Autor: Natalie Barelli
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Zemsta najlepiej smakuje na zimno — zwłaszcza wtedy, gdy podaje się ją w eleganckim domu, przy starannie nakrytym stole, w otoczeniu pozornie idealnej rodziny. Nie wymaga krzyku, gwałtownych gestów ani otwartej konfrontacji. Czasem wystarczy cierpliwość, umiejętność obserwowania cudzych słabości i doskonale przemyślany plan. Natalie Barelli w powieści „Pani domu” sięga po tę dobrze znaną, lecz wciąż skuteczną literacką recepturę, przypominając, że za fasadą dostatku i społecznego prestiżu mogą kryć się urazy, manipulacje oraz pragnienie odwetu. W świecie, w którym wizerunek bywa ważniejszy od prawdy, rola idealnej gospodyni może okazać się nie tylko przywilejem, lecz także drogą do poznania prawdy i narzędziem walki. Albo ... pułapką.
„Pani domu” wpisuje się w nurt thrillera psychologicznego, który nie potrzebuje spektakularnej przemocy, by wzbudzić niepokój. Jego najważniejszym polem działania jest codzienność: relacje międzyludzkie, domowe obowiązki, pozory normalności i drobne gesty, których znaczenie zmienia się w miarę rozwoju wydarzeń. Barelli wykorzystuje dobrze rozpoznawalne elementy tego gatunku, by zbudować opowieść o kontroli, zaufaniu i cienkiej granicy oddzielającej rozsądek od podejrzliwości.
Poznajemy Jodie Smith, młodą kelnerkę, która niespodziewanie zostaje żoną zamożnego wdowca, doktora Roya Daviesa — cenionego psychologa i autora popularnych poradników. Ich błyskawiczny ślub budzi zdumienie wśród znajomych mężczyzny, zwłaszcza że para pobiera się niespełna trzy miesiące po pierwszym spotkaniu, zaledwie pół roku po śmierci jego poprzedniej żony. Nikt jednak nie wie, że ich spotkanie wcale nie było przypadkiem, ale etapem starannie zaplanowanej zemsty.
Deborah Davies była podobno miłością życia Roya — kobietą, która miała wszystko i potrafiła czerpać z życia pełnymi garściami. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego zdecydowała się odebrać sobie życie. To właśnie próba rozwikłania tej zagadki staje się dla Jodie czymś więcej niż zwykłą ciekawością. Nieustannie porównywana z poprzedniczką, młoda żona coraz wyraźniej dostrzega, że jej małżeństwo dalekie jest od ideału, a mężczyzna, który zawodowo zajmuje się relacjami międzyludzkimi, w życiu prywatnym wcale nie musi być wzorem partnera. Czy jednak Roy miał coś wspólnego ze śmiercią Deborah? Jodie postanawia szukać odpowiedzi na własną rękę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że w tej historii nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, a jej własna, mroczna przeszłość skrywa tajemnicę, której ujawnienie może zmienić wszystko.
Barelli w książce świadomie korzysta z kontrastu między tym, co widoczne, a tym, co przemilczane. Pozory są tu jednym z podstawowych narzędzi narracyjnych, podobnie zresztą jak niedopowiedzenia. Czytelnik otrzymuje fragmenty rzeczywistości, które musi samodzielnie interpretować, a każda nowa informacja może zmienić znaczenie wcześniejszych wydarzeń. Autorka buduje w ten sposób atmosferę niepewności, w której trudno bez zastrzeżeń zaufać zarówno poszczególnym bohaterom, jak i własnym osądom.
Istotne jest również samo znaczenie tytułowej funkcji. Pani domu tradycyjnie kojarzy się z osobą odpowiedzialną za organizację codzienności, podtrzymywanie rodzinnego ładu i dbanie o komfort pozostałych domowników. To rola obciążona społecznymi oczekiwaniami, często sprowadzająca kobiecą sprawczość do pracy wykonywanej w cieniu. W thrillerze taki porządek może jednak zostać odwrócony. Tu, znajomość domowych zwyczajów i przyzwyczajeń, a także godziny spędzone w domu tworzą przestrzeń do prowadzenia własnego śledztwa.
To wszystko sprawia, że „Pani domu” Natalie Barelli jest powieścią, o której nie możemy zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury. Klaustrofobiczna atmosfera domu, jako ograniczonej przestrzeni miejsca wydarzeń, sytuacja, w której nikomu nie można ufać, a jedynym pewnikiem jest śmierć Deborah, tajemnica skrywana przed Jodie – to wszystko sprawia, że trudno jest nam przewidzieć rozwój wydarzeń i dajemy się nieustannie zaskakiwać autorce. Dodatkowo sama problematyka powieści otwiera interesujące pole do rozważań nad władzą ukrytą w codziennych relacjach i nad moralną dwuznacznością odwetu. Ostatecznie wszak zemsta rzeczywiście najlepiej smakuje na zimno, jednak jej smak rzadko okazuje się tak jednoznaczny, jak obiecuje pierwsze pragnienie rewanżu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz