niedziela, 7 sierpnia 2016

Raphael Montes "Dziewczyna w walizce"

Tytuł: Dziewczyna w walizce
Autor: Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia



Mówi się, że miłość jest ślepa, że niejedno ma imię, że jest jedyną istotną wartością w życiu. Stworzono dziesiątki tysięcy poematów, powieści i filmów poświęconych miłości, zarówno tej prawdziwej, jak i tej łamiącej serca, ale nawet w tym drugim przypadku, to cierpienie ukazane było przez pryzmat osoby, która nieszczęśliwie kocha. Zwykle zapomina się o tym, że miłość ma jeszcze jedno oblicze, a właściwie jest to chore i wynaturzone oblicze tych, którzy rzekomo w imię miłości są zdolni do największego okrucieństwa i czynów, do których popycha ich szalony umysł. Kilka lat temu głośna była sprawa zabójstwa byłej miss Polski, Agnieszki Kotlarskiej, która została ugodzona nożem przez psychofana i to na oczach męża oraz córeczki. Zapewne większość czytelników zna również zekranizowaną powieść Stephena Konga „Misery”, w której wzięty autor romansów historycznych Paul Sheldon, zostaje uwieziony przez wielbicielkę swojej twórczości Annie Wilkes – przerażająca historia w świetle rzeczywistych wydarzeń ze stalkerami w rolach głównych, nie wydaje się już taka nieprawdopodobna…

Nie wiem, czy to „Misery” czy raczej obserwacja rzeczywistości zainspirowała Raphaela Montesa do stworzenia swojej powieści, ale jedno jest pewne – po jej lekturze zaczynamy obawiać się nie tylko o własną kondycję psychiczną, ale i o zdrowie autora. Trzeba bowiem prawdziwego mistrzostwa, by wykreować postać głównego bohatera, Teo Avelara, a na dodatek pozwolić mu dojść do przekonania, że znalazł kobietę swojego życia. Powieść „Dziewczyna w walizce”, opublikowana nakładem wydawnictwa Filia stała się tym samym jedną z najbardziej chorych i wynaturzonych opowieści o miłości, o ile tak można nazwać uczucie, które Teo żywi do spotkanej na urodzinach ciotki dziewczyny. Lektura wymaga od czytelnika zachowania dystansu, który jednak mimo naszych starań skraca się z każdą stroną, zaś my coraz bardziej zagłębiamy się w naturę tego specyficznego związku, a także w opętany chorobą umysł chłopaka. Po odłożeniu powieści już nigdy nie spojrzymy na potencjalnego partnera z bezgraniczną ufnością, co więcej, bacznie zaczniemy obserwować osoby u naszego boku.

Teo wydaje się być chłopakiem, o którym każda matka marzyłaby dla swojej córki. Poważny, z jasno sprecyzowanymi planami na przyszłość student medycyny, otaczający opieką sparaliżowana matką – czy można oczekiwać czegoś więcej od partnera, z którym będzie się budowało przyszłość? Dopiero kiedy dodamy, że jedyną dziewczyną Teo była przed laty osoba poznana za pośrednictwem Internetu, że nie odczuwa on żadnych emocji, a przyjaciółką nazywa starsza kobietę, Gertrudę, którą w rzeczywistości są … zwłoki umieszczone w prosektorium, głęboko się należy zastanowić, czy kontynuować tę znajomość. Może być jednak tak, że jest już zbyć późno na ucieczkę, że w głowie Teo zrodziło się przekonanie, że powinien pozostać z nami już na zawsze. Wyboru nie miała Clarice, studentka historii sztuki, marzącą o stworzeniu scenariusza filmowego. Kilka zdań, które zamieniła z chłopakiem na przyjęciu wystarczyło, by Teo nie tylko zaczął ją śledzić, ale by ją porwał, przewożąc z miejsca na miejsce w walizce, niczym osobistą własność. By zrobił wszystko, żeby zostać z Clarice już na zawsze…

„Dziewczyna w walizce” budzi przerażenie, wywołuje całą gamę emocji, począwszy od niezrozumienia po głęboki szok. Montes, zaczyna jawić się jako prawdziwy mistrz kreacji słowa, atmosfery grozy, a prostota zdań i analityczność podejścia Teo do sytuacji, jeszcze mocniej w nas uderza. Swoją powieścią autor znalazł się w plejadzie niezapomnianych pisarzy o mrocznych umysłach, zaś zakończenie sprawia, że o książce nie zapomina się już nigdy, tracąc wiarę nie tylko w sprawiedliwość, ale i we własny osąd sytuacji. Dlatego warto zastanowić się, zanim sięgniemy po „Dziewczynę w walizce” – nasze postrzeganie rzeczywistości po ukończeniu lektury zmieni się nie do poznania, a w naszych sercach już na zawsze zamieszka nieufność.

22 komentarze:

  1. Jej,chyba się przekonam do regularnego czytania ksiązek! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygoda akurat z tym tytułem jest dość ryzykowna, ale ... czasami warto właśnie zaryzykować.

      Usuń
  2. Trochę mnie przeraża ale jednocześnie fascynuje ta treść. I teraz nie wiem czy po nią sięgnąć czy lepiej nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie sięgnąć! Choć przyznam, że emocje są ogromne jeszcze długo po lekturze.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. To dosyć osobliwa powieść, a w zasadzie przedstawione w niej ujęcie miłości, ale dzięki temu wyłamuje się, nie powtarza schematów. Gorąco polecam!

      Usuń
  4. Nie jestem fanką tego typu gatunku, ale może właśnie ta pozycja mnie przekona. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałem, świetna książka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zrobiła na mnie duże wrażenie!

      Usuń
  6. Skoro pojawiają się aż takie emocje to jestem jak najbardziej zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Książka jest dosć makabryczna, ale to panująca w niej atmosfera oraz zakończenie są niezwykłym magnesem.

      Usuń
  7. Powiem Ci że kilka tych zdań o książce (jej treści) mnie przeraża a co dopiero gdybym miała ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście książka przeraża.Tym bardziej, że główny bohater jest młodym mężczyzną, w przypadku którego nic nie wskazuje na takie dewiacje!

      Usuń
  8. Uwielbiam czytać, ale takie historie są nie dla mnie. Mam za bujną wyobraźnię i nie mogę potem spać. Jednak brzmi bardzo interesująco. 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ta historia pobudza wyobraźnię, ale i wyczula nas na pewne zachowania u drugiej osoby. Niestety bohaterka nawet nie miała szans na nie zareagować...

      Usuń
  9. Czasem... im mniej wiesz tym lepiej śpisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ponoć niepoinformowani są szczęśliwsi, ale taka już moja natura, ze ja wolę wiedzieć:-)

      Usuń
  10. Przekonałaś mnie. Aż przeszły mi ciarki po plecach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, przechodzą ciarki. Szczególnie, że w trakcie czytania od razu wyobrażałam sobie, jak dana scena wyglądałaby na dużym ekranie. Jeśli podobała Ci się (choć nie wiem, czy "podobała" to właściwe słowo)"Misery", to "Dziewczyna..." okaże się równie wciągająca!

      Usuń