Autor: Robert Małecki
Wydawnictwo: Literackie
W szeregach policji są funkcjonariusze, którzy zajmują się sprawami niewyjaśnionymi, odłożonymi do archiwum, często uznanymi za beznadziejne. To właśnie oni tworzą potocznie nazywane Archiwum X – formację, której praca polega na ponownym przyglądaniu się przestępstwom, wobec których czas zdążył już zatrzeć ślady, pamięć świadków osłabła, a rodziny ofiar niejednokrotnie straciły nadzieję na poznanie prawdy. W takich sprawach nie wystarczy odnaleźć brakujące dokumenty czy przesłuchać kolejnego świadka. Trzeba przede wszystkim zrozumieć przeszłość, odtworzyć mechanizm zdarzeń i oddzielić fakty od opowieści, które przez lata zdążyły obrosnąć domysłami, a niekiedy naprawić błędy kolegów. To właśnie w tej przestrzeni – pomiędzy pamięcią a zapomnieniem, prawdą a kłamstwem – Robert Małecki umieszcza akcję swojej powieści „Gąszcz”, czwartego tomu cyklu o komisarz Marii Herman i Olgierdzie Borewiczu, opublikowanego nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Punktem wyjścia jest zaginięcie Dawida Wróblewskiego, znanego miejscowego biznesmena, którego policji nigdy nie udało się odnaleźć. Siedemnaście lat później pojawia się trop dający szansę na wznowienie śledztwa. Sprawa prowadzi funkcjonariuszy bydgoskiego Archiwum X do Chełmna, ale od początku nie układa się tak, jak powinna, a śledczy popełniają błąd, który będzie ich kosztował nie tylko życia świadka, ale i zaufanie przełożonego oraz opinii publicznej. Na dodatek w nadwiślańskim rezerwacie rozgrywa się scena, która podważa pewność nawet tych, którzy są przekonani, że wiedzą, co zrobili z ciałem. Ktoś kopie grób, by ukryć ślady, lecz odkrywa, że zwłoki zniknęły. Ten niepokojący obraz zdradza charakter całej historii - w świecie Małeckiego nic bowiem nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, a nawet pozornie wyjaśniona kwestia może okazać się początkiem kolejnej zagadki.
Autor nie traktuje dawnego zaginięcia jedynie jako pretekstu do skonstruowania kryminalnej łamigłówki. Siedemnaście lat to wystarczająco dużo czasu, by ludzie zmienili swoje życie, zbudowali nowe tożsamości i nauczyli się funkcjonować z sekretami, których nie zamierzają ujawniać. Zarazem to okres na tyle krótki, że przeszłość nadal pozostaje żywa: wpływa na relacje, decyzje i sposób, w jaki bohaterowie postrzegają samych siebie. Wznowienie sprawy nie oznacza więc wyłącznie powrotu do dawnych dokumentów. Oznacza wkroczenie w świat, w którym każdy może mieć powód, by milczeć, a każdy szczegół może nabrać nowego znaczenia dopiero po zestawieniu go z wydarzeniami, które nastąpiły wiele lat później. Szczególnie, że w tej sprawie nic nie jest oczywiste, a każdy może być podejrzany. Żona Wróblewskiego, która w dniu jego zaginięcia rodziła, związana jest z mężczyzną, który projektował kiedyś ogrody w firmie męża, zaś odciski palców innego z pracowników znajdują się na zatopionym samochodzie biznesmena. Czy to rzuca inne światło na zaginięcie? A może to tylko fałszywe tropy? Im więcej takich pytań pojawia się w toku dochodzenia, tym wyraźniej widać, że rozwiązanie sprawy wymaga nie tylko znalezienia odpowiedzi na pytanie, co się wydarzyło, ale również zrozumienia, dlaczego przez tyle lat nikt nie potrafił albo nie chciał tej odpowiedzi udzielić.
Ważnym elementem konstrukcji powieści jest również sposób prowadzenia śledztwa. Maria Herman i Olgierd Borewicz nie rozpoczynają pracy w komfortowych warunkach. Przeciwnie, popełniają poważny błąd, który dodatkowo komplikuje dochodzenie. Ten szczegół ma znaczenie większe niż czysto fabularne: przypomina, że nawet doświadczeni policjanci nie są nieomylni, a błędna ocena sytuacji może zamknąć dostęp do informacji, zrazić potencjalnego świadka lub zmusić śledczych do działania pod presją. W sprawach sprzed lat, w których materiał dowodowy jest niepełny, margines pomyłki bywa szczególnie niewielki. Na dodatek szczególnego znaczenia nabiera w tej historii relacja między zawodowym obowiązkiem a prywatnym życiem śledczych. Osobiste problemy Marii i Olgierda coraz mocniej przenikają się z prowadzonym dochodzeniem, a zawodowe decyzje stają się próbą charakteru. Herman zbliża się do granicy, której przekroczenia chciała już nigdy nie dopuścić, Borewicz zaś działa z coraz mniejszymi zahamowaniami. Ten kontrast otwiera pole do rozważań o naturze policyjnej odpowiedzialności: czy można skutecznie szukać prawdy, kiedy samemu zaczyna się naginać zasady? I czy dobre intencje wystarczają, by usprawiedliwić działania, których konsekwencji nie da się przewidzieć?
To wszystko sprawia, że „Gąszcz” pochłaniamy jednym tchem. Czwarty tom historii Marii Herman i Olgierda Borewicza pozwala rozwijać ich relację oraz pokazywać konsekwencje wcześniejszych doświadczeń. Na dodatek niewyjaśniona sprawa zaginięcia biznesmena i to w dniu, kiedy miał zostać ojcem podgrzewa atmosferę i sprawia, że podwajamy wysiłki, by ocenić prawdopodobne scenariusze zdarzeń. Powieść jest więc propozycją skierowaną przede wszystkim do miłośników kryminałów obyczajowo-psychologicznych, w których śledztwo nie kończy się na wskazaniu winnego, a przeszłość wywiera realny wpływ na teraźniejszość. Robert Małecki ponownie wykorzystuje potencjał Archiwum X, by opowiedzieć o konsekwencjach przemilczeń i o cenie, jaką płaci się za próbę zapanowania nad prawdą. I robi to jak zwykle dobrze, odsłaniając przy tym niedostatki ludzkiej duszy i słabości jednostek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz