piątek, 16 grudnia 2016

Aleksander Doba "Na fali i pod prąd"

Autor: Aleksander Doba; opracowanie: Weronika Górska
Wydawnictwo STAPIS


Aleksander Doba – świat usłyszał to nazwisko, kiedy zdobył on tytuł Podróżnika Roku 2015, dzięki wyborowi dokonanemu przez czytelników amerykańskiej edycji „National Geographic”. Już wcześniej za sprawą licznych nagród czy medialnych relacji był on znany w pewnych kręgach, jednak dopiero ten ostatni tytuł przyniósł mu prawdziwą sławę. Sławę o którą – należy podkreślić – nigdy nie zabiegał, skoncentrowany raczej na działaniu i na odczuwaniu przyjemności płynącej z kontaktu z wodą czy innej formy aktywności ruchowej.

Choć o tym niezwykłym człowieku, podróżniku, który w wieku trzydziestu czterech lat spróbował kajakarstwa nawet nie zdając sobie sprawy, jak bardzo zmieni to jego życie, powstało wiele artykułów, to nie oddają one w pełni ani siły pasji, ani niebywałego hartu ducha Aleksandra Doby. Dlatego też sięgnąć możemy po relację z jego pierwszej wyprawy, napisaną ręką samego podróżnika lub też po drugą książkę, relacjonującą kolejną z wypraw, przygotowaną przez Dominika Szczepańskiego, na podstawie rozmów z Dobą i jego notatek. Jednak dopiero trzecia książka stanowi kompilację zarówno szczegółów z osobistego życia tego pasjonata, prywatnych zdjęć, jak i informacji na temat jego wypraw, szczególnie tej trzeciej, którą musiał zakończyć po trzech dniach. Mowa tu o książce „Na fali i pod prąd”, opracowanej przez Weronikę Górską, a wydanej przez Wydawnictwo STAPIS. To wyjątkowa pozycja nie tylko dla czynnych sportowców, podróżników, czy ludzi, którzy doskonale rozumieją kwestię oddawania się swojej pasji. To również książka dla tych, dla których podróże, z różnych względów, kończą się na progu ich domu czy granicach ich miasta – rozbudza ona pragnienie przeżywania, a także przekonuje, iż nie ma rzeczy niemożliwych, że aktywność nie zagląda ani do portfela, ani do metryki urodzin.

Aleksander Doba wraca w swej opowieści do przeszłości – poznajemy skomplikowane losy jego przodków, w tym historię miłości babci Elżbiety i starszego od niej o trzydzieści pięć lat dziadka Aleksandra, imiennika podróżnika. Czytamy o szkolnych czasach Doby, o ulubionych przedmiotach, miłości do książek, a także o technikum mechanicznym, do którego uczęszczał. Tu właśnie zaczął on rozwijać swoje pasje, z których pierwszą było kolarstwo, a następnie … latanie. Jego przygoda z szybowcami zaczęła się od wizyty w technikum Andrzeja Płazińskiego, instruktora z Aeroklubu Poznańskiego i trwała dobrych kilka lat. 

Podróżnik dzieli się z nami również szczegółami dotyczącymi swojego życia małżeńskiego, począwszy od spotkania swojej pięknej żony Gabi. Przybliża ich wspólne wyprawy, opisuje czas spędzany z synami, w których zaszczepił sportowego ducha. Wraz z nim wsiadamy też do kajaka i … już nie chcemy wysiadać. Doba opowiada nie tylko o spływach, ale i swojej działalności w klubie Alchemika (w tym o ośmioletniej prezesurze), odbytych szkoleniach i kursach, chwilach pięknych, ale i groźnych. Mówi także o ludziach, którzy stali się dla niego wzorami – uczył się od Krzysztofa Książka, Leszka Mazura, a jego „kajakowym góru” był Bogusław Nizinkiewicz.

Z każdym kolejnym rokiem na jego koncie przybywało nagród, coraz więcej ludzi pasjonujących się kajakarstwem znało jego nazwisko. On sam, w miarę, jak przybywało mu wiedzy, wydłużał swoje wyprawy – w 1991 roku jako pierwszy kajakarz przepłynął wzdłuż polskiej morskiej granicy, zaś w 1998 roku wyruszył w podróż nazwaną przez niego „Kajakiem przez Niemcy i dookoła Danii z Polic do Polic”. Stopniowo przesuwał i swoje granice, aż w końcu przyszedł czas na realizację największego marzenia, czyli wyprawy przez Atlantyk

Z kart książki przebija nie tylko miłość Dobry do sportu, do kajaków, do wody, ale także do ludzi i kraju. Nie waha się nazywać się patriotą, podkreślając swoją polskość, ale i zasady, którymi kieruje się całe życie. Dlatego też książka „Na fali i pod prąd” jest nie tylko opowieścią o niezwykłych podróżach, ale i niezwykłym człowieku, który podkreśla, że wyprawa życia jest dopiero przed nim!


2 komentarze:

  1. Pani Justyno, zwięzłe i ciekawe przedstawienie książki - zachęca do zapoznania się z nią. Proszę jednak zmienić imę mojej żony na Gabi (Gabriela). Dziękuję za pozytywną ocenę mojej osoby i książki.
    Aleksander Doba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za pasję, która towarzyszyła mi również w trakcie lektury. Kajam się za pomyłkę w imieniu, nie powinna się zdarzyć. Jeszcze raz przepraszam i trzymam kciuki za kolejne wspaniałe wyprawy:-)

      Usuń