Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawiarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawiarnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2025

Podróże z dzieckiem: Opactwo w Tyńcu

W ubiegłym tygodniu, w ramach odpoczynku po sesji wybraliśmy się do Krakowa. Obiecałam Klarze, że w końcu pokażę jej zionącego ogniem Smoka Wawelskiego. Mimo kilkukrotnej bytności w Krakowie, wcześniej jakoś do niego nie dotarliśmy. Pobyt w Krakowie – i wielkie rozczarowanie, bo akurat smok nie zionął, ponoć trwał przegląd instalacji gazowej – okazał się też świetną okazją, by wreszcie zwiedzić opactwo benedyktynów w Tyńcu.

czwartek, 31 października 2019

Magdalena Majcher "Jeszcze jeden uśmiech"

Tytuł: Jeszcze jeden uśmiech 
Autor: Magdalena Majcher 
Wydawnictwo: Pascal 



Poród naturalny czy cesarskie cięcie? Karmienie piersią czy butelką? Lepsza chusta czy torba, a może nosidełko? Jakiej marki mieszanka jest najlepsza czy lepiej jest zatrudnić opiekunkę czy też korzystać z pomocy babci? Tyle, ile matek, tyle jest zdań na każdy niemal temat związany z wychowaniem dziecka. Każda z kobiet jest przekonana, że racja leży po jej stronie, nie mówiąc już o sytuacji, kiedy dany sposób postępowania spotyka się nie tylko z jawną dezaprobatą, ale nawet wrogością. Każda matka doświadczyła chyba krytyki ze strony innych matek, w tym własnej, gorzej, jeśli krytyka ta wywołała w niej zaniżone poczucie wartości, albo przekonanie, że jest gorszą matką. Pocieszające jest jednak to, że są sytuacje, w których matki zapominają w wrogości, zapominają o krytyce, tylko jednoczą swoje siły – dzieje się tak wówczas, kiedy dziecku dzieje się krzywda. 

piątek, 19 lipca 2019

Przystanek w podróży - Świdnica z Kościołem Pokoju i Katedrą

Tegoroczną, muzyczną podróż do Lipska, śladami Klary Schumann – pianistki, pedagoga i kompozytorki, żony Roberta Schumanna, postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie Kościoła Pokoju w Świdnicy. Zatrzymując się dosłownie na chwilę w tym historycznym mieście o ponad 750-letniej tradycji nie mieliśmy pojęcia, że spędzimy tam kilka godzin, zachwycając się możliwościami płynącymi z lokalizacji miasta, ale również jego historycznymi obiektami oraz przemiłymi mieszkańcami. I choć tak naprawdę poza Kościołem Pokoju udało nam się zwiedzić jedynie katedrę i przespacerować się uliczkami miasta, to jestem pewna, że jeszcze tam powrócimy. 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Z wizytą w Kocim Zaułku w Katowicach

Do kociej kawiarni wybierałam się już około dwóch miesięcy temu, w dzień jej ponownego otwarcia. Niestety P. nie spodobał się wystrój, więc ostatecznie spędziliśmy wieczór w pobliskiej Coccole di Caffe. Kiedy jednak przyjaciółka zaproponowała spotkanie w królestwie kotów (jej córka jest miłośniczka mruczących czworonogów), poszłam tam z wielką ciekawością. 

Koci Zaułek po raz pierwszy został otwarty 4 listopada 2017 r. przy ulicy Damrota 6, i była to pierwsza kocia kawiarnia w Katowicach, a nawet w całym woj. śląskim. Niestety z różnych względów nie prosperował zbyt długo. W 2019 roku nastąpiło jednak kolejne jego otwarcie, a w nowej odsłonie nareszcie mogą was tam zabrać. 

sobota, 12 stycznia 2019

Gdzie w Sosnowcu iść na kawę? - część pierwsza

Obecnie mamy w Polsce mnóstwo kawiarni – zarówno tych sieciowych, jak i niewielkich, kameralnych. W naszym kraju nie ma jednak kultury picia kawy. Być może jest to w dużej mierze wina sieciowych kawiarni, które za kubek kawy życzą sobie więcej, niż wielu z nas zarabia w ciągu godziny. A przecież lokale serwujące kawę pojawiły się już w XVIII wieku i od tego czasu zwyczaj spotykania się przyjaciół w kawiarniach, czy nawet samotne do nich chodzenie – po to, by poczytać gazetę, książkę, czy nawet zjeść śniadanie, powinien głęboko się już zakorzenić. 

sobota, 25 sierpnia 2018

Bartrès, czyli śladami małej Bernadetty Subirous

Będąc w Lourdes (relacja TU i TU) i śledząc losy Bernadetty Subirous, biednej, czternastoletniej pastereczki, która została uznana za świętą, trudno nie trafić do Bartrès. To niezwykle urokliwe miasteczko, do którego z Polskiej Misji Katolickiej, gdzie mieszkaliśmy, docieraliśmy w 10 minut, znane jest jednak nie tylko z owczarni, gdzie chroniła się mała Bernadetta. Ta położona na zielonych wzgórzach miejscowość we Francji, ze swoimi kamiennymi domkami, malowniczymi uliczkami i uroczymi restauracjami z nieustannie uśmiechniętą obsługą to magnes, który powinien przyciągnąć do Bartrès turystów, a co więcej powinien spowodować, że będą tu wracali w poszukiwaniu ciszy i spokoju. 

sobota, 15 lipca 2017

Z wizytą w Sopocie

Pobyt w Gdyni lub w Gdańsku warto potraktować jako okazję do odwiedzenia Sopotu, czyli pięknego uzdrowiska w sercu Trójmiasta, położonego nad bałtycką plażą. To najbardziej prestiżowy ośrodek wypoczynkowy na polskim wybrzeżu i tę klasę czuje się zarówno w wyglądzie miasta, jego ofercie usługowo-handlowej, jak i – niestety – cenach. 

poniedziałek, 21 listopada 2016

Carole Matthews "Miłośniczki Czekolady i ślub"

Autor: Carole Matthews
Wydawnictwo: HarperCollins


„W życiu pada wiele pytań, na które czekolada przynosi odpowiedź” – prawdziwość tych słów Nigelli Lawson może potwierdzić wiele miłośników słodkości, którzy delektując się nimi, zdołali przetrwać największe burze, ale i którzy świętowali przy ich udziale swoje sukcesy. Przy czekoladowym torcie popijanym mocną kawą czy latte z dodatkiem syropu karmelowego i słodkich pralinkach można tworzyć strategię działania, można nimi pocieszać się po porażkach, rozczarowania nic lepiej nie ukoi, jak kawałek czekoladowej babeczki czy brownie z kawałkami czekolady. Sukces zaś doskonale podkreśli słodki smak sernika w polewie czekoladowej czy szlachetnej czekolady z kawałkami orzechów. O tym, jaką moc ma czekolada i wszelkie wytwory ręki cukiernika, doskonale wiedzą członkinie Klubu Miłośniczek Czekolady.

sobota, 20 sierpnia 2016

Z wizytą w Zabrzu

Wiele osób kojarzy Zabrze z kopalnią Guido, znajdującą się na Szlaku Zabytków Techniki. Oferująca takie atrakcje, jak na przykład zjazd na „Poziom 355 Szychta", który wiąże się z przywdzianiem kompletnej odzieży ochronnej, kopalnia przyciąga rzesze zwiedzających, mimo wysokich cen atrakcji. 
Na podróż w głąb kopalni postaram się zabrać was jeszcze w tym roku (wypatrujcie posta), dziś jednak zapraszam na spacer po samym Zabrzu. Jak się bowiem okazuje … nie samą kopalnią Zabrze żyje!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Dąbrowa Górnicza na weekend

Słoneczna niedziela to doskonały czas, by odwiedzić Dąbrowę Górniczą, miasto w Zagłębiu Dąbrowskim, w województwie śląskim. Mam do Dąbrowy szczególny sentyment, bowiem wiele lat temu mieszkałam tu kilkanaście miesięcy. Zapraszam zatem na wyprawę szlakiem historii, ale nie zabraknie też relaksu, zagwarantowanego przez obecność terenów zielonych oraz zbiorników wodnych, szczególnie zbiorników Pogoria III oraz Pogoria IV.

piątek, 11 września 2015

Rozmowy z autorem: Michał Heller, autor książki "Własna kawiarnia, marzenie czy udręka?"

Michał Heller – urodzony 12.09.1987 r., współtwórca marki Take Away Coffee i założyciel sieci franczyzowej minikawiarni pod marką Take Away Coffee. Wielki pasjonat kawy i biznesu. Swoim życiem udowadnia, że wszystko jest możliwe. /źródło: Rozpisani.pl/





J.G.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z kawą, a właściwie biznesem z nią związanym?

M.H.: W 2012 roku ze swoją ówczesną życiową partnerką podjęliśmy decyzję o tym iż fajnie by było stworzyć takie miejsce, taką kawiarnię. Zawsze pracowałem na własny rachunek, rozwijając rożne biznesy, jedne z sukcesem inne z kompletną porażką, dlatego taka myśl dla mnie była czymś zupełnie naturalnym. Idea Take Away Coffee wynikała z obserwacji rynku i niszy jaką taki format miał zapełnić. Również moja miłość do USA nie była obojętna.
Lokal we Wrocławiu został znaleziony zupełnym przypadkiem podczas spaceru, nie było na nim nawet kartki z napisem do wynajęcia. Finansowanie zapewnili rodzice wraz z wystrojem lokalu (zabraliśmy im żyrandol z salonu i kilka innych elementów). Lokal został otwarty  w czerwcu 2012 i do września absolutnie nic sie nie działo. Dzielnica, w której jest położona kawiarnia jest dzielnicą studencką - tego nie wzięliśmy pod uwagę.
Dużym wsparciem na samym początku była wiedza Karoliny, która miała doświadczenie w branży gastronomicznej - udało nam się dzięki temu z pewnością uniknąć kilku większych pomyłek. Nie ukrywam iż od początku marzyła mi sie budowa sieci kawiarni - choć wtedy wydawało sie to szalonym pomysłem z racji na brak możliwości finansowania z banków dla mojej osoby.

J.G. Skąd wziąłeś fundusze na założenie firmy? Jakie źródła finansowania możesz polecić początkującym przedsiębiorcom?

M.H.:Pierwsza kawiarnia została sfinansowana przez moich rodziców, był to okres kiedy byłem po swojej największej życiowej porażce czyli bankructwie poprzedniej firmy i wymuszonej sprzedaży portalu www.gabinety-kosmetyczne.net. Więcej o tamtej sytuacji możecie przeczytać pod tym linkiem  http://mamstartup.pl/najnowsze/1225/8-1-w-innym-spojrzeniu. Co ciekawe, sprawa z bankiem ciągnie się w sądzie do dzisiaj.
Z pewnością najlepszym źródłem finansowania są środki własne, lub pożyczone od rodziny. Osobiście, sytuacja ta nauczyła mnie, by nigdy nie pożyczać pieniędzy od swoich przyjaciół. W chwili obecnej na rynku jest dużo programów z których osoba początkująca może skorzystać, bardzo łatwo jest dotrzeć do aniołów biznesu, funduszy venture capital bądź akceleratorów biznesu.

J.G.: Z twojej książki „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka” wynika, że prowadzenie kawiarni to ciężkie, ale i ryzykowne zajęcie. Sam piszesz, że osiem na dziesięć kawiarni upada w ciągu pierwszego roku działalności. Dlaczego upadają?

M.H.:Ponieważ każdy sprzedaje kawę, jak dobrze wiesz nawet sklepy typu convenience store, jak Żabka, Freshmarket czy Małpka Express mają kawę. Kawiarnia oferująca nawet najlepszą kawę i ciasta nie utrzyma się na rynku, jeśli w jakiś sposób nie będzie się w stanie na nim wyróżnić. To jest właśnie najważniejsze. Przebywając obecnie w Londynie, gdzie mieszkam, widzę jak ten rynek jest rozwinięty, każda kawiarnia, każda sieć, sprzedaje nam inną historię, inną wizję, inne odczucia.
Polski rynek to istna pustynia jeśli chodzi o sieciowe kawiarnie, za kilka lat z pewnością to sie zmieni. Chcesz założyć kawiarnię, kup bilet do Londynu i spędź tu kilka dni chodząc po prostu po mieście. Zmienisz całkowicie zdanie o swoim ówczesnym pomyśle na kawiarnie lub w ogóle zaprzestaniesz chęci posiadania swojego lokalu.

J.G.: Z jakimi barierami musi zmierzyć się właściciel kawiarni? Czy Polska to przyjazny kraj dla tego rodzaju branży?

M.H.:Sadzę, że tak, nie spotkałem się z absolutnie żadnymi problemami, sanepid również jest moim zdaniem mocno demonizowany. W naszym przypadku i naszych franczyzobiorców nie było żadnych problemów. Po prostu wczytaj się w przepisy, jak nie rozumiesz, to do nich zadzwoń i podjedź. To wszystko.

J.G.: Co jest największym problemem w tego rodzaju biznesie?

M.H.:Brak pomysłu na siebie - sądzenie iż twoi znajomi będą stanowić większość klientów, brak odpowiedniej asertywności, by zażądać od nich pieniędzy za kawę czy ciasto. Niestety, kiedy ktoś otwiera kawiarnię, to znajomi są najmniej liczną grupa klientów i nagle się okazuje iż nasza kawiarnia jest jak każda inna. Po prostu bezpłciowa.

J.G.: A jednak wciąż otwierane są nowe kawiarnie. Jak sądzisz, z czego to wynika?

M.H.:Z wiary w to, że nam się uda, że nasza kawiarnia jest w innym lepszym miejscu, że udało nam się znaleźć odpowiedź na lokalne problemy mieszkańców. Z wiary w to, że to jest łatwy i prosty biznes. A nie jest. Szczególnie lubię obserwować osoby, które rzucają pracę w korporacji i otwierają swoją kawiarnię. Tam były najlepsze, tu wstydzą sie odezwać do klienta. Excel to nie wszytko.

J.G.: Co przyciąga ludzi do kawiarni? Dobra kawa wystarczy?

M.H.: Magia miejsca - dobrą kawę może mieć dzisiaj każdy, ale magii i uśmiechniętych ludzi już nie.

J.G.: Jest jeszcze na rynku miejsce dla nowych kawiarni?

M.H.: Polski rynek jest absolutnie nie nasycony, jest miejsce, jak najbardziej. Spożycie kawy na mieszkańca również jest poniżej średniej europejskiej, dlatego ten rynek ma przed sobą wiele, ale to wiele do zaoferowania. Wystarczy spojrzeć na największą sieć kawiarni w Polsce, która liczy naprawdę niewiele lokali. Jest miejsce na takie sieci jak TAC, niskie koszty, szybka obsługa.
Szukając inwestora rozmawiałem z wieloma osobami. Jedna z nich  powiedziała mi, że gdybym miał 20 lokali to w ciągu 5 minut, by mnie kupił. Co ciekawe nawet 3 dni temu otrzymałem emaila z pytaniem o siec TAC, której już nie jestem właścicielem.

J.G.: Czy uważasz, że kawiarnie powinny otwierać osoby bez doświadczenia w branży gastronomicznej? Czy w takim przypadku ryzyko jest zbyt duże i lepiej zacząć na przykład od zawodu baristy, a o własnej kawiarni pomyśleć za kilka lat?

M.H.:Jest to najlepsza opcja, zatrudnić się w jednej z kawiarni sieciowych by zdobyć wiedzę i doświadczenie a potem otworzyć własny lokal. Warto również rozważyć profesjonalny consulting u osób, które mogą nam pomoc w uniknięciu kosztownych błędów. Nieskromnie wspomnę tu również o swojej ofercie dostępnej na www.wlasnakawiarnia.pl
Kilka lat nie jest potrzebnych, w zupełności wystarczy kilka miesięcy intensywnej pracy.

J.G.: Jak wygląda franczyza w praktyce? Jaką kwotą musi dysponować potencjalny franczyzobiorca i na co może liczyć?

M.H.: Wszystko zależy od oferty danej sieci, warto zapoznać sie z wieloma rożnymi. Czy sprzęt przekazywany jest na własność, czy tylko dzierżawiony, jakie istnieją opłaty i co w zamian otrzymujemy. Umowa do analizy przez biuro prawne - koszt 150 - 500 zł a wiedza bezcenna. Co ciekawe nikt tego nie robi.

J.G.: Jak Ty zaczynałeś? Czy od początku Twoim celem było stworzenie sieci kawiarni?

M.H.:Tak od początku moim celem było posiadanie sieci kawiarni, z racji braku możliwości pozyskania finansowania na rozwój sieci zdecydowałem się na jej sprzedaż. Moja sytuacja była wyjątkowa, gdyż nikt nie mógł zrozumieć, że bankrut stara się zbudować nowy biznes od podstaw, nie mogłem wziąć kredytu, dotacji ze względu na BIK. Niestety nie ma przepisów pozwalających takim osobom stanąć na nogi na nowo.

J.G.: Gdzie uczyłeś się parzenia kawy?

M.H.: W swojej kawiarni ;) Raz sprzedałem klientowi cappuccino bez kawy, co ciekawe wrócił następnego dnia i kupił kolejne. Pewność siebie zawsze mi sprzyjała, choć początki jak zostawałem sam za barem nie były komfortowe. To naprawdę mocno stresujące. Zrobić kawę mrożoną która nie jest zimna? Mnie sie udało ;) Ta Pani akurat już nie wróciła..

J.G.: Ile filiżanek kawy wypijasz w ciągu dnia?

M.H.: Obecnie jedną, max dwie - sojowe latte ;)

J.G.: Czy patrząc na Twój biznes z perspektywy czasu zrobiłbyś coś inaczej?

M.H.: Tak, kilka rzeczy zrobiłbym inaczej.

J.G.: A skąd pomysł na książkę?

M.H.: Zawsze lubiłem pisać, nauczycielki mówiły, że mogę lać wodę godzinami, lubię czytać, dużo czytam, z pewnością moja rodzina podnosi średnią kraju i trochę z szaleństwa, trochę ze znalezienia niszy na rynku wydawniczym o tej tematyce. Moje imię i nazwisko również zobowiązuje, by coś napisać - Michał Heller - jest kilku znanych autorów o tych inicjałach ;)

J.G.: Była już kawa, jest książka. Czym jeszcze zaskoczysz?

M.H.: Z pewnością to nie będzie moja ostatnia książka, a w szczególności nie ostatni biznes. Duża siec kawiarni gdzieś ciągle mi sie marzy.

J.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

M.H.: Dziękuję.




wtorek, 8 września 2015

Michał Heller „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka"

Tytuł: Własna kawiarnia, marzenie czy udręka
Autor: Michał Heller
Wydawnictwo: Rozpisani.pl

„Kawa musi być gorąca jak piekło, czarna jak diabeł, czysta jak anioł, słodka jak miłość” – mówił francuski polityk i dyplomata Charles-Maurice de Talleyrand i choć każdy z nas tak naprawdę ma swoje preferencje smakowe, to jednak wielu podziela zdanie Talleyranda. Powyższe słowa dowodzą również tego, że o kawie się również mówi, a nie tylko ją pije. Kawa stała się elementem naszego stylu życia, zaś jej gatunek i sposób picia, stanowi tak naprawdę odzwierciedlenie naszego charakteru a nawet dobowego rytmu dnia. Często też, sącząc gorące espresso i leniwie przeglądając gazetę w kawiarni bądź pędząc z kubkiem kawy w ręce do pracy grożącej wypaleniem zawodowym myślimy, jak wielkim szczęściem musi być posiadanie własnej kawiarni. Co więcej – często taka refleksyjna myśl w połączeniu z określonym bodźcem (pozytywnym lub negatywnym) staje się przyczynkiem do otwarcia własnej kawiarni.

Tyle tylko, że „osiem na dziesięć kawiarni pada w ciągu pierwszego roku”. Tak właśnie twierdzi Michał Heller, twórca sieci Take Away Coffe, pasjonat kawy i własnego biznesu, który postanowił podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w książce „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka”. Pozycja adresowana jest szczególnie do osób, które planują założyć własny biznes związany z kawą, ale również do wszystkich miłośników kawy, zawiera bowiem wiele interesujących informacji na temat historii tego napoju i ciekawostek związanych z jego przygotowaniem. Dla tych, którzy snują marzenia o intratnym interesie, książka będzie również chwilą prawdy i okazją do zastanowienia się, czy naprawdę jest to biznes dla nich, czy są gotowi na związane z nim wyrzeczenia. Jeśli tak, czeka ich z pewnością wytężona praca, ale i wielka przyjemność płynąca z robienia tego, co kochają.

Autor wprowadza nas w świat kawy i własnego biznesu stopniowo, rozpoczynając od legendy związanej z odkryciem kawy, informacji na temat pochodzenia ekspresu do kawy czy identyfikacji ziaren kawy (robusta i znana wszystkim arabika). Przypomina również, że jednym z pierwszych orędowników kawy był Jan III Sobieski, zaś pierwszym Polskim miastem z kawiarniami (tzw. kafehauzami) - Gdańsk. 

Heller tworzy również listę pytań, jakie mogą zadać klienci właścicielowi i pracownikom kawiarni oraz udziela na te pytania odpowiedzi. Obala ponadto kawowe mity, przytacza kilka faktów o espresso i zmusza do odpowiedzi, czy naprawdę i po co chcemy mieć własną kawiarnię. Opisując znaną sobie rzeczywistość i swoje doświadczenia w biznesie uświadamia, jak wielkim jest on wyzwaniem i jakie czynniki musimy uwzględnić decydując się na wybór tej branży. Udziela również wielu cennych rad i daje wskazówki dotyczące wyboru lokalizacji, zakupu odpowiedniego sprzętu czy szkolenia baristów. Dzieli się również wiedzą na temat kalkulacji cen, podaje kilka świetnych pomysłów związanych z promocją lokalu. Pomaga również poruszać się w gąszczu przepisów i wymagań, jakie prawo narzuca w związku z otwarciem i prowadzeniem lokalu, w tym omawia dokładnie wymagania sanitarno-epidemiologiczne, które muszą być spełnione w przypadku podmiotów ubiegających się o otwarcie działalności gastronomicznej. Szczególnie przydatna dla osób planujących otwarcie kawiarni, jest dokumentacja HACCP, stanowiąca integralną część e-booka.

„Własna kawiarnia, marzenie czy udręka” to interesująca lektura dla wszystkich miłośników kawy, w tym dla tych, którzy planują związać się z kawą na dłużej i w oparciu o nią prowadzić własna firmę. Istotny jest fakt, iż nie jest to kolejna publikacja koncentrująca się na teorii, nie znajdziemy tu ani definicji biznesplanu, ani marketingu, ale mnóstwo istotnych i praktycznych informacji, swego rodzaju know how prowadzenia własnej kawiarni. To bezcenna wiedza, która pomoże uchronić się przed bezlitosna statystyką i upadkiem biznesu w ciągu wspomnianego pierwszego roku, a nawet pozwoli wyprowadzić kawiarnię na szerokie wody biznesu i sprawić, by klienci nie tylko wracali, ale przyprowadzali ze sobą przyjaciół i znajomych. To również publikacja godna polecenia osobom już prowadzącym własny biznes, być może wskazówki podane przez Hellera pozwolą im rozwinąć skrzydła, być może zainspirują do zmian…

środa, 15 sierpnia 2012

Anna Łajkowska "Miłość na wrzosowisku"

Tytuł: Miłość na wrzosowisku
Autor: Anna Łajkowska
Wydawnictwo: Damidos










Czym tak naprawdę jest miłość? Czy rodzi się powoli, dojrzewając, czy może wystarczy jedno spojrzenie, jeden dotyk, aby owładnęła nasze ciała i umysły? Czy do tego, aby się rozwijała, konieczna jest obecność drugiej osoby, czy też wystarczy zaledwie jej wyobrażenie, pamięć i tęsknota?
Te pytania nasuwają się podczas lektury powieści „Miłość na wrzosowisku”, będącej kontynuacją „Pensjonatu na wrzosowisku” Anny Łajkowskiej. Odpowiedzi nie znajdziemy w lekturze, ale w naszych sercach, zaś książka może stać się inspiracją do przemyśleń, refleksji oraz bodźcem do tego, by na miłość sobie w ogóle pozwolić. Autorka, operując z wyczuciem słowem, portretuje ludzi i ich tęsknoty, rozterki, problemy dnia codziennego w taki sposób, że czujemy się z nimi emocjonalnie związani, a co więcej, sami stawiamy się na ich miejscu, rozważając kolejne kroki i życiowe wybory.
Spotykamy Basię, która po przeżyciach w krainie sióstr Brönte, postanawia ostatecznie zerwać ze swoim dotychczasowym życiem i marazmem, który ją ogarniał po przeprowadzce z Polski do Ashford. W podjęciu decyzji pomogła sytuacja zawodowa Marka oraz awans, który przypadł w udziale innej osobie oraz odszkodowanie za wypadek z psem, które wywalczył dla Basi James. Dzięki temu mogła ona zrealizować swoje wielkie marzenie i nie tylko kupić w Haworth dom, ale również otworzyć w nim kawiarenkę.  Nie sądziła jednak, że taka działalność będzie wymagała takiego nakładu pracy szczególnie, że mąż pracujący jako freelancer nie jest w stanie jej pomóc.
Całe szczęście, że na miejscu jest James – jej bohater, który zafascynował ją już podczas pierwszego spotkania. Znający się na elektryce mężczyzna staje się częstym gościem w kawiarni Basi i szybko zaczyna ich łączyć coś więcej, poza sprawami zawodowymi. Równolegle z historią miłosną Basi toczy się wiele spraw, jej córki dorastają, zaś starsza, Karolina, podejmuje decyzje o wyjeździe do szkoły z internatem. Niezauważalnie, tydzień po tygodniu, rodzina się rozpada, zaś więzi rozluźniają. Zapracowana i pochłonięta romansem kobieta nie ma już czasu dla Marcina, który zaczyna spędzać coraz więcej czasu ze swoim ojcem, nie wie nawet, że młodsza córka ma chłopaka i to z poważnym problemem alkoholowym. Mimo to, trudno jest potępiać bohaterkę, której miłość do Jamesa jest tak zachłanna, a jednocześnie tak desperacka, że nasuwa się pytanie, jak mało emocjonalne musiało być dotąd jej życie, że odkrywa teraz tak wiele niezaspokojonych potrzeb.
Jednocześnie w odniesieniu do Basi nasuwa się słowo „tchórz”, bowiem wzbrania się przed podjęciem ostatecznej decyzji o rozstaniu z mężem. Romans z Jamesem nie przeszkadza jej w zbliżeniach z mężem, co więcej sytuacja mimo uciążliwości, jest dla niej na tyle komfortowa, że nie chce niczego zmieniać. To James, mimo grożącej mu utraty córki, planuje ich wspólną przyszłość, a by ułatwić kobiecie wybór, a przy okazji przemyśleć całą sytuację, decyduje się na wyjazd do Afganistanu. Czy Basia będzie walczyć o swoje szczęście? Czy zaryzykuje wszystko, by być z ukochanym, czy wybierze wygodne życie u boku męża, z którym już od dawna nie jest związana żadnymi uczuciami? A może to los podejmie decyzję za nią?
„Miłość na wrzosowisku” to książka o wiele bardziej dojrzała niż „Pensjonat na wrzosowisku”, w którym dominowała atmosfera niepewności, tymczasowości Anny Łajkowskiej, jako pisarki. Tu nie waha się zagłębiać w emocje, w zajmujący sposób maluje sylwetki bohaterów i to nie tylko rodziny Basi, ale także mieszkańców miasteczka. O ile w poprzednim tomie można było odnieść wrażenie lekkiego chaosu i wątków niekiedy niepotrzebnych, to tu wszystko układa się w spójną całość, naznaczoną zapachem kawy z kawiarni i barwami wrzosów porastających okoliczne pola. Poznajemy fascynującą historię Johna, starego antykwariusza i kobiety, za którą tęsknił całe życie, a także ciepłą i delikatną Ninę, sprzedawczynie w sklepiku z rękodziełem. Na kartach książki miasteczko tętni życiem, zaś w nas rodzi się pewność, że Basia podejmie właściwa decyzje. Czy rzeczywiście? Czy miłość musi kierować się zdrowym rozsądkiem? Czy to uczucie może usprawiedliwić krzywdę, jaką wyrządza się otoczeniu? Odpowiedzi znajdują się w naszym sercu. Tam i w książce Anny Łajkowskiej „Miłość na wrzosowisku”.

Recenzja znajduje się również na stronach wortalu literackiego Granice.pl