poniedziałek, 8 czerwca 2026

Olaf Fritsche "Skarb Troi" - streszczenie szczegółowe lektury

I. Skarb w ogrodzie

Było upalne, lipcowe popołudnie. Trwały wakacje. Dziesięcioletni Magnus wypoczywał w cieniu czereśni rosnącej w dzikim ogrodzie sąsiadującym ze starą, tajemniczą willą. Razem z nim byli Lilly oraz Albert, który po przebytym trzy lata temu wypadku samochodowym poruszał się na wózku inwalidzkim. Cała trójka przyjaźniła się od lat i niemal każdą możliwą chwilę spędzała wspólnie. Na ramieniu Alberta kołysała się kawka o imieniu Merlin, który wypadł z gniazda jako pisklę i został przez chłopca wykarmiony. Mimo iż potrafi już przetrwać samodzielnie, wolał zostać u chłopca.

Tata Alberta niedawno kupił zaniedbaną willę, zamierzając dostosować ją do potrzeb jeżdżącego na wózku syna. Wcześniej dom należał do zagadkowego człowieka, dziwaka, wokół którego narosło wiele niezwykłych opowieści. Ów mężczyzna twierdził ponoć, że podróżuje w czasie i uczestniczy w przyjęciach na dworach królewskich. Oczywiście, kiedy o tym mówił. wszyscy dookoła stukali się w czoło. Wszyscy, poza Albertem, Lilly i Magnusem, którzy wiedzieli, że te „bzdury”, to prawda. Przyjaciele odnaleźli kiedyś notatnik szalonego właściciela domu, odkryli też tajemniczy tunel umożliwiający podróże w czasie. Dzięki niemu odwiedzili Dziki Zachód i spotkali Leonarda da Vinci. Doszli więc do wniosku, że dawny właściciel willi prawdopodobnie zaginął podczas jednej ze swoich wypraw w przeszłość. Nie wiedziały jednak, w którym momencie tej przeszłości mógł utknąć.

W ten wakacyjny dzień w ogrodzie znaleźli widelec należący prawdopodobnie do byłego właściciela willi i zaczęli się zastanawiać, czy wśród zieleni kryje się więcej starych rzeczy. Lilly natychmiast podjęła temat poszukiwania skarbów i założyła na rudoblond włosy kowbojski kapelusz, który zdobyła podczas podróży na Dziki Zachód, wymieniając go z poznanym tam chłopcem na kilka gum do żucia. Dzieci ochoczo zabrały się do pracy. Lilly zaczęła ryć ziemię patykiem, Albert z szopy wyciągnął grabie przeczesując nimi trawnik, a Magnus wypatrywał na kolanach skarbów w trawie. Niestety niczego nie znaleźli. Magnus stwierdził, że konieczne jest wsparcie techniczne, a w tym celu pożyczyli z laboratorium ojca Alberta wykrywacz metali. Mężczyzna był wynalazcą i w jego posiadaniu było mnóstwo urządzeń, w tym także takich, które teoretycznie nie istniały, jak toster do opiekania na zimno. Profesor, korzystając z okazji, zaprezentował im swój najnowszy wynalazek — częściowo zautomatyzowane urządzenie do wabienia motyli. Niestety nie był to zbyt udany wynalazek, bowiem podczas poprzedniej próby zleciały się osy, a wcześniej żuki gnojniki. Tak naprawdę dzieci nie wiedziały dokładnie, czy mężczyzna jest profesorem. Był jednak genialny i roztrzepany, dokładnie jak to bywają profesorowie, więc tak go nazywały. Zanim jednak dzieci ruszyły na poszukiwania, Magnus poprosił profesora o pomoc w usunięciu plam z koszulki. Ten stwierdził, że bez problemu poradzi sobie z tym disruptor chromo-fosforowy, a na czas czyszczenia dał chłopcu jedną z koszulek Alberta.


II. Różne skarby

Przyjaciele rozpoczęli poszukiwania w ogrodzie, jednak zamiast prawdziwego skarbu znaleźli tylko stare sztućce, zardzewiałe monety, blaszaną papierośnicę i śmieci. Po dwóch godzinach ciężkiej pracy stwierdzili, że nie mają już ochoty na poszukiwanie skarbów. Postanowili zapytać profesora, czy przydadzą mu się znalezione przedmioty i pograć na komputerze w domu, gdzie było znacznie chłodniej. Odłożyli zatem wykrywacz metali do skrzyni w piwnicy, a potem udali się znów do laboratorium. Tym razem zastali otwarte drzwi, a po motylach nie było już śladu.

Ojciec Alberta nie przejął się brakiem efektów. Wspomniał za to o Skarbie Troi, odnalezionym podobno sto lat wcześniej, lecz nikt nie znał jego dokładnego miejsca jego ukrycia To wzbudziło ciekawość dzieci, które pomyślały, że tą tajemnicę udałoby się odkryć za pomocą tunelu czasu. Najpierw jednak dzieci postanowiły dowiedzieć się czegoś więcej o Troi i skarbie. I musiały zrobić to dyskretnie, bowiem ojciec Alberta pozwalał im na dużo rzeczy, pod warunkiem jednak, że nie było to niebezpieczne. Przy okazji ojciec Alberta oddał Magnusowi wyczyszczoną koszulkę, która znów była śnieżnobiała, tyle że skurczyła się do rozmiarów odpowiednich dla ... pluszowego miśka. Profesor był przy tym dumny ze skuteczności prania, więc Magnus mógł mu tylko podziękować. Albert pocieszył go mówiąc, żeby powiedział mamie, że się zamienili na koszulki, a wówczas nie będzie miała nic przeciwko temu.

W piwnicy, która służyła im jako tajna baza podróży w czasie, znajdowała się stara skrzynia i laptop z internetem. Albert postanowił poszukać w sieci informacji o Skarbie Troi, aby rozpocząć nową przygodę. Poza wspomnianą skrzynią była jeszcze stara szafa i obie rzeczy należały do poprzedniego właściciela willi. W skrzyni, poza ubraniami, Albert znalazł notatnik, w którym mężczyzna opisywał swoje niesamowite wycieczki w przeszłość i tajemniczy tunel. Bez notatnika dzieci nic by o nim zapewne nie wiedziały, bo wejście ukryte było za bardzo ciężką szafą, która była tak ciężka, że nie mogli jej przesunąć. Dokonali tego dopiero za pomocą podnośnika dla chorych słoni, który wynalazł tata Alberta.

Dzieci uruchomiły komputer. Dowiedziały się m.in., że skarb znalazł niemiecki kupiec, Heinrich Schliemann, pod koniec XIX wieku i nazwał go „Skarbem Priama”. Nie było jednak żadnej informacji, gdzie skarb został odnaleziony, a sam znalazca wyjawił kilka lokalizacji. Zniechęcona Lilly stwierdziła, że skoro Schliemann nie chce zdradzić szczegółów, to wybiorą się do starożytnej Troi, żeby zobaczyć, gdzie skarb chowa król Priam.


III. Babska kłótnia na boskim przyjęciu

Albert odkrył, że wojna trojańska została opisana przez Homera i rozpoczęła się z powodu bogini niezgody Eris, której nie zaproszono na przyjęcie. To ona rzuciła na stół złote jabłko z napisem „dla najpiękniejszej”, powodując spór między trzeba boginiami, Herą, Ateną i Afrodytą.

Sprawa miała zostać rozstrzygnięta przez Parysa, syna króla Priama. Boginie usiłowały go przekupić, a on uległ obietnicy Afrodyty, która w zamian za zwycięstwo obiecała mu miłość najpiękniejszej kobiety na ziemi, Heleny, żony Menelaosa. Porwanie Heleny doprowadziło do wojny między Grekami a Trojanami. Magnus stwierdził, że kiedy w konflikty zamieszani są bogowie w złych humorach, będą musieli bardzo uważać, jednak Lilly odparła, że jeśli wpadną w tarapaty, zawsze mogą posłużyć się Merlinem.

Dzieci postanowiły cofnąć się zatem w czasie do starożytnej Troi. Albert musiał zostać, bo jego wózek nie mieścił się w tunelu. Obiecał jednak pomagać im, wysyłając wiadomości w przeszłość, podsuwając za pomocą latającego posłańca Merlina np. najlepsze rozwiązania.

Zanim wyruszyli, Lilly i Magnus musieli zdobyć odpowiednie do tamtych czasów ubrania, bowiem jako podróżujący w czasie powinni jak najmniej rzucać się w oczy. Lilly, dzięki mamie pracującej jako krawcowa w teatrze, przygotowała stroje z epoki, a Magnus zebrał potrzebne rzeczy, m.in. notatnik, uniwersalny tłumacz języków opracowany przez profesora, latarkę i sznurek.

Wyliczyli, że dwa albo trzy dni powinny im wystarczyć na wycieczkę do antycznej Troi, bowiem czas w przeszłości mijał szybciej niż czas w teraźniejszości. Po obliczeniach ustalili, że powinni przenieść się do 1180 roku p.n.e., czyli trzy tysiące sto osiemdziesiąt siedem lat wstecz. Magnus i Lilly weszli do tunelu, zabierając ze sobą ptaka Merlina, który miał przenosić listy od Alberta. Lilly wyciągnęła lśniący kryształ, tkwiący w ścianie obok mapy świata. Ów kryształ był włącznikiem, rozpoczynał i kończył podróż w czasie. Kiedy tkwił na swoim miejscu, oba końce tuneli znajdowały się w teraźniejszości. Wystarczyło go jednak wyciągnąć i przycisnąć jego koniec do mapy świata, by tunel zaczynał się rozciągać w czasie i kierować we wskazane miejsce. Tymczasem Albert siedząc w piwnicy czekał na Merlina, który miał mu przynieść pierwsze wiadomości i pytania z wojny o Troję.


IV. Pomocny pasterz

W tunelu dzieci odmierzyły czas za pomocą stopera, aby dokładnie trafić do wybranego roku. Kiedy wyszły, natychmiast zauważyli ich żołnierze, więc uciekli i ukryli się wśród owiec, które pasły się na skalnym uskoku. Owce pasł młody chłopiec o imieniu Costa, który nie wydał przybyszów, a wręcz ich zmylił mówiąc, że dzieci pobiegły w dół pagórka. Magnus zaczął dopytywać chłopca, dlaczego żołnierze chcieli ich schwytać, mimo że nic nie zrobili, ale Costa wytłumaczył, że zapewne chcieli ich schwytać i sprzedać jako niewolników. Okazało się też, że Costa i jego rodzice muszą pracować dla wojska jako pasterze owiec, żeby nie zostali wygnani w nieznane. Poza tym zna kilku dowódców.

Magnus wymyślił historię, że on i Lilly są dziećmi kupców z północy, którzy podróżują w interesach. Poprosili chłopca o pomoc w znalezieniu drogi do Troi, gdzie rzekomo mieli mieszkać ich krewni, choć wiedzieli, że będzie to trudna wyprawa. Costa ostrzegł ich, że Troja jest dobrze strzeżona, zaproponował jednak pomoc w przedarciu się przez ochronę, kiedy nadarzy się okazja.


V. Król na manowcach

Magnus i Lilly odwiedzili Costę w jego domu i poznali jego rodzinę. Matka chłopca pozwoliła im zostać, aż znajdą drogę do Troi. Domostwo było bardzo skromne, było to tylko jedno pomieszczenie. Pod lewa stroną stały gliniane dzbany, po prawej stronie leżała rozrzucona słoma, czyli był to kąt do spania. Pośrodku stał drewniany stół bez krzesła. Lilly i Magnus od razu poczuli wyrzuty sumienia, że ich domy są takie bogate, a oni mają własne pokoje pełne zabawek. Przy okazji mama wysłała Costę, by odnalazł króla Odyseusza, który ponownie się zgubił, mimo że był świetnym dowódcą. Zaproponowała też, żeby w poszukiwaniach pomogli mu nowi przyjaciele.

W drodze Costa zaczął tłumaczyć dzieciom, że Odyseusz jest jednym z królów i dowódcą wojsk. Jest on niesamowicie mądry, ale zupełnie nie ma orientacji i pewnego dnia zabłądził nawet w swoim namiocie. Costa szuka go za każdym razem, ponieważ jako pasterz ma doskonałe rozeznanie w terenie. Pół godziny później udało im się znaleźć Odyseusza na brzegu rzeki, kiedy najwyraźniej nie mógł się zdecydować, w którą stronę pójść. Razem z nim wyruszyli do obozu greckich wojsk, które od dziesięciu lat oblegały Troję. Obóz przypominał już małe miasto, w którym toczyło się codzienne życie żołnierzy. Żołnierze zamienili już namioty na solidne domy, w obozie było widać też kobiety i bawiące się dzieci. Za domami, na plaży, cumowały okręty.

Przy domu Odyseusza dzieci pożegnały się z królem, bo zbliżał się zachód słońca, a nie chciały wracać do domu Costy po ciemku. Na odchodne Odyseusz poradził im, by zostali następnego dnia w domu, bowiem o świcie planowany jest atak na Troję i walki będą trwały cały dzień. Po powrocie do domu dzieci rozsiadły się przed chatą, a Costa opowiadał im historie o poznaniu Odyseusza. Jednocześnie Lilly pisała list do Alberta, zresztą ku zdumieniu gospodarza, który stwierdził, że u nich tylko nieliczni potrafią pisać i wszyscy pracują na dworze króla. Dziewczynka przywołała Merlina, który siedział na dachu chaty i czekał aż będzie potrzebny. Przywiązała wiadomość sznurkiem do nogi kawki, a ptak natychmiast poleciał w stronę tunelu. Patrząc za nim, dzieci zobaczyły mężczyznę, który poganiał stado owiec. Był to ojciec Costy.


VI. Małe i wielkie bitwy

Albert z niecierpliwością czekał na wiadomość od przyjaciół, którzy wyruszyli w przeszłość. W międzyczasie czytał o dalszym przebiegu wojny trojańskiej i coraz bardziej martwił się o Magnusa i Lilly. Kiedy wreszcie coś wydostało się z tunelu, okazało się, że to nie Merlin, lecz żółw, co bardzo go zdziwiło.

W tym samym czasie w starożytności rozgorzała kolejna bitwa o Troję. Magnus, Lilly i Costa ukrywali się w chacie pasterza, z dala od walk. Lilly wytłumaczyła nowemu znajomemu zasady piłki nożnej, a Magnus zrobił z kawałków skóry piłkę. Dzieci zagrały z Costą w tę nieznaną dla niego grę, która się chłopcu bardzo spodobała.

Wieczorem odwiedzili obóz greckich żołnierzy, gdzie spotkali Odyseusza, kiedy akurat chciał wychodzić. Stwierdził on, że przybyli w doskonałym momencie, żeby zobaczyć pewną niespodziankę. Orzekł bowiem, że nie są tacy silni, by zdobyć miasto szturmem, a Trojańczycy są zbyt słabi, by ich ostatecznie przegnać, tymczasem wojna nie może dłużej trwać. Zaprowadził ich na pusty plac pośrodku obozowiska, gdzie panowało pełne napięcia ożywienie. Żołnierze znosili tam wielkie ilości drewna, a cieśle podekscytowani biegali po placu. Wódz zdradził im, że szykuje tajemniczy plan zakończenia wojny, ale nie ujawnił szczegółów. Magnus zauważył tylko, że na rysunku trzymanym przez jednego z mężczyzn było coś, co przypominało konia.

W międzyczasie Odyseusz znów gdzieś się zagubił, a dzieci zostały przepędzone z placu pod pretekstem, że budowa jest ściśle tajna.


VII. O jednego konia za dużo

Następnego dnia Magnus, Lilly i Costa przedostali się do Troi. Costa wiedział, przez którą bramę przechodzą kobiety, kiedy idą prać i postanowił ją wykorzystać, żeby się niepostrzeżenie prześlizgnąć. Troja była mocno zniszczona działaniami wojennymi, wiele budynków było podziurawionych, albo zmiecionych z ziemi. Przy jednym z takich zupełnie zniszczonych domów zatrzymał się Magnus, który wymyślił historię o ruinach domu ich rzekomych krewnych, by nie wzbudzać podejrzeń. Costa zaczął ich pocieszać, że dużo mieszkańców opuściło miasto, więc może i ich krewni żyją. Zafascynowane miastem dzieci chciały zobaczyć gród i pałac królewski, lecz zostali stamtąd przepędzeni przez trojańskiego żołnierza, ponieważ zaraz miały przejeżdżać wozy bojowe, a oni mogliby się dostać pod końskie kopyta. Dzieci cofnęły się, bowiem faktycznie na dziedziniec wtoczyły się wielkie wozy zaprzężone w konie, na których stali żołnierze z lancami i mieczami, czekający na sygnał do wymarszu. Costa zaproponował, by jak najszybciej wydostać się z Troi, dopóki jeszcze jest to możliwe. Niestety bramę zamknięto za wozami, dzieci zatem błąkały się po ulicach miasta. Nagle wszyscy usłyszeli radosne śmiechy ludzi. Jedna z kobiet, która obok nich zaczęła tańczyć powiedziała, że Grecy odpłynęli z obozu. Costa nie mógł uwierzyć w to, że żołnierze stacjonowali przez całe jego życie, prowadząc wojnę z Troją, a teraz odeszli. Postanowili sami to sprawdzić, przeciskali się zatem gorączkowo w stronę miejskiej bramy. Faktycznie – obóz Greków był pusty. Zniknęła broń, statki i żołnierze, natomiast Grecy pozostawili wielkiego, drewnianego konia, przymocowanego do platformy na kołach. Magnus stwierdził, że już kiedyś widział takiego konia – na pergaminie Greka Epejosa. Ludzie otoczyli drewnianego rumaka i podziwiali go ze zdumieniem.

Nagle jakaś kobieta wskoczyła na platformę i przemówiła dziwnym głosem. Była to Kasandra, , córka króla Priama, która ostrzegała mieszkańców, że to podstęp, lecz nikt nie chciał jej wierzyć. Mówiła ona, że Troja będzie płonęła i upadnie przez własny symbol. Wysłuchano też jeńca, greckiego żołnierza Sinona, który wyjaśnił, że Grecy zatęsknili już za domami. Jego, Sinona, postanowili rzekomo złożyć w ofierze, bowiem w nocy wiatry nie były sprzyjające, ale udało mu się uciec i się ukryć. Powiedział też, że koń jest darem dla bogini Ateny, by chroniła Greków w drodze do domu. Trojańczycy, chcąc się nim pochwalić, rozebrali część murów i wciągnęli konia do miasta.


VIII. Troja spłonie

Kiedy Merlin z wiadomością od Alberta wyleciał z tunelu, natychmiast zaczął szukać dzieci. Kiedy nie odnalazła ich wokół chaty Costy, skierowała się do miasta od razu spostrzegła, że panuje w nim radosne podniecenie. Niestety, choć ptak zataczał szerokie kręgi nad miastem, nie odnalazł adresatów. Merlin wrócił zatem do chaty Costy wiedząc, że dzieci powinny tu powrócić.

Wracając późnym popołudniem do domu dzieci dyskutowały o tym, jak powiązać konia z tym, co Magnus widział na projektach. Podejrzewał, że Grecy za pomocą konia chcą zdobyć miasto, ale Costa zauważył, że przecież odpłynęli, zatem on chce spędzić noc w mieście i świętować. Lilly i Magnusowi nagły odwrót Greków wydał się jednak bardzo podejrzany.

Zbudzony hałasem Merlin sfrunął z dachu do dzieci, przekazując im wiadomość od Alberta, w której chłopiec ostrzegł ich przed katastrofą. Z listu dowiedzieli się, że Grecy ukryli w koniu czterdziestu żołnierzy, którzy w nocy mieli otworzyć bramy miasta, by wpuścić powracających Greków do środka. Troja zostanie spalona. Albert prosił przyjaciół, by natychmiast wracali.

Zrozumiawszy niebezpieczeństwo, dzieci schroniły się w chacie Costy, aby przeczekać nadchodzące wydarzenia. Wkrótce Troja została zaatakowana i podpalona, a Grecy wrócili na pole bitwy.

Wśród ognia i chaosu Magnus i Lilly uciekli do tunelu, aby jak najszybciej wrócić do swoich czasów.


IX. Z nowym planem do starego celu

Droga do teraźniejszości była prosta, zaś Merlin poleciał pierwszy, by oznajmić ich przybycie czekającemu Albertowi. Lilly przyłożyła znów błękitny kryształ do ściany, by przerwać połączenie z przeszłością. Jednocześnie żałowała, że nie mają z Troi żadnej pamiątki, na to Magnus zaprzeczył mówiąc, że mają, ale jest ona trochę śmierdząca. Okazało się, że na drogę dostali od mamy Costy kawałek owczego sera. W piwnicy opowiedzieli wszystko Albertowi który odetchnął z ulgą na widok przyjaciół. Bał się bowiem, czy ptak znajdzie ich, zanim Troja zostanie zniszczona.

Lilly ubolewała nad tym, że wciąż nie dowiedzieli się o miejscu ukrycia skarbu, zaś Albert podzielił się z nimi na temat znalezionych w sieci informacji na temat Odyseusza. Okazało się, że po zakończeniu wojny błąkał się on przez dziesięć lat po Morzu Śródziemnym, zanim dotarł do domu. Przy okazji, kiedy Magnus zauważył żółwia, opowiedział im jak wziął żółwia sunącego tunelem za żołnierza i pochwalił się, że nazwał go Parysem. Wtedy pojawił się ojciec Alberta, który pochwalił stroje dzieci, nie domyślając się, że naprawdę podróżowały w czasie.

Bohaterowie postanowili, że to jeszcze nie koniec przygody w Troi. Chcieli odnaleźć Skarb Priama, więc postanowili przenieść się do 1873 roku, do Troi dziewiętnastowiecznej, w czasy, gdy Heinrich Schliemann – niemiecki kupiec i archeolog amator, prowadził wykopaliska w Troi. To rozwiązało też problem kostiumów, a Lilly odetchnęła z ulgą, że nie będzie znów musiała ich własnoręcznie szyć. Obecne postanowili podarować teatrowi, a wypożyczyć coś z XIX wieku. Tyle tylko, że w tamtych czasach kobiety nosiły długie suknie z wieloma halkami, zaś mężczyźni garnitury, wiec dziewczynka już wyobraziła sobie, jak w takim ubraniu machają motyką i łopatą poszukując skarbu.


X. Liczy się każda minuta

Kilka dni później dzieci znów spotkały się w willi z zamiarem odbycia podróży w czasie. Wszyscy byli zrelaksowani, Albert bowiem sprawdził wcześniej ryzyko w internecie i nie znalazł żadnych niepokojących wydarzeń. Tym razem dzieci podróżowały do maja 1873 roku i wyszły z tunelu podczas ulewy. Spotkały chłopca, który zawołał wszystkich do pomocy przy ratowaniu ludzi pracujących przy wykopaliskach, ponieważ osunęła się boczna ściana wykopu i lawina błota i kamieni przysypała badaczy. Na szczęście wszyscy przeżyli, ukrywając się pod plandeką.


XI. Odkopać całe miasto

Po zakończeniu akcji ratunkowej Magnus i Lilly pozostali sami na wykopaliskach. Magnus był zły, że nikt nie zaproponował im osuszenia się pod swoim dachem. Również Lilly ze zdumieniem zauważyła, że wszyscy sobie poszli, ale jednocześnie zaczęła się zastanawiać, gdzie podziała się Troja, którą znali – pałac króla Priama, świątynia i grube mury, skoro dookoła było tylko samo błoto. Jedynymi budynkami, które stały na miejscu, były teraz drewniane chaty, które wcale nie wyglądały luksusowo. Dziewczynka zaproponowała, by zapukać do nich i zapytać, czy mogą zostać. W ten sposób poznali Heinricha Schliemanna, znanego archeologa, który rzeczywiście odkrył Skarb Troi. Magnus, by zyskać jego zaufanie, udawał syna słynnego naukowca, który koniecznie chciał zobaczyć wykopaliska, a Schliemann zgodził się nimi zaopiekować.

Choć odkrywca okazał się surowy i oszczędny, pozwolił dzieciom towarzyszyć mu przy pracy. Już kolejnego poranka, o wpół do piątej, zerwał ich z łóżek mówiąc, że zaczyna dzień od kąpieli w morzu i jeśli wstaną kolejnego dnia wcześniej, będą mogli mu towarzyszyć. Tymczasem mogli posilić się bardzo skromnym śniadaniem – każde z dzieci dostało po jednej i trzy czwarte kromki chleba i trzy deka masła, a do tego wodę z pobliskiej rzeki Skamander. Korzystając z nieobecności gospodarza dzieci wysłały też wiadomość do Alberta.

Po wyjściu z chaty dzieci spotkały Hermanna Dubios, brygadzistę i nadzorcę w Troi, który dostał polecenie, by oprowadzić ich po wykopaliskach. Przy okazji wręczył dzieciom po jabłku i obiecał zająć się ich pustymi brzuchami. Razem zeszli po drabinie do wykopu, a Dubios wyjaśnił, że szukają tak głęboko, ponieważ Schliemann nie interesuje się młodszymi, nadbudowywanymi miastami. Chce znaleźć tylko legendarną Troję króla Priama.


XI. Uczciwość popłaca?

Podczas pracy na wykopaliskach dzieci usłyszały krzyki dobiegające z jednego ze stanowisk archeologicznych. Okazało się, że jeden z robotników próbował ukraść znalezisko. Heinrich Schliemann natychmiast rozpoznał wartość odkrycia – były to szczątki sztyletu Hektora, trojańskiego bohatera, jednego z najważniejszych obrońców starożytnej Tro. Nakazał zwolnić złodzieja, podkreślając, jak ważna jest uczciwość w pracy naukowej. Później Magnus i Lilly zwiedzali teren wykopalisk pod opieką chłopca Alexiosa. Jego ojciec należał do zespołu prowadzącego wykopaliska, a i on sam zarabiał wykonując drobne prace. Chłopiec zaprowadził ich do kuchni, gdzie kucharz poczęstował ich plackami chlebowymi i owczym serem. Dzieci poprosiły też Alexiosa o możliwość pracy na wykopaliskach, ale chłopiec nie umiał udzielić odpowiedzi. Postanowili poszukać więc Schliemanna i zapytać go o pozwolenie. W międzyczasie obserwowali, jak brygadzista Hermann Dubios kierował robotnikami, wskazując im miejsca do kopania i sygnalizując, kiedy mają odłożyć łopaty i zając się delikatnym znaleziskiem.

W pewnym momencie dzieci zauważyły coś niepokojącego – sam Schliemann potajemnie schował do kieszeni jedno z odkryć, prawdopodobnie wisiorek. Znajdowało się ono w miejscu, gdzie odkryto wcześniej sztylet. Następnie jak gdyby nigdy nic spokojnie pracował dalej. Alexios widząc to wszystko pogardliwie przypomniał słowa szefa, że „uczciwość popłaca”. Schliemann, mimo że sam mówił o uczciwości, to jego zachowanie przeczyło głoszonym zasadom.


XII. Skarb znaleziony...

Tymczasem Albert w teraźniejszości przeszukiwał internet, by znaleźć wskazówki dotyczące położenia Skarbu Troi. Trafił na stronę Uniwersytetu w Tybindze, gdzie znalazł dokładne dane o lokalizacji znaleziska. Sporządził mapę i wysłał ją swoim przyjaciołom za pośrednictwem Merlina.

Magnus i Lilly otrzymali wiadomość, że skarb być może jest ukryty blisko chaty Schliemanna, tuż przy starych murach miejskich Troi. Wykorzystując to, że tego ranka Schliemann zaopatrywał chorych robotników w lekarstwa, zaczęli szukać skarbu. Zeszli po drabinie prowadzącej do wykopu, następnie do częściowo odsłoniętych murów i znaleźli miejsce, które ich przyjaciel oznaczył krzyżykiem. Kopali ponad godzinę w murze, który – jak przypuszczali – pochodził ze starszej warstwy miasta. Wkrótce natrafili na coś metalowego i pobiegli z tą informacją do Schliemanna. Przedmioty tkwiły dość głęboko w ziemi, a wydostanie ich wymagało mnóstwa pracy.

Archeolog był zachwycony odkryciem i kazał zachować wszystko w tajemnicy. Wraz z Hermannem Dubiosem udał się na miejsce, gdzie znaleziono skrzynię pełną złota, pierścieni i pucharów. Była tam również tarcza Parysa. Skarb miał zostać utrzymany w sekrecie przed resztą pracowników, chroniąc go przed rzekomą kradzieżą. Liczył on prawie dziewięć tysięcy przedmiotów. Dla niepoznaki, kosze zostały przykryte słomą, zaś Schliemann dobrze zamknął drzwi do chaty, a im samym kazał pracować, jak gdyby nigdy nic.


XIII. Skradziony!

Pod nieobecność Schliemann, który wyruszył poszukać miejsca do przechowywania skarbu, znalezisko zniknęło. Poszukiwacz był wściekły i oskarżył o kradzież Alexiosa, który wcześniej budził jego podejrzenia. Podczas przeszukania znaleziono przy nim złoty łańcuszek należący do skarbu. Alexios jednak uciekł, zanim zdążono go zatrzymać, gryząc Schliemanna w nos i kopiąc Dubiosa w piszczel.

Schliemann nie chciał zgłaszać sprawy policji, ponieważ władze zarzucały mu nielegalne wywożenie szczególnie cennych znalezisk za granicę. Również i ten skarb planował przeszmuglować potajemnie za granicę, dlatego nikt nie mógł się o nim dowiedzieć. Dubios poszedł porozmawiać z robotnikami licząc, że ktoś się wygada i mimo wszystko trafią na ślad złodziei. Dzieci zaczęły natomiast rozumieć, że nawet wielki odkrywca potrafi postąpić nieuczciwie, jeśli w grę wchodzi sława i bogactwo.

Niestety śledztwo nie przyniosło rezultatów. Wśród robotników rozeszła się wiadomość, że pojawiły się kłopoty, choć nikt dokładnie nie wiedział, o co chodzi. Dzieci postanowiły rano wysłać wiadomość do Alberta licząc, że znajdzie on w internecie wskazówkę co do tożsamości złodzieja.


XIV. Ścigający i ścigani

W nocy Magnusa i Lilly obudziły dziwne dźwięki za oknem. Na zewnątrz czekał Alexios, który prosił, by poszli za nim. Poprowadził ich w miejsce, gdzie mogli podsłuchać rozmowę Dubiosa z nieznanym mężczyzną. Okazało się, że to właśnie Dubios był prawdziwym złodziejem i chciał sprzedać skarb. A łańcuszek, który miał Alexios rzeczywiście wypadł z kosza i chłopiec go po prostu znalazł.

Dzieci natychmiast poinformowały Schliemanna, że zdrajcą i złodziejem jest jego najlepszy nadzorca Dubios. Poszukiwacza ogarnęła wściekłość na wieść o oszustwie zaufanego pracownika i postanowił przyłapać go na gorącym uczynku. Dubios został uwięziony przez robotników. Jednak w nocy zdołał uciec i wtargnął do chaty dzieci, by się zemścić za to, że to za ich sprawą kradzież wyszła na jaw.

Na szczęście w ostatniej chwili pojawił się Schliemann z kilofem w ręku, co pozwoliło Magnusowi i Lilly uciec do tunelu. W trakcie ucieczki Magnus został ranny w nogę ale udało im się powrócić do teraźniejszości.


XV. Twarz w oknie

Po powrocie Magnus trafił do szpitala z raną nogi. Tłumaczył, że zranił się podczas zabawy w poszukiwanie skarbu, więc nikt nie podejrzewał prawdy. W tym czasie w przeszłości Dubios znokautował w końcu Schliemann, ale stwierdził ze złością, że dzieci zdołały uciec. Ich ucieczka spotęgowała wściekłość nadzorcy, który nagle spostrzegł plamę krwi przy drzwiach. Postanowił ruszyć tym tropem, aż w końcu trafił do tunelu nieświadomy, że Lilly niepokojąc się o Magnusa, zapomniała włożyć kryształ w otwór w ścianie i nie przerwała połączenia z przeszłością.

Po wyjściu ze szpitala ponownie spotkał się z Albertem i Lilly w piwnicy. Nogę miał owiniętą bandażem i powinien był zostać w domu, ale uprosił rodziców, by go przywieźli do przyjaciela. Dzieci dowiedziały się, że Schliemannowi rzeczywiście udało się wywieźć skarb, lecz nie po to, by się wzbogacić. Przekazał go do muzeum w Berlinie, by wszyscy mogli go podziwiać. Niestety, podczas II wojny światowej skarb został wywieziony do Rosji, gdzie znajduje się do dziś. Lilly stwierdziła, że chętnie obejrzała by w spokoju skarb, nie było bowiem na to czasu w przeszłości. Okazuje się, że Schliemann nic nie wspomniał o udziale dzieci w jego odnalezieniu, nie było też wzmianki o jego kradzieży.

Pod koniec historii Magnus wspomina, że widział w oknie twarz przypominającą Dubiosa, co sugeruje, że złodziej mógł przedostać się w czasie, podobnie jak zrobił to żółw Parys. Bohaterowie zrozumieli, że ich przygody dopiero się zaczynają.

*Streszczenie stanowi jedynie formę powtórzenia. Zachęcam do lektury książki"*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz