Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żyd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żyd. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Katarzyna Sarnowska "Miłość w kolorze sepii"

Autor: Katarzyna Sarnowska
Wydawnictwo: Lucky


O miłości napisano już tysiące poematów, powieści, nakręcono tysiące filmów, a mimo wszystko temat wciąż nie wydaje się do końca zgłębiony, a tym bardziej – wyeksploatowany. Dzieje się tak być może dlatego, że każda miłość jest inna, inne są też okoliczności, w jakich para okazuje sobie (bądź nie) uczucie. Część z tych historii o miłości jest dziełem wyobraźni, część jest wyrazem niezaspokojonych pragnień, tęsknot autorów, wśród nich są też takie, które zostały zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami.

sobota, 6 października 2012

Anna Birger "Skrywana przeszłość"

Tytuł: Skrywana przeszłość
Autor: Anna Birger
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
„Nasz alfabet miał dwie litery. Ś – jak śmierć i Z – zabijanie! Znając te dwie, wiedzieliśmy, że musimy dopisać tylko jedną , P – przeżyć! Przeżyć za wszelką cenę. Za cenę głodu, upokorzeń i bicia”. Kto mógłby wypowiedzieć te pełne bólu i cierpienia słowa? Kto doświadczył traumy tak strasznej, żeby ująć ją w alfabet – alfabet przetrwania?
Odpowiedzi poszukać możemy w książce, która zaskakuje i burzy nasze dotychczasowe postrzeganie świata, budzi demony przeszłości i nie daje się zapomnieć. Mowa o powieści Anny Birger „Skrywana przeszłość” opublikowanej przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka, jednej z najlepszych po które sięgnęłam w ostatnich miesiącach. Wstrząsające fakty ujawniane przez bohaterkę głęboko zapadają w nasze serca i dusze, zaś znakomita kompozycja tekstu sprawia, że niepostrzeżenie cofamy się w czasie przeżywając wraz z bohaterkami traumatyczne wydarzenia.
Autorka przedstawia nam Laurę Miller, Polkę, która już od ponad dziesięciu lat swoje życie wiedzie na niemieckiej ziemi u boku ukochanego męża Jorgena. Otoczona miłością jego rodziny, hołubiona przez jego dziadka, tym ciepłem rekompensuje sobie brak rodziców oraz rozłąkę z własną babcią, z którą zerwała kontakt. Staruszka, która zaopiekowała się nią po tragicznym wypadku w którym zginął zarówno ojciec, jak i matka Laury, nie mogła zaakceptować tego, że wybrankiem wnuczki jest Niemiec. Dziewczyna nie zdecydowała się wyrzec swojej miłości przekonana, że babką rządzą emocje i stereotypy dotyczące całego narodu męża i tym samym odcięła się od ostatniej osoby, która wiązała ją z Polską. Dlatego też dziwi telegram otrzymany z kraju z informacją o niespodziewanej śmierci babki, przesłany przez niejakiego mecenasa Krzysztofa Szweda.
Mimo początkowej niechęci Laura, namówiona przez męża, decyduje się odbyć podróż do Polski nieświadoma, że diametralnie zmieni to całe jej życie. Po przybyciu do Warszawy okazuje się, że śmierć babki to niejedna tragiczna niespodzianka, która na nią czeka. Nie dość, że kobieta zdecydowała się sprzedać dom rodzinny, to jeszcze z niewyjaśnionych przyczyn … popełniła samobójstwo. Kto lub co mogło ją do tego skłonić? Być może tajemnicę kryć będzie testament babki, ten jednak jest równie kontrowersyjny, jak poczynania babci w ostatnich latach życia. Kobieta zapisała bowiem pokaźny majątek Kościołowi, dla wnuczki przeznaczając jedynie pudło wypełnione starymi zeszytami – zapiskami z czasów wojny.
Zastanawiam się, czy gdyby Laura wiedziała co znajdzie w pamiętnikach babci Irenki, czy zdecydowałaby się na ich lekturę. A może tak właśnie miało się stać? Może nadszedł czas, by  wnuczka poznała prawdę, skrzętnie ukrywana przez lata. Prawdę, która tłumaczy dziwne, niekiedy irracjonalne zachowania starszej pani, które tak przeszkadzały i drażniły Laurę.
Otwierając pudło nie tylko ona, ale i my przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz, by poznać historię Ireny, córki aptekarza i … Żydówki. Autorka utkała swoja historię, a właściwie historie ciemiężonego narodu, z jego cierpienia i śmierci, jakiej ofiarą padły rodziny żydowskie. Wraz z babcią Laury, której drżąca ręka spisywała wydarzenia które nigdy nie powinny mieć miejsca, oglądamy portret Warszawy sprzed wybuchu wojny, choć sygnały o niej kładą się cieniem na szczęściu mieszkańców stolicy. Nikt jednak nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że wkrótce zostanie na niego wydany wyrok, że ten czas sprzed wybuchu będzie ostatnim szczęśliwym latem.
Irenka opowiada o przyjaźni z Helą, córką rabina, która pozwalała jej przetrwać trudne chwilę w szkole. Blondynka i ruda – obie wyróżniały się na tle społeczności żydowskiej, obie z tego powodu były szykanowane, poniżane. Obie, dzięki tym niespotykanym wśród Żydów kolorom, po latach miały szansę na ratunek. Na udawanie Polek, kiedy okupant postanowił zmieść z powierzchni ziemi całą rasę.
Czytamy o pierwszych miesiącach wojny, o decyzji stworzenia getta oraz o nieudanej pomocy tam uwięzionym rodzicom i rodzeństwu dziewczyn. Z przerażeniem czytamy też o schwytaniu przyjaciółek, przesłuchaniach oraz wywózce do obozu pracy. A może lepiej powiedzieć – obozu śmierci. Nie można oddać się lekturze „Skrywanej przeszłości” nie odczuwając przy tym całej gamy emocji. Mimo, iż – jak pisze Irena – „w obozie żeby żyć, trzeba było zobojętnieć”, nie można pozostać obojętnym mając przed oczami obraz ludzkich szkieletów, czy czując słodkawy dym wydobywający się z pracujących niestrudzenie kominów.
Pamiętnik babki Laury mógłby być wstrząsającą książką nawet bez dodania współczesnego wątku, jednak taki zabieg jeszcze wzbogaca powieść poprzez kontrast pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Zaskakujące zakończenie stanowi natomiast zamknięcie pewnego cyklu i zarazem dowód na to, jak przewrotny może być los.
Nie sposób wyrazić słowami ogromu tragedii, jaką przeżyła Irena i tysiące jej podobnych. Nie sposób tego dokonać bowiem Anna Birger w „Skrywanej przeszłości” zrobiła to tak doskonale, z takim wyczuciem i realizmem, że jakikolwiek komentarz byłby tu profanacją. To po prostu książka wyjątkowa. Książka o tym, jak „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Książka o tym, jak żyć z tym piętnem przeszłości…

Recenzja została umieszczona również na stronie wortalu literackiego Granice.pl

czwartek, 6 września 2012

Patrycja Pelica "Wszystkie kolory życia"

Tytuł: Wszystkie kolory życia
Autor: Patrycja Pelica
Wydanwictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Jakie to uczucie, kiedy świat ogranicza się do kilku metrów kwadratowych strychu? Jakie to uczucie, kiedy schronienie staje się jednocześnie więzieniem, każdy szmer jest dowodem zbrodni, zaś oddech – zdradą? Jakie to uczucie, kiedy o życiu świadczą jedynie kolory? Te, są zawsze, choć często przybierają ciemne barwy, jak śmierć, jak gnijące ciała i potępione dusze. Czasami też ociekają purpurą, niczym krwią wypływającą z otwartej rany. Zdarza się jednak tak, że kolory kojarzą się z miłością i nadzieją, że mimo wszystko nadejdzie lepsze jutro, a demony przepędzi kolejny świt.
Zuzia, bohaterka utkanej z emocji i okraszonej łzami książki Patrycji Pelicy „Wszystkie kolory życia”, poznała barwy dopiero z nadejściem wojny. My zaś poznajemy wstrząsające losy ludzi, których bardziej niż wojna zniszczyła nienawiść i strach przed innością. Autorka przenosi się z nami w czasy, kiedy ziemia ociekała krwią Polaków i Żydów, malując pełen cierpienia portret ludzi, którzy gotowi byli zginąć za bliźnich, a także tych, którzy wydawali wyroki. Ten obraz narodu polskiego prezentowany przez Pelicę nie jest popularny, wolimy widzieć siebie w roli ofiar, zbyt rzadko mówi się nie o bohaterach, ale o tych Polakach, którzy posyłali na śmierć za kilka srebrników, którzy – niczym Judasz – zdradzali.  Tymczasem ten niechlubny okres w historii powinien stać się przykładem, jak wojna wydobywa z ludzi pierwotne instynkty i … jak niszczy człowieczeństwo.
Zuzia miała zaledwie czternaście lat kiedy przyszła do niej wojna, a wraz z nią dorosłość. Ojca, zastrzelonego przez Niemców nie miała nawet czasu opłakiwać, bowiem na strychu czaili się Oni – Żydzi. Zjawili się w nocy, a wraz z nimi do drzwi Zuzi zapukał strach i potępienie, ale i miłość, która wypala piętno na sercu. Daniel, którego imię znaczyło „Pan jest moim obrońcą” i jego córeczka Anna Maria stali się jej teraźniejszością i przyszłością, jej potępieniem, ale i kolorami w jej życiu. „Kolory to wszystko, co może mieć samotny Żyd na strychu” – mówił On, próbując schwytać w dłonie smugę światła przeciskającego się przez zasłony. Bo słońce było wrogiem, zbyt wiele pokazywało i mogło przynieść śmierć. Przecież „miejsce Żydów jest w komorze”, a „dobry Żyd to martwy Żyd” mówili Polacy, stawiając się na równi  Niemcami, z okupantem, choć właściwie jemu można było wybaczyć, a im nigdy. Nawet siostra Zuzi, Julia bezlitośnie wydawała wyroki, obciążając swoje sumienie śmiercią tych, którzy pragnęli schronienia i tych, którzy odważyli się go udzielić. To, że sama Zuzia ukrywa Żydów było dla niej niezrozumiałe, bardziej niż to, że została nazistowską nałożnicą. Ciało było bowiem tym, co mogła zaoferować Eberhardowi w zamian za ułudę bezpieczeństwa i życie tych, których z góry skazano na śmierć. Chociaż się go bała, to właśnie ten Niemiec obudził w niej namiętność, on też pokazał, że nawet zwierzę może mieć ludzkie odruchy, że może kochać. Nawet wówczas, kiedy miłość ma kolor krwi i cierpienia niewinnych.
Jednak to Daniel wrył się głęboko w jej myśli, stopił z jej ciałem, jego piętno nosiła przez lata. „Dziwka”, „Żydowska dziwka” – tak brzmiało jej nowe imię po wyzwoleniu i nawet rosyjski oficer Iwan, którego poślubiła używał tego określenia z każdym kolejnym ciosem, delektując się jej cierpieniem, ale mając świadomość, że to Daniel, a nie on, zajmuje jej myśli, a oczekiwanie na jego powrót – pozwala przetrwać.
Historia Zuzi nie kończy się wraz z nadejściem wyzwolenia – bo tak naprawdę co ono dla niej oznaczało? Po strachu przed Niemcami, nadszedł czas na strach przed Polakami, którzy bez skrupułów wyrzucili ją poza nawias społeczności, skazując na ostracyzm także jej i Iwana córkę, a nawet wnuczkę. Opowieść oparta na faktach – jak czytamy na okładce – wzbudza w nas skrajne emocje, pojawiają się krwawe wizje przeszłości i niedowierzanie. Nie nam jest jednak oceniać zachowanie ludzi, pozostaje tylko głęboko współczuć straceńcom, którzy sami skazali na potępienie swoje dusze. Tak, jak nie przyznaje sobie prawa, by wydawać wyroki i opinie o zachowaniu Niemców, Żydów czy Polaków, tak nie mogę sobie odmówić określenia powieści Patrycji Pelicy mianem wyjątkowej. I nie chodzi to o młody wiek autorki, która stworzyła dzieło kumulujące sobie mądrość i doświadczenie przeszłości, ale o wyjątkowy zmysł obserwacji i analizy zachowań ludzkich. A także o wyjątkowy język „Wszystkich kolorów życia”, który barwi słowa emocjami, zderzając poetyckie ujęcie szarości z brutalnym realizmem. To powieść, która powinna jednoczyć, która staje ponad podziałami przekonując, że tak, jak wobec strachu, tak i wobec miłości jesteśmy równi. I wobec Boga, niezależnie od tego, jaka ma twarz czy imię. A słowa autorki „Bóg wybaczał – oni nie. Nigdy” – niech towarzyszą nam nie tylko podczas lektury, ale i przez całe życie, stanowiąc przestrogę, by już nigdy nie można było powiedzieć „ludzie ludziom zgotowali ten los”. 



Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl