czwartek, 9 kwietnia 2026

Lifestyle: Kosmiczne meteoryty spełniają marzenia?

Źródło: Obraz nox_box z Pixabay
Jeśli marzysz o gwiazdce z nieba, to dobrze się zastanów. Bo nie zawsze może ona przynieść ci szczęście. W starożytności i w średniowieczy niebieskie opady uważane były za coś naturalnego. W erze nowożytnej jednak, kiedy zaczęło królować „szkiełko i oko” , uznano je za ludowe przesądy, zaś tych, którzy dowodzili pozaziemskiego pochodzenia meteorytów, wyśmiewano. Kiedy na przykład około 1500 roku francuski astronom Pierre Gassendi zaobserwował uderzający w ziemię rozżarzony obiekt, stwierdzono, że ma halucynację. Odrzucono również jego koncepcję, iż mógł to być fragment komety.

Na początku warto wyjaśnić gwiezdną nomenklaturę. Otóż meteor to zjawisko powstałe w chwili, kiedy kosmiczny meteoroid wpada w ziemską atmosferę. Jest wówczas widoczny, jako urocza i romantyczna spadająca gwiazdka, przy której wypowiadamy życzenia. Jeśli całkowicie nie spłonie, to upadnie na ziemię jako meteoryt. Może być on żelazny, kamienny oraz mieszany.

O spadających z nieba kamieniach mówiły już podania i kroniki historyczne. To właśnie działaniu meteorytu przypisuje się zniszczenie Sodomy i Gomory, choć – według biblijnego przekazu – miasta te spotkała kara Boża. Dziś jednak badania nie wykluczają, że obszar ten, dziś zakryty Morzem Martwym, mógł zostać zmiażdżony przez potężny meteoryt.

O sile, w jakiej to nastąpiło, daje pojęcie katastrofa z 30 czerwca 1908 roku. Mieszkańcy syberyjskiej Wanawary, położonej nad rzeką Podkamienna Tunguska, o godzinie 7.17 zobaczyli mknącą ze wschodu ognistą kulę, ciągnącą ze sobą szeroką smugę. Gdy obniżyła lot, nastąpił wielki huk, słyszalny w promieniu 800 km, a fala uderzeniowa łamała wszystkie drzewa na swojej drodze, zaś las ogarnął wielki pożar. Nad miejscem wybuchu powstała kula wrzących gazów, przypominająca kształtem grzyba. Wysoka na 20 km chmura była widzialna z odległości pół tysiąca kilometrów. Tę katastrofę nad Podkamienną Tunguską spowodował chondryt węglisty o wadze ponad miliona ton. Jego eksplozja wyzwoliła moc 20 mln ton trotylu, rozbijając go na miliardy kawałków, które w postaci pyłu zawisły w ziemskiej atmosferze i wywoływały nocą niezwykłe zjawiska. Przykładowo, nad północą Europy i Anglii rozjarzyła się jasna zorza, zaś kalifornijski ośrodek badawczy odnotował zmętnienie atmosfery i osłabienie promieniowania słonecznego.

Skutków upadku meteorytu doświadczyli też min. mieszkańcy rosyjskiego Czelabińska w dniu 15 lutego 2013 roku, kiedy to przelatujący nad miastem kosmiczny głaz o długości 17 metrów i wadze 10 000 ton wywołał potężną falę uderzeniową, eksplodując 20 km nad ziemią i uwalniając energię trzydziestokrotnie większą niż bomba atomowa w Hiroszimie.

Spadające z nieba bryły żelaza uznawano w wielu cywilizacjach za święte. Na przykład starożytni Egipcjanie już 4500 lat temu zdawali sobie sprawę, że meteoryty mają kosmiczny rodowód. O wiedzy na temat kosmicznych przybyszy świadczą zapisy jednej z najstarszych ksiąg religijnych świata – Tekstów Piramid, czyli zbioru hieroglificznych inskrypcji, zdobiących wnętrza piramid w Sakkarze – nekropolii leżącej kilkadziesiąt kilometrów od Kairu. Inskrypcje te wskazują niebo jako żelazną misę zawierającą wodę, której krople spadają na Ziemię w postaci meteorytów lub deszczu. Egipcjanie cenili sobie te żelazne kawałki, bo zawierały rzadki dla nich kruszec, z którego wykonywali różne przedmioty – na przykład w grobowcu Tutenchamona znaleziono sztylet wykuty z kosmicznego żelaza.

Europejscy uczeni epoki oświecenia zaprzeczali ludowym podaniom o pozaziemskich meteorytach. Twierdzili, że tajemnicze kamienie pochodzą z wulkanów lub uderzeń piorunów.

Faktem jest, że nasza planeta wielokrotnie w swojej historii doświadczała nawałnic kosmicznego gruzu, o czym świadczą zarówno liczne kratery, jak również mity i podania. Na przykład w chińskiej Księdze Sui wspomina się o wydarzeniu z 616 roku, kiedy „spadająca gwiazda” miała uderzyć w fortyfikację obozu rebeliantów Lu-Ming-yueha, co doprowadziło do śmierci 10 osób. Największą intensywność miały jednak wydarzenia w mieście Qingyang w dniu 4 kwietnia 1490 roku, kiedy to gradobicie kosmicznych odłamków zabiło około 10 tysięcy osób.

Istnieje również udokumentowany przypadek z dnia 22 sierpnia 1888 roku, mający miejsce w Kurdystanie na terenie ówczesnego Imperium Osmańskiego. O zmierzchu niebo przecięła kula ognia, która eksplodowała, zaś odłamki spadały przez kilka minut na miasto As-Sulajmanijja, wywołując drgania ziemi. Jedna osoba została zabita takim odłamkiem, a jedna zraniona, w wyniku czego została sparaliżowana. O zdarzeniu tym poinformowano samego Abdűlhamida II.

W sierpniu 1992 roku taki ostry, rozpędzony i rozżarzony materiał ważący ponad tonę uderzył w ziemską atmosferę nad Ugandą. Na szczęście spalił tam większość swojej masy i ostatecznie spadł deszczem odłamków o łącznej masie około 200 km nieopodal miejscowości Mbale. Odłamki pokryły obszar ponad 20 km kw., na którym przebywali także ludzie. Jeden z odprysków o wadze 3 g ugodził rykoszetem w głowę nastolatka. Na jego szczęście, tuż przed bezpośrednim trafieniem meteoryt uderzył jeszcze w drzewo, rozbijając się na mniejsze kawałki i wytracając prędkość.

Pecha miał natomiast mieszkaniec jednej ze wsi w Bośni, Radivoj Lajic, na dom którego w okresie od listopada 2007 roku do 2010 roku spadło aż sześć meteorytów. Mężczyźnie nie zrobiły krzywdy, natomiast na skutek tego kosmicznego bombardowania ucierpiał jego dom i to w takim stopniu, że wymagał wzmocnienia stalowymi dźwigarami. Eksperci uniwersytetu w Belgradzie próbując wyjaśnić, dlaczego meteoryty uderzały dokładnie w to samo miejsce wysunęli hipotezę, że może to być związane z silnym polem magnetycznym w pobliżu domu.

Z kolei w czerwcu 2009 roku 14-latek z niemieckiego Essen, Gerrit Blank, wychodził ze szkoły, kiedy nagle usłyszał huk i zobaczył lecącą w jego stronę świetlistą kulę wielkości ziarna cieciorki. Musnęła go ona w rękę i uderzyła w jezdnię, robiąc krater o średnicy niemal 30 cm. Ten odłamek, po którym na ciele chłopca pozostała blizna, przebadali eksperci z Walter Hohmann Observatory, potwierdzając jego galaktyczny rodowód.

W Polsce meteoryty można znaleźć na przykład w podpoznańskim Morasku, gdzie szukają ich pasjonaci z wykrywaczami metalu, bowiem na tych kosmicznych opadach można zarobić. Po znalezieniu fragmentów wysyła się je do ekspertyzy, po czym można oferować kolekcjonerom, muzeom, naukowcom czy nawet jubilerom. Gram gwiezdnej materii może kosztować kilka tysięcy złotych! Tymczasem rekordowy meteoryt odnaleziony w Nambii w 1920 roku miał masę niemal 60 ton. Z kolei największym okazem odkrytym w Polsce jest wydobyty w 2017 roku fragment meteorytu Morasko, ważący 271 kg.

Pamiętaj jednak, że choć te „Gwiazdki z nieba” mogą spełnić twoje marzenie o zostaniu bogatym, to jednak bezpieczniej obserwować je z daleka, albo… czytać o nim na moim blogu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz