poniedziałek, 30 maja 2016

Z wizytą w mieście walca, czyli weekendowy Wiedeń

fot. J.Gul
Planując wizytę w Wiedniu trzeba być świadomym, że to miasto zrobi wszystko, żeby nas uwieść. I że nie ma takiej możliwości, żeby zobaczyć nawet w ciągu całego życia wszystko, co ma do zaoferowania. W mieście walca, w którym tworzyli słynni klasycy wiedeńscy – Haydn, Mozart i Beethoven; w mieście, z którego wywodzi się słynna dynastia Straussów; w mieście w którym odbywają się słynne koncerty noworoczne Filharmoników Wiedeńskich i w którym można zachwycać się twórczością Gustava Klimta, po prostu nie można się nudzić.

To już moja druga wizyta w Wiedniu (poprzednio zaszyłam się na prawie cztery godziny w galerii Albertina i wyszłam z potężnym uczuciem niedosytu), dlatego byłam świadoma, że trzy dni, z których jeden przeznaczony był na zwiedzanie miasteczka Krems, barokowego klasztoru Opactwa Benedyktynów w Melk i na rejs po malowniczej Dolinie Wachau, ograniczają moje możliwości. Mimo to wyjazd, choć intensywny, obfitował w wiele pięknych miejsc, którymi chciałam się z Wami podzielić. Być może trasa, którą pokonałam oraz szereg informacji, zainspiruje kogoś do zaplanowania podróży właśnie w tym kierunku. 

Wiedeń, według raportu amerykańskiego Mercera, oceniającego 221 najważniejszych metropolii, jest miastem o najwyższej jakości życia na świecie i tę jakość widać na każdym kroku – zarówno w staranności, z jaką odnowione są piękne kamienice, w funkcjonowaniu transportu i służb publicznych, jak i w czystości, która rzuca się w oczy nawet przy tej ilości turystów, jaką można w Wiedniu spotkać. To też chyba jedyne miasto, w którym mieszkania komunalne wyglądają tak, że co roku podziwiają je każdego dnia setki turystów. Mowa tu o wspaniałym domu zaprojektowanym przez Hundertwassera, zwanym „Domem Hundertwassera”, oddanym do użytku 8 września 1985 roku. Ten, jak i inne projekty architektoniczne artysty, stanowiły odzwierciedlenie jego wyrazistych poglądów, mówiących, iż w naturze nie ma linii prostych. Budynek budzi skojarzenie z twórczością Antoniego Gaudíego, znajdziemy tu okna o różnych kształtach i rozmiarach, zieleń rosnącą we wnętrzach ścian (są ponoć we wnętrzach mieszkań nawet drzewa), kolorowe kolumny i mozaiki z płytek ceramicznych.

fot. J.Gul

fot. J.Gul

fot. J.Gul
Będąc w Wiedniu tylko jeden, dwa dni, warto skupić się na budynkach będących w okolicy Ringu, czyli ulicy okalającej historyczne centrum. Aleja powstała na miejscu dawnych murów miejskich, które wyburzono w XIX wieku i szybko stała się „gorącym miejscem” na mapie Wiednia. Powstały tu najpiękniejsze pałace w całym mieście oraz piękne budynki użyteczności publicznej. 

W pierwszym dniu wyprawy priorytetem był Pałac Cesarski Hofburg i apartamenty Sissi, które postanowiłam zwiedzić. Od czasów Albrechta I aż do upadku monarchii austro-węgierskiej, Hofburg był rezydencją Habsburgów.

fot. J.Gul
Pałac był przez wieki systematycznie rozbudowywany – powiększono go m.in. o XVI-wieczny pałac Amalii, wczesnobarokowe skrzydło Leopolda czy XVIII-wieczną Kancelarię. To w Hofburgu mieszczą się obecnie biura prezydenta Austrii. Najstarszą część pałacu stanowią zabudowania wokół Dziedzińca Szwajcarskiego – tu miała swoją siedzibę gwardia szwajcarska, która strzegła Hofburga. Świadectwem renesansowej przebudowy jest Brama Szwajcarska z 1533 r. Dziedziniec łączy się z największym placem wśród zabudowań – In der Burg, pośrodku którego stoi pomnik Franciszka I (II).

fot. J.Gul
fot. J.Gul
W apartamentach Franciszka Józefa i cesarzowej Elżbiety obecnie mieści się muzeum – za bilet wstępu zapłacimy 12,50 EURO. Osoby, które pamiętają film „Sissi” z Romy Schneider w roli księżniczki bawarskiej Elżbiety, czy późniejszą jego wersję z 2009 roku z Cristianą Capotondi, z pewnością będą zachwycone kolekcją wspaniałych strojów, m.in. stroju letniego, rekonstrukcją sukni z wieczoru panieńskiego oraz węgierskiej sukni koronacyjnej, portretami Elżbiety, rekonstrukcją luksusowej salonki Sissi czy jej rzeczami osobistymi. W apartamentach niestety nie można robić zdjęć. 

W Pałacu mieści się też m.in. Biblioteka Narodowa, zawierająca jeden z największych księgozbiorów Austrii oraz tzw. Sale Redutowe, do których przylega budynek Hiszpańskiej Szkoły Jazdy, wzniesiony przez Josefa Emanuela Fischera von Erlach. Tu odbywają się treningi i występy sławnej szkoły jazdy (dodatkowo płatne), założonej w 1572 roku – ostatniej kultywującej stare formy sztuki jeździeckiej. Słynne białe lipicany są krzyżówką koni hiszpańskich i arabów.

Będąc pod wrażeniem luksusów, jakimi otaczała się księżniczka Sissi, której tak naprawdę daleko było od wykreowanego przez film ideału, warto oderwać się od dóbr materialnych i podążyć do katedry św. Szczepana, będącej prawdziwym symbolem Wiednia i należącej do najbardziej znaczących budowli gotyckich w Austrii. Na miejscu katedry stała niegdyś XII-wieczna romańska bazylika, przebudowana za panowania Ottokara II. 

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Charakterystyczną cechą katedry jest szkieletowa wieża południowa, nazywana przez wiedeńczyków „Steffl” - aby wejść na punkt widokowy na miasto, cały Wiedeń należy wspiąć się po 343 stopniach w górę. Wisi tu łącznie 13 dzwonów. Najsłynniejszy dzwon katedry Pummerin, znajduje się na wysokości 68,3 m na wieży północnej. Najbardziej charakterystycznym elementem katedry jest wspaniały dach kryty dachówką układającą się w wizerunek cesarskiego orła Habsburgów oraz herby miasta Wiednia i Austrii. Katedra św. Szczepana jest niekiedy błędnie nazywana katedrą św. Stefana - winę za to ponosi błąd, który wkradł się do starszych publikacji na temat świątyni oraz fakt, że w wielu językach imiona tych świętych brzmią podobnie. 

Po wizycie w Katedrze warto przejść się (lub skorzystać z dorożki) po głównych ulicach Wiednia.

fot. J.Gul
fot. J.Gul
fot. J.Gul
Jeśli nawet nie zrobimy zakupów w ekskluzywnych salonach odzieżowych, to w jednym z licznych sklepików możemy kupić pamiątki (m.in. czekoladki z Mozartem), napić się dobrej kawy (ok. 3 EURO) czy zjeść kawałek ciasta. Specjalnością miasta jest słynny tort Sachera (Sachertorte), upieczony po raz pierwszy przez młodego ucznia kucharskiego Franciszka Sachera dla księcia Metternicha. Już sama historia powstania tego tortu jest interesująca – w 1832 roku żona księcia Metternicha przebywała na kuracji w Karlowych Warach i zabrała tam ze sobą cały domowy personel. Kiedy zatem książę zaprosił na kolację gości, obowiązek przygotowania posiłku spoczął na młodym uczniu kucharskim. Ten, nie mając zbyt wiele czasu na przygotowanie deseru, posmarował formę tortowa masłem i wysypał mąką. Następnie stopił czekoladę, masło i cukier ukręcił z żółtkami na pianę, dodał filiżankę pszennej mąki i ostrożnie wymieszał z masą ubite białko. Po upieczeniu, dwie warstwy ciasta przełożył marmoladą morelową, zaś tort oblał glazurą z czekolady i cukru, podając go ze śmietaną. Goście byli zachwyceni, a w ciągu następnych miesięcy Franciszek Sacher przygotowywał w jeszcze wielu domach kolację, podczas której najważniejszym punktem był właśnie słynny już tort. Ostatecznie Sacher odszedł ze służby u księcia, by po latach otworzyć własny sklep, zaś sekret jego tortu odziedziczył syn Edward, który w 1876 r. otworzył w pobliżu opery słynny hotel. Właśnie w restauracji do niego przylegającej skosztować możemy kawałka tortu (6,30 EURO), choć tak naprawdę Sachertorte jest serwowany niemal w każdej wiedeńskiej kawiarni (ok. 4,20 – 5 EURO). Ja próbowałam go m.in. w kawiarni Rosenberger, w której dodatkowo kosztowałam równie znanego w Austrii strudla z jabłkami - Apfelstrudel (niestety nie był podawany na ciepło).

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Wieczorem, po zwiedzaniu, zakupach i pysznym jedzeniu warto zajrzeć jeszcze pod gmach słynnej wiedeńskiej Opery – przedstawienia operowe i baletowe obejrzeć możemy bez biletu również na wielkim telebimie umieszczonym na ścianie (przed gmachem opery zostały ustawione nawet krzesełka dla fanów; początek seansów ok. 18.30). Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że budowie Opery towarzyszyły dramatyczne losy jej wykonawców: Augusta von Siccardsburga i Edwarda van der Nűlla. Nieprzychylne komentarze prasy spowodowały, że van der Nűll załamał się nerwowo i popełnił samobójstwo, zaś dwa miesiące później na atak serca zmarł jego przyjaciel Siccardsburg. 15 maja 1869 roku, wystawieniem opery „Don Giovanni” Mozarta, rozpoczęto działalność tej docenianej przez melomanów z całego świata sceny operowej. Warto jeszcze dodać, że w ostatni czwartek karnawału, w Operze odbywa się największy i najwspanialszy bal wiedeński, którego tradycje sięgają 1877 roku. 

fot. J.Gul
fot. Gul
Będąc w Wiedniu nie można nie zawitać do słynnego wiedeńskiego wesołego miasteczka – Prater. Choć tego rodzaju rozrywki zupełnie nie leżą w kręgu moich zainteresowań, to jednak w sobotę, wracając z Krems, zawitałam do tego ogromnego centrum zabawy. Nazwa Prater pochodzi od hiszpańskiego słowa prado (łąka) – niegdyś mieściły się tu dworskie tereny łowieckie i dopiero cesarz Józef II zezwolił na korzystanie z tej pięknej okolicy. W rozciągającym się na ok. 10 km parku znajdują się liczne urządzenia sportowe, korty tenisowe, pola golfowe oraz wesołe miasteczko z licznymi karuzelami, strzelnicami, torami samochodowymi czy budkami z przekąskami. Najsłynniejszym jednak urządzeniem jest Riesenrad (koło diabelskie) – olbrzymia karuzela o średnicy 61 m, zbudowana w latach 1896 – 1897 przez angielskiego inżyniera Waltera B.Basseta (twórcę słynnego London Eye). Wstęp na teren Prateru jest bezpłatny, ale za skorzystanie z każdej z atrakcji trzeba zapłacić.

fot. J.Gul

fot. J.Gul
Trzeci dzień pobytu w Wiedniu upłynął przede wszystkim na zachwycaniu się Belwederem – ten zespół pałacowo-parkowy był letnią rezydencją księcia Eugeniusza Sabaudzkiego.

Brama od strony Górnego Belwederu - fot. J.Gul
Dolny Belweder, znacznie mniej urokliwy od Górnego, służył jako pałac mieszkalny, zaś wybudowany później Górny Belweder pełnił (i słusznie) funkcje reprezentacyjne. Pomiędzy pałacami wznosi się tarasowato park długości niemal 500 m, stanowiący połączenie baroku francuskiego i włoskiego. Twórcą tego wspaniałego zespołu jest Johann Lukas von Hildebrandt. Wejście na teren pałacowo-parkowy jest bezpłatne, lecz niestety za wizytę w muzeach mieszczących się w pałacach (m.in. wystawa dzieł Klimta) trzeba już zapłacić. 

Górny Belweder_fot. J.Gul

Górny Belweder_fot. J.Gul

fot. J.Gul
fot. J.Gul
Dolny Belwederr_fot. J.Gul
Ogrom kościołów, wspaniałych kamienic, placów czy pomników Wiedniu sprawia, że nie sposób opisać ich wszystkich. Dlatego zdecydowałam się utrwalić wizytę w Krems w odrębnym poście. Wspomnę tylko, że pragnąc zachować na dłużej w pamięci wyprawę do Wiednia, warto przywieść ze sobą nieco regionalnych smaków – oprócz tort Sachera, sprzedawanego w pięknych opakowaniach, warto kupić popularny dżem morelowy czy morelowy likier. Smacznego delektowania się … Wiedniem!

2 komentarze:

  1. Ach, Twój artykuł przeniósł mnie myślami do Wiednia, który jest cudowny! Ja również zakochałam się w tym mieście, byłam tam kilka razy i za każdym razem odkrywam coś nowego. To miasto po prostu jest kopalnią wiedzy i przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to wyjątkowe miasto, w którym każdy odnajdzie coś dla siebie:-)

      Usuń