W ubiegłym tygodniu, w ramach odpoczynku po sesji wybraliśmy się do Krakowa. Obiecałam Klarze, że w końcu pokażę jej zionącego ogniem Smoka Wawelskiego. Mimo kilkukrotnej bytności w Krakowie, wcześniej jakoś do niego nie dotarliśmy. Pobyt w Krakowie – i wielkie rozczarowanie, bo akurat smok nie zionął, ponoć trwał przegląd instalacji gazowej – okazał się też świetną okazją, by wreszcie zwiedzić opactwo benedyktynów w Tyńcu.
