piątek, 13 stycznia 2017

Mira Lobe „Babcia na jabłoni”

Tytuł: Babcia na jabłoni
Autor: Mira Lobe
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia



„To, czego dzieci potrzebują w obfitości dostarczają dziadkowie. Dają bezwarunkową miłość, dobroć, cierpliwość, poczucie humoru, komfort, lekcje życia. Oraz, co najważniejsze, ciasteczka” – mówił Rudolph Giuliani i większość wnuków zapewne zgodzi się z tym podejściem. Dziadkowie nie tylko obdarzają swoje wnuki uczuciem, ale wielokrotnie stanowią pomost pomiędzy dziećmi, a ich rodzicami, są powiernikami maluchów, przekazują im swoją wielką mądrość i doświadczenie. Są jednak dzieci, które niestety nie mają ani babci ani dziadka, które nawet nie pamiętają ich opiekuńczych skrzydeł i ciepłego głosu bądź też nigdy go nie doświadczyli. Opowiadanie o tym, jak wspaniali byli dziadkowie, pokazywanie ich zdjęć jest ważne dla tożsamości dziecka dla poznania przez niego swoich korzeni, nie zastąpi jednak kochanych ludzi. Co wówczas robić?

Taką właśnie sytuację ma Andi, chłopiec, który – w swoim przekonaniu – jako jedyny nie ma na świecie ani babci, ani dziadka. Starszy brat Jurek i siostra Krysia oraz kochający go rodzice i pies Bello, choć są wspaniałą rodziną, to jednak nie zaspokajają potrzeby chłopca posiadania towarzyszki, która nie tylko wysłucha jego sekretów, ale też pojeździ z nim na karuzeli oraz poczęstuje gumą balonową. Tak właśnie wyglądają relacje babć z przyjaciółmi Andiego, Gerhardem i Robertem, nic więc dziwnego, że nawet wspomniana guma balonowa przywieziona przez babcię jednego z nich, nie jest w stanie poprawić humoru chłopca. 


W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko … stworzyć sobie babcię w wyobraźni. Na podstawie zdjęcia swojej babci, zrobionego podczas jednego z karnawałowych przyjęć, Andi kreuje starszą panią, która nie tylko jest osobowością niezwykle charyzmatyczną i pomysłową, ale znajduje czas by go wysłuchać a nawet zabrać do Indii. O tym, jak wygląda życie z taką wymyśloną babcią możemy przekonać się dzięki lekturze książki „Babcia na jabłoni”, austriackiej autorki, Miry Lobe. Porównywana z Astrid Lindgren pisarka otula nas swoim ciepłem, zaciekawia, inspiruje, skłania do kreatywności, ale i do rozejrzenia się wokół siebie – wszak mnóstwo jest ludzi, którzy potrzebują, tak jak dzieci, towarzystwa, ciepłego słowa, rozmowy. Adresowana do młodszych czytelników powieść zauroczy również rodziców i przypomni beztroskie czasy dzieciństwa i szalone zabawy lub poważne rozmowy z babcią czy dziadkiem.


W wyobraźni Andiego babcia jest prawdziwym oryginałem – nie tylko przesiaduje na jabłoni, ale i ujeżdża dzikie konie, doskonale zna się na akrobatyce, ma cyrkowa przeszłość i niczym rajdowy kierowca prowadzi samochód, który pełen jest usprawnień wymyślonych przez jej ojca, a pradziadka chłopca. Babcia wciąga chłopca w wir przygód, rekompensując jakby wszystkie te lata, kiedy Andi pozbawiony był jej towarzystwa. Zabiera go zatem do wesołego miasteczka, gdzie jeżdżą na kolejce, objadają się watą cukrową i parówkami, a także daje popis umiejętności strzeleckich, wygrywając dla niego wiele wspaniałych nagród. Wspólnie wyruszają również w podróż po stepie, by chwytać dzikie konie, a także do Indii, dokąd płyną na pięknym żaglowcu. Przeżywanie tych przygód zajmuje chłopcu każdą wolną chwilę przynajmniej do momentu, kiedy w okolicy pojawia się nowa sąsiadka - w przeciwieństwie do jego wymyślonej babci - potrzebująca pomocy.

Pani Fink również jest samotna, bowiem jej wnuczki przebywają w Kanadzie. Zaprzyjaźnia się z chłopcem, dzieląc się z nim nie tylko intrygującymi opowieściami, ale miłością, którą ma w sercu. Stopniowo zdobywa zaufanie Andiego, a on coraz mniej czasu przesiaduje z babcią na drzewie, co nie znaczy, że już o niej zapomniał. Jak zakończy się ta piękna i wzruszając opowieść? Przekonamy się o tym oddając się lekturze książki „Babcia na jabłoni”, która ujmuje nas swoją delikatnością, pobudza wyobraźnię, a dzięki wspaniałym rysunkom Mirosława Pokory dodatkowo pozwala poczuć się częścią opowiadanej historii. Prosty język w połączeniu z szalonymi przygodami chłopca i jego babci to wrota do krainy marzeń niejednego malucha, a może nawet opiekuna. A nawet jeśli zrobi się nam kiedyś smutno, że babci nie ma wśród nas, że jesteśmy samotni, zawsze możemy wyrecytować wierszyk, którego nauczyła nas babcia z drzewa: 

„Czego się dzieciom zabrania:
przy piciu siorbania,
przy jedzeniu mlaskania,
min przeróżnych strojenia,
drapania i gryzienia (…).
A komu to odpowiada
niech spokojnie w kątku siada,
jak ciche grzeczne ciele.
Ale mnie te zakazy z żadnej nie nęcą strony
Koniec. Kropka. I wiersz już skończony.”




10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. I książka też - nie tylko dla najmłodszych czytelników:-)

      Usuń
    2. Właśnie jesteśmy po lekturze (ja dorosła, a córka - nastolatka ;-)

      Usuń
  2. Uwielbiam tą ksiażkę. Wprowadziłam ją nawet w mojej szkole jako lekturę dla klasy II. Dzieciaki też ją pokochały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lekka i ciepła. Zauroczył mnie językiem, ilustracjami. Wcale nie dziwię się Twoim uczniom:-)

      Usuń
  3. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Z tego co piszesz, wydaje się być fajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam - to piękna i ciepła historia.

      Usuń
  4. Świetna książka, moje dzieci chętnie ją przeczytały. :)

    OdpowiedzUsuń