że po książkę „Dieta, leki, dopamina” sięgnąć może nie tylko osoba pragnąca zredukować wagę, ale i różnego rodzaju specjaliści, od psychologów i psychiatrów poczynając, poprzez dietetyków, po lekarzy pierwszego kontaktu. Co istotne, autor nie pisze o walce z otyłością wyłącznie jako obserwator. Sam opisuje własną historię walki z masą ciała i doświadczenia związane z leczeniem. To nadaje książce dodatkowy wymiar i zmienia podejście czytelnika do tematu. Otwiera go nie na podejście „jedz mniej”, ale raczej: zrozum, dlaczego jesz, jakie produkty wzmacniają potrzebę dalszego jedzenia, jakie emocje próbujesz regulować jedzeniem. I dopiero wówczas możemy budować sposób odżywiania, który nie będzie kolejną dietą „na chwilę”, lecz częścią normalnego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz