Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2025

5 niezwykłych historii przedmiotów


fancycrave1 z Pixabay
Przedmioty zwykłe i niezwykłe zarazem. Znajdują się w każdy, albo prawie każdym domu, jednak nigdy nie zastanawiamy się nad ich historią. Czas dowiedzieć się, jak długą drogę pokonały, byśmy mogli z nich korzystać. Wspólnie prześledzimy historię 5 takich przedmiotów. 

Zestawienie otwiera przedmiot niezbędny każdemu miłośnikowi kawy.

środa, 20 marca 2024

Idealna kawa w domu? To możliwe!

Czy napojem bogów mogła być kawa? Zapewne większość kawoszy będzie zdecydowanie przekonana, że tak. Mimo iż tak naprawdę kawa nie należy do starożytnych napojów, a bogowie pili boski nektar i jedli ambrozję, to kawa zyskała sobie ogromne rzesze zwolenników i dziś, w wielu miejscach świata, zaczyna być już konkurencją dla herbaty. Dla porównania, herbata znana jest już od kilku tysięcy lat, zaś – pozostając w temacie napitków – wino liczy sobie prawdopodobnie o koło pięciu tysiącleci.

piątek, 21 maja 2021

Coś słodkiego: Cistaczka "Ziarenka kawy"

Ostatnio w pracy i w domu sporo okazji do spotkań i świętowania, dlatego postanowiłam wypróbować nowy przepis na ciasteczka - ta forma zdecydowanie lepiej sprawdza mi się na spotkaniach w pracy czy w Towarzystwie Muzycznym jako alternatywa dla ciasta, a przy tym ciasteczka można jeść nie krępując się, że się pobrudzimy. Do tego przepisu została użyta kawa mielona - tak, tak, to nie błąd. Dajcie jej dokładnie tyle, ile jest w przepisie. Wierzcie, że fusy nie będą wyczuwalne, za to smak kawy - tak. 

sobota, 16 maja 2020

Jak żyć wolniej, czyli 7 kroków do slow life dla każdego

Współczesny świat mocno przyspieszył, a epidemia pokazała, że tak naprawdę w ostatnim czasie osiągnął już trudne do utrzymania tempo. Dostęp do sieci, nieustanne bycie online, presja, by być na bieżąco ze wszystkim sprawia, że każdego dnia jesteśmy bombardowani wieloma informacjami, z których tak naprawdę większość nie ma żadnego znaczenia. Nic zatem dziwnego, że zmęczeni nieustannym wyścigiem szczurów, nieustannym wystawianiem się na widok publiczny, poszukujemy narzędzi czy różnych sposobów, by zmienić nieco swoją sytuację i poprawić jakość życia. Niektórzy rzucają wszystko i całkowicie przewartościowują swoje priorytety (jak ja), niektórym zaś wystarczy niewielka zmiana, by już poczuć się lepiej. Tak naprawdę, by być „slow, wystarczy tylko znaleźć równowagę pomiędzy odpoczynkiem a pracą, pomiędzy tym, co oferuje nam świat, a tym, czego naprawdę chcemy. U mnie ta rewolucja miała korzystne zakończenie, a ja odnalazłam swoją drogę. Nie zawsze jednak tak musi być, dlatego proponuję kilka sposobów na osiągnięcie równowagi, bez drastycznych zmian. Przynajmniej na początku, bowiem każda, nawet najdrobniejsza modyfikacja zachowania, może pociągnąć za sobą kolejne – zgodnie z efektem śniegowej kuli. Jak zatem zacząć być slow? Odpowiedź wydaje się prosta: postaw na produkty dobrej jakości, również jeśli chodzi o żywność, ciesz się każdą chwilą i celebruj czynności, jak na przykład picie kawy, otocz się naturą i tym, co wywołuje w Tobie pozytywne emocje. Tyle i aż tyle! 

poniedziałek, 30 marca 2020

Na Szlaku Cysterskim: Opactwo Cystersów w Rudach

fot. J.Gul
Obecna epidemia oraz ograniczenia z niej wynikające w pełni uświadomiły nam, że tak naprawdę w pobliżu Sosnowca trudno znaleźć miejsce, by móc - zachowując zasady bezpieczeństwa - wybrać się z dzieckiem na spacer. Co prawda kilka dni temu wybraliśmy się do lasów grodzieckich, ale nie zadowolił nas ani ich stan, ani obszar. Miejsce to jest dobre na dwugodzinny spacer, ale z pewnością trudno jest tam spędzić cały dzień. Dlatego też postanowiliśmy zrealizować plan, który już od kilku miesięcy rodził się w głowach, niestety bez samochodu był niemożliwy do zrealizowania (szczególnie z małą Klarą). 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Z wizytą w Kocim Zaułku w Katowicach

Do kociej kawiarni wybierałam się już około dwóch miesięcy temu, w dzień jej ponownego otwarcia. Niestety P. nie spodobał się wystrój, więc ostatecznie spędziliśmy wieczór w pobliskiej Coccole di Caffe. Kiedy jednak przyjaciółka zaproponowała spotkanie w królestwie kotów (jej córka jest miłośniczka mruczących czworonogów), poszłam tam z wielką ciekawością. 

Koci Zaułek po raz pierwszy został otwarty 4 listopada 2017 r. przy ulicy Damrota 6, i była to pierwsza kocia kawiarnia w Katowicach, a nawet w całym woj. śląskim. Niestety z różnych względów nie prosperował zbyt długo. W 2019 roku nastąpiło jednak kolejne jego otwarcie, a w nowej odsłonie nareszcie mogą was tam zabrać. 

sobota, 25 sierpnia 2018

Bartrès, czyli śladami małej Bernadetty Subirous

Będąc w Lourdes (relacja TU i TU) i śledząc losy Bernadetty Subirous, biednej, czternastoletniej pastereczki, która została uznana za świętą, trudno nie trafić do Bartrès. To niezwykle urokliwe miasteczko, do którego z Polskiej Misji Katolickiej, gdzie mieszkaliśmy, docieraliśmy w 10 minut, znane jest jednak nie tylko z owczarni, gdzie chroniła się mała Bernadetta. Ta położona na zielonych wzgórzach miejscowość we Francji, ze swoimi kamiennymi domkami, malowniczymi uliczkami i uroczymi restauracjami z nieustannie uśmiechniętą obsługą to magnes, który powinien przyciągnąć do Bartrès turystów, a co więcej powinien spowodować, że będą tu wracali w poszukiwaniu ciszy i spokoju. 

piątek, 17 sierpnia 2018

Ciasto kruszonka

Lato, a właściwie jego końcówka, zdecydowanie sprzyja kuchennym rewolucjom szczególnie, że zarówno warzywa, jak i owoce w tym roku wyjątkowo pięknie obrodziły. Ta obfitość skłania do kreatywności i do sięgania wciąż po nowe przepisy. Z racji tego, że jestem wielką miłośniczką ciast, zwykle zatem właśnie w słodkich deserach zebrane owoce znajdują swoje miejsce. 

Tym razem podniebienie rozpieściłam ciastem kruszonką – lekko sypkim, niezwykle delikatnym, lekkim. Owoce, których użyłam do ciasta były przeglądem zbiorów – znalazły się w nim zarówno jabłka, jak i jeżyny oraz śliwki (część z jeżynami i śliwkami jest najlepsza), ale równie dobrze mogą tam być również truskawki, wiśnie, maliny czy porzeczki. W cieście nie ma jajek – to nie błąd! Jest za to sam smak, zatem … smacznego. 

piątek, 20 kwietnia 2018

Kawowe babeczki

Jestem łasuchem i bardzo mi z tym dobrze. Uwielbiam wszelkie słodkie wypieki, od chrupkich ciasteczek poczynając, po serniki, makowce, czy tarty. Mimo tych upodobań, nie przepadam za czekoladą, która – co nie jest możliwe w przypadku wielu innych słodkości – może leżeć u mnie w szafce miesiącami (szczególnie, jeśli nie jest czekoladą gorzką). Nie znaczy to jednak, że wzgardzę również czekoladowymi ciastami czy babeczkami, w tym przypadku nie sposób pozostać mi obojętną. A że w pakiecie z miłością do słodyczy idzie u mnie uwielbienie kawy, to kawowe babeczki stają się deserem idealnym. To moje ostatnie odkrycie, choć – inaczej niż w przepisie – zdecydowałam się ozdobić je nie kremem, ale po prostu cukrem pudrem, by nie odbierać sobie przyjemności chłonięcia smaku kawy i czekolady na podniebieniu. 

wtorek, 23 stycznia 2018

Joanna Matusiak "Manufaktura codzienności"

Autor: Joanna Matusiak
Wydawnictwo: Sensus



Z czego składa się codzienność? Z okruchów przeszłości, planów na przyszłość, ale przede wszystkim z tego, co tu i teraz, co nas otacza, z małych zachwytów i wzruszeń, a także z ludzi, których spotykamy na naszej drodze. To, czy w tej codzienności odnajdziemy satysfakcję, czy odnajdziemy szczęście, zależy tylko od nas, od naszej zdolności do chwytania pięknych chwil, od umiejętności ich dostrzeżenia. Wie o tym doskonale Joanna Matusiak – żona, matka, trenerka biznesu, która z zapałem dzierga cuda dla zachwyconych klientów Manufaktury splotów. Poza szkoleniami i prowadzeniem własnego biznesu, wiedzie ona piękne, proste życie, o którym pisze na Instagramie, zdobywając rzesze czytelniczek, wraz z nią pragnących wnieść piękno w swoje życie. 

sobota, 15 lipca 2017

Z wizytą w Sopocie

Pobyt w Gdyni lub w Gdańsku warto potraktować jako okazję do odwiedzenia Sopotu, czyli pięknego uzdrowiska w sercu Trójmiasta, położonego nad bałtycką plażą. To najbardziej prestiżowy ośrodek wypoczynkowy na polskim wybrzeżu i tę klasę czuje się zarówno w wyglądzie miasta, jego ofercie usługowo-handlowej, jak i – niestety – cenach. 

niedziela, 15 maja 2016

Nowe odkrycie - zielona kawa!

Moją miłość do kawy znają wszyscy, bowiem ten smak rzeczywiście towarzyszy mi od lat. Od kilku miesięcy jednak porzuciłam przekonanie, że kawa musi być wyłącznie czarna, mocno palona i gorąca. Moje najnowsze odkrycie, to kawa zielona – ceniona z uwagi na jej niezwykłe właściwości. Prowadzone w wielu krajach badania naukowe pozwoliły na wyciagnięcie wniosków, iż kawa ta normuje metabolizm, a tym samym wpływa na przyspieszenie procesu odchudzania oraz stabilizuje wagę. Czemu zawdzięcza te niezwykłe właściwości?

piątek, 11 września 2015

Rozmowy z autorem: Michał Heller, autor książki "Własna kawiarnia, marzenie czy udręka?"

Michał Heller – urodzony 12.09.1987 r., współtwórca marki Take Away Coffee i założyciel sieci franczyzowej minikawiarni pod marką Take Away Coffee. Wielki pasjonat kawy i biznesu. Swoim życiem udowadnia, że wszystko jest możliwe. /źródło: Rozpisani.pl/





J.G.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z kawą, a właściwie biznesem z nią związanym?

M.H.: W 2012 roku ze swoją ówczesną życiową partnerką podjęliśmy decyzję o tym iż fajnie by było stworzyć takie miejsce, taką kawiarnię. Zawsze pracowałem na własny rachunek, rozwijając rożne biznesy, jedne z sukcesem inne z kompletną porażką, dlatego taka myśl dla mnie była czymś zupełnie naturalnym. Idea Take Away Coffee wynikała z obserwacji rynku i niszy jaką taki format miał zapełnić. Również moja miłość do USA nie była obojętna.
Lokal we Wrocławiu został znaleziony zupełnym przypadkiem podczas spaceru, nie było na nim nawet kartki z napisem do wynajęcia. Finansowanie zapewnili rodzice wraz z wystrojem lokalu (zabraliśmy im żyrandol z salonu i kilka innych elementów). Lokal został otwarty  w czerwcu 2012 i do września absolutnie nic sie nie działo. Dzielnica, w której jest położona kawiarnia jest dzielnicą studencką - tego nie wzięliśmy pod uwagę.
Dużym wsparciem na samym początku była wiedza Karoliny, która miała doświadczenie w branży gastronomicznej - udało nam się dzięki temu z pewnością uniknąć kilku większych pomyłek. Nie ukrywam iż od początku marzyła mi sie budowa sieci kawiarni - choć wtedy wydawało sie to szalonym pomysłem z racji na brak możliwości finansowania z banków dla mojej osoby.

J.G. Skąd wziąłeś fundusze na założenie firmy? Jakie źródła finansowania możesz polecić początkującym przedsiębiorcom?

M.H.:Pierwsza kawiarnia została sfinansowana przez moich rodziców, był to okres kiedy byłem po swojej największej życiowej porażce czyli bankructwie poprzedniej firmy i wymuszonej sprzedaży portalu www.gabinety-kosmetyczne.net. Więcej o tamtej sytuacji możecie przeczytać pod tym linkiem  http://mamstartup.pl/najnowsze/1225/8-1-w-innym-spojrzeniu. Co ciekawe, sprawa z bankiem ciągnie się w sądzie do dzisiaj.
Z pewnością najlepszym źródłem finansowania są środki własne, lub pożyczone od rodziny. Osobiście, sytuacja ta nauczyła mnie, by nigdy nie pożyczać pieniędzy od swoich przyjaciół. W chwili obecnej na rynku jest dużo programów z których osoba początkująca może skorzystać, bardzo łatwo jest dotrzeć do aniołów biznesu, funduszy venture capital bądź akceleratorów biznesu.

J.G.: Z twojej książki „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka” wynika, że prowadzenie kawiarni to ciężkie, ale i ryzykowne zajęcie. Sam piszesz, że osiem na dziesięć kawiarni upada w ciągu pierwszego roku działalności. Dlaczego upadają?

M.H.:Ponieważ każdy sprzedaje kawę, jak dobrze wiesz nawet sklepy typu convenience store, jak Żabka, Freshmarket czy Małpka Express mają kawę. Kawiarnia oferująca nawet najlepszą kawę i ciasta nie utrzyma się na rynku, jeśli w jakiś sposób nie będzie się w stanie na nim wyróżnić. To jest właśnie najważniejsze. Przebywając obecnie w Londynie, gdzie mieszkam, widzę jak ten rynek jest rozwinięty, każda kawiarnia, każda sieć, sprzedaje nam inną historię, inną wizję, inne odczucia.
Polski rynek to istna pustynia jeśli chodzi o sieciowe kawiarnie, za kilka lat z pewnością to sie zmieni. Chcesz założyć kawiarnię, kup bilet do Londynu i spędź tu kilka dni chodząc po prostu po mieście. Zmienisz całkowicie zdanie o swoim ówczesnym pomyśle na kawiarnie lub w ogóle zaprzestaniesz chęci posiadania swojego lokalu.

J.G.: Z jakimi barierami musi zmierzyć się właściciel kawiarni? Czy Polska to przyjazny kraj dla tego rodzaju branży?

M.H.:Sadzę, że tak, nie spotkałem się z absolutnie żadnymi problemami, sanepid również jest moim zdaniem mocno demonizowany. W naszym przypadku i naszych franczyzobiorców nie było żadnych problemów. Po prostu wczytaj się w przepisy, jak nie rozumiesz, to do nich zadzwoń i podjedź. To wszystko.

J.G.: Co jest największym problemem w tego rodzaju biznesie?

M.H.:Brak pomysłu na siebie - sądzenie iż twoi znajomi będą stanowić większość klientów, brak odpowiedniej asertywności, by zażądać od nich pieniędzy za kawę czy ciasto. Niestety, kiedy ktoś otwiera kawiarnię, to znajomi są najmniej liczną grupa klientów i nagle się okazuje iż nasza kawiarnia jest jak każda inna. Po prostu bezpłciowa.

J.G.: A jednak wciąż otwierane są nowe kawiarnie. Jak sądzisz, z czego to wynika?

M.H.:Z wiary w to, że nam się uda, że nasza kawiarnia jest w innym lepszym miejscu, że udało nam się znaleźć odpowiedź na lokalne problemy mieszkańców. Z wiary w to, że to jest łatwy i prosty biznes. A nie jest. Szczególnie lubię obserwować osoby, które rzucają pracę w korporacji i otwierają swoją kawiarnię. Tam były najlepsze, tu wstydzą sie odezwać do klienta. Excel to nie wszytko.

J.G.: Co przyciąga ludzi do kawiarni? Dobra kawa wystarczy?

M.H.: Magia miejsca - dobrą kawę może mieć dzisiaj każdy, ale magii i uśmiechniętych ludzi już nie.

J.G.: Jest jeszcze na rynku miejsce dla nowych kawiarni?

M.H.: Polski rynek jest absolutnie nie nasycony, jest miejsce, jak najbardziej. Spożycie kawy na mieszkańca również jest poniżej średniej europejskiej, dlatego ten rynek ma przed sobą wiele, ale to wiele do zaoferowania. Wystarczy spojrzeć na największą sieć kawiarni w Polsce, która liczy naprawdę niewiele lokali. Jest miejsce na takie sieci jak TAC, niskie koszty, szybka obsługa.
Szukając inwestora rozmawiałem z wieloma osobami. Jedna z nich  powiedziała mi, że gdybym miał 20 lokali to w ciągu 5 minut, by mnie kupił. Co ciekawe nawet 3 dni temu otrzymałem emaila z pytaniem o siec TAC, której już nie jestem właścicielem.

J.G.: Czy uważasz, że kawiarnie powinny otwierać osoby bez doświadczenia w branży gastronomicznej? Czy w takim przypadku ryzyko jest zbyt duże i lepiej zacząć na przykład od zawodu baristy, a o własnej kawiarni pomyśleć za kilka lat?

M.H.:Jest to najlepsza opcja, zatrudnić się w jednej z kawiarni sieciowych by zdobyć wiedzę i doświadczenie a potem otworzyć własny lokal. Warto również rozważyć profesjonalny consulting u osób, które mogą nam pomoc w uniknięciu kosztownych błędów. Nieskromnie wspomnę tu również o swojej ofercie dostępnej na www.wlasnakawiarnia.pl
Kilka lat nie jest potrzebnych, w zupełności wystarczy kilka miesięcy intensywnej pracy.

J.G.: Jak wygląda franczyza w praktyce? Jaką kwotą musi dysponować potencjalny franczyzobiorca i na co może liczyć?

M.H.: Wszystko zależy od oferty danej sieci, warto zapoznać sie z wieloma rożnymi. Czy sprzęt przekazywany jest na własność, czy tylko dzierżawiony, jakie istnieją opłaty i co w zamian otrzymujemy. Umowa do analizy przez biuro prawne - koszt 150 - 500 zł a wiedza bezcenna. Co ciekawe nikt tego nie robi.

J.G.: Jak Ty zaczynałeś? Czy od początku Twoim celem było stworzenie sieci kawiarni?

M.H.:Tak od początku moim celem było posiadanie sieci kawiarni, z racji braku możliwości pozyskania finansowania na rozwój sieci zdecydowałem się na jej sprzedaż. Moja sytuacja była wyjątkowa, gdyż nikt nie mógł zrozumieć, że bankrut stara się zbudować nowy biznes od podstaw, nie mogłem wziąć kredytu, dotacji ze względu na BIK. Niestety nie ma przepisów pozwalających takim osobom stanąć na nogi na nowo.

J.G.: Gdzie uczyłeś się parzenia kawy?

M.H.: W swojej kawiarni ;) Raz sprzedałem klientowi cappuccino bez kawy, co ciekawe wrócił następnego dnia i kupił kolejne. Pewność siebie zawsze mi sprzyjała, choć początki jak zostawałem sam za barem nie były komfortowe. To naprawdę mocno stresujące. Zrobić kawę mrożoną która nie jest zimna? Mnie sie udało ;) Ta Pani akurat już nie wróciła..

J.G.: Ile filiżanek kawy wypijasz w ciągu dnia?

M.H.: Obecnie jedną, max dwie - sojowe latte ;)

J.G.: Czy patrząc na Twój biznes z perspektywy czasu zrobiłbyś coś inaczej?

M.H.: Tak, kilka rzeczy zrobiłbym inaczej.

J.G.: A skąd pomysł na książkę?

M.H.: Zawsze lubiłem pisać, nauczycielki mówiły, że mogę lać wodę godzinami, lubię czytać, dużo czytam, z pewnością moja rodzina podnosi średnią kraju i trochę z szaleństwa, trochę ze znalezienia niszy na rynku wydawniczym o tej tematyce. Moje imię i nazwisko również zobowiązuje, by coś napisać - Michał Heller - jest kilku znanych autorów o tych inicjałach ;)

J.G.: Była już kawa, jest książka. Czym jeszcze zaskoczysz?

M.H.: Z pewnością to nie będzie moja ostatnia książka, a w szczególności nie ostatni biznes. Duża siec kawiarni gdzieś ciągle mi sie marzy.

J.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

M.H.: Dziękuję.




wtorek, 8 września 2015

Michał Heller „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka"

Tytuł: Własna kawiarnia, marzenie czy udręka
Autor: Michał Heller
Wydawnictwo: Rozpisani.pl

„Kawa musi być gorąca jak piekło, czarna jak diabeł, czysta jak anioł, słodka jak miłość” – mówił francuski polityk i dyplomata Charles-Maurice de Talleyrand i choć każdy z nas tak naprawdę ma swoje preferencje smakowe, to jednak wielu podziela zdanie Talleyranda. Powyższe słowa dowodzą również tego, że o kawie się również mówi, a nie tylko ją pije. Kawa stała się elementem naszego stylu życia, zaś jej gatunek i sposób picia, stanowi tak naprawdę odzwierciedlenie naszego charakteru a nawet dobowego rytmu dnia. Często też, sącząc gorące espresso i leniwie przeglądając gazetę w kawiarni bądź pędząc z kubkiem kawy w ręce do pracy grożącej wypaleniem zawodowym myślimy, jak wielkim szczęściem musi być posiadanie własnej kawiarni. Co więcej – często taka refleksyjna myśl w połączeniu z określonym bodźcem (pozytywnym lub negatywnym) staje się przyczynkiem do otwarcia własnej kawiarni.

Tyle tylko, że „osiem na dziesięć kawiarni pada w ciągu pierwszego roku”. Tak właśnie twierdzi Michał Heller, twórca sieci Take Away Coffe, pasjonat kawy i własnego biznesu, który postanowił podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w książce „Własna kawiarnia, marzenie czy udręka”. Pozycja adresowana jest szczególnie do osób, które planują założyć własny biznes związany z kawą, ale również do wszystkich miłośników kawy, zawiera bowiem wiele interesujących informacji na temat historii tego napoju i ciekawostek związanych z jego przygotowaniem. Dla tych, którzy snują marzenia o intratnym interesie, książka będzie również chwilą prawdy i okazją do zastanowienia się, czy naprawdę jest to biznes dla nich, czy są gotowi na związane z nim wyrzeczenia. Jeśli tak, czeka ich z pewnością wytężona praca, ale i wielka przyjemność płynąca z robienia tego, co kochają.

Autor wprowadza nas w świat kawy i własnego biznesu stopniowo, rozpoczynając od legendy związanej z odkryciem kawy, informacji na temat pochodzenia ekspresu do kawy czy identyfikacji ziaren kawy (robusta i znana wszystkim arabika). Przypomina również, że jednym z pierwszych orędowników kawy był Jan III Sobieski, zaś pierwszym Polskim miastem z kawiarniami (tzw. kafehauzami) - Gdańsk. 

Heller tworzy również listę pytań, jakie mogą zadać klienci właścicielowi i pracownikom kawiarni oraz udziela na te pytania odpowiedzi. Obala ponadto kawowe mity, przytacza kilka faktów o espresso i zmusza do odpowiedzi, czy naprawdę i po co chcemy mieć własną kawiarnię. Opisując znaną sobie rzeczywistość i swoje doświadczenia w biznesie uświadamia, jak wielkim jest on wyzwaniem i jakie czynniki musimy uwzględnić decydując się na wybór tej branży. Udziela również wielu cennych rad i daje wskazówki dotyczące wyboru lokalizacji, zakupu odpowiedniego sprzętu czy szkolenia baristów. Dzieli się również wiedzą na temat kalkulacji cen, podaje kilka świetnych pomysłów związanych z promocją lokalu. Pomaga również poruszać się w gąszczu przepisów i wymagań, jakie prawo narzuca w związku z otwarciem i prowadzeniem lokalu, w tym omawia dokładnie wymagania sanitarno-epidemiologiczne, które muszą być spełnione w przypadku podmiotów ubiegających się o otwarcie działalności gastronomicznej. Szczególnie przydatna dla osób planujących otwarcie kawiarni, jest dokumentacja HACCP, stanowiąca integralną część e-booka.

„Własna kawiarnia, marzenie czy udręka” to interesująca lektura dla wszystkich miłośników kawy, w tym dla tych, którzy planują związać się z kawą na dłużej i w oparciu o nią prowadzić własna firmę. Istotny jest fakt, iż nie jest to kolejna publikacja koncentrująca się na teorii, nie znajdziemy tu ani definicji biznesplanu, ani marketingu, ale mnóstwo istotnych i praktycznych informacji, swego rodzaju know how prowadzenia własnej kawiarni. To bezcenna wiedza, która pomoże uchronić się przed bezlitosna statystyką i upadkiem biznesu w ciągu wspomnianego pierwszego roku, a nawet pozwoli wyprowadzić kawiarnię na szerokie wody biznesu i sprawić, by klienci nie tylko wracali, ale przyprowadzali ze sobą przyjaciół i znajomych. To również publikacja godna polecenia osobom już prowadzącym własny biznes, być może wskazówki podane przez Hellera pozwolą im rozwinąć skrzydła, być może zainspirują do zmian…

sobota, 22 sierpnia 2015

Literackie smaki: Placek Trzech Króli zwany też plackiem Dwunastej Nocy

Czy można już latem przygotowywać się do świąt? Dlaczego nie, szczególnie kiedy nachodzi nas ochota na coś słodkiego, a ostatnie owoce zostały skonsumowane o poranku. Można wówczas skorzystać z pomysłów Mary Poppins i przygotować jej wyśmienity placek, choć przyznam, że w wersji sierpniowej został pozbawiony fasolki. Duży atut, oprócz delikatnego smaku, to krótki czas przygotowania. Minus – czas przetrwania ciasta. Minęły 3 godziny od chwili wyjęcia go z pieca, a po popołudniowej kawie zostało po nim wspomnienie…


Składniki:
250 g miękkiego masła;
1 szkl cukru;
4 jajka;
2 łyżki mleka;
3 szkl mąki;
2 łyżeczki proszku do pieczenia;
1 ziarnko suszonej fasoli
fot. J.Gul
Wykonanie:
Rozgrzej piekarnik do temperatury 160 st.C.
Utrzyj cukier z masłem na jednorodną puszystą masę. Roztrzep jajka z mlekiem i dodawaj stopniowo do masła z cukrem. Ucieraj dalej, dodając małymi porcjami mąkę.
Wyłóż masę delikatnie łyżką do przygotowanej blachy (użyłam tzw. „keksówki”). Wetknij do ciasta fasolkę. Piecz przez godzinę i kwadrans.
Ostudź na kratce.
Postanowiłam skropić ciasto lukrem, choć użyłam niewielkie jego ilości, bowiem wśród domowników nie cieszy się on popularnością.

fot. J.Gul

fot. J.Gul


SMACZNEGO!