niedziela, 12 sierpnia 2012

Elizabeth Berg "Zdarzyła się miłość"

Tytuł: Zdarzyła się miłość
Autor: Elizabeth Berg
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka










Niekiedy za swe nieudane związki winimy rodziców – ich kłótnie, rozstania i wzajemny stosunek do siebie. Zastanawiające jest to, dlaczego mimowolnie powtarzamy błędy, zamiast zmienić schemat postępowania i uniknąć losu, który stał się ich udziałem. Bywa również tak, że małżeństwo od początku traktujemy jako stan przejściowy, mamy wątpliwości i tak naprawdę nie jesteśmy przekonani, że wybrana osobą, jest tą właściwą”.
„Nie powinno się wychodzić za mąż tylko po to, żeby mieć dzieci. Nie mogę wyjść za mąż tylko po to, aby mieć dzieci” – te słowa padają z ust kobiety, której ślub odbędzie się za piętnaście minut. Może zatem nie należy się dziwić, że małżeństwo Johna i Irene Marshów w końcu się rozpadło? Poznajemy ich już jako osoby wolne, dzielące się opieką nad dzieckiem, a właściwie dorosłą już, osiemnastoletnią córką Sadie. „Zdarzyła się miłość” Elizabeth Berg to historia utkana z codzienności, opleciona wokół uczuć, do której jednak nie mogę się w pełni przekonać. Mimo tego, iż autorce nie można nic zarzucić, to jednak w historię bohaterów brnęłam z trudem, starając się z okruchów ich wspomnień, komentarzy córki czy wydarzeń bieżących, złożyć portret rozbitej rodziny, której członkowie maja skazę na sercu.
Sadie, mimo miłości rodziców, zaczyna dusić się w towarzystwie ojca i matki, ze smutkiem obserwując ich życie. Nie dość, że nie potrafili żyć razem, to jeszcze nie potrafią ułożyć sobie życia po rozwodzie. Swoje uczucia przenoszą na córkę, zaś ta, osaczona i rozdarta, zaczyna się coraz bardziej od nich oddalać pragnąc tworzyć swoją historię. Dlatego też nie wspomina nic o swoim chłopaku Ronie Savage oraz o planowanej wspólnej wycieczce wzdłuż wybrzeża. Nie przypuszcza jednak, że drobne kłamstwo o wyjeździe z przyjaciółmi na skałki, będzie miała tak brzemienne w skutkach konsekwencje.
Irene to introwertyczna i niestabilna emocjonalnie pani domu, pokładająca wszystkie nadzieje w córce. Z jednej strony pragnie miłości mężczyzny, oparcia na męskim ramieniu, z drugiej jednak panicznie boi się zakochać, swoich porażek upatrując w starzejącym się ciele. John, specjalista od renowacji starych budynków również po rozwodzie nie może znaleźć nikogo, kto mógł zapełnić pustkę po odejściu żony i córki. Czy teraz, kiedy pojawiła się delikatna wdowa, Amy, zaryzykuje ponownie i stawiając na szali swoją samotność i niezależność, wybierze ciepło życia we dwoje? A może los postanowi z nich zakpić i … połączy ich znowu?
Kiedy Sadie po wyjeździe w góry nie daje znaku życia, zdesperowana Irene dzwoni do jedynej osoby, która jest w stanie zrozumieć jej niepokój – do byłego męża. Ten, zostawiając zaniepokojoną Amy, przylatuje pierwszym możliwym samolotem, by znów stanąć oko w oko ze swoją żoną, jej irytującym sposobem bycia i pretensjami, a także… No właśnie, czy po latach wzajemnych oskarżeń będą potrafili wspólnie stawić czoło rzeczywistości i niespodziance, która ich czeka?
„Zdarzyła się miłość” to historia, jakich wiele, jakie otaczają nas codziennie. Może właśnie dlatego w bohaterach tak łatwo udaje się nam odnaleźć nas samych i nasze historie. Autorka, Elizabeth Berg, jest uznaną pisarką i doskonałą obserwatorką ludzkich zachowań. Przenosząc na karty książki oczekiwania, nadzieje i cierpienie pozwala nam odnaleźć w nich wskazówki oraz zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem. I choć nie odpowiada mi ani konstrukcja tekstu ani styl pisarki, to doceniam to, że nie boi się ona poruszać tematów dotyczących cieni zwyczajnego o życia, a jeszcze znajduje nieco miejsca dla jego blasków.

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza