Nad brzegiem stawu, na skraju Wielkiego Miasta rozciąga się Las Kabacki, zamieszkany przez różne zwierzęta. Las ten jest często odwiedzany przez ludzi, którzy spacerują po nim albo jeżdżą na rowerze, co z perspektywy zwierząt wygląda nieco dziwnie. Mieszkańcy lasu przyzwyczaili się jednak do tych ludzi i wydawanych przez nich odgłosów, chociaż zdecydowanie wolą oni spokój i ciszę.
Wśród zwierząt ceniących sobie dyskrecję są na przykład dziki, w tym dzik Dzikus. Trzymał się on razem ze stadem dorosłych i prosiąt, a podczas przemierzania lasu trzymał zwykle tylną straż pilnując, by jakiś wędrujący przed nim malec nie zbłądził. Dzik Dzikus był już prawie dorosły i odpowiedzialny, pomagał zatem pilnować prosiąt a szczególnie Drobinki, najmniejszemu i najsłabszemu ze wszystkich maluchów. W trakcie wędrówek, Dzikus rozmyślał głównie o tym, jak dobrze być dzikiem w lesie pełnym pożywienia, układał też w myślach piosenki.
Stado prowadziła doświadczona i mądra locha, ciotka Leokadia, pod której czujnym okiem dorastały bezpiecznie maluchy, a całe stado omijały wszelkie kłopoty. Przynajmniej tak było do chwili, kiedy w lesie nie pojawił się pewien gość – dziwna, niewielka istota trochę wiesza od zająca o ciemnobrązowej sierści i kudłatych, sięgających do pasa włosach. Człapało ono na dużych stopach i rozglądało się na boki małymi rozbieganymi oczkami umieszczonymi nad wielkim nosem. To stworzenie to troll. Trolle to osobniki nie lubiące słońca ani innych miłych rzeczy, wciąż z czegoś niezadowolone i lubiące, kiedy ktoś się smuci i płacze. Dopiero wtedy czują się trochę lepiej. Warto wiedzieć, że trolle są podstępne i świetnie udają niewiniątka, potrafią się nawet uśmiechać, żeby kogoś oszukać.
Pewnego popołudnia, kiedy dziki skończyły drzemkę w świerkowym młodniku, ruszyły w dalszą drogę. W nocy czekała je wyprawa, postanowiły bowiem pokazać młodym prastary Szlak Dębów. Dziki od zawsze korzystały bowiem ze wsparcia dębów i przychodziły do nich po żołędzie. Dęby nie miały nic przeciwko temu, bowiem dziki są bardzo pożyteczne dla lasu – nie tylko go oczyszczają, ale spulchniają ziemię i rozsiewają nasiona.
Ścieżka, którą wędrowało stado prowadziła nieopodal leśnej szkółki zajęcy. Dobiegał z niej hałas, a dzik Dzikus słysząc to uśmiechnął się bowiem wiedział, że młode zajączki miały dużo energii. Zajęcia w szkółce prowadził przyjaciel Dzikusa, zając Uchowski. Również uśmiechał się patrząc na ruchliwych uczniów wiedział bowiem, że wiedza, którą miał do przekazania jest ważna, ale równie istotna jest radość z biegania. Dzik Dzikus przechodząc pozdrowił Uchowskiego chwaląc piękny dzień. Zając Uchowski zauważył po chwili, że ktoś w lesie kichał, ale dzik Dzikus już nie usłyszał tych słów, podśpiewywał sobie bowiem pod nosem piosenkę o ogonku i pięknym dzionku.
Kiedy dziki oddaliły się, na skraju lasu pojawił się troll. Zające, którym właśnie zając Uchowski próbował przekazać zasady bezpieczeństwa przestraszyły się i rozbiegły, choć Uchowski nie uciekł zbyt daleko, obserwując przybysza. Ten zaś spuścił głowę i zaczął głośno płakać, żaląc się, że jest brzydki. Kiedy zając Uchowski podszedł do niego, troll przedstawił się mówiąc, ze jest zagubionym leśnym zwierzątkiem. Kiedy zając zapytał, czy to on kichnął dwa razy, troll zaprzeczył dodając, że to kichał dobry znajomy Uchowskiego. Zajączek zmartwił się, że dzik dziku nieco mu nie powiedział, a przecież mógł pomóc przyjacielowi i nazbierać leczniczych ziółek. Troll jednak stwierdził, że Dzikus robi z choroby tajemnicę, bo to groźna i bardzo zaraźliwa choroba. A jeśli ludzie o niej usłyszą, to mogą zamknąć las. Zając był nieco nieufny zastanawiając się, skąd nieznajomy zna taką tajemnicę Dzikusa, ale ten odparł, że podsłuchał rozmowę kaczek, które wiedzą wszystko. Wówczas zając Uchowski zaczął użalać się nad Dzikusem, ale troll stwierdził, że dzikus jest kłamczuchem i chce zarazić cały las. Zając postanowił pomóc Dzikusowi, ale troll powtrzymał go mówiąc, że skoro zając ma pod upieką młode, nie może ich zarazić. Zaoferował swoją pomoc i dodał, że również zna różne zioła. Wspomniał przy tym, że co prawda sam się przy tym narazi, ale i tak będzie działał. Prostoduszny zając podziękował trollowi nieświadomy, że właśnie został zmanipulowany.
Tymczasem troll udał się w kierunku stawu, po którym pływało stado kaczek. Jednej z nich zdradził w sekrecie, że dzik Dzikus jest poważnie chory, ciągle kicha i zaraża, przez co cały las będzie do likwidacji. Dodał jeszcze, że usłyszał o tym od zająca, a skoro on tak dobrze zna dzika Dzikusa, to wie, co mówi.
Rozdział drugi w którym dzikowi Dzikusowi po raz pierwszy robi się smutno
Tymczasem nieświadomy niczego dzik Dzikus wracał właśnie ze stadem z nocnego żerowania, które było bardzo udane. Buchtowanie, czyli rycie w ziemi w poszukiwaniu jedzenia, to bowiem jedna z lepszych rzeczy w życiu dzika. Wśród maluchów prym wiodła Pierwsza, która jako pierwsza przyszła na świat. Później na świecie pojawiły się następne pasiaste dziczki, a na końcu urodził się Drobinka. Pierwsza trzymała się jak najbliżej Leokadii i starała się robić dokładnie wszystko, jak jej matka. Tej nocy dziki nie tylko się najadły, ale też dużo się nauczyły. W czasie wyprawy podrośnięte dziki, w tym Dzikus, pełniły wartę, by chronić młode. Mimo iż nic się nie wydarzyło, nagle dzik Dzikus poczuł dziwny niepokój i poczuł, że ktoś się mu intensywnie przypatruje.
Nad ranem zmęczone dziki postanowiły poszukać miejsca na odpoczynek. Kiedy dotarły do Wielkiego Dębu, ułożyły się do snu. Dzikus zasypiając pomyślał jeszczem że powinni dziś odwiedzić sympatyczną parę lisów Ludwika i Ludmiłę, zamieszkujących norę w korzeniach Wielkiego Dębu. Chwilę potem śniło mu się, że lisom wyrosły skrzydła motyla i że on sam również latał, unosząc się na motylich, czerwono czarnych skrzydłach, na których widniały białe cętki.
Kiedy Dzikus obudził się, zobaczył na skraju lasu dziwaczne płaczące stworzenie, które stwierdziło, że miało odnaleźć dzika Dzikusa i przekazać mu straszną wiadomość, ale zabłądziło. Dzik wzruszył się płaczem trolla i początkowo nie zwrócił uwagę na słowa stworzenia. Chcąc go pocieszyć zaśpiewał mu wesołą piosenkę o ogonku i pięknym dzionku, ale troll przestał płakać i stwierdził, że przecież dzik ma brzydki i postrzępiony ogon. Dzikus popatrzył na ogonek, który rzeczywiście nagle wydał mu się tak brzydki, że zrobiło mu się smutno, że ułożona przez niego piosenka również jest do niczego. Tymczasem nadeszła locha Leokadia wypytując stworzonko, kim jest. Troll stwierdził, że szuka dzika Dzikusa, żeby mu przekazać, że zając Uchowski rozpowiada wszystkim, że Dzikus chce zarazić cały las. Dzik Dzikus nie mógł zrozumieć, dlaczego jego dobry znajomy miałby coś takiego mówić, ale troll skwitował jego wątpliwości mówiąc, że tacy właśnie są fałszywi przyjaciele. Dodał też, że zając był wczoraj bardzo zdenerwowany i szykował zemstę. Równie zdziwiona była Leokadia, a troll stwierdził też, że zając mówi, że dziki psują las i najlepiej będzie, jak sobie pójdą. Dziki zaniemówiły, myślały bowiem dotąd, że są pożyteczne dla lasu i dbają, by nic nie zakłócało spokoju, a tu nagle dowiadują się, że pozostałe zwierzęta nie chcą ich obecności. Leokadia stwierdziła, że trzeba to wszystko wyjaśnić osobiście.
W tym czasie troll zniknął, planując wyprzedzić dziki i szykując podstęp. Nie zauważył, że ktoś za nim podąża, ktoś z rudą kitą.
Rozdział trzeci, czyli okropne intrygi trolla
Troll pobiegł tam, gdzie dziki w nocy buchtowały, po czym metodycznie zaczął znosić tam śmieci ze śmietników znajdujących się w sąsiadujących z lasem obejściach. Po pewnym czasie widok był okropny, a zamiast spulchnionej ziemi widać było walające się wszędzie śmieci. Troll pobiegł następnie w pobliże zajęczej szkółki i zaczął chrząkać, udając odgłosy dzików. Zające natychmiast nadstawiły uszy, zaś Uchowski stwierdził, że może znajdzie wśród dzików Dzikusa i dowie się czegoś. Nieświadomy, że został oszukany, podążył w kierunku śmietnika zrobionego w lesie przez trolla. Na widok śmieci zamarł. Wówczas pojawił się troll mówiąc, że nie znalazł Dzikusa, ale dowiedział się od kaczek, że dziki w nocy żerowały właśnie w tym miejscu. Udając zdziwienie troll zaczął mówić, że dziki zostawiły mnóstwo śmieci, a ze śmieci biorą się choroby. Następnie dumne z siebie złośliwe stworzenie pobiegło nad staw i zaczęło opowiadać kaczkom, że zając pokazał mu właśnie miejsce, do którego dziki naznosiły śmieci. Dodał też, że podobno to dzik Dzikus namówił je do grzebania w śmieciach, a teraz kicha oraz kaszle i może zarazić również kaczki. Namówił też kaczki, by zobaczyły śmietnik, który dziki zrobiły w nocy. W miarę słuchania kaczki były coraz bardziej przejęte, a na koniec troll zachęcił je, by leciały i przekazały innym zwierzętom, co zobaczyły, bo trzeba ratować las. Stary kaczor Kajetan zarządził ustawienie się do szyku, po czym kaczki wzbiły się w niebo lecąc na zaśmiecone miejsce buchtowiska. Tam spędziły sporo czasu chodząc wśród rozrzuconych przez trolla śmieci, po czym postanowiły przekazać innym ostrzeżenie przed Dzikusem. Latały zatem nad drzewami, a widząc jakieś zwierzęta zachęcały je, by udały się na buchtowisko i zobaczyły, co zrobiły dziki i straszyły, że wszystkich dziki zarażą, a las będzie do likwidacji.
Rozdział czwarty, w którym dzik Dzikus ma zły sen, a nieszczęśliwe wypadki w lesie nabierają zawrotnego tempa
Dziki nie mogły iść szybko, bo maluchy się męczyły, a na dodatek zwierzęta nie zmrużyły przez całą czas oka. Kiedy stado zbliżało się do stawu, gdzie pływały kaczki, było zatem już dobrze po południu. Wówczas z głębi lasu dobiegły je kichnięcia, a ale nic więcej się nie działo, szły zatem dalej. Chciały napić się trochę, odpocząć i potaplać się nieco w błocie, bo to świetny sposób na zmęczenie.
Jednak kiedy tylko dziki podeszły do brzegu, kaczki narobiły strasznego hałasu i uciekły. Dziki aż przystanęły, bowiem zachowanie kaczek je zdumiało. Wówczas na środek stawo wypłynął stary Kajetan i stwierdził, że wśród dzików jest ktoś, kto kicha i chce zarazić wszystkich, żeby las był do likwidacji. Następnie zwrócił się do dzika Dzikusa mówiąc, że ma przestać kichać, albo opuścić las. Dzikus podszedł do brzegu tłumacząc, że nie chce nikogo zarazić i wcale nie jest chory, jednak kaczki wiedziały swoje i zaczęły krzyczeć, że kłamie. Uspokoił je Kajetan mówiąc, że one już wszystko wiedzą i że o tym, że dzik Dzikus kicha i zaraża powiedział im zając Uchowski. Poza tym widziały śmietnik, który dziki zostawiły na buchtowisku. Do rozmowy wkroczyła oburzona Leokadia mówiąc, że to nieprawda, że zostawiły śmieciowisko, ale kaczki znów zaczęły przekrzykiwać się, nazywając dziki kłamczuchami. Nie dało się z nimi spokojnie porozmawiać, dziki zatem oddaliły się od stawu.
Zapadał zmierzch i Leokadia zarządziła postój w krzakach jeżyn. Dzik Dzikus nie mógł jednak zasnąć, a z tego wszystkiego rozbolał go brzuch. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego przyjaciel miałby rozpowiadać o nim takie straszne rzeczy. Kiedy w końcu zasnął, śniło mu się dziwne stworzenie spotkane na leśnej ścieżce, które podkradało się do niego. Następnie śniło mu się, że wszyscy wyśmiewają się z niego i z jego ogona, a wówczas dzik po raz pierwszy w życiu zapłakał.
Rano Leokadia zarządziła pobudkę mówiąc, że nie wie, co się dzieje, ale wszystko trzeba jak najszybciej wyjaśnić. Dziki ruszyły zatem w kierunku leśnej szkółki, ale kiedy zbliżały się, dobiegł je gwar głosów. Były one nerwowe i pełne gniewu, a wśród nich wyłaniał się okrzyk: „Dziki lubią śmietniki!”. Na polanie zebrała się duża grupa zwierząt z lasu, a nieco z boku siedział nawet Uchowski ze zwieszonymi uszami. Najwyraźniej ktoś już zdążył zwierzętom powiedzieć wiele złych rzeczy na temat dzików, na przykład to, że lubią jedzenie ze śmietników, że znoszą śmieci również do lasu i roznoszą choroby.
W zamieszaniu nie dostrzeżono, że na środku polany pojawił się dzik Dzikus. Nagle dostrzeżono go i tłum zastygł. Dzikus chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Rozglądał się tylko, szukając życzliwego spojrzenia, ale zwierzęta patrzyły na niego ze strachem. W końcu Dziki zaczął tłumaczyć, że kaczki i Uchowski nie mają racji, ale rozległy się głosy oburzenia i zwierzęta zaczęły nazywać go kłamczuchem. Nie pomogły tłumaczenia dzika, że to nie on kichał. Zwierzęta stwierdziły, że wszyscy słyszeli kichanie. Uchowski wpatrywał się w Dzikusa ze łzami w oczach i nie rozumiał, co się dzieje. Nagle w tłumie rozległ się głos lisa Ludwika, który mówił, że dzik Dzikus to ich przyjaciel, ale zagłuszyły go kaczki mówiąc, że to fałszywy przyjaciel. W końcu Dzikus stwierdził, że pójdzie sobie, ale reszta dzików jest niewinna, po czym pobiegł w las. Nagle Uchowski wyszedł przed zwierzęta mówiąc, że to nieporozumienie, ale nikt go już nie słuchał.
Rozdział piąty, czyli narada wojenna
Dzikus biegł długo, aż w końcu opadł z sił i zagrzebał się w liściach odpoczywając. Poczuł się opuszczony przez wszystkich i smutny. Zastanawiał się, co miał robić, nigdy dotąd nie wędrował poza Las Kabacki. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy na niego krzyczeli i kazali się wynosić. Był tak smutny, że chciało mu się płakać. Nagle usłyszał szelest, a potem zobaczył zająca Uchowskiego. Dzik zaczął mówić, że nie wierzy, że to zając opowiadał o nim te okropne rzeczy, ale nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Zając potwierdził, że nie mówił nic o Dzikim, ale jest taka możliwość, że wszyscy nie wiedząc o tym, powtarzają kłamstwa. Przypominał dzikowi małe, leśne płaczące stworzonko i obaj przyjaciele zrozumieli, kto wszystkich skłóca. Zając stwierdził, że w tej sytuacji muszą poprosić o pomoc kogoś mądrzejszego.
W tym samym czasie w korzeniach Wielkiego Dębu lisy Ludmiła i Ludwik rozmawiały o zaistniałej sytuacji. Ludmiła opowiedziała Ludwikowi jak chodziła za leśnym stworem i czego się dowiedziała o jego niecnej działalności. Stworzenie było bystre i kłamało na dwa sposoby. Pierwszy polegał na wymyślaniu jakichś rzeczy, których rozmówcy się bali, na przykład, że Dzikus kichał. Drugi polegał na udawaniu, że stworzenie jest nieszczęśliwe i trzeba mu współczuć, albo, że jest dzielne i należy go podziwiać.
Oba lisy przypomniały sobie, jak wiele lat temu ich kuzyn opowiadał im o podobnej istocie zwanej trollem. W tym właśnie momencie na zewnątrz norki rozległ się hałas i stukanie. Okazało się, że lisy odwiedził kruk Koraks. Stwierdził, że złe rzeczy dzieją się w lesie, a lisia norka jest ostatnim miejscem, które się przed nimi broni. Wspomniał też, że latając nad drzewami widział, jak Ludmiła cały dzień śledziła przybysza. Zorientował się, że lisy również wiedzą, że w ich lesie zamieszkał troll. Podzielił się też z lisami wiedzą o trollach mówiąc, że to istoty przebiegłe, które mogą wcisnąć się w każdy kąt, żeby podsłuchiwać, a później wykorzystać informacje do swoich celów. W tym czasie małe liski, Lena i Leon podsłuchując z sąsiedniej sypialni, aż się zaczerwienili ze wstydu na wzmiankę o podsłuchiwaniu.
Nagle błysnęło, a drzwi wejściowe gwałtownie się otworzyły, zdmuchując świetliki. Kruk i lisy zdążyły tylko pomyśleć, że to troll, na szczęście okazało się, że to dzik Dzikus, który poślizgnął się na błocie i wjechał do norki, a za nim ukazała się sylwetka zająca Uchowskiego. Z ciemności wyłoniły się też dwa małe liski, a kiedy niezadowolona Ludmiła zwróciła się do Leny i Leona z pytaniem, dlaczego nie śpią, te popatrzyły na nią wymownie, bowiem na pewno nie udałoby się im zasnąć. Kruk zatem wrócił do przerwanej opowieści mówiąc, że jakiś czas temu podobne do nieznajomego istoty ruszyły z odległych jaskiń i gór w świat, stając się gatunkiem inwazyjnym, czyli takim, który szkodzi innym. Wcześniej trolle kłóciły się tylko pomiędzy sobą, a teraz niosą kłótnie na cały świat, pragnąc skłócić wszystkich i nastawić jednych przeciwko drugim. Zając zapytał zatem, czy kruk ma jakiś pomysł, ale on tajemniczo odparł, że „ma i nie ma”.
Rozdział szósty, w którym pojawia się tajemniczy pomocnik
Dzik Dzikus i Uchowski wymknęli się z norki lisów przed świtem i szybko ruszyli w drogę. Niedługo po nich z norki wyleciał kruk i chwilę krążył nad drzewami upewniając się, że nikt go nie śledzi, po czym udał się na wschód. Lisy natomiast ostrożnie wyruszyły na przeszpiegi.
Wcześniej konspiratorzy ustalili, że trolla trzeba schwytać, ale stwierdzili, że nawet gdyby wyniósł się on z lasu, zwierzęta dalej będą wierzyć w nieprawdziwe opowieści. Kruk nie miał pomysłu, co w takiej sytuacji zrobić, zaproponował zatem, by poradzić się kogoś mądrzejszego. Poleciał zatem do swoich braci i sióstr w Puszczy Białowieskiej, którzy mieli wcześniej kontakt z trollami. Ta wyprawa mogła jednak nieco zająć, zatem również dzikowi Dzikusowi i zającowi powierzono misję. Mieli oni udać się do guźca, który żyje w niedostępnej kryjówce i z którym kontaktuje się tylko locha Leokadia. Wciąż żywa jest pamięć o tym, jak wiele lat temu guziec Gus uciekł z warszawskiego zoo i nigdy nie udało się go odnaleźć. Żaden dziennikarz nie wspomniał wówczas, że był to guziec z królewskiego rodu. A powodem ucieczki był fakt, że dyrektor zoo postanowił go sprzedać wraz z innymi guźcami do zoo w USA. Gus uznał jednak, że ma dosyć życia w klatce.
Najpierw guźce przewieziono do ogrodu botanicznego w Powsinie pod warszawa, gdzie miały czekać na transport na lotnisko. Guźce trzymano tam w pomieszczeniu z oknem i Gus wyskoczył przez to okno, po czym pomknął do Lasu Kabackiego. Przez długi czas próbowano go złapać, niestety bezskutecznie, a jedyne co tropiciele znaleźli, to jego odchody. Ostatecznie, wśród ludzi, słuch po nim zaginął, natomiast Gus stał się znany wśród zwierząt. Zamieszkał bowiem w Lecie Kabackim w tajnej kryjówce strzeżonej przez afrykańskie czary. Postronny człowiek czy zwierzę nie było w stanie odkryć jego kryjówki, widzieli jedynie stert liści lub drzewo. Przez wiele lat Gus wyprawiał się na długie wędrówki, poznając lasy całej Polski i zamieszkujące je zwierzęta. Z wiekiem stawał się coraz słabszy, ale i coraz mądrzejszy. Dzik Dzikus i zając postanowili odnaleźć Leokadię, która jako jedyna miała prawo odwiedzać Gusa. Przyjaciele mieli jej opowiedzieć wszystko, co udało się im ustalić na temat ostatnich wydarzeń, a szczególnie poinformować, kto jest za to wszystko odpowiedzialny.
Stado dzików było zmuszone przenieść się na skraj lasu, żeby nie rzucać się w oczy innym, niechętnym im zwierzętom. Kiedy Dzikus i zając w końcu je odnaleźli, Leokadia zgodziła się udać do Gusa, trzeba było jednak poczekać do zmierzchu.
Rozdział siódmy, czyli zasadzka
W tym czasie troll nie próżnował. Był zadowolony, że zwierzęta boją się wymyślonej przez niego choroby, ale w planie miał całkowite przegnanie dzików z lasu, by łatwiej rządzić resztą zwierząt. A kiedy dziki odejdą i w lesie zapanuje bałagan, będzie to możliwe, on zaś będzie mógł wyszukiwać nowe sposoby na straszenie zwierząt. Właśnie szedł na poszukiwanie dzików, kiedy usłyszał głosy mówiące, że nie cierpią dzików. Wyjrzał zza Wielkiego Dębu i zobaczył siedzące na polanie dwa lisy. Lisica Ludmiła mówiła do lisa Ludwika, że chciałaby, żeby ktoś w końcu przepędził lisy z lasu. Lis przyznał, że byłoby to wspaniałe. Troll stwierdził, że to doskonała okazja, by znaleźć wspólników do swojego planu. Odwołując się do sprawdzonej już metody zaczął płakać, a kiedy lisy się nim zainteresowały stwierdził, że został napadnięty przez dziki. Śmiały się one z niego i trącały kłami drwiąc z jego brzydoty. Lisy wypytywały go szczegółowo o to, co dokładnie się wydarzyło, zaś troll wymyślał kolejne kłamstwa, aż nawet się tym zmęczył. W końcu Ludwik stwierdził, że stworzeniu trzeba jakoś pomóc, bo musi być ciężko tak kłamać i kłamać. Nagle dało się usłyszeć dochodzący zewsząd szelest liści i zaraz potem dziki okrążyły trolla. Ten rzucił się do ucieczki, ale było już za późno – był otoczony z każdej strony. Złapał się w zasadzkę przygotowaną przez lisy i dziki. Następnie do trolla podeszła locha Leokadia mówiąc, że jest on aresztowany. Stwór rozpłakał się jak zwykle i zaczął tłumaczyć, że to jakaś pomyłka, a on jest tylko biednym zwierzątkiem. Jednak Leokadia stwierdziła, że wszyscy już wiedzą, że jest trollem. Wówczas stworzenie wiedząc, że na jego kłamstwo nikt się już nie nabierze, błyskawicznie odwrócił się od Leokadii i wskoczył na pień dębu, po czym wspiął się na górę. Kiedy już poczuł się bezpiecznie zaczął drwić sobie ze zwierząt stojących na ziemi i wykrzykiwać, że „Dziki lubią śmietniki!”. Dzikom zrobiło się przykro, choć zaczęły już się przyzwyczajać do niemiłych słów pod swoim adresem. Tym razem troll jednak zaczął obrażać również lisy, sugerując, że lisica powinna swój ogon wymienić, bo już wyłysiał i sugerując, że lis się z tego powodu jej wstydzi.
Rozdział ósmy, w którym dowiadujemy się, że nie należy karmić trolli
Troll wymyślał jeszcze wiele szyderstw, a zwierzęta musiały ich słuchać nie wiedziały bowiem, jak sobie z nim poradzić. Po zmroku troll się nieco uspokoił, albo zaczął obmyślać nowy plan, bowiem dziki i listy rozstawiły warty i miały zamiar pilnować całą noc drzewa. Tylko Leokadia niepostrzeżenie odłączyła się od reszty i po pewnym czasie dotarła do kryjówki Gusa, po czym wypowiedziała tajne hasło: Hakuna matata. Odpowiedziało jej: Hakuna matata, po czym guziec po przywitaniu poprosił Leokadię, by wszystko mu opowiedziała. Locha streściła guźcowi wydarzenia ostatnich dni, on zaś słuchał uważnie. Ostrzegł ją, że czasy się zmieniają i możliwe, że w tych stronach pojawi się więcej takich trolli. Przyznał też, że on sam z jednym miał do czynienia osobiści i mogło to się skończyć dla niego smutno, gdyby nie mądrzy przyjaciele. Zaczął tłumaczyć Leokadii, że trolle starają się wzbudzić niepokój, przestraszyć i odebrać pewność siebie. Próbują też znaleźć słaby punkt, zaś kiedy mają więcej słuchaczy, starają się nastawić ich przeciwko sobie. Są przekonane, że w ten sposób łatwiej mogą kimś rządzić. Jedyną radą jest ... nie karmić trolli. Leokadia nie mogła zrozumieć o co Gusowi chodzi, tłumaczyła się, że przecież nikt go nie karmi, on sam znajduje sobie pożywienie. Guziec odparł, że zanim zdradzi jej o co mu chodzi, sama się musi nad tym zastanowić. Prosił też, żeby jak najszybciej przyprowadziła do niego Dzikusa i Uchowskiego.
Jeszcze tej nocy cała trójka stanęła przed Gusem. Guziec powtórzył zasadę dotyczącą tego, by nie karmić trolli po czym wyjaśnił, że trolle żywią się również pokarmem, który jest w innych osobach. Tym pokarmem jest strach, łatwowierność, smutek, wstyd. Stwierdził, że troll stara się znaleźć słabe punkty, niepokojące uczucia i żeruje na nich. Uchowski potwierdził, że po raz pierwszy nakarmił trolla swoim strachem kiedy usłyszał, że ktoś kicha. Następnie wzbudził w nim podejrzliwość wobec Dzikusa. Zając zaczął powoli rozumieć, że bez jego pomocy troll byłby bezradny, że sam pomógł trollowi. Guziec jednak pocieszył go, że pułapki trolla są bardzo trudne i nie on jeden w nie wpadł. Może być zatem dumny z siebie, że przestał wierzyć trollowi i stanął po stronie przyjaciela, tymczasem kaczkom nie udało się uwolnić z sideł stwora. Dzik natomiast nakarmił trolla piosenką o ogonku, a troll zaatakował dzika komentując ten ogon. W tym momencie nakarmił trolla po raz drugi swoim smutkiem i łatwowiernością. Następnie zaczął go boleć brzuch, a teraz karmi trolla swoim zamartwianiem się.
Po tym wykładzie Gus stwierdził, że jest bardzo zmęczony, polecił jednak swoim gościom, by poszli do Wielkiego Dębu i powiedzieli innym, czego się dowiedzieli.
Rozdział dziewiąty, czyli edukacja trolla
Pod wielkim Dębem dziki wciąż pełniły warte, choć skrytego w gałęziach trolla nie było widać. Straże poprowadziły Leokadię, Dzikusa i zająca do tajnej kryjówki lisów na naradę wojenną. Locha powtórzyła wszystko, czego się dowiedziała od Gusa, a Ludmiła i Ludwik przypomnieli sobie, że nakarmili trolla wstydem ze swoich ogonów. Ludwik stwierdził, że musza wymyśleć jakąś broń na trolla. Mały Leon zaproponował, by zacząć stwora obrażać, ale Lena przerwała bratu mówiąc, że nie będzie nikogo obrażała. Ludwik poparł ją mówiąc, że jeśli będą obrażać trolla, sami staną się trollami. Nagle dzik Dzikus wpadł na pewien pomysł – ich bronią miała być antrytrollowa piosenka, zapraszająca trolla do tego, by został pomiędzy nimi. Ludwik orzekł, że to świetny pomysł. Zamiast bowiem zachowywać się wrednie niczym troll pokażą mu, że jego sztuczki nie działają. W trakcie trwania narady zwierzęta wymyśliły jeszcze inne antytrollowe sztuczki, mające na celu nie pokazywanie, że to co troll robi sprawia komukolwiek przykrość. Najprostsza polegała na tym, by nie dać się sprowokować. Kiedy narada dobiegła końca, zwierzęta usłyszały hałas od strony dębu. Okazało się, że troll nie daje za wygraną i rzuca żołędziami w dziki siedzące pod dębem. W przerwach obrażał dziki i wzywał na pomoc kaczki. Wszyscy mieli już dość tej sytuacji.
Nagle niebo pociemniało – oto nadlatywało stado kruków z Puszczy Białowieskiej, zaś na ich czele kruk Koraks z Lasu Kabackiego. Obsiadły one korony drzew wokół dębu. Jednak na ich widok troll wcale się nie uspokoił, tylko stał się jeszcze bardziej energiczny. Białowieskim krukom przewodził stary kruk Eugeniusz. Zniecierpliwiony zachowaniem trolla stwierdził, że niczego tu po dobroci nie załatwią i dał sygnał do ataku. Kruki nie chciały zrobić trollowi krzywdy, tylko go postraszyć, ten jednak wcale się nie bał i zręcznie robił uniki. W końcu potknął się albo dziobnięty przez jakiegoś kruka stracił równowagę i spadł z drzewa, na niego zaś zleciał suchy konar. Przez chwilę wcale się nie ruszał, a następnie próbował bezskutecznie wstać. Wyglądało na to, że złamał nogę. W tym czasie doskoczyły do niego dziki, które od dawna nie mogły się doczekać rewanżu. Troll był przekonany, że już po nim, kiedy nagle ktoś zaczął się przeciskać do przodu. Była to drobinka, która dopadła trolla i ugryzła go w duży palec u nogi. Atak dzików przerwała Leokadia przypominając, że mieli nie karmić trolla, po czym zanuciła piosenkę wymyśloną przez Dzikusa. Reszta dzików się do niej przyłączyła, a troll nie mógł uwierzyć, że dziki nie wymierzyły mu kary. Plan zwierząt był jednak inny - próbowały go oswoić. Trolla przeniesiono do nory lisów, gdzie Ludmiła i Ludwik zaopiekowali się jego nogą. Chory miał dzięki temu sporo czasu, by zastanowić się nad swoim postępowaniem. O wszystko musiał teraz prosić zwierzęta, którym jeszcze niedawno dokuczał, a one zaspokajały jego potrzeby. W trollu zaczęło kiełkować uczucie, którego dotąd nie zaznał – była to wdzięczność.
Troll opowiedział też Ludmile i Ludwikowi o swoim życiu. Urodził się na północy, w krainie gór i jaskiń. Jednak w tamtym terenie zabrakło wody, co było wynikiem budowania przez ludzi kopalni. Pomiędzy trollami wybuchła wielka kłótnia, nie było bowiem zgody, co w takiej sytuacji mają robić. Część trolli obraziła się na pozostałych i opuściły rodzinne strony. Troll od małego dorastał wśród krzyków i awantur i złośliwości dlatego nawet nie wiedział, że można żyć inaczej. Był przekonany, że każdy chce mu wyrządzić krzywdę, dlatego zawsze starał się uderzyć pierwszy. Lisy martwiły się, że troll się już nie zmieni, bowiem co może wyrosnąć z kogoś, kto ma na imię Głupek? Okazało się, że tak do niego od urodzenia mówiono. Lisy postanowiły, że na razie będą go nazywać po prostu „trollem”, zaś Ludmiła słuchając jego historii stwierdziła, że naprawdę jest on biednym, zagubionym stworem.
Pewnego dnia trolla odwiedziły liski Lena i Leon, przynosząc mu maliny. Troll nie powiedział nawet dziękuję biorąc owoce, więc Lena zwróciła mu uwagę mówiąc, że kiedy im podziękuje, to będzie im miło. Liski zaczęły tłumaczyć choremu, że kiedy jest się miłym, to inni też są mili i wówczas wszyscy żyją w zgodzie. Troll odpowiedział na to, że na niego zawsze wszyscy krzyczeli. Po tej wizycie liski wpadły na pomysł, by wyjaśnić trollowi zasady zachowania. Rodzice stwierdzili, że to dobry pomysł i zadeklarowali pomoc, podsuwając dzieciom różne pomysły. Liski zaczęły od czytania trollowi przed snem, opowiadały mu też o zwyczajach zwierząt i o tym, co wypada, a czego nie. W końcu troll sam nie mógł doczekać się lekcji z Leną i Leonem.
Rozdział dziesiąty, w którym odbywa się wielkie leśne zgromadzenie
Edukacja trolla zajęła ponad miesiąc, złamanie okazało się bowiem dość skomplikowane. Spodobało mu się jednak w Lesie Kabackim i zrozumiał, że jeśli planuje tu pozostać, musi żyć zgodnie z leśnym kodeksem. Ludmiła postanowiła dać mu szansę widziała bowiem, jak troll się zmienia na lepsze, choć uważała, że trzeba go obserwować.
Kiedy w miarę wydobrzał, zwołano leśne zwierzęta na zgromadzenie. Wiele wśród nich wciąż wierzyło w opowieści trolla o śmieceniu, kichaniu i zarażaniu, należało zatem wszystko wyjaśnić. Na zebraniu przemówiła lisica tłumacząc, że w lesie działy się ostatnio złe rzeczy, ale winowajca wymyślający kłamstwa został złapany. Stwierdziła też, że sam opowie on, w jaki sposób wszystkich oszukiwał. Wówczas na środek wyszedł troll z opatrunkiem na nodze i przyznał się do winy tłumacząc, że podsłuchał rozmowę Uchowskiego z Dzikusem, z której dowiedział się, że zając wystraszył się kichania. Wówczas troll postanowił, że o kichanie i zarażanie oskarży dzika. Po kolei mówił, w jaki sposób nakręcał spiralę niechęci wobec dzików i straszył wszystkich. Zwierzęta nie mogły uwierzyć, że tak łatwo dały się oszukać. Na sam koniec swojego wyznania troll przeprosił Dzikusa i podarował mu koszyk malin.
Następnie przemówiła locha Leokadia mówiąc, że nastały czasy w których trolle mogą coraz częściej pojawiać się w ich stronach. Konieczne jest zatem ich rozpoznawanie i obrona przed nimi. Zdradziła również główną zasadę postępowania, czyli: „Nie karmić trolli!, po czym wytłumaczyła, że chodzi o to, by podchodzić ostrożnie do tego, co mówią i nie okazywać przy tym strachu czy podobnych uczuć, którymi trolle się karmią.
Na koniec zebrania zarządzono, by znów przyprowadzić trolla, po czym lisica Ludmiła oznajmiła mu, że jest wolny i może mieszkać w Lesie Kabackim, jeśli będzie przestrzegać zasad. Nadała mu też nowe imię Tropiciel, krócej Tropek. Zaczęto się również zastanawiać, czym troll mógłby się przysłużyć, a on sam zaproponował, że pozbiera rozrzucone śmieci.
Nie wszyscy byli jednak przekonani, że troll się zmienił. Obawy miała na przykład Ludmiła, która uważała, że złe cechy rozwijały się w nim tak długo, że miały czas, by się zakorzenić. Dlatego zwierzęta postanowiły wykorzystać te cechy w pożytecznym celu – troll dostał dodatkowe zadanie, by robić psikusy ludziom, którzy źle zachowują się w lesie.
Trollowi spodobała się nowa rola pomocnika zwierząt, a kiedy czasami zdarzyło mu się zapomnieć i wracał do swoich zaczepek, zwierzęta chwaliły piękny dzionek i odchodziły.
*Streszczenie jest tylko formą powtórzenia. Zachęcam do lektury*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz