Autor: Freida McFadden
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Psychopata to postać, która od lat fascynuje literaturę i czytelników – nie dlatego, że jest potworem w oczywisty sposób, lecz właśnie przez swoją pozorną normalność. To ktoś potrafiący doskonale funkcjonować w społeczeństwie, budzić sympatię, a nawet podziw, jednocześnie pozostając emocjonalnie pustym, pozbawionym empatii i wyrzutów sumienia. Psychopatia nie zawsze objawia się gwałtowną przemocą; częściej to chłodna kalkulacja, manipulacja i zdolność do zakładania masek, które skutecznie zwodzą najbliższych. Freida McFadden w „Idealnym synu” sięga właśnie po ten niepokojący paradoks: największe zło może kryć się tam, gdzie spodziewamy się miłości, bezpieczeństwa i rodzinnej więzi.
Powieść opowiada historię matki i syna, a jej oś stanowi pytanie fundamentalne: czy można bezgranicznie ufać własnemu dziecku? Liam Cass to wzorowy uczeń, odnoszący sukcesy sportowiec, mistrz debat, świetny towarzysz i ... idealny syn. Erice z trudem udaje jej się ukrywać, że to właśnie on, a nie buntownicza Hannah jest jej najukochańszym dzieckiem. A jednak, mimo tej całej miłości, Erika wie coś, co w obliczu ostatnich wydarzeń zaczyna ją przerażać. Liam ma bowiem pewną tajemnicę, a mianowicie... jest psychopatą. Kiedy zatem znika dziewczyna z jego klasy, i to dziewczyna, która mu się podobała i z którą był widziany przed jej zaginięciem, wszystkie podejrzenia padają na niego. A Erika wie, że nie można mu ufać, że każde słowo wypowiadane przez niego jest kłamstwem. Mimo to, jest gotowa na wszystko, by bronić swoje dziecko. Czy są jednak jakieś granice?
McFadden bardzo świadomie prowadzi czytelnika przez kolejne etapy narastającego niepokoju, zaczynając od codzienności, która wydaje się tak wspaniała, że aż mało realna. Tytułowy „idealny syn” jest ułożony, inteligentny, spełnia oczekiwania i doskonale wpisuje się w wyobrażenie o dziecku, którym można się chwalić. Autorka umiejętnie pokazuje, jak łatwo usprawiedliwiamy drobne niepokojące sygnały, tłumacząc je stresem, dojrzewaniem czy nieporozumieniem, jak łatwo wyprzeć, że z dzieckiem dzieje się coś złego. Że ono jest złe. Jesteśmy również świadkami dramatu matki, która kocha swoje dziecko ponad wszystko, nawet jeśli jest świadoma tego, że wychowuje potwora. To właśnie ta warstwa psychologiczna stanowi największą siłę książki – obserwujemy proces powolnego pękania obrazu perfekcji, który długo jeszcze trzyma się tylko dzięki sile zaprzeczenia.
Napięcie w „Idealnym synu” nie opiera się na dynamicznej akcji, lecz na dusznej atmosferze i nieustannym poczuciu zagrożenia. McFadden stopniowo podsuwa czytelnikowi wątpliwości, zmuszając go do interpretowania gestów, spojrzeń i niedopowiedzeń. Każda kolejna scena zdaje się zadawać to samo pytanie w coraz ostrzejszej formie: czy to już paranoja, czy też prawidłowo działa nasz instynkt samozachowawczy? Autorka bardzo sprawnie manipuluje perspektywą emocjonalną – raz skłania do współczucia, innym razem do niepokoju, a chwilami wręcz do strachu przed własnymi myślami.
Szczególnie interesująco wypada portret psychologiczny bohaterów. McFadden nie tworzy czarno-białych postaci; zamiast tego pokazuje, jak miłość rodzicielska może stać się ślepa i jak silna jest potrzeba zachowania obrazu idealnej rodziny. Psychopatia w tej powieści nie jest sensacyjnym hasłem, lecz cichą, konsekwentnie budowaną obecnością, która zatruwa relacje od środka. Autorka zdaje się sugerować, że największym dramatem nie jest samo odkrycie prawdy, lecz moment, w którym uświadamiamy sobie, jak długo nie chcieliśmy jej dostrzec.
„Idealny syn” to thriller psychologiczny, który działa przede wszystkim na emocje i moralne dylematy czytelnika. To książka o zaufaniu, strachu i granicach rodzicielskiej miłości, ale także o tym, jak dalece możemy się mylić w ocenie danej osoby i sytuacji. Freida McFadden udowadnia, że prawdziwe napięcie rodzi się nie z gwałtownych zwrotów akcji, lecz z powolnego odkrywania tego, co od początku było tuż przed naszymi oczami. Dlatego też zakończenie zaskakuje nawet wówczas, kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że autorka jest właśnie mistrzynią zaskoczeń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz